niedziela, 13 stycznia 2013

11. Ucieczka



Zachłysnęłam się powietrzem wznosząc tułów do wyprostu. Nie było ich. Walczyli? Zostawili mnie? Spojrzałam na swoje dłonie, których widok po chwili przesłoniły białe, proste włosy. Zwróciłam  na nie uwagę, zaskoczona zupełnie. Wciąż nie mogę uwierzyć, że przeżyłam upadek, a jego skutkiem stały się białe włosy. Musiałam najwidoczniej bardzo szybko osiwieć. Łańcuch wciąż był na mojej szyi. Jak mogli mnie zostawić pod zamkiem?
Podniosłam się z ziemi. Spojrzałam w jedną z witryn. Moja twarz miała dobry kolor, ale nie włosy. Te były jak śnieg, w którym leżałam do tej pory. Zupełnie białe.
Przeniesienie się do domu też nie sprawiło mi większego problemu. Nikogo tam nie zastałam. Czyżby się ze mną  pożegnali już na dobre? Nie do pomyślenia. Stanęłam przed lustrem, poderwałam w górę koszulkę, by sprawdzić czy mam na boku tą bliznę. Nie było po niej śladu. Spojrzałam na swoja twarz. Włosy do tej pory ciemnobrązowe i wręcz falowane teraz były idealnie proste i białe, przez co bardziej było widać kolor mojej cery. Związałam je. Za duża zmiana w kolorze i to z nieznanych powodów... Szlag, gdybym to ja potrafiła samodzielnie odnaleźć Nathana, mogłabym się czegokolwiek dowiedzieć.
Usiadłam do komputera. Kilka wiadomości pojawiło się na mailu, a wszyscy pytali co ze mną jest, o tym, że Nathan był dzisiaj rozkojarzony.
'Przekażcie mu, ze żyję.'- tyle odpisałam. Zaraz... Ciekawe, co z telefonem? Przeraziłam się widząc przez te kilka dni tyle SMS-ów i połączeń.
'Byliśmy u ciebie, ale nie otwierałaś. Nawet mieszkanie zostawiłaś otwarte. Co się z tobą dzieje? Martwię się'-napisała Kasia. Podobna treść wiadomości była od Agi.
Zadzwonić? Nie mam wyboru.
- Cześć Aga...- nie dala mi nawet skończyć.
- Gdzieś ty się podziewała?! Nie dajesz znaku życia od trzech dni. Wiesz jak się bałam o ciebie?
- Przyjedziesz?- spytałam krótko.
- Skończę zajęcia i przyjeżdżam. Musiałam wyjść w trakcie, żeby odebrać.
- Jest tam gdzieś Nathan?
- No, siedzi.- oznajmiła.
- Powiedz mu po zajęciach, że żyję...
-Co..?
- Nie pytaj.- mruknęłam, rozłączając się.
Akurat trwał wykład. Też mi coś...
Dosłałam jej jeszcze wiadomość, żeby kupiła farbę do włosów, bo się przyda. Koniecznie.
'Coś ty zrobiła?'
'I tak mi nie uwierzysz.'
Czekałam do końca wykładu. Aga napisała, że Nathan wystrzelił z wydziału, gdy tylko dowiedział się o tym. Chwilę później po otrzymaniu wiadomości wszedł do mojego mieszkania. Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Jego lewe oko błysnęło magicznie.
-Zostawiliście mnie tam.- oznajmiłam drżącym głosem.
-Byłaś martwa...
- To żaden powód! Ja wiem że ty tego chcesz. Mojej śmierci!
-Zmieniłem zdanie. Nie zabiję cię, bo już dawno bym to zrobił, gdyby mi akurat na tym zależało.
- Wymiękłeś?
- Nie mów takich rzeczy, Agnieszka.
- O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego ja żyję i mam białe włosy? Wytłumacz mi to. Co to za gra?
- Jednak się dowiedziałaś.
- No tak! Porwali mnie!- zaczęłam wymachiwać rękami, coraz bardziej wściekła.
- Nie mogłem cię znaleźć.
- Spierdalaj z taka pomocą! To przez ciebie pewnie tak ginęłam w każdym świecie, a nie przez jakieś pierdolone dobre serce! Ty nie potrafiłeś mnie obronić! Słyszysz to?!- patrzyłam na niego ze łzami w oczach.
Podszedł bliżej i przytulił mnie mocno. Wyrywałam mu się. Dostał nawet z główki w nos, ale nie przestawał.
- To ci nie pomoże!- krzyknęłam w jego pierś.
To nie ja trzęsłam się nagle w płaczu. To on. Objął mnie jeszcze mocniej.
Nie płacz. Facetowi nie przystoi. Uderzyłam go w bok z pieści, a po chwili zacisnęłam ja na jego koszuli, szarpiąc za nią w złości. No przestań!
Co miałam zrobić? Tez się popłakałam, bo Nathan okazał się nie być takim twardzielem.
Zaraz do drzwi zapukał następny gość.
-Puść mnie. Muszę otworzyć. To pewnie Aga.
- Ja otworzę.- oznajmił zaraz. Otworzył drzwi, ale nie przywitał gościa tak jak by należało.- Nie wpuszczę cię do środka, słyszysz? To był chwilowy rozejm. Wypierdalaj.

Zaraz usłyszałam głos Demona.
- To od niej zależy, nie od ciebie. Coś późno reagujesz na jej zmiany położenia.- prychnął.
- Wpuść go.- na to polecenie Nathan skarcił mnie wzrokiem, ale usunął się z drogi.
Demon uniósł brwi w zaskoczeniu. Otarłam łzy.
-Dobrze cię widzieć.- sapnął.- Białe włosy to oznaka zmartwychwstania, tak? Wasz kolega z warkoczykiem pod uchem też tak ma. Wiele razy się z nim spotkałem... Ale jakim sposobem ty mogłabyś być nieśmiertelna?
-Ja też tego nie pojmuję.-przyznałam zupełnie szczerze. Zaraz chwyciłam za telefon i napisałam do Agi, żeby jednak nie przyjeżdżała.
Zaczęła dzwonić, a ja cisnęłam telefonem przez okno, które wciąż było otwarte.
Musze zniknąć. To jedyna rada. Ewentualnie wmieszać się w inne otoczenie. Wyjechać do większego miasta.
Mieszkanie opuszczę. Mam nadzieję, że chłopaki pomogą mi w ucieczce.
-Muszę zniknąć, a wy mi w tym pomożecie.- zakomunikowałam.
Nathan stwierdził, że to dobry pomysł. Demon był temu przeciwny.
-Jeśli teraz uciekniesz, obudzisz resztę graczy i będą cię ścigać po ciągłej przez całą przebytą trasę. To zły pomysł.
-Więc co mam zrobić?- spytałam.
-Proponuję wykorzystać teren chroniony. Zapraszam do mnie.
- Nie zgadzam się.- warknął Nathan. Zaraz rzucą się sobie do gardeł!
- Masz jakiś inny pomysł? Na twoim miejscu cieszyłbym się, że ona dalej żyje. Bo wpadłeś w taki amok, że Zero ledwo uszedł z życiem.
- Przynajmniej nauczył się, żeby ze mną nie zadzierać.
- Ale cię idiotycznie sprowokował. Śmiał ci się w twarz.- wypomniał mu Demon. Usiadłam na łóżku patrząc na nich. Robiło się zimniej nie od okna, a od samego Demona.
- Przymknijcie się obaj.- sarknęłam.- Jeszcze tu tylko Tribala brakuje...

Mogłam tego nie mówić. Usiadł w oknie.
-No, siema! Co jest?- spojrzał na mnie i nagle ucichł. Złapał się za usta.- Agnieszka... Co ty tu robisz? Jakim cudem masz objawy po śmierci tak jak ja?
-Włosy? Obudziłam się dzisiaj rano pod zamkiem gdzie mnie zostawili.- oznajmiłam z nieskrywanym wyrzutem nawet nie odpowiadając na właściwe pytanie.
- Nie...- potrząsnął energicznie głową.-... Ja cię stamtąd zabrałem.
Obudziłaś się pod zamkiem, bo tam było miejsce gdzie dusza rozdzieliła się z ciałem. Tam też powróciła do tego, obecnego stanu.
- Więc, co? Jestem nieśmiertelna, tak jak ty?
- Nie mam ochoty tego sprawdzać. Ważne, że jesteś.-oznajmił znowu Tribal. Zeskoczył z okna i potargał mi włosy kiedy tylko zaczęłam się podnosić.

Stwierdziłam, że jestem okropnie głodna.
Należało mi się coś do jedzenia. W końcu przez masę czasu nie miałam nic w ustach. Adrenalina opadała powoli, a żołądek coraz bardziej domagał się jakiegokolwiek posiłku. Pomidory pogniły, została mi do zrobienia jajecznica.
Zrezygnowałam i z tego, prosząc, by któryś z nich skoczył po jakieś szybkie żarcie. Nathan nie chciał mnie zostawić samej.
- Proszę, przecież nic mi nie zrobią.
- No dobrze... Pilnuj się, bo jesteś...-wiedziałam doskonale, że chciał powiedzieć, że należę do niego.- A jeśli nie... Marnie skończycie.- mruknął mierząc wzrokiem obu mężczyzn. Gdy zniknął, Tribal rzucił beztroskim hasłem, że przyniesie mi farbę do włosów i zaraz je ogarniemy, po czym również wyparował.
-Demon... Nie pozbyliście się Zero?
-Eliminacja osób, które podróżują po światach jest niezgodna z kodeksem. Gdybyś sama, jako cel go zabiła, wtedy nie ma takiego problemu.
-No to muszę się nauczyć jakiejś sztuki walki... A dlaczego Nathan go nie wykończył, skoro mógł to zrobić w moim imieniu?
- Wiesz, że to jest myśl? Ale tego chyba nie uwzględnia się po twojej śmierci… Słuchaj, pokaż mi twoje plecy.
- Ale... Nathan zaraz wróci.
-Może zdołam coś z nich odczytać. Spokojnie. To zajmie tylko chwilkę.
-Skoro tak mówisz.- odwróciłam się i zaczęłam podnosić koszulkę, nie będąc pewna czy dobrze robię pozwalając mu patrzeć na te symbole. Przesunął dłońmi po moich plecach. Wzdrygnęłam się mimowolnie. Dotyk jego dłoni nagle zniknął. W tym samym momencie usłyszałam uderzenie. Obróciłam się, a Nathan stał jeszcze w pozie po nokaucie Demona. Potem dopiero zarejestrowałam, że rzeczony Demon leży z rozbitą wargą i robi się wściekły, co tym razem odbiło się gorącem bijącym od niego.
-Nathan!!!- wrzasnęłam.
- Zabiję cię, śmieciu!- krzyknął zupełnie mnie ignorując. Demon podniósł się z miejsca ocierając krew nadgarstkiem, co w tej chwili było jedynie syzyfową pracą.
-Nathan! Uspokój się do kurwy nędzy! On chciał odczytać znaki runiczne na moich plecach!- rzuciłam się na czerwonowłosego. Zmroził mnie spojrzeniem. Zatrzymałam się jedynie na moment, by zaraz chwycić parasolkę z otwartej szafy i zdzielić go nią po brzuchu.
- Nikt tego nie potrafi, to dlaczego on się nagle znalazł i się do ciebie dobiera?! Nie masz na to dowodów!
- Nie krzycz na mnie, jeśli jesteś w moim domu!- znów poczułam dreszcze w całym ciele. Byłam wściekła. Łzy wcisnęły mi się bezczelnie do oczu. Robiło mi się gorąco już nie przez reakcję Demona. Usiadłam chwytając krawędzi łóżka, które po chwili roztrzaskało się w drobny mak obsypując cały pokój drzazgami. Zaklęłam głośno, po czym chwyciłam się za głowę, upadając na sam  materac, resztki po łóżku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz