czwartek, 10 stycznia 2013

10. Grot



Zdawało mi się, że całą wieczność trzymałam kurczowo w dłoniach klucz i pistolet. Nie miałam ich w rękach a i tak czułam ich ciężar.  Cały czas leżałam na tyłach samochodu. Noga jeszcze dawała się we znaki. Syknęłam nie wiedząc kto znajduje się na przednich siedzeniach vana. Podniosłam głowę zaraz tego żałując.
Co się dzieje? Sama nie wierzyłam, ze doświadczam historii rodem z filmów, czy nawet gier!
Nie wierzyłam w to, co się dzieje. W lusterku zobaczyłam oczy kierowcy. Jeszcze bardziej surowe od tych Nathana i srebrne, co przenikliwie potęgowało to wrażenie. Średniej długości włosy zachodziły mu lekko na twarz. Obrócił się w siedzeniu i spojrzał na mnie. Miał kolczyk w brwi i wardze. Do tego był strasznie blady, ale na pewno nie bardziej niż ja w tej chwili.
Zmrużyłam oczy mając nadzieje, ze jakoś zwietrzę jego plany, albo chociaż rozpoznam dlaczego i z jakim stosunkiem na mnie patrzy.
Jakie ma zamiary ten człowiek? Jak i dlaczego mnie znalazł? Znowu coś mi nie pasowało.
-Słuchaj. Ktokolwiek cię porwał dostanie wpierdol.-usłyszałam oschłe hasło.- Jesteśmy z tego samego świata. Kilka razy mijaliśmy się na ulicy. Może mnie kojarzysz. Nieważne. Nie wstawaj, leż.-oznajmił krótko, jedynie lakonicznymi hasłami. Bardzo możliwe, że ktoś taki kilka razy mi się podwinął pod nogi, ale bez przesady. Nie sadziłam, że osoby z takim darem jak ja też istnieją. No przecież, są jeszcze Nathan i Tribal, wiec czemu by nie ktoś dodatkowy?
Co by nie było, nie wyskoczę przecież z rozpędzonego samochodu.
Nie miałam zamiaru się odzywać. Chociaż tyle dobrze, że nie padłam ofiarą tamtych ludzi. Jeśli byli skorzy mnie postrzelić, mogliby mnie i zabić. Wzdrygnęłam się. Ruszyłam nogą. Podniosłam ją tak by ją obejrzeć. Nawet nie prosiłam o wyjaśnienia, dlaczego jest owinięta w bluzę.
-Postrzelili cię. Pamiętasz?- zerknął na mnie przez wsteczne lusterko. Głupota. Dlaczego było ustawione na mnie? Zaraz. Tam były dwa lusterka! Świetnie...- Jak noga?-zmusił mnie do odpowiedzi.
-Mogło być gorzej.- odparłam ponuro, zachrypniętym głosem.- Może ty mi powiesz o co w tym wszystkim chodzi?
-Sam nie wiem.-wyśpiewał tą odpowiedź, której usłyszeć nie chciałam. Na szczęście potem dodał coś więcej, co jednak nie było zbyt wesołe.- Domyślam się jednak, że chodzi o jakaś grę. Nie wiem kto za tym stoi i dlaczego, ale ludzie tacy jak my musza podróżować po światach i szukać tego jednego celu. Chyba ty nim jesteś.
-Po prostu rewelacja... Spotkałam już ze cztery takie osoby i żadna nie wyjawiła mi konkretów. Chwała ci za to...
-Mów mi Demon.
-Chwała ci za to, Demon.-rzuciłam i zaraz ugryzłam się w język.
Nie spoufalaj się z byle kim.
Fakt, faktem, poczułam się po tej nowinie osaczona. Dziwne, tępe uczucie zawitało w moim ciele. W każdej chwili mogę paść ofiarą jakichś typów spod ciemnej gwiazdy, bo komuś zachciało się zabawy w polowanie. Niezbyt przyjemna
perspektywa.-Co jeśli mnie złapią?
-Nie zostałem w to wtajemniczony, ale tamci, którzy cię gonili wygadali tyle, ze pracują na zlecenie. No i o tej grze.

Aż zachciało mi się płakać. Zakryłam twarz ramionami. Łzy same zaczęły mi lecieć z oczu.
-Płakanie nie ma sensu. Musimy cię obronić, to przecież proste.
-Nie z takimi przeszkodami.- prychnęłam. Uśmiechnął się tajemniczo.
-Cos poza teleportacja, powiadasz?
-Co?
-Nie trudno się domyślić, że chodzi o coś więcej. Na rękach masz resztki kajdanek.- rzucił.
Kajdanki. Właśnie! Przez te emocje nawet nie zauważyłam, że ciągle je mam na nadgarstkach. Faktycznie, teraz dałyby się zdjąć z łatwością. Tak też zrobiłam. Zastanawiało mnie, gdzie on mnie zabiera.
-Jesteś wrogiem, czy zwyczajnie chcesz mi pomóc?
-Na razie nie zadawaj takich pytań. Wrogie nastawienie to czysto subiektywna teoria. Sama stwierdzisz niedługo do jakiej mnie przypisać. Hm...- zatrzymał się nagle i w słowach
i samochodem. -Wysiadaj. Teren bezpieczny.- Blokady się otworzyły. Podniosłam się z siedzenia i przez przyciemnione szyby widziałam coś niestandardowego.
-Zamek?
- Pozwiedzamy Malbork.
- Ale to teren strzeżony!
- Normalnie tam nie wejdziesz, ale teleportacja chyba nie jest zakazana.- spojrzał na mnie ze złośliwym uśmieszkiem.
Dziwacznie się poczułam. Demon, prawdziwy z niego demon. Przeszły mnie ciarki. Nie czekał na moją zgodę. Chwycił mnie za ramię i śmignęliśmy do jakiegoś pomieszczenia. Zbrojownia. Dlaczego tutaj? Złapałam się za głowę. Dobrze, że nie sala tortur!
-Nathan mnie zaraz znajdzie.- rzuciłam nie wiedząc nawet z jakiego powodu to oznajmiłam. Dziwne przeczucie nawiedziło mój umysł. Niepokój. On jest rozeźlony, bo nie może mnie znaleźć.- Dasz radę się obronić?
-Przed tym Nathanem? Możliwe.
- To nie są żarty!- sarknęłam. Usiadłam na najbliższej skrzyni.
-Jestem poważny.- stanął nade mną. Nachylił się tak, ze jego twarz oświetlił blady księżyc.
Niebezpiecznie blisko. Zmrużył oczy.
-Nie wyglądasz.- odsunęłam się. Czułam w dłoniach to dziwne mrowienie, które zaraz rozniosło się po plecach, aż się wzdrygnęłam.
- Droczysz się, cwaniaro.
-Daruj sobie.- chwyciłam jakiś kordzik leżący obok, a on po prostu wybuchł mi w rękach. Podskoczyłam, przerażona.
-To nie tak powinno działać.- Demon nagle chwycił mnie za kark i zmusił do tego, żebym włożyła głowę miedzy kolana. Poderwał moja koszulkę do góry i przesunął dłońmi po plecach.- Dziwne, że masz je na całych plecach. Jeśli są aż tego rozmiaru, powinnaś mieć inna moc. Destrukcja przecież nie jest skomplikowana. Właściwie te runy nie powinny mieć destrukcyjnej mocy. - stwierdził przechodząc za skrzynie żeby je wszystkie obejrzeć.
-Potrafisz czytać runy?
-Tak... Od małego potrafiłem. To co masz tu wyryte, mówi o mocy, jednak nie sprecyzowanej dokładnie. Poza tym jest ich tu za wiele i zbyt często się krzyżują. Tak chaotycznej inskrypcji jeszcze nie widziałem.
-Pergamin z ludzkiego ciała, super.- podniosłam się ściągając z powrotem koszulkę na plecy. Czułam, ze jestem czerwona na twarzy, ale na szczęście było ciemno.- Gdybyś mnie nie ratował, miałabym może mniej spokoju, ale i nie znałabym tylu dziwaków.
-Też jesteś dziwakiem, w takim razie.- sarknął.- Bo niby komu tak szybko goi się rana postrzałowa?
Zaniemówiłam. Fakt. Miał stuprocentowa racje co do tego. Przecież sama stałam się dziwakiem. Choćby przez te runy na plecach. Zeszłam ze skrzyni i podeszłam do jednego z wielu stojaków na bronie.
Szlag by to. Poczułam, że robi się strasznie zimno. Emocje tak jakby opadły, albo to nie wina zimy na zewnątrz. Zerknęłam na Demona. Siedział na kufrze, na którym ja dopiero siedziałam. Naokoło niego wszystko się zeszroniło. Jego szare oczy błysnęły w podnieceniu. Uśmiechał się. Im szerszy uśmiech witał na jego twarzy tym zimniej się robiło naokoło.
Niech tylko nie zacznie się śmiać w glos. Wycofałam się o krok.
- Tak jak ty reaguje każdy.- odrzekł i zachichotał, co tylko pogłębiło odczucie lodowatego już zimna.
-Zamarznę przez ciebie na śmierć.- wszystko zaczęło już zamarzać. Cudem tylko jeszcze miałam czucie w dłoniach.- miałeś mi pomoc.- drgnęłam.
-Zawsze mogę zmienić zdanie.- zachichotał.
-Nie chcę mieć nikogo na sumieniu. Nathan się wkurzy, naprawdę.- tak, teraz broniłam się Nathanem. Nie wiem dlaczego... W każdym razie zrobiło się jeszcze zimniej. Spierzchły mi wargi. Co zrobić? Przełknęłam ślinę, szybko analizując sytuację. Działać odruchowo. Dlaczego człowiek robi się chłodny w obyciu? Inni się od niego oddalają, tak jak ja przed chwila, gdy poczułam zimno.
W jego pobliżu nie było wcale cieplej. Dotkliwie odczulam naglą zmianę temperatury już przy machnięciu ręką. Zamknął oczy w przypływie ponurego śmiechu. Nic w tym zabawnego. Pół kroku w jego stronę. Pękła mi warga i w pęknięciu zebrała się spora część krwi, by zaraz spłynąć i przymarznąć na brodzie. Demon śmiał się w najlepsze.
- Zamknij się.- dotknęłam jego ramienia już nie czując palców.- Przestań.- zadrżałam z zimna. Znów zamilkłam. Bo przecież ten człowiek jest obcy, a ja już przegięłam z rozkazywaniem mu. Usiadłam obok niego. Dotknęłam jego ramienia swoim. Zamilkł. Otworzył oczy, odchrząknął otrząsając się i znów był opanowany. W pomieszczeniu znowu zapanowała normalna temperatura i zdawałoby się ze ode mnie teraz bije chłód, bo czułam się jak bryłka lodu.
Nie miałam odwagi zażartować kąśliwie, co musiałby zrobić, żeby podnieść temperaturę wokół siebie.- Kurwa...- uniosłam bordowe dłonie na wysokość twarzy i zaczęłam w nie chuchać.
-Włóż je pod moją koszulę.- oznajmił nagle.  Zaniemówiłam.
Czerwona na twarzy już z samego zakłopotania nie śmiałam na niego spojrzeć. Właściwie zrobiłabym wszystko, żeby się ogrzać. Zacisnęłam delikatnie skostniałe dłonie. Łzy same mi zaczęły lecieć. Byłam w tragicznej sytuacji, ale trzeba przez to przejść. Wiem, że nie chcę umrzeć.
Jednak słabość jaka mnie w tej chwili ogarnęła, nie była zdrowa. Żadna słabość nie była.
- No dalej. Owijaj się.- Demon chwycił moje dłonie. Zdążyłam otrzeć ramieniem łzy i zostałam zmuszona do tego, żeby się do niego przytulic.
Byłam spięta. Demon był tym niezmieszany w ogóle.
-Nie czujesz tego zimna? Nawet się nie wzdrygnąłeś.- spytałam, dla rozruchu delikatnie smagając palcami jego gorący bok.  Zaczął przed tym uciekać. Uśmiechnęłam się do samej siebie mimochodem.- Masz łaskotki.
- Ta... To wkurzające.- sarknął.
- Wiem, znam to.- rzuciłam półgłosem. Nie chciałam psuć tego normalnego momentu.
-Cieplej ci już?- spytał po kilku minutach. Znalazłam już tak wygodne ułożenie, że nie wiedziałam kiedy minął ten czas. Kiwnęłam głową na potwierdzenie. Środek nocy. Zanim zacznie świtać minie z pewnością trochę czasu. Ziewnęłam, unosząc z lekka ramię, by zaraz  zasłonić otwarte usta.
-Jesteś senna... Daj tą bluzę.- Demon skinął na moją nogę. Odwiązałam zaraz część garderoby, by za moment mu ja podać. Rozłożył bluzę na podłodze, usiadł obok i oznajmił- Połóż się. Możesz skorzystać z moich nóg jako poduszki.
-Nie... Oprę się o skrzynkę, to mi wystarczy.- miałam drżący glos.
-Jak chcesz. Usiądź jednak na bluzie. Podłoga nie jest najcieplejsza.
-Mhm...- zeszłam ze skrzyni. Nie chciałam się opierać o Demona. Był tylko człowiekiem, który mnie uratował i mam nadzieję, nie załatwi przy pierwszej lepszej okazji. Przecież tak mi ktoś właśnie groził, a gdy zasnę nie będę bezpieczna.
-Wyglądasz na dobra osobę.- szepnął z zauważalnym westchnieniem.
- Ty też.- mruknęłam. Faktycznie tak czułam. Nawet na początku lekkie obawy miałam właściwie z zasady.
-Śpij, zdrzemnij się chociaż.
-No, spróbuję...- już odlatywałam z wyczerpania. Jemu chyba mogę zaufać.
Jaką będę miała w tym wszystkim rolę, nie mam pojęcia. Zobaczy się. Wszystko się wyjaśni.
Ocknęłam się nad ranem. Byłam strasznie obolała. Demona nie było w pobliżu, więc zaczęłam panikować. Sama, w zamku! Wyobraźnia działała w najlepsze.
-Demon!- krzyknęłam.
-Kogo wołałaś?- usłyszałam znajomy głos tuż przy uchu.
Nie śmiałam się nawet obejrzeć.- Jakże mi przykro, ze niepotrzebnie zdzierasz sobie gardło. Gdybyś nie żyła, problem byłby rozwiązany... Ale nie... Ty musiałaś się wymknąć nawet z mojego kręgu runicznego.- Zero mruczał mi ponuro do ucha.- Gardzę tobą i gardzę nagrodą za twoją głowę, ale nie mogę pozwolić bym w pościgu za płochliwym zającem nie był pierwszy.- oznajmił z groźną dla mnie fascynacją.
Uskoczyłam wpadając na stertę włóczni. Chwyciłam jedną i zaczęłam nią wymachiwać. Zero roześmiał się, gdy włócznia rozprysła się w drobny mak.
-Więc zamiast cię rozsadzić na atomy, ta energia sobie w tobie zamieszkała? Bezużyteczna, jeśli nie dotkniesz przedmiotu, który chcesz zmieść z powierzchni ziemi.
Zacisnęłam powieki. Chciałam wrócić do siebie. Nie mogłam, upadlam zamiast tego na kolana.
-Spójrz za okno i powiedz, co widzisz?

Akurat stałam przy małym okienku. Za murami całego zamku błyszczała jasnofioletowa kulista powłoka. Zamknął mnie tutaj! Jakim cudem? Dlaczego znowu ja? Warknęłam na niego. Podbiegłam do drzwi i sprawiłam, że rozprysnęły się w drzazgi. Wybiegłam kierując się gdziekolwiek, byleby poczuć się bezpiecznie. Wyskoczyłam na dziedziniec.
-Nie uciekniesz mi! - krzyknął siedząc mi na ogonie. Na dach! Przeniosłam się tam, ale zaraz upadłam rażona bólem. W lewym boku miałam strzałę. Dach był stromy. Zaczęłam się zsuwać. Ciężko mi było sięgnąć strzały, ale gdy już to zrobiłam złamała się tuż przy  grocie. KURWA! Zaparłam się nogami sięgając po resztkę strzały.
-Rozpłyń się w powietrzu! Niech to zacznie się goić do kurwy nędzy!- warknęłam, sapiąc przy tym z bólu.  Teraz nikt mi nie przybędzie z pomocą i co najwyżej mógłby mnie dobić. Od tego jest tu Zero. Wrzasnęłam z bólu. Ręce miałam splamione wciąż broczącą z rany krwią. Ta moc nie chciała się aktywować. Teraz, a nie gdy jest najmniej potrzebna!
-Uciekanie ci nie wychodzi.- zjawił się i tutaj. Jęczałam z bólu.- Nie, nie ulżę ci w cierpieniach. Pomęczysz się zanim zginiesz.- wycedził melodyjnie.
- Pożałujesz tego. Chłopaki się zemszczą.- warknęłam.
-Ohoho... Jestem niemal pewny, że jedynie wzruszą ramionami. Mam ich tu wpuścić? Proszę bardzo, a wtenczas polecisz sobie ładnie z dachu.- oznajmił.
Kopuła zniknęła, ja zsunęłam się pchnięta przez Zero. Nie miałam siły. Coś było w tej strzale takiego, że nie mogłam drgnąć.
Zjawili się we trojkę. Widzieli jak lecę z dachu. Dziwne mieli miny. Przerażone. Zwłaszcza Nathan. Nie zdarzało mu się jeszcze otworzyć bezgłośnie ust. Tym bardziej z przerażenia. Ziemia tak szybko się zbliżała. Zacisnęłam powieki i pustka. Nie czułam już nic. Czyżby uderzenie było tak mocne, że aż nie do odczucia? Chciałabym teraz zobaczyć  ich twarze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz