czwartek, 25 maja 2017

52. Egzemplarz

Gdy tylko sięgnęłam stopami parteru, poczułam zapach świeżo parzonej kawy. Drobna kobieta z o szarych oczach zniosła do salonu zastawę na sześć osób. Nathan wepchnął mnie do salonu i kazał mi usiąść obok Krystiana na kanapie. Sam zajął ostatnie wolne miejsce obok. Jego ojczym usiadł w najbliższym fotelu, Michał przycupnął na pufie, którą przytargał ze sobą z sypialni.
-Zuzanno, chodź już i usiądź z nami.- zawołał policjant.
-Michaś, pomożesz mi?- dało się słyszeć z kuchni. Niebieskooki poderwał się z miejsca i po chwili razem ze swoją matką ustawiał na stole talerze ze smakołykami.
-Jak państwu minął wyjazd?- zaczął Krystian, rozluźniony. Najwidoczniej miał już z nimi kontakt.
-Straszne korki o tej porze, gdyby nie te objazdy, bylibyśmy już wczoraj wieczorem.- zaczął ojciec, sięgając po swój kubek z kawą. Nathan sięgnął zaraz po swój kubek, trzymając gorące naczynie w całej garści.
-Nathan, bo się oparzysz!- zareagowała pani Zuzanna. Fuknął tylko, że go to nie rusza i wziął łyk kawy. Śledziłam wzrokiem jego poczynania, dopóki nie zorientowałam się, że jego ojczym mi się uważnie przygląda.
-Mówiłaś już jak Ci na imię, młoda damo?- ściągnął brwi wyczekująco.
-Na imię mam Agnieszka.- odburknęłam zachrypnięta, czerwieniąc się.
-Jak się tu znalazłaś?- padło pytanie, którego się bałam najbardziej.
Spuściłam wzrok na stolik, gdy Krystian zaczął nas wszystkich tłumaczyć.
-Wygrałem bilety na festiwal muzyczny dla czterech osób i pomyślałem, że ich ze sobą zgarnę.- wzruszył ramionami. Podziękowałam mu w myślach za taką wymówkę. Michał podniósł się z pufy i nałożył ciasta na talerzyk, podając mi je. Widocznie jego mama zaczęła go naglić, żeby to zrobił, bo spojrzał na nią z wyrzutem.
-Częstuj się, słońce. Nie masz się czego wstydzić.
Chwyciłam delikatnie kubek z kawą, uważając by nie wylać jej, bo trzęsły mi się ręce.
- To wspaniale, ale nie wytłumaczyłeś skąd ta Agnieszka, bo waszą trójkę rozumiem w zupełności.
-Piotrek, nie jesteś w pracy.- ucięła karcąco pani Zuza. Akurat wzięłam łyk, wpatrując się w kofeinową czerń, gdy Nathan wyjaśnił nad wyraz skrótowo.
-Aga jest moją dziewczyną.- rozsiadł się, gdy ja próbowałam opanować ból po gwałtownie przełkniętym wrzątku. Miałam ochotę schować się pod ziemię. Krystian tylko uśmiechnął się z politowaniem, a Michał spojrzał na mnie, z wcale nie zdziwioną miną, mieląc ciasto w gębie.
-Synek, trzeba było tak od razu.- pani Zuza rozpromieniła się, obdarzając mnie ciepłym uśmiechem. Wypuściłam powietrze z płuc na tyle wolno na ile pozwolił mi mój oparzony przełyk.
Opanuj się, Aga. To tylko zagrywka na chwilę. Dopóki stąd nie pojedziemy. Tak? Przygryzłam wargi, zastanawiając się, jakby tu uciec do pokoju.
-Dobra, to skoro formalności mamy już za sobą, zabieram ją do pokoju.-Nathan podniósł się z miejsca, chwycił talerz z ciastem, zgrabnie wyswobodził mi z kawę z rąk i skinął na mnie głową.-Chodź, kocie.- mrugnął do mnie, rozbawiony reakcją, jaką u mnie wywołał.
Podniosłam się machinalnie, dziękując za gościnę i poczęstunek i pomknęłam za czerwoną czupryną, która już zniknęła na piętrze. Szłam za aromatem kawy, docierając do pokoju Nathana.
Zdziwiłam się strasznie ilością książek porozrzucanych po kątach i jeszcze większą powciskaną w przepełnione regały.
Nathan lubi czytać. Stwierdziłam całkiem zaskoczona. Pewność, że to jego pokój uzyskałam dopiero widząc jego płaszcz w kącie pokoju i szczotkę z zaplątanymi w niej szkarłatnymi niteczkami włosów.
-Musiałeś?!- zamknęłam za sobą drzwi.
-Teraz nie będą się czepiać.- odciął się.
-Wręcz przeciwnie. Ty dostaniesz serię pytań od ojca, a twoja mama zgarnie mnie do pomocy przy obiedzie.- skrzywiłam się.
-Będzie odwrotnie.- parsknął rozbawiony.- Gotuję w domu najlepiej i to ja pójdę do kuchni, żeby zrobić obiad.
-Jeszcze lepiej.- załapałam się na niezły cyrk, dając się wciągnąć w tą znajomość.- Zostawisz mnie tak na pastwę Twojego ojczyma?
- Nawet jeśli to co? Nauczysz się rozmawiać z twardzielami.-zachichotał.
-Nie wiem w takim razie, czy zdałeś sobie sprawę, że sam sobie pocisnąłeś. Mięczaku.-mruknęłam prawie bezgłośnie. W pokoju było jednak na tyle cicho, że Nathan zdołał to usłyszeć. Podniósł się powoli znad podnóżka, na którym usytuował jedynie talerz z ciastem. Moja kawa stała na podłodze, ale nie to było teraz ważne.
Nathan z założonymi na piersi rękoma podszedł powoli, lustrując mnie spojrzeniem. Przestąpiłam z nogi na nogę, ściągając brwi.
-Mięczak? -zapytał.- Nazwałaś mnie mięczakiem?- zatrzymał się niebezpiecznie blisko mojej twarzy.
-Skoro nie miałam jeszcze okazji rozmawiać z twardzielem... Wszystko wskazuje na to, że jesteś mięczakiem.- umknęłam mu. Zmieniając temat chwyciłam pierwszą lepszą książkę i zaczęłam czytać na głos jej tytuł.
-"Jak skutecznie rzucić palenie". Ty czytasz co Ci w ręce wpadnie, co?- uniosłam książkę na wysokość twarzy, by mu ją pokazać.
Wyciągnął mi ją z ręki i rzucił niedbale w kąt pokoju.- I niespecjalnie o nie dbasz.- skrzywiłam się z lekka. W końcu to jednak książka, no nie?
-Akurat tego typu literatura niespecjalnie do mnie przemawia, więc to niewielka strata.- mrużył oczy podejrzliwie, patrząc na to, co robię. Fakt był taki, że za wszelką cenę próbuję wymyślić taki temat, żeby Nathan nie musiał przebywać aż tak blisko.
Zaczynało się robić niezręcznie, moja irytacja zresztą dość szybko dała sobie upust.
-Trochę to niezręczne.- zaczęłam, odsuwając się o krok od niego.
-Co masz na myśli?-westchnął, rozkładając się na łóżku. Wzniósł oczy ku niebu, nie kryjąc się wcale ze znużeniem.
-Gapisz się ciągle na mnie, pilnujesz na każdym kroku, a doskonale wiesz, że jestem zdana na Waszą łaskę, bo i tak nie wiem, gdzie jestem.
Zerknął więc na mnie z politowaniem i zaczął bezceremonialnie.
-Jesteś w moim domu, w moim pokoju i nawet stary nie może ci nic zrobić.- zaczął się wiercić, by wyciągnąć spod siebie kolejną książkę i rzucić ją na poduszki.
Wyszłabym na niedojdę, ale udało mi się jednak przechwycić książkę w locie.
-Skąd masz ten chłam?- ściągnęłam brwi. Narastała we mnie wściekłość. Raz jeden jedyny dałam do druku swoje opowiadania. Wyszła z tego niewielkich gabarytów książeczka, a wydrukowałam je w dwóch egzemplarzach. Dziecięce mrzonki o zostaniu pisarzem szybko przełamała moja znajoma wytykając mi infantylność zachowań głównych bohaterów i fakt, że w każdym następnym powielam te same zachowania. Nie mogłam znieść krytyki, a gdy chciałam książkę z powrotem, Asia powiedziała, że książkę zgubiła.- Gdzie to znalazłeś?
-O co ta spina, co?- obrócił się na bok.
-Pierwsza zadałam pytanie.- przełknęłam ślinę, czując jak robię się czerwona na twarzy.- Czy-czytałeś to już?
-Nie miałem jeszcze okazji. Nawet niespecjalnie kojarzę tego autora.- uniósł brew, obserwując moją narastającą panikę.
- Nie warto jej czytać. To jakieś nastoletnie harlequiny bez przesłania.- odparłam niechętnie.
-Tym bardziej poczytam, może się pośmieję w końcu. Dawaj.- wychylił się, by odebrać mi książkę, ale zareagowałam dość gwałtownie, a z moich ust wydobył się dziwny dźwięk na znak protestu.
-Nie powiesz mi teraz, że chcesz przeczytać tą książkę tylko dlatego, że ci ją odebrałam?
-Dokładnie. W tej samej chwili sprowokowałaś mnie do rozpoczęcia gonitwy za książką, która rzekomo miała być taka nudna i mdła.- usiadł na krawędzi łóżka, gotowy do skoku.
-Miała?- zatrzymałam się pod ścianą, ściskając grzbiet mojej książki za plecami.
-Wydaje mi się, że śmiało mógłbym się wbić w kanony charakterystyki tego demona, jak mu tam było... Adrian?- oczy błysnęły mu złośliwie, a we mnie trzasnął piorun. Myślałam, że spalę się ze wstydu.
-Adrian nie jest taki jak ty, ani nawet odwrotnie!- fuknęłam.
-Za to Majka jest łudząco podobna do Ciebie. Uroczy autoportret. Za szybko hamujesz swoją wyobraźnię. Kreując niektóre sceny dałaś się ponieść, a innym razem się wstrzymałaś, bo...- podszedł, by odebrać mi książkę z ręki. Cofnęłam się pod ścianę, przyciskając do niej zeszyt ciałem.
- To nie miało prawa wpaść w twoje ręce.- wybełkotałam, zmieszana.
-Znalazłem ją w bibliotece uniwersyteckiej. Leżała na krześle, więc ją przygarnąłem. Nie spodziewałem się jednak, że to twoja książka.
-To czasy gimnazjum. Daj spokój.- odburknęłam już bardziej zniesmaczona tym, że zaczął drążyć mój temat.
-Skoro to tak zamierzchłe czasy, to czemu nie dasz mi jej skończyć, co?- skrzyżował ręce na piersi i zacmokał niecierpliwie.
-Nic się tam więcej nie dzieje.- poddałam się wciskając mu książkę pod pachę. Uniósł brew śledząc moje kroki.
-Coś za szybko się poddałaś.- zmrużył oczy, sprawdzając za chwilę czy to aby na pewno ta książka. Usiadłam na podłodze, koło podnóżka z ciastem, upijając łyk mojej kawy.- Usiądź na fotelu, jak człowiek, co? Zuza wparuje i dostanę w łeb za ciebie.- syknął, zniżając głos. Jeszcze przez moment wpatrywał się w klamkę, by usiąść po przeciwnej stronie mebla, który robił nam za stolik.
-Tym bardziej zostanę na podłodze, żeby zobaczyć, jak dajesz się klepać.
-To co innego.- sarknął.
-Spoko. Wiem, jaka jest moja mama.- podkreśliłam.- Mi wystarczy.
-Twoja starsza to terminator?
-Podobno to ty, Nathan, uchodzisz w tej naszej drużynie za terminatora. Moja mama jest... -zaczęłam zastanawiać się nad odpowiednim słowem- ...stanowcza.
-I myślisz, że bycie stanowczym wystarczy?
-Nie. Prędzej czy później i tak któreś odpuszcza.-odparłam całkiem szczerze, a Nathan tym czasem kontynuował lekturę mojej książki. Ściągnęłam brwi, zapychajac usta kawałkiem ciasta. Nie byłam pewna czy chcę, żeby akurat on to czytał. Nie, jeśli będę z nim miała jeszcze do czynienia. Przebrnął już przez te momenty z których jestem zadowolona czy trafił już na te wstydliwe, w których faktycznie nie popisałam się wyobraźnią.
Czerwonowłosy czytał tak w ciszy, coś za szybko wędrując po kolejnych stronach, aż doszedł do ostatniej i zatrzasnął okładkę.
-Albo brakuje ci wyobraźni, albo doświadczenia. Na to pierwsze nie ma rady, a to drugie możemy podszlifować tu i ówdzie.- uśmiechnął się zawadiacko i w końcu spojrzał na mnie. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię.- Chcesz iść na spacer?
-Co? Nie mam się w co ubrać przecież.
-W takim razie jedziemy na zakupy.
-A-ale mogą nas zna...-mężczyzna gwałtownie przyłożył mi rękę do twarzy.
-Zamknij się.- przyciszył głos, karcąc mnie spojrzeniem. Odpuścił, gdy ja zaskoczona tym manewrem zamknęłam usta, siedząc już cicho.
-Ogarnę Kryśkę i jedziemy na miasto.
-Serio? Podobno według was nie jest bezpiecznie.-znów zaczęłam mówić. Tym razem Nathan powalił mnie na plecy, zatrzymując się tuż nade mną. Znów zasłaniał mi usta.