piątek, 25 stycznia 2013

12. Chyba nie zamierzasz?


To im obu wybiło z głowy potyczkę. Ta moc jest nieprzydatna! Rozsadza to czego dotknie, a co może stać się narzędziem do obrony.
-Wypierdalać z mojego...-w tej samej chwili zrobiło mi się bezgranicznie ciemno przed oczami. Poczułam jak moje ciało staje się bezwiedne. Zasnęłam?
Moim oczom ukazał się jasny budynek i kolejna scena gdzie wokół mnie stoją ludzie. Nathan, Zero, Demon, Tribal i kilka innych niewyraźnych osób. Co tu robi Zero? Dlaczego jest wśród osób, które są tu by mnie obronić?
Nagle wzrok mi się rozjaśnił. Władza nad ciałem powróciła. Podniosłam się z materaca. Siedzieli w kuchni. Tribal ich obu uspokajał.
-... Zasnęła. Niech śpi dalej. Wyglądała na spokojną.
-To nie wyglądało jak sen. W pewnym momencie zbladła tak jakby miała zejść z tego świata.- teraz słyszałam głos Nathana.
-Jest wycieńczona, więc mnie to specjalnie nie dziwi...- dodał swoje Demon.
-Właśnie. Nie przeszkadzajmy jej. Niech odpoczywa...-westchnął ciężko Tribal, co było u niego w zasadzie niespotykane.
-Sądziłbym, że wypadałoby ją zapytać, co jej się śniło jak się obudzi...- napomknął Demon.
Zastanawiało mnie w zasadzie jedno. Dlaczego Zero jest w tym śnie jako jedna  z osób które mnie bronią? Skupiłam się na jego postaci... Przymknęłam oczy jedynie na moment. Dlaczego nagle znalazłam się w starym budynku, który zdawałby się opuszczony gdyby nie to, że stałam przed kręgiem runicznym. Zero tu jest. Stwierdziłam od razu, idąc za śladami jego krwi. Obawiałam się tego, co zobaczę. Nathan naprawdę musiał mu dać w kość. Znalazłam go w końcu. Jego rozbite okulary leżały przed drzwiami do pokoju na piętrze. Nie będzie w stanie mnie zaatakować, stwierdziłam śmiało, gdy go zobaczyłam.
-Zero...- mruknęłam. Wzdrygnął się, spojrzał na mnie i otworzył usta w zdziwieniu. Ja też byłam przerażona, ale starałam się zachować zimną krew.
-Jednak żyjesz. To dobrze...
- Znów będziesz próbował mnie zniszczyć?- spytałam niepewnie.
- Nie... Coś we mnie pękło. Wymiękłem tuż po twojej śmierci. A byłem pewien, ze machną na ciebie ręką... i pójdą w swoje strony.
- Nathan na pewno by tego nie zrobił, a co do Tribala i... Demon pomógł mi jedynie w ucieczce jeszcze przed twoją akcją. To wszystko. Nie sądzę by aż tak się do mnie przywiązali, żeby mnie bronić, ale to robią.
-Rywalizują ze sobą. Ten nowy jest powodem zazdrości Nathana, bo to on cię znalazł.-zauważył to mimo takich obrażeń.
-Ty mi powiedz lepiej czy wiesz coś na taki temat... Śni mi się wasza czwórka. Wiem, że chłopaki są po mojej stronie, jeśli tak mogę to nazwać, ale dlaczego ty się tam znalazłeś?- spytałam.
-Stosujesz dziwne chwyty. Sugerujesz, że mam do was dołączyć?-parsknął.
- Nie! Zastanawia mnie tylko dlaczego...
-Jak nie, jak tak...- przez jego twarz przemknął cień uśmiechu.- Jakby nie było... Zupełnie nieświadomie pomogłem ci wybudzić kilka twoich mocy. Gdyby nie to, nie byłoby cię tu i nie rozmawiałabyś ze mną.
- Mam rozumieć, że nam pomagasz, tak?
-Tobie, owszem, można tak powiedzieć. Choć to wyszło samo z siebie.
-Czy te runy na moich plecach... Ty wiesz jak one działają? To dzięki twojemu udziałowi się u mnie pojawiły.- oznajmiłam.
- To akurat nie było zależne od mojego udziału, a od poziomu twojej mocy.
-Dlaczego są takie duże, a Nathan na przykład ma je jedynie w oku?
-Sama sobie odpowiedz na to pytanie. Masz więcej rodzajów mocy niż każdy z nas. Zaskakujące, ale sprawdza się w praktyce... Bo jako cel jesteś trudniejsza do namierzenia i likwidacji.- sam mi odpowiedział na to pytanie. To, co powiedział zbiło mnie z pantałyku. Że niby co? Jestem od nich silniejsza? Aż niemożliwe, żeby wielkość symboli decydowała o sile… Dość absurdalny system oceniania mocy przeciwnika.
-Nie rozumiem.-mruknęłam, patrząc jak ulecza swoje rany.
-Nie jesteś pierwszą uczestniczką gry. Całe pokolenia przed tobą brały w tym udział.
- Skąd tyle o tym wiesz?
- Proste. Jestem długowieczny. Moje ciało się nie starzeje, a przez to, że mogę tworzyć kręgi runiczne, działam nimi na wiele sposobów.- w tej chwili jęknął przeciągle.
- Ale nie umiesz czytać z run, wiec skąd wiesz jakie działanie będzie miał dany krąg?!- postąpiłam pół kroku bliżej.
-To siedzi w mojej głowie... Runy same się tworzą. Ten pradawny system znaków jest wszczepiony w nasze umysły, w nasze ciała.- zaczął się podnosić. Cofnęłam się, ale zaraz zreflektowałam, bo mimo iż mnie raz zabił był potrzebujący. Jednak za bardzo się bałam by podejść bliżej. Chwyciłam się za bok, który był zraniony przez strzałę. Echo tego bólu odbiło się na mojej twarzy, gdy patrzyłam na jego rany.
-Zero...-w tej chwili usłyszałam okrzyki gdzieś na dole budynku. Chłopaki mnie namierzyli.
-Chyba nie zamierzasz mnie obronić?- zauważył mój spanikowany wzrok.
-Jeśli to coś da... Postaram się.- wzruszyłam ramionami.
-Nie próbuj. Ja jakoś ucieknę, jak zawsze.- uśmiechnął się boleśnie.
Zmrużyłam oczy. Nathan wparował do pokoju pierwszy i jako pierwszego zauważył Zero. Czułam jego furię, która wybuchła w momencie wejścia do pokoju.
-Tym razem cię zabiję!- warknął. Wpadłam na niego, próbując go zatrzymać.
-Nathan!- wrzasnęłam do niego. Po chwili, w jednej sekundzie znalazłam się tuż przed Zero. Zasłoniłam go swoim ciałem i w tym momencie cos zrobiło mi dziurę w ręce. Zwinęłam się w bólu, z zagłuszającym moje własne myśli wrzaskiem. Demon i Tribal wparowali do pokoju i odciągnęli Nathana.
-Opanuj się! Kurwa!- krzyknął Demon.- Nie pomagasz jej a tylko szkodzisz!
-Zabiję...-jęknęłam.- Zabiję cię, Nathan!- podniosłam się z klęczek. Powłócząc nogami zaczęłam iść w jego stronę. Wymierzyłam mu cios z pięści w twarz. Nie chciał przyjąć tego do wiadomości.
Nie chciał też przyjąć do wiadomości tego, że stanęłam w obronie jego wroga i że to jego  uderzyłam, a nie Zero. Krew lała mi się po ręce, skapując po bezwładnych palcach.- Jesteś z... Siebie... Zadowolo...- myślałam, ze skończyłam mówić, ale padłam na twarz z resztką świadomości. Aż zdziwiona byłam, że udało mi się aż tak długo utrzymać na nogach.
Ocknęłam się. Znów tak gwałtownie jak ostatnio chwyciłam powietrze. Znowu... Czy to naprawdę się dzieje? Czy naprawdę jestem nieśmiertelna? Boję się. Przecież to tak bardzo boli za każdym razem więc czemu daję się zabijać? Zanim otworzyłam oczy, odczekałam aż odzyskam czucie w całym ciele. Zero leżał obok nieprzytomny. Mam nadzieję, że tylko tyle...
-Zero...- podniosłam się, ignorując mroczki przed oczami. Dotknęłam jego chłodnej dłoni i zamarłam. Niemożliwe. Jak mogli go tak zostawić i nie podjąć leczenia?! Spojrzałam na jego rany. Nie miał żadnych dodatkowych. Starych też w sumie nie było, a w zamian za to miał na ciele runy. Wyczerpał swoją moc chcąc się uleczyć? Siedziałam na klęczkach. Nie wiedziałam co zrobić.
-Spokojnie. Odpoczywa. To nic takiego.- odezwał się melodyjnie Tribal.- Zadbałem o to, żeby przeżył.
-Gdzie Nathan?- spytałam już odruchowo. Tribal spochmurniał.
-Nie mógł na ciebie patrzeć. Rozerwał ci cala rękę, ale przynajmniej wiemy, że jesteś nieśmiertelna. Mam jednak do ciebie prośbę, nie narażaj się więcej na to.
-Nie mam najmniejszego zamiaru.- wzdrygnęłam się.-Muszę z nim porozmawiać.- podniosłam się z miejsca. Znów jak nowo narodzona, ale za cenę takiego cierpienia? Nie warto.
Nathan powinien być w drugim pokoju. Na korytarzu spotkałam Demona. Stał wsparty o ścianę z założonymi na piersi rękoma. Gdy mnie spostrzegł, uśmiechnął się nieznacznie. Skinął głową w kierunku dalszej części korytarza.
-Zszedł do piwnicy. Na pewno chcesz z nim teraz rozmawiać?- Demon uniósł brwi obserwując uważnie moje oczy. Skinęłam przyspieszając kroku. Piwnica była ciemna, a drzwi do niej otwarte jakby siłą. Do środka wpadało tyle światła ile dało samo wejście. Potem zasłoniłam jego i tak znikomy dopływ swoim ciałem.
- Nathan, jesteś tu?- spytałam półgłosem. Demon mówił, że powinien tu być. No nic. Zeszłam na dół wcale się nie bojąc. Może to przez jego obecność tam na dole?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz