wtorek, 8 stycznia 2013

6. Wykładowca


Teraz się od niego nie odpędzę. Szczerze zaczęłam nienawidzić tego, że chciałam jakichś zmian w moim życiu... Naprawdę. Zaczęłam nienawidzić samą siebie. Ale to może nie moja wina? Gdzie tam! Skoro to ja przeskakuję do innych światów, to jest to tylko i wyłącznie moja wina.
Nathan zniknął. Jakimś cudem znalazłam się nad rzeką. Dopiero co byłam w szpitalu! Muszę się poważnie zastanowić nad tym, jak  zapanować nad swoim przekleństwem.
Nawet filozofom się nie śniło, że możliwe jest coś takiego. Zacisnęłam  poły bluzy. Nie miałam na sobie kurtki. A dobrze by było dostać się szybko do domu. Znalazłam pięć złotych. Szybko wskoczyłam do najbliższego sklepu. Kupiłam bilet i ruszyłam szybkim tempem na przystanek autobusowy. Gdy już dotarłam do domu, zdziwiłam się że jest otwarty.  Pachniało jedzeniem.
-Witaj w domciu!- wyśpiewał głos znanej mi osoby.- Postanowiłem cię przywitać obiadem z racji tego, że trochę cię nie było. Swoją drogą zacząłem się martwić.- białowłosy ukazał się w drzwiach do kuchni. Nie miał białych włosów. To zwróciło moja uwagę w szczególności. Poza tym miał na twarzy tatuaż. Spostrzegł, że na niego patrzę.- Ach. Pofarbowałem je, żeby nie rzucać się w oczy. Pasuje?- puścił mi oczko. Szczęka mi opadła.
-T... Ty jeszcze śmiesz mnie pytać o zdanie? Wyjdź...- warknęłam dodając do tego kilka wulgaryzmów.
- Spokojnie. Już się wynoszę.- chwycił swój płaszcz i  stanął tuż przede mną.- Do zobaczenia wśród  swoich.- rzucił po czym pogłaskał mnie po głowie i opuścił moje mieszkanie.

Niemożliwe! Wszyscy mnie prześladują! Mało tego każdy z nich jest... cholernie przystojny. Zwłaszcza Nathan. W dodatku mnie pocałował!

Mieszane uczucia mi towarzyszyły. Nie wiedziałam doprawdy jak się zachować. Przez chęć odizolowania się tylko pogłębiała się moja zdolność. Taka myśl przeszła mi przez głowę tuz przed tym zanim spotkałam Elinę. Takie myśli chodziły mi po głowie gdy chciałam się odciąć nie od tej zdolności, ale od świata rzeczywistego, w tym i przede wszystkim od znajomych. Popadałam z jednej skrajności w druga nie potrafiąc w żaden sposób zbalansować tych wydarzeń, a to podobno tylko ode mnie zależy. Szlag by to. Wciągnęłam nasączone zapachem przypraw i papryki powietrze. Wkroczyłam do kuchni. Ilekroć bym czegoś nie gotowała zlew był pełen naczyń. Na blacie stal jeden talerz. Dla mnie. Zlew był pusty. Chłopak, który tu był chyba wszystko posprzątał. Różne myśli krzątały mi się w tej chwili pod czupryna. Jedna tylko stała się klarowna. Co jeśli to nie są sny? Co jeśli każdy nie wiadomo jak absurdalny senny świat istnieje naprawdę? Z niektórych takich snów wolałabym się nie wybudzać. A co jeśli i oni mnie znajdą?! Aga, o czym ty myślisz. To niedorzeczne. Znów górę wzięła twoja wyobraźnia. Znów sobie wkręcasz, ze jest tak a nie inaczej.
Usiadłam przy stole podpierając głowę rękami. Ze wzrokiem wpatrzonym gdzieś w ścianę spróbowałam przygotowanego posiłku. Po chwili dopiero zorientowałam się co robię, ale było już za późno. Przełknęłam część pokarmu, a resztę wyplułam na dłoń. Głupia! Chyba by cię nie otruł!
Z mych ust wydostało się przekleństwo. Cóż za wyczucie, znowu się rozkojarzyłam, co nigdy ostatnio nie wróżyło nic dobrego. Na szczęście po blisko pięciu minutach napięcia rozluźniłam się wzdychając z ulga.
Jednak warto by było wyznawać zasadę typu: nie mów hop zanim nie przeskoczysz, albo nie chwal dnia przed zachodem słońca. Naprawdę. Znowu przekonałam się, że nie można osiadać na laurach. Szlag. Mało mi było tego całego haremu, na to wygląda... Do mieszkania wparował mi długowłosy mężczyzna w białym T-shircie i czarnych wąskich spodniach. Włosy miał spięte luźno tuż nad karkiem, a krótsze proste pasma okalały jego twarz. Miał w dłoni nóż. Stanęłam jak wryta, nie mogąc nawet przełknąć śliny. Rozejrzał się po mieszkaniu nawet nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi. Wyzionęłam ducha? Dobrze by było. Jeśli przyszedł tu z intencjami, by mnie zabić i tak widziałby w tym pewna satysfakcje...
Niemal zemdlałam ze strachu, gdy oznajmił, żebym się nie odzywała słowem. Jednak wie, ze tu jestem. Mogłam jedynie śledzić jego ruchy, podejrzewając co takiego wymyśli. Podszedł do mnie. Zmrużył oczy.
-A jednak cię wybrali.
-Co takiego?- następna osoba tak  stwierdza, a ja dalej nie wiem o co chodzi.- A-albo stąd natychmiast wyjdziesz, albo zacznę krzyczeć.- marne, doprawdy, ale co miałam lepszego zrobić?
-Cicho. Dobrze ci radzę.- spojrzał na ścianę tuż obok mnie z niemal  mordem w oczach.  zamachnął się. Poczułam jedynie świst powietrza uciekającego przed stalą. Po chwili gdy wbił nóż w ścianę, nastąpił wybuch. Błękitne światło mnie oślepiło. Smugi światła ujawniły mi jakieś dziwne znaki.
- Co... Co to jest?!
-Magiczna pieczęć. To dlatego tak ciężko było cię wykryć.
- Po co to zrobiłeś?! Ja nie chce żebyście mnie nawiedzali!- krzyknęłam. Nagle przede mną, ale jakby rozmyci, stanęli  mężczyźni. Wśród nich był ten długowłosy. I nawet Nathan! Wtedy też z mych ust wydostało się jedno słowo...- Strażnicy...- a potem przeskok. Moj sen się powtórzył. Znów szłam ulicą i wszyscy jakby specjalnie mnie ignorowali. Tym razem mogłam rozpoznać twarze tych w tle... Kurwa, co to było? Ocknęłam się na podłodze. Mężczyzna klęczał nade mną, wyraźnie zaniepokojony. Zerwałam się z pozycji leżącej i zaraz pożałowałam tego posunięcia przez pulsujący ból w tyle głowy. Zimne kuchenne kafelki mi to zrobiły. Mogłam stracić przytomność przez te obrazy przed oczami. Dziwne. Strasznie dziwne. I równie dziwnym było to, że widziałam tu jeszcze tego kolesia. Moje oczekiwania były inne.
- co sprawiło, ze zemdlałaś? To dziwne. Chwila kontaktu z runami, a ty prawdopodobnie poprawnie przeczytałaś te słowa w pradawnym języku.- stwierdził, po czym chwycił się za brodę.
-Ja nic nie przeczytałam. Jakieś obrazy naszły mi... Jakieś sny.- rzuciłam zdezorientowana, chcąc odrzucić wszelką możliwość kojarzenia znaków runicznych.
- Tak...-rzucił w lekkiej zadumie.- to by tłumaczyło dlaczego nie mogliśmy cię zlokalizować.-spojrzał na mnie badawczym wzrokiem. Zaraz moje serce zabiło w bardziej szaleńczym tempie. To o Nich wspominał Nathan. To Oni chcą mnie dorwać, ale kurwa za co?! Co ja im takiego zrobiłam? Uch... Nienawidzę tego. Znów opadłam na podłogę. Poczułam się strasznie senna.
Zajęcia. Nie miałabym na to siły, gdyby znajome nie wyciągały mnie ku temu przymusem. Ceglasty, stary budynek wydziału okalał mur. Pod samym budynkiem staliśmy wszystkie.
-Praca domowa, której nie zrobiłam... Nie mam na to siły. Na nic nie mam siły.- westchnęłam. Och... Rozejrzałam się po ludziach. Spostrzegłam zaraz zmierzającego ku wydziałowi Nathana. Miał na sobie normalne ubrania. Był bez długiego płaszcza, a zamiast tego miał na ramionach skórzaną kurtkę.
-Ej! Widzicie go? Fajna dupka.- stwierdziła moja imienniczka. Zignorowałam to, że wszystkie spojrzały na tego samego osobnika i wodziły gdzieś wzrokiem, aż w końcu spojrzały na mnie.
Za swoimi plecami usłyszałam mrukliwy glos Nathana, wypowiadającego zdrobnienie mojego imienia.
Zignorowałam go. Błąd. Zaraz potem poczułam jak opiera się na moich ramionach i mówi pełnym głosem.
- Pożyczysz mi notatki z wykładu? A w ogóle, zajmij mi miejsce. Może trochę się spóźnię.- skompromitował mnie swoim zachowaniem. Katem oka zauważyłam jego aż nadto złośliwy uśmieszek.
-Idź już...- rzuciłam starając się być neutralna, ale gdy pocałował mnie w policzek, telefon wypadł mi z ręki i spłonęłam rumieńcem.
-Och jeej. To twój chłopak? Jaki on jest słodki!- pisnęła Agnieszka. Podniosłam telefon z ziemi. Zaczęłam go czyścic, bo był cały w piachu i śniegu.
-Mhm.- skomentowałam krótko, acz beznamiętnie.- Idę do toalety.- dodałam po chwili.
-Ale czekaj! Gdzie go poznałaś? Jak go wyrwałaś?
-Raz. wpadłam na niego na ulicy. Dwa. Czy to nie oczywiste?- sarkazm po całej linii.- Coś jeszcze? Sikać mi się chce. Idę.- wcale nie uśmiechało mi się, ze musiałabym wymyślać niestworzone historie na temat jakiejś bajki.
Ruszyłam na wykład. Tak, chciałby, żebym zajęła mu miejsce. Oczywiście, już się do tego zabieram... Nie zdążyłam wejść na sale, śmignął mi przed oczami. Zasiadł na samym końcu sali w ostatniej ławce i wpatrywał się we mnie. Jakbym chciała tam usiąść... Doprawdy. I tak zajęłam miejsca na tyłach, ale nie w tym rzędzie co on. Zaraz się dosiadł, uniemożliwiając to tym samym moim koleżankom.
-Co ty sobie myślisz?!- syknęłam lustrując go wzrokiem. Dziewczyny zerknęły na mnie.
-Wspominałem ci już, twój świat, moja działka.-jednym ruchem dłoni chwycił mój podbródek i zbliżył swoja twarz z szelmowskim uśmieszkiem.
Zarumieniłam się. Zaraz potem miał zaczynać się wykład. Na widok wykładowcy zareagowaliśmy oboje. Ja otworzyłam usta z zaskoczenia, a Nathan zawarczał wściekle. Zerknęłam na dziewczyny. Imienniczka spojrzała na mnie, najwidoczniej moja reakcję uznając za pozytywna. Och, jak się myliła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz