wtorek, 21 listopada 2017

55. Małe piwo

Poza tym jednym dialogiem z Nathanem w aucie, nikt nie chciał specjalnie rozmawiać. Widocznie moi wybawcy chcieli zataić szczegóły całego zdarzenia z poprzednich dni, a ja musiałam to zepsuć, kiedy to wygadałam wszystko panu Piotrowi.
Kończyło się zazwyczaj na zdawkowych odpowiedziach, gdy tylko chciałam się czegoś dowiedzieć. Nathan też jakby mniej mnie obserwował im dalej od domu byliśmy.
Zaskoczyło mnie zupełnie, gdy wyjechaliśmy za miasto, a zamiast pustego pola gdzieś w dolinie zastaliśmy dziesiątki namiotów, sceny i tysiące ludzi.
Prychnęłam pod nosem.
- To ten festiwal, co?- spojrzałam po nich. Krystian westchnął, patrząc ukradkiem na Nathana. Ten tylko machnął ręką.
- Czas się wyluzować. Zatarliśmy ślady wystarczająco dobrze, żeby móc się napić piwa bez stresu i to czy nas złapią.
- Jesteś pewien?
- Wiem, co mówię, mała.- Nathan wypuścił z siebie powietrze.
Gdy tylko auto się zatrzymało, wysiadł, trzaskając za sobą drzwiami. Michał rzucił mi fajki i zapalniczkę na kolana.
- Idziemy na piwo.-ruszyli we trójkę, zostawiając mnie z tyłu. Co teraz? Iść za nimi? Czekać przy samochodzie? Zacząć wracać? A może by tak zadzwonić do rodziny? Zapaliłam papierosa.
Obserwowałam tylko jak moi towarzysze oddalają się w kierunku stoiska z browarem.
Nikt inny się nie zbliżał. Bardzo dobrze.
Zastanawiało mnie jednak, dlaczego tak gwałtownie zmienili do mnie swoje nastawienie. Czyżby coś się wydarzyło?
Och, mam tylko nadzieje, że okaże się, że nie jestem tą osobą, której muszą pomagać, i że odeślą mnie do domu. Znów przez kark przeskoczyła mi iskra.
Rozejrzałam się zaniepokojona. Takie przeczucie nie wróży niczego dobrego. Rozmasowałam to miejsce wolną od fajki dłonią.
- Uwaga! Piłka leci!- usłyszałam, nie mając nawet prawa się pochylić. Odrzuciłam jedynie dłonie za siebie. Na szczęście w nieszczęściu, bo myślałam przez moment, że urwało mi głowę. Padłam oszołomiona na trawnik. Nim się zorientowałam, że ktoś obcy przy mnie klęczy, musiało minąć dobre pięć minut.
- Wszystko w porządku?- zapytał mężczyzna, gdy podniosłam się z ziemi ociężale. Zaraz potem odezwała się jakąś kobieta.
- Przyniosłam picie najszybciej jak się dało. Jakiś rudzielec strasznie się rzucał, kiedy wepchnęłam mu się w kolejkę. Trzymaj. Napij się.- usiadła przy mnie, wyciągając w moją stronę plastikowy kubek z piwem.
- Co? Nathan się rzucał?- nie widziałam jeszcze ich twarzy. Były zbyt rozmyte, ale z czasem udawało mi się wychwycić ich szczegóły.
Ten koleś, który trzymał mnie za ramię miał za uchem warkoczyk. Przyjrzałam mu się uważniej. Dość osobliwe z nim wyglądał. I jakbym go już kiedyś widziała...
Mogłabym przyrzec, że odetchnął, gdy tylko przestałam się bujać na boki przez zawroty głowy.
- Wody nie było?
- Kto pije wodę o tej porze? Poza tym w tamtym namiocie wody nie mają.- zaśmiała się blondynka.
- Ty. Jutro. Na kaca. Słońce.- odparł człowiek z warkoczykiem.
- Oj, Mati... Już nie będę Tobie wypominać kto ma taki mocny rzut.- zakpiła w odwecie. Podstawiła mi kubek pod nos.- Sorki, to ja nie złapałam. Napij się.- namawiała mnie do wychylenia kubka.
Patrzyłam na nią jeszcze przez chwilę i niepewnym gestem przechwyciłam kubeczek.
- O, wiem! Weźmiemy koleżankę na przeprosinowe piwo, skarbie? - zaczął Mateusz. Tak przynajmniej wywnioskowałam z zasłyszanego hasła, na które zareagował. Blondynka niemal podskoczyła w miejscu.
- Jak masz na imię?- kobieta o szarych oczach wpatrywała się we mnie wyczekująco.
Odpowiedziałam, że Aneta. Ani mi się śni obcym ludziom zdradzać swoją tożsamość.
- Gosia jestem.- wyciągnęła do mnie rękę na powitanie.
- Miło mi.- uśmiechnęłam się życzliwie, podając jej rękę. Nie minęła sekunda, a ja stałam już na nogach podźwignięta przez kobietę. Wycofałam się, bo za lekko jej to przyszło, ale co mogłam innego zrobić?
- Nalegam na piwo.-zaczął Mateusz.
Spojrzałam w kierunku stoiska, przy którym stali już moi kompani. Otworzyłam usta by zaprotestować, ale te pół kubka piwa narobiło mi tylko apetytu.
- No, dobra.- wzruszyłam ramionami.
Wkrótce stanęliśmy w kolejce. Michał zauważył, że tu jestem. Spojrzał na mnie, ale nie dał po sobie poznać chyba tylko po to, żeby Nathan nie zareagował.
- To skąd jesteście?
-  Z Warszawy. Wpadliśmy na ten festiwal po drodze na urlop w Chorwacji.
- Mnie wyciągnęli znajomi na koncert, który "na pewno mi się spodoba", jak to ładnie określili.
- Aneta, tak?- zaczęła Gosia. Kiwnęłam głową.- Na jaki koncert dokładnie?
- Nie wiem.- przyznałam szczerze.- To miała być niespodzianka.
- Kurczę, tu ma wystąpić sporo świeżych zespołów, ale może spotkamy się na którymś z koncertów.
- Mo...ała!- nawet nie zdążyłam nic powiedzieć, gdy ktoś wyciągnął mnie za ramię z kolejki. Nawet nie zdążyłam odejść kilku kroków, gdy Mateusz zareagował.
Nathan padł na kolana, rozlał swoje piwo i co gorsza dał się ogłuszyć obcemu.
- Zostaw ją, ona jest z nami.- mężczyzna wstawił się za mną. Gosia zaczęła ściągać mnie na bok.
- Nic ci nie zrobił? Chodź, idziemy stąd.- zaczęła mnie ciągnąć w kierunku przeciwnym.
Stałam twardo w miejscu, próbując ogarnąć, co się dzieje.
Gosia ciągnęła mnie w kierunku parkingu, Nathan i Mateusz wdali się w bojkę, a gdzie reszta? Michał przecież mnie zauważył. Może już czekają przy aucie razem z Krystianem? Blondynka jednak dalej prowadziła mnie, ale już nie w tym kierunku, co trzeba. Znów pojawiła się ta dziwna iskra niepokoju na karku. Zaparłam się nogami, wyswobodziłam się z uścisku jej dłoni i zaczęłam wracać.
-  Pójdziesz ze mną, a twoim kolegom nie stanie się krzywda.-usłyszałam za swoimi plecami. Coś ostrego wbiło mi się delikatnie pod łopatkę. Po chwili poczułam solidny uścisk na ramieniu.
- Gosia...
- Za szybko ufasz ludziom.- odparła z fałszywym uśmieszkiem na twarzy.
- Sęk w tym, że nie ufam nikomu.- wyrwałam się jej. Tak jak myślałam, jej bronią nie było nic innego poza długim paznokciem pod moją łopatką. Podniosłam gardę.-Nie wiem, kim jesteś i nigdzie z Tobą nie pójdę. Przyjechałam z kumplami i z nimi pojadę. Właśnie teraz twój chłop się z nimi bije, więc powinnaś chyba martwić się o niego.- stwierdziłam. Gosia zbliżyła się o krok, wycofała lewą nogę delikatnie. Zauważyłam tylko jak jej prawa kończyna wystrzeliwuje w powietrze i jak moje ręce bezwiednie w zasadzie blokują jej cios. To i tak mnie powaliło, ale mogłam się szybko podnieść i uciekać.
Przecisnęłam się między ludźmi biegnąc już w sumie na oślep. Widziałam nasz samochód, ale nikogo w pobliżu, a Gosia siedziała mi na ogonie.
Jest silniejsza ode mnie.
Cholera jasna, co teraz?!
Raz się żyje. Sprawdzę się chociaż raz w bójce. Może wygram.
Powalił mnie jej ciężar na plecach. Ległam na trawie, jak długa. Gosia chwyciła mnie za włosy.
- Pójdziesz ze mną, albo sama Cię tam zaciągnę.
- Komu tak zależy żebym z Tobą poszła? Damianowi? Jeśli tak, to napluj mu w twarz w moim imieniu, bo sama to zrobię z Tobą za chwilę.- nie wiedziałam co przeze mnie przemawia. Dałam się ponieść adrenalinie, która podskoczyła na tyle gwałtownie, że nie poczułam nawet, gdy zrzuciłam z siebie blondynę.
- Damian jest tylko pionkiem.- zaśmiała się. Zacisnęłam pięści, unosząc dłonie na wysokość klatki piersiowej.
Za chwilę oberwałam w lewy bok i nawet nie wiedziałam kiedy. Zwinęłam się z bólu.
Nie, nie, nie. Nie mogę się dać oklepać.
Kątem oka zauważyłam, że kobieta podeszła bliżej. Szykowała się z łokciem, żeby mnie położyć, ale ja dzisiaj mam chyba wyjątkowe szczęście, bo udało mi się cudem wystosować czysty podbródkowy, gdy tylko się pochyliła. Padła nieprzytomna. Wypuściłam powietrze z płuc.
Niesamowite uczucie. Poczuć wyższość nad drugim człowiekiem. Ta przewaga mnie uskrzydliła na moment. Dopóki nie dotarło do mnie, że na miejscu nie ma ani chłopaków, ani auta. Zostawili mnie tu. Przeraziła mnie sama myśl o tym, że jestem tu sama.
Przecisnęłam się przez tłum by zlokalizować kogokolwiek. Nathan był przecież najbardziej charakterystyczny, więc szukałam rudego chłopa, który wyrasta ponad połowę głowy od zdecydowanej większości tu zebranych.
- Sorki, przepraszam.- przepchnęłam się przez kolejkę do tej samej budki z piwem, ale po bójce nie było śladu.
Normalnie, gdybym miała jakikolwiek kontakt z ludźmi, spotkałabym się z nimi przy wejściu. Najłatwiej by było.
Obróciłam się jeszcze. Zauważyłam Gosię. Kucnęłam, udając, że wiążę sznurówki, a gdy tylko przebiegła w głąb placu, ruszyłam w kierunku bramy festiwalowej.
Muszę ich znaleźć. Cholera jasna. Czekali na nas nawet tutaj. To nie było kilka dni do przodu. Te kilka dni do przodu przesiedzieliśmy w domu Nathana. Oni cały czas siedzieli nam na ogonie.
Skupiłam się na tym, żeby stąd zniknąć. Wyjść poza teren eventu i ewentualnie zdobyć jakoś kasę na powrót do domu.
- Hej, mała.- ktoś obrócił mnie w swoim kierunku. Podskoczyłam w miejscu, nawet wiedząc że to głos Nathana.
- Ona mnie szuka.- wydusiłam z siebie.
- Nie, nie, nie.- zacmokał- Oni szukają naszej czwórki.
- Czemu muszę w tym uczestniczyć? Jeśli zaraz mi nie wyjaśnisz dlaczego Was ścigają, nigdzie z Tobą nie pójdę.- czułam jak wzbiera we mnie wściekłość.
- Kuźwa. Mówię Ci, że to mafia. Twoja znajoma tu idzie.- zauważył. Spojrzałam tylko za siebie. Faktycznie. Gosia, albo jakkolwiek jej było na imię, biegła w moim kierunku. Tym razem wyciągnęła pistolet.- Chyba czas zniknąć, co?- usłyszałam niepokój w głosie Nathana, zwłaszcza po tym, gdy złapałam go za koszulę i bezmyślnie zasłoniłam go swoim ciałem. Gdy blondyna wymierzyła, bąknęłam coś w stylu "tak, poproszę" i wiele więcej nie trzeba było, by zniknąć jej z oczu.
Zaklęłam, wypuszczając powietrze z płuc.
- Zasłonięcie mnie sobą wcale nie pomogłoby Ci przeżyć, wiesz?- sarknął i usiadł na krześle naprzeciwko mnie.-To dość imponujące zachowanie, ale nie.- zmarszczył nos, krzywiąc się z dezaprobatą.
- Cholera Cię tam wie. Ostatnio chodziło im o Ciebie, nie o mnie. Powiedzmy, że w tamtej chwili osłaniałeś tyły.- skrzyżowałam drżące z emocji ręce na piersi. Czerwonowłosy parsknął tylko, kręcąc głową.
- Jesteś niemożliwa, mała.
- Tylko nie mała. Jesteś niewiele wyższy ode mnie. Gdzie jesteśmy?
- Na miejscu.
- Konkrety proszę.- drążyłam dalej.
- Jesteśmy u mnie.- Krystian wszedł do pokoju.
W tym jednym momencie mnie olśniło.
- Tutaj też mogą nas znaleźć. Skoro siedzieli nam na ogonie przez cały czas, wiecie?- ściągnęłam brwi.- Wydaje mi się, że to kwestia czasu zaledwie.
- Nie sądzę. Od dawna stawiałem bariery naokoło domu...- zaczął tłumaczyć okularnik.
- Jakie bariery? To to coś...?- złożyłam ręce naśladując gesty jakie wykonywał Krystian, gdy obezwładniał Nathana.
- Z grubsza. Tak, to są te bariery. Musiałem je tylko dostroić do Was, żebyście mogli się tu w końcu dostać.
- Nie rozumiem.- przechyliłam głowę, zagubiona w natłoku niedorzecznych informacji.
- Masz prawo nie rozumieć.- przytaknął czarnowłosy.
- Gdzie Michał?
- Razem z twoim nowym obrońcą, który się na mnie rzucił.
- Zostawiliście tam Michała?!- otworzyłam szeroko oczy, a po karku spłynęły mi zimne dreszcze.
- Nie, głąbie. Ten "Mateusz" jest tu, z nami. Zarzeka się, że chce z Tobą rozmawiać, podobno ma jakieś informacje.
-Na temat?- chciałam dojść jakoś do wątku całej tej sprawy, ale w tej chwili byłam jeszcze bardziej skołowana niż dotychczas.
- Rozumiesz cokolwiek, co do Ciebie mówimy, mała? On się nie odezwie, dopóki nie będzie gadał z Tobą. Przesłuchiwałaś kiedyś człowieka?
- Improwizowana scenka w szkolnym przedstawieniu się nie liczy?- uśmiechnęłam się z przekąsem. Krystian westchnął, a Nathan chlasnął się dłonią w czoło.- Nie każcie mi się zachowywać tak jak wy. Nie jestem jedną z Was. Wyrwaliście mnie z normalnego życia i oczekujecie, że się dostosuję?!
- A masz jakiś wybór?- okularnik uniósł brew, oczekując jasnej odpowiedzi.
Wypuściłam z siebie powietrze, zrezygnowana.
- Zapewne niespecjalnie.
- To pójdziesz tam teraz - Nathan podniósł się z krzesła i podszedł do mnie - i wyciągniesz z niego to, co chce powiedzieć tylko Tobie, jasne?
- Rozkazujesz mi?- zmrużyłam oczy. Czerwonowłosy zacmokał, przytakując już bez słowa.
Warknęłam tylko pod nosem i odepchnęłam go od siebie, idąc w kierunku drzwi wyjściowych.