piątek, 25 stycznia 2013

18. Przegryźć się


Wiedział o tym już od początku. Nie trudno się domyślić, jeśli się obserwuje.
-Jeśli nawiguje tym jedna osoba, uda nam się rozproszyć kopułę na kilka chwil i stąd uciec.
-Hm? Zaczynasz się uczyć?
-Przestań... Teraz chyba nie popełnią tego samego błędu i nie wcisną tego podtrzymującego kopułę na front. Mam nadzieję, że jednak to zrobią.
-I zakładasz, a raczej masz nadzieję na to, że twoi wrogowie to imbecyle! Ubawiłbym się jak nigdy, patrząc w jakim stopniu twoje słowa się sprawdzą.-ogłosił kręcąc głową. Po chwili zaledwie znalazłam się w bocznej uliczce. Nathan pchnął mnie tam by odeprzeć kolejny atak.
Bez przepaski na oku był bardziej przerażający, bo widziałam jego całą twarz. W dodatku zachowywał się tak swobodnie, jakby swoją mocą oddychał jak powietrzem. Zupełnie jakby ta przepaska temperowała jego zachowanie i prawdziwy charakter. Zerknął na mnie kątem oka, uśmiechając się szelmowsko. Gdy podniósł odrobinę wzrok, jego mina zrzedła.
Obróciłam się powoli za siebie. Nic dziwnego było w uciekającym tłumie ludzi, ale to, co brnęło pod prąd było chyba moim ostatnim widokiem. Oni tego nie widzieli. Ci ludzie widzieli tylko pociski, ale już nie mogli zobaczyć mutanta, który kierował się prosto na mnie. Podniosłam się szybko. I znów upadłam na kolana. To coś mnie zabije... Zaczęłam czołgać się w stronę Nathana. Mutant przyspieszył, machnął szponiastym łapskiem i przeciął mi łydkę. Nie minęła chwila jak zdrętwiało mi całe ciało i padłam jak długa na bruk. Byłam jednak wszystkiego świadoma. To monstrum mnie gdzieś zabrało. To było tak szybkie, że nie zdążyłam nawet zorientować się, gdzie zostałam zabrana. Nie, odrętwiałe ciało w pewnym momencie zetknęło się z jakąś przeszkodą.
Ciężko mi było otworzyć oczy, czy ruszyć jakąkolwiek kończyną. Moje palce zetknęły się z grubym materiałem. Obwiązali mi ręce. Szlag. Byłam skuta kajdankami, wisiałam na rękach. Nogi też miałam skute, z tym że kajdany przy nogach miały cztery łańcuchy palowane do kamiennej podłogi. Drgnęłam w przypływie negatywnych emocji.
Łańcuch na mojej szyi rozgrzał się tak, że chyba zaraz stopnieję. Tortura sama w sobie. Załkałam wierzgając w panice.
-Zostawcie mnie w spokoju!-wrzasnęłam w ciemne pomieszczenie. Wiedziałam doskonale, że chcą mi go zabrać, więc czemu mnie jeszcze torturują?! Wygięłam się, bo dołączyły do tego znaki na plecach. Wiele bym dała za koniec cierpień. Mój wrzask przy następnej fali bólu zagłuszył me myśli. Nie mogłam nic zrobić, nie mogłam się nawet poruszyć bo kajdany wrzynały mi się w ręce. Splunęłam gęsta śliną na podłogę. Wody...
Z tego pragnienia myślałam, że uschnę.
-Wody!- z moich ust znów wydostało się hasło bez odpowiedzi. Coś zahałasowało w rogu. Wbiłam tam swój przerażony wzrok, wypatrując człowieka, a nie czegoś co zaraz rozszarpie mnie żywcem. Słyszałam kroki. Cisza. Nie, pewnie mam zwidy. Znowu kilka kroków. Tym razem dobiegały z innego kąta pokoju.
Adrenalina skoczyła mi gwałtownie, gdy czyjaś dłoń chwyciła mnie za brodę. Nie miałam odwagi nawet pisnąć. Spojrzałam na twarz, jaka wyłoniła się z cienia.
-Pamiętasz moją młodszą siostrę?- patrzyły na mnie wręcz białe oczy, dłuższe, platynowe włosy kryły się pod czarnym kapeluszem.- A może również pamiętasz, gdzie powinnaś skończyć przy pierwszym porwaniu?- na jego ciemnej cerze pojawiła się zmarszczka. Egzotyczna twarz porywacza nikogo mi nie przypominała. Jednak to chyba on stał za tymi akcjami. Za tym porwaniem, gdy uratował mnie Demon. A teraz stał za tymi atakami, z czego ten ostatni mu się udał, bo mnie dorwał.
-Czego chcecie?
- Och...- zacmokał.- Nie ładnie tak się zwracać do starszych od siebie.- usłyszałam świst powietrza, a po chwili poczułam bolesny pręg na brzuchu. Nie mogłam się nawet zwinąć w bólu. Mężczyzna obrócił laską w dłoni i postawił ją z hukiem na podłodze. Wzdrygnęłam się. -Co powiesz na mały układ? Odrobina twojej krwi w zamian za uleczenie mnie.- uśmiechnął się jadowicie. Spojrzałam w jego ciemne oczy z większą furią niż przerażeniem.
-Nie ma mowy.-syknęłam. Nie mogę się przecież zgodzić na coś co spowoduje, że mój wróg stanie się prawie nieśmiertelny. Ale i tak chodziło mi o to, żeby utrzymać chociaż resztę sojuszu. Tą odrobinę! Nie rozdawać tego po kątach. Bo przecież nie o to chodziło Nathanowi, gdy chciał mi pomóc.
-Po co odpowiadasz, skoro i tak nie masz prawa głosu? -odparł na to. Zaraz potem wbił mi igłę w ramię. Każde drgnięcie powodowało, że rana się pogłębiała. Mężczyzna coraz bardziej uśmiechał się do pełnej strzykawki. Jakby faktycznie miał w rękach sztabkę czystego złota.
-Nie używaj jej!- jęknęłam. Za późno...
-A niby czemu?! To ty tu jesteś zakładnikiem. Najpierw się uleczę, a potem cię zniszczę. Zrobię to powoli. Chyba, że odetnę ci głowę i zabiorę ten łańcuch. To już zależy tylko ode mnie.- dodał. Wciągnęłam z przerażeniem powietrze. Po co mu w takim razie moja krew, skoro i tak mnie zabije i pakt straci moc. Czy jeśli zdejmie ze mnie łańcuch, nie wrócę do normalności? Zamyśliłam się , ignorując zupełnie fakt, że mężczyzna upadł na podłogę nie mogąc nawet drgnąć powieką.
Jak długo ja wtedy tak leżałam? To musiało trwać kilka godzin.
Ale nawet w tej chwili nie mam co ze sobą zrobić. Wszystko mnie bolało. Chciało mi się cholernie pić. Gdyby nie ręce owinięte materiałem, mogłabym się stąd wydostać. Spojrzałam na kajdany. Wtedy też uświadomiłam sobie jak absurdalna jest moja moc. Stary papier zamieni w ostrze zdolne wbić się w beton, a nie da rady przegryźć się przez kawałek materiału.
-Znajdźcie mnie w końcu, chłopaki.- załkałam. Zaczęłam się rozpadać od środka. Nie mogłam się nawet skulić. Te pieprzone kajdany! Mój wróg dalej leżał półprzytomny mogąc jedynie poruszać oczami. Zaczęłam panikować i się szamotać. Chwila, skrawek nagiego ciała, dotykający stali wystarczy, żeby je rozwalić! Każdy staw promieniował bólem, każdy mięsień trząsł się od wysiłku. Szybciej! Straciłam oparcie na prawej ręce. Udało się! Zagryzłam materiał zębami i zaczęłam go zrywać. Dziurka. Szybciej. Zamachnęłam się. Chwila! Przy upadku muszę utrzymać równowagę. Upadłam boleśnie na podłogę. Trudno mi było się podnieść. Ile czasu musiałam tu wisieć, że jestem tak wyczerpana? Nie wiem i raczej nie chcę wiedzieć. O przeniesieniu się nie było mowy. Nie wiedzieć czemu. Podczołgałam się do okna i wtedy zobaczyłam, że wieżę, okala runiczna sfera. Nie, niemożliwe. Nawet gdybym bardzo chciała, pewnie jedynym wyjściem będzie wyskoczenie ze środka. Tylko co zrobię z tym człowiekiem? Szlag... Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie było tam nic, co mogłoby mi się przydać. Ten mężczyzna najwidoczniej aż się w środku gotował z wściekłości. Nieważne. Nie mogę mu teraz nic zrobić. Wzięłam jego laskę i podpierając się nią zaczęłam szukać wyjścia z tej wieży. Drewniane wrota zaraz rozpadły się w drobny mak po tym jak ich dotknęłam ramieniem. Zbieganie po schodach szło mi tak pokracznie, że prawie bym z nich spadła, gdyby nie laska trzymana w ręku i odizolowana przez kawałek materiału.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz