poniedziałek, 26 marca 2018

58. Ulubiony kubek


Wiedziałam, jakie mogą być ewentualne konsekwencje mojego pomysłu.
Nie mogłam jednak powstrzymać myśli, że chcę wrócić do swojego mieszkania. Nawet jeśli ktoś miałby mnie zauważyć, miałam nadzieję, że będzie to jeden z ludzi tego całego Klaudiusza, a nie osoba trzymająca sztamę z Damianem. Wycofałam się z kuchni. Moje buty stały w korytarzu.
Podpity Nathan spał dalej w najlepsze. Widocznie te cztery butelki to nie był jedyny trunek, jakiego kosztował tej nocy.
Wciągając trampki na nogi nasłuchiwałam jego oddechu. Nie zmieniał się, więc zaczęłam delikatnie majstrować przy zamkach.
Udało mi się wydostać przed budynek.
Zamknęłam dom najciszej jak się dało i kierując się już na ulicę, zarzuciłam kaptur na głowę.
Nad ranem nie było ruchu. Nie wiedziałam nawet, która jest godzina. Ważne, żebym jak najprędzej znalazła się we własnym mieszkaniu.
Furtka była otwarta.
Przyspieszyłam znacznie. Znów zaczęło mi brakować okularów. Znałam jednak tę okolicę na tyle, by wiedzieć w jaką ulicę skręcić i się nie pogubić.
Docierając na bardziej uczęszczane ulice, zaczęłam się zastanawiać, czy dobrze robię.
Czy te klucze to nie zasadzka? Czy nie czekają na mnie czasem w moim mieszkaniu?
Odrzuciłam te myśli czym prędzej, choć ich echo odbijało się jeszcze gdzieś z tyłu głowy.
Nie masz na kogo liczyć w tej chwili, Aga. Masz tylko siebie. Zachowuj się normalnie, to może Cię nie zauważą.
Gdy już dostałam się na klatkę schodową, poczułam się raźniej.
Na swoim piętrze, wyjęłam klucze. Sąsiadka wyjrzała na zewnątrz.
-O, dzień dobry. Co słychać, pani Jadwigo?
-Przekaż swojemu współlokatorowi, że dziękuję mu za naprawę odpływu w zlewie.
-Współlokatorowi?
-No, tak. Byli tu z właścicielem w zeszłym tygodniu i następnego dnia się wprowadził. Przeuroczy chłopiec. Wychowany przede wszystkim i uczynny, nie jak ten twój szatański koleżka, młoda damo.- staruszka właśnie zganiła mnie za to, że trzymam się z Nathanem. Ważniejsze było jednak to, że mam teraz współlokatora.
-Dobrze, przekażę.- odparłam mimochodem.
Dziwne, że zjawił się akurat w momencie mojego "wyjazdu". Wciągnęłam głośno powietrze i otworzyłam drzwi. Nie mogę się teraz wycofać, skoro już tu jestem.
Biblioteczka w korytarzu zapełniła się kilkoma innymi książkami. Buty jegomościa były ustawione w równym rządku, jego płaszcz wisiał zaraz obok mojej kurtki, za którą zresztą tęskniłam już długo.
Skierowałam się do mojego pokoju. Był nietkniety, na szczęście. Jednak mój współlokator był w mieszkaniu. Zaczęłam się zastanawiać czy nie spakować plecaka i nie wrócić do chłopaków. Usiadłam na łóżku.
-Och, co ja robię…- przeczesałam włosy. Podniosłam się za chwilę.  Gdzieś miałam moją starą parę okularów.
Grzebiąc w pudełkach, usłyszałam że ktoś stanął pod drzwiami do mojego pokoju.
Pukanie do drzwi.
-Proszę!- zamarłam. Do pokoju wszedł blond jegomość, który już raz na mnie kiedyś spojrzał.
-Dzień dobry! Na imię mi Klaudiusz. Od tygodnia jestem twoim współlokatorem.
-Dzień dobry.- uśmiechnęłam się zmieszana. Podeszłam do niego jednak i podałam mu rękę na powitanie.
-Szczerze zastanawiało mnie kiedy wrócisz.- gdy to powiedział, serce stanęło mi w gardle. Przyglądał mi się, nie wchodząc do pokoju głębiej niz dwa kroki od jego progu.- Może zrobię herbatę, co Ty na to? Masz zziębnięte dłonie.- uśmiechnął się z politowaniem. Chciałam zaprotestować, ale w tym momencie zapragnęłam gorącej, mocnej herbaty w swoim ulubionym kubku, więc przytaknęłam głową wcale się nie odzywając.
Klaudiusz doskonale udawał, że nie mamy ze sobą nic wspólnego. Może nie chciał mnie przestraszyć na starcie, albo wprowadzi mnie w temat już przy herbacie.
-Gdzie te okulary?- cofnęłam się w stronę szafy, żeby je w końcu znaleźć.
-Chcesz ją do pokoju, czy wypijesz w kuchni?- zawołał.
I tak prędzej czy później  musiałabym z nim porozmawiać. Stwierdziłam, że lepiej będzie jeśli to starcie będę miała za sobą już teraz.
-Zaraz przyjdę!- otworzyłam ostatnie pudełko, w którym mogłyby być moje stare okulary. Zaklęłam pod nosem. Nie ma ich. Zostanę ślepa, najwyżej.
Wypusciłam z siebie powietrze,  a prostując się spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Zakręciłam się w miejscu. Splotłam dłonie na karku i opuściłam je luźno. Gdyby Klaudiusz chciał coś mi zrobić, albo gdyby cokolwiek miało się stać za chwilę, poczułabym to własnie na karku. Te nieprzyjemne iskry nie ustępowały, gdy byłam z chłopakami, a przez całą drogę do mojego zakątka i już tutaj nie czułam nic podobnego. Świadomość tego faktu trochę mnie uspokoiła. Wyłoniłam się z pokoju.
-To mówisz, że mieszkasz tu od tygodnia? Ach, właśnie. Pani Jadwiga kazała Ci podziękować za pomoc.- przyglądałam się Klaudiuszowi. Trzymał swój kubek opierając się o kuchenny blat.
-Drobnostka. Zdążyłaś wyjechać i przyszedłem oglądać pokój.- mówił ze stoickim spokojem. Przyglądałam się mu z niemałym zaciekawieniem, bo im mocniej mu się przypatrywałam tym bardziej kogoś mi przypominał. Na pewno to był ten sam Klaudiusz, o którym wspominał Mateusz. Tylko dlaczego nie mówi nic na ten temat? Usiadłam na wylocie z kuchni, oparłam się o ścianę.-Jak Ci minął wyjazd?
-Ekscytująco.- odparłam wcale nie ukrywając, że wolałabym akurat takich wyjazdów unikać. Opuściłam wzrok na swój ulubiony kubek pełen herbaty. Mój zgorzkniały wyraz twarzy sprawił, że mężczyzna sam westchnął. Usłyszałam stuknięcie naczynia o blat szafki.
Krzesło z naprzeciwka odsunęło się i blondyn usiadł. Atmosfera jakby zgęstniała. Przełknęłam ślinę. Zaczyna się.
Spojrzałam na niego, blednąc nieznacznie. Nie mów mi tylko, że to ty tym wszystkim trzęsiesz, Klaudiusz. Nie psuj mi normalnego dnia, błagam. Nie potwierdzaj tego, czego się domyślam. Prosiłam w myślach.
-Co się stało? Sądząc po twojej minie, nic przyjemnego.
-Ach... - zaskoczył mnie- Już pierwszego dnia zgubiłam okulary. Chociaż w sumie nie pamiętam nawet, czy wzięłam je ze sobą.
-Czekaj. Takie czarne, duże, co?
-Zostawiłam je w mieszkaniu?- ściągnęłam brwi.
-Leżały na umywalce w łazience. Zaraz ci je przyniosę.- podniósł się z miejsca i wyminął mnie w przejściu.
Okulary miałam na nosie w dniu porwania. Tego byłam pewna. I coraz bardziej pewna byłam tego, że on coś kręci.
-Trzymaj, Agnieszko.- usłyszałam za chwilę jak mówi do mnie po imieniu i wszystko szlag trafił. Nie przedstawiałam mu się przecież.
-Nie powiedziałam Ci jak mam na imię.- odebrałam szybko okulary. To były moje okulary, całe, z tymi samymi przebarwieniami od słońca, z tymi samymi rysami na szkłach. Moje, nietknięte okulary.-Po co się tu wprowadziłeś?
-No, masz. Takie urocze pierwsze spotkanie poszło w las.- przymknął oczy usmiechając się z przekąsem.
-Zadałam pytanie, Klaudiuszu.- zmrużyłam oczy.
-Od czego mam zacząć?
-Od początku.- rzuciłam ponuro.-Ty podrzuciłeś moje klucze do ich domu? Wiedziałeś, że będę chciała wrócić tu, albo do rodziny.
-Przy czym jesteś świadoma, że Damian może czaić się na Ciebie w twojej miejscowości, więc zgadłem, że wybierzesz powrót tutaj.- spojrzał na mnie pogodnie. Z mojej twarzy odpłynęła chyba cała krew. Dlaczego zaczęłam nagle się tak bać, skoro on jest taki spokojny?
 Za spokojny. Zbyt pewny siebie. Przygniótł mnie swoim autorytetem.
-Jak to…
-Tu jesteś bezpieczna, a już na pewno w mojej obecności. Kazałem obstawić dzielnicę, Damian się tu nie pojawi.
-Jeden z moich ludzi, dla ciebie Mateusz, przekonał Nathana, żebyście wrócili do miasta z prostej przyczyny. To jest nasz teren. Damian i jego ludzie nie mają tu władzy, zostali wykluczeni, gdy tylko usłyszałem, co zrobił, żeby dorwać naszego przyjaciela.
-A jednak wciąż zacierasz po nim ślady.
- To już bardziej skomplikowane. Rozmowa nie do słodkiej herbatki.- stwierdził.
-Chcesz powiedzieć, że poza samym miastem byliśmy w jeszcze większym niebezpieczeństwie?
-Zgadza się.-przytaknął. Powoli skryłam twarz w dłoniach, nie wierząc w to co słyszę. Kilkukrotnie otarłam się o śmierć tylko dlatego, że opuściłam miasto.
-Dlaczego? Dlaczego Damian ubzdurał sobie, że dzięki mnie dorwie Nathana, Krystiana i Michała? Chłopaki ciągnęli mnie za sobą tylko dlatego, że nie chcieli mieć mnie na sumieniu.
-Och, powiedzieli to dosłownie?- mężczyzna uniósł brwi, zaciekawiony.
-Chyba… Nie wiem.- skrzywiłam się, probując przypomnieć sobie takie słowa. Nathan mówił różne przykre rzeczy, ale nie coś takiego.
-Chcąc, czy nie, przygarnęli Cię do swojej paczki. Znam Nathana wystarczająco długo bym mógł powiedzieć, że Cię w tyle już nie zostawi.- kącik ust uniósł mu się w rozbawieniu, gdy tylko moja twarz z chłodnej bladości stała się parząco purpurowa.
-Będą mnie szukać.- wyjąkałam. Klaudiusz zaśmiał się pod nosem.
-Jest siódma rano. Zanim zwleką się z łóżek po podróży, mamy dobre trzy godzinki na pogawędkę.- mężczyzna pogodnym tonem oszacował czas, patrząc na zegarek na swoim nadgarstku.
-Nathan będzie wściekły.- pisnęłam przerażona.
-Potrafię go uspokoić.- blondyn wyprężył się na krześle, wyraźnie dumny z posiadanej umiejętności. Jakoś nie dowierzałam.- Uwierz, gdyby tak nie było, nie próbowałbym ściągnąć Cię tutaj, ani tu zamieszkać.- uniósł dłoń w geście zapewnienia mnie o swojej bądź co bądź, legendarnej umiejętności. Odetchnęłam lżej.
-Skoro tak twierdzisz.
-Jeśli chcesz się odświeżyć i odpocząć, nie będę cię zatrzymywał. To w końcu twoje mieszkanie.
-Po tym, co mi powiedziałeś będzie raczej ciężko mi się zdrzemnąć.- stwierdziłam z niesmakiem. Obserwowałam jego ruchy, naprawdę byl spokojny, a mimo to nie powiedział mi dlaczego on sam postanowił zamieszkać w takiej klitce, skoro pewnie stać go na wiele lepsze warunki.- No i wciąż nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Dlaczego się tu wprowadziłeś?
-Bo wiem, że mnie będziesz słuchać.-przechylił się zdecydowanie w moim kierunku. Wbił we mnie swoje lazurowe spojrzenie. Co? Dopiero teraz zwróciłam uwagę jak dziwny ma kolor oczu? Nie, to nie jest jego kolor oczu. To coś gorszego. Czułam, że za chwilę coś się stanie. Każda komórka mojego ciała spięła się, jakby zaraz miała się ewakuować.-Wstaniesz teraz z krzesła…
-Niby po co?- nie zdążyłam skończyć pytania, a stałam już na nogach.
-Znajdź najostrzejszy nóż w kuchni.-kontynuował, a we mnie wzbierało przerażenie. Zaczęłam szukać noża, a nie chciałam tego robić. Nie chciałam go znaleźć spodziewając się, co nastąpi dalej, co on będzie kazał mi zrobić.
-Przestań.-warknęłam już z nożem w ręku. Stanęłam przed nim, a moje ciało czekało na dalsze rozkazy. Nie mogłam nad tym zapanować. Było tak spięte, że ciężko było mi nawet mrugnąć okiem, a jednak mogłam wciąż swobodnie mówić.
-Kiedy ci powiem, poderżniesz sobie gardło. Banalne, prawda?
-Nie mów tego. Nie mów takich rzeczy. Nie chcę umierać, błagam.- głos mi się załamał, a mimo to wciąż oddychałam spokojnie, jakby to Klaudiusz zakazał memu ciału się denerwować. Mimo to wiedziałam już, że starczy jedno hasło i wykrwawię się na jego życzenie. Klaudiusz przymknął oczy z krzywym usmiechem na twarzy.
-Podaj mi herbatę. Szkoda, żeby wystygła.-jak powiedział, tak zrobiłam.-Teraz się nie ruszaj.- miał ubaw, gdy z nożem w pięści, pochylona nad stołem w dość niewygodnej przejściowej pozie, musiałam stać bez ruchu dopóki nie odwoła wszystkiego.
I tak niczego bym teraz nie zrobiła, skoro on ma w tym momencie władzę nad moim ciałem. Zaczęło się we mnie gotować.
-To jest ten twój sposób, w jaki panujesz nad Nathanem? Pokazujesz mi, że jesteś silniejszy i co ci to daje?
-Hm… Wiesz już o ich zdolnościach, co? Nie wydajesz się specjalnie zaskoczona. No, dobra. Natnij sobie nadgarstek.- machnął na mnie ręką. Nóż powędrował do mojego lewego nadgarstka, ale w tym jednym momencie poczułam iskry. Już nie na karku, a na całym kręgosłupie. Całe napięcie mięśni puściło, jakby to te iskry uwolniły mnie z uroku Klaudiusza. Zamiast paść na kolana, zdążyłam upuścić nóż i ku zdziwieniu blondyna, sprzedać mu cios w policzek wierzchem dłoni.
-Nie waż się więcej tego robić!- lazur jego oczu przygasł w zaskoczeniu, ale za chwilę wezbrał jeszcze gwałtowniej.
-Poderżnij sobie gardło.-wycedził przez zęby, tracąc cierpliwość. Gdy to powiedział oblały mnie zimne dreszcze, ale moje ciało nie zrobiło nic. Drżały mi dłonie z emocji. Byłam gotowa uciec z mieszkania choćby i oknem, byleby nie dostać się pod wpływ tego człowieka po raz kolejny.
-Nic z tego, Klaudiusz. To nie działa.- tym razem to ja się uśmiechałam. Wygrałam z nim. Jego zaskoczona mina była dla mnie wystarczającym dowodem. Z własnej woli podniosłam nóż i schowałam go z powrotem do szuflady. Echo iskier na karku wciąż sprawiało, że włosy stały mi dęba, więc wyjrzałam przez okno dla pewności, czy aby na pewno się coś nie wydarzy.
Na zegarze siódma dwadzieścia trzy, a na korytarzu hałas. Ktoś biegł po schodach i zbliżał się do tego piętra. Za chwilę zaledwie ten ktoś uderzał pięścią w drzwi, nadwyraz niecierpliwie. To mogła być tylko jedna osoba.
Rzuciłam wymowne spojrzenie na Klaudiusza i zegar. Obstawiał im trzy godziny, zanim się zorientują. Otworzył usta, chcąc coś zapewne powiedzieć, ale ja wyszłam z kuchni, by otworzyć drzwi, zanim Nathan rozniesie je w drzazgi.
Wślizgnął się do środka, rozglądając się czujnie po korytarzu, a po chwili, gdy zamknęłam drzwi, chwycił moją twarz w dłonie i zapytał.
-Nic ci nie jest? Blada jesteś.- za chwilę przyłożył dłoń do mojego czoła.
-Nie wydurniaj się, Nathan. Nie czujesz…
-Temperatury od czterdziestu stopni w górę. Ciebie jeszcze wyczuję, spokojnie.-gdy to powiedział, przesunął dłoń z mojego czoła na czubek głowy i wtedy dopiero zalałam się rumieńcem. Kącik ust drgnął mu, a oczy błysnęły, gdy zauważył moją reakcję, ale zaraz potem spoważniał, szukając kogoś jeszcze. Odsunął mnie pod ścianę, bo tarasowałam mu drogę do kuchni.
-Witaj, Nathan.
-Nie próbuj tych swoich sztuczek. Zwabiłeś ją tu?! Gadaj!- krzyknął.
-Może trochę ciszej. Nie chcesz chyba obudzić sąsiadów, co?
-Mam gdzieś sąsiadów. Klaudiusz, mów, czy próbowałeś coś jej zrobić?- Nathan wciąż był wściekły, a mimo to zniżył ton. Zaczęłam wierzyć, że blondyn naprawdę może nad nim zapanować.
Stanęłam niepewnie w progu kuchni.
Czerwonowłosy wyrastał ponad Klaudiusza, kipiała z niego wściekłość, a mimo to blondyn był spokojny.
-Aga, próbował na Ciebie wpływać?- zerknął na mnie kątem oka. Nie zdążyłam ukryć przerażenia, jakie przeżywałam zaledwie kilka minut wcześniej i dzieki temu dłoń Nathana zacisnęła się na szyi Klaudiusza w mgnieniu oka zaledwie.
-Zostaw go, Nathan! Nic takiego mi nie zrobił!-doskoczyłam do nich. Czarnooki zaciskał szczęki rozeźlony.- Te jego oczy już na mnie nie działają.
-Ale działały!- chwycił mnie za słowa i przyszpilił blondyna do ściany robiąc dwa duże kroki przed siebie.- I skąd mam mieć pewność, że nie działają dalej?
-Powinieneś pamiętać, Nathan, że nie wpływam na myśli, tylko na ciało. Sam byłem zaskoczony, gdy zamiast się okaleczyć sprzedała mi bekhenda w policzek.-Klaudiusz zaczął tracić grunt pod nogami. Nathan się naprawdę nie kontrolował.
-Zostaw go w końcu, Nathan. Podobno to on pomógł ci znaleźć mnie i Krystiana wtedy w lesie, prawda?- skrzyżowałam ręce na piersi. Obaj spojrzeli na mnie z niemym “kto ci to powiedział?”
Nathan przymknął po chwili oczy, wzdychając ciężko i odpuścił Klaudiuszowi bęcki. Obaj zgodnie usiedli przy stole. Odniosłam wrażenie, że są jednak dobrymi przyjaciółmi.
-To już wiesz, jaką ma ciężką rękę.- sarknął Nathan, wskazując na lekko opuchnięty policzek Klaudiusza.
Reakcja Nathana na moją wzmiankę o pomocy dała mi do myślenia. Przecież to Mateusz kazał mu powiedzieć mi o tym, zanim wróciliśmy do miasta. Czyżby nie pamiętał o tym, że już to wyznał?
-Nathan, nie pamiętasz, że sam mi to mówiłeś?- zaczęłam, mrużąc oczy podejrzliwie, gdy czerwonowłosy chwycił mój kubek w dłoń i powąchał jego zawartość, by za chwilę wziąć łyk mojej herbaty.
-Nie przypominam sobie...- wypił połowę zawartości naczynia jednym haustem, wzdychając ze smakiem. Oho, ktoś tu ma kaca.
Doszłam do wniosku, że Mateusz, albo jakkolwiek ten człowiek ma na imię może wpływać na ludzkie myśli. Musiałam jednak mieć pewność.
-Klaudiusz. Co potrafi Mateusz?- na to pytanie blondyn zareagował uśmiechem i z uniesieniem brwi, spojrzał wymownie na swojego przyjaciela. Nathan z kolei ściągnął brwi nieznacznie. Chyba doszedł do wniosku, że to zasługa Mateusza, że się wygadał i niczego nie pamięta.
Przechyliłam głowę, patrząc na ich oboje z politowaniem.
-No, słucham.- wspięłam się na blat kuchennej szafki i posadziłam na nim swoje cztery litery, żegnając krótkim spojrzeniem swoją herbatę.
-No, nie... Dojadę go jak tylko go znów zobaczę.- czarnooki miał zamiar trzasnąć moim ulubionym kubkiem o blat stołu. Zdążyłam zeskoczyć z szafki i chwycić go za rękę, zanim go roztrzaskał. W efekcie tego incydentu, to mój łokieć z impetem zetknął się z powierzchnią stołu. Zwinęłam się zaraz z bólu, wyrywając mu mój kubek z ręki. Nie zdążyłam go jednak porządnie chwycić i wylądował na kafelkach, rozbijając się w drzazgi.
-Mój ulubiony kubek...-jęknęłam tylko ze łzami w oczach.
-Łajza.- parsknął czarnooki i ani się obejrzał, a powtórzyłam wymach tak, jak to już dzisiaj zrobiłam z Klaudiuszem.
-Nie powinieneś mówić tak do kobiety.- blondyn rozsiadł się wygodnie na krześle, krzyżując ręce na piersi.
-Powiedział człowiek, który kazał mi poderżnąć sobie gardło.- wyrzuciłam z siebie z pogardą.- A ty się nawet nie odzywaj, durniu!- zagroziłam palcem Nathanowi, ale mnie zignorował. Lustrował wściekle Klaudiusza, dopóki nie chciałam wyjść z kuchni.
-Gdzie leziesz, jak tu szkło wszędzie?!
-To zapieprzaj po miotłę.- wycedziłam przez zęby, masując w dalszym ciągu stłuczony łokieć.
Nathan rozpłynął się w powietrzu. Gdy zjawił się na drugim końcu kuchni z miotłą w ręku, zaklęłam pod nosem, wyskakując z kuchni jak oparzona.-Chrzanić to.- ruszyłam do swojego pokoju. Trzasnęłam drzwiami i rzuciłam się na łóżko.
Szlag by ich wszystkich trafił. Obróciłam się na plecy, czując wciąż jak pulsuje mi łokieć.
Nie chciałam nawet go oglądać, po prostu wiedziałam, że już jest opuchnięty.
Leżałam tak na łóżku, patrząc w sufit dopóki nie zrobiło się głośno na korytarzu.
-Aga, wychodzimy!- szyba w drzwiach zatrzęsła się, gdy Nathan uderzył w nie kilkukrotnie.
-To idźcie sobie!
-Idziesz z nami, rozumiesz?- drzwi otworzyły się na całą szerokość. Klaudiusz ubierał właśnie buty.
-Gdzie niby? Nie mogę tu zostać? Podobno tu jest bezpiecznie.- fuknęłam bez siły.
-Bez blondasa nie będzie.- patrzył na mnie coraz mniej cierpliwie.
Podniosłam się z łóżka ociężale.
Czas się znowu ruszyć? Nie zdążyłam nawet poleżeć w swoim łóżku!
Zrzuciłam z siebie bluzę. Otworzyłam szafę i wciągnęłam na siebie luźniejszy sweter. Ubrałam na nogi adidasy, wyszłam bez słowa z pokoju i ze stołu w kuchni wzięłam moje okulary, które po chwili wylądowały wygodnie na moim nosie. W korytarzu wyciągnęłam rękę po moją kurtkę. Klaudiusz zrobił to w tym samym momencie.