wtorek, 8 stycznia 2013

1. Rutyna i po rutynie


Zaczęło się niepozornie. Wystarczyło, że zwróciłam na siebie ich uwagę jednym skinieniem ręki ku usilnie próbującemu wydostać się z fryzury kosmykowi włosów. Któryś z nich będzie mój, tak mi się przynajmniej wydawało. Kilku mnie totalnie zignorowało i zamierzało przejść obok, a już jeden w ogóle. Zapatrzyłam się na niego, co zaowocowało potknięciem się z racji mniejszej niż zwykle płynności i pewności ruchów. Wpadłam na największego ignoranta, który nawet mnie nie spostrzegł do czasu, gdy to uderzyłam w jego plecy głową.
-Jak łazisz? Nic się nie stało?- te dwa sprzeczne w emocjonalności pytania mnie zszokowały. Szukając języka w gębie przetarłam wierzchem dłoni zaczerwienione czoło. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. W końcu to odruch niemalże bezwarunkowy, żeby pocierać obolałe miejsce. Wszystko świetnie by się potoczyło,gdyby nie to, że dotykając czoła wierzchem dłoni, musnęłam palcem jego dolną wargę. Pod opuszkiem zjawiła się gorąca,pulsująca żywo, miękka, choć lekko spierzchnięta warga. O! Mój! Boże!
Uciekłam.
Nie ma to jak karać się za sam sen. Jestem ciamajdą, nikt mnie nie uratuje. Próżno mi szukać księcia na białym koniu. Nawet jeśli bym już takiego spotkała, to byłby zajętym królewiczem. Kto by chciał taką niedojdę! Nie umiem się konkretnie zachować. Sądzę,że każdy powinien mieć jakieś wartości i nie uśmiecha mi się udawać słodkiej idiotki na oczach wszystkich, skoro nie czuję sięz tym dobrze. Słabo sobie radzę, ale ogarniam swoje życie. Czas na zmiany. Może to tylko i wyłącznie moja wina? Gdybym naprawdę tego wszystkiego chciała już dawno bym je zmieniła.
W słuchawkach akurat leciał kawałek Hold Your Colour. Tak, nie strać swoich kolorów, bądź oryginalna. A mnie się właśnie wydaje, że jestem szara, szara jak beton no i bezbarwna pod względem charakteru. A co mi zostanie po oglądaniu anime? Pieniędzy z tego nie będzie, to tylko zapychające czas hobby, chociaż nie mogę się od niego oderwać. To ono mi daje radość, ale i pozostawia ten niedosyt, bo dlaczego nie ma tego w prawdziwym życiu?
Bałabym się tego.
Tak samo boję się wszelkich opowieści o duchach, czy klątwach.
Może to wszystko jest nieskładne i przeskakuję z myśli na myśl, ale sądzę, że to przybliży komukolwiek, lub mnie samej, w jakim stopniu mam niepoukładane zarówno w głowie jak i życiu.
Dzień jak co dzień.
Ta sama droga na uczelnię, te same twarze mijane o tych samych godzinach. Doprawdy nie sądziłabym, że to życie będzie tak nędznie i rutynowo wyglądać. W dodatku nie jest u mnie najlepiej w życiu towarzyskim. Koleżanki już nie są tak przyjacielskie jak były... Nie mam o czym z nimi rozmawiać. Zaskakujące? Nie sądziłabym. Ja byłam niemal pewna, że takie coś w końcu mnie dopadnie. Jestem samotnikiem, ale zbyt energicznym by być samą i zbyt leniwym, by spożytkować tą energię w inny sposób.
Przechodząc w tłumie przez pasy dałam się ponieść muzyce i na dosłownie dwie sekundy przymknęłam oczy. Musiałam się spodziewać czegoś takiego jak zderzenie z drugą osobą, ale nie to mi chodziło po głowie. Zupełnie się wyłączyłam.
No i stało się. Wpadłam na osobę o średnich niemal szkarłatnych włosach. Stała tyłem, aż w końcu odwróciła się nie ukrywając zażenowania sytuacją. Mężczyzna miał przeszywająco do szpiku kości czarne oczy. Nic by nie było w tym zaskakującego, gdyby nie cielista przepaska na lewym oku. To nie była przepaska prosto ze szpitala. Wyglądała na robioną na zamówienie. Hm, ciekawie wyglądał z kucykiem i w długim czarnym płaszczu z klapami. Wyminęłam go pospiesznie, wymawiając mrukliwie słowa przeprosin.
Po zaledwie chwili ktoś zaciągnął mnie do tyłu chwytając za biodra, a tuż przed mym nosem śmignął samochód. Odwróciłam się by podziękować, bo byłam niemal pewna, że to ten facet to zrobił, ale już go nie zastałam. Zniknął mi z oczu w ciągu chwili .Przeszły mnie ciarki, a potem wzdychając wkroczyłam na pasy na zielonym świetle dla przechodniów.
Uczelnia, uczelnią, ale nie było jeszcze tak wyczerpującego dnia w moim życiu. Odpaliłam papierosa. Ohyda, nie smakują mi tak jak kiedyś. Zastanawia mnie tylko, dlaczego ja je kupuję? Żeby robić za dobrego samarytanina w grupie? Nic innego mi nie przychodzi do głowy. Ten był ostatni. Wypuściłam z ust chmurkę dymu. Był mróz. Włożyłam wolną dłoń do kieszeni. Dobrze pamiętam, że w lewej kieszeni kurtki miałam jedną zużytą chusteczkę i papierową opaskę na nadgarstek z założoną na nią wsuwką. Ta opaska przypominała mi wspaniałe chwile, stała się amuletem. Chociaż nie wiem, czy dobrze byłoby traktować jako amulet coś tak nietrwałego, jak papier...
Mniejsza o to! Znowu się rozkojarzyłam. Kolejny dymek z płuc przesłonił mi całkowicie widok na świat, w dodatku zaparowały mi od tego okulary. Przygasiłam peta na oczach kilku osób, a gdy podniosłam głowę ruszając już z miejsca, ktoś zmusił mnie do nagłego spoczynku. Zaledwie kilka milimetrów przed moim czołem znajdował się trzymany w pewnej siebie ręce sztylet. Po zaledwie sekundzie moje okulary rozpadły się na pół. Serce mi zamarło, wstrzymałam oddech, czekając na ten magiczny przypływ adrenaliny, który z jakichś względów nie nastąpił. Po chwili wszystko ucichło, żaden samochód nie przejeżdżał ulicą, żaden przechodzień nie zbliżał się z żadnej strony, a ja tak stałam patrząc na sztylet wymierzony we mnie.
Posiadaczem tego sztyletu był ten sam koleś, na którego wpadłam dzisiaj rano. Nie wiedziałam jak się odezwać, żeby mi nic nie zrobił. Mogłabym odskoczyć, ale nogi całkowicie odmówiły mi posłuszeństwa. Punkt między brwiami sam uciekał od ostrza, wpijał mi się w czaszkę, powodując tępe odczucie nie zadanego jeszcze bólu.
Mężczyzna stał tak jeszcze chwilę mrożąc mnie wzrokiem. Po chwili odjął sztylet od mojej twarzy.
-Masz coś mojego.-rzekł półszeptem, wskazując na moją prawą kieszeń kurtki. Cokolwiek by to nie było musiałabym się tego pozbyć. Wyczułam coś obcego w dłoni. Wyjęłam go. Łańcuszek bez zawieszki. Właściwie dziwne miał oczka, wyglądał na zniszczony i nadżarty wiekiem.
-To, to?- wybąkałam.
-Odda jmi ten naszyjnik.- zażądał. Spojrzałam na niego. Spod burzy szkarłatnych włosów na szyi błysnął podobny łańcuch.
-Masz taki sam...- rzuciłam, co wywołało u niego zaskakujący uśmiech.-... to dlaczego mi go podrzuciłeś?- spytałam. Zacisnął pięść na rękojeści sztyletu. Uśmiech zniknął z jego twarzy.Przełknęłam ślinę, żałując już tego pytania. Wcisnęłam mu łańcuch w rękę i wycofałam się te kilka kroków.- Nie jest mój, więc nie ma sprawy. Zostaw mnie w spokoju.- chciałam go ominąć, by wrócić do siebie, ale zastąpił mi drogę.
-Skoro zobaczyłaś mnie, nie dam ci już spokoju.- te słowa z jego ust zabrzmiały co najmniej groźnie. Przerażenie na mojej twarzy chyba go rozbawiło. Cofnęłam się o krok i z wrażenia upadłam, a on rzucił się za mną i zablokował mi swoim ciałem drogę ucieczki, czy nawet możliwość drgnięcia. Zrobiłam się równie czerwona na twarzy, co moja kurtka.
-Zostaw mnie.- wyjąkałam. To było już nieznośne.
-Zabawnie reagujesz na moją osobę...- oczekiwał chyba, że mu odpowiem. Czy to nie dziwne, że najpierw mnie atakuje, a potem się zachowuje tak, jakbym była chętna na nie wiadomo co?! Moje spojrzenie chyba było
 wystarczające. -... Zwłaszcza taki ktoś, kto zdołał mnie zobaczyć.- odsunął się, wstał i wyciągnął do mnie rękę.- Zostawię cię przy życiu, choć ten błysk w oku, który właśnie zobaczyłem, nie wygląda jakby ci to pasowało.- przymknął oczy.
O, wielki łaskawco. Doprawdy.
Sama wstałam z ziemi, otrzepując ubrania z brudu. Nagle samochody znów zaczęły jeździć, ludzie przechodzić obok, a ja stałam w miejscu. Co lepsze, moje okulary znów były całe i nie miały śladu zadrapania.
Otępiała z wrażenia, ruszyłam do domu. Nic tam nie zrobiłam, siedząc na łóżku i słuchając jedynie muzyki, by się uspokoić. Wizja prześladowania przez tego obcego mężczyznę przyprawiała mnie z każdą następną chwilą o większe dreszcze. Nie spałam całą noc. Nawet nie chciałam myśleć o tym, że on wie, gdzie ja mieszkam.
Wtem zadzwonił domofon. Podeszłam niepewnie podnosząc słuchawkę do ucha.
-Tak, słucham?- zaczęłam.
-Cześć Aguś. Wpuścisz mnie?
-Kaśka, co ty tu robisz o tej godzinie? Wchodź!- zmartwiło mnie, że Kasia sama chodziła po okolicy, która nie była zbyt bezpieczna w środku nocy. Zwłaszcza, jeśli ten mężczyzna grasuje w pobliżu z nożem. Wyszłam po nią na klatkę schodową, ale nie przychodziła. Nie słyszałam nic oprócz swojego
 oddechu.- Kasia?
Nagle poczułam ucisk i wylądowałam na plecach. Na brzuchu siedział mi ten sam mężczyzna, który groził mi nożem.
-Znalazłem cię.- zaśmiał mi się do ucha.- Właź do mieszkania. Mamy sporo do omówienia.- zlazł ze mnie zastawiając drogę na górę i na dół. Wstałam powoli nie spuszczając go z oka. Szybko wparowałam do mieszkania i zamknęłam drzwi zanim zdążył wejść. Jakże się przeliczyłam, gdy zaśmiał się za moimi plecami.
-Jakim cudem?!- niemal wrzasnęłam, przynajmniej tak mi się zdawało. W efekcie tylko wydostały się z moich ust te ciche dwa zdania.-Zniknij mi z oczu! Zadzwonię na policję!
-Mógłbym cię zwyczajnie zabić, ale mi się przydasz. Zawsze to więcej kontaktu ze światem rzeczywistym...- stwierdził coś, co mnie rozbiło na atomy. Jak to ze światem rzeczywistym? On jest z jakiegoś innego? Nie pasuje mi to coraz bardziej.
-Ee...Że co?
-Jesteś jedyną osobą, która mnie zobaczyła i co lepsze, która mnie dotknęła kiedykolwiek. Zbulwersowało mnie to, nie powiem. Mogłem cię zarżnąć, albo pozwolić wpaść pod samochód, ale się powstrzymałem i dałem ci żyć dalej. Powód? Zaimponowałaś mi dopiero potem, pozwalając sobie na odpyskowanie. Pytanie tylko...
-Zaraz,zaraz...- przerwałam mu wpół słowa.-... Za grosz nie rozumiem o czym mówisz. Najlepiej gdybyś dał mi już spokój!
-Dalej chcesz pędzić w tym szarym, rutynowym życiu?- spytał. Uderzył w mój czuły punkt. Zamarłam na chwilę. Czułam się tak niezręcznie... Miałam w pewnym momencie ochotę położyć się na łóżku. Nic nie stało na przeszkodzie, gdyby nie fakt, że mam obcego człowieka w domu i nie wiem, jak go wygonić. Ruszyłam do pokoju nie zwracając na jego osobę uwagi. Właściwie starałam się tego nie robić.
 I nie wiem, co we mnie wstąpiło, że położyłam się na łóżku. Byłam zaskoczona tym, że nie odczuwałam już lęku o swoje życie. Dziwne. Z czasem nawet nie przeszkadzała mi już obecność mężczyzny o szkarłatnych średniej długości włosach.
-Kto ci powiedział, że tak uważam?
-To widać po oczach. Jako zabójca wiem, kiedy ktoś kłamie. Jestem egzekutorem, moim zadaniem jest wymierzać sprawiedliwość.
-Och, proszę. Wciskasz mi bajki.- moje stwierdzenie mnie poraziło. Idealny scenariusz na anime to moje życie, a zwłaszcza ta historia, rozgrywająca się tu i w tej chwili. Zaśmiałam się pod nosem.- Niby czemu mnie nie zabiłeś, skoro miałeś taką okazję? Walczysz pod jakimś kodeksem, czy co? Prawo ci zabrania?
-Mówiąc o kontakcie ze światem rzeczywistym miałem na myśli połączenie mojej i twojej siły. Że przeszłaś do alternatywnego świata na te kilka sekund to wystarczający dowód na to, że możesz zostać jednym ze strażników.
-Strażników?! Brednie! - sama nie wierzyłam w to, co słyszę. Nawet do głowy by mi nie przyszło, że istnieje coś takiego jak alternatywne światy, choć nie raz o tym słyszałam. Zaraz, dlaczego ja to w ogóle analizuję? Do tej pory leżałam na brzuchu, nie patrząc na tego faceta. Teraz przewróciłam się na bok, uginając jedną nogę i kładąc rękę wzdłuż talii.
Moje ciało samo się tak układało. Psychicznie wcale nie czułam się tak, bym go miała uwodzić. Zauważył to.
-Masz tupet, dziewczyno. A jakieś imię?
-Ty pierwszy, skoro jesteś tu, w moim domu.- zdobyłam się na tę pewność w głosie. Mój dom, moja twierdza, jak to mawiają Anglicy.
-Nathan.-rzekł krótko.
-Agnieszka. -odparłam.- A teraz powiedz, do czego to zmierza?
-Jak to do czego?- usiadł na łóżku tuż obok.
-O, ho ho, nie! - podniosłam się od razu, ale on dosłownie w ułamku sekundy znów siedział na moim brzuchu tym samym przygważdżając mnie do łóżka. Zablokował moje ręce. Próbowałam się wyrwać.
-Nic z tych rzeczy, powiadasz? Gdybyś naprawdę tego nie chciała, już by cię tu nie było. Wróciłabyś do swojego świata, ale jak widać to było ci
przeznaczone.- nachylił się by spojrzeć mi prosto w oczy. Jego ciepły oddech zrosił me policzki. Nie sądziłam, że mnie to uspokoi. Przymknęłam oczy na moment a potem poczułam delikatne ugryzienie w obojczyk. Co się po chwili okazało, uścisk nie był wcale taki silny. Mogłam wydostać z łatwością swoje dłonie. Uciekając od kolejnych podszczypywań, jakie mi serwował Nathan, położyłam dłoń na jego policzku.
-Nie ,nie, nie!- zaprotestowałam, a on mocniej ukąsił mnie w obojczyk wywołując dreszczyk, po czym podniósł się na wysokość mojej twarzy. Zaczerwieniłam się. Zmrużył odsłonięte oko.
-W takim razie mogę cię zabić. Nawet się nie zorientujesz kiedy.-zagroził mi. Mrugnęłam i nagle zniknął. Nadal leżałam na łóżku czerwona na twarzy i wciąż czując obiegające moje ciało, coraz słabsze dreszcze.
Cokolwiek wywołuje moje przeniesienie do innego świata, muszę to zatrzymać i to jak najprędzej. Najlepiej w ogóle nie zamykać oczu. Pilnować się, nie rozkojarzyć, bo to wtedy się zjawiał i to trzykrotnie wciągu tego samego dnia.
Podniosłam się z łóżka, a siadając poczułam jak coś chłodnego zsuwa się po dekolcie by za chwilę napiąć się i zatrzymać. Miałam na sobie naszyjnik, jaki rano wcisnął mi Nathan, próbując go potem odebrać.
Na co mi on, skoro chciał go z powrotem? Nie rozumiałam tej sytuacji, miałam mętlik w głowie, co tylko pogarszał mój zły humor.
Gdybyś naprawdę tego nie chciała, już by cię tu nie było. Te słowa chodziły mi po głowie całą noc, ale nie tylko one nie dawały mi zasnąć. Nie wiedziałam, gdzie się podziać, nie miałam głowy do niczego, a on tak po prostu może się tu zjawić.
Szok. Zagubienie. Nikt mi nie uwierzy.
Włączyłam laptopa i zaczęłam szukać jakichś wiadomości o alternatywnych światach w internecie. Niewiele znalazłam. Wszystko opierało się jedynie na domysłach.
Czekałam tylko na poranek. Miałam nadzieję, że nic się nie stanie. Wyjść ,pójść na wydział, do ludzi, żebym nie musiała być tu sama.
Pytali się, oczywiście, dlaczego tak się zachowuję i co mi się stało, że jestem taka blada?
Zaczęłam się powoli cieszyć, że nic się nie działo, a dochodziła godzina piętnasta.
Nie chwal dnia przed zachodem słońca, dziewczyno. Stwierdziłam, gryząc się w język na widok zbliżającej się do mnie osoby. Tuż koło moich uszu śmignęły jakieś przedmioty, które po chwili wbiły się w ścianę. Białowłosa w skąpej sukni z wysokimi rozcięciami przy biodrach stąpała w ciszy śmiejąc się ze mnie. Nie wiedząc, co się dzieje, zaczęłam uciekać. Wtem, jedno z ostrzy rzuconych przez kobietę utknęło w moim udzie. Padłam z wrzaskiem, plamiąc uczelnianą posadzkę. Kobieta podeszła i postawiła obcas na moim biodrze, wbijając go w nie. Nachyliła się lekko nadymając wargi.
-Nic ciekawego. I ty masz być strażnikiem? Zabiję cię i zdobędę twó jtytuł, skarbeńku.
-Jaki kurwa tytuł?!- zaklęłam na głos nie mogąc wytrzymać z bólu. Wyrwałam sobie ostrze z uda i zaczęłam tego żałować.
-Może będą z Ciebie ludzie, malutka. - zeszła z mojego biodra widząc, że plama krwi zaczyna sięgać jej butów. Ja coraz słabiej mogłam się skupić na jednym punkcie, mając odczucie pulsującego bólu.Wzrok raz się wyostrzał, raz słabł i tak na zmianę. Opadłam na podłogę nie mogąc już nawet ruszyć dłonią. Szlag by to. Na pewno nie chciałam zginąć. Teraz już to wiem.
Odpłynęłam. Nie czułam swojego ciała i chyba naprawdę straciłam życie. Jeśli jestem teraz duszą to mogę być wolna. Czułam jednak, że nie płynę na wierzch, a opadam i robi się coraz ciemniej. Dotknięcie dna sprawiło, że się zachłysnęłam. Było to tak nagłe...
Poraziło mnie wątłe światło. Nie wiedziałam, gdzie się teraz znajduję. Pokój był doszczętnie zniszczony, a ja leżałam na starej wersalce, która znała swój wiek i była mocno zakurzona.
Jeśli się nie ruszałam, wszystko było w porządku, ale gdy tylko drgnęłam przeszył mnie ból w udzie.
No tak! Przecież dostałam za nic! Fascynujące! Na mojej twarzy zjawił się nieprzyjemny grymas, który po chwili ustąpił zaskoczeniu. Rozejrzałam się po pokoju. Nathan siedział na krześle w kącie zsunięty do jego połowy z założonymi na piersi rękami i najwyraźniej drzemał. Drzwi wyjściowe były uchylone. Podniosłam się, modląc jednocześnie, żeby wersalka nie zaskrzypiała. Całe szczęście, że mnie usłuchała. Dokuśtykałam cicho do drzwi, ale już podłoga i same one nie były tak dyskretne. Ona zaskrzypiała, a one zwyczajnie wypadły z zawiasów.
Wielkie dzięki za wielkie wyjście, naprawdę.

1 komentarz:

  1. Cześć!
    Od dawna miałam chęć na odwiedzenie twojego bloga, lecz z czasem bywa różnie. I niestety nie miałam kiedy wejść i przeczytać choćby jeden rozdział. Dziś zmobilizowałam się w 100% i zajrzałam. Jestem zaskoczona i to pozytywnie! :)

    Bardzo fajnie się wszystko zaczyna, nie chcę na razie oceniać bo to dopiero początek, a widzę że masz jeszcze więcej rozdziałów. Genialnie się zaczyna! Mężczyzna z nożem? To mnie ostro przeraziło!

    A tak w ogóle to bardzo ładny szablon :)
    + Jestem zdziwiona, że to ja pierwsza komentuję xdd

    PS. Zapraszam również do siebie:
    http://vampireandmillionaire.blogspot.com/
    (Preferuję czytanie za czytanie)

    OdpowiedzUsuń