piątek, 25 stycznia 2013

16. Komplikacje


Straciłam rachubę jeśli chodzi o czas od którego się to zaczęło. Przefarbuję włosy jutro. Powinnam mieć jeszcze tyle pieniędzy na zakupy. Mamie mówiłam,że zostaje na dłużej... To nie ma sensu. Nie mogę jej w to wpakować bo i tak mi nie uwierzy, a ja będę się niepotrzebnie i niesłusznie zresztą kompromitować. Ruszę z rana po pierwszą, lepszą farbę i pójdę na zajęcia. Na wykładzie nie powinni mi zawracać głowy,jeśli usiądę z dala od nich. A potem niech się dzieje co chce.
Musiałam usnąć chociaż na moment, żeby nie wyglądać jak ofiara jakiegoś porywacza. Było pozornie bezpiecznie. Nad ranem ocknęłam się zlana zimnym potem. Śniło mi się to wszystko, co do tej pory przeżyłam. I to w jednym wielkim combo. Zaschnięta krew na moim ramieniu wróżyła coś lepszego. Rana zaczęła się goić. Nie miałam odwagi zedrzeć bandażu. Zabezpieczyłam go dodatkowo chustą i poszłam się wykąpać. Byłam poobijana. Miałam okrutne zakwasy, otępiające moje i tak niezdarne ruchy. Stanęłam przed lustrem patrząc na siebie z pogardą. Zawsze muszę robić coś wbrew swojemu sukcesowi? Zawsze musi trafić się coś przeciwko... Spojrzałam na szafkę obok lustra. Farba...
Tribal musiał ją tu zostawić, kiedy miał zamiar ogarnąć moje włosy tuż po mojej pierwszej śmierci. Parsknęłam. Absurdalne i nie do pomyślenia... Jak można od tak zostać nieśmiertelną osobą? Jeśli to byłoby jedynie dziewięć żyć jak u kota, to przeżywam właśnie swoje trzecie. To zapewne kwestia czasu jeśli coś mi się stanie. Nikomu bym nie życzyła takich wątpliwości. Chwyciłam się za głowę.
Jednak dalej mocniej zastanawiałam się nad moimi emocjami, które ukazują się gdy Nathan jest w pobliżu. Nie wiem czy te emocje mogłabym połączyć z hasłem uczucia. Naprawdę wątpiłam w samą siebie. Nie potrafiłam nawet sama przed lustrem wyznać jakie uczucia mnie kierują ku obecnej sytuacji. Przez gardło mi to nie ma siły przejść. A może jestem zwyczajnie słaba? Niezdolna do uczuć? Słaba, bo tchórzliwa. Bo uciekam...

Przecież kiedyś zastanawiałam się jak bym wyglądała w białych włosach. Nie najgorzej. W zasadzie na wykład nie muszę iść. I tak zawaliłam już chyba sporo ponad tydzień. Gdyby tylko wiedzieli, co takiego się ze mną dzieje. Upięłam włosy w kok, przewiązałam je czerwoną bandaną i zaczęłam się ubierać. Czarna bluza z głębokim kapturem, pod bluzą koszula w kratę, wąskie jeansy i kozaki... I tak nie czułam się najlepiej. Najgorsze w tym wszystkim było, że wszelkie zmiany nabyte w równoległych światach nie znikały po powrocie do mojego świata.
Spojrzałam w lustro w pokoju. Wyglądałabym w tym zestawie przeciętnie, gdyby nie właśnie kolor na mojej głowie. To dodawało mi pewnej drapieżności. Uśmiechnęłam się do siebie na to spostrzeżenie. I chyba schudłam od tego całego stresu. Widziałam to po swojej twarzy.
Agnieszka albo mnie nie pozna, albo mnie zabije za te cyrki. Mam też nadzieję, że Nathan będzie na zajęciach. Będę musiała mu powiedzieć, że ściągnęli mnie w pułapkę.
Już trwały pierwsze zajęcia. Wciągnęłam rękawiczki i nie miałam zamiaru ich zdejmować. Nóż schowałam w kozaku. Torbę z zeszytem przerzuciłam przez ramię i w ruchu przeniosłam się przed wydział. Zakołysało mnie z lekka. Weszłam do kiosku po fajki i zapalniczkę. W zasadzie nie powinni mnie poznać i faktycznie tak było. Gdyby nie moje znajome, które najpierw mnie wyminęły a potem dopiero zorientowały, że to ja.
Agnieszka odezwała się jako pierwsza.
-Co się z tobą działo? I co zrobiłaś z włosami?- zdjęła mi kaptur z głowy. Zatrzęsłam się z zimna.- Ej. To nie jest czasem sprawka Nathana? On ma na ciebie zły wpływ...
-To był zakład.
- Jaki znowu zakład i o co?!
- O to, że się z nim prześpię! To stawka za przegraną, jasne?!- parsknęłam, wzburzona. Zakład  jeśli by naprawdę istniał i tak bym przegrała. Taka moja wstydliwa natura...
- No wiesz?
-Chyba nie wyglądam źle, co? Zresztą...
- Powiedz, gdzie byłaś?
- Nie odczuwam potrzeby mówienia wam, co się ze mną dzieje i ogólnie o każdym bzdecie życia.
-Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami.- to mnie zabolało, bo to one nie znały znaczenia tego hasła.
- Ja już coś powiedziałam.- rzuciłam papierosem pod czyjeś nogi.
Zero stał tam już od dłuższej chwili. Zignorował to, że prawie chuchnęłam mu dymem prosto w twarz.
-Pani Agnieszko. Mogę prosić na słówko?- na to pytanie odpowiedziałam podejrzliwym przymrużeniem oczu. Ostatnio taka prośba nie wróżyła niczego dobrego. W zasadzie Zero był ostatnią osobą jaką teraz chciałam widzieć na oczy.- Proszę przeprosić koleżanki. Gwarantuję, że zajmie nam to tylko kilka chwil.- nawet nie musiałam tego robić i nie mam pojęcia czemu dziewczyny posłusznie się odsunęły, a potem ruszyły w stronę bramy. Stanęły jednak przed nią i patrzyły w naszym kierunku.
-Co ty tu robisz? Jeśli Nathan zjawi się tu i zobaczy cię w pobliżu, to nie pomoże ci nawet status wykładowcy. Rozniesie cię na oczach wszystkich!-syczałam jadowicie, nie dając tego poznać po swojej twarzy.
- Chciałem ci tylko podziękować. Czuję się jak nowo narodzony. Mam u ciebie dług wdzięczności.- uśmiechnął się, a wiatr rozwiał jego długie włosy, związane w luźny kitek tuż nad karkiem.
-Po prostu trzymaj się na bezpiecznej odległości.
-Ty również na siebie uważaj.-odparł poprawiając delikatne okulary na nosie. Rozejrzał się przy tym.
-Idź już.-oznajmiłam grobowym tonem, gdy dziewczyny chciały wrócić na teren wydziału.
-Do widzenia, pani Agnieszko.
-Do widzenia.- westchnęłam, a gdy Zero odszedł, z wydziału wyskoczył wściekły Nathan. Kierował się w moją stronę niczym burza. Nie miałam pojęcia skąd wytrzasnął tylną nogę krzesła z litego drewna. Wiedziałam, że muszę przed nim uciekać.
- Jeszcze ci mało?!-warknął. -Mam cię zabić?- uciekłam na zamarzniętą ziemię, przeskakując nad ławkami. Upadłam na plecy, gdy śmignął mi tym drewnem w bok. Dziewczyny zaczęły na niego wyzywać i chciały go ode mnie odciągnąć. Wyjęłam nóż z buta i to im zagroziłam, żeby się nie zbliżały. W tym samym momencie zdjęłam zębami jedną rękawiczkę, widząc, jak Nathan przymierza się do ciosu. Drewno zetknęło się boleśnie z moją ręką. Patrzyłam na Nathana. Po plecach przeszły mi charakterystyczne, obezwładniające dreszcze. I tylko czekałam na najmniejszą iskrę.
-Chcesz mnie zabić?- sapnęłam.
-Czemu by nie?- uśmiechnął się złośliwie.-Ale jak ci przypierdolę raz, to ci wybiję z głowy rozmawianie z tym hodowcą włosów.- więc o to mu chodziło.
-Nathan! Przestań panikować!-iskra nie nadchodziła. Wygrywał, a ja o spokój wołałam właściwie sama do siebie. Usiadł na mnie i tym drewnem przykliszczył mi boleśnie obie dłonie.- Teraz kiedy jesteś mi najmniej potrzebny, znajdujesz się na miejscu, a przez całą noc ja musiałam uciekać przed obławą. Zastawili na mnie pułapkę. Mówiłeś kiedyś o takiej sytuacji...- cisnęłam, ledwo mówiąc.
Poczułam gorąco łańcucha i to jak Nathan chwyta go delikatnie w palce. Widziałam już jak Aga przymierza się do machnięcia w niego popielnicą. Ja, zaskoczona zupełnie nagłą iskrą, złapałam Nathana za bluzę i ściągnęłam w dół. Podstawka popielnicy jedynie otarła się o materiał, ale jednak on to odczuł. Odwrócił głowę w furii. Zepchnęłam go z siebie i wkładając z powrotem nóż do buta, wjechałam z krzykiem na Agnieszkę.
-Do reszty cię pojebało? Chcesz, żeby cię zabił?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz