piątek, 25 stycznia 2013

17. Złoty symbol


Wrzasnęłam na nią, wściekła głównie na siebie, że do tego wszystkiego dopuściłam. Nie wiedziałam, jak dziewczyny zareagują na to, co się ze mną dzieje.
-Rzucił się na ciebie!- wytłumaczyła głośno Aga, odczuwałam wyraźnie pretensje w jej głosie.
- Nie jestem sierotą, żeby mnie przed nim bronić.
-A więc... Nad którą mam się teraz poznęcać?-usłyszałam głos Nathana tuż obok swojego ucha.
-Przestań tu odstawiać szopki...-warknęłam, nawet na niego nie patrząc.
-Pamiętaj, że pierwotnie jestem tu tylko dlatego, że posiadasz jedną moją rzecz.- wyćwierkał. Zrobiło mi się gorąco.
-Oddałabym ci go, gdyby dał się zdjąć!- odwróciłam się najeżona w jego stronę.- Nawet nie prosiłam o to, żeby cię kiedykolwiek spotkać!-poczułam coś zimnego i mokrego na palcach prawej ręki. Uniosłam dłoń i spojrzałam na strużkę krwi. Wiem, doskonale wiem o zerwaniu Sojuszu Krwi z Nathanem. Dlaczego więc moje ciało mi o tym przypomina?! Bezczelne!- Idź stąd, Nathan.-zaciskałam zęby, żeby się tylko nie popłakać. Wolałabym się jeszcze z nim pobić niż się znów rozpłakać.
-I tak po niego wrócę.- rzucił grobowym tonem, widząc dokładnie jakie uczucia są wymalowane na mojej twarzy. Dotknął łańcucha, przy tym palcem smagając delikatnie moją szyję po czym odszedł, mówiąc pod nosem o tym, że dziewczyny powinny mi być wdzięczne za im uratowanie głów.
One też to usłyszały, ale nie zamierzały go posłuchać.
- Czy cię do reszty popierdoliło?! Musisz zaraz iść do szpitala! Kto ci kazał samej się z nim bić?! Mógł cię z miejsca zabić!
-Mam was gdzieś! Przestań mi pierdolić o tym co powinnam robić, a czego nie!-przeniosłam na nie swoje wszystkie emocje już automatycznie.- Nie mam najmniejszej ochoty wysłuchiwać waszych tekstów i godzinnych pogadanek o seksie! Nie wiecie jak się wtedy czuję! Nie mam prawa się odezwać nawet teraz, bo musicie się wygadać!- prawie wykrzyczałam.-Tak sobie, kurwa, chwalisz, że jesteś dobrym słuchaczem?! Taki to powinien utrzymać z drugim kontakt, a potem słuchać i pytać. I dopiero wtedy oczekiwać słowa 'przyjaciel'!-wykrzyczałam jej to w twarz, jadowicie akcentując ostatnie słowo.
-Co się z tobą dzieje...?
-Otworzyłam oczy.-warknęłam, chwytając odsłoniętą dłonią za ławkę. Rozpadła się w drobny mak, a ja obserwowałam zaskoczone reakcje dziewczyn. Prawa ręka zabolała niemiłosiernie, jednak ruszyłam w stronę bramy stąpając nadzwyczaj ostrożnie, żeby nie roznieść w pył czegoś jeszcze.
-Hm!- usłyszałam tylko zanim coś przygwoździło mnie do ziemi promieniując tak potwornym bólem, jaki odczułam już raz. Ktoś nafaszerował mnie strzałami na oczach wszystkich ludzi. Padłam, wykrwawiając się. Dziwnym trafem nie dostałam w serce, więc przez moment miałam tą świadomość i widziałam to wszystko. Krzyki ludzi naokoło słyszałam już tylko jako ostatnie. Większość i tak zagłuszał ból.
Nagle dosłownie w ułamku sekundy podniosłam się z miejsca, już zupełnie zdrowa. Zero stał nade mną. Walczył z wrogami. Dla mnie ta chwila bez zmysłów mogła być godziną w rzeczywistości. Demon i Tribal też tam byli. Zobaczyłam ich jednak dopiero po kilku chwilach. Starałam się zignorować to tępe odczucie.
-Gdzie jest Nathan?!- krzyknął Demon. Zmroziło mnie dziwne uczucie.
-Kazałam mu stąd iść.- oznajmiłam, mając już wyrzuty sumienia.
-Co?!
-Nie pokładaj w nim takich nadziei i mnie nie denerwuj, Demon! Doskonale wiem, że robię błąd za błędem... Uważaj!-wrzasnęłam, gdy salwa jarzących się złotym promieniem strzał leciała w naszym kierunku. Zero zareagował tarczą.
Spojrzałam za siebie. Ludzie stali w oknach i nie dowierzali, że to co widzą jest prawdziwe. A jednak... W co ja ich wszystkich wpakowałam?
Myśli nagle zatrzymały się, patrzyłam pusto na tych ludzi. Jak ich obronić? Jaki mieć plan?
Ten budynek to nasz bastion przy najeździe wczorajszych kłusowników.
-Zero. Zasłoń przed nimi cały budynek. Nie mogą się tu dostać. Dasz radę?
-Trochę zajmie mi postawienie bariery.-oznajmił ciężko.
-Trzeba czasu?- jęknęłam, po chwili zakrywając się rękami przed kolejną falą strzał. Padłam na kolana rażona paraliżem. Nie mogę się przenieść. Spojrzałam na niebo. Złote symbole jaśniały pod ciemnymi śniegowymi chmurami. Znów zaszkliły mi się oczy. Znów poczułam jak od karku po całym ciele spływają dreszcze. Zdjęłam drugą rękawiczkę. Teraz iskry mogły spokojnie wędrować od moich dłoni aż do samej ziemi. Błyskawice, bo to już nie mogą być iskierki. Dotknęłam ziemi ręką, chcąc się podnieść. Szkarłatna błyskawica rozniosła się po murach ogrodzenia rozgrzewając je do czerwoności. Gdybym tylko ich widziała. Gdybym widziała tych wrogów... Nie, nie dali by się nabrać na drugą taką akcję z wybuchami. Tym razem się nie rozproszą. Zwątpiłam. Ogrodzenie zostało rozsadzone w drobny mak.
-Aguś! Schowaj się!- krzyknął Tribal. Nie mamy szans. Nigdy nie mieliśmy. Ja musiałam coś zrobić.
Jeśli oni nas pokonają, to ci ludzie ze środka też mogą zostać wyrżnięci za samo patrzenie.
Zero miał spore problemy z ustawieniem zapory.
-Zero, błagam, zrób coś.- mówiłam do siebie przez zaciśnięte zęby.
Szukałam rozwiązania. To pierwsza taka sytuacja. W tym samym momencie poczułam silnie piekące uderzenie w policzek.
Stał nade mną Nathan. Lodowate spojrzenie zmroziło mnie już w pierwszym momencie. Otrzeźwiałam z tej pustki w myślach. Dziwnie stwierdziłam, że jednak mamy szansę się wybronić.
-Nie oni grają tu pierwsze skrzypce.- oznajmił wyniośle, po czym zepchnął Zero ze swojej ścieżki.
Wrócił...
Nie miałam odwagi się uśmiechnąć. Słyszałam tylko jak klnie pod nosem, że trudno jest kogokolwiek zlokalizować nawet po torze lotu pocisków. Zawrócił. Szarpnął mną w górę.
-Rozdzielamy się!- krzyknął i przerzucił nas na drugi koniec miasta.
-Nathan! Co ty robisz?!
-Lepiej, żeby odwrócić uwagę od osób trzecich, czy przypadkiem puścić się samemu na całe stadko wroga?
-Ty wiesz gdzie oni są? Kazałeś im się rozdzielić!
-I tak cały ogień spadnie na ciebie, moja droga.- wyjawił to, czego byłam świadoma.
-To po co mieliśmy się rozdzielać?! Mamy mniejsze szanse we dwójkę.- gdy to powiedziałam, do tej pory ciągnący mnie za rękę Nathan zwyczajnie machnął mną nad sobą w powietrzu. Upadłam plecami na bruk, tracąc możliwość oddechu. Po głowie rozniósł mi się huk, który zagłuszył wszelkie inne zmysły jeszcze na dość długo.
Klęknął nade mną i zaczął mówić, kiedy przestałam wierzgać z bólu.
-Bo widzisz... I tak każesz nam w jakiś sposób siebie bronić. Sama o tym nie wiesz. Taka mała, głupia i nieświadoma.- dotknął mojego policzka wierzchem dłoni.- Albo to taki twój szczenięcy urok.-westchnął o wiele lżej.-Dotarło cokolwiek?-spytał już zupełnie beznamiętnie.
-Ja wam nic nie kazałam.
-A chcesz znowu dostać po twarzy?-odparł z aż za słodkim tonem.
- Przecież nic nie wiem. Jaki w tym urok?!
-Właśnie... Jaki? Wierz mi lub nie... Miałbym dość bronienia sieroty,  jeśliby się nie nauczyła czegokolwiek. Do czasu granicy mej cierpliwości, zabiłbym ją osobiście.- przysiadł spokojnie na ziemi, jakby ta informacja dla niego była czymś takim jak powiedzenie „Dzień dobry”. Jakby to była codzienność. Zbladłam jeszcze bardziej. Teraz chyba byłam zielonkawa.
Chciałam się podnieść. Łapczywie łykałam powietrze w obolałe od wstrząsu płuca. Zakręciło mi się w głowie.
-Myślisz, że się ciebie boję? Naprawdę niewiele mnie obchodzą dziewczyny, jeśli im chcesz coś zrobić. W mojej naturze jest to, że stanę w obronie słabszych. Zawsze. Czy ty tego, kurwa, nie zauważyłeś?! Nie boję się ciebie, bo i tak fakt, że się spotkaliśmy to czysty przypadek. I czystym przypadkiem mogę nauczyć się ciebie unikać.-warknęłam. Spojrzałam na niego jak nie powiem, na co…
-Powiedziałem ci już coś kiedyś, a ja nigdy słów na wiatr nie rzucam. I tak wrócę do ciebie jak bumerang.- oznajmił przez zaciśnięte zęby, jakby miał mnie za chwilę udusić.- Hm. Czy ty nazwałaś Zero słabym?- na jego twarzy zjawiło się rozbawienie. Tak znikąd.
-Nie powiedziałam tego!- prychnęłam, zbita z pantałyku.
-Dosadnie i dokładnie właśnie to mi oznajmiłaś.- uśmiechnął się szeroko, a w jego oczach jarzyła się złośliwość.
-Ty jesteś nierealny!
-Przyganiał kocioł garnkowi. Wstawaj. Już się zorientowali, że cię tam nie ma.- Nathan sapnął, podciągając mnie na równe nogi. Wziął mnie pod ramię i zaczął prowadzić. Przewidział, że nie będę w stanie iść o własnych siłach, czy zrobił mi to specjalnie?
Tak jak on spojrzałam na niebo. Tuż nad nami pulsował żywo jeden symbol.
-To jakaś mapa...- oznajmiłam bezmyślnie.- Tak znajdowali mnie wczoraj, gdziekolwiek bym się nie przeniosła. -znalazłam zaraz wyjaśnienie tego spostrzeżenia.- Miasto jest odcięte zupełnie od przeskoków i ktoś tym chyba nawiguje.
-Powalające spostrzeżenia, doprawdy.- mruknął z przekąsem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz