wtorek, 8 stycznia 2013

8. Sojusz?!


Całe miasto było ruiną. Podniosłam się, otrzepując z pyłu i rozejrzałam dookoła. Ani żywej duszy... Westchnęłam boleśnie, czując piekący ból na plecach, ciągłe drżenie łańcucha oraz to, że brud i łzy zmieszały się na mojej twarzy całkiem skutecznie.
-Aga!- krzyknął ktoś, gdy usiadłam pod jedna stabilniejsza ścianą. Właściwie, usiadłam w rogu czegoś, co nazwałabym kiedyś pokojem. Ale teraz to było jedynie gruzowisko. Nie znałam, albo nie kojarzyłam tego głosu. Przynajmniej nie do czasu, w którym mój słuch zaczął działać poprawnie. Zamknęłam oczy najmocniej jak mogłam. Niech mnie przestanie szukać. Zamarłam, gdy usłyszałam jego głos tuż za ścianą. Znów mnie wołał.
-Wiem, że tu jesteś! Okolica jest niebezpieczna! Chodź ze mną do kryjówki...- oznajmił białowłosy.- Nathan za jakiś czas do nas dołączy!- dodał.
Skuliłam się w miejscu przez co spowodowałam spory hałas, bo kamień spod mojej nogi osunął się ze sterty na którą się wspięłam i rąbnął dźwięcznie w stare, metalowe wrota. Cisza, cisza! Może tego nie zauważył? W co ja wierzę?!
-Aguś.- zjawił się na widoku. Podszedł do mnie z wybitnie zatroskanym wyrazem twarzy. Naprawdę się przejął? Nie sądzę. Wiem natomiast, że faktycznie musiałam wyglądać jak milion nieszczęść, skoro tak na mnie patrzył.
-Przecież ostatnio wojowałeś z Nathanem.- sapnęłam.
- Ale zawarliśmy sojusz. Będziemy cię bronić. Chodź w jakieś bezpieczne miejsce. Proszę.- wyciągnął dłoń w moim kierunku.
- A co nam tu niby grozi?!
-Dzikie zwierzęta. A nawet ludzkie hybrydy. To jest świat, w którym lepiej trzymać się razem. Szukałem cię ponad godzinę, a w pobliżu widziałem kilka bestii. Chodź.-wyciągnął ku mnie rękę. Po chwili jednak ta ręka zniknęła mi z pola widzenia. Usłyszałam jak coś upada, warcząc i kłapiąc pyskiem. Chłopak siłował się właśnie z jedną z bestii, która nie wyglądała na jakieś normalne zwierzę. Przylgnęłam do ściany, próbując złapać oddech w przypływie paniki. Gdy polała się krew po uprzednim machnięciu łapskiem bestii, z mojego gardła automatycznie wydostało się wrzaśnięcie. Zakryłam sobie usta zbyt późno, zwracając na siebie niepotrzebna uwagę.
Chłopak leżał nieruchomo z przetrąconym karkiem. Krew tryskała z jego piersi. Stanęłam na gruzach wbijając się w kąt, podczas gdy potwór stanął na dwóch łapach i był dwa razy większy ode mnie. Kłapnął  przed moim brzuchem brudnym od posoki pyskiem. Śmierć zawitała przed me oblicze. Nie liczę na żadne cuda. Już chyba lepiej, mniej boleśnie byłoby zginać z rak długowłosego. Bestia machnęła szponiastymi łapami. Zakryłam się rękami.
Skowyt.
Zanim odtworzyłam oczy usłyszałam potężny wystrzał. Ściana do której przylegałam posypała się w drobny mak, przez co upadlam na kolano. Rozejrzałam się gdy kurzawa opadła. W miejscu gdzie przed chwila była bestia stał białowłosy. Tatuaż na jego twarzy świecił. Ten na jego ramieniu, łopatce i szyi również.
Przecież on był martwy! Jakim jebanym cudem nadal żyje?!
-Ruszajmy~!- oznajmił z grobowej powagi przybierając dziecięcą radość na twarzy. Podniosłam się, chwiejnym krokiem, zmierzając ku jego osobie.
-Ty... Ty...- nie mogłam z siebie wydukać. Wskazałam spojrzeniem miejsce, z którego się jakimś cudem podniósł.
-No to teraz tak...-chwycił mnie za rękę i wcisnął w nią pistolet. -... Będę cię osłaniał, a gdybym jakimś cudem padł, broń się przez jakiś czas tym cackiem.-oznajmił jak gdyby nigdy nic.
-A...-zaniemówiłam. Przez jakiś czas? Co mi da jakiś czas?!
-Och, no tak. Ty jeszcze nie wiesz, że jestem nieśmiertelny. - oznajmił lekko.
-Co?! Jak to?!- straciłam poczucie rzeczywistości.
-Właśnie dlatego Nathan wysłał mnie, żeby cię znaleźć. Widzisz? Nawet mam z powrotem swój kolor włosów.- uśmiechnął się zdmuchując białą grzywkę z twarzy.
Nie wierzę. Gdzie on mnie zaprowadzi? Skoro tu się roi od takich bestii, a jesteśmy na pustkowiu.
-Najprędzej byłoby przenieść się ten kilometr na zachód. Niby piętnaście minut drogi, ale bestii całkiem sporo. To jak? Idziemy czy ryzykujesz przeniesieniem?
-To drugie.- wydusiłam z siebie ze łzami w oczach. Byłam zupełnie zdezorientowana.
- Tylko oddalmy się od tego truchła, bo się zlecą na obiad.-objął mnie ramieniem i zaczął prowadzić w stronę przeciwna do położenia zwłok. Musiałam po chwili przecisnąć się przez dziurę w płocie. Pech chciał, że zahaczyłam koszulką o drut i rozdarłam ją, wyskakując z dziury. Chłopak podążał tuż za mną.
-Od kiedy masz tatuaż?
-Ja nie mam tatuażu.
-A ten na plecach?
-Co?- wygięłam się by choć na moment zobaczyć kawałek pleców. Wzdłuż kręgosłupa ciągnęły się sznurki runicznych znaków.- Jakim cudem? Jak duży jest? Nie widzę go całego.-byłam w szoku. Białowłosy podszedł zaraz i przeciągnął palcami od karku wzdłuż kręgosłupa do samych pośladków.
- Jeszcze nie skończyłem.- osiem palców umieścił na wysokości moich łopatek i przeciągnął je zamaszyście w stronę ramion.
-To są runy?
-Tak...
-Umiesz je przeczytać?
-Niewielu to potrafi. Ja nie należę do tego typu osób.- skwitował zaraz potem obejmując mnie ramionami.- Lecimy~!
Poczułam pustkę, a potem znów odetchnęłam pełnią zapachów unoszących się w powietrzu. Wyspa. Znajdowaliśmy się na wyspie.
-Bingo. Tu nas nie dopadną. Te bestie mają wodowstręt jak przy wściekliźnie. Nie zbliżą się do takiego wodopoju.- usiadł spokojnie.- Teraz tylko poczekajmy na Nathana.
-To chociaż zawiąż mi tak ta koszulkę, żeby mi nie zjechała.- odwróciłam się.- Jak ty masz na imię?
-Tribal.
-Tribal? Dziwne imię.- westchnęłam powietrzem nasyconym próchniejącym drewnem i mchem. Te aromaty mnie uspokoiły.
-Bo nie jest prawdziwe. Zmyśliłem je na poczekaniu specjalnie dla ciebie, bo nie mam imienia. Imiona przywiązują nas do rzeczy i sytuacji. Wyrzekłem się imienia, żeby się w żaden sposób nie ograniczać.
-Ale je jednak podałeś... Ograniczam cię.- westchnęłam ciężko.
Wtem do wody wpadło coś, co porządnie wzburzyło jej taflę.  Poderwałam się na równe nogi. Po chwili jakieś trzy metry od brzegu wynurzyło się ciało, którego twarz okalały czerwone niczym jasna krew dłuższe włosy, poruszające się w wodzie niczym języki ognia.
-Nathan?!- twarz miał pod woda, wiec nie było możliwości by odetchnął. Tribal  zaraz wyczuł, że powinien go wyciągnąć na brzeg. Padłam na kolana, gdy go asekurował już na suchym lądzie. Osłuchałam jego oddech, którego nie było, ale serce jeszcze pracowało. Reanimacja? Jak to się robiło? Białowłosy zaraz zaczął masaż serca. Do mnie należała reszta. No pewnie... Ale on przecież nie oddychał! Nachyliłam się wątpiąc w to, co robię. Rozchyliłam jego siniejące usta. Coś mnie uderzyło. Nie były jak te ze snu. Teraz były zimne, sine i mokre od tej brudnej wody, a dolna warga była pęknięta. Nie zrastała się. Wiec co z tym sojuszem krwi? To działa jednostronnie? Utoczył sobie krwi, która jest na wagę złota tylko dlatego, żebym ja nie musiała cierpieć mąk? Tribal mnie szturchnął. Wciągnęłam powietrze i wepchnęłam je do płuc Nathana. Poruszył ustami zaraz po tym gdy ich dotknęłam swoimi wargami. Nie zdążyłam się oderwać jak zaraz złapał mnie za ramię i ściągnął w dół, uśmiechając się blado.
Chciał kolejnego pocałunku. Odwróciłam głowę i pocieszył się tylko cmoknięciem  w policzek. Tylko idiota myśli o takich rzeczach w takiej sytuacji
- Daruj sobie takie podchody.- wyszarpnęłam rękę i podniosłam się odchodząc kawałek dalej.
-Kurwa...- podźwignął się i usiadł. Najwidoczniej bolała go głowa.-... Lepszej miejscówki nie było?
- Ta jest najbezpi... Sam ja wybierałeś, Nathan!
-Stul japę. Ile razy musisz jeszcze umrzeć, żeby nauczyć się, że mimo rozkazu powinieneś zadbać o jakikolwiek komfort...
-Nie docinaj mu!- warknęłam nawet już na nich nie patrząc. Obserwowałam panoramę, która nie powinna tak wyglądać. W ogóle tu nie powinno być takich bestii. Zwrócona do chłopaków plecami poczułam piekący ból na nich. Jakby mi ktoś wyżynał tysiącem nożyków jakiś napis. Czułam się identycznie w tym kręgu. To było to samo! To przez ten krąg mam ten dziwny tatuaż!
-Agnieszka...- usłyszałam obolałe westchnienie Nathana.- Nie miałaś ich wcześniej, co nie?
-Nie...- syknęłam i znów poczułam niemoc w całym ciele. Padłam na bok jak szmaciana lalka. Tylko, żeby się nie przewrócić na plecy. Tylko o to błagałam. Krzyk obu mężczyzn rozniósł się po mojej głowie. Zimne drżące dłonie przesunęły się po moim kręgosłupie.
-Utrwala się...
-I co teraz? Co z nią będzie? Sama pewnie chciałaby wiedzieć.
- Zero nie da sobie w kaszę dmuchać. Szybko mu się udało zakończyć rytuał pieczętowania. Część musiał wykonać już kiedyś. Właściwie Aga wspominała, że wszedł jej do mieszkania.
-Wiec i Zero się upomina o nasza księżniczkę~!
-Jaka tam z niej księżniczka.- prychnął Nathan.
-Ej, ja ciągle żyję.- skomentowałam, zaskoczona, że mogę mówić. Czerwonowłosy zaśmiał się głośno.
-Oczywiście, że tak!- odparł i w tej samej chwili poczułam jak kładzie dłoń na moim biodrze, drugą podpiera gdzieś przed moja twarzą i nachyla się, by wymruczeć mi do ucha.- Gdyby tak nie było, zostałabyś karmą dla bestii.
-Jak wy ładnie razem wyglądacie~!- wyśpiewał Tribal.  Dziwnie to zabrzmiało. Sytuacja wcale mi się nie podobała.
- Dlaczego nie mogę się ruszyć?
-Proste. Runy zaczynają się aktywować. Musisz przeczekać cały proces. Nie martw się, zaopiekujemy się Tobą.- Nathan nie przestawał się nade mną nachylać, patrzeć na oczy i szeptać do ucha.
Pozostaje mi tylko czekać do końca tego procesu.
-Ciesz się. W rzeczywistości to jest o wiele bardziej bolesne.- odparł Nathan.
- Postanowiłam sobie nie jęczeć z bólu.-fuknęłam, nawet go nie czując. W zamian za to męczyłam chłopaków swoim niecierpliwym wzdychaniem. -Jak to bardziej bolesne?
-Zapomniałaś już o sojuszu?
-Co to ma do rzeczy?-spytałam, mając również nadzieję, że wytłumaczy mi też dlaczego jego rany się nie goją.
-Te symbole powodują rany w całym twoim ciele. Zero miał w zamiarze to, żebyś zginęła podczas pieczętowania chociażby dlatego, że dostaniesz wewnętrznego krwotoku i się wykrwawisz. Nie możesz drgnąć ze względu na ten krwotok i działania sojuszu, który cię leczy.
-Krwotok?-straciłam na moment oddech. Jakim jebanym cudem nie pluję jeszcze krwią i nie jestem sina?
-Ta... Pamiętasz pierwsze zaleczanie głębszych ran dzięki sojuszowi? Też straciłaś czucie w całym ciele i nie mogłaś drgnąć, dopóki się nie uspokoiło.
-Niemile uczucie.-westchnęłam, modląc się jednocześnie, żeby któryś z nich usiadł na przeciwko i potrzymał mnie za rękę. Zamknęłam oczy, czując jak ktoś przesuwa palcem po moim policzku. Czarna Magia! Zasnęłam.
Czy coś mi się śniło? Pamiętam tylko, że było mi ciepło w plecy, a różne dźwięki sprawiały, że włączały się różne obrazki w mojej głowie. Ze snu jako takiego wyrwało mnie głośne warknięcie. Najpierw oddalone, jakby z drugiego brzegu rzeki, a potem już z samej wyspy. Otworzyłam szeroko oczy. Nathan  leżał za moimi plecami przytulony do mnie. Ale nie czas na to! Jedna z wygłodniałych bestii przełamała strach przed wodą i dostała się na wyspę! Nadal nie mogłam drgnąć. Usiłowałam go jakoś zbudzić.
-Nathan.-szepnęłam by nie zwabić bestii.- Nathan, wstawaj!- syknęłam.
-Śpij dalej, nic się nie dzieje...- mruknął, wtulając nos w moje włosy.
-Tribal.- zawołałam. Nie reagował, czyżby specjalnie nie reagował na to imię? A może to przez sen? Szlag. Wciągnęłam powietrze ze świstem i wrzasnęłam tylko gdy bestia wywęszyła mój strach.- Nathan! TU JEST POTWÓR!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz