środa, 30 sierpnia 2017

54. Kluczyki

Siedziałam tak więc w samochodzie, jak w tej klatce do której za chwilę mają wrzucić wiadro jadowitych węży.
Prawda była taka, że ja sama do końca nie wiedziałam na jakim gruncie stoję, ani w jakiej jestem aktualnie sytuacji. Wszystko zaczęło mi się tak mieszać w głowie, że nie pozostawało mi nic jak siedzieć i czekać, aż któraś z teorii kolidujących z moim trzeźwym zmysłem postrzegania się sprawdzi, albo zostanie zrównana z ziemią. Nie popadaj w paranoje, Aga.
Drzwi otworzyły się.
-Suń tę zgrabną dupę.- sarknął na mnie Nathan, wpychając się na moje miejsce.
-Wsiadaj z drugiej strony...- fuknęłam, ale nie zdążyłam nawet odpiąć pasów, gdy on zrobił to za mnie. Siłą rzeczy musiałam przenieść się na miejsce za kierowcą.
- Co żeś mu powiedziała?- warknął.
- Nic.- odparłam krótko.
-Zadałem pytanie.- wypuścił z siebie powietrze, coraz bardziej poirytowany. Westchnęłam ciężko.
-Hasła, jedynie. Żadnych szczegółów.- skuliłam się, bo za chwilę pewnie dostanę po głowie, ale długo nic się nie działo. Nathan patrzył na mnie bez wyrazu, jakby się zamyślił.
-A co powiedział ci Pan Piotr?- chciałam skorzystać z okazji i wyciągnąć z niego, co go tak zaskoczyło.
-Dobra robota...-odparł machinalnie. Chwilę potem jednak otrząsnął się i spojrzał na mnie, już bardziej żywiołowy.- Nie wnikaj. Po kiego mu cokolwiek mówiłaś, hm?!
-A co miałam zrobić? Udawać, że mnie nic nie rusza? Ja chcę tylko wrócić do domu, bo mam was wszystkich dość!
-To idź! Możesz nawet w podskokach wypierdalać.- krzyknął na mnie. Zabolało. Zostałam sama w obcym miejscu, na obcym polu bitwy.
Wysiadłam z auta i zaczęłam kierować się w stronę bramy. Zdecydowanie obrałam kierunek. Dopiero po kilkunastu minutach marszu zwątpiłam. Zwolniłam tempo. Bez celu, bez pieniędzy i dokumentów niewiele bym mogła zdziałać.
Gdyby Pan Piotr zabrał mnie ze sobą na komendę, mogłabym zgłosić, że mnie okradziono ze wszystkich rzeczy i że chcę wrócić do domu. Usiadłam na przystanku załamując ręce.
Z daleka nadjeżdżało znane mi duże auto.
Nie mieli prawa mnie zobaczyć z takiej odległości, choć oni mieli trzy pary oczu, a ja zaledwie jedną, bo przecież zgubiłam moje okulary już dawno temu.
Skryłam się w głębi betonowego przystanku. Prawie się położyłam na brudnym betonie, wśród porozrzucanych szkieł i niedopałków papierosów, byleby mnie tylko nie zauważyli. Gdy pojazd minął zabudowanie podniosłam się z ziemi, otrzepując dłonie i kolana z syfu pewna w zupełności, że jestem tam sama.
Jakież było moje zdziwienie, gdy tylko usłyszałam za sobą znaczące chrząknięcie.
To był jeden impuls. Sięgnęłam po to, co miałam pod ręką i zrobiłam wymach.
Nie spodziewał się tego.
Ja się tego nie spodziewałam!
Sama poczułam echo bólu odbijające się teraz po głowie Nathana.
Klucz, który trzymałam w ręku jakimś cudem się z niej wyswobodził i upadł z głośnym hałasem, sprawiając, że podskoczyłam zlękniona.
Czerwonowłosy zatoczył się w moim kierunku, niemal się na mnie kładąc.
Zdążyłam go przytrzymać, bo razem runęlibyśmy na potłuczone szkło, a to już zabawne by nie było.
Sypałam przekleństwami pod nosem, próbując go usadzić na ławce pod ścianą. Poczułam na ramieniu coś mokrego, a gdy już uporałam się z usadzeniem go na tyłku, zauważyłam, że znad jego prawego ucha spływa sobie swobodnie strużka krwi.
Zbladłam znacznie, klnąc dalej w najlepsze.
Przytrzymałam jego lejącą się na boki głowę. Skurczybyk wciąż był przytomny, choć chwilowo ogłuszony.
-Zabiję Cię za to...- syknął przeciągle. Jakoś specjalnie mnie to nie przeraziło, choć do pewnego momentu takiej reakcji się spodziewałam.
-Spójrz na mnie.- wychrypiałam.
-Zostaw mnie, cholero jedna.- jednym, bezwładnym w odczuciu machnięciem ręki wyswobodził swoją twarz z moich objęć. Przetarł ją, a gdy zobaczył na swojej dłoni krew, podniósł się machinalnie, jakby był nowo narodzony.
Teraz dopiero zaczęłam się bać.
Zmroził mnie tak ostrym spojrzeniem, że niemal poczułam ukłucia swoim na ciele. Rozejrzał się jeszcze czujniej po okolicy, a wtedy odezwał się jego telefon. Długo go nie odbierał, ale zdaje się miał to już w zwyczaju.
Mężczyzna usiadł zaraz z powrotem, bo chyba adrenalina opadła.
-Znalazłem ją. Franca zdzieliła mnie po głowie kluczem francuskim.- mówiąc to, wygrażał mi się spojrzeniem. Spojrzałam w niebo, rozcierając drżące dłonie. Podniosłam klucz z posadzki i usiadłam na ławce z naprzeciwka, ściskając stalowy przedmiot oburącz.
-Kazałeś mi wypierdalać, to po wyjechaliście mnie szukać?- fuknęłam. Zacisnął szczęki, wściekły. Rozłączył się.
-I tak wróciłabyś z podkulonym ogonem.- parsknął.
-Dziwisz mi się?!- umocniłam chwyt na mojej broni. W tej chwili przez narastającą wściekłość miałam ochotę machnąć mu tym kluczem w gębę, coby mu ją wyhaczyć. Może wtedy w końcu by się zamknął. Podniosłam się z miejsca. Przez kark przeskoczyło mi kilka iskierek, zignorowałam to jednak w zupełności. Wszystko aż mnie świerzbiło, żeby tylko go jeszcze raz uderzyć. Oczyma wyobraźni widziałam jak Nathan ponownie zwija się z bólu. Warknęłam tylko, z impetem wyprowadzając oburęczny cios w betonowy słupek na środku przystanku i jeszcze poprawiłam ze dwa razy, żeby dać ujście emocjom.
Efektem chwilowej furii były zawroty głowy. Oparłam się o molestowany przeze mnie słupek, mając nadzieję, że nie skończy się to wszystko zaciemnieniem wizji i upadkiem. Trzęsły mi się ręce, nogi miałam jak z waty, ale tylko przez chwilę, bo zza przystanku wyszedł Krystian. Znów nastroszyłam się jak ten kot.
Cholera.
On tylko widząc w jakim Nathan jest stanie, parsknął donośnym śmiechem. Po kim jak po kim, ale po nim nie spodziewałam się takiej reakcji.
Czerwonowłosy ściągał brwi, próbując utrzymać się w pionie. Czekał chyba tylko, aż Kucyk podejdzie bliżej, żeby dorwać mu się do gardła.
Wtedy też stało się coś, czego świadkiem byłam świadomie po raz pierwszy.
Krystian ucichł, składając ręce jak do modlitwy. Gdy je rozłożył, między palcami prawej dłoni zaczął rysować się krąg z dziwnymi znaczkami.
-Ani mi się waż!- Nathan zaczął się odsuwać, ale Krystian podszedł do niego spokojnie i wystarczyło tylko, by dotknął jego skroni jednym z prowadzących krąg palców, by czarnooki stracił przytomność. Co zarejestrowałam po chwili to fakt, że kółko, jakie wyraźnie widziałam przed chwilą w powietrzu, przeskoczyło, rysując się na skroni i zapewne pod włosami rudego niczym tatuaż okalając ranę, którą mu zrobiłam.
Otworzyłam oczy szeroko, szczęka mi opadła. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
Krystian tylko odwrócił się w moim kierunku i palcem pchnął moją brodę w górę, by zamknąć mi buzię.
Otrząsnęłam się od razu.
-Jedźmy już lepiej.- bez problemu przerzucił sobie Nathana przez ramię.
Michał palił papierosa pod samochodem, czekając przy drzwiach pasażera, jakby wiedział, że kogoś będą musieli wrzucić na tylne siedzenie auta.
-Aga, wsiadaj za kierowcą. Przemyjesz Nathanowi głowę z tej krwi, dobra?- powiedział spokojnie okularnik. Skrzywiłam się.
-Mam koło niego siedzieć? Przecież on mnie zabije za to co mu zrobiłam.- oblały mnie zimne dreszcze.
-Spokojnie- uśmiechnął się delikatnie.- Będzie poza eterem przez dobre kilka godzin jazdy.- dodał.
Nie wiedziałam, czy chcę tam z nimi wsiąść, czy cofnąć się do ich domu i czekać na jakąkolwiek pomoc z zewnątrz.

Co zdążyłam zauważyć, to fakt, że ta trójka jest jak taka mała kawaleria.
Nie muszą ze sobą rozmawiać, żeby się rozumieć i współpracować, to na co ja im jestem potrzebna?
Przeze mnie mają tylko kłopoty.
Rozejrzałam się po pustej drodze.
Westchnęłam ciężko i wsiadłam na swoje miejsce. Chłopaki ułożyli Nathana na lewym boku tak, że jego głowa wylądowała na moich kolanach. Apteczka i ręczniki były wetknięte w kieszeń za siedzeniem kierowcy. Przygotowali się i na taką ewentualność.
Gdy tylko ruszyliśmy chcąc nie chcąc musiałam zabrać się za zmycie krwi z jego twarzy i szyi.
Miałam opory dopóki nie poczułam, że faktycznie nie reaguje.
Oddychał spokojnie, nieprzytomny, a ja jeszcze przez długi czas nie mogłam pozbyć się dziwnego mrowienia w udzie, odkąd jego głowa na nim spoczęła.
Poszło gładko i całe szczęście. Brudne ręczniki wrzuciłam do woreczka, żeby je później zutylizować.
-Daleko jedziemy?- zaczęłam temat, żeby odwrócić uwagę od tego, że nie wiem jak ułożyć ręce.
-Niedługo zobaczysz Tatry.- Krystian spojrzał na mnie przez wsteczne lusterko.
-Wyjeżdżamy z Polski, tak?- spytałam skruszona, owijając ręce wokół talii. Dziwny niepokój zawitał gdzieś wewnątrz mnie. Nigdy jeszcze nie byłam za granicą.
-Spróbuj się zdrzemnąć do czasu, aż Nathan się nie obudzi. Będziemy musieli i tak zajechać po jakieś większe zakupy i załatwić co nieco.
Spojrzałam na nieprzytomnego, odgarnęłam delikatnie jego włosy, żeby sprawdzić jak tam jego rana. Krąg był ledwie widoczny, a po ranie nie było już prawie śladu.
Odetchnęłam z ulgą, bo gdybym miała mu to własnoręcznie zaszywać w trakcie jazdy, chyba sama bym wykitowała.
Może faktycznie warto by było się zdrzemnąć.
Gdy tylko wzięłam to pod uwagę moje powieki stały się ciężkie, a gęba sama rozdziawiła się do ziewania.
I odpłynęłam licząc słupy wysokiego napięcia.
Nic mi nie przeszkadzało.
Ocknęłam się na chwilę, widząc, że faktycznie zbliżamy się w kierunku gór.
Po chwili gładzenia czegoś w opuszkami zorientowałam się, że mam wokół palca wskazującego owinięty dłuższy kosmyk jego włosów. Cholera, on i tak przecież śpi. Miałam jednak małą nadzieję, że niczego nie poczuł.
Zostawiłam jego włosy w spokoju i poszłam spać dalej.
Nie, to nie był sen. To było coś w stylu głębokiego czuwania. Rejestrowałam wszystko, co się działo w samochodzie. Wszystkie dźwięki odbijały się pijanym echem po mojej głowie.
Wyzuta z wszelkiej mocy i przez chorobę lokomocyjną, która przyprawiała mnie o senność, nie miałam nawet siły reagować.
-Musiałeś to zrobić, co?- usłyszałam przyciszony głos.
-Wiesz doskonale, że nie byłbyś w stanie ruszyć się z miejsca, Nathan.- Krystian wciąż był spokojny.
-Obezwładnić, a nie spacyfikować. To znacząca różnica, której chyba nie pojmujesz.- syczał, wciąż leżąc na mojej nodze.
Albo nie mógł się jeszcze ruszyć, albo nie chciało mu się wstawać.
-Mamy dobre paręnaście godzin przewagi nad Damianem. Nie znajdzie nas tak szybko jeśli złapał fałszywy trop jaki zostawiliście. Nie panikuj, brat.- wtrącił Michał.
-Co nie?! Co nie panikuj? Spróbuj raz wyciągnąć tę Poduszkę z tarapatów i odbij się bezproblemowo na te kilkanaście godzin przed nimi.- rzucił, po czym podniósł się z miejsca i zapiął swoje pasy. Zaklął pod nosem i bez żadnej dyskrecji wyciągnął ze zgięcia w siedzeniu klucz francuski, który tam wetknęłam.
Zimnym kluczem przeciągnął mi po odsłoniętych nerkach.
Otworzyłam szeroko oczy, wciągając powietrze.
Nathan trzymał klucz w ręku przed sobą, luźno, jakby nic nie ważył. Uśmiechał się złośliwie.
-Nie udawaj, że śpisz. Na co Ci to było potrzebne?- zerknął na przedmiot w swojej dłoni i z powrotem na mnie.
Odwróciłam wzrok, poprawiając koszulkę na sobie. Nie muszę mu się zwierzać.
-Halo! Ziemia do Agi!- machnął mi nim tuż przed nosem tak, że niemal poczułam ten chłód na jego czubku.
-Miałam przeczucie.- stwierdziłam, wcale nie kłamiąc.
-Miałaś przeczucie, że mnie zaatakujesz? Jesteś z siebie zadowolona?- chciał mnie chyba skarcić.
-Nie hamuj się. Spoko. Teraz przynajmniej wiem, że mam ciężką rękę.
-Nie -uśmiechnął się z politowaniem. -Ty miałaś ciężki klucz. Bez niego jesteś bezsilna.- stwierdził, mrużąc oczy.
-To mi go oddaj.- odburknęłam w jego stronę, unosząc brew. Patrzyliśmy na siebie bez wyrazu przez dłuższą chwilę. Nie odpuściłam ani wtedy, ani kiedy Nathan wypuścił klucz z ręki. Przechwyciłam przedmiot w powietrzu wciąż patrząc na jego twarz.- Dzięki.- dodałam szorstko, przytulając klucz do siebie. Mój wzrok powędrował za okno, a rozmowa z tym człowiekiem się zakończyła.
Widziałam tylko kątem oka, że Krystian i Michał spojrzeli po sobie znacząco.

Nikt się nie odezwał do czasu, kiedy to dojechaliśmy do centrum handlowego pod miastem, którego nazwy nie zdążyłam wyłapać na żadnym ze znaków drogowych.
-Czego potrzebujesz?- spytał oschle czerwonowłosy, odpinając pasy.
-Co?
-Jajco. Zakupy. W czym będziesz chodzić?
-Kurtka, bluza, spodnie, buty i bielizna.-palnęłam.
-To idziemy, wysiadaj.- skinął na mnie ręką.
-My lecimy załatwić kilka innych rzeczy. Spotkamy się przy barze z burgerami.- Krystian myślał, że mnie tym uspokoi. Chłopaki wysiedli dopiero kiedy ja opuściłam auto.
-Ty idziesz ze mną.- oznajmił szorstko Nathan, chwytając mnie za rękę. Przez moment stawiałam opór, ale to nic nie dawało.
-Czemu muszę iść akurat z Tobą?!
-Bo jeśli do tej pory Cię nie udusiłem, za to co mi zrobiłaś, a miałem sporo okazji, to znaczy że ze mną jesteś bezpieczna.- odezwał się z ciężkim westchnieniem. Chyba trudno było mu się przyznać, że nie chce mnie skrzywdzić. Trochę mi ulżyło.-I błagam, nie zastanawiaj się długo jak będziesz wybierać ubrania.
-A nie moglibyśmy skoczyć do jakiegoś mniejszego marketu? Tu jest strasznie drogo.- gdy tylko to powiedziałam, Nathan zatrzymał się w połowie kroku i stanął nade mną.
-Korzystaj póki masz okazję.
-Z pieniędzy od ludzi, którzy nas ścigają?- skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nie, te akurat są moje.- ściągnął brwi poirytowany.- Albo wiesz co? Wracamy do samochodu.
-Bardzo chętnie.-obróciłam się w stronę auta.
-Przypilnujesz samochodu, a ja kupię ci co trzeba.
-Jak to? Zostawisz mnie samą?!- zatrzęsłam się w przestrachu.
Czarnooki wyjął z kieszeni spodni kluczyki do auta. Wystarczył jeden przycisk, by wszystkie boczne szyby i tylna, pokryły się drugą warstwą szkła, ale czarnego. W ten sposób nie było widać nic w środku.
Zamrugałam kilkukrotnie.
Otworzył drzwi, gestem zapraszając mnie do środka.
Z westchnieniem ulgi władowałam się na kanapę, a zanim drzwi się za mną zamknęły zawołałam by Nathan zostawił mi kluczyki w samochodzie.
-Tylko nigdzie nie odjeżdżaj.- zmrużył oczy podejrzliwie.
-Zaufaj mi, nie mam pojęcia o jeździe samochodem. Chcę sobie okno uchylić.
-Po co?- ściągnął brwi.
-Mam się udusić w pancernym aucie, które rzekomo ma być takie bezpieczne?
-Przycisk z kłódką zatrzaśnie auto, gdyby coś się działo. Nie otwieraj nikomu poza naszą trójką.- upomniał mnie palcem wskazującym.
-Idź już. Wspominałeś coś wcześniej o utracie cennego czasu? Hm, wydawało mi się chyba.- rozsiadłam się w aucie, zamykając za sobą drzwi i kontrolnie wcisnęłam przycisk blokady.
Mężczyzna chciał coś jeszcze powiedzieć, ale dźwięki do środka nie docierały, więc uśmiechnął się tylko i z prychnięciem pokiwał głową.
Stał tak jeszcze chwilę z założonymi rękami. Odblokowałam drzwi i uchyliłam okno.
-Daj mi dwadzieścia minut i przyjdę po Ciebie z powrotem. Jaki masz rozmiar buta? Czterdzieści?- odwrócił się na pięcie i odszedł w stronę centrum, nie dając mi szansy na odpowiedź.
Wypuściłam z siebie powietrze.
-Spokój, nareszcie.- błogosławiłam każdą spędzoną samotnie minutę, a wiadomo nie od dziś, że wszystko co dobre, szybko się kończy.
Widząc jak Nathan wychodzi z centrum z reklamówkami, zamknęłam okno.
-Co jest, kocie?- uśmiechnął się złośliwie, wsiadając do auta z drugiej strony.
-Szybko ci poszło.- zerknęłam na niego z ukosa.
-Kasjerki były wyjątkowo pomocne. Tego samego o Tobie powiedzieć nie mogę, bo przecież kłamstwo nie popłaca.- uśmiechnął się jadowicie.
-Och, jeśli uraziłam Twoją dumę, to przepraszam! Skąd miałam wiedzieć, że to Ty zjawisz się na przystanku, a nie na przykład Damian, co?
-Bo akurat to, że ja przyjdę po Ciebie z powrotem powinno być już oczywiste.-syknął.
-Broniłam się, a co miałam zrobić? To już odruchowa reakcja, w sytuacji gdy ktoś zachodzi mnie od tyłu, gdy się tego nie spodziewam!- warknęłam. Nathan przymknął oczy, przytakując.
-I to jedyna prawidłowa.- przyznał mi rację. Zaraz, on przyznał mi rację? W takiej chwili przyznał mi rację?
-Ja cię chyba za mocno uderzyłam, co? Dobrze się czujesz?- zmarszczyłam czoło, przyglądając mu się teraz z niedowierzaniem.
-Mógłbym ściemniać, że trzech drabów nie było mnie w stanie powalić i że miałaś szczęście, ale byłaś świadkiem takiego zdarzenia, a po twoim ciosie skończyłem w gorszym stanie niż z nimi. Trzeba przyznać- odchrząknął jakby to, co mówił, było dla niego niezręczne- że mogłabyś mnie wtedy na przystanku śmiało wykończyć, gdybyś w ostatniej chwili nie przekierowała uderzenia na słup.-patrzył przez moje lewe ramię na ulicę. Dopiero gdy skończył mówić spojrzał mi w oczy.
Spłonęłam rumieńcem na tyle mocno, na ile wyczułam, że mówi to szczerze. I tak też wyglądał.
Nie, on mówił szczerze.
Widziałam go przecież jak się zataczał wtedy. Jak musiałam go prawie wciągać po schodach do mojego mieszkania.
Po akcji na przystanku też opadł na mnie specjalnie, bo wiedział, że go udźwignę.
-Ty skubańcu...- wyrwało mi się. Nie skomentował już niczego. Pchnął worki z ubraniami w moją stronę i wyszedł z auta, bym mogła się przebrać.