środa, 30 stycznia 2013

20. Coś normalnego

UWAGA (dopisek z 02.02.13r.)
Jest już dostępny Spis Treści, więc to tam się kierujcie szukając starszych rozdziałów.
Pozdrawiam, Aikoo.

~~~~~~~~~~


Obudziłam się już mniej obolała. Sęk w tym, że byłam w obcym łóżku. I byłam czysta. Koło łóżka stał wieszak na kroplówkę. Więc jednak mnie tym odżywili. Wciąż jednak chciało mi się pić. Nadal nie za bardzo mogłam jednak ruszyć się z miejsca. Cholerne osłabienie... Zahaczyłam drenem o kołdrę. Ohyda, ohyda, ohyda! Jak mogli mi to coś wbić na stałe w rękę? Nie brzydzi mnie widok krwi i żywego mięsa, ale wiele bym dała za to, by nie patrzeć bezpośrednio na żyły, a już tym bardziej na taki dren. Fuj! Zaworek do ciała. Lekarzem to ja nie zostanę. Westchnęłam ciężko starając się zignorować to uczucie uciekającego spod plastrów ciała, tych wybitnie nieprzyjemnych dreszczy w tej okolicy. Po chwili zaledwie wzdrygnęłam się niemiłosiernie gwałtownie. Zsunęłam nogi z łóżka i zaraz byłam zmuszona do zakrycia się kołdrą, ponieważ drzwi o mały włos nie wypadły z zawiasów.
-Puka się!- warknęłam nawet nie zwracając uwagi na to, kto wkroczył do pokoju. Zaraz potem pożałowałam tego zwrotu.
-Ja cię, kurwa zaraz puknę!- to było pierwsze, co usłyszałam. Po chwili zostałam powalona na łóżko i przygnieciona ciężarem  owego gościa.
-Złaź ze mnie!
-Zejdę, kiedy mi się spodoba.-uśmiechnął się złośliwie. Oho... Znów dałam sobie zablokować ręce. Znów poczułam, że robię się bordowa na twarzy, a on nic sobie z tego nie robi. Wciąż przytrzymywał moje obolałe nadgarstki jedną ręką, podczas, gdy drugą chwycił mnie pod brodę.
-Nathan! Puść mnie.
-Nie rozkazuj mi, dziecino. I co ty tutaj robisz? Z tymi idiotami, co?!
-A miałam dalej siedzieć zakuta w łańcuchy? Nawet nie wiem, co mi tam robili.- nie patrzyłam na niego. Bardziej ścisnął moje ręce, w przypływie negatywnych emocji.
-Jak zwykle nie można spuścić cię z oka nawet na chwilę.-syknął z pogardą.- Nawet jeśli już jakieś tam moce posiadasz. Zawsze będziesz taka normalna?-spytał, przymrużając oczy.
Normalna? Nazwał mnie normalną? Z której strony niby jestem normalna? Znów nie miałam jak mu odpowiedzieć na pytanie.
-Któryś kładł na tobie łapska? Odpowiadaj.
-Nie. Zejdź ze mnie. To boli.-poruszyłam delikatnie dłonią, żeby dać mu znać o obolałych i nadwyrężonych nadgarstkach. Poluzował uścisk. Spojrzałam w jego oczy. W zasadzie... Nie mam pojęcia, kto mnie umył. Zaczerwieniłam się. Nie, nie mogę mu tego powiedzieć, skoro sama nie mam pojęcia, kto to mógł zrobić.
-Niech ci będzie. Przez twoje wybryki jestem notowany.- prawie się na mnie położył. Spłonęłam jeszcze gorszym rumieńcem, gdy wtulił swój nos w dołek przy lewym obojczyku i chuchał mi specjalnie, żeby wywołać u mnie ciarki. To mu się udało. Mnie samej udało się wydostać jedną rękę, ale jedyne co mogłam zrobić to podrapać się po nosie, albo znów tak jak kiedyś dotknąć jego włosów. Raz jest blisko, innym razem zupełnie daleko. Cały Nathan... Sęk w tym, że ja chyba też się do tego aktywnie przyczyniam. W końcu myśląc tak niewiele dłużej, zaczęłam bawić się jego włosami. Nawet się nie wzdrygnął. Zastanawiało mnie od tej pory jak można mieć je tak czerwone i tak delikatne. Zupełnie jakbym głaskała małego kociaka, albo małego chomika. Uśmiechnęłam się sama do siebie. W pewnym momencie Nathan po prostu mnie przygniótł. Najzwyczajniej w świecie zasnął.
-Nathan, udusisz mnie.- rzuciłam półgłosem. Ani drgnął. No świetnie. Chciałam w pewnym momencie złośliwie pociągnąć go za te włosy, ale wtedy na pewno mnie ugryzie. Nie mógłby chyba tak szybko zasnąć? I to w domu, w którym znajduje się tylu jego potencjalnych przeciwników. Podniosłam na chwilę głowę. Uchylone drzwi zamknęły się zupełnie. Opadłam z powrotem na łóżko. Co mi pozostało? Żeby móc głębiej odetchnąć musiałabym się jakoś wyślizgnąć spod niego chociaż częściowo. Zaczęłam się denerwować.
-Nathan, do jasnej cholery...-jęknęłam siłując się z jego ospałym ciałem. Pociągnęłam go za te włosy. Ocknął się, poruszył a potem znów zasnął. Gdzieś głęboko w brzuchu zalała mnie fala gorąca. A po chwili musiałam uciekać przed ugryzieniem w obojczyk. Wiedziałam, że tak będzie, co odbiło się na mnie głębokim i ciężkim westchnieniem spowodowanym głównie brakiem cierpliwości. Na szczęście się podniósł.
-Musiałaś mnie budzić akurat w takim momencie?- spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Jakim?-na to pytanie wyraz jego twarzy radykalnie się zmienił. Pojawił się znaczący uśmieszek i przymrużenie oczu.
-Ładnie ci w przydużej męskiej koszulce, ale nie lepiej by ci było bez niej?
-N-Nie.-a zdążyłam już ochłonąć po ostatnich rumieńcach.
-I o to chodzi.- nie minęła sekunda jak wpił się w moje usta. Zaraz potem poczułam jak znowu blokuje mi obie ręce swoją jedną, a jego druga dłoń wkrada mi się pod koszulkę.
 Odwróciłam głowę. -Zaraz cię ugryzę!-zagroziłam.
-A spróbuj.- wymruczał. Znów znalazł moje usta. Poczułam się niezręcznie, gdy jego dłoń zbliżała się powoli do linii żeber. Wciągnęłam powietrze, jednocześnie uciekając od jego dotyku. Ugryzłam go mocno w wargę. Tylko się uśmiechnął i dalej robił swoje. Odcień wstydliwej czerwieni na mojej twarzy osiągnął zenitu, gdy Nathan zbliżył się dłonią do piersi. Przymknął oczy. Jedynie wierzchem dłoni przesunął po mostku i tuż pod biustem nawet go nie dotykając. Jeszcze raz przejechał tym samym torem w drugą stronę i już całą dłonią, delikatnie przesunął po brzuchu. Uniósł brew w zapytaniu, otwierając oczy, a towarzyszył temu zawadiacki uśmieszek.
-Nie protestowałaś jakoś specjalnie.-zauważył. Niby jak miałam to zrobić? Jedyna forma protestu została obrócona przeciwko mnie. Tak bym powiedziała, ale po co? Skoro to bardziej niż oczywiste.
-A-a to podpisuje się pod molestowanie seksualne.-fuknęłam w końcu. Roześmiał się.
-Chyba sobie ze mnie kpisz. Kto ostatnio sam wyszedł z inicjatywą?
-Ale to nie...
-Cicho. Już nie o to chodzi. Te kradzione są najlepsze.- przerwał mi, naprawdę rozbawiony.
-Zrobisz się przewidywalny.- znacznie wyprzedziłam fakty z tym stwierdzeniem. Jak to "zrobisz"? Jak to "przewidywalny"?! Czy czasem z tym stwierdzeniem nie dałam mu pozwolenia na cokolwiek związanego ze mną? Chciałabym się tak nad tym nie zastanawiać. To przypuszczenie dało mi jednak do myślenia, podczas gdy czerwonowłosy się rozochocił.
-Jednak wychodzi na moje. Widzisz, niepotrzebnie się opierasz.- stwierdził, po czym obrócił się na bok, kładąc dłoń na moim brzuchu. Palcami wystukiwał najwidoczniej zmyślone na poczekaniu rytmy.
-Nieważne…-mruknęłam, podnosząc się z łóżka. Wciągnęłam na siebie szlafrok wiszący na fotelu przy oknie.
-Gdzie idziesz?
-Do salonu.
-Chyba nie chcesz przed nimi paradować w piżamie i bez bielizny?!- syknął. Ściągnęłam brwi. Faktycznie, nie czułabym się najlepiej, a na pewno nie byłoby to komfortowe. Opuściłam ramiona w zrezygnowaniu. Usiadłam w fotelu.
Nathan spojrzał na mnie, unosząc brew, gdy założyłam nogę na nogę.
-No, proszę.-machnęłam ręką w kierunku drzwi.- Nie obrażę się wcale, jeśli załatwisz mi ubranie.-oznajmiłam z wyrzutem.- I proszę o coś NORMALNEGO.- dodałam, widząc już jego wyraz twarzy w odpowiedzi na tą prośbę.
-Nigdzie się stąd nie ruszaj.- odparł słodkim tonem. Nie minęła chwila, jak wyszedł z pokoju. Postawiłam obie nogi na podłodze i zsunęłam się w fotelu.
-Doprawdy, z chęcią bym od tego wszystkiego odpoczęła.-powiedziałam sama do siebie. Zerknęłam przez okno na skrzącą się kopułę w kolorze fuksji. Pięknie to wygląda, ale jaką cenę trzeba zapłacić za to, żeby widzieć takie rzeczy? Jestem poszukiwana, jako zaginiona.
Jeśli by mnie znaleźli, ciekawe jak im to wszystko bym wytłumaczyła? Że co, magia?! Absurd.
Ciekawi mnie niezmiernie ile się zmieniło od tego ostatniego dość jawnego ataku. Nie myślałam nigdy, że będę świadkiem takich akcji. A jednak…
Zima za oknem. Zupełnie zapomniałam o śniegu i tym, że zbliża się koniec stycznia. Zupełnie się to zatarło. Zaczęło mnie zastanawiać, dlaczego nie zwracałam już uwagi na takie zmiany temperatury? Wiem, za każdym razem kiedy coś się działo byłam w szoku. Wstrząsnęły mną dreszcze, gdy pomyślałam o tym, jak często paradowałam po mieście bez kurtki i szalika.
Nonsens.
Czym jest mały katar w porównaniu do tortur, jakie mi serwowano w tamtej wieży. Spojrzałam kątem oka na drzwi. Pewnie będą chcieli wszystkiego się dowiedzieć. Dotknęłam łańcucha na szyi. Cały czas tam był… Szlag. Pozbycie się go byłoby trudne, zwłaszcza, że jeśli to od założenia tego… hm, artefaktu, amuletu, zaczęły się dziać takie rzeczy. Jeden ciul wie jak to nazywać.  Ale jeśli ktoś wpadłby na pomysł odcięcia mi głowy i zabrania tego fantu? Co jeśli już bym się nie obudziła? Objęłam dłonią swoją szyję. Lepiej nie podejmować ryzyka. Potrząsnęłam głową energicznie, odpędzając od siebie te wszystkie myśli. Przecież to jak wydanie na siebie wyroku. Nie potrafiłabym popełnić samobójstwa! Nie jestem aż takim tchórzem! W końcu mam wokół siebie osoby, które na swój sposób by mnie wspierały i przecież wciąż to robią.
Ech, Nathan to zapoczątkował. Na jego wyobrażenie same zacisnęły mi się pięści. Przyłożyłabym mu bez powodu przy pierwszej lepszej okazji. Należy mu się. I to cholernie mocno. Gdy wkroczył do pokoju, rzuciłam mu mordercze spojrzenie. Zrobił zdziwioną minę, która zaraz zniknęła pod szerokim uśmiechem.
-Przebieraj się!- rzucił plecak z ubraniami na łóżko. Na plecaku była metka.
-Sklep obrabowałeś?!
-A co? Nie wolno mi? I tak mnie ścigają.- przeskoczył przez łóżko i usiadł na przeciwnym brzegu przy fotelu.
-Jaki ty jesteś głupi.-sarknęłam z niedowierzaniem, kryjąc twarz za  dłonią.
-Ej! Mało ci tortur? Zaraz ci coś zaserwuję na deser, księżniczko.- fuknął. Wyraźnie się ze mną drażnił.- Ubieraj się, albo…
-Albo co?!- podniosłam się z miejsca nagle. Mimo, że lekko mnie zaćmiło, jego twarz wciąż była wyraźna.-Wyłaź mi z tego pokoju!
-Tak łatwo ci się nie uda.- wytłumaczył, krzyżując ręce na piersi. Opadł na łóżko i nie zamierzał się stąd ruszyć.
-Świetnie.- szarpnęłam gwałtownie plecakiem, który leżał pod jego głową.- Równie dobrze mogę się przebierać na korytarzu…-ruszyłam pewnie w stronę drzwi. W pewnym momencie poczułam, że Nathan ciągnie mnie za włosy i ściąga na łóżko.- To boli!-plecak upuściłam na podłogę.
-Wychodzę.- rzucił grobowym tonem, powalając mnie na łóżko. Uśmiechnęłam się krzywo, masując obolałą skórę głowy. Jednak dał się łatwo przekonać. Pokręcił głową w progu, słyszałam jego rozbawione prychnięcie. Też to zauważył. Zazdrośnik.

5 komentarzy:

  1. super notka przeczytałam wszystko ciekawie bardzo piszesz . :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje za odwiedziny u mnie i komentarz :) Oczywiście się rewanżuję xD Fajna notka, jak będę mieć chwilę poczytam wszystko :P

    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  3. A ty wiesz jak włączyć te komentarze na stronach? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurde, dzienki ^^ tera już możesz jeśli chcesz skomentować moją książkę. :D

    OdpowiedzUsuń