piątek, 27 grudnia 2013

33. Negacja

Czułam tak potężne wibracje w całym ciele, że chyba nie byłabym w stanie usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż sekundę. Znów podniosłam się, podpierając się o spękaną ladę. Trochę czasu zajęło mi zanim dotarło do mnie, co się właściwie stało. Czułam, jak wzdłuż kręgosłupa przepływają wiązki dzikiej energii, której nie rozumiałam. Dłonie drżały mi przez moment, by za chwilę zacząć wytwarzać małe wyładowania, przeskakujące bezpośrednio z palca na palec. Zrobiło mi się gorąco. Przeszłam ostrożnie w stronę chłopaków i nagle zakręciło mi się w głowie. Chwyciłam się blatu, który po chwili rozpadł się pod moimi dłońmi w drobny mak. Odskoczyłam, a upadając na podłogę zrobiłam w niej dziurę. Mój upadek spowodował jedno wielkie tąpnięcie. Zwinęłam się z bólu, słysząc jak pęka coś szklanego, a ten dźwięk odbija się głośnym echem w mojej głowie, dopóki ktoś nie chwycił mnie za rękę i nie podźwignął na nogi.
-Nie musiałem długo Cię szukać, Agnieszko. Jesteś gotowa do tego, by spożytkować tą energię w zupełności.- usłyszałam. Po chwili dopiero zorientowałam się, kto kieruje do mnie te słowa. Wzrok wyostrzył mi się gwałtownie, mięśnie spięły się w przypływie nieokiełznanej adrenaliny, serce waliło jak oszalałe, zmuszając mnie do działania.
-Zostaw mnie! Ja wiem, o co ci chodzi!- parsknęłam bez namysłu.
-Doprawdy?- Clarius przechylił delikatnie głowę. W tym samym momencie opuściła mnie energia. Znam to uczucie. Znajdowałam się razem z nim w ciemnym kręgu runicznym. Płynna czerń wylewała się z każdego symbolu, wprawiając mnie w osłabienie.
-Przestań...-opadłam z sił zupełnie, wisząc już tylko na ręce, którą on przytrzymywał w powietrzu.
-Nie wiesz nawet, co to za energia. Zdajesz sobie sprawę z tego, że Chaos, który tu za Tobą przyszedł będzie się rozciągał, jeśli zniszczysz krąg blokujący? Już w tej chwili w  sekundę zlikwidowałaś to, co Zero zapewne ustawiał po kryjomu przez miesiąc. Jeśli nie chcesz mieć na sumieniu całego świata, zrób to, co ci powiem.- uśmiechnął się delikatnie. Niedowierzałam. Jak to? Więc to wszystko to i tak moja wina?
-Kłamiesz!- jęknęłam słabo, mając trudności nawet z podniesieniem głowy, by na niego spojrzeć.- Przestań to robić, nie mogę się ruszyć.
-Nawet nad tym nie panujesz. Zwłaszcza, jeśli Nathan jest w pobliżu. Pod wpływem zbyt wielu silnych emocji, nie jesteś w stanie nad sobą zapanować, zauważyłaś?- spytał. Zaczęłam się szarpać, żeby mnie puścił. Rozstawiłam wątłe nogi szeroko, żeby nie upaść od razu, jeśli mnie puści.
Jak bardzo się przeliczyłam, gdy przyciągnął mnie do siebie i przerzucił przez swoje ramię.
Nie miałam siły na nic, nawet na to, żeby go zdzielić po nerkach, czy oznajmić wszystkim naokoło, że jestem przytomna. Czułam się uwięziona w swoim własnym ciele. Clarius zrobił to specjalnie, żebym tylko nie stawiała oporów. Czarny krąg runiczny zaczął się kurczyć, wznosić i niebezpiecznie zbliżać w kierunku mojego czoła. Drgnęłam, przerażona. Clarius jedynie pogłaskał mnie po biodrze, mówiąc półgłosem, że to dla mojego dobra. To mnie tylko bardziej przeraziło, a potem poczułam obezwładniający impuls rozprzestrzeniający się po całym moim ciele od punktu między brwiami.
-Jak zapewne orientujecie się, zamierzam jej pomóc.- rzucił Clarius, gdzieś w kierunku miejsca, z którego wydostali się moi towarzysze.
-Pożałujesz tego!- warknął Nathan. Kątem oka mogłam zauważyć, że taki sam krąg obiega samego Nathana i zaciska się gdzieś na jego piersi. Czerwonowłosy upadł nagle na kolana, próbując chyba wykrzesać z siebie falę, która zlikwidowałaby Clariusa. Nie mogłam nawet nic powiedzieć. Jęknęłam tylko, by dać im do zrozumienia, że to coś nie jest na miejscu.
-Oddaj ją, do jasnej cholery, Clarius.
-Doskonale wiecie, że dziewczyna z wami nie jest bezpieczna. Zwłaszcza w twoim towarzystwie, Nathan.
-W twoim towarzystwie też nie ma większych szans na przeżycie tego wszystkiego!- prychnął jednooki.
-Niemniej jednak, wolałbym, żeby zatrzymała się w miejscu, w którym będę mógł nad nią zapanować.- Clarius wyprostował się bardziej. Mój ciężar w ogóle mu nie przeszkadzał.
-Clarius ma w tym wypadku rację.- odezwał się Zero. Wciągnęłam głośniej powietrze. Co on wygaduje?
-Wiedziałem, że nie mogę ci zaufać, durniu!- wrzasnął Nathan. Czułam, że roznosi go wściekłość, że zaraz coś zrobi. Niestety nagle zniknął mi sprzed oczu. Znajdowałam się w ciemnym, ale luksusowym pomieszczeniu. Pierwsze na co zwróciłam uwagę, to widok za oknami. Panorama miasta wyglądała jak po przejściu kataklizmu. Clarius zdjął mnie ze swojego ramienia. Ułożył na jakimś łóżku i nachylił się nade mną, uśmiechając się delikatnie.
-Przez dłuższy czas nie będziesz mogła wykonywać gwałtownych ruchów.- przesunął otwartą dłoń nad moją głową i wyciągnął z niej ten czarny krąg, który nie pozwolił mi się ruszyć.
-Po co mnie tu ściągnąłeś?!
-A dopiero mówiłaś, że wiesz, w jakim celu cię złapałem. Czyżbym razem z kręgiem wyciągnął z twojej głowy kilka myśli? Cóż, moje zdolności negujące same w sobie są nieokiełznane. Kto wie, co stanie się z Nathanem, kiedy spróbuje zdjąć blokadę na swoją moc.- odparł lekko, uśmiechając się pod nosem. Clarius zajął miejsce na przeciwko mnie.
-Współpracujesz z Zero.- fuknęłam, chwytając się za obolałą głowę. Całe moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Całe szczęście, że było tu miękko, bo chyba zwijałabym się z jakiegoś głębokiego odrętwienia, rażącego moje nerwy za każdym razem gdy tylko coś mocniej mnie uciskało.
-Nie, Zero ze mną nie współpracuje. Fakt, mamy to samo zdanie i chcemy dążyć do tego samego, jednak jego metody podążania w tym kierunku są, zdaje się, bardziej pasywne. Rozumiesz, o co mi chodzi?
-Inny sposób na przetrwanie tego chaosu?
-Ty jesteś sposobem na przetrwanie tego chaosu.
-Co chcesz przez to powiedzieć?- ściągnęłam brwi, wpatrując się bacznie w twarz Clariusa. Jej nieodgadniony wyraz był chyba gorszy od wściekłości Nathana. Wtedy przynajmniej wiedziałam, z kim mam do czynienia.
-Zobaczysz, jeszcze trochę i sama zrozumiesz, co się kroi.- oznajmił, podnosząc się z fotela.
-Nie znaczy to jednak, że wam w tym pomogę.- fuknęłam. Ciche, rozbawione prychnięcie Clariusa zakończyło nasz dialog. Przestał się odzywać, a ja znów byłam jego zakładniczką.

niedziela, 13 października 2013

32. Dezorientacja.

Nie wiem nawet, czy mam być zażenowany, czy cieszyć się, że odkryłem cząstkę jej mocy. Demon... Spojrzałem na niego, mrużąc oczy. Siedział tam, gdzie zawsze wylegiwała się moja siostra. Mógł się aż tak nie wczuwać. Przez niego straciłem bezpowrotnie dwie silniejsze sojuszniczki. Będzie ciężko, jeśli Agnieszka urośnie w siłę. W zasadzie siły są rozłożone po równo. Moje westchnienie rozniosło się po pomieszczeniu.
-Znajdź ją. Na pewno jest w kręgu blokującym.- zacisnąłem palce na podłokietniku fotela, zniecierpliwiony.
-Clarius. Twoi ludzie porozstawiani są wszędzie. Nikt jej nie widział. Myślisz, że to możliwe, że któraś z bestii rozszarpała ją na strzępy?- Demon wyglądał na równie poddenerwowanego.- Znając jej szczęście, jest na to wielkie prawdopodobieństwo.
-To nie jest możliwe.- odparłem szorstko. Zdawało mi się, że niemal krzyknąłem, aby temu zaprzeczyć.- To, że byłeś jej parobkiem nie znaczy, że możesz znać jej umiejętności. Wiem, że jest gdzieś w tym mieście. Macie przeszukać każdy budynek, piwnicę, śmietnik, karton, każde wysypisko śmieci i kanalizacje. Nie obchodzi mnie jak, ale macie ją znaleźć.- rozkazałem. Demonowi wyraźnie nie pasowała taka praca. Prychnąłem lekko pod nosem. Odblokowałem ostrze i wysunąłem je z drewnianej pochwy. Dotykając delikatnie brzegu ostrza, zastanawiałem się, jakim cudem udało się  jej ten miecz odblokować?

Te runy na jej plecach. Z raportów Demona wynika, że posiada ona w sobie więcej mocy niż tylko ta destrukcyjna. Zastanawia mnie jednak, jak bardzo ta dziewczyna jest nieświadoma tej energii, że nie potrafi nawet dobrze utrzymać się na nogach podczas przenoszenia. Przecież z łatwością mogłaby obrócić w proch cały krąg runiczny okalający miasto. Gdybym jednak spróbował to z niej wyciągnąć, mogłoby być tylko gorzej. Póki co, fuzja światów obejmuje tylko to miasto. Jeśli krąg pęknie, fuzja rozciągnie się niczym zaraza.

Uśmiech zjawił się na mej twarzy, gdy tylko w mojej głowie rozjaśnił się pewien plan. Musiałbym jednak wywabić ją z ukrycia na tyle skutecznie i w tak odpowiednim czasie, żeby całą fuzję zamknąć w jej wnętrzu. Krąg i tak się zacieśnia. Chaos na coraz to mniejszej powierzchni będzie strasznym przeżyciem. Sam nawet nie wiem, czy wyszedłbym z tego cało. Warto jednak zaryzykować. Nie... Trzeba zaryzykować. Ten łańcuch na jej szyi jest tego symbolem.
Dałbym sobie głowę obciąć za to, że Nathan nie wie nic o jego znaczeniu. Westchnąłem ciężko, znów rozglądając się po sali. Podniosłem się z fotela i podszedłem do okna. Z tego hotelu widok na miasto był wystarczający, żeby zobaczyć wszystko. Panorama, rozciągała się  daleko, aż do krawędzi kręgu. Dalej, nie było widać nic. W tej chwili wszyscy byliśmy zamknięci w innym wymiarze. Zerknąłem na wnętrze swojej prawej dłoni. Ciemna plamka na jej środku, rozciągnęła się nagle, wydając z siebie impuls, który po chwili rozświetlił całą kopułę, zasilając ją nową dawką energii. Widok, rozpościerający się niżej nie należał do przyjemnych. Przymknąłem oczy delikatnie, wciąż wpatrujac się jednak w walące się budynki, rosnące wieżowce, drzewa o dziwnych, nienaturalnych odcieniach, bestie krążące po pustoszejących ulicach i przerażonych ludzi, próbujących kryć się gdzie tylko mogą, żeby przeżyć chwilę dłużej.
-Zło konieczne.- wytłumaczyłem sobie cicho, odwracając się tyłem do okna.- Gdzie jesteś, Agnieszko?- znów skupiłem się na tym, żeby gdzieś ją w tym mieście odnaleźć. Jej aura była widoczna na tyle, że pojawiała się w każdym jednym punkcie miasta, co wprawiało mnie w konkretną dezorientację.- Zero, przyjacielu... Dlaczego mnie unikasz?- skrzywiłem się, zniesmaczony. Uświadomiłem sobie, że to jego sprawka. Z pewnością Agnieszka nie byłaby w stanie sama tak rozproszyć swojej obecności. Wtedy byłoby to zbyt doskonałe rozproszenie, jak na amatora, chyba, że ta dziewczyna jest geniuszem. Pokręciłem głową.- Nie... Przecież ona nawet nie potrafi zabijać. Nie byłaby w stanie nawet wykrzesać z siebie takiej energii.- tłumaczyłem sobie i tak w końcu przyjmując, że sama tego nie dokonała.
Chrząknąłem, żeby się opamiętać. Znów zacząłem mówić do siebie samego. Poprawiłem poły białej marynarki i wyszedłem z pokoju. Wtedy też uderzył mnie pewien obraz. Widziałem ją. Patrzyła na mnie, jakby miała się zaraz rozpłakać. Gdy obraz zniknął, zorientowałem się, że siedziałem na podłodze, a moje serce waliło jak oszalałe. Musiałem je jakoś uspokoić. Niespotykane...



Zerwała się z wrzaskiem. Blada i zlana zimnym potem. Głowa nie bolała jej przez dawkę alkoholu, wypitą wczoraj duszkiem. Głowa bolała ją w dziwnym miejscu, gdzieś pod czaszką. Czuła się dziwnie, widząc przez moment twarz zamyślonego Clariusa.
-Mój boże...- chwyciła się obiema dłońmi za głowę i skuliła na łóżku. Chaos zawitał i do jej głowy. Co  by teraz dała za reset mózgu? Za zwykłe omdlenie, żeby się pozbyć tego odczucia. Spanikowana, zacisnęła dłonie na głowie, próbując wypędzić z siebie tą twarz i ten nieporządek, który już wystarczająco mocno narobił problemów na zewnątrz.
Nathan obudził się, przecierając twarz dłonią, zaspany. Gdy zauważył, że Agnieszka nie śpi i co gorsza dziwnie się zachowuje, podniósł się, żeby jej pomóc.
-Aga... Co się dzieje?- potrząsnął nią, nachylając się nad nią. Był zaniepokojony jej stanem. Oddychała szybko, jakby była w stanie histerii. Zaraz w kierunku jego twarzy wystrzelił zgięty łokieć i mężczyzna obalił się z powrotem na łóżko, trzymając się za krwawiący już nos. Zaklął szpetnie i to dość głośno, zaraz potem serwując dziewczynie cios z pięści w głowę. Wybudziła się z histerii, teraz jęcząc z bólu.
-Co ja ci zrobiłam?!- warknęła. Prychnął, pociągnął ją za ramię, tak by położyła się na plecach i mogła go zobaczyć.
-To, idiotko.- odjął rękaw od krwawiącego nosa.
-Denerwujesz mnie tylko...- parsknęła. Nie  była w humorze w ogóle.- Na co ci było mnie upijać?!- warknęła.
-Żebyś na moment zapomniała o bożym świecie i mogła normalnie zasnąć.- wytłumaczył, przez zęby.
-Nienawidzę takich rozwiązań!- podniosła się z łóżka, chcąc przejść się po centrum, by chociażby znaleźć coś do jedzenia.
-A co miałem zrobić? Sieknąć cię w łeb, żebyś straciła przytomność?! Bardzo chętnie, dziewucho.- szelmowski uśmiech zawitał na jego twarzy.- Nawet to szybsze na przyszłość i więcej alkoholu dla mnie, jakby nie patrzeć.- syknął, żeby tylko zrobić jej bardziej na złość. Parsknęła i ruszyła na korytarz budynku. Wściekła na niego za te złośliwości faktycznie odseparowała od siebie te myśli. Westchnęła po chwili, uśmiechając się z politowaniem.
-Doprawdy, działasz jak na zawołanie.- weszła do cukierni. Potrzebowała mocnej kawy od zaraz. Przeskoczyła za ladę i uruchomiła automat z kawą. Mało brakowało by za chwilę wylała na siebie całą zawartość filiżanki, gdy Nathan oparł się o ladę. - O, matko! Nie strasz mnie!- krzyknęła, kładąc rękę na mostku.
-Teraz mam cię nie straszyć? Zrób mi kawę.- skinął głową na automat.- Wiesz, jaką lubię.
-Nie, nie wiem.- odparła szybko i zerknęła na niego.- Nathan... Czy ty naprawdę nie potrafisz zachowywać się normalnie?- palnęła. Zdążyła jedynie odstawić swój kubek z kawą i została ściągnięta przez Nathana do poziomu lady. Jednym ruchem czerwonowłosy wciągnął ją na lśniący blat i nachylił się nad nią.
-A jak to jest według ciebie "normalnie się zachowywać"? Wytłumacz mi to, proszę.- w jednej chwili mężczyzna podłożył swoje ramię pod kark dziewczyny i położył swoją głowę na jej piersi. Zaczął się w nią wsłuchiwać.- Słucham cię.- zażądał odpowiedzi na pytanie i stwierdził jednocześnie to, co już robił. Słuchał jej bicia serca. Dziewczyna zrobiła się czerwona na twarzy, wstrzymała oddech na chwilę. Jednooki zaraz obrócił głowę, by móc na nią spojrzeć. Uśmiechnął się, widząc jej zakłopotanie.
-To na pewno nie należy do takiego zachowania.- wydukała. Automat już dawno przygotował kawę dla niego.- Puść mnie...
-Nie.- rzucił krótko, a gdy dziewczyna chciała się odsunąć, zamknął ją w objęciach. Łańcuch na jej szyi zagrzał się delikatnie, gdy mężczyzna podniósł głowę i złożył na jej dekolcie pocałunek. Podźwignął ją do góry, tak, że usiadła na ladzie i przytulił ją mocno. Wciągnęła głośniej powietrze, mrugając z niedowierzenia i dezorientacji. Po chwili dopiero rozluźniła się, objęła go delikatnie i wtuliła twarz w jego włosy. Przymknęła oczy, czerpiąc z tego faktu swego rodzaju spokój. Tak, Nathan działał na nią uspokajająco.

Zero stanął w drzwiach do kawiarenki.
-Wybaczcie, że przeszkadzam.- uśmiechnął się, przekornie.- Mamy mały problem.- oparł się o framugę, z założonymi na piersi rękoma.
-Ty wiesz, kiedy przerwać taki fajny moment, co?- sarknął Nathan, kiedy Aga się od niego odsunęła.- Co jest?- obrócił się i oparł o ladę.
-Krąg wokół miasta się kurczy i staje coraz gęstszy. Po jakimś czasie nie będziemy mieli możliwości się stąd wydostać.- odparł.- Nie wiem, co Clarius knuje, ale nie wygląda to najwspanialej.- oznajmił. Białowłosa zsunęła się z lady. Nalała Nathanowi napoju do większego kubka i postawiła go obok jego ramienia. Sama potem zaczęła sączyć swoją letnią już, mocną kawę. Słuchała ich jednym uchem. Na wieść o Clariusie, spojrzała na Zero przestraszona.
-Widziałam go dzisiaj rano. Był zamyślony...
-Gdzie?!- Nathan wylał swoją porcję ciemnego napoju, obracając się gwałtownie w jej kierunku. Trzasnął dłońmi o ladę, a gorąca kawa chlapnęła gdzieś na boki. Nathan nawet się nie wzdrygnął. Zielonooka spojrzała na jego dłoń. Napój parował od gorąca, a on trzymał w nim rękę. Ściągnęła brwi. Podeszła zaraz, żeby wyciągnąć jego dłoń z wrzątku. Gdy tylko ją podniosła, złapał ją za koszulkę i przyciągnął do siebie.- Gdzie go widziałaś?!- powtórzył nagląco.
-Przez sen, zanim się obudziłam.- wydukała cicho.
-Czyli próbuje cię szukać.- Zero podszedł do lady i zaczął wycierać rozlany płyn, sprowadzając na siebie wściekłe spojrzenie Nathana.- Na szczęście skończyło się jedynie na zobaczeniu jego twarzy, bo w innym przypadku by cię do siebie przyciągnął. Moje kręgi wokół budynku skutecznie mu to uniemożliwiają.- dodał spokojnie.
-A skąd ty, za przeproszeniem, tyle wiesz na ten temat, co?!- jednooki puścił dziewczynę i ponownie uderzył dłońmi w ladę. Po chwili po szerokości przez blat przeleciało pęknięcie, które rozgałęziło się na końcu, wyszczerbiając ciemny marmur.
Zero uniósł brew.
-Bo dla niego pracowałem.- oznajmił pewnie. Wiedział doskonale, że w tym momencie naraża się na cios ze strony Nathana i faktycznie oberwał od niego z prosto wyprowadzonego ciosu w twarz. Agnieszka wrzasnęła na Nathana, a on nic sobie z tego nie robił. Okładał Zero pięściami.
-Przestań! Do jasnej cholery! Mówię do ciebie, Nathan!- usiadła na jego plecach, oplotła jego szyję jednym ramieniem, a drugim je podważyła, żeby go poddusić. Jego ręce śmignęły w kierunku jej ramion, żeby za chwilę Agnieszka uderzyła z hukiem w lodówkę z napojami, rzucona przez niego z impetem. Straciła powietrze w płucach. Nie mogła się ruszyć, ani tym bardziej cokolwiek powiedzieć. Tylko łzy ciekły jej po twarzy, a w głowie pobrzmiewał wciąż huk od uderzenia. Gdy tylko to ucichło, słyszała, że jęczy z bólu, próbując jednocześnie zaczerpnąć powietrza. Przeklęła Nathana w myślach. Nawet ich nie słyszała. Wszędzie na sobie czuła odłamki szkła. Zmusiła się do tego, żeby się podnieść. Zaparła się lady i podźwignęła, żeby spojrzeć na pomieszczenie bez szyb, stolików i wszelkich ozdób, które jakimś sposobem wylądowały na środku korytarza razem z Nathanem i Zero. Zjechała z powrotem na podłogę, opierając się szafki. Trzęsła się nie tylko z bólu, ale i z wszechogarniającej jej energii, która sprawiła, że dziewczyna nie wiedziała sama, czy może się w ogóle ruszyć.


_______
Tak, postarałam się :3
Liczę na komentarze. Dajcie znać, że ktoś to jeszcze czyta, błagam *^*

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

31. Chaos

Jeszcze przez dłuższą chwilę wpatrywała się w splecione dłonie, żeby za moment zupełnie dać sobie spokój i nie wojować z Nathanem. Westchnęła i opadła na ziemię, przymykając oczy. Znów widziała wszystko, co się wcześniej wydarzyło, ale nie płakała już. Nathan był przy niej i wyraźnie jej to sugerował, samymi gestami.
-Dlaczego Ty z tego zrezygnowałeś?- spytała, wolną ręką dotykając łańcucha na swojej szyi.
-Nie miałem wyboru, jeśli chciałem przeżyć, a pech chciał, że trafiło na Ciebie.- oznajmił.
- Teraz już niczego nie rozumiem.
-Co tu jest nie do zrozumienia? Szukałem odpowiedniej osoby do przejęcia Łańcucha, bo wiedziałem, że jest to możliwe. Mijały mi lata na poszukiwaniach, z każdym kolejnym rokiem rosłem w siłę, ale izolowałem się od ludzi. Nie mogli mnie dotknąć, ani spostrzec, aż nie trafiłaś się Ty.- mówił, przyciszonym głosem, bawiąc się palcami Agnieszki, co chwilę przypatrywał się jej twarzy. Był spokojny, mimo iż każda rozmowa kręcąca się wokół jego osoby kończyła się kłótnią, albo uderzeniem.
-To było najdziwniejsze, co mnie mogło spotkać.- dziewczynie przypomniały się te ostatnie chwile normalnego życia.
-Oczywiście! Według twojego toku myślenia jestem dziwadłem, co?- w jednym momencie Nathan uśmiechnął się nonszalancko i przygniótł dziewczynę do ziemi swoim ciałem.- No, to dziwadło zaraz da Ci popalić, dziecinko.- sarknął.
-Ej! Przestań! Nic takiego nie powiedziałam!- krzyknęła mu w twarz, gdy przyłożył swoje czoło do jej głowy, śmiejąc się złośliwie.
-Zrobimy to jak za starych czasów.- wpił się w jej usta po raz kolejny tego dnia. Nie chciała tego, ale jej ciało same mu wtórowało. Zadowolony czerwonowłosy chwilę potem zsunął się niżej, nie zwalniając uścisku, by wycałować jej szyję i podszczypywać obojczyki. Wzdrygnęła się, oddychając głębiej i gwałtowniej.
-Puść, Nathan.- dopiero po tych słowach zwolnił uścisk, blokujący jej dłonie. Poczuła to.
-Jak za starych czasów~...- westchnął uradowany.
-Zmywajmy się stąd, co?- spytała, pragnąc usiąść w jakimś spokojnym miejscu, zjeść coś i przede wszystkim nie myśleć o tym, co się wydarzyło.
-Nie możemy, musimy czekać na Zero.
-Nagle jesteście dobrymi towarzyszami.- syknęła.
-Nie twoja sprawa, jak i z kim rozmawiam, czy współpracuję.- zmrużył zdrowe oko.
-Och, doprawdy? Przeczysz samemu sobie.- fuknęła.
-Nie zaczynaj.- ściągnął brwi ostrzegawczo.
-Bo co mi zrobisz?!
-Nie chciej wiedzieć!- warknął, z powrotem zaciskając pięści na jej nadgarstkach. Jęknęła w bólu, próbując je obrócić tak, by złagodzić ucisk.
-Ty złośliwa mendo!
-Ha! Szybko na to wpadłaś.- syknął rozbawiony.
-Zero, chodź tu...- wzniosła oczy ku niebu. Miała dość kontaktu sam na sam z Nathanem. Zwyczajnie się na niego obraziła.
-Dobra, tak sobie pogrywasz? Nie ma sprawy, leć sobie do Zero.- zszedł z niej, podniósł się na nogi i zaczął wędrować po wysepce, wściekły.
-Ty naprawdę jesteś tak narwany?! Po prostu nie chcę tu dłużej siedzieć, a Ty już myślisz, że chcę iść do Zero. Jesteś cholernym zazdrośnikiem i mam tego dość.- syknęła.
-Znowu coś... Dziewczyno, zastanów się! Mówiłem Ci już, że musimy czekać, aż Zero bezpiecznie zaprowadzi nas w opieczętowane miejsce.
-Teraz Ty wymyślasz. Było powiedzieć od razu, że MUSIMY czekać, żeby było bezpiecznie.- krzyknęła. Nathan stał pięć metrów dalej, wzniósł ręce tak jakby miał ją zaraz udusić na odległość, zaciskając przy tym zęby. Patrzyli na siebie, jakby mieli się zarżnąć podczas snu. Nathanowi opadły ręce w bezsilności, a po chwili zaledwie oboje parsknęli śmiechem.
Zero zjawił się chwilę potem ze śmiertelnie poważną miną.
-Nathan, wiesz coś o tym, co się dzieje teraz w głównym świecie?- długowłosy nie wyglądał najlepiej. Porozdzierana koszulka odsłaniała działające kręgi runiczne, którymi się uleczał i dzięki którym jego obrażenia były minimalizowane zupełnie. Jego rozpuszczone włosy były zabrudzone nie tylko od kurzawy, ale i jakichś lepkich cieczy.
-Co się tam dzieje?!
-Zaraz zobaczycie na własne oczy. Musimy iść, zanim ten świat też zostanie wciągnięty.- Zero podszedł szybko do dziewczyny i chwycił ją za ramię. Nathan sam do nich podszedł i złapał się fioletowowłosego, będąc gotowym do przenosin.

Agnieszka nie mogła uwierzyć własnym oczom, stojąc na dachu Centrum Handlowego. Miasto w żadnym wypadku nie wyglądało na całe. Ludzie uciekali gdzie tylko się dało, rzucali się po ziemi, nie mogąc zrozumieć, co dzieje się w ich głowach. Krzyki, wybuchy, ryk obcych bestii dodawały temu chaosowi jeszcze bardziej przerażającego znaczenia.
-Co tu się dzieje?- zakryła usta dłońmi.
-Podejrzewam, że to skutek uboczny, zamykania całego miasta w kręgach runicznych, które miały Cię tu zamknąć, albo sprowadzić, żeby zawęzić pole poszukiwań i jednocześnie się tobą pobawić. W efekcie osobowości ze światów, które odwiedziłaś zaczęły przenosić się do tych kopii, wprawiając wszystko w nieokiełznany szał.
-W części tych światów w ogóle nie było ludzi, więc jak...?
-Nie słyszysz tego?- Zero wzdrygnął się na kolejne potężne ryknięcie i wrzask, gdzieś w oddali.
-Co teraz?! Jak to odkręcić?!
-Nie da się, Agnieszko, nie da się. Nie ty stworzyłaś to pole do walki, choć przyczyniłaś się do tego w dużym stopniu.- Zero uśmiechnął się blado.- Clarius wydaje się być potężniejszy niż myślałem, a w jego szeregach pałęta się Demon.
-Wystarczy ich zabić, żeby wszystko wróciło do normy.- sarknął Nathan, łapiąc dziewczynę za rękę i ściskając ją pewnie.
-Nie do końca. Chaos pozostanie. Nie da się go cofnąć i prawdopodobnie będzie się rozszerzał, nawet jeśli opadną wszelkie bariery wroga... Schowajmy się do środka, tu nie jest za bezpiecznie.- szarooki mężczyzna otworzył wrota gestem, zapraszając wszystkich do środka budynku.- Nie ma się czego obawiać. Całe centrum jest wyludnione i zabezpieczone przed natarciem tych mutantów.
-Idziemy się napić.- czerwonowłosy zaczął ciągnąć Agnieszkę w stronę sklepu monopolowego. Nie wiedziała, czy może w ogóle zaprotestować. Miała łzy w oczach i obwiniała siebie za to, że to ona do tego doprowadziła. Zero kroczył za nimi, wtórując idei Nathana.
-Nie chcę.
-Nie marudź, musisz się napić.- oznajmił drżącym głosem. Co mu było? Nathan nigdy się tak nie zachowywał.
-Nie chcę pić!- krzyknęła, płacząc w najlepsze. Nathan po chwili przerzucił ją sobie przez ramię i wkroczył do sklepu monopolowego. Otworzył kilka opakowań alkoholu, ażeby wyciągnąć z nich szklanki. Otworzył flaszkę wódki, nalał dwie szklanki i podał jej jedną.
-Pij.- oznajmił krótko.
-Mam się przez to porzygać?!
-Pij, nie porzygasz się. Na trzy...- pokazał, że i on wypije tą samą ilość w tym samym tempie co ona. Jeden, dwa, trzy palce w górze. Nie miała specjalnego wyboru, bo i tak by tą szklankę wlali w nią siłą, żeby się uspokoiła. Wzdrygnęła się z odrazą, ale odruchów wymiotnych nie miała. Nathan wypuścił z siebie powietrze, krzywiąc się zdecydowanie mniej niż dziewczyna. Osunęła się na podłogę, żeby usiąść. Nie minęła minuta, jak spora dawka alkoholu uderzyła jej do głowy.
Odetchnęła spokojniej.
-Mówiłem, że to ci pomoże. Gdybyś zaczęła panikować, nie dałabyś się uspokoić.- polał jeszcze po porcji. Spojrzała na zawartość kryształowej szklanicy. Postawiła ją na posadzce.
-Ja już nie mam na to wszystko siły, chłopaki.- rzuciła w powietrze.- Po prostu nie mam siły...- skryła twarz w dłoniach. Nathan i Zero spojrzeli po sobie znacząco.
-Napij się jeszcze.- jednooki podstawił jej szklankę pod nos. Chwyciła pojemnik i opróżniła jego zawartość bez zbędnego gadania. Już nie panowała nad ruchami, odstawiając szklankę z hukiem. Westchnęła ciężko, czując te zawroty głowy.
-Przez ciebie będę miała kaca.- odparła powoli, a po chwili zaczęła przysypiać.

Nathan wziął ją na barana.
-Co z nią teraz zrobimy?
-Dajmy jej się przespać z tym wszystkim.- odparł czerwonowłosy na to zapytanie.
-Wiesz, co będzie trzeba zrobić, żeby to wszystko powstrzymać...
-Nie pozwolę na to.- warknął Nathan.- Ja znalazłem następcę, to i ona go znajdzie.- zagroził Zero palcem.
-Znam jeden sposób, żeby opóźnić rozwój chaosu w tym świecie. Niestety nie próbowałem go nigdy w praktyce.- odparł na to Zero. Zablokujemy jej wszelkie moce i umiejętności. Sęk w tym, że będzie musiała zapomnieć...
-Nie! Na to też się nie zgadzam!- mężczyzna pokiwał przecząco głową, patrząc na Zero jak na mordercę.
Położył dziewczynę na łóżku, w głębi sklepu z meblami. Otworzył butelkę, którą wcześniej schował do kieszeni i przechylił ją, upijając z niej sporą część zawartości.- Lepiej znajdź jakiś inny sposób, zanim ja nie znajdę sposobu, żeby cię ukatrupić. Mówię poważnie.- jego spojrzenie mroziło krew w żyłach i byłoby zupełnie bezosobowe, gdyby nie kilka iskierek, które rozbłyskiwały, gdy patrzył na dziewczynę. Opróżnił butelkę szybko i cisnął nią w Zero, który akurat rozprysnął się w powietrzu.- Znaj swoje miejsce, śmieciu.

niedziela, 9 czerwca 2013

30. Chwila niepamięci

Sporo czasu minęło zanim się ocknął. Agnieszka leżała na boku, tuż obok niego. Nathan podniósł  się cicho i podszedł do brzegu, żeby obmyć twarz z brudu. Pod resztą zaschniętych strupów widniało coś w rodzaju tatuażu.
-Świetnie. Zaczyna się.- mruknął sam do siebie, obserwując niebo. Tego dnia niespokojne i nie można było nazwać zaistniałego zjawiska przejściowym, albo regionalnym. I nie tylko w tym świecie miało ono miejsce. Przeciągnął dłoń po twarzy, krzywiąc się, gdy wyczuł bliznę po oku, którego nie odzyskał. Podniósł  się, zaklinając pod nosem i  wyciągając starą przepaskę na oko z kieszeni. Po chwili uśmiechnął się z przekąsem.- W zasadzie nie jesteś mi już potrzebna, skoro jestem ślepy na jedno oko.
-Jak to, ślepy? Brzmisz jakbyś już dawno zamierzał pozbyć się oka. Brr!- dziewczyna ocknęła się czując przenikliwy chłód. Wzdrygnęła się jednak na myśl o świadomym okaleczaniu się. Czerwonowłosy zwrócił twarz w jej kierunku.
- Nie zrozumiesz. Utrata zmysłu wiąże się z wyostrzeniem tych pozostałych. Właśnie w ten sposób można zyskać na mocy.- szaleństwo w jego spojrzeniu było tak zauważalne, a ten jego uśmieszek stał się tak bardzo przenikliwy, że dziewczyna zaczęła szukać punktu zaczepienia gdzie indziej.
-Gadasz jakbyś wiedział o tym wszystkim coś więcej niż Zero. Siadaj i mów.- podkuliła nogi, podnosząc się z pozycji półleżącej. Skinęła głową na miejsce przed sobą. Nathan miał tam usiąść.
-Nie powiem ci, bo nawet nie wiem, od czego zacząć! Tak długo jak żyję miałem moc. Skakanie po światach to bułka z masłem, jeśli cię nie szukają. Gdy próbują cię do siebie ściągnąć to dość wyczerpujące. Nawet nie wiem, czy teraz po utracie oka mogę się przenosić.- sarknął.
- Po co ci było tak ryzykować?
- A po co ktoś chce odskoczni od rutynowego życia? Żeby było ciekawiej, co nie?- usiadł przed nią, nachylił się w jej kierunku i nie przestawał patrzeć jej w oczy. Jego grzywka zasłaniała bliznę, która zaczęła dziwnie błyszczeć.
-Nie takiej odskoczni oczekiwałam.- mruknęła, spuszczając wzrok.
-Jeszcze za tym zatęsknisz.- westchnął ciężko. Przysunął się do niej i uniósł jej brodę.- Spójrz na mnie, Aguś.- to zdrobnienie wywołało u dziewczyny przypływ mieszanych emocji. Poczerwieniała na twarzy, znów w jej oczach pojawiły się łzy. Pokręciła głową, zacisnęła zęby, żeby znów się nie popłakać. Opuściła głowę. Pięści przycisnęła do oczu. Czy te jego słowa oznaczały, że może być jeszcze gorzej niż dotychczas? Wypuściła powietrze z płuc. Nathan dłoń, którą przed chwilą trzymał jej brodę położył na głowie dziewczyny, przysuwając się jeszcze bardziej.- Damy sobie radę, inaczej sam cię utłukę, jeśli się poddasz.- wysyczał. Nie było jednak w jego głosie tak wyraźnej groźby. Bardziej dało się odczuć troskę.- Zero za jakiś czas powinien nas znaleźć.- dodał, rozglądając się jeszcze raz po niebie.- Nie robi się za ciekawie.
- Nathan.
-Co?
- Jak ty nad tym wszystkim panujesz?- wydukała.
-Nie widać? Odreagowuję.- odparł, nie myśląc wiele.- Spójrz na mnie.- zmrużył oczy, nachylając się bardziej w jej kierunku. Gdy tylko na niego zerknęła dotknął jej czoła swoim.- Myślisz, że dlaczego jestem taki narwany?- uśmiechnął się krzywo.- Daj buziaka.
-Spadaj.- sarknęła.
-Bo z bańki.- zmrużył złośliwie oko i ściągnął brwi, odsuwając głowę na kilka centymetrów.
-Chciałbyś!- krzyknęła, łamiącym się głosem. Parsknął śmiechem gdy zapiszczała niekontrolowanie.

-Ohoho! I jak tu cię nie kochać?- zachichotał, opierając głowę na ramieniu i wpatrując się w jej twarz, która poczerwieniała jeszcze bardziej. Teraz od Agnieszki biły takie fale gorąca, że dziewczyna sama nie wiedziała, co zrobić. Złośliwe spojrzenie Nathana spowodowało, że dziewczyna fuknęła, odwracając się w przeciwnym kierunku i odsuwając od niego o jakiś metr.
-Nie da się.- prychnęła.
-Nie? Oboje doskonale wiemy, co jest na rzeczy. Po cholerę się przed tym bronisz?
-A ty po cholerę jesteś takim zazdrośnikiem?
-Dla zasady.- syknął.
-Właśnie, dla zasady!- powtórzyła. Zaczęła bawić się kamykiem, który leżał obok jej stopy.
- Zasady są po to, żeby je łamać.- wymruczał, podchodząc do niej na czworaka i kładąc brodę na jej ramieniu.- A ciebie chyba rajcuje to, że jestem taki zazdrosny.- obserwował jej reakcję. Zrzuciła jego głowę z ramienia.- Nie mam racji?- uśmiechnął się pewnie.- No przestań.
-Odsuń się, bo cię uderzę!- warknęła, po czym machnęła pięścią za siebie, żeby go zdzielić. Chwycił jej dłoń i przerzucił dziewczynę nad sobą. Złapał ją mocno w talii tak, że nie mogła się zbytnio poruszyć.
-I co teraz?- zaśmiał się.
-Jajco! Puść mnie!- próbowała się podnieść, ale Nathan dał jej jedynie usiąść na swoim brzuchu, trzymając ją mocno za kolana, więc nie mogła się podnieść.
-I  co teraz?- powtórzył, uśmiechając się zawadiacko.
-Nie wiem! Nie pozwolisz mi się podnieść!- fuknęła.
-Jak to nie? Musisz znaleźć jakiś sposób.- odparł z rosnącą satysfakcją. Starała się nie siedzieć na jego brzuchu całym ciężarem ciała. Zaczęły jej drżeć mięśnie, więc podparła się rękoma, kładąc je tuż nad jego ramionami. Mogłaby go spoliczkować, wtedy by ją z siebie zrzucił. Po chwili jednak stwierdziła, ze za dużo razy już latała z jego inicjatywy. Pociągnęła go za włosy i oplotła je wokół dłoni. Przesunął głowę, zmniejszając ciągnięcie, ale w zamian za dawkę bólu ścisnął jej ścięgna pod kolanami, powodując, że jednak usiadła. Ściągnęła usta. Czekał na jej ruch.
-Znalazłaś już jakieś wyjście?- spytał.
-N-nie.
-A ja już mam jakiś sposób.- zaczął podnosić tułów, zamykając dziewczynę między torsem a ugiętymi nogami.- I co teraz?
-Nic!- wyprostowała się nagle, zupełnie czerwona na twarzy. Nathan machinalnie objął ją ramionami i przytulił twarz do jej brzucha. Wstrzymała powietrze.- Przestań.- pociągnęła go za włosy po raz kolejny. Wbił jej palec w bok. Uciekła, a przynajmniej tak jej się zdawało. Spojrzał na nią, spokojniejszy, ale i bardziej rozbawiony, aniżeli złośliwy.-No i co teraz?- powtórzyła jego pytanie zupełnie zdezorientowana.
-Teraz dasz mi buziaka, to cię puszczę.- oznajmił lekko. Serce biło jej jak szalone. Nie wiedziała jak się za to zabrać, ale za to Nathan wiedział doskonale co zrobić. Znów złapał ją za kolana i kazał usiąść, a po chwili wpił się w jej usta.
-Słabo mi.- mruknęła nie wiedząc, co się dzieje. Jednak Nathan po tej chwili przerwy kontynuował całowanie. Przerwał po dłuższym pocałunku.
-Nic ci nie zrobię.- zaśmiał się, podnosząc ją nad siebie i posadził ją obok. Odetchnęła z wyraźną ulgą. Po chwili została obdarzona jeszcze jednym pocałunkiem, w czoło. Spojrzała zupełnie zdezorientowana na czerwonowłosego.
-Co to było?- wydusiła z siebie. Nathan rozbawiony puścił  do niej oczko.- Teraz nie wiem, czy mrugasz, czy puszczasz mi oczko, Nathan.- uśmiechnęła się krzywo, choć wcale jej do śmiechu nie było.
-Nie pozwalaj sobie.- zrzedła mu mina.
-Nie znasz się na żartach.
-Teraz ci się zbiera na żarty?!- uśmiechnął się z politowaniem. Ściągnęła brwi, wzdychając. Fakt, to nie czas na użeranie się ze sobą. Jednak to dzięki niemu na chwilę o tym wszystkim zapomniała.- Tylko się znów nie uruchamiaj.- czarnooki zerwał  się z miejsca, żeby na niego spojrzała. Chwycił ją mocno za rękę. Ścisnął dość boleśnie, ale to nie było wściekłe. To było raczej z troski.-Albo płacz sobie, tylko nie zwalaj na mnie całej winy.- jego dłoń zjechała niżej, do jej nadgarstka i tak jak poprzednio odizolował jej rękę od podłoża, wplatając w nią swoje palce.
-Nie będę płakać, bo to nie ma sensu.
-To po co ryczałaś?- palnął z wyrzutem.
-Nie wydzieraj się na mnie!- jęknęła, podkulając kolana i kryjąc twarz pod wolną ręką.
-Kobieca logika.- sapnął zniecierpliwiony.
-Idź, bo cię uderzę!- machnęła na niego ręką.
-No to chodź!- uśmiechnął się prowokująco.
-Kpisz sobie ze mnie.- warknęła.
-Bo ja wskoczę na ciebie.- zagroził.
-Tylko spróbuj, a dostaniesz z kolanka.- ona zagroziła mu palcem ręki którą trzymał. Spiął mięśnie i dziewczyna nie mogła tej dłoni opuścić.- No, zostaw!- zaczęła się szarpać, a on nawet nie drgnął pokazując zęby w szerokim uśmiechu.

niedziela, 19 maja 2013

29. Ewolucja przez rany


Wybaczcie mi tak krótką notkę, ale naprawdę nie mam siły na pisanie.
Wiedzcie jednak, że cały czas o tym myślę i nie zapomniałam o tym blogu :3

______________________________________________________________________________

Uciekali. Policja zajechała im drogę. Nathan zawrócił zapłakaną Agnieszkę i pociągnął ją za sobą w drogę powrotną. Funkcjonariusze wysiedli z auta i zaczęli za nimi biec, wołając o to, żeby się jak najprędzej się zatrzymali. Nie dość, że byli na miejscu zdarzenia, to jeszcze ta dwójka była poszukiwana. Czerwonowłosy spojrzał za siebie kątem oka. Zaczęli mierzyć do nich z broni. Nie miał więc innego wyboru jak się zatrzymać. Odwrócił się i stanął z nimi twarzą w twarz, gdy podbiegli, nie spuszczając celu z muszki. Mężczyzna uśmiechnął się szelmowsko.
-I co mi zrobicie?- cały czas trzymał dziewczynę za ramię.- Jak widać idzie ze mną z własnej woli.- skinął na nią, po czym wolną ręką powoli sięgnął ku twarzy, by zdjąć opaskę na oko.
-Nathan, nie rób nic.- białowłosa pociągała nosem. Łzy obeschły w obliczu zaistniałej sytuacji.
Wiedziała doskonale, co oznacza ten uśmieszek i ten gest. Zaraz coś im zrobi.
Zwolnił uścisk, ale jeszcze pogłaskał ją po tym ramieniu, jakby chciał dać Agnieszce pewność, że nie zrobi niczego samym policjantom. Wyraz jego twarzy na to nie wskazywał.
Dziewczyna raz patrzyła na niego, raz na nieszczęsnych funkcjonariuszy. Nie wiedziała, co zrobić.
Czarnooki jedynie łypnął gdzieś na bok i w jednym z barów szybkiej obsługi posypały się witryny. Jeden z młodych policjantów, spanikowany wystrzelił pocisk, lecz bariera, jaką Nathan aktywował rozbiła pocisk na kawałeczki. Po chwili właściciel bariery upadł na ziemię.
Agnieszka stała przez chwilę w miejscu, zanim zorientowała się o co chodzi. Jej towarzysz przestał się poruszać. Wrzasnęła, roztrzęsiona i spanikowana. Policja nie wiedziała, za co się zabrać.
-Nathan!- spostrzegła, że z jego zazwyczaj zasłoniętego oka, płynie krew. Upadła na kolana, nie czując nawet, że w jej ciele kumulowała się fala niszczycielskiej energii. Gwałtowne zetknięcie się z podłożem sprawiło jej wyzwolenie, przez co wszystkie okna w okolicy rozniosły się w drobny mak. Obaj mundurowi zasłonili twarze przed odłamkami, a dziewczyna wykorzystała ten moment, żeby zniknąć razem z Nathanem.

Przeniosła się na wyspę w świecie, w którym pierwszy raz miała przyjemność poznać Tribala. Potrząsnęła mężczyzną.
-Wstawaj…- znów miała oczy pełne łez, a drżące powieki tylko je uwalniały. Zaklęła głośno, kładąc głowę na jego piersi i przyciskając pięść do ust, żeby powstrzymać płacz.
Nie może być, to nie może dziać się naprawdę.- Zaczęła gryźć kciuk do krwi, żeby móc sprawdzić, czy się ocknie z tego koszmaru. Niestety ból był prawdziwy, kciuk pulsował, a krew ściekała po dłoni, kryjąc się pod rękawem bluzy.
Zaniosła się jeszcze większym płaczem.
-Wstawaj.- powtórzyła słabo, uderzając głową w jego żebra.- Rusz się, bo ci jeszcze dokopię.- sapnęła.
Wtem jego ręka wylądowała na jej głowie. Wstrzymała powietrze, uśmiechnęła się sama do siebie.
-Czekałem, aż to powiesz. Ile można wstrzymywać powietrze?- rzucił zachrypniętym głosem. Lewego oka nie otworzył. Dziewczyna podniosła się, wytarła twarz w rękaw i zaśmiała się cicho.
-Ty debilu!- zacisnęła skaleczoną dłoń w pięść i wymierzyła mu cios w podbrzusze. Podskoczył w miejscu i zwinął się w kłębek.
-Kuźwa! Nie dość, że straciłem oko,  to jeszcze będziesz mnie tłuc?!- warknął, wymierzając jej cios w piszczel. Zawyła w bólu, chwytając za obolałe miejsce.
-Pojebało  cię?!- krzyknęła łamiącym się głosem. Znów położyła głowę na jego piersi.
Płakać przestała dopiero po półgodzinie. Nie mogła wciąż dopuścić do myśli, że ten nieśmiertelny Tribal, który zawsze wstawał, nieważne co się działo, teraz nie żyje i zapewne policja zapakowała go już do plastikowego worka.
Agnieszką wstrząsnęły dreszcze. Spojrzała na Nathana. Obserwował ją jednym okiem. Drugie niestety nie miało szans na ratunek. Skrzywiła się.
-Doigrałeś się. Teraz już musisz nosić opaskę.- wyburczała, znów wycierając dłonią mokrą od łez twarz.
-Teraz będę wyglądał jak prawdziwy skurwiel. Z blizną na twarzy…- jego zadziorny uśmieszek zaraz zniknął. Zamiast tego na jego twarzy pojawił się obojętny wyraz, a jego rana zaczęła dziwnie lśnić. Nathan zacisnął powiekę zdrowego oka. Wciągnął głośno powietrze. Wygiąłby się w bólu, gdyby nie paraliż.
-Nathan! Co jest?!- chwyciła go za dłoń i ścisnęła ją mocno. Nie mógł się odezwać. Nie był nawet w stanie. Jego oko wirowało szukając punktu odniesienia. Spanikowana białowłosa chwyciła jego twarz w obie dłonie, wymuszając na nim, żeby spojrzał na jej twarz.- Nie strasz mnie, do jasnej cholery! To nie jest zabawne.- patrzyła na jego ranę. Po jakimś czasie zauważyła, że smugi krwi, jakie zdążyły delikatnie stężeć na jego twarzy zaczęły świecić i wykruszać się, a w zamian za to zastępowały je szeregi znaczków w formie tatuażu, czy też talizmanu.
Odetchnęła z ulgą, gdy się uspokoił i zaczął oddychać płycej niż normalnie, i że było to jednostajne. Zasnął. Pozostało jej czekać, aż się sam obudzi.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

28. Ona kłamie.

Korzystając z tego, że jest Prima Aprillis, wrzucę tu niedowcipny rozdział.
Świątecznie, pojawił się szybciej, bo ostatnio was zaniedbuję.
Zapraszam do lektury. 
 ___________________________________
Odwróciła się gwałtownie w tamtym kierunku.
- Właśnie doprowadziłaś do uśmiercenia niespełna sześciuset ludzi! Wybornie!- zaśmiała się postać. Trudno było Agnieszce rozpoznać po głosie z kim ma do czynienia, tym bardziej, że ten ktoś znajdował się w głębokim cieniu, a dziewczyna nie była w stanie aż takiej trzeźwości.
-Jak to?- rzuciła w powietrze. Mogła nic nie mówić, bo w chwili, w której wypowiedziała te słowa, doszło do wstrząsu i cały budynek zaczął się zapadać. Przerażenie, jakie wymalowało się na twarzy zielonookiej zmieszało się z uśmiechem bezbronności i panicznego lęku.
Była bezbronna. Nie mogła w żaden sposób pomóc tym ludziom, a grunt dalej zapadał się, zagłuszając okrzyki wszystkich ludzi znajdujących się w środku.- Co ty robisz?!
-Nie możemy pozwolić, żebyś pozostawiła za sobą jakieś poszlaki, a przecież wszyscy widzieli twoją moc. Witaj, moja ofiaro.- z cienia wyłoniła się kobieta o długich brązowych włosach zarzuconych na lewe ramię. W dłoni trzymała katanę. Ciągnęła ją po asfalcie, przez co miecz wydawał z siebie przerażające dźwięki.
-Odsuń się łaskawie ode mnie, to nie zrobię ci krzywdy.- warknęła Agnieszka. Nie brzmiała na pewną siebie osobę. Kobieta wyśmiała ją.
-Dziewczynko. To ty lepiej zacznij uciekać, zanim odetnę ci głowę.
-Przecież ja nic nie zrobiłam!
-Tu nie chodzi o to, czego nie zrobiłaś! Nikt ci nie wytłumaczył, że tu chodzi o to, co możesz zrobić?!- długowłosa machnęła kataną z wyrzutem.
-Nie, nie będę tego słuchać! Kolejna osoba opowiada mi historyjki w jakie trudno jest uwierzyć, a potem próbuje mnie zabić!
-Próbuje!- wykrzyknęła ostrzegawczo.- Zapewne też nikt ci nie powiedział, że ucięcie głowy kończy twoje życie na dobre. Wielka szkoda, nie za długo pożyjesz sobie z tą wiedzą.-zaśmiała się szelmowsko. Dziewczyna zerwała się do ucieczki, jednak kobieta była od niej szybsza.
-Nie, nie, nie!- pędziła przed siebie, łkając z przerażenia. Biegła na ślepo, próbując zgubić kobietę z ogona. Potknęła się przy odwróceniu głowy, by spojrzeć jak daleko jest jej wróg.
-Uważaj!- Tribal znalazł się na miejscu Agnieszki, odpychając ją na bok.
-Tribal!- wrzasnęła, widząc jak ostrze gładko przechodzi przez jego szyję. Trysnęła krew, gdy upadł na ziemię bez ruchu, a jego głowa potoczyła się gdzieś dalej. Jego grymas twarzy był w tej chwili nieopisany. Dziewczyna nie potrafiła na niego spojrzeć, zacisnęła powieki i odwróciła głowę.
-Widzę nie ty jedna i nie pierwsza z takimi umiejętnościami.- oznajmiła kobieta z pogardą. Ciało Tribala jeszcze przez długą chwilę drżało bezwiednie, żeby znieruchomieć już na dobre.
Ona kłamie. Ona łże. Tribal zaraz się podniesie.- tłumaczyła sobie w myślach. Spojrzała ponownie na jego twarz.
- No, dalej. Tribal…- szepnęła przez łzy.
-Och, jak ckliwie.- zawołała zabójczyni.- On nie wstanie, gówniaro!- podeszła szybko i powaliła dziewczynę na ziemię jednym kopnięciem.- Ludzie nie mają prawa się odradzać. Nie jesteście bogami!- w tych słowach kobieta zawarła tyle chorej pogardy i nienawiści, że dziewczyna zaczęła jej się na nowo wyrywać. Taki sam los czeka i ją, jeśli się nie wybroni. Nie mogła myśleć, że jeszcze kilka żyć jest przed nią. Kobieta miała rację. Dane im jest tylko jedno życie, którego się broni za wszelką cenę, albo traci się je bezpowrotnie. Przed oczami Agnieszki stanęła twarz Tribala, tego uśmiechniętego Tribala, z którym jeszcze kilka minut temu siedziała w jednym pokoju i piła wódkę, żeby się trochę rozluźnić.
- Ja nie chcę być bogiem.- wybełkotała białowłosa, szamocząc się pod obcasem kobiety przyciskanym do jej piersi.
-To zginiesz za to, że już z tego przekleństwa korzystałaś!- docisnęła obcas do jej piersi. Dziewczyna straciła oddech. Wiele by teraz dała za to, żeby się uratować. Ledwo łapała oddech, a płacz nieustannie cisnący się na światło dzienne tylko to utrudniał.
-To ja powinnam cię za to zabić!- wrzasnęła zielonooka, celnie spluwając kobiecie w twarz.
-Ha! Spójrz na siebie! Teraz to ty jesteś myszką zagonioną w kąt, a ja jestem wygłodniałym kotem. I pomyśl sobie w tej chwili jak wielką przewagę mam nad tobą, a jestem zwykłym człowiekiem bez żadnych dziwacznych defektów!- kobieta wykrzyczała to dziewczynie w twarz i uniosła katanę, by zadać jej ostatni cios.
Wtem noga kobiety wygięła się nienaturalnie, gdy dziewczyna uderzyła ją dłonią. Obie usłyszały trzask pękającej kości, a już w szczególności odczuła to ta kobieta. Upadła na chodnik. Właścicielka Łańcucha podniosła się z miejsca, kaszląc.
-Jak śmiałaś go zabić?- podniosła miecz, który wypadł z ręki długowłosej.- To ty bawisz się w boga, zabierając ludziom życie za to, że na nie niby nie zasługują!- kopnęła kobietę w brzuch. Zrobiła to raz, drugi, trzeci i wciąż płakała. Chwyciła miecz oburącz i uniosła go, chcąc wymierzyć jego właścicielce cios w samo serce. Przybije ją do podłoża.
Nathan i Zero zjawili się w ostatniej chwili, rozbrajając dziewczynę. Czerwonowłosy zaczął ją odciągać od miejsca zdarzenia.
-Ona go zabiła…- na nowo w jej oczach zaszkliły się wielkie łzy.
-Wiem.- odparł półgłosem, przyciskając usta do jej głowy.
-Mógł się tam nie pakować.- jęknęła, słaniając się na nogach. Wciąż wpatrywała się w ciało Tribala. Wciąż nic nie wracało do normy. Za dużo czasu to już zajmowało. To koniec. Gdy sobie to uświadomiła, potknęła się o własne nogi i przewróciła się na Nathana. Objął ją mocniej.
-A ja zabiłabym ją za to, co mu zrobiła.- rzuciła słabo.
-Do tego nie dopuszczę. Nie pozwolę, żebyś plamiła sobie ręce takim ścierwem.- odpowiedział. Jemu też było ciężko na to wszystko patrzeć, bo nawet on nie wiedział, że nieśmiertelny może jednak zginąć w taki sposób.- Tribal był dobrym kompanem.- wydusił z siebie.
Agnieszka nie przestawała płakać. Nie wiedziała jak zareagować na to w inny sposób. Była w szoku.
-Nie powinnam tak reagować.- pociągnęła nosem. Przecież to normalne, że ludzie umierają i nie wstają po raz wtóry, jak gdyby nigdy nic. Dlaczego więc ona miała jeszcze tą jedną, głupią iskierkę nadziei na to, że to co widziała i to co usłyszała od kobiety to nieprawda?
Nathan siedział na zmarzniętej ziemi i obejmował dziewczynę szczelnie. Nie pozwalał jej ruszyć się z miejsca. Poddała się po dłuższej chwili. Westchnęła ciężko, pociągając nosem. Wtuliła mokrą od łez twarz w rękaw Nathana.
-Nigdy nie wiadomo, jak zareagujesz w takiej sytuacji. Wstań, musimy iść. Zaraz przyjedzie tu straż i policja.- podciągnął ją na równe nogi. Zdjął swój płaszcz i zarzucił go na plecy dziewczyny.
-Nie możemy tu tak zwyczajnie zostawić Tribala!- zaprotestowała.
-Musimy.- rzekł surowym tonem, prowadząc ją za ramię wgłąb ciemnej ulicy. Wyrwała mu się i podbiegła do ciała białowłosego. Wahała się go dotknąć, ale odważyła się w końcu zamknąć jego oczy. Wtem jego tatuaże zaczęły zanikać, odrywając się od ciała i ulatując w powietrze, jakby były jedynie przytwierdzone na moment. Jego włosy zaczęły ciemnieć, aż stały się ciemnobrązowe.
Więc to tak wyglądałeś kiedyś – pomyślała, uśmiechając się krzywo.
-Chodź, Agnieszka!- czarnooki chwycił dziewczynę za ramię po raz kolejny i pociągnął ją w kierunku przeciwnym. Z daleka słychać już było syreny alarmowe. Nadjeżdżali strażacy i policja, tak jak mówił.

sobota, 30 marca 2013

27. Relaks i adrenalina

Przez zdecydowanie większą część czasu dziewczyna bawiła się brzegiem bluzy, pocierając go palcami. Nie czuła się, jakby miała być najbezpieczniejsza i tutaj. Wyjrzała przez okno. Dziesiąte piętro przestronnego bloku, dawało im spore schronienie, ale na pewno nie na długo.
Nathan w pewnym momencie wyciągnął zza pazuchy butelkę wódki. Agnieszka spojrzała na niego, zbita z tropu, gdy stawiał flaszkę na stole.
-Nie będziecie chyba teraz tego pić?- spytała.
-A kiedy? Od razu nas nie znajdą, więc teraz jest na to najlepsza pora na chwilę relaksu.- oznajmił głośno czerwonowłosy.- Zero, przynieś szkło.
Agnieszce przeszła przez głowę jedna myśl – flaszka jest za mała na ich czworo. Uniosły jej się kąciki ust, gdy z powrotem wróciła do zabawy brzegiem bluzy.
-Ta flaszka to za mało.- oznajmiła w końcu, a jej spojrzenie spotkało się z zaskoczonym uśmiechem czarnookiego.
-To nie problem. Siadaj tu, pijesz z nami.- poklepał miejsce na kanapie obok siebie.
-Nie powiedziałam, że chcę.- zaprotestowała. Tribal zacierał już ręce. Chyba bardzo lubił pić i pewnie nieraz zdarzyło im się robić to razem z Nathanem. Spojrzała na rozstawione kieliszki, a po chwili stwierdziła, że jednak by się skusiła, nie zwracała jednak uwagi na podejrzliwe spojrzenia Nathana odnośnie jej szybkiej zmiany decyzji. Może się przy tym trochę rozluźni. Miała taką nadzieję. Zero również dołączył, tłumacząc fakt, że bariery, jakie postawił na całym piętrze są samodzielne i nie potrzebują jego kontroli.
I tak popłynęli.
-Mówiłam, że ta jedna flaszka to za mało.
-Znajdzie się i druga.- oznajmił Tribal. Zniknął na moment i wrócił z większą niż poprzednia butelką.
-Ja już nie piję.- Aga nie miała najmniejszej ochoty spożywać tej samej części alkoholu co reszta. Z tym drobnym szczegółem, że ta część była większa, a już teraz dziewczyna czuła się wystarczająco rozluźniona. Rumieńce na jej policzkach grzały same z siebie, w gardle miała jeszcze palące odczucie od ognistej wody, a jej ruchy zdawały się już być mniej opanowane.
Dość – powiedziała sobie w myślach, po czym podniosła się od stołu.
-No siadaj!- Nathan ściągnął ją gwałtownie na kanapę.- Pijemy za wygraną.
-Taki toast już był.
-Chcesz przeżyć, to lepiej to wypij, skarbie.- syknął jej do ucha. Nie miała wyboru.
- Zaraz się posikam.- rzuciła przed przechyleniem kieliszka. Miała zamiar nie połykać tej dawki wódki i zwyczajnie wypluć ją w toalecie. Tribal jednak był dość niedyskretny.
-Nie wypluwaj tego!- zareagował żywo, jak to on. Nathan z rozmydlonym z lekka wzrokiem, spojrzał na dziewczynę, chwycił ją pod brodę i kazał jej to przełknąć. Zaprzeczyła kręcąc głową. Łzy zebrały jej się w oczach, zaczęła coraz bardziej się krzywić od tego palącego posmaku. Nie miała wyboru. Przełknęła dawkę alkoholu i zażądała szybko coś do picia.
-Grzeczna dziewczynka.- Nathan pogłaskał ją po głowie.
-Chcesz mnie upić.
-Agnieszko, to nic złego. Trochę luzu jeszcze nikomu nie zaszkodziło.- dodał Zero.
-Ale nie na siłę. Idę do innego pokoju. Smacznego.-podniosła się, zignorowała ostrzegawcze prychnięcie Nathana. Wsadziła ręce do kieszeni i ruszyła w stronę korytarza. Usiadła w kuchni, uchyliła okno i wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów. Wpatrywała się w nią, wiedząc doskonale, że jeśli zapali papierosa, stan jej trzeźwości znacznie się pogorszy.- Najwyżej wtedy pójdę od razu spać.- mruknęła sama do siebie.


Przeliczyła się aż za bardzo, kiedy ocknęła się w głośnym klubie. Zdezorientowana zupełnie, podniosła się z kanapy i zaczęła przedzierać przez obcych ludzi. Wciąż czuła się tak, jakby była pijana, jednak nie na tyle, żeby nie zachować ostrożności. Obserwowali ją niemalże wszyscy, ludzie z loży zaczęli wychylać się przez balkon i wskazywać ją palcami niby ukradkiem.
Jakim cudem się tu znalazła? Nie miała zielonego pojęcia i równocześnie miała szczere nadzieje, że to tylko sprawka, bądź zwykły dowcip podpitych Nathana i chłopaków.
Przechodziła akurat przez środek parkietu. Nie widziała najmniejszego sensu w lawirowaniu między stolikami. Ludzi da się łatwiej przepchnąć i utorować sobie drogę do wyjścia.
Ktoś obcy odwzajemnił jej pchnięcie.
-Nie mam na to czasu.- czuła dziwne mrowienie na plecach, jakby za chwile miało stać się coś, co ją zupełnie zdemaskuje. Kolejne pchnięcie spowodowało, że straciła równowagę i niemalże upadła. Jednak ledwo zdążyła stanąć stabilnie na nogach, otrzymała solidny cios w twarz. Upadając na plecy czuła, że za chwilę zrobi się tu bardzo cicho. I stało się.
Cała elektronika w budynku wysiadła na moment, poprzez salwę czerwonych iskier, które rozniosły się kolistą falą po całej Sali. Agnieszka podniosła się, ocierając krwawiące usta i nos wierzchem dłoni. Nie widziała w tej chwili przeciwnika, za to ludzie, jacy do tej pory ją otaczali, odsunęli się pod ściany, obserwując. Ochrona nie zbliżała się do niej. Gdy białowłosa rozejrzała się naokoło, zauważyła, że za jej plecami stoi mężczyzna o groźnym wyrazie twarzy. Krótko ścięte włosy, blizny na twarzy i sztylet w dłoni nie wróżyły dziewczynie lekkiego dialogu z tym panem.- Nie mam czasu.- powtórzyła uparcie, a jej głos rozniósł się po wyciszonej Sali.
-Też nie mam czasu, żeby użerać się ze szczurami.- obrócił sztylet w dłoni i machnął nim gwałtownie. Dziewczyna zdążyła uskoczyć na tyle, że drasnął jej rękę. Zielonooka jednak zamiast się ewakuować na bezpieczniejszą odległość wymierzyła mu cios brzegiem zamkniętej dłoni. Kolejna fala iskier rozniosła się po Sali, a delikwent został odrzucony i stracił przytomność.
Agnieszka wyglądała w tej chwili jak zaszczute, zagonione w ślepy zaułek stworzenie. Ochroniarze ruszyli na nią, wymierzając w jej ciało paralizatorami. Nie dała się podejść i tupnęła, tworząc nie lada wgniecenie w gładko wyłożonej posadzce. Zaczęła rozumieć na czym polega jej moc. Gdyby tylko była w stanie ukierunkować jej pełne źródło na właściwy cel.
Spojrzała na swoje dłonie. Krew z ust i nosa skapywała jej spokojnie na dłonie, sprawiając, że dziewczynie podskoczyła adrenalina.
Zaczęła iść w kierunku drzwi wyjściowych. Nie mogliby jej zatrzymać, bo i tak za dużo już im pokazała.
Wystrzeliła z pełnego klubu na ulice miasta. Wolno stojący budynek był mocno oświetlony. Na zewnątrz nie było widać żywej duszy. Ruszyła przed siebie, zaciągając kaptur na głowę.
-Brawo!- usłyszała oklaski, gdzieś po swojej lewej.

niedziela, 24 marca 2013

26. Rozmowa cz.2


Nathan tego nie zauważył. Ledwo usłyszał, co powiedziała, ale przez to, że chciał wytężyć zmysły, skleił sobie palce i próbował rozerwać je, wyzywając przy tym głośno. Agnieszka westchnęła ciężko, chciała się chociaż opanować. Zbyt wiele emocji towarzyszyło jej w tej chwili.
-Zaraz, zaraz…- czarnooki przestał wykonywać swoją dotychczasową czynność.- Co ty powiedziałaś?- zrobił krok w jej stronę i przechylił się tak, żeby spojrzeć na jej twarz. Łypnęła na niego odsłoniętym okiem, zrobiła się bardziej czerwona, czego już nie dało się ukryć w żaden sposób. W myślach całą winę zaczęła zrzucać na hormony, bo nie miała nigdy kogoś takiego, a już na pewno z takim doświadczeniem życiowym. Zaraz jednak odepchnęła od siebie wszelkie obrazki, jakie zaczęły kotłować się w jej głowie.
-Nic.- bąknęła. Mężczyzna zrobił kolejne kilka kroków i usiadł przed nią po turecku.
-Chcę to usłyszeć jeszcze raz.- oznajmił świdrując ją pewnym siebie wzrokiem. Było w tym jednak coś rozbrajającego.
-Skoro to usłyszałeś, to po co powtarzać?- nie odejmowała twarzy od kolan obejmowanych ramionami. Czuła, jak z każdą chwilą robi jej się coraz cieplej z nerwów. Przyznała się raz, choć nie wiedziała dlaczego tak myśli, ani na jakiej zasadzie to działa. Gdy Nathan przyglądał się jej reakcjom na jego twarzy pojawił się głupkowaty uśmieszek.
-Tak łatwo jest cię podejść. Mam cię w garści, tak?- spytał o coś, co było już oczywistością. Zaprzeczyła kręcąc głową chyba jedynie na złość, ale on już wiedział swoje.
W końcu te kilka dość jednoznacznych sytuacji z ich udziałem już mówi samo za siebie.
- Co teraz zrobimy z Demonem?- zmieniła temat, próbując tego obecnego już niepotrzebnie nie drążyć.
-Nie zmieniaj tematu.- odparł gładko, przechylając głowę na bok. Wpatrywał się w jej twarz, jakby zaraz miała zniknąć. W tej chwili Nathan wyglądał na nieobecnego myślami. Jednak całe jego ciało wskazywało na to, że jest w stanie gotowości. Jak zawsze.
Dziewczyna jedynie drgnęła i spojrzała na drzwi. Jej łańcuch zadrżał i zrobił się dotkliwie cieplejszy, przyprawiając Agnieszkę o dreszcze. Spojrzała na swoje dłonie, opatulone rękawiczkami. W myślach zadawała sobie pytanie – jak nad tym zapanować?
Otworzyła usta, żeby to samo pytanie zadać na głos, jednak się powstrzymała, widząc, że mają gości.
Podniosła się z miejsca. Jakimś cudem Nathan się nie poruszył, zupełnie jakby zastygł w bezruchu i nie kontaktował.
-Demon! Co ty tu robisz?!
- Szukałem cię… A ty zawsze siedzisz z tym dupkiem.- westchnął, uśmiechając się z chorą życzliwością w głosie i wyrazie twarzy.
-Nie jesteś lepszy od niego.- oznajmiła szorstko.
-Doprawdy?
-Demon, co w ciebie wstąpiło?- spytała, starając się nie wyglądać na spanikowaną. Była bezbronna. Nathan nie mógł drgnąć, był zmrożony. Zauważyła to dopiero po kilku chwilach, gdy na jego policzkach i włosach zaczął zbierać się szron. – Zostaw Nathana w spokoju. Masz go przywrócić do normalnego stanu!- warknęła.
-Bo co mi zrobisz? Gdybyś była zdolna mnie chociaż poturbować, nie zastanawiałbym się nad puszczeniem twojego przyjaciela wolno.
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo mam teraz na to ochotę.- odparła. Zrzuciła rękawiczki z dłoni i zaczęła kierować się w stronę Demona, wymijając zamrożonego Nathana. Rozciągnęła palce. Wiedziała, że z góry jest skazana na porażkę. Lewą nogę wysunęła do przodu, by za chwilę rzucić się na Demona z pięściami. Udało jej się uderzyć go na tyle mocno i na tyle celnie, że go powaliła. Wpadł na drzwi, a ona zaskoczona tak celnym ciosem nawet się nie wycofała. Wznowiła atak, częstując czarnowłosego kopniakiem w żebra. Wszystko było aż za proste, zbyt gładko przyszło jej to zrobić, jednak nie było już odwrotu. Demon kontratakował. Podnosząc się chwycił ją za nogę i pociągnął tak, że Agnieszka wylądowała na podłodze. Tatuaż na plecach zapiekł ją przez moment. Gdy zderzyła się z podłogą po pomieszczeniu i w powietrzu rozniosła się fala czerwonych iskier, która zaraz rozniosła w pył wszystkie okna na piętrze. Demon odskoczył. Dziewczyna wstała z podłogi otępiała po tym, co się stało. Spojrzała na Nathana, który zaraz zaczął się podnosić z miejsca. Demon skrzywił się, nie spodziewając się takiego zachowania. Runy na jej plecach nie mówiły o tego typu zachowaniu się mocy, jaką dziewczyna posiada.
-Do następnego.- oznajmił Demon, mrużąc groźnie oczy. Nathan obrócił się szybko, a widząc jeszcze przez moment czarnowłosego rozsadził w drobny mak drzwi za którymi się schował.
-Co tu się kurwa stało?- czerwonowłosy w końcu rozerwał sklejone klejem palce.
-Demon szuka problemu.- bąknęła, zastanawiając się nad tym, w jaki sposób udało jej się wyzwolić taką energię, że Nathan znów mógł się poruszyć i nie doznał urazu, a wszystkie okna rozniosły się w drobny mak z efektownym hukiem.- Najwidoczniej przeszkadzasz mu się do mnie dostać.- dodała już pewniejszym tonem.
-Doprawdy?- Nathan uśmiechnął się jadowicie.- Nie ma to jak skupić się na byłym właścicielu łańcucha. Z miłą chęcią przyjmę to wyzwanie, mimo iż wszystko wskazuje na to, że Demon to lamus.
-Nie wiem, czy taki lamus, skoro potrafił cię zamrozić, a ty nawet nie zorientowałeś się kiedy.
-Nie podważaj mojego autorytetu.- warknął groźnie. Dziewczyna zaśmiała się chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu. Nathan z tymi słowami na ustach wyglądał dość komicznie. W zamian za ten objaw ignorancji, mężczyzna stuknął ją z pięści w czubek głowy.- Stul dziubek, sieroto. Trzeba znaleźć spore, niewykrywalne miejsce do ukrycia się. Najlepiej gdzieś na obrzeżach miasta.- chwycił ją po chwili za ramię i przerzucił do obcego miejsca.
Zero przywitał ich z uśmiechem na twarzy. Szybko wytłumaczył dziewczynie, że to miejsce jak na razie jest najbezpieczniejszym miejscem, w  jakim mogą się znaleźć i że dopiero teraz był pewny, czy może tu wszystkich wprowadzić.
-Demon się tu nie przedrze?- spytała.
-Nie ma takiej możliwości. Wiem też, że to on wcisnął w ciebie swoją krew, ale nie może cię stąd ani wyciągnąć, ani sam nie może przyjść do ciebie.- dodał szarooki.
-Zdezorientowany, jak zagubione szczenię.- zaśmiał się Nathan. Agnieszka tylko zerknęła na niego, mrużąc oczy.
-Ciekawe jak ty się zachowywałeś, gdy nie mogłeś mnie znaleźć.- przypomniała jej się rozmowa z koleżanką i to jak wspomniała jej o zachowaniu Nathana podczas nieobecności Agnieszki. Mężczyzna przymknął oczy i wypuścił z siebie powietrze, poirytowany.
-Mam ci pokazać jak ty się zaraz zachowasz, kiedy przypadkiem stracisz wszystkie możliwe zęby?- warknął. Otworzyła szerzej oczy w przestrachu i zajęła miejsce w kącie pokoju, przy oknie, już dalej nie mówiąc ani słowa.

sobota, 9 marca 2013

25. Rozmowa cz.1


Zielonooka przytaknęła szybko i zmieniła temat.
-Gdzie pozostali?
-Naprawdę musisz teraz o to pytać?- wysyczał.- Nawet się o nich nie martwisz. Hm, ty po prostu nie chcesz zostać ze mną sama, co?- spytał udając słodki ton głosu. Dziewczyna wzdrygnęła się, gdy złapał ją za rękę i ścisnął ją mocno. Mimo wszystko poczuła się lepiej, mniej samotna i mniej spanikowana. Nerwowe drżenie wszystkich mięśni ustąpiło. Rozluźniła się, a Nathan to zauważył.
-Gdybym wiedziała o Tobie coś więcej to może i bym się nie bała.- fuknęła. Czerwonowłosy prychnął na to.
- Ich wszystkich znasz jeszcze krócej ode mnie. Pogrążasz się.- odparł na to, podnosząc na chwilę jej rękę, żeby odizolować ją od podłogi i wpleść w jej dłoń swoje palce.
- Już nie o to chodzi. Te wszystkie akcje zaczęły się od Ciebie. Ty mi podrzuciłeś łańcuch…
- Nie. – przerwał jej – Ja go tylko przekazałem. – dotknął swojej szyi wolną dłonią i przetarł nią po karku. Agnieszka otworzyła szerzej oczy.
-Nie rozumiem.- chciała, żeby jej to wszystko wytłumaczył, ale nie sądziła, że będzie miał w sobie tyle cierpliwości. Zauważyła, że zacisnął szczęki i ściągnął usta, a jego palce bardziej zacisnęły się na jej dłoni. Próbowała przypomnieć sobie te pierwsze minuty ich spotkania.
Widziała, że łańcuch, który miała w dłoni tamtego razu nie jest tym samym łańcuchem, jaki ma teraz na szyi. Spojrzała na Nathana.- Miałeś taki sam.- zaczęła kręcić głową z niedowierzaniem.
Uśmiechnął się pobłażliwie. Szybko na to wpadła. Wyciągnęła swoją rękę z jego uścisku.-Po tym całym przekazaniu, wmawiałeś mi, że ty mi go nie ubrałeś!
-Wyobraź sobie jak przecisnąć przez głowę łańcuch, który nie ma zapięcia i jest niekończącą się pętlą, co?! Łańcuch, który trzymałaś w dłoni miał mi powiedzieć, czy będziesz tą właściwą Agnieszką. Naprawdę delikatna forma testu… W innym wypadku zwyczajnie naraziłbym Cię na śmiertelne niebezpieczeństwo, żeby się tego dowiedzieć.- spojrzał jej w oczy pewnie. Na jej twarzy spotykały się w tej chwili różne emocje, zaczynając od przerażenia, przez zagubienie, na dziwnej uldze w spojrzeniu kończąc.
- Teraz mi o wszystkim opowiadasz? Mówiłeś o tych Agnieszkach, że żadna nie potrafiła zabić, żeby przetrwać, że… że nie dawały sobie rady. To przez twoje testy? Świadomie zabijałeś mnie za każdym razem, żeby sprawdzić, czy jestem tą faktyczną osobą?- wyrzuciła z siebie, będąc jednocześnie zaskoczoną, że jest zdolna do logicznego myślenia, i że teraz to, co powiedziała brzmi aż nadto sensownie.
-Tak. Twoje kopie polegały, bo nie potrafiły się bronić i to niekoniecznie przede mną samym.-syknął. Łypnął krzywo na odsuwającą się powoli dziewczynę. Po chwili powalił ją na ziemię.-To samo mogę powiedzieć o Sojuszu Krwi. Podwójna dawka krwi od jednej osoby może zabić. W tej chwili jednak to chyba nie ma znaczenia, skoro jesteś nieśmiertelna.
-Nie zrobisz mi tego.-powiedziała, przestraszona.
-Nie, nie zrobię, bo szkoda mi mojej krwi, a Ciebie już ktoś tym poczęstował. I już chyba wiem, kto taki.- warknął jej do ucha.- Nie odpędzisz się od Demona.- gdy to powiedział, Agnieszka wzdrygnęła się, wciągając głośno powietrze.- A na chwilę obecną zniknął gdzieś, gdzie nie możemy go znaleźć. Podejrzanie to wygląda i dla mnie to oczywistość, ale zastanów się nad tym, co się wydarzyło od jego pojawienia się tutaj.
-Mówił, że jest z tego samego świata, co ja…- wydukała, patrząc na minę Nathana. Uniósł brew, nie chcąc już pytać, czy jest tego pewna.
-Bzdura. Zwiedziłem już tysiące podobnych sobie światów i nigdy nie spotkałem dwóch głównych osób z tego samego świata. Zawsze na swój świat przypada jedna główna postać, która potrafi się przemieszczać między innymi „wymiarami”. Wtedy dopiero może spotkać innego posiadacza takiej mocy.
-Dlaczego kłamał?
- Nie mam pojęcia! Szukał głupiego, który się nie zorientuje, że coś jest nie tak. Jak na razie udało mi się go sprowokować do ukazania swojej prawdziwej natury, jednak co do jego mocy, mam sporo wątpliwości.- oczywistym było, że Nathan musiał to planować od samego początku, a mówiąc o tym wszystkim Agnieszce, nie szczędził sobie wypomnieć jej kilku bezsensownych akcji.- Uratuje cię raz i masz u niego dług  wdzięczności, a potem sama się wkopujesz i nie ma odwrotu. Ciągle robisz te same, głupie błędy.
- Demon mówił mi, że będę mogła sama stwierdzić, czy jest wrogiem, czy nie.-dodała. Czarnooki wzniósł oczy ku niebu, coraz bardziej niecierpliwy.
-Cwaniaczek… Dałaś się nabrać na prosty trik. Zasugerował Ci, że sama będziesz mogła sprawdzić jak to będzie z wami i kilka razy uratował ci tyłek, żebyś powiedziała, że nie jest tym złym.- wytłumaczył, a w jego głosie czuć było, że zaraz rozniesie coś w drobny mak. Prawie by mu się to udało, gdyby nie reakcja dziewczyny. Złapała się za głowę i zwinęła w kłębek mimo tego, że na niej leżał.
-Złaź ze mnie. Cały czas wmawiasz mi, że robię wszystko źle…- rzuciła łamiącym się głosem.
-Ja? Ja ci to tylko sugeruję, to ty sobie wszystko sama dopowiadasz.- miał niepewny wyraz twarzy. Wyraźnie nie wiedział, co ma zrobić.
- Będziesz mi pociskał, kiedy wszystko się wali. Leżącego się nie kopie!- machnęła ręką na ślepo.
-Och, uwierz, że z przyjemnością bym Cię dobił, gdyby nie pewne okoliczności.- zniżył głos.
- Okoliczności… - prychnęła- Jakie znowu?
- Albo jesteś ślepa, albo głupia.-wymruczał jeszcze ciszej, po czym zszedł z dziewczyny, usiadł obok i położył dłoń na jej boku. Nie chciała na niego patrzeć.
-Ja…jak już postanowiłeś być taki szczery, to mów!- oznajmiła z wyrzutem.-Ale najpierw mi wytłumacz, jakim jebanym cudem  byłeś w posiadaniu tego łańcucha?! Pozbyłeś się swojego, a wyglądał jak mój.
-Bo to był mój łańcuch.- odparł.- Rozumiesz? Nie da się go zdjąć, dopóki nie znajdzie się odpowiedniego następcy. Normalnie odszedłbym na dobre po podrzuceniu Ci go.
-Teraz masz szansę! I tak mi nie pomagałeś, więc droga wolna!- warknęła, podnosząc się z podłogi.
-Agnieszka, już nie o to chodzi!- podniósł głos.- Uspokój się do cholery, bo panikujesz!
-Nie, to ty panikujesz! Nathan…- spojrzała na niego ze łzami w oczach, a załamując ręce dodała.- Nie bądź śmieszny.
-Nie wkurwiaj mnie.- syknął i o mały włos nie zrobił jej krzywdy. Cały czas się w nią wpatrywał, a gdy na chwilę odwrócił wzrok szyba rozniosła się w drobny mak, a słabe światło dnia wpadło do pomieszczenia razem z zimowym mrozem. Robiło się coraz ciemniej.
Dziewczyna skuliła się słysząc rozrzucane naokoło odłamki, ale nic nie miało prawa jej trafić. Nathan do tego nie dopuścił. Nie była aż tak zapłakana, żeby go nie widzieć, żeby nie zauważyć jego wyrazu twarzy. Chciał coś jej powiedzieć, ale najwidoczniej nie wiedział jak się za to zabrać. Zniknął z jej oczu. Westchnęła ciężko, wciąż mając mętlik w głowie. Nie minęło jednak kilka minut, jak Nathan zjawił się z powrotem z dechą, którą wstawił zaraz w zniszczone okno.
-Od kiedy dbasz o takie rzeczy? Raczej nie wstawiłeś pięciometrowej dechy w wyjście na taras w domu Demona.- mruknęła.
-I nie mam zamiaru tego zrobić.-odrzekł ze stoickim spokojem, przytwierdzając dechę klejem.
-Po prostu jesteś zazdrosny. Tribala nawet nie traktujesz jako zagrożenie, ale jeśli chodzi o Zero i Demona…- przerwał jej prychnięciem. Odczekała chwilę.-A wybór jest oczywisty…- wybełkotała z twarzą między kolanami. Przeklinała swoje białe włosy przed tym, że tylko bardziej kontrastują z ewentualnym rumieńcem, aniżeli starają się go ukryć.

środa, 27 lutego 2013

24. Przeczyć samemu sobie


WITAJCIE!
Doczekaliście się właśnie rozdziału dwudziestego czwartego! 
Zapraszam do czytania :D
_________________________________________________________

To Demon zabił je obie. To on teraz zasługiwał na miano osobnika bez emocji, a przecież wcześniej był tym najmilszym i najspokojniejszym. Mrugnęłam, po chwili dalej wpatrując się w niego zaskoczonym wzrokiem. W jednym momencie zaledwie, jego wyraz twarzy zmienił się. Znów uśmiechał się tak jak kiedyś, ale to już nie wyglądało naturalnie. Odwróciłam wzrok w zakłopotaniu. Nathan obserwował uważnie moją reakcję, widziałam to kątem oka. Zauważyłam też, że przenosi wzrok ze mnie na stojącego nade mną czarnowłosego.
Moje wszystkie mięśnie spięły się nagle, jakby w tiku nerwowym. Usiadłam o własnych siłach, ale jeszcze musiałam się wspierać o oparcie.
-Przecież powiedziałam, że moglibyście to robić w moim imieniu jedynie w razie konieczności.- rzekłam drżącym głosem, wpatrując się w skrzące się odłamki szkła rozsypane po wykładzinie. Po chwili spojrzałam w stronę dziury po oknach. Po podłodze coraz bardziej wdzierał się do środka szron, okraszając wszystko białą powłoczką.
Nie miałam odwagi rozejrzeć się by nie zobaczyć przypadkiem ciała tej drugiej kobiety. Mój wzrok nie powędrował dalej jak za taras, żeby nie spostrzec Eliny we własnej kałuży krwi.
-Dajcie mi papierosa.- mruknęłam bezbarwnie. Nathan skinął na Tribala, żeby jak najprędzej to załatwił. W tej ciszy słyszałam tylko jak na chwilę zniknął jeden oddech, a po chwili Tribal nachylił się nade mną wyciągając w moim kierunku dłoń dzierżącą paczkę papierosów. Odebrałam szybko kartonik i otworzyłam go. Po chwili z moich płuc wydostała się gęsta chmurka dymu. Drżały mi ręce.
Nie wiedziałam już, co o tym wszystkim myśleć.- To była konieczność?!- zwróciłam się bezpośrednio do Demona. Kątem oka zauważyłam ciemniejącą, krzepnącą plamę na ścianie. Kobiety już nie było.
Nie sądziłam, że będę tak roztrzęsiona, żeby nie móc na niego nawet krzyknąć. Demon stał i patrzył na mnie niewzruszony.
-Nie odezwiesz się teraz nawet?! - podniosłam się nagle. Dawka nikotyny po tak długiej przerwie sprawiła, że zawirowało mi w głowie. Zakolebałam się a Nathan ściągnął mnie z powrotem na siedzenie.- Żadnej skruchy? Zabiłeś w moim imieniu dwie osoby! Jak ja mam się z tym czuć?!
-Przyjmuję na siebie całą odpowiedzialność.-odrzekł.
-Tu sobie wsadź tą odpowiedzialność!- warknęłam, podnosząc się z miejsca i uderzając Demona palcem w środek czoła. Odsunął się ode mnie i odwrócił wzrok. Poczułam się raźniej, gdy przestał na mnie patrzeć, a palec, którym go dotknęłam drżał, jakby ze strachu. Pieprzyć to wszystko. Opadając z powrotem na kanapę przeniosłam się do sklepu z ubraniami, pierwszego jaki przyszedł mi na myśl. Chwyciłam spodnie dresowe, bo akurat rzucił mi się w oczy większy rozmiar. Alejkę dalej zerwałam z wieszaka czarną, męską bluzę. Już mnie mało obchodziło, czy mnie widzą, czy nie. Było mi to tak obojętne, że nie sądziłam, iż kiedykolwiek mogłabym tak postąpić. Na witrynie sklepowej widziałam swój rysopis ze zdjęciem. Zerwałam go. Naprawdę można tu robić takie rzeczy i nikt nie zwróci na to uwagi?  Rozejrzałam się. Ekspedient patrzył na mnie w osłupieniu. Ja, z bluzą na ramieniu, podniosłam swoje zdjęcie i dałam mu się do niego porównać, po czym wybiegłam ze sklepu z kradzionymi rzeczami.
Co ja robię?! Przecież to nie do pojęcia! Nie byłabym w stanie tego dokonać, nawet jeśli to miałoby ujść mi płazem.
Zatrzymałam się i obejrzałam za siebie. Ekspedient nie mógł wybiec, bo był w sklepie sam. Odniosłam dość trafne wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą. Ochrona zaczęła kierować się w moją stronę. Ruszyłam dalej, szybszym krokiem. Na pewno było widać po mnie, że jestem winna. Nie dość, że pewnie całe miasto zostało postawione na nogi przez moje zniknięcie, to jeszcze zwinęłam kilka rzeczy ze sklepu. Gdy znalazłam się za zakrętem, na korytarzu prowadzącym do toalet i wyjścia ewakuacyjnego, przeniosłam się na dach budynku. Zaraz wciągnęłam na siebie bluzę. Brzydziłam się tego, że ją ukradłam, a to odbijało się wyraźnie na mojej twarzy. Zaraz górę wzięły nade mną wyrzuty sumienia.
-Jedyna taka?- usłyszałam za sobą męski, chrapliwy głos. Zaraz odskoczyłam. Spojrzałam na staruszka, który nachylał się nade mną.- Interesujące, dziecino. Ten Łańcuch widziałem, będąc dzieckiem zaledwie.- skądś kojarzę tego dziadka. Uśmiechnął się cieplej, ale było w tym coś, co tylko podjudzało moje sumienie.
-Jak się pan tu znalazł?- głos mi się łamał.
-Miło jest zobaczyć kogoś po fachu po tylu latach. Jesteś pewna, że chcesz zejść na taką ścieżkę?- skinął na spodnie, które trzymałam kurczowo w dłoni. Wciąż miały na sobie magnes, który dziwnym trafem nie uruchomił alarmu, kiedy opuszczałam sklep. Dziwne… Spojrzałam na starszego mężczyznę bez przekonania. Rozejrzałam się potem ukradkiem, żeby sprawdzić jakim sposobem on tu się znalazł. W żadnym wypadku nie było tu żadnego szybu, żeby się wspiąć na samą górę tej ogromnej hali.
-Co pan chce zrobić?- na to pytanie staruszek w uniformie ochrony poruszył się niespokojnie. Chyba domyślił się, że chcę uciec stąd jak najprędzej.
- Trudno byłoby mi z tobą walczyć. Miałbym jednak do Ciebie prośbę, dziecino.
-Jaką prośbę?-ściągnęłam nieznacznie brwi. Jego prośba nie będzie zapewne należeć do najłatwiejszych.
-Zabij mnie, proszę. Jestem ciężarem dla nowego pokolenia Podróżników.
-Nie zrobię tego! Pan jest głupi, żeby o to pytać! Nie idź za mną, staruszku!- nie mogłabym znów być odpowiedzialna za czyjąś śmierć. Nie mogę tego robić. Szukałam w myślach miejsca, w którym mogłabym się zaszyć na jakiś czas. Otuliłam się bluzą, zarzuciłam na głowę kaptur i przeniosłam się do baru. O tej godzinie był zamknięty, ale to nie sprawiało mi żadnej różnicy. Wręcz przeciwnie, bo mogłam zaszyć się w pozornie ciepłym kącie i ewakuować dopiero, gdy ktoś wejdzie do baru.
Włamanie, kradzież, odpowiedzialność za zabójstwo… Gdzie ja mam się podziać? Wszyscy chcą mnie strącić na złą ścieżkę, a ja głupia daję się im złapać w te sidła. Przygryzłam wargi z nerwów. Dłonie mi drżały. Przeszłam szybko w stronę palarni i zamknęłam się tam. Drżały mi ręce, nie mogłam się skupić. Cisza mnie rozsadzała, a poczucie winy ściskało mocno moje gardło.
Spojrzałam na stary, wahadłowy zegar w kącie pomieszczenia. Nie działał. Wiedziałam jedynie, że nikogo nie powinno tu być tak wcześnie, bo nie raz chodziłam tymi ścieżkami.
Bawiłam się zapalniczką tak nerwowo, że co chwilę lądowała na podłodze.


***


Odchyliła z westchnieniem głowę, spoglądając na ciemnozielone ściany i sufit w tym samym kolorze. Przez to pomieszczenie zdawało się być naprawdę małe i przytłaczające, gdy siedziało się tu w samotności, a jedynym źródłem światła była zapalniczka i to, co z tej zimowej szarugi zdołało dostać się przez witrażowe okienko. Nie było sensu płakać, mimo iż miała odczucie tak ściśniętego gardła, jakby dusiła to w sobie od dłuższego czasu. Uderzyła nagle pięścią w stolik. Chęć płaczu zastąpił gniew. Wywróciła stolik razem z krzesłami, ale to za wiele jej nie dało, więc poprawiła stworzony bałagan, wywracając popielnicę ogrodową. Narobiła przy tym niezłego hałasu, a po chwili usłyszała kroki na zewnątrz. Krew zmroziła jej się w żyłach. Agnieszka spięła się nagle, nasłuchując.
Trzeba uciekać! Podpowiadała jej intuicja.
- Ten stary budynek!- oznajmiła sama do siebie i przeniosła się tam, gdzie przesiadywali z Zero. Tym czasem przerażona właścicielka lokalu wsadziła do środka jedynie głowę, ale sprawcy tego bałaganu już tam nie było. Złapała się za czuprynę, a po jej rękach i karku spłynęły zimne dreszcze.

Siedziała w kącie, ciągnąc się za palce, wykręcając je co kilka sekund. Tak zżerały ją nerwy. Odczuła, że łańcuch robi się cieplejszy, ale zignorowała to, odpalając kolejnego papierosa. Założyła na głowę głęboki kaptur. Tatuaż na plecach zapiekł ją niemiłosiernie, co sprawiło, że wygięła się z sykiem, zdjęła jedną rękawiczkę, oczekując najgorszego – kolejnego ataku. Tylko kto, lub co teraz wpadnie specyficznie ją przywitać?
Miała szczere nadzieje, że to nie będzie Clarius. Nie, to niemożliwe, żeby teraz się pojawił, po zaledwie kilku godzinach od poprzedniej akcji. Zastanawiające było, jak dostali się do środka , skoro trzeba było mieć przy sobie pieczęć wstępu? Na próżno myślała o tym wszystkim, skoro nie wiedziała na ten temat nic. Strażnicy, Podróżnicy… Ile jeszcze określeń na swoją osobę usłyszy? Jak zakończy się ta nędzna gra, w której już się doszczętnie pogubiła, a nic nie wskazuje na to, że to zbliża się ku końcowi. To zaledwie końcówka wstępu.

Białowłosa podniosła się z miejsca. Jeśli ktokolwiek będzie chciał ją zaskoczyć w ten, czy inny sposób, będzie musiała zareagować, ale niestety nie ma nic pod ręką. Podniosła się z ciężkim westchnieniem, ostrożnie przeszła przez pokój i wyjrzała na korytarz. Nikogo tam nie było. Plan w głowie dziewczyny był prosty – zejść do piwnicy i znaleźć cokolwiek do obrony własnej. Jednak gdy zobaczyła tą ciemność, dziwnie wypływającą z piwnicy, wycofała się gwałtownie.
I ona ma tu spędzić całą noc?
-Co ja robię…- jęknęła ze łzami w oczach.- Nawet nie prześpię jednej nocki w tym opuszczonym domu.
-Opuszczonym? Przecież ty tu jesteś.- usłyszała tuż za swoimi plecami. Wyprostowała się nagle, nie mając nawet odwagi, by odwrócić się w stronę źródła głosu. Gdy tylko poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu, chwyciła ją oburącz i przerzuciła osobnika nad sobą. W tej jednej chwili w powietrzu śmignęło jej grube pasmo czerwonych włosów związanych w luźny kucyk. Nie zdążyła jednak opuścić gardy i zablokowała lewą rękę Nathana, wykręcając ją za jego plecami. Padł na brzuch.
Czerwona na twarzy od emocji i szczerze zdziwiona swoją reakcją, trzymała go jeszcze długo w tej uwięzi, zanim się zorientowała, żeby puścić. Odskoczyła, wzdychając głośno dopiero, gdy zaklął głośno i zagroził jej torturami. Usiadła zdyszana na zakurzonej podłodze. Nie brała lekcji samoobrony, a jednak wykonała właśnie jeden z tych trików.
-Sierota…- syknął, podnosząc się i otrzepując płaszcz z kurzu.
-To nie zachodź mnie od tyłu!- odszczekała po dłuższej chwili.
-Ciebie się nie da inaczej.- uśmiechnął się złośliwie.
-Daj mi spokój.- mruknęła znów wpatrując się w podłogę.
-Fakt, tego się nie spodziewałem, ale wiedziałem, że kiedyś się sama w tym wprawisz. W końcu przeskoki po światach zaczynają dawać jakieś rezultaty.- oznajmił, siadając obok dziewczyny. Zerknęła na niego kątem oka i zmrużyła oczy. Próbowała przypomnieć sobie, czy coś na ten temat już jej opowiadał, bo zdawało jej się, że to coś znajomego. Na jej odpowiedź w formie ciszy, zareagował dość niespodziewanie. W innym wypadku dostałaby po głowie, a teraz tylko westchnął, zacisnął pięści, opanowując wzburzenie i zaczął jej tłumaczyć, to, o czym jej mówił na samym początku znajomości. Wytłumaczył jej tyle, że zaczęła powoli nabywać umiejętności swoich alter ego z odwiedzonych już światów, jako że jest ich pierwowzorem. Każda kopia Agnieszki stawała się więc dla niej pojemnikiem, w którym mogła się przemieszczać po innych światach.- Ten system na taki wygląda, ale mogę się mylić, bo nie potrafię jeszcze zbadać jak to działa dokładnie. W tej fuzji radzę się nie zagubić, bo wiesz jak to się skończy.- zakończył swoim akcentem, rozciągając palce u rąk, jakby zaraz miał jej coś zrobić, a nie chce ich sobie nadwyrężyć.

sobota, 9 lutego 2013

23. Spokój umysłu


Rozejrzałam się, zdezorientowana. Nikogo w środku poza naszą piątką nie było, więc jak…?
-Co? Kto to był?- rzuciłam  pytanie w powietrze.
-Demon, gdzie tu jest wyjście? Muszę wyrównać porachunki.- warknął Nathan, po czym spojrzał w stronę żaluzji, będąc niemal gotowym roznieść je w drobny mak gołymi rękoma. Mrugnęłam i upadłam na śnieg, mrużąc oczy od boleśnie rażącej bieli. Czułam szczypanie w każdym odsłoniętym fragmencie ciała. Teraz czułam to całe zimno?!
Nieważne. Ocknęłam się szybko, gdy Elina nachyliła się nade mną, boleśnie przygniatając mi dłoń zdobionym obcasem jasnych botków. Próbowałam wyszarpnąć dłoń spod jej buta. Pierdolone rękawiczki! Zaklęłam w myślach.
Udało mi się przenieść kawałek dalej, dzięki czemu Elina straciła równowagę. Zwróciłam obnażone ostrze w kierunku przeciwnika.
-Po co tu przyszedłeś i czego ode mnie chcecie?!- zakrzyknęłam drżącym głosem.
-Mogłabyś łaskawie zwrócić mi to, czym się w tej chwili posługujesz.- oznajmił spokojnie blondyn, po czym ukłonił się delikatnie, dodając – Mogłabyś się również przy tej swojej niezdarności zbyt mocno pokaleczyć…- jego słowa zagłuszył Nathan, który wydostał się z zamkniętego budynku. Musieli mnie tu sami przenieść, skoro żaluzje od salonu były nietknięte, przynajmniej do czasu, w którym zostały rozdmuchane w pył przez jednego osobnika. Chwilę potem ten osobnik wyłonił się z wnętrza budynku.

Czerwonowłosy ruszył na blondyna, rozwścieczony. Zaczęłam się wycofywać, bo myślałam, że to na mnie chce napaść. A przeciwnik stał w miejscu, składając ręce za plecami. Widocznie nie miał co zrobić z rękami, a przedmiot, jaki zwykł trzymać w dłoniach, dzierżyłam teraz ja. Mój wzrok przewędrował kilka razy w tę i z powrotem od narzędzia do jego byłego właściciela. Ubrany w jasny garnitur z tą dumną postawą wyglądał jakby miał zdecydowaną przewagę nad dzikim i nieokiełznanym Nathanem. Zdawał się nawet nie bać go jakoś za szczególnie.
-Niezbyt to honorowe, dać się ponieść instynktom, czyż nie?- to jego jadowite spostrzeżenie zadziałało na czarnookiego niczym płachta na byka.
Elina cisnęła we mnie kilkoma swoimi ostrzami. Chybiła chyba celowo.
-Na mnie się skup!- wydęła wargi w grymasie niezadowolenia.- Dlaczego to na ciebie zawsze zwracają uwagę te wszystkie ciasteczka?- zmierzyła mnie wzrokiem, po czym zmrużyła oczy, kręcąc nosem.
Zacisnęłam skostniałe palce na rękojeści, szykowałam się w tej chwili do kontrataku. Nie miałam z nią szans, ale nie będę przecież stać w miejscu, żeby zrobiła ze mnie kukłę na noże.
Zauważyła mój ruch. Widziała również to, że zadrżałam z zimna. Nie miałam zamiaru się do niej odzywać. Nie miałam zamiaru bratać się z wrogiem! Co ja gadam? Przecież jedna rozmowa nie czyni z nas sojuszników!
Zamarłam. Spojrzałam znów na Nathana. Przecież dokładnie to miał na myśli, kiedy przygarnęłam do naszego grona Zero. Przecież to ta sama sytuacja! Jak mogłam dopiero teraz to zauważyć?! Zacisnęłam powieki i wypuściłam z siebie powietrze, czując jak robi mi się głupio z tego powodu, oraz dlatego, że ogarnęły mnie niekontrolowane dreszcze. Elina zbliżyła się. Zagroziłam jej ostrzem. Zaśmiała się głośno.
-Ech... Dziecino, wiesz ty w ogóle jak się tego używa? To narzędzie do zabijania.- oznajmiła z politowaniem.- Potrafisz zabijać?- przechyliła głowę, patrząc na mnie jak na dziecko.
-Elina! Nie prowokuj jej do tego.- rzekł na to jej brat.
-Och, Clarius! Przecież doskonale wiesz, że będę potrafiła się wybronić, a ona chyba nie zna tego uczucia.- odwróciła się w stronę członka rodziny. Machnęłam ostrzem na boki bodajże ze dwa razy. Zaraz okaże się czy informacje dotyczące techniki posługiwania się mieczem, wyciągnięte z gier są prawdziwe. To nie było trudne. Wprost przeciwnie. Delikatne i lekkie, lecz twarde ostrze miało w tej chwili robić za przedłużenie ręki. Dziwnie się poczułam w przypływie chwili.
 Teraz to ona mnie ignorowała, podczas gdy jeszcze chwilę temu apelowała o uwagę. Zaczęła wzbierać we mnie zwykła wściekłość. Wystarczyło machniecie nadgarstka, żeby jej wrzask uprzedził tylko usłyszany świst stali przecinającej powietrze. Przecięłam lewy bok Eliny. Krew chlusnęła na śnieg, zostawiając w nim wycięte wzorki z rozcieńczoną, czerwonawą otoczką. Upadła na kolana, płacząc i panicznie łapiąc w dłonie posokę, która z niej tak beztrosko wypływała. Pamiętam, jak nie chciała ubrudzić  się moją krwią, z jakim obrzydzeniem przyszpiliła mnie do wydziałowej posadzki. W afekcie, kopnęłam ją w ramię, żeby się przewróciła.
Naprawdę tak się czuła wtedy, gdy mnie tak sama powaliła na wydziale? Triumf, satysfakcja, wyższość... Aż niemożliwe! To chore uczucia! Odpędziłam je czym prędzej, bo zaczęła we mnie wzbierać odraza.
-No i masz. Takie jest prawo natury, siostrzyczko.- Clarius spojrzał na Elinę bez wyrazu i przeniósł wzrok na mnie.- Możesz śmiało zakończyć jej żywot. I tak jest adoptowana.- dodał z zadziwiającą lekkością w głosie. Jak mógł mówić takie rzeczy? Jak mógł jej to zrobić, kiedy umierała? Mimo, iż niewiele powiedział, znaczna tego część zwyczajnie nie chciała do mnie dotrzeć. Wykrwawiała się, a on mówił jej takie rzeczy!
Już nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć. Rozejrzałam się. Demon wyskoczył z salonu, patrząc na mnie ostrzegawczo. Nathan też się przyglądał. Co w was wstąpiło?!
-Nie rób tego.- usłyszałam. To nie było błaganie o litość od leżącej. To było ostrzeżenie od Nathana. Gdy usłyszałam te słowa, na tym krystalicznie czystym powietrzu poczułam metaliczny aromat. Zbyt charakterystyczny, rdzawy zapach kłębił się w moich nozdrzach. Nie myśląc wiele odchyliłam się i cisnęłam mieczem w stronę Clariusa. Przedmiot zatrzymał się w powietrzu. Otworzyłam szeroko oczy i w przypływie adrenaliny, spięłam się żeby uskoczyć. Ostrze faktycznie zwróciło się przeciwko mnie. Promieniujący ból od prawego ramienia powalił mnie na ziemię. Mój wrzask zagłuszył w tej chwili nawet moje myśli.
Wiłam się w bólu. Trzymając ostrze miecza i próbując je wyciągnąć, chciałam nie wyjść na ofiarę. W rzeczywistości nie byłam nawet w stanie go dobrze złapać. Wyślizgiwało mi się z dłoni, nacinając raz za razem jej wnętrze.
-Dziwne. Nie sądziłem, że nie będziesz w stanie nawet normalnie funkcjonować po czymś takim.- wybił mnie z tego bolesnego aktu. Nagle moje zmysły się zaostrzyły. To było nadzwyczaj zaskakujące. Ból nie zelżał, ale stał się mniej uciążliwy. Zupełnie jakbym się do niego przyzwyczaiła.
 Clarius stał nade mną, a wokół nas widniała czarna kopuła z takimi symbolami jak wtedy w wieży. Zaczęłam się czołgać, żeby się tylko od niego odsunąć. Nikt inny się nie poruszał. Stali w miejscu, jak figury woskowe.
- Nie wspominałem Ci czasem o twojej niezdarności? Jak zwykle mam rację.- rzekł, dziwnie spokojnie. Było w tym coś przerażającego, co kazało mi się prędzej wycofywać. W tym samym momencie musiałam czubkiem ostrza, które przebiło ramię na wylot zahaczyć o jakiś kamień, bo miecz przemieścił się bezpardonowo, zalewając moje ciało kolejnymi falami cierpień.- Naucz się spokoju myśli. Wtedy możesz mówić o walce i zabijaniu.- nawet moje uciekanie nic nie dało. Gdy chwycił za rękojeść, ostrze skurczyło się do rozmiarów scyzoryka, niczym złożony teleskop.- Tyle wystarczy absolutnie, żeby zabić.- obrócił w dłoni ostrze, demonstrując mi jego wygląd, następnie wskazał mi czubkiem ostrza miejsce pod swoimi żebrami. Zdążyłam tylko wybełkotać coś na znak sprzeciwu, ale nie byłam już w stanie nawet kręcić głową. Klęknął i zademonstrował to na mnie. Straciłam oddech. Czułam przez chwilę jak serce wypluwa z siebie całą krew bym po chwili już nic więcej nie mogła zobaczyć.
 A przynajmniej tak mi się wydawało…

 Doznałam nie lada szoku, gdy nie czułam swojego ciała po przebudzeniu. Panika przy niemożności jakiegokolwiek ruchu potęgowana była przez ciało, które mnie przykrywało. Poczułam zapach starego drewna. Znów naszły mnie straszne wspomnienia. To nie sprawiło, że się uspokoiłam. Wprost przeciwnie! Clarius był chyba nieprzytomny, coś lub ktoś musiało go powalić.
Zabierzcie go ze mnie! Błagam!

***

Musieli zająć się jeszcze jedną osobą, która była najbardziej kłopotliwa z całej trójki. Zdolność manipulowania falami dźwiękowymi była cholernie uciążliwa. Elina zemdlała, będąc już na skraju życia. Tribal zrobił użytek ze swojej siły i cisnął prosto w głowę Clariusa szklaną kulą z salonu. Obrany za cel przeciwnik padł jak długi na Agnieszkę. Musiał stracić  koncentrację, bo dało się go uderzyć nawet mechanicznie. W innym przypadku kula odbiłaby się od jego tarczy i uderzyła w białowłosego tym samym sposobem, na jakim nieszczęśliwie poznała się właścicielka łańcucha. Nathan podbiegł do dziewczyny i zrzucił z niej blondyna. Wyzywając pod nosem, zamarł widząc krew pod jej piersią i dziurę w sukience. Nie ruszała się, ale miała otwarte oczy - żywe oczy, zupełnie przerażone i spanikowane zaistniałą sytuacją. Czarnooki ściągnął brwi, klęknął nad nią i dotknął jej zmarzniętego policzka. Wiedział, dlaczego Agnieszka tak zareagowała na zadaną ranę. Jednak nie miał wątpliwości, co do tego, że to nie jego zasługa. Jego pakt został już dawno rozczłonkowany, przez co stracił swoją właściwą moc. Zerknął za siebie na chłopaków. Patrzył na nich wilkiem jakby mieli mu ją zabrać.
-Nie możemy tu zostać. Na pewno nie w tym świecie.- wyjaśnił krótko, w zasadzie sam do siebie, bo nie oczekiwał nawet, że białowłosa mu odpowie. Podniósł ją i zaniósł do salonu, widząc jak Demon i Tribal wspólną pracą powalają kobietę o ciemnych, zielonkawych włosach i oczach koloru ciemnego piwa. Odciągnęli ją wystarczająco daleko. Uśmiechnął się z przekąsem, bo sam chętnie dałby jej popalić za tą całą trójkę, która się tu przybłąkała i to pewnie nieprzypadkowo. Położył Agnieszkę na boku, żeby się nie zadławiła. Różnie to w końcu bywało.
 Tribal w zasadzie wykonywał całą robotę.
- Wiedziałem, że nie jesteś do niczego przydatny, Demon.- oznajmił w końcu czerwonowłosy. Powietrze w pomieszczeniu rozgrzało się niesamowicie. Te słowa go sprowokowały. Nathan mógł się przed tym wybronić, jeśli patrzył bezpośrednio na przeciwnika.- Przestań się wygłupiać, ośle! Nie widzisz, że Agnieszka jest bezwładna?!- syknął. Właśnie, była bezwładna. Niemalże w tej samej chwili, gdy to powiedział, na jego twarzy zjawił się dziki, bezpruderyjny uśmieszek.- Ale co to za zabawa, gdy nie będziesz się bronić?- mruknął znacznie ciszej, nachylając się nad nią, żeby tylko ona to usłyszała. Uchwyciła go kątem oka. Rzuci mu się do gardła, kiedy tylko odzyska władzę w ciele.
Demon już nie patrzył na nic wokół. Powietrze zrobiło się nieznośnie gorące. Miał nadzieję, że ta kobieta dba o siebie na tyle, żeby nie oparzyć sobie dróg oddechowych, bo w przeciwnym wypadku nici będą z użytkowania jej mocy.
-Poddaj się, dobrze ci radzę.- oznajmił grobowym tonem. Zaraz potem spod bluzy wyciągnął pistolet. Tribal stanął w miejscu, ściągając brwi. Nie był pewny, czy Demon faktycznie chce pociągnąć za spust.
-Nie zabijaj jej. Tylko Aguś ma do tego prawo. Nie pamiętasz? Sam nam o tym mówiłeś.- białowłosy próbował coś wskórać. Jednak na jego nieszczęście Demon już był pewny siebie.
- Sama mówiła, że moglibyśmy robić to w jej imieniu. Jestem skory przyjąć to na siebie.- niebieskooki wyglądał nienaturalnie. Jego mroczna natura w końcu znalazła ujście. Nie musiał już być gołosłowny, jeśli chodziło o groźby kierowane do ludzi, krzywdzących dziewczynę. Już nie musiał być tym najspokojniejszym. Teraz miał wrogą kobietę na muszce, palec na spuście i pewność, że dobrze postępuje.
Niestety tej pewności nie mieli pozostali. Nathan tylko zmrużył oczy, czekając na jego ostateczną decyzję. Obserwował. Tribal już się nie odzywał, bo i tak niczego by nie wskórał.
-Zabiję cię, ale najpierw powiedz, po co i jak się tu znaleźliście?!- krzyknął czarnowłosy, niemal wzrokiem obdzierając ze skóry swoją ofiarę.
- Jakby to nie było oczywiste.- prychnęła kobieta. Jednak była lekko zdenerwowana tym, że Demon grozi jej bronią palną. Nawet jeśli odpowiednio zareaguje, kula i tak przebije falę dźwiękową, więc była w kropce. Grała na czas, bo może Clarius się ocknie.
- Za późno.- mruknął tylko i oddał celny strzał. Ciało ciemnowłosej zderzyło się ze ścianą i osunęło po niej, zostawiając krwawą smugę na beżowej powierzchni. Po chwili czarnowłosy rozpłynął się w powietrzu i kolejny strzał było słychać na dworze. Dobił konającą Elinę już tylko w ramach łaski. Został mu tylko Clarius, którego nie mógł znaleźć. Powrócił zrezygnowany i rozeźlony do salonu, z którego zostało tylko pobojowisko.
-Tego blondasa nie ma. Musiał uciec.- odparł z pogardą na pytające spojrzenia chłopaków. Stało się. Na pewno Demon odrobinę zyskał w oczach Nathana, ale też stał się kolejnym człowiekiem do wzmożonej obserwacji.
-Nie myśl sobie, że ot tak nagle będziesz jej służbą i że ja ci na to pozwolę!- odparł czarnooki, rozsiadając się na podłodze. Ignorował przy tym rozrzucone po podłodze odłamki szkła.- Nawet ci do głowy nie przyszło, że ona to wszystko słyszała?- dodał, zwyczajnie wściekły bo zauważył łzy w oczach dziewczyny.

***
Przynajmniej raz gadasz do rzeczy, Nathan. Gdybym mogła, rozwiązałabym inaczej tą sytuację.- Po prostu nie miałam już na nic siły. Chciałabym zamknąć oczy i odizolować się od tego wszystkiego. Niech mnie lepiej zabiorą z tego miejsca. Nie chcę tu leżeć z trupami!
Poczułam i zauważyłam, że moje powieki drgnęły. Jednak, gdy tylko zdołałam zamknąć oczy, otworzyć je kazał mi mętlik w głowie.
Właśnie Demon zabił w moim imieniu dwie osoby. Czy nie ja jestem odpowiedzialna za ich śmierć? Wstrząsnęły mną drgawki. Zaczęłam odzyskiwać czucie w ciele. Wszystko wracało powoli do normy. Nie wiedzieć czemu panicznie się czegoś bałam. Gdy mogłam się już obrócić sama na plecy i lżej odetchnąć, zauważyłam nieprzeniknioną twarz Demona. Wtedy też zorientowałam się, czego tak właściwie zaczęłam się obawiać.