wtorek, 8 stycznia 2013

3. Marnie...


Ocknęłam się cała i zdrowa w szkolnej toalecie. Był już wieczór. Podniosłam się ociężale nie wiedząc dokładnie, czy na pewno nie mam jakiejś rany. Przeciągnęłam się i wyszłam z kabiny. Dlaczego nagle się tu znalazłam? Zerknęłam na zegarek i nie patrząc na swój wygląd w lustrze ruszyłam do szatni po kurtkę. Szybko zniknęłam z wydziału nie dając nawet cienia szansy, by mnie ktoś zobaczył. Cóż, mam nadzieję, że to moje wędrowanie po światach szybko się skończy, bo ja nie zamierzam bawić się w takie rzeczy.
Ktoś kto groził mi śmiercią, zaczyna mnie ratować. Mówi coś o mocy, naszyjnik nagle zjawia się na mojej szyi, ale jest za mały by go przecisnąć przez głowę i nawet nie ma zapięcia. Ogniwa też nie są zaciśniętymi w elipsę kawałkami metalu, a całymi, scalonymi na zawsze kółeczkami.  Naprawdę nie wiedziałam, gdzie się teraz podziać. Nie wiem też, jak moje nagłe postąpienie zadziałało na  przebieg wydarzeń w tamtym świecie. Może zginęłam? Czas najwyższy chyba. Nie spodziewałabym się pozytywnych wydarzeń w przyszłości. Ja, jeśli jestem tą oryginalną, pierwszą, powinnam była wiedzieć,jak  temu zaradzić. Nie powinno być tak,że nic nie będę wiedziała, podczas gdy wszyscy są przeciwko mnie. Zasiadłam do komputera. Łatwo by było mnie śledzić, zwłaszcza, że mój czerwony płaszcz jest dość charakterystyczny.
Nie, nie mam teraz siły na anime. Na nic nie mam siły. Zostawiłam włączony komputer i położyłam się na łóżku.Przymknęłam na chwilę oczy. Zmysły się wyłączyły, a ja rejestrowałam tylko dźwięki, które moja wyobraźnia zaczęła odczytywać wedle swojego upodobania.
Wydawało mi się, że usłyszałam, jak stukają klawisze przy komputerze. Nie chciało mi się otworzyć oczu. Wyobraźnia była już w takim stanie, że sama imitowała różne dźwięki, lecz gdy stukanie stało się nachalniejsze, otworzyłam oczy i spojrzałam w tamtą stronę. Nie było nikogo w moim pokoju,a le zaniepokoiła mnie jedna rzecz. Program, którego ja nie włączyłam był wyświetlony na monitorze, a w nim napisane przez kogoś: „Wyglądasz marnie kiedy śpisz. Skrócę twe męki. Umrzesz wkrótce.”
Przerażenie na mojej twarzy i dreszcze odbiły się na krawędzi łóżka. Moje dłonie zacisnęły się na niej. Bałam się wyjść z pokoju, by za rogiem ktoś mnie nie zadźgał. Patrzyłam na ten tekst jeszcze długo, nie mogąc się opanować. Kuchnia była tuż obok mojego pokoju.Wezmę stamtąd nóż, będę miała się czym bronić. Zapaliłam wszystkie możliwe światła w pokoju. Weszłam szybko do kuchni i wyjęłam z suszarki tasak. Wróciłam do siebie, rozdygotana, przez całą drogę trzymając się ścian, byleby nikt nie zaskoczył mnie od tyłu. Usiadłam na krawędzi łóżka, chowając twarz w dłoniach.
-Skaleczysz się.- usłyszałam szept tuż przy prawym uchu. Strach jaki mnie ogarnął odbił się na szybszym  biciu serca. Łomotało się niczym serduszko przestraszonego kociątka.  Nathan zsunął właśnie nogi z mebla. Nie był wcale rozbawiony. Zaczęłam się jąkać i zanim wypowiedziałam swoje, minęło trochę czasu.
- Ty to napisałeś?!- zacisnęłam pięść na rękojeści noża.
-Nie. Dopiero przyszedłem. Znowu ktoś? Ty to masz życie. Nie widziałem cię jeszcze jak śpisz. Ach, nie. Czekaj.Byłaś nieprzytomna. Czy to się liczy?- ton jego głosu był drwiący.
-Daruj sobie. Możesz już iść.
- Po tym, co odwaliłaś?! Filozofom się nie śniło, żeby pchać się pod muszkę.
- Odwdzięczyłam się. Bez tego bym nie wróciła, nie mogłabym.
-Odwdzięczaniem się nazywasz ryzykowanie życiem?
-I tak sam chcesz mnie zabić, więc na co ci to przeciąganie mojego żywota?!
-Bo ja chcę to zrobić osobiście.-syknął. Oko mu dziwnie błysnęło, gdy o tym powiedział.
-Zniknij z mojego życia! To nie jest to, czego chciałam, żeby pozbyć się rutyny i
szarości!- załkałam. Nathan zsunął się z mojego łóżka. Podszedł do mnie na czworaka i zbliżył swoją twarz do mojej.- Nie zbliżaj się do mnie!- w miarę wycofywania się traciłam wszelkie możliwości odwrotu. Zapędził mnie takim sposobem w róg pokoju. Zagroziłam mu nożem, drżała mi cała ręka.
-Przyznajmy się sobie. Nie potrafisz mi zrobić krzywdy. Nie potrafisz
zabijać.- mruknął.- Ty, z mojego świata też taka byłaś.
-Byłam?
-Zginęłaś, bo nie potrafiłaś zabić.Takie jest odwieczne prawo dżungli. Nasze drogi stykają się na każdym kroku, w każdym świecie. Zaakceptuj to. Jeszcze nic nie
czujesz?- spytał. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć, ani tym bardziej, co zrobić. Nathan zbliżył się tak, by wyszeptać mi bezpośrednio do ucha kolejne słowa. Dotknął swoim policzkiem mojego i rzekł.- Kiedyś to zrozumiesz. Kiedyś.- podniósł swoją dłoń, by dotknąć po chwili mojej i wyjąć z niej kurczowo trzymany tasak, a potem odrzucić go gdzieś pod łóżko.
-Zostaw mnie!- pisnęłam i z mego oka uwolniła się łza. Dotknęła jego policzka. Nathan po chwili zrobił coś tak gwałtownego, że nie zdążyłam zareagować. Jakimś sposobem postawił mnie na nogi i objął ramionami zamykając w stanowczym uścisku.



Nic nie szło tak jakbym tego chciała.Od tamtego  momentu nie zdarzyło się, bym przeniosła się do alternatywnego świata. Nawet nie sądziłam o tym, że niepewność co do każdej następnej chwili będzie tak męcząca. Ciekawiło mnie jednak dlaczego już  nie przenoszę się winny wymiar, jeśli mogę tak to nazwać. Pamiętam dobrze, że nie mogłam przez pierwsze kilka dni zasnąć. Nathan tak nagle mnie wtedy objął, że zaniemówiłam.To on mógł zablokować u mnie tą możliwość. Sama nie wiem. Czułam się dziwnie.Nie potrafiłam powiedzieć sobie, czy tak naprawdę jego słowa do mnie w jakiś sposób dotarły. Dlaczego czułam się przy nim tak spokojnie? Może miał co do tego rację? Może już to poczułam, ale uciekam? Przecież jest obcym człowiekiem.Groził, że mnie zabije. Ponadto nie wiem jakie są jego dokładne intencje. Czy chciał mnie zabić, czy wykorzystać?  A może to spisek? Zgrywa takiego, któremu można zaufać, a potem mnie sprzeda…
Wtem odezwał się dzwonek do drzwi.Podeszłam do nich ostrożnie. Przez wizjer nie zobaczyłam nic. Na klatce było ciemno. Stałam tak w ciszy, aż nie odezwało się pukanie. Wtedy też wciągnęłam głośniej powietrze i usłyszałam głos Nathana.
-Agnieszka, otwórz. Szybko!- ponaglił mnie.
-Nie otworzę ci.- odparłam na to drżącym głosem.
-Będę tu czekał dopóki mnie nie wpuścisz.- gdy to powiedział wróciły wszystkie moje wspomnienia dotyczące jego osoby. Automatycznie zrobiło mi się gorąco. Nie chciałam sama sobie przyznać,że do tego dopuściłam, że to wszystko jest tak niezręczne.
Rety! Jak ten cały bałagan rujnuje mi psychikę! I tak bym nie zasnęła, nawet gdyby go nie było za drzwiami. Usiadłam pod ścianą zastanawiając się czy zostawiając go tam dobrze robię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz