czwartek, 28 grudnia 2017

56. Talerz

Niesamowite.
Doprawdy, niesamowite.
Jak ten człowiek działa mi na nerwy!
Otworzyłam wskazane mi drzwi z impetem. Mateusz siedział niczym nieskrępowany w fotelu, ale mimo to się nie ruszał. Nawet gdy wpadłam do pokoju przesłuchań jak ta wichura. Michał podniósł się z klęczek i opuścił pomieszczenie bez słowa.
Nie wierzę, że to robię. Stałam za fotelem, w którym siedział nasz jeniec.
Po chwili jednak zaczęłam się zastanawiać o co zapytać? Jak sformułować przesłuchanie, żeby to on przypadkiem nie wyciągnął informacji ze mnie.
-Co to za informacja, którą miałeś przekazać tylko mnie?- zaczęłam chrapliwie. Drgnął lekko, co zaraz skłoniło go do bolesnego syknięcia. Gdy tylko przestał wydawać z siebie dźwięki, powtórzyłam pytanie.
-Łatwiej by nam było obojgu porozmawiać, gdybyś jednak stała przede mną.- westchnął.
Nie miałam zamiaru się ruszać z miejsca. Jeśli spojrzę mu w oczy na pewno nie będę w stanie zachować spokoju.
-Lepiej, żebyś nie widział.- fuknęłam.- Co to z informacje?
-Nic nie powiem, dopóki nie zobaczę, że to Ty, Agnieszko.- gdy wypowiedział moje prawdziwe imię, oniemiałam.- Nic Ci nie zrobię, serio. Nawet gdybym chciał, to nie mogę. Twoi koledzy skutecznie mnie uziemili, choć sam zastanawiam się jakim cudem nie mogę się jeszcze ruszyć.
-Jeszcze...Masz zamiar się stąd wydostać?- zmrużyłam oczy, podejrzliwie. Coś mi tu nie grało.
-Jak na przykładnego więźnia przystało, owszem.- przytaknął.- Już sam fakt, że aż tak to wszystko nie boli daje mi spore szanse na ucieczkę, więc za chwilę mogę po prostu wstać i wyjść, a Ty stracisz szansę na coś co chcę Ci powiedzieć.- odparł pewnym tonem.
-Szlag by Cię, Mateusz.
-To nie jest moje prawdziwe imię.- zwrócił mi uwagę melodyjnie przeciągając każdą głoskę.- To jak? Usiądziesz przede mną i porozmawiamy jak ludzie?
-Niech Ci będzie.- westchnęłam ciężko. Usiadłam przed nim na taborecie.- Co chcesz mi powiedzieć?
-Widzisz? Nie było tak strasznie, co?- uniósł brwi, oczekując ode mnie odpowiedzi.
-To się okaże.- burknęłam.-Mów, o co chodzi?
-Chodzi  o to...- zaczął -... że te ich magiczne sztuczki na mnie nie działają.-  Mateusz pochylił się w moim kierunku bez najmniejszego grymasu bólu na  twarzy. Podkulił lekko nogi i wsparł łokcie na kolanach.
Ja niemal nie spadłam z tego stołka, zaskoczona, a on śledził każdy mój najdrobniejszy ruch.
-Co masz zamiar teraz zrobić?- wydukałam przerażona.
-Krystianowi  wydaje się, że przez barierę mogą przejść tylko osoby, do których je  dostroi. Ja jako intruz, albo zrezygnowałbym z brnięcia w tym kierunku,  albo padł bym niczym rażony prądem.
-To czemu nic Ci nie jest?
-Bo  już tu kiedyś byłem. Wiem dokładnie w którym miejscu i jakim położeniu  geograficznym się znajdujemy. Wystarczyłoby dać znać górze, że tu jestem  i jesteście w grobie.- mówił to tak spokojnie, jakby za chwilę miał  zjeść ciastko i zapić je herbatką.
Obserwowałam go z narastającym  niepokojem, nabrałam powietrza w płuca i chciałam wołać chłopaków, ale  mężczyzna tylko przyłożył mi palec do ust.
-Czego od nas chcesz?  To żadna informacja, której nie mógłbyś powiedzieć innym. Owijasz w  bawełnę i tyle, a ja nie mam zamiaru tego słuchać.-podniosłam się z  taboretu.
-Pamiętasz tego człowieka? Elegancki facet w płaszczu, z laską z kości słoniowej w dłoni. Minęliście się kiedyś na starówce.
-Co  z tym kolesiem?- ściągnęłam brwi. Tego samego wieczora skradziono mi  telefon. Tamtego wieczora, połamali moją ulubioną parasolkę. Tamtego  wieczora Nathan wnet zemdlał w moim mieszkaniu. Nadal jednak nie  rozumiałam związku między tym, co się dzieje, a tym facetem, którego raz  minęłam na ulicy, a który raz zwrócił na mnie uwagę.
-Zaraz...- usiadłam z powrotem.- Co z tym człowiekiem?
On tym wszystkim trzęsie? On za tym stoi?!
- To mój szef właśnie.
- Wysłał już przecież Damiana.
-Damian to tylko pionek. Zresztą, mnie wysłali, żebym sprzątnął gnój po naszym wspólnym nemezis.- rozłożył ręce.
- Dalej nie czuję, żeby to miało związek z tym, czemu uciekamy.
-Damian  się zbuntował. Stwierdził, że z tymi mocami, które ma, nikt mu nie  podskoczy i dorwie was prędzej czy później. Szefowi to nie na rękę, bo  trójka twoich znajomych to jakby nie było neutralni ludzie, a Ty jesteś  niczego winna.
- Tu jest jakiś haczyk. Za dużo mówisz.- podparłam rękę na udzie, przechylając się w jego stronę. Przymknął tylko oczy, wzruszając ramionami.
-Z natury jestem dość wylewnym człowiekiem.- ułożył się zrelaksowany na oparciu fotela.
W tym samym momencie to ja poczułam się, jakbym była przesłuchiwana. Wiedziałam, że tak się to skończy. Pozwoliłam mu obrócić role i nawet nie wiedziałam kiedy, choć byłam święcie przekonana, że nie powiedziałam niczego, co mógłby wykorzystać.
-A co z Twoją znajomą?
-Zaczynasz zadawać sensowne pytania. Szef kazał nam współpracować, bo podejrzewał, że Gosia pracuje dla Damiana. Już w momencie, gdy przyniosła Ci kubeczek piwa, myślałem, że załatwi sprawę i czegoś tam dosypie, jednak tego nie zrobiła.- zatrzymał się, patrząc na mnie.
-Mów dalej. Rzuciłeś się na Nathana, bo...?
-Musiałem być wiarygodny. Wtedy zaczęła działać.
-Twierdzisz, że jesteś po naszej stronie? Ty i twój szef? Jaki zasięg ma Damian?
-Jako prawa ręka szefa, chyba nawet większe niż my wszyscy razem wzięci.
- Damian działa pod przykrywką Waszej organizacji. Sam tak kiedyś powiedział, z grubsza. To by miało sens, skoro Gosia nazwała go pionkiem, tak jak i ty to zrobiłeś zaledwie przed chwilą.- zmierzyłam go wzrokiem. Ona mogła tak powiedzieć, żebym myślała, że Damian jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, że za tym wszystkim stoi jakaś grubsza ryba i że jesteśmy w głębokim bagnie, skoro myślimy, że uda nam się zniknąć.- To się kupy nie trzyma.
Czegoś mi w tym wszystkim brakowało. Brakowało mi tego spoiwa, które utrzyma wszystkie wskazówki w jednym miejscu. W zasadzie jedyny wniosek na jaki wpadłam, to to, że Mateusz dał się złapać, by zaproponować nam współpracę.
Patrzyłam na jego twarz bez wyrazu. Milczał od tamtej pory, ale w jakiś sposób wyczytał z moich oczu, że doszłam do wniosków, jakie by go zadowoliły. Na jego twarzy pojawił się krzywy uśmieszek. Wiedział, że wpadłam na to, co chciał mi zaproponować.
-Skończyłam na dziś. Nie rób niczego głupiego.- podniosłam się ze stołka.
-Póki co będę tańczył, jak mi zagracie.- nie ruszył się z miejsca, gdy wychodziłam z pokoju.
Nathan stał pod drzwiami.
-Podsłuchiwałeś?
-Nie dało się. Mówisz tak cicho, że słyszałem tylko jakiś bełkot. Czego się dowiedziałaś?
-Zaraz Wam opowiem.- skupienie nie opadło. To było doświadczenie, jakie musiałam przetrawić sama. Rozmasowałam spięte od emocji czoło, a i tak to nic nie dawało. Westchnęłam ciężko, gdy Nathan wprowadził mnie do kuchni.
Wyspa kuchenna była zastawiona jedzeniem, krzesła barowe obite w ciemną skórę, aż się prosiły by na nich usiąść. Parujący kubek z kawą błagał, żeby się z niego napić, a jedzenie?
Usiadłam bez pardonu i chwyciłam za pierwsze z brzegu naczynie.
Cholera, teraz dopiero uświadomiłam sobie, jak bardzo jestem głodna.
Gdy tylko zbliżyłam do twarzy kubek z kawą, zauważyłam, że Nathan oparł się o blat wyspy zbyt blisko mnie. Poczułam się niezręcznie, ograniczał moją przestrzeń osobistą na tyle, że przestałam jeść. Choć w zasadzie nawet nie zaczęłam.
Michał siedział naprzeciwko.
-To z czego się wygadał?- zaczął brat Nathana. Odsunęłam się z krzesłem od czerwonowłosego. Stał za blisko.
-W zasadzie niewiele więcej niż to, że będzie tańczył jak mu zagramy.- powtórzyłam ostatnie słowa Mateusza.
-Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że Klaudiusz proponuje nam współpracę?
-To nie jest jego prawdziwe...imię.- z każdym swoim słowem docierało do mnie, co powiedział Nathan.- W każdym razie, Mateusz twierdzi, że jesteście dla nich neutralni i że mogą nam pomóc.- im dłużej mówiłam, tym bardziej obserwowałam reakcję Nathana. Wściekał się coraz bardziej.
-Wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Powinienem sam tam wejść i wyciągnąć z niego informacje.
-A niby czemu, co?! Ignorujecie mnie i tak, nawet jeśli chcę coś sensownego powiedzieć. Oni chcą nam pomóc!
-Nie, nie.- czarnooki nie panował chyba nad słowami.- Nie wiem, jakim cudem to zrobił, ale to ścierwo w pokoju obok użyło swoich sztuczek, żeby cię przekabacić. Blondas za to zapłaci.- warknął już sam do siebie. Mnie wtedy strzeliło, jak grom z jasnego nieba.
Jeśli Mateusz mówił prawdę, osoba z ozdobną laską, którą widziałam, to jego szef. To on miał blond włosy...
Zanim zdążyłam pomyśleć, chwyciłam Nathana za rękę i przyciągnęłam z powrotem do stołu.
-Ty go znasz. I to lepiej niż mogłabym sobie wyobrazić. Ty znasz jego szefa.-lustrowałam jego wyraz twarzy.- Kim wy jesteście?!
-Nie twój interes, mała.- warknął Nathan.
-Mów, kim jesteście?! Nie bez powodu nas przecież ścigają! Jak mam Wam zaufać, skoro wy nie ufacie mnie, co?! Nathan, jesteś żałosny.
-Nie możemy z nimi współpracować. Nie uciekniemy Damianowi.- zaczął skruszony Michał, podnosząc się ze swojego krzesła.
-Teraz uciekamy, świetnie. To skoro nie mamy nic do stracenia, to czemu się nie wystawicie i nie przyjmiecie Damiana na klatę? Możemy mieć wsparcie, ale najlepiej zaszyć się w kącie i czekać na śmierć. Wspaniale!- obróciłam się na pięcie, wzdrygając się na samo słowo o śmierci. Nie chciałabym tak skończyć.- Sama się wszystkiego dowiem.- nie zdążyłam chwycić w dłoń mojego talerza z kanapkami, a wylądował on na przeciwległej ścianie, gdy Nathan wytrącił mi go z ręki.
Obróciłam się w zasadzie machinalnie, sprzedając mu cios w policzek.
Poczułam jednak za chwilę, że to był błąd z mojej strony. Nathan miał nóż w dłoni, a ściskał go tak, jakby sama rękojeść, jak plastelinowa kulka, miałaby mu wypłynąć między palcami.
Michał zasłonił mnie swoim ciałem.
-Hej, brat. Uspokój się.
-Jakbym mógł się wystawić i miałbym z nim jakiekolwiek szanse, już dawno bym to załatwił.- syczał Nathan.- Ale nie mogę, bo kurwa, ciągniemy Cię za sobą i muszę się hamować!- wrzasnął.
-Ty jesteś psychiczny jakiś.- warknęłam jeszcze, zgarnęłam następny talerz, naładowałam na niego jedzenia bez słowa i opuściłam pomieszczenie. Znów wtargnęłam do pokoju przesłuchań.
-Kim oni są?- zaczęłam szorstko. Mateusz spojrzał na mnie.-Wcale nie są neutralni. Znają Klaudiusza. Kim oni są i na co ja Wam wszystkim jestem potrzebna?
-Kim jest Nathan?- spojrzał na mnie obracając głowę.-Chcesz wiedzieć ode mnie kim jest twój obrońca. Hm, sądziłem, że między Wami są lepsze relacje i że nie jest już tak głupi, żeby trzymać wszystko w tajemnicy.
-Już? A więc znasz go lepiej ode mnie.- postawiłam jedzenie na taborecie.
- Masz mnie w tym momencie w garści. Brawo.- zaburczało mu w brzuchu. Spojrzał tęsknie na jedzenie.
-Dlaczego mają te moce?
- Akurat to przyczyna zgoła niezależna od nich, od nikogo. Może nawet w tobie to siedzi.
-Nie chcę!- wzdrygnęłam się. Mateusz zaśmiał się pod nosem.
- Nie wiesz, co tracisz.- chwycił za talerz, zostawiając taboret pustym, bym mogła usiąść.
-Gdybym miała moce, na pewno nie zachowywałabym się tak jak oni.
-Tak sobie wmawiasz. Rzeczywistość byłaby inna. Naciągałabyś zasady. Może nawet zaczęłabyś je łamać.
-Obracasz kota ogonem. Mów, kim jest Nathan?
-Obaj z Damianem są rywalami już od dawna. Swojego czasu to Nathan rządził w mieście, a gdy się wycofał, zrobił to ze względu na Klaudiusza. Klaudiusz potrafił załatwić rzeczy po cichu, dyskretnie. Nathan i Krystian swoją ogólną neutralność w aktach policyjnych zawdzięczają właśnie Klaudiuszowi. Przez wzgląd na dawne dzieje i utarte szlaki.
- Damian mógł zgarnąć Klaudiusza i usiąść na jego stołku?
- Nie. Klaudiusz jest silniejszy od Damiana. Mimo tego, że jego prawa ręka go zdradza, nie robi nic w tym kierunku. No, może poza zacieraniem śladów.- odparł, jakby to była najmniej znacząca sprawa.
-Niczego już nie rozumiem. Powiedz mi chociaż, że czekacie, aż Damianowi podwinie się noga, że czekacie, aż zrobi coś, za co moglibyście go wsadzić do pierdla.- naprawdę oczekiwałam czegoś konkretnego z tej rozmowy. Mateusz spojrzał na mnie, otwierając szerzej oczy.
-Zabiorę Cię do szefa.
-Co? Jak niby?
-Choćby dzisiaj w nocy. Damian nie spodziewa się, że Cię tam zobaczy.- w tym jednym momencie zrobiło mi się gorąco. Byłam zaskoczona i przerażona, ale co mogłabym zrobić innego? Jeśli to by nie wypaliło... Nie, nie, nie! Przecież to absurd. Wrócę do miasta i co?
-Jak chcesz nas przetransportować z powrotem do mojego miasta?- wiedziałam, jaka jest ich alternatywa do transportu. Zadałam to pytanie tylko dlatego, że wciąż w mojej głowie hasło "teleportacja" brzmi nad wyraz absurdalnie. Oczy mu błysnęły, uśmiechnął się zaczepnie i wgryzł się w pierwszą do tej pory kanapkę, mimo że od dobrych kilku minut trzymał talerz w rękach.