piątek, 25 stycznia 2013

19. Jak mydlana bańka...


W zasadzie tutaj kula powinna się kończyć. Byłabym wolna zaraz po jej opuszczeniu.  Ucieszyłam się w  zasadzie na marne. To byłoby zbyt piękne! Zbyt proste!
Zaklęłam pod nosem. Tego mi tu brakowało. Mutantów na straży. Przylgnęłam do ściany. Uspokój oddech, bo cię usłyszą!
Zacisnęłam dłoń na lasce. Myślałam przez moment, że wypadła mi z ręki. Najwidoczniej jednak musiałam w jakiś sposób uruchomić blokadę, która ujawniła mi ukrytą w lasce broń. Zwróciłam na siebie uwagę strażników. Wymierzyłam w nich ostrzem, nachylając się po osłonę. Te potwory nie śmiały nawet drgnąć. Skierowałam je pod jedną ścianę. Idąc dalej na dół dotknęłam ściany ramieniem. Kamienny sufit zwalił się na bestie, dodatkowo je parząc tym rozgrzanym do czerwoności gruzem. Zbiegałam dalej na dół, odzyskując władzę w ciele i zastanawiając się dlaczego te stwory mi uległy. Spojrzałam na ostrze. Ukryłam je z powrotem w obudowie. Może to przez to, że odebrałam mu broń? Nie, teraz nie było czasu na doszukiwanie się głębszego sensu w tym zachowaniu. Okienko. Tak! Wybiegłam już poza kulę! Muszę się przenieść! Gdziekolwiek!

Tak też zrobiłam i wpadłam na kogoś.
-Agnieszka!- zaraz objął mnie mocno i podniósł. Już nie miałam siły. Znał moje imię. Byłam jedynie pewna, że nie przeniosłam się do kogoś obcego. Adrenalina opadła od razu, zaczęłam się słaniać na nogach, pragnąc jedynie odrobiny wody i tej lekkości. Spokoju.  Jednak tą laskę wciąż trzymałam kurczowo w dłoni, jakby to ona dawała mi poczucie tego zwycięstwa.
Widziałam jasne światła pod powiekami. Pojawiały się monotonnie. Po jakimś czasie zorientowałam się, że jestem w aucie. Z trudem rozkleiłam zapuchnięte powieki. Znajdowałam się w znajomym mi samochodzie. Za kierownicą siedział Demon. Deja vu... Znów wyglądał tak, jakby miał zagrozić temu komuś, kto mi to zrobił. Nie poruszyłam się. Głębszy oddech po przebudzeniu nie był problemem, w szumie silnika to było niezauważalne. Próbowałam odgadnąć jego zamiary. Demon zjawił się tak nagle. A wyglądał na takiego nie do końca pewnego swoich racji. A może to ja taka jestem? I od niego to się tylko odbija?
Przełknęłam gęstą ślinę. Spojrzałam na swoje dłonie. Obandażowane... To samo z nogami. Teraz dopiero czułam każdy swój mięsień. Nie mam jak przed tym wszystkim uciec. Nie mam gdzie, bo i tak mnie znajdą. A oni? Jak oni mają mi w tym pomóc skoro jeden drugiego nienawidzi? Prędzej sami się między sobą powyrzynają. Nie mogłabym do tego dopuścić. O, znów myślę o innych bardziej niż o sobie. W gardle zaschło mi już tak bardzo, że żeby odetchnąć musiałam spróbować odchrząknąć.
-Demon.- mruknęłam. Zatrzymał się i prawie przeskoczył na tylne siedzenia.
-Pomóc ci usiąść? Gdzie ty byłaś przez dwa tygodnie?! Nie mogliśmy cię w żaden sposób znaleźć!
-Porwali mnie... Nie wiem gdzie... Gdzie my jedziemy?- spytałam wymijająco.
-Do mnie. Zero był dziwnie zdezorientowany tuż po twoim zniknięciu.
-Och...- ściągnęłam brwi.-Daj mi wody...
-Nie mam tu nic przy sobie. Wytrzymaj do wjazdu na teren posiadłości. Namówiłem Zero na postawienie obronnej kopuły. Mamy tam bezpośredni wstęp jeśli któreś z nas posiada runiczny talizman. Przerysowałem ci go na ramię.- z powrotem usiadł za kierownicą. Potem dodał, że minie góra piętnaście minut i będziemy na miejscu.
Zajechaliśmy na miejsce tak jak mówił. Trochę mi się jednak dłużyło przez pragnienie. Najchętniej położyłabym się teraz do łóżka. Do miękkiego, wygodnego łóżka. Kąpiel była oczywiście priorytetem, ale nie wiem czy byłabym w stanie przyznać się, że i przy tym potrzebuję teraz pomocy. Zupełnie się kompromitowałam. Nie mogłam się nawet podnieść. Było mi strasznie głupio, kiedy wziął mnie na ręce.
-Najprędzej dostaniesz góra szklankę wody. Ja cię chyba od razu podłączę do kroplówki.-stwierdził. Przestraszyłam się jeszcze bardziej tej kroplówki, niż tego, że Demon miałby mi pomóc się umyć.- Może mógłbym ci jakoś inaczej pomóc? Ten trik z krwią naprawdę szybko działa. Mógłbym ci jej podarować trochę.- na to hasło mało się nie wyrwałam.
-Ten, co mnie porwał, zabrał mi moją i sobie wstrzyknął.- to nie było nic dobrego pod wieloma względami. Już mniejsza o to, czy się szybciej uleczy. Doszczętnie zrujnował moją i tak nadszarpniętą umowę z Nathanem.
Umowa... Nic w tej umowie nie było na swoim miejscu. Nawet nie znałam jej warunków. Miałam w tym jakieś prawa? Tak. Chyba jedno. Prawo przywiązania się do czerwonowłosego. Wybitnie mu się udało. W końcu to on wprowadził mnie w ten cały bajzel. Tak. Zachowywał się bardziej jak nadzwyczaj nieudolny opiekun. Mamy ze sobą coś wspólnego. Najbardziej nieudolni jeśli chodzi o coś co powinniśmy robić najlepiej. Ja powinnam się lepiej bronić, on powinien mnie lepiej pilnować. Zaraz, czy to nie znaczy, że wiążę z nim jakieś szanse?
Całe szczęście, że Demon już mnie posadził na kanapie i poszedł po wodę. Zakłopotanie na mojej twarzy było nie tyle widoczne, co odczuwalne.
Nawet go nie znam. Jego charakter jest... Zbyt porywczy. Nathan jest narwańcem. Jeśli nie szaleńcem. Rozejrzałam się po jasnym pomieszczeniu. Dopiero teraz poczułam jaka jestem brudna i przepocona. Ohyda. A Demon nawet się nie wzdrygnął... Spojrzałam na swoje opatrzone ręce i przeniosłam wzrok na osobę, która dopiero wkroczyła do pokoju. Zero uśmiechnął się krzywo. Spod okularów jakie miał na nosie jednak w jego oku błysnęło coś więcej niż ulga. Też mi ulżyło, tak z grubsza. Odwzajemniłam uśmiech.
-Zająć się twoimi ranami?-spytał po czym nakreślił na swojej dłoni krąg z runami, by przyłożyć symbol niczym stempel do każdego obolałego miejsca. Nie protestowałam.
-Um... Chyba dużo energii poświęcasz na bariery. Może sobie daruj... Oszczędzaj siłę.- zauważyłam.- Co się działo przez ten czas jak mnie nie było?
-Szuka cię policja i straż pożarna. Twoje koleżanki zgłosiły twoje zaginięcie. Nathan jest głównym podejrzanym o porwanie.
-Co?!
-Ponad dwa tygodnie nieobecności, moja droga.
-Tak. Demon mi już to mówił, ale... Nie wspominał o Nathanie.- serce mocniej mi zabiło. Zrobiło mi się gorąco, a co za tym idzie, słabo.
-Właśnie dlatego nie chciał ci tego mówić w samochodzie.-mruknął.
- Co z Tribalem? Jakby jego też szukali to i ciebie i Demona. Wszyscy w tym siedzicie.
- Nie mam pojęcia. W każdym bądź razie lepiej będzie jeśli nie będziesz się z nikim komunikować. Przynajmniej nie do czasu, w którym wyzdrowiejesz.- oznajmił zupełnie niepotrzebnie. Patrzyłam tępo w punkt na stoliku przed kanapą, a po chwili po prostu zaczęły  ze mnie lecieć łzy. Duże, słone jak cholera, gorące. Zasłoniłam twarz dłonią, ale i to nie pomogło mi się opanować. Zaczęłam się zanosić, skryłam twarz pod ramionami. Nie mogłam się opanować. A to wszystko się jedynie kumulowało, aż do teraz. Ten cały ból, ta świadomość, że muszę wszystko porzucić, ten mętlik w głowie, który z każdą chwilą się komplikuje, aż w końcu nie jestem w stanie rozwiązać najprostszych problemów. Przyszedł Demon. Postawił na stoliku dzbanek z wodą.
Bez słowa usiadł obok i zaczął głaskać mnie po głowie i karku. Co ja bym dała teraz za pocieszenie. Za przytulenie.
Nawet nie poczułam, kiedy Demon mnie do siebie przyciągnął. Zaniosłam się jeszcze bardziej, już nie próbując nawet tego powstrzymywać. Płakałam, bo musiałam. Płakałam, bo mi było to potrzebne, bo za dużo było na mojej głowie.

2 komentarze:

  1. Super rozdział ale najbardziej podoba mi się piosenka którą masz na profilu jest super <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tych piosenek jest więcej :3 a Peace of Mind to Character Song dla głównej bohaterki ^^

      Usuń