wtorek, 8 stycznia 2013

2. Furia


Nathan otworzył oko. Spojrzał na mnie i uniósł brwi z powrotem kryjąc  źrenicę pod powieką. Podniósł się i stanął w drzwiach.
-Gdzie się wybierasz?
-Do domu.
-Chcesz zginąć, proszę bardzo. Jeśli znaleźli cię na uczelni, znajdą cię i w domu. Poprawka, skoro ja cię znalazłem z łatwością, oni tym bardziej, choć i tak zajęło im to więcej czasu, niż przypuszczałem. Czemu masz ten naszyjnik na sobie? Zabrałem ci go.-założył ręce na piersi, unosząc z lekka głowę.
-Ty mi go ubrałeś.- zmrużyłam oczy, układając jakoś wszystkie fakty do tego prowadzące.
-Nie przypominam sobie. Nie miałem go też przy sobie wczorajszego wieczoru. Zadziwiające, doprawdy.- mruknął.
-Puść mnie stąd.- chciałam przepchnąć się obok, ale Nathan drasnął mój policzek scyzorykiem. Odsunęłam się, zapłakana, trzymając się skaleczonego miejsca, które szczypało niemiłosiernie.- Może mnie od razu zabij! Mogłeś mnie nawet nie ratować!- wrzasnęłam. Podszedł szybko zatykając mi usta dłonią.
-Przymknij się.- wysyczał, odejmując moją rękę od skaleczonego policzka.Jego wzrok stał się przerażająco pożądliwy. Koniuszki palcówmi zdrętwiały, nie mogłam drgnąć, ani głębiej odetchnąć. Łzy zlewały się z krwią z policzka. Co poczułam po chwili? Jego język tuż pod raną. Nathan zdjął opaskę z oka, które wcale nie było uszkodzone. Zamknęłam lewe oko, próbując uciekać od tego dotyku. Uniosłam ręce na wysokość swojej twarzy i próbowałam odjąć jego rękę od ust. Ściął mnie wzrokiem.
Będę cicho. Chciałam mu to przekazać spojrzeniem, nie wiem, czy podziałało. Udo zabolało od przemęczenia. Jęknęłam i skuliłam się, by go dotknąć. Szkarłatnowłosy puścił mnie i pozwolił mi usiąść na wersalce. Skuliłam się obejmując dłońmi skaleczoną nogę i kładąc głowę na kolanie. Ponadto szczypał mnie policzek .Zaklęłam pod nosem niemal piszcząc z bólu. Dlaczego to tak boli?!
-Daj rękę.- oznajmił. Trzymał w dłoni strzykawkę z jakimś ciemnym płynem. Miał podwinięty rękaw, a w zgięciu łokcia rankę od igły.
-Co?! Zwariowałeś! Wiesz czym to grozi?-warknęłam, kryjąc ręce zaplecami.
-Tak, wiem. Szybciej wyzdrowiejesz.- rzucił grobowym tonem, jakby faktycznie wiedział co robi.
-Albo umrę. Dla ciebie to żadna różnica, chyba...- parsknęłam.
-Nie ,ale to, że podzielę się z tobą moją krwią znaczy tyle, co dożywotni sojusz. Krew jest bardzo potrzebna w tych czasach. Nawet ta odrobina tutaj, jest na wagę złota. Dałaś się dźgnąć, ale dopiero zaczynasz jako strażnik. Elina to parszywa suka. Uważaj na nią.- ostrzegł mnie. Klęknął tuż przy kanapie i chwycił mnie za rękę. Zaczęłam się z nim szarpać, bo tego nie chciałam.Coraz mocniej rozeźlony podrzucił strzykawkę, złapał ją w powietrzu i wbił mi igłę w nogę.
Krzyknęłam mu w twarz, po czym opadłam z sił. Niby je traciłam, ale mogłam wszystko rejestrować. Nathan dotknął mojego policzka, który już przestał szczypać. Uśmiechnął się przymrużając oczy, pewnie spostrzegł, że nie straciłam świadomości. Odwrócił się i oparł plecami o wersalkę, siadając na podłodze. Westchnął.
Jakieś dzikie myśli nachodziły mnie, gdy na niego patrzyłam. Mogłabym dotknąć jego włosów, a on wtedy odchylił głowę tak, że mogłam dotknąć ich nosem, a nawet poczuć ich zapach. Poczułam świeże powietrze. A może mi się tylko zdawało... Moja dłoń, mimo iż czułam tylko koniuszki jej palców, powędrowała posłusznie ku jego czuprynie. Dotknęłam ich bez wahania. Gęste i miękkie włosy układały się przyjemnie między moimi palcami. Mało tego. Zaczęłam już odzyskiwać władzę i czucie w reszcie ciała.
Nathana nie ruszało, że bawię się jego włosami dopóki nie dotknęłam jego głowy. Poczerwieniałam na twarzy. Spojrzał na mnie wykręcając głowę i tułów.
Wyciągnął dłoń i przeciągnął jej wierzchem po moim skaleczonym policzku.Nie poczułam, żeby przesunął po ranie, w ogóle nie poczułam ani jej, ani żadnej bruzdy sugerującej strupy. Sama po chwili dotknęłam policzka przymykając oczy. Nie dowierzałam.
Uniósł brwi kilkukrotnie.
-Sojusz krwi daje ci szybszą regenerację. Nie wiedziałaś?
-Ech ,nie jestem z tego świata.- mruknęłam.
-Jesteś.Tylko nie pamiętasz jeszcze jak żyłaś w tym świecie. Zwyczajnie za krótko tu się znajdujesz.
-Nie rozumiem.- bąknęłam. Jak mogę wiedzieć, co jest w tym świecie?
-Nie jesteś jakaś specjalnie domyślna. To proste, każdy alternatywny świat ma twojego odpowiednika w sobie. Ty, jako istota główna, faktyczna, możesz przenosić się do tych ciał z alternatywnych światów. Wszystkie są takie same. Dlatego zostaniesz strażnikiem.-wytłumaczył.
-Dlaczego? Skąd mam wiedzieć,że nie jestem podróbą?
-Banalne pytanie, banalna odpowiedź. Bo nie jesteś. A szerzej? Skoro to ty przenosisz się do alternatywnych światów, a nie tutejsza Agnieszka, to jesteś na tyle silna by być oryginałem.
-Ech ,nie ważne i tak zginę, bo nie umiem walczyć.- wydostało się z moich ust.- Czy wtedy polegną wszystkie moje kopie?
-Czytasz mi w myślach. Ale ja Cię sztuki przetrwania nie nauczę.- odparł na to.
-To na co mi ten sojusz?! Skoro nawet się na niego nie godziłam, chcę mieć jakikolwiek plus z całej tej akcji.- podniosłam się ignorując go. Noga już mnie nie bolała. Wstałam i ruszyłam do wyjścia.- Żegnam.- puściłam się biegiem, gdy już zniknęłam mu z widoku. Miasto było opuszczone. Biały dzień i ani żywej duszy. Kamienice niszczały bez długoletniej opieki. Szyby były pozabijane dechami, a ja jeszcze przez długą chwilę nie mogłam się odnaleźć w znanym mi miejscu! Łańcuch na mojej szyi zaczął się na niej powoli zaciskać. Przynajmniej takie miałam wrażenie .Zerknęłam za siebie. Nathan już za mną biegł. Doganiał mnie z każdą sekundą. W jego dłoni błysnął sztylet.
-Zadźgasz mnie...- oprócz tego przypuszczenia z ust wyrwało mi się jeszcze kilka obelg w jego kierunku. Rzucił się na mnie. Jaki normalny człowiek tak wysoko skacze?! Uciekłam spod tego żywego pocisku. Zatrzymałam się dopiero na ścianie, a on odbił się od ziemi i wbił w ścianę nóż, tuż przy moim uchu.
-Mało Ci?! Nie dość, że Ci tyłek ratuję, to Ty chcesz jeszcze treningów?- wysyczał mi do ucha.
-Pewnie!- odepchnęłam go i zaczęłam iść dalej. Słyszałam tylko, jak wyciąga nóż z osypującej się z tynku ściany i robi kolejny zamach. Odwróciłam się i zrobiłam gwałtowny krok w jego stronę. Uniosłam rękę i złapałam go za nadgarstek, zatrzymując sztylet.
-Pamiętaj, w pewnym momencie oni sami mogą Cię przywołać. Jeśli tylko będzie ich większa liczba i będą razem mieli wystarczająco dużo mocy. Tych najlepszych ciągnie do siebie.- rzucił ostrzegawczo. Ściągnęłam brwi w oczekiwaniu na jakieś wyjaśnienie chociażby ostatniego zdania. Opuściłam rękę, gdy poczułam, że rozluźnił mięśnie. Stałam za blisko niego, ale znów miał opaskę na oku. Zawiał cieplejszy wiatr. Nie ważne czy był mróz, czy środek zimy. Ja nawet nie miałam na sobie kurtki. Zastanawiające było jednak to, skąd wziął się ten ciepły podmuch. Zerknęłam w prawą stronę. W ciemnej uliczce jarzyła się kula płynnego ognia, którą jakaś siła trzymała w powietrzu. Światło ognia oświetlało czyjąś rękę, która nagle zrobiła zamach. Niemal czułam, jak powietrze staje się coraz bardziej gorące. Ułamki sekund się liczyły, a Nathan nic nie widział. Rzuciłam się na niego, by go powalić. Umknęliśmy kuli palącego żywiołu. Nathan zepchnął mnie z siebie widząc kolejną elipsę formującą się już u wylotu uliczki. Miał taką siłę, że nie zorientowałam się kiedy wylądowałam w wywalonych przez moje ciało drzwiach do zabitej dechami kamienicy. Najlepiej byłoby się skryć, choć ta kamienica nie ma drugiego wyjścia, ale są aż cztery piętra, więc zanim mnie znajdą minie trochę czasu. Zaczęłam biec po schodach na górę, a będąc już w połowie drugiego piętra coś powaliło mnie na drewnianą, zabrudzoną podłogę. Okazało się to podmuchem od wybuchu. Całe pierwsze piętro płonęło. Odcięli mi drogę ucieczki. Nathan chyba tego nie przewidział. Zasłoniłam usta i nos kawałkiem koszulki i ruszyłam w górę. Do ostatniego mieszkania wpadłam nawet nie myśląc, że ktoś tam może być. Otworzyłam okno i wychyliłam się przez nie. Nathan leżał na brzuchu, na środku drogi, z popalonymi plecami. Uratował mnie. Na krótko, ale jednak to zrobił. Jego przepaska również była przypalona, jeszcze się tliła.
-Tu jesteś, cwana dziecino. Nie każdy może od tak sobie wyczuć kiedy szykuję atak.- zaśmiała się istota, która wyszła z ognia, jaki dostał się już do ostatniego piętra. Mężczyzna o białych jak śnieg, krótkich włosach z bliznami od poparzeń na twarzy i przepaską na obu oczach szedł w moim kierunku ciągnąc za sobą dwa sznury płonącego powietrza. Im bliżej stał, tym bardziej mnie to parzyło.- Byłaś pierwsza i ostatnia.- warknął, by po chwili parsknąć gardłowym śmiechem.
Z ogniem nie mam najmniejszej szansy! Zginę, spłonę żywcem! I nie wiem, czy nie lepsza by była nagła śmierć. Musiałabym tylko dobrze upaść na ziemię.
-I tak widzisz mnie po raz ostatni.- rzuciłam i odepchnęłam się od podłogi wypadając przez okno. Zamknęłam oczy, czekając na huk.
-Co ty wyprawiasz?!- Nathan krzyknął na mnie. Trzymał mnie na rękach, był cały poobijany, a jego lewe oko zamknięte, bez przepaski.
-Ginę.-rzuciłam zdezorientowana.
-To się kurna nie zgadaliśmy. Nie było innego sposobu?!- odstawił mnie na ziemię i upadł na kolana.
-Nathan.
-Nie wołaj mnie, tylko uciekaj! O Ciebie im chodzi. Uciekaj z tego świata, już!- krzyknął, gdy tuż przede mną zjawił się ognisty wróg. Wyskoczył z kamienicy. Ja zerknęłam na Nathana i rzuciłam się do ucieczki. Pędziłam na oślep, miałam zamknięte oczy, żeby stąd zniknąć, jak najprędzej! Potknęłam się i padłam jak długa. Miałam szczęście, bo uniknęłam kuli ognia. I to by było na tyle. Panika wzięła górę, adrenalina podskoczyła gwałtownie, a ja nie wiadomo kiedy znalazłam się znowu na nogach.
Nadal nic się nie działo.
Wykrzyczałam na głos, że chcę wrócić do siebie. I dalej nic. Twarz Nathana stanęła mi przed oczami. Skurczybyk, pogrywa sobie ze mną. Mam u niego dług wdzięczności za to, że już kilka razy mnie uratował. Wtedy też rozjaśniło mi się w głowie. To dlatego nie mogę powrócić. Sumienie mi nie daje. Ale jak ja mu pomogę?! Co ja mogę zrobić?!
Szlag by to! W narastającym zdenerwowaniu, niemal ocierającym się o furię, zawróciłam, nie bacząc na potknięcia, czy nadlatujące kule. Po prostu jakoś mnie one omijały, albo to ja ich unikałam. Nie pamiętam. Ostatnim, co zauważyłam, była rozeźlona twarz samego Nathana, kiedy go zasłoniłam swoim ciałem. Wtedy też otworzył swoje lewe oko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz