wtorek, 8 stycznia 2013

7. Desperacja?


Przeniosłam niepewnie wzrok na znajomego wykładowcę.
-Widziałam już tego kolesia.- mruknęłam. Akurat wtedy to on skierował na mnie swój wzrok i uśmiechnął się krzywo, ignorując zachowanie i obecność Nathana. Zrozumiałam, że uczelnia to grunt neutralny. Uderzyłam czarnookiego w bok, żeby się uspokoił. Niech teraz pogrywa według moich zasad skoro chce ingerować w moje życie. Uspokoił się.
- Dobrze... Przejdźmy zatem do wykładu.- rozpoczął, gdy tylko udało mi się uspokoić Nathana.
Wszyscy byli zapatrzeni w tego długowłosego mężczyznę w okularach z delikatnymi oprawkami. Nie chodzi mi już o to czy ciekawie opowiadał, a raczej jakich metod używał by zwrócić na siebie uwagę. W pewnym momencie po prostu się wyłączyłam, obserwując jego dziwne, a jakże interesujące gesty. Tym razem szturchnął mnie Nathan.
-Nie daj się omotać. On używa hipnozy. Znam takie szczury. Dotarły już nawet na twój wydział, kurwa mać...
- Tak samo jak ty zresztą.- fuknęłam. I to nie dotyczyło tylko dostania się jakimś cudem na listę studentów, ale także sposobów na omamienie ludzi.
-Proszę nie rozmawiać, zostało jedynie dziesięć minut.-zwrócił nam uwagę. Cała sala siedziała cicho.
No, racja. To by się zgadzało.
Odczekałam do końca wykładu i wystrzeliłam z sali najszybciej jak to tylko było możliwe.
-Złapałem cię! A teraz mi powiedz gdzie go widziałaś?- ten czerwonowłosy idiota nie da mi spokoju.
- Nie pamiętam.- skłamałam.
-Mów. Chyba nie chcesz, żebym zaciągnął cię do piwnicy i tam poderznął ci gardło, hm?- cisnął przez żeby słodkim tonem, przyciskając coś kującego do moich pleców.
-W moim mieszkaniu. Sam wszedł... Każdy z was wchodzi sam. Nie, raz czekałeś na zaproszenie, ale tylko raz...- sarknęłam.
-Cwaniara...- zaśpiewał.
-Dasz ty mi wreszcie spokój? Może cię kusi, żeby wziąć się za inną...
-Mam się zabawić,  zabić je, a i tak wrócę potem do ciebie jak bumerang.
- Ale ja nie jestem właścicielem.
-Rzucasz mnie.- stwierdził sam do siebie.- Za każdym jebanym razem mnie rzucasz, a wtedy giniesz. Zawsze...- dodał. Zlękłam się.
- Więc mam się ciebie trzymać żeby przeżyć? Z tymi twoimi gierkami?!
-Tak, a ja nie zmienię się w TWOJEGO księcia z bajki. Musisz się z tym pogodzić, moja droga.
-Jeśli już mam umrzeć, to wole pójść swoją ścieżką, bez ciebie. Wiesz, Nathan? Naprawdę dziwię się, że moja osoba w innych światach cię chciała.- burknęłam pod nosem. Zatrzymał mnie w pewnym momencie. Spojrzałam mu w oczy i to było kolejnym błędem jaki popełniłam. Zwątpiłam w swoje słowa. Przede mną stał namacalny, żywy, przystojny mężczyzna, który się mną zainteresował. Mrugnięcie moich oczu sprawiło, że się zarumieniłam. Drobny impuls puścił tamy pokładów purpury, które tylko się delikatnie przez nie sączyły jak do tej pory. Zepchnął mnie pod okno na półpiętrze i znów znalazłam się w jego objęciach. Mocny uścisk silnych ramion, zapach jego rozpuszczonych włosów i jego twarz wtulona w moje. Skubańcu, wiesz kiedy znaleźć ten moment... Zjeżyły mi się włosy na karku, gdy sama go objęłam, wtórując mu.
-Dlaczego nie zwolnisz z tymi bajkami?
- Sytuacja tego wymaga.- rzekł półgłosem
- Nie wierzę, że zawsze chciałeś być ze mną.- oznajmiłam mu w szyje z wyrzutem. To nie mogło być realne.
- Jeśli już raz... To do końca.- wymruczał, chcąc potem się ode mnie oderwać. Nie puszczaj! Znów się popłakałam. Znów puściły mi nerwy. Mimo tych gierek, które Nathan prowadził ze mną, w jakiś sposób przestało mi być obojętne, że on mnie chce. Zauroczenie? On był typowym i schematycznym przystojniakiem z jakąś tajemnicą rodem z filmu. Osoby trzecie nie muszą o tym wiedzieć, a jeśli już, to mogą to uznać za kompletny absurd. Dziwi mnie, że sama nie ześwirowałam, a tyle się już wydarzyło.
-Nie puszczaj. Jeszcze chwilę.- musiałam się opanować. To było coś, czego mi tak brakowało. I ten jego spokojniejszy i lżejszy głos.
-Ile tylko zechcesz.- położył dłoń na mojej głowie, którą zaraz ukryłam pod jego broda. Wytarłam oczy, wciąż czując niedosyt. Oderwałam się w końcu sama. Zostawiłam go na korytarzu zaskoczonego. Dlaczego tego chciałam? Jestem aż tak zdesperowana? Może faktycznie coś do niego czuję? Brednie! Po co ja to robię do cholery?!
Skryłam się z papierosem za jedynym drzewem na placu. Rewelacja. Wychyliłam się, by zobaczyć, czy będzie
mnie szukać. Szukał. Też chyba próbował się zakradać. Nie wyszło mu.
- Po co przylazłeś? Wyglądasz... Jak przydupas.- oznajmiłam, ignorując jego prychniecie.
-Nie będziesz mi rozkazywać. Zrozumiano? - chwycił za łańcuch na mojej szyi. Rozgorzał czerwienią od samego dotyku powodując zarówno u mnie jak i u niego jęk bólu. Moja szyja! To pali!
-Co... Coś ty zrobił?!- nawet moje ręce płonęły teraz żywym ogniem. Nie mogłam utrzymać łańcucha w dłoniach, a to tak parzyło! Próbowałam ignorować ból. Wszystko bylebym mogła oddychać!
Wtem ktoś poderwał mnie za ramie w górę. Był to ten sam długowłosy, który prowadził z nami wykład.
- Proszę za mną, pani Agnieszko.- oznajmił z delikatnym uśmieszkiem na twarzy. Ja, totalnie zszokowana posłałam zdezorientowane spojrzenie Nathanowi. Łańcuch przestał się jarzyć. Znów był chłodny, ale na szyi i rękach zostały mi czerwone, piekące niesamowicie pręgi. Mężczyzna poprowadził mnie do sali w piwnicach wydziału. Trzeba było dość długo kluczyć miedzy gratami różnego rodzaju. Nie czułam się najbezpieczniej. Naprawdę, jeśli byłam teraz prowadzona po piwnicach, to nie wróżyło niczego dobrego. Wprost przeciwnie.
-Gdzie mnie prowadzisz?
-Do... Gabinetu.
- Gabinetów nie ma w piwnicach. Kłamiesz, puść mnie.- zaprotestowałam, gdy mocniej zacisnął rękę na moim ramieniu.
-Dość gadania, młoda damo. Wchodź.- oznajmił zatrzymując się przed stalowymi drzwiami. Dziwnie wyglądały. Nawet nie musiałam dotykać klamki, żeby się otworzyły. W środku była jedynie ciemność.
- Ale ja nie chce tam wchodzić!- zaprotestowałam po raz kolejny. Wepchnął mnie do środka, drzwi się zamknęły. Nie wiedziałam jak zachować się w grobowej ciemności. Szukać ścian? Zostać na środku? Oczekiwać aż coś zajdzie mnie od tyłu czy od frontu? Wrzasnąć? Odetchnąć? Panika, niemoc. Jakbym była związana. Nawet nie wiedziałam już czy mam wszystkie kończyny. Byłam tak spanikowana. Zrobiłam krok w tył. Wpadłam na coś. Mój wrzask rozniósł się po pomieszczeniu. Usłyszałam w jego echu pstrykniecie palcami a po chwili podłogę rozświetlił spory krąg z runami na nim. Zakryłam oczy.
Puste pomieszczenie, a na jego środku ja. Długowłosy stał poza zasięgiem koła.
-Co ty chcesz mi zrobić?!
- Zapieczętować...
- Że co?! Zostaw mnie!- chciałam wydostać się z kręgu, ale gdy tylko dotknęłam jego krawędzi jakaś siła odpychała mnie na sam jego środek.- Ech?! Ja tego nie chcę! Zostaw mnie w spokoju!- zaszlochałam.- Błagam!... Nathan!!!- wrzasnęłam.
- Nie pomoże ci, po tym jak na niego zareagowałaś. To typ człowieka- masochisty. Lubi kiedy się go ignoruje. To go podnieca i na twoje nieszczęście, właśnie wykazałaś nim zainteresowanie. Gwóźdź do trumny? Owszem.- oznajmił z ponurym uśmiechem.
Wtem drzwi zniekształciły się dziwnie. Po zaledwie chwili  zostały rozdmuchane w drobny mak. Lewe oko Nathana lśniło jasnym fioletem. Otwarte szeroko ujawniało jego prawdziwa naturę. Szaleniec! Długowłosy został odrzucony w powietrze. Rąbnął w sufit i spadł. Nagle straciłam czucie w nogach, padając na ziemie jednocześnie z tymże osobnikiem.
-Co jest do cholery?!- spanikowałam. Ciemnowłosego znów jakaś siła odrzuciła, przez co rąbnął w ścianę. Ja natomiast z krzykiem przy pomocy jakiejś niestworzonej siły zostałam rzucona w kierunku przeciwnym by zaraz wylądować z powrotem na środku, odbita boleśnie od krawędzi kręgu. Padłam na beton nie mogąc już w ogóle się ruszyć.
-Co to za runy?!- warknął Nathan.
-Te same co i u ciebie.- odrzekł długowłosy.- Ale jeśli zabijesz mnie, ona też zginie od tej techniki. A nie chciałbyś chyba widzieć  jej ciałka rozpłatanego po całej sali jak worek po kompoście?
-Puść ja wolno.- syknął.
-Musiałbym być naprawdę głupi, żeby to zrobić.
-Aga, znikaj! Teraz musi się udać. Do innego świata! Ja go zatrzymam...- warknął. Załkałam tylko, próbując skupić się na tyle, żeby się stad wydostać. Lodowaty łańcuch wibrował na moim karku. Czułam taki ból, jakby jednocześnie tysiące igieł wrzynało mi się w ciało od karku wzdłuż całego kręgosłupa aż po kość ogonową.
Ja nie chcę!
Zalałam się łzami. Same ze mnie leciały, a ja leżałam zwrócona twarzą do zakurzonej podłogi. W rzeczywistości nie jestem w stanie sama się obronić. Zacisnęłam powieki i pięści, próbując się podźwignąć chociaż odrobinę. Ból w plecach był tak niesamowity, że nawet nie byłam w stanie pisnąć słówkiem.
Nie wiedziałam też co się działo potem. Przeniosłam się najwidoczniej na jakieś rumowisko. Byłam obolała przez kamienie na których leżałam zanim się ocknęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz