poniedziałek, 14 sierpnia 2017

53. Klucz francuski

- Dobra, już dobra. Jedźmy na zakupy przed tym koncertem, skoro nie masz się w co ubrać, kocie.- Nathan westchnął głośniej, dając mi do zrozumienia, że pod drzwiami ktoś jest i nas podsłuchuje. Odchrząknęłam tylko, próbując się podnieść z podłogi. Mężczyzna dostał małego kopniaka w bok. Spojrzał na mnie, poirytowany, ale zaraz znów zwrócił uwagę na ciszę pod drzwiami.
- Misiek.- jęknęłam z wyrzutem. Zagramy w jego karty, skoro już tak przedstawił sytuację.- Przez Ciebie nie sięgam do ciasta...- zmrużyłam oczy czekając na jego reakcję.- I jedna z twoich książek właśnie wbija mi się w plecy.- stwierdziłam już bez udawanego grymasu. Posadził mnie z powrotem na tyłku z lekka zdezorientowany moim tonem głosu. Nie spodziewał się chyba, że będę grać w taki sposób. Pozbyliśmy się jednak wolnych słuchaczy spod drzwi, bo podłoga zaskrzypiała, uwolniona od sporego ciężaru.
-Ciekawe, ciekawe.- podniósł się z podłogi i skierował swoje kroki w stronę szafy. Wyciągnął z niej pudło pełne jakichś szmatek. Przyglądając się zawartości z bliska stwierdziłam, że to ubrania. Postawił je przede mną.- Michał odstąpi ci jakieś spodnie i buty.
-Co to za koszulki?
- Za małe na mnie, a nie dam ich młodemu bo je zniszczy.- zmieszałam się słysząc te słowa. Zerknęłam na niego z uniesionymi brwiami.
-Hm, więc... Liczysz na to, że ja ich nie zniszczę?
-Technicznie rzecz biorąc prawdopodobieństwo, że zniszczysz mi jedną koszulkę, a nie od razu cały tuzin jest znikome. Za nic jednak nie oddam ich młodemu.- stwierdził twardo.
-Skoro tak mówisz. Nie będę drążyć tematu.- wygrzebałam koszulki z logo Pink Floyd, AC/DC i Nirvany.- Klasyczne gusta muzyczne, co?
-Stare dzieje.-uśmiechnął się zmieszany z lekka.- Ubieraj się i jedziemy.- wyszedł z pokoju przez drzwi, żeby oznajmić Krystianowi, że wybieramy się do miasta. Michał przechodząc korytarzem, rzucił we mnie workiem z ubraniami i zamknął drzwi, nawet nie patrząc w moją stronę. Tobołek wylądował mi na brzuchu. Straciłam dech na chwilę. Wyrzuciłam z worka spodnie i trampki i postanowiłam, że włożę je jako pierwsze. Podniosłam się z podłogi, zrzuciłam z siebie dresy i obróciłam się w stronę okna, żeby przyjrzeć się jeszcze śladom na prawym udzie. Cokolwiek to była za metoda leczenia, Krystian zdziałał cuda. Jeszcze kilka dni temu nie podniosłabym się z łóżka. Dość zastanawiania się. Ubrałam na siebie spodnie, wciągnęłam na nogi przyduże trampki, zastanawiając się jeszcze przez chwilę jaką koszulkę ubrać. Już w samym staniku przeciągnęłam koszulkę przez głowę, gdy klamka w drzwiach poruszyła się, a one same otwarły się na oścież.
- Nie przejmuj się skarbie, to tylko ja.- do pokoju wkroczyła pani Zuza.- Słyszałam, że w drodze do chłopaków ukradziono ci bagaż. Przyniosłam Ci więc kilka ładniejszych rzeczy.
-Dz-dziękuję za troskę pani Zuzanno. Nie trzeba było, naprawdę.- zapewniałam, ściągając przykrótką koszulkę na biodra. Serio, Nathan, trzymasz w szafie tak stare rzeczy? Wypuściłam z siebie powietrze z politowaniem, przyglądając się jeszcze chwilowo pudełku z jego ubraniami.
-Mam nadzieję, że nie było nic cennego w torbie.
-Nie, raptem kilka ubrań na czas festiwalu. Całą resztę miałam przy sobie.- skłamałam. Prawdą było, że nie miałam przy sobie nawet dokumentów i kto wie, gdzie teraz leżą, albo kto z nich korzysta. Pobladłam znacznie, spociły mi się dłonie, ale próbowałam dalej zachować się normalnie. Zaczęłam więc szukać sobie zajęcia. Podniosłam z podłogi rozrzucone ubrania i zaczęłam je niezdarnie składać.
Dziwnie to wszystko wyszło. W tej chwili bałam się pani Zuzy bardziej niż pana Piotra. O tak, zdecydowanie to ona jest autorytetem w tym domu.
-Coś innego Cię męczy, słońce?- spytała, lustrując wyraz mojej twarzy. Podskoczyłam w miejscu.
-Głupio się czuję, narażając chłopaków na koszta. Wolałabym tego wszystkiego uniknąć, gdyby się dało.-czułam, że za chwilę się rozkleję. Gorzej! Czułam, że za chwilę powiem o dwa słowa za dużo i rodzice chłopaków zaczną coś podejrzewać.
-Och, Agnieszko. Nie musisz się niczym przejmować. Nathan, Michał i Krystian na pewno tak nie myślą.- pani Zuza podeszła do mnie, kładąc rękę na moim ramieniu.
-Komu jak komu, ale mi dług spłacisz kiedyś w naturze.-czerwonowłosa czupryna zjawiła się w progu.
-Trochę kultury, młody człowieku!- Zuzanna wskoczyła na swojego przybranego syna, ale ten zdawał się ją ignorować. Chwycił mnie za rękę i bezceremonialnie pociągnął w kierunku wyjścia.
- Jedziemy, bo zanim coś sobie wybierzesz do wieczora się nie wyrobimy.- ciągnął dalej. Prowadził mnie do garażu. Rozrzucone narzędzia przypomniały mi o tamtym pokazie umiejętności chłopaków.
Oderwałam się od jego uścisku, rażona gromem.
-Ja sama.- wydukałam tylko.
-To ładuj się do samochodu, ogarnę resztę gawiedzi i jakąś kawę na drogę.- machnął na mnie ręką i zniknął za drzwiami.
Nie wiem, co pokusiło mnie, żeby zabrać ze sobą klucz francuski. Teraz tylko gdzie go schować, żeby nie był aż tak widoczny. Przycisnęłam go paskiem od biustonosza na lewym boku. Koszulka była na tyle luźna, że nie rzucał się tak w oczy. Przez chwilę jeszcze targały mną dreszcze, bo klucz był wręcz lodowaty w zetknięciu z gołą skórą.
To było to samo auto, którym przyjechaliśmy tu z Michałem. Oparłam się na siedzeniu, odchyliłam głowę i westchnęłam głośno.
-Było blisko.- przetarłam twarz dłońmi, delektując się ciszą. Przymknęłam oczy zaledwie na moment, a zdawało mi się, że tak chwila ciągnie się za długo. Usłyszałam, że podnoszą się wrota garażowe. Zaraz ruszymy dalej. Drzwi od strony kierowcy otworzyły się, ktoś wsiadł za kierownicę, samochód siadł pod jego ciężarem. Usłyszałam ciężko brzmiące hasło "zapnij pasy" i już wiedziałam co się szykuje. Auto ruszyło na piskach z garażu, a ja zamarłam widząc za kółkiem ojca Michała.
-Co pan robi?!- spojrzałam za siebie. Krystian wybiegł z garażu, chwytając się za głowę.
-Zapnij pasy! Musimy poważnie porozmawiać.
-Niech pan zwolni!- zdążyłam zatrzasnąć klamrę i pasy wpiły mi się w żebra dość boleśnie.
Co ten facet kombinuje?
A jeśli on współpracuje z tymi porywaczami i chłopaki nic nie wiedzą?
-Niech mnie pan wypuści!- spanikowałam jeszcze bardziej słysząc jak zatrzaskują się wszystkie zamki w drzwiach.
Długo nie jechaliśmy, skręcił do lasu, a ja zesztywniałam cała. Nie, nie, nie! Tylko nie do lasu! Przycisnęłam pięści do twarzy, zwijając się w kłębek na siedzeniu.
-Czego pan ode mnie chce?!- zapiszczałam, drżąc z przerażenia.
-W co żeście się wpakowali?- zatrzymał auto gwałtownie.
-Co?- moją głowę wypełniła pustka.
-Od razu widać było, że nie jedziecie na żaden festiwal. Nie macie ze sobą żadnych bagaży, nie masz na sobie własnych ubrań, ani nawet butów. Jesteś przerażona od kiedy wjechałem do lasu, a to oznacza, że coś się stało. Mów teraz po dobroci, albo sam to z Ciebie wyciągnę.- jego poważny, szorstki głos drażnił moje uszy. Chciałam się stąd ewakuować jak najprędzej. Uciec gdziekolwiek.
Postanowiłam milczeć. Gdybym pozwoliła sobie na opowiedzenie całej historii od nowa... Nie.
Nie mogę tego zrobić.
Wszystko szlag trafi jeśli on się dowie.
Nagle uchyliły się okna. Pan Piotr wyjął z kieszeni paczkę papierosów, wyciągnął zapalniczkę z kokpitu i odpalił cygaretkę. Gdy tylko poczułam zapach palonego tytoniu, wciągnęłam głośniej powietrze. Mężczyzna uniósł brew i rzucił paczkę w moim kierunku.
-Nie krępuj się. Pal.- otworzył moje okno szeroko. Ściągnęłam brwi, wyczekując na dalszy rozwój wydarzeń. Pudełko leżało na moich kolanach. Chciałam zapalić papierosa, naprawdę chciałam. Wstrzymywałam się jednak, bo wiem, że będę musiała mu wszystko powiedzieć.
Jednak charakterystyczne syczenie papierosa i dym, który spokojnie roznosił się wewnątrz auta skusiły mnie do wyjęcia jednej sztuki. Policjant wyciągnął rękę z zapalniczką pozwalając mi rozżarzyć czubek fajki. Opadłam na siedzenie, patrząc tęsknie za okno. Wystawiłam rękę z papierosem poza samochód w zasadzie bezwiednie, lecz po chwili jakieś paranoiczne myśli kazały mi ją schować, bo coś mnie z tego samochodu za chwilę wyciągnie.
A pan Piotr obserwował. Krępująca cisza stawała się nie do zniesienia. Czekał. Odchrząknęłam od drapiącego w gardło dymu.
-To chłopaki wpakowali się przeze mnie w tarapaty.- zaczęłam zachrypniętym głosem.- Gdyby Nathan mnie nie obronił tamtego wieczora, nic by się nie stało i każdy poszedłby w swoją stronę. Po kilku dniach zaczepiło mnie kilku dresów, a ja uciekając zadzwoniłam po Nathana...- wstrzymałam się chwilowo, zerkając na mężczyznę. Patrzył na mnie coraz bardziej spokojny. Zdziwiło mnie to.- N-no i przez to zadarliśmy z kilkoma niewłaściwymi osobami. Potem była strzelanina w mieście i... i ktoś mnie...- nie mogło mi to przejść przez gardło. Zaczęłam dławić się swoimi łzami, nie będąc nawet w stanie tego kontrolować.
-Ktoś Cię porwał.- westchnął.- Chciałbym Ci pomóc, młoda damo, ale mam związane ręce. Znam Nathana na tyle, że zawsze wywinie się po swojemu, a był już w różnych kłopotach.
-Czemu pan mi o tym mówi?
-Obstawiam, że to oni wyciągnęli Cię z tej sytuacji.- uśmiechnął się pokornie. Otworzyłam szerzej oczy.
-I co? Nic pan z tym nie zrobi? Nie wezwie pan wsparcia? Nie przesłucha pan chłopaków?
- I tak niczego mi nie powiedzą. Jestem miesiąc przed emeryturą, mogę jedynie dać Wam trochę czasu na zabezpieczenie się przed dalszą jazdą.- oznajmił.
Poczułam się naprawdę dziwnie. Zupełnie jakby jakiś niesamowity ciężar spadł mi z serca.
-Ja... Nie wiem, co powiedzieć.
-Powiedziałaś wystarczająco dużo.- zapewnił, odpalając silnik.
Ruszyliśmy w drogę powrotną.
Nathan siedział w garażu wściekle rzucając przekleństwami. Z daleka wydawało mi się, że te jego czerwone włosy stanęły w płomieniach. Szybkim krokiem podszedł do drzwi z mojej strony, otworzył je gwałtownie i sprawdził, czy nic mi nie jest. Zatrzasnął je i zaczął sunąć rozeźlony w kierunku ojczyma. Ten tylko poklepał go po ramieniu, skinął z aprobatą i powiedział coś, co zostawiło czerwonowłosego z wyraźnie wymalowanym na twarzy zaskoczeniem.
Gdy mężczyzna oddalił się w stronę domu, czarnooki powoli skierował swoje podejrzliwe spojrzenie na mnie. Im dłużej mi się przyglądał, tym bardziej zaciskały mu się szczęki, a wściekły błysk w oku sprawił, że spuściłam głowę, czekając na jeszcze gorszą rozmowę.