środa, 27 lutego 2013

24. Przeczyć samemu sobie


WITAJCIE!
Doczekaliście się właśnie rozdziału dwudziestego czwartego! 
Zapraszam do czytania :D
_________________________________________________________

To Demon zabił je obie. To on teraz zasługiwał na miano osobnika bez emocji, a przecież wcześniej był tym najmilszym i najspokojniejszym. Mrugnęłam, po chwili dalej wpatrując się w niego zaskoczonym wzrokiem. W jednym momencie zaledwie, jego wyraz twarzy zmienił się. Znów uśmiechał się tak jak kiedyś, ale to już nie wyglądało naturalnie. Odwróciłam wzrok w zakłopotaniu. Nathan obserwował uważnie moją reakcję, widziałam to kątem oka. Zauważyłam też, że przenosi wzrok ze mnie na stojącego nade mną czarnowłosego.
Moje wszystkie mięśnie spięły się nagle, jakby w tiku nerwowym. Usiadłam o własnych siłach, ale jeszcze musiałam się wspierać o oparcie.
-Przecież powiedziałam, że moglibyście to robić w moim imieniu jedynie w razie konieczności.- rzekłam drżącym głosem, wpatrując się w skrzące się odłamki szkła rozsypane po wykładzinie. Po chwili spojrzałam w stronę dziury po oknach. Po podłodze coraz bardziej wdzierał się do środka szron, okraszając wszystko białą powłoczką.
Nie miałam odwagi rozejrzeć się by nie zobaczyć przypadkiem ciała tej drugiej kobiety. Mój wzrok nie powędrował dalej jak za taras, żeby nie spostrzec Eliny we własnej kałuży krwi.
-Dajcie mi papierosa.- mruknęłam bezbarwnie. Nathan skinął na Tribala, żeby jak najprędzej to załatwił. W tej ciszy słyszałam tylko jak na chwilę zniknął jeden oddech, a po chwili Tribal nachylił się nade mną wyciągając w moim kierunku dłoń dzierżącą paczkę papierosów. Odebrałam szybko kartonik i otworzyłam go. Po chwili z moich płuc wydostała się gęsta chmurka dymu. Drżały mi ręce.
Nie wiedziałam już, co o tym wszystkim myśleć.- To była konieczność?!- zwróciłam się bezpośrednio do Demona. Kątem oka zauważyłam ciemniejącą, krzepnącą plamę na ścianie. Kobiety już nie było.
Nie sądziłam, że będę tak roztrzęsiona, żeby nie móc na niego nawet krzyknąć. Demon stał i patrzył na mnie niewzruszony.
-Nie odezwiesz się teraz nawet?! - podniosłam się nagle. Dawka nikotyny po tak długiej przerwie sprawiła, że zawirowało mi w głowie. Zakolebałam się a Nathan ściągnął mnie z powrotem na siedzenie.- Żadnej skruchy? Zabiłeś w moim imieniu dwie osoby! Jak ja mam się z tym czuć?!
-Przyjmuję na siebie całą odpowiedzialność.-odrzekł.
-Tu sobie wsadź tą odpowiedzialność!- warknęłam, podnosząc się z miejsca i uderzając Demona palcem w środek czoła. Odsunął się ode mnie i odwrócił wzrok. Poczułam się raźniej, gdy przestał na mnie patrzeć, a palec, którym go dotknęłam drżał, jakby ze strachu. Pieprzyć to wszystko. Opadając z powrotem na kanapę przeniosłam się do sklepu z ubraniami, pierwszego jaki przyszedł mi na myśl. Chwyciłam spodnie dresowe, bo akurat rzucił mi się w oczy większy rozmiar. Alejkę dalej zerwałam z wieszaka czarną, męską bluzę. Już mnie mało obchodziło, czy mnie widzą, czy nie. Było mi to tak obojętne, że nie sądziłam, iż kiedykolwiek mogłabym tak postąpić. Na witrynie sklepowej widziałam swój rysopis ze zdjęciem. Zerwałam go. Naprawdę można tu robić takie rzeczy i nikt nie zwróci na to uwagi?  Rozejrzałam się. Ekspedient patrzył na mnie w osłupieniu. Ja, z bluzą na ramieniu, podniosłam swoje zdjęcie i dałam mu się do niego porównać, po czym wybiegłam ze sklepu z kradzionymi rzeczami.
Co ja robię?! Przecież to nie do pojęcia! Nie byłabym w stanie tego dokonać, nawet jeśli to miałoby ujść mi płazem.
Zatrzymałam się i obejrzałam za siebie. Ekspedient nie mógł wybiec, bo był w sklepie sam. Odniosłam dość trafne wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą. Ochrona zaczęła kierować się w moją stronę. Ruszyłam dalej, szybszym krokiem. Na pewno było widać po mnie, że jestem winna. Nie dość, że pewnie całe miasto zostało postawione na nogi przez moje zniknięcie, to jeszcze zwinęłam kilka rzeczy ze sklepu. Gdy znalazłam się za zakrętem, na korytarzu prowadzącym do toalet i wyjścia ewakuacyjnego, przeniosłam się na dach budynku. Zaraz wciągnęłam na siebie bluzę. Brzydziłam się tego, że ją ukradłam, a to odbijało się wyraźnie na mojej twarzy. Zaraz górę wzięły nade mną wyrzuty sumienia.
-Jedyna taka?- usłyszałam za sobą męski, chrapliwy głos. Zaraz odskoczyłam. Spojrzałam na staruszka, który nachylał się nade mną.- Interesujące, dziecino. Ten Łańcuch widziałem, będąc dzieckiem zaledwie.- skądś kojarzę tego dziadka. Uśmiechnął się cieplej, ale było w tym coś, co tylko podjudzało moje sumienie.
-Jak się pan tu znalazł?- głos mi się łamał.
-Miło jest zobaczyć kogoś po fachu po tylu latach. Jesteś pewna, że chcesz zejść na taką ścieżkę?- skinął na spodnie, które trzymałam kurczowo w dłoni. Wciąż miały na sobie magnes, który dziwnym trafem nie uruchomił alarmu, kiedy opuszczałam sklep. Dziwne… Spojrzałam na starszego mężczyznę bez przekonania. Rozejrzałam się potem ukradkiem, żeby sprawdzić jakim sposobem on tu się znalazł. W żadnym wypadku nie było tu żadnego szybu, żeby się wspiąć na samą górę tej ogromnej hali.
-Co pan chce zrobić?- na to pytanie staruszek w uniformie ochrony poruszył się niespokojnie. Chyba domyślił się, że chcę uciec stąd jak najprędzej.
- Trudno byłoby mi z tobą walczyć. Miałbym jednak do Ciebie prośbę, dziecino.
-Jaką prośbę?-ściągnęłam nieznacznie brwi. Jego prośba nie będzie zapewne należeć do najłatwiejszych.
-Zabij mnie, proszę. Jestem ciężarem dla nowego pokolenia Podróżników.
-Nie zrobię tego! Pan jest głupi, żeby o to pytać! Nie idź za mną, staruszku!- nie mogłabym znów być odpowiedzialna za czyjąś śmierć. Nie mogę tego robić. Szukałam w myślach miejsca, w którym mogłabym się zaszyć na jakiś czas. Otuliłam się bluzą, zarzuciłam na głowę kaptur i przeniosłam się do baru. O tej godzinie był zamknięty, ale to nie sprawiało mi żadnej różnicy. Wręcz przeciwnie, bo mogłam zaszyć się w pozornie ciepłym kącie i ewakuować dopiero, gdy ktoś wejdzie do baru.
Włamanie, kradzież, odpowiedzialność za zabójstwo… Gdzie ja mam się podziać? Wszyscy chcą mnie strącić na złą ścieżkę, a ja głupia daję się im złapać w te sidła. Przygryzłam wargi z nerwów. Dłonie mi drżały. Przeszłam szybko w stronę palarni i zamknęłam się tam. Drżały mi ręce, nie mogłam się skupić. Cisza mnie rozsadzała, a poczucie winy ściskało mocno moje gardło.
Spojrzałam na stary, wahadłowy zegar w kącie pomieszczenia. Nie działał. Wiedziałam jedynie, że nikogo nie powinno tu być tak wcześnie, bo nie raz chodziłam tymi ścieżkami.
Bawiłam się zapalniczką tak nerwowo, że co chwilę lądowała na podłodze.


***


Odchyliła z westchnieniem głowę, spoglądając na ciemnozielone ściany i sufit w tym samym kolorze. Przez to pomieszczenie zdawało się być naprawdę małe i przytłaczające, gdy siedziało się tu w samotności, a jedynym źródłem światła była zapalniczka i to, co z tej zimowej szarugi zdołało dostać się przez witrażowe okienko. Nie było sensu płakać, mimo iż miała odczucie tak ściśniętego gardła, jakby dusiła to w sobie od dłuższego czasu. Uderzyła nagle pięścią w stolik. Chęć płaczu zastąpił gniew. Wywróciła stolik razem z krzesłami, ale to za wiele jej nie dało, więc poprawiła stworzony bałagan, wywracając popielnicę ogrodową. Narobiła przy tym niezłego hałasu, a po chwili usłyszała kroki na zewnątrz. Krew zmroziła jej się w żyłach. Agnieszka spięła się nagle, nasłuchując.
Trzeba uciekać! Podpowiadała jej intuicja.
- Ten stary budynek!- oznajmiła sama do siebie i przeniosła się tam, gdzie przesiadywali z Zero. Tym czasem przerażona właścicielka lokalu wsadziła do środka jedynie głowę, ale sprawcy tego bałaganu już tam nie było. Złapała się za czuprynę, a po jej rękach i karku spłynęły zimne dreszcze.

Siedziała w kącie, ciągnąc się za palce, wykręcając je co kilka sekund. Tak zżerały ją nerwy. Odczuła, że łańcuch robi się cieplejszy, ale zignorowała to, odpalając kolejnego papierosa. Założyła na głowę głęboki kaptur. Tatuaż na plecach zapiekł ją niemiłosiernie, co sprawiło, że wygięła się z sykiem, zdjęła jedną rękawiczkę, oczekując najgorszego – kolejnego ataku. Tylko kto, lub co teraz wpadnie specyficznie ją przywitać?
Miała szczere nadzieje, że to nie będzie Clarius. Nie, to niemożliwe, żeby teraz się pojawił, po zaledwie kilku godzinach od poprzedniej akcji. Zastanawiające było, jak dostali się do środka , skoro trzeba było mieć przy sobie pieczęć wstępu? Na próżno myślała o tym wszystkim, skoro nie wiedziała na ten temat nic. Strażnicy, Podróżnicy… Ile jeszcze określeń na swoją osobę usłyszy? Jak zakończy się ta nędzna gra, w której już się doszczętnie pogubiła, a nic nie wskazuje na to, że to zbliża się ku końcowi. To zaledwie końcówka wstępu.

Białowłosa podniosła się z miejsca. Jeśli ktokolwiek będzie chciał ją zaskoczyć w ten, czy inny sposób, będzie musiała zareagować, ale niestety nie ma nic pod ręką. Podniosła się z ciężkim westchnieniem, ostrożnie przeszła przez pokój i wyjrzała na korytarz. Nikogo tam nie było. Plan w głowie dziewczyny był prosty – zejść do piwnicy i znaleźć cokolwiek do obrony własnej. Jednak gdy zobaczyła tą ciemność, dziwnie wypływającą z piwnicy, wycofała się gwałtownie.
I ona ma tu spędzić całą noc?
-Co ja robię…- jęknęła ze łzami w oczach.- Nawet nie prześpię jednej nocki w tym opuszczonym domu.
-Opuszczonym? Przecież ty tu jesteś.- usłyszała tuż za swoimi plecami. Wyprostowała się nagle, nie mając nawet odwagi, by odwrócić się w stronę źródła głosu. Gdy tylko poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu, chwyciła ją oburącz i przerzuciła osobnika nad sobą. W tej jednej chwili w powietrzu śmignęło jej grube pasmo czerwonych włosów związanych w luźny kucyk. Nie zdążyła jednak opuścić gardy i zablokowała lewą rękę Nathana, wykręcając ją za jego plecami. Padł na brzuch.
Czerwona na twarzy od emocji i szczerze zdziwiona swoją reakcją, trzymała go jeszcze długo w tej uwięzi, zanim się zorientowała, żeby puścić. Odskoczyła, wzdychając głośno dopiero, gdy zaklął głośno i zagroził jej torturami. Usiadła zdyszana na zakurzonej podłodze. Nie brała lekcji samoobrony, a jednak wykonała właśnie jeden z tych trików.
-Sierota…- syknął, podnosząc się i otrzepując płaszcz z kurzu.
-To nie zachodź mnie od tyłu!- odszczekała po dłuższej chwili.
-Ciebie się nie da inaczej.- uśmiechnął się złośliwie.
-Daj mi spokój.- mruknęła znów wpatrując się w podłogę.
-Fakt, tego się nie spodziewałem, ale wiedziałem, że kiedyś się sama w tym wprawisz. W końcu przeskoki po światach zaczynają dawać jakieś rezultaty.- oznajmił, siadając obok dziewczyny. Zerknęła na niego kątem oka i zmrużyła oczy. Próbowała przypomnieć sobie, czy coś na ten temat już jej opowiadał, bo zdawało jej się, że to coś znajomego. Na jej odpowiedź w formie ciszy, zareagował dość niespodziewanie. W innym wypadku dostałaby po głowie, a teraz tylko westchnął, zacisnął pięści, opanowując wzburzenie i zaczął jej tłumaczyć, to, o czym jej mówił na samym początku znajomości. Wytłumaczył jej tyle, że zaczęła powoli nabywać umiejętności swoich alter ego z odwiedzonych już światów, jako że jest ich pierwowzorem. Każda kopia Agnieszki stawała się więc dla niej pojemnikiem, w którym mogła się przemieszczać po innych światach.- Ten system na taki wygląda, ale mogę się mylić, bo nie potrafię jeszcze zbadać jak to działa dokładnie. W tej fuzji radzę się nie zagubić, bo wiesz jak to się skończy.- zakończył swoim akcentem, rozciągając palce u rąk, jakby zaraz miał jej coś zrobić, a nie chce ich sobie nadwyrężyć.

sobota, 9 lutego 2013

23. Spokój umysłu


Rozejrzałam się, zdezorientowana. Nikogo w środku poza naszą piątką nie było, więc jak…?
-Co? Kto to był?- rzuciłam  pytanie w powietrze.
-Demon, gdzie tu jest wyjście? Muszę wyrównać porachunki.- warknął Nathan, po czym spojrzał w stronę żaluzji, będąc niemal gotowym roznieść je w drobny mak gołymi rękoma. Mrugnęłam i upadłam na śnieg, mrużąc oczy od boleśnie rażącej bieli. Czułam szczypanie w każdym odsłoniętym fragmencie ciała. Teraz czułam to całe zimno?!
Nieważne. Ocknęłam się szybko, gdy Elina nachyliła się nade mną, boleśnie przygniatając mi dłoń zdobionym obcasem jasnych botków. Próbowałam wyszarpnąć dłoń spod jej buta. Pierdolone rękawiczki! Zaklęłam w myślach.
Udało mi się przenieść kawałek dalej, dzięki czemu Elina straciła równowagę. Zwróciłam obnażone ostrze w kierunku przeciwnika.
-Po co tu przyszedłeś i czego ode mnie chcecie?!- zakrzyknęłam drżącym głosem.
-Mogłabyś łaskawie zwrócić mi to, czym się w tej chwili posługujesz.- oznajmił spokojnie blondyn, po czym ukłonił się delikatnie, dodając – Mogłabyś się również przy tej swojej niezdarności zbyt mocno pokaleczyć…- jego słowa zagłuszył Nathan, który wydostał się z zamkniętego budynku. Musieli mnie tu sami przenieść, skoro żaluzje od salonu były nietknięte, przynajmniej do czasu, w którym zostały rozdmuchane w pył przez jednego osobnika. Chwilę potem ten osobnik wyłonił się z wnętrza budynku.

Czerwonowłosy ruszył na blondyna, rozwścieczony. Zaczęłam się wycofywać, bo myślałam, że to na mnie chce napaść. A przeciwnik stał w miejscu, składając ręce za plecami. Widocznie nie miał co zrobić z rękami, a przedmiot, jaki zwykł trzymać w dłoniach, dzierżyłam teraz ja. Mój wzrok przewędrował kilka razy w tę i z powrotem od narzędzia do jego byłego właściciela. Ubrany w jasny garnitur z tą dumną postawą wyglądał jakby miał zdecydowaną przewagę nad dzikim i nieokiełznanym Nathanem. Zdawał się nawet nie bać go jakoś za szczególnie.
-Niezbyt to honorowe, dać się ponieść instynktom, czyż nie?- to jego jadowite spostrzeżenie zadziałało na czarnookiego niczym płachta na byka.
Elina cisnęła we mnie kilkoma swoimi ostrzami. Chybiła chyba celowo.
-Na mnie się skup!- wydęła wargi w grymasie niezadowolenia.- Dlaczego to na ciebie zawsze zwracają uwagę te wszystkie ciasteczka?- zmierzyła mnie wzrokiem, po czym zmrużyła oczy, kręcąc nosem.
Zacisnęłam skostniałe palce na rękojeści, szykowałam się w tej chwili do kontrataku. Nie miałam z nią szans, ale nie będę przecież stać w miejscu, żeby zrobiła ze mnie kukłę na noże.
Zauważyła mój ruch. Widziała również to, że zadrżałam z zimna. Nie miałam zamiaru się do niej odzywać. Nie miałam zamiaru bratać się z wrogiem! Co ja gadam? Przecież jedna rozmowa nie czyni z nas sojuszników!
Zamarłam. Spojrzałam znów na Nathana. Przecież dokładnie to miał na myśli, kiedy przygarnęłam do naszego grona Zero. Przecież to ta sama sytuacja! Jak mogłam dopiero teraz to zauważyć?! Zacisnęłam powieki i wypuściłam z siebie powietrze, czując jak robi mi się głupio z tego powodu, oraz dlatego, że ogarnęły mnie niekontrolowane dreszcze. Elina zbliżyła się. Zagroziłam jej ostrzem. Zaśmiała się głośno.
-Ech... Dziecino, wiesz ty w ogóle jak się tego używa? To narzędzie do zabijania.- oznajmiła z politowaniem.- Potrafisz zabijać?- przechyliła głowę, patrząc na mnie jak na dziecko.
-Elina! Nie prowokuj jej do tego.- rzekł na to jej brat.
-Och, Clarius! Przecież doskonale wiesz, że będę potrafiła się wybronić, a ona chyba nie zna tego uczucia.- odwróciła się w stronę członka rodziny. Machnęłam ostrzem na boki bodajże ze dwa razy. Zaraz okaże się czy informacje dotyczące techniki posługiwania się mieczem, wyciągnięte z gier są prawdziwe. To nie było trudne. Wprost przeciwnie. Delikatne i lekkie, lecz twarde ostrze miało w tej chwili robić za przedłużenie ręki. Dziwnie się poczułam w przypływie chwili.
 Teraz to ona mnie ignorowała, podczas gdy jeszcze chwilę temu apelowała o uwagę. Zaczęła wzbierać we mnie zwykła wściekłość. Wystarczyło machniecie nadgarstka, żeby jej wrzask uprzedził tylko usłyszany świst stali przecinającej powietrze. Przecięłam lewy bok Eliny. Krew chlusnęła na śnieg, zostawiając w nim wycięte wzorki z rozcieńczoną, czerwonawą otoczką. Upadła na kolana, płacząc i panicznie łapiąc w dłonie posokę, która z niej tak beztrosko wypływała. Pamiętam, jak nie chciała ubrudzić  się moją krwią, z jakim obrzydzeniem przyszpiliła mnie do wydziałowej posadzki. W afekcie, kopnęłam ją w ramię, żeby się przewróciła.
Naprawdę tak się czuła wtedy, gdy mnie tak sama powaliła na wydziale? Triumf, satysfakcja, wyższość... Aż niemożliwe! To chore uczucia! Odpędziłam je czym prędzej, bo zaczęła we mnie wzbierać odraza.
-No i masz. Takie jest prawo natury, siostrzyczko.- Clarius spojrzał na Elinę bez wyrazu i przeniósł wzrok na mnie.- Możesz śmiało zakończyć jej żywot. I tak jest adoptowana.- dodał z zadziwiającą lekkością w głosie. Jak mógł mówić takie rzeczy? Jak mógł jej to zrobić, kiedy umierała? Mimo, iż niewiele powiedział, znaczna tego część zwyczajnie nie chciała do mnie dotrzeć. Wykrwawiała się, a on mówił jej takie rzeczy!
Już nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć. Rozejrzałam się. Demon wyskoczył z salonu, patrząc na mnie ostrzegawczo. Nathan też się przyglądał. Co w was wstąpiło?!
-Nie rób tego.- usłyszałam. To nie było błaganie o litość od leżącej. To było ostrzeżenie od Nathana. Gdy usłyszałam te słowa, na tym krystalicznie czystym powietrzu poczułam metaliczny aromat. Zbyt charakterystyczny, rdzawy zapach kłębił się w moich nozdrzach. Nie myśląc wiele odchyliłam się i cisnęłam mieczem w stronę Clariusa. Przedmiot zatrzymał się w powietrzu. Otworzyłam szeroko oczy i w przypływie adrenaliny, spięłam się żeby uskoczyć. Ostrze faktycznie zwróciło się przeciwko mnie. Promieniujący ból od prawego ramienia powalił mnie na ziemię. Mój wrzask zagłuszył w tej chwili nawet moje myśli.
Wiłam się w bólu. Trzymając ostrze miecza i próbując je wyciągnąć, chciałam nie wyjść na ofiarę. W rzeczywistości nie byłam nawet w stanie go dobrze złapać. Wyślizgiwało mi się z dłoni, nacinając raz za razem jej wnętrze.
-Dziwne. Nie sądziłem, że nie będziesz w stanie nawet normalnie funkcjonować po czymś takim.- wybił mnie z tego bolesnego aktu. Nagle moje zmysły się zaostrzyły. To było nadzwyczaj zaskakujące. Ból nie zelżał, ale stał się mniej uciążliwy. Zupełnie jakbym się do niego przyzwyczaiła.
 Clarius stał nade mną, a wokół nas widniała czarna kopuła z takimi symbolami jak wtedy w wieży. Zaczęłam się czołgać, żeby się tylko od niego odsunąć. Nikt inny się nie poruszał. Stali w miejscu, jak figury woskowe.
- Nie wspominałem Ci czasem o twojej niezdarności? Jak zwykle mam rację.- rzekł, dziwnie spokojnie. Było w tym coś przerażającego, co kazało mi się prędzej wycofywać. W tym samym momencie musiałam czubkiem ostrza, które przebiło ramię na wylot zahaczyć o jakiś kamień, bo miecz przemieścił się bezpardonowo, zalewając moje ciało kolejnymi falami cierpień.- Naucz się spokoju myśli. Wtedy możesz mówić o walce i zabijaniu.- nawet moje uciekanie nic nie dało. Gdy chwycił za rękojeść, ostrze skurczyło się do rozmiarów scyzoryka, niczym złożony teleskop.- Tyle wystarczy absolutnie, żeby zabić.- obrócił w dłoni ostrze, demonstrując mi jego wygląd, następnie wskazał mi czubkiem ostrza miejsce pod swoimi żebrami. Zdążyłam tylko wybełkotać coś na znak sprzeciwu, ale nie byłam już w stanie nawet kręcić głową. Klęknął i zademonstrował to na mnie. Straciłam oddech. Czułam przez chwilę jak serce wypluwa z siebie całą krew bym po chwili już nic więcej nie mogła zobaczyć.
 A przynajmniej tak mi się wydawało…

 Doznałam nie lada szoku, gdy nie czułam swojego ciała po przebudzeniu. Panika przy niemożności jakiegokolwiek ruchu potęgowana była przez ciało, które mnie przykrywało. Poczułam zapach starego drewna. Znów naszły mnie straszne wspomnienia. To nie sprawiło, że się uspokoiłam. Wprost przeciwnie! Clarius był chyba nieprzytomny, coś lub ktoś musiało go powalić.
Zabierzcie go ze mnie! Błagam!

***

Musieli zająć się jeszcze jedną osobą, która była najbardziej kłopotliwa z całej trójki. Zdolność manipulowania falami dźwiękowymi była cholernie uciążliwa. Elina zemdlała, będąc już na skraju życia. Tribal zrobił użytek ze swojej siły i cisnął prosto w głowę Clariusa szklaną kulą z salonu. Obrany za cel przeciwnik padł jak długi na Agnieszkę. Musiał stracić  koncentrację, bo dało się go uderzyć nawet mechanicznie. W innym przypadku kula odbiłaby się od jego tarczy i uderzyła w białowłosego tym samym sposobem, na jakim nieszczęśliwie poznała się właścicielka łańcucha. Nathan podbiegł do dziewczyny i zrzucił z niej blondyna. Wyzywając pod nosem, zamarł widząc krew pod jej piersią i dziurę w sukience. Nie ruszała się, ale miała otwarte oczy - żywe oczy, zupełnie przerażone i spanikowane zaistniałą sytuacją. Czarnooki ściągnął brwi, klęknął nad nią i dotknął jej zmarzniętego policzka. Wiedział, dlaczego Agnieszka tak zareagowała na zadaną ranę. Jednak nie miał wątpliwości, co do tego, że to nie jego zasługa. Jego pakt został już dawno rozczłonkowany, przez co stracił swoją właściwą moc. Zerknął za siebie na chłopaków. Patrzył na nich wilkiem jakby mieli mu ją zabrać.
-Nie możemy tu zostać. Na pewno nie w tym świecie.- wyjaśnił krótko, w zasadzie sam do siebie, bo nie oczekiwał nawet, że białowłosa mu odpowie. Podniósł ją i zaniósł do salonu, widząc jak Demon i Tribal wspólną pracą powalają kobietę o ciemnych, zielonkawych włosach i oczach koloru ciemnego piwa. Odciągnęli ją wystarczająco daleko. Uśmiechnął się z przekąsem, bo sam chętnie dałby jej popalić za tą całą trójkę, która się tu przybłąkała i to pewnie nieprzypadkowo. Położył Agnieszkę na boku, żeby się nie zadławiła. Różnie to w końcu bywało.
 Tribal w zasadzie wykonywał całą robotę.
- Wiedziałem, że nie jesteś do niczego przydatny, Demon.- oznajmił w końcu czerwonowłosy. Powietrze w pomieszczeniu rozgrzało się niesamowicie. Te słowa go sprowokowały. Nathan mógł się przed tym wybronić, jeśli patrzył bezpośrednio na przeciwnika.- Przestań się wygłupiać, ośle! Nie widzisz, że Agnieszka jest bezwładna?!- syknął. Właśnie, była bezwładna. Niemalże w tej samej chwili, gdy to powiedział, na jego twarzy zjawił się dziki, bezpruderyjny uśmieszek.- Ale co to za zabawa, gdy nie będziesz się bronić?- mruknął znacznie ciszej, nachylając się nad nią, żeby tylko ona to usłyszała. Uchwyciła go kątem oka. Rzuci mu się do gardła, kiedy tylko odzyska władzę w ciele.
Demon już nie patrzył na nic wokół. Powietrze zrobiło się nieznośnie gorące. Miał nadzieję, że ta kobieta dba o siebie na tyle, żeby nie oparzyć sobie dróg oddechowych, bo w przeciwnym wypadku nici będą z użytkowania jej mocy.
-Poddaj się, dobrze ci radzę.- oznajmił grobowym tonem. Zaraz potem spod bluzy wyciągnął pistolet. Tribal stanął w miejscu, ściągając brwi. Nie był pewny, czy Demon faktycznie chce pociągnąć za spust.
-Nie zabijaj jej. Tylko Aguś ma do tego prawo. Nie pamiętasz? Sam nam o tym mówiłeś.- białowłosy próbował coś wskórać. Jednak na jego nieszczęście Demon już był pewny siebie.
- Sama mówiła, że moglibyśmy robić to w jej imieniu. Jestem skory przyjąć to na siebie.- niebieskooki wyglądał nienaturalnie. Jego mroczna natura w końcu znalazła ujście. Nie musiał już być gołosłowny, jeśli chodziło o groźby kierowane do ludzi, krzywdzących dziewczynę. Już nie musiał być tym najspokojniejszym. Teraz miał wrogą kobietę na muszce, palec na spuście i pewność, że dobrze postępuje.
Niestety tej pewności nie mieli pozostali. Nathan tylko zmrużył oczy, czekając na jego ostateczną decyzję. Obserwował. Tribal już się nie odzywał, bo i tak niczego by nie wskórał.
-Zabiję cię, ale najpierw powiedz, po co i jak się tu znaleźliście?!- krzyknął czarnowłosy, niemal wzrokiem obdzierając ze skóry swoją ofiarę.
- Jakby to nie było oczywiste.- prychnęła kobieta. Jednak była lekko zdenerwowana tym, że Demon grozi jej bronią palną. Nawet jeśli odpowiednio zareaguje, kula i tak przebije falę dźwiękową, więc była w kropce. Grała na czas, bo może Clarius się ocknie.
- Za późno.- mruknął tylko i oddał celny strzał. Ciało ciemnowłosej zderzyło się ze ścianą i osunęło po niej, zostawiając krwawą smugę na beżowej powierzchni. Po chwili czarnowłosy rozpłynął się w powietrzu i kolejny strzał było słychać na dworze. Dobił konającą Elinę już tylko w ramach łaski. Został mu tylko Clarius, którego nie mógł znaleźć. Powrócił zrezygnowany i rozeźlony do salonu, z którego zostało tylko pobojowisko.
-Tego blondasa nie ma. Musiał uciec.- odparł z pogardą na pytające spojrzenia chłopaków. Stało się. Na pewno Demon odrobinę zyskał w oczach Nathana, ale też stał się kolejnym człowiekiem do wzmożonej obserwacji.
-Nie myśl sobie, że ot tak nagle będziesz jej służbą i że ja ci na to pozwolę!- odparł czarnooki, rozsiadając się na podłodze. Ignorował przy tym rozrzucone po podłodze odłamki szkła.- Nawet ci do głowy nie przyszło, że ona to wszystko słyszała?- dodał, zwyczajnie wściekły bo zauważył łzy w oczach dziewczyny.

***
Przynajmniej raz gadasz do rzeczy, Nathan. Gdybym mogła, rozwiązałabym inaczej tą sytuację.- Po prostu nie miałam już na nic siły. Chciałabym zamknąć oczy i odizolować się od tego wszystkiego. Niech mnie lepiej zabiorą z tego miejsca. Nie chcę tu leżeć z trupami!
Poczułam i zauważyłam, że moje powieki drgnęły. Jednak, gdy tylko zdołałam zamknąć oczy, otworzyć je kazał mi mętlik w głowie.
Właśnie Demon zabił w moim imieniu dwie osoby. Czy nie ja jestem odpowiedzialna za ich śmierć? Wstrząsnęły mną drgawki. Zaczęłam odzyskiwać czucie w ciele. Wszystko wracało powoli do normy. Nie wiedzieć czemu panicznie się czegoś bałam. Gdy mogłam się już obrócić sama na plecy i lżej odetchnąć, zauważyłam nieprzeniknioną twarz Demona. Wtedy też zorientowałam się, czego tak właściwie zaczęłam się obawiać.

czwartek, 7 lutego 2013

22. Odwiedziny - niespodzianka



 Znów udało mi się odblokować otwarcie ostrza. Musiałabym się tego nauczyć. Ostrze było aż nadto delikatne, żeby wyglądać na tak śmiercionośną broń. W końcu jednak te najbardziej niepozorne rzeczy mogą być tymi najbardziej niebezpiecznymi. Uśmiech zawitał na mej twarzy na tą myśl. Jednak wciąż miałam przed sobą wiele pytań bez odpowiedzi. Po co ta cała gra? Po co ci wszyscy wrogowie? Jak długo to będzie trwać? Dlaczego nagle mam wokół siebie tylu ludzi? Nie wiedziałam i nie mogłam się już dowiedzieć, jak się czuje moja rodzina i znajomi. Hm... Zadając sobie te wszystkie pytania usiadłam na brzegu łóżka. Zaczęłam liczyć ogniwa łańcucha. Było ich trzynaście. Pechowa liczba. Bingo.
Rachunek sumienia?
Można to tak nazwać.
Nie mam pojęcia, co to za gra. To raz. Po drugie, to chyba logiczne. Zupełnie jak przy grach typu multiplayer. Po trzecie nie mam zielonego pojęcia, ile czasu będę mogła spać spokojnie. Choć czwarte tłumaczyłoby fakt, że to chłopaki pozwalają mi na jako taki spokój. No i po piąte... Czy ja przed tym całym zajściem nie wypierałam się wszelkich znajomości, bo zaczęło mnie to zwyczajnie męczyć? Dlaczego więc teraz się tym przejmować?
Pokręciłam głową. Wpadam w błędne koło. Odpowiadam sobie na pytanie i od razu zadaję następne. Trudniejsze i można by rzec, praktycznie bez odpowiedzi.
Zostawiłam ich tam samych sobie. Ciekawe, który zaraz przyleci pierwszy? Obstawiałabym Nathana, bo to już chyba normalne. Mogłabym tak zasnąć, jeśli nie przekrzykiwania chłopaków, które słyszałam nawet zza zamkniętych drzwi. Nie miałam najmniejszego zamiaru ich słuchać. Przykryłam głowę poduszką.
Nagle usłyszałam głuche uderzenie w szybę. Broń drgnęła, leżąc na moim brzuchu, bo sama się zlękłam. Podniosłam się i spojrzałam w stronę okna. Śnieżka, a raczej to, co po niej zostało zsuwało się powoli po rozgrzanej witrynie. Jak się potem okazało, zbyt beztroskim było podejście do okna bez żadnych podejrzeń. Krew w moich żyłach ścięła się nagle. Czułam zbyt powoli jak adrenalina zaczyna boleśnie ją rozpędzać, co przyprawiło mnie natychmiast o nieokiełznane gorące odczucie w całym ciele. Dwie znajome z trzech  twarzy, których nie chciałam spotykać ponownie. Elina świdrowała wzrokiem okno, w które ciśnięta przez jej brata śnieżka zwróciła moją uwagę. Gdy mnie zauważyła, poruszyła wargami, zaraz potem uśmiechając się słodko. Blondyn zmrużył oczy groźnie, a towarzyszka rodzeństwa wzniosła tylko oczy ku niebu.
Wycofałam się szybko. Nie mogłam wydostać z siebie nawet piśnięcia. Nie, w takiej sytuacji nie potrafiłam i nie byłam w stanie reagować tak jak to potrafi statystyczny człowiek. Zacisnęłam rączkę laski w dłoni. Blokada znów się otworzyła. Wybiegłam z pokoju, kierując się do salonu.
-Bariera nie działa! Oni tu są!- byłam przerażona. Poczułam echo tego uciążliwego bólu sprzed kilku dni. Wzdrygnęłam się. Zamilkli na moment, patrząc na mnie nieokreślonym wzrokiem.
-To niemożliwe. Bariera wciąż jest stabilna, Agnieszko. Poczułbym na pewno, jeśli by się zawahała. Wszyscy by poczuli.- wytłumaczył naprędce Zero.
-Wiedziałem, że nie można ci ufać, sukinsynu!- czarnooki zacisnął pięści.
- Wiem, kogo widziałam!- przekrzyczałam Nathana.- Elina, ten blondyn i jakaś inna kobieta. Widzieli mnie, pewnie zaraz tu wejdą.- zadrżałam na to spostrzeżenie. Nie chciałam kolejnej konfrontacji.
-Spokojnie.- Demon położył mi dłoń na ramieniu.- Usiądź. Dopóki nie wejdą do środka, będziesz bezpieczna.- dodał. Uspokoił mnie odrobinę, ale nie mogłam tak po prostu siedzieć w miejscu.
 W pewnym momencie wszystkie szyby rozpadły się w drobny mak, uruchomił się alarm i zapadła ciemność. Zasłoniłam się rękoma zupełnie niepotrzebnie, bo Nathan i Zero osłonili wszystkich z każdej strony. Stalowe żaluzje antywłamaniowe zasłoniły wszelkie dzienne światło, jakie jeszcze przed chwilą tu było. Mój łańcuch połyskiwał delikatnie, a ja sama nie widziałam jeszcze nigdy, że potrafił wydawać z siebie jakikolwiek nawet najdrobniejszy blask. Miał neutralną temperaturę.
Gdy zapaliły się światła, Zero upadł na podłogę. Nathan nie wytrzymał i najwidoczniej mu przyłożył, tym samym krusząc mu na nosie okulary i powodując nie lada krwotok. Wyzywał na niego, wcale nie kryjąc się ze swoją wściekłością. Tribal zastąpił Nathanowi drogę.
-Odsuń się, przychlaście.- warknął ostrzegawczo.
-Nathan!- cisnęłam w niego drewnianą osłonką, a ona z kolei uderzyła go  stalowym okuciem prosto w brzuch. Skulił się, sycząc z bólu. Dziwne. Bez ostrzeżenia zdzieliłam go z pięści po głowie.- To, że bariera zawiodła nie znaczy, że to jego wina! Ma prawo być wyczerpany.

-To zdrajca. Nie widzisz tego, idiotko?!- sam zaczął wzrokiem obdzierać mnie ze skóry.- Przygarnęłaś go, przez zwykłe ‘widzimisię’. Każdego tak będziesz traktować?!- wrzasnął na mnie. Podniósł się i znów patrzył na mnie z góry. Tak jak ostatnio.
- Nie patrz tak na mnie…- myślałam, że powiedziałam to głośno. Zmrużył oczy groźnie.- Mówiłam ci ostatnio, dlaczego tak robię. Nie słuchasz mnie.- syknęłam.
-Wybaczcie, że przerywamy!- zagrzmiał nagle dobrze znany mi głos, który sprawił, że zjeżyły mi się włosy na karku.

niedziela, 3 lutego 2013

21. Jak nie strażnik, to kto?


Gdybym się nie spodziewała czegoś głupiego z jego strony, to sama bym była idiotką.
-Sukienka?!- warknęłam w stronę drzwi. Czy go do reszty pogięło?! Nie noszę przecież takich rzeczy. Wolałam już paradować w piżamie, niż ubrać sukienkę. Zrobiłam się czerwona na twarzy. Przynajmniej z bielizną nie wydziwiał. Cóż, nie było się nad czym zastanawiać. Musiałam to ubrać. W końcu wyszłam na korytarz w granatowej sukience i trampkach. Doprawdy… Szczyt gustu.
-Wiedziałem! Podoba mi się.- uniósł brwi kilkukrotnie, jednak nie zabrakło w jego oczach małej groźby.
-Jest środek zimy, a ja mam paradować w letniej sukience i trampkach?- uniosłam brwi, mrużąc przy tym oczy. Zignorowałam zupełnie jego przesłanie kierowane do mnie w swoim spojrzeniu.
-I tak nigdzie stąd nie wyjdziesz.- położył dłoń na moim ramieniu i zaczął mnie pchać w stronę salonu.
-Daj mi chociaż jakąś bluzę, co? Mam tendencje do marznięcia.-bąknęłam. Nathan zaraz zarzucił mi na głowę swoją koszulę w kratę. Tak, męskie ubrania. Za duże, ale jeszcze ciepłe. Nie byłam najmniejsza, ale Nathan i tak był ode mnie wyższy o głowę. Ta… Musiałam przyznać szczerze, że podoba mi się zapach tej koszuli. Rumieniec opanowałam w progu salonu, od razu kierując się do wolnego fotela.
- Cześć, Aguś!- Tribal przywitał mnie z ciepłym uśmiechem.
- Cześć.- wydukałam. Na stoliku leżała laska, którą ze sobą przywlekłam. Ściągnęłam brwi, rozglądając się znacząco po zebranych.-Rozmawialiście na ten temat?- zaczęłam.
-Tak, poruszyliśmy jednak tylko odrobinę, bo na temat większości chyba sama chciałabyś porozmawiać.- oznajmił Zero. Demon przyniósł mi tacę ze śniadaniem, podziękowałam  mu, ale nie byłam głodna na tą chwilę.
Wypuściłam powietrze z płuc:
- Tak, w zasadzie masz rację, ale opowiem wam tyle, co pamiętam.- odparłam, po czym opowiedziałam im o obu zniknięciach, jakie mi się przydarzyły.-… I z tego, co mi się mocno wydaje, to ten jeden człowiek stoi za pierwszym porwaniem, potem za obławą i incydentem sprzed wydziału.- ucichłam na moment.- Wspominał też coś o swojej siostrze.- spojrzałam na Nathana. Powinien doskonale wiedzieć, o kogo chodzi.
-Chodzi Ci o Elinę?
-Tak, ten mężczyzna też miał jasne włosy, ale skórę miał ciemniejszą niż ona, tak mi się wydaje.
-Suka… Co ci wtedy mówiła?!- Nathan już był wyraźnie zdenerwowany. Nie wiem, czy to ma jakiś związek ze sprawą, ale wytłumaczyłam mu, że mówiła coś o strażnikach.
-Zaraz… O strażnikach? Musiała się grubo mylić.- napomknął Zero. Podniósł się z kanapy, poprawiając okulary na nosie i zaczął chodzić w tę i z powrotem.- Patrząc na obecną sytuację, to MY jesteśmy strażnikami i to Ciebie mamy bronić.
-To dlaczego to powiedziała? Wyglądała na pewną swych informacji i o ile dobrze pamiętam, wyraźnie mówiła o tym, że to ja nim jestem.-podniosłam głos.- Zresztą… Sama już nie wiem, mam mętlik w głowie.
-Prawie jak wszyscy.- syknął Nathan, patrząc wilkiem na Zero. Nie popuści mu, jeśli nam tego nie wytłumaczy.
- Już mówię. Miałaś te sny o strażnikach, prawda? Ściślej mówiąc wizje.- fioletowowłosy spojrzał na mnie, oczekując twierdzącej odpowiedzi. Przytaknęłam.- Właśnie. Do tego zmierzam. Zgarnęłaś na siebie uwagę każdego z nas przez łańcuch na szyi, który jakby nie patrzeć, ściąga na ciebie uwagę przez charakterystyczną aurę. To taki jakby wabik i główna nagroda, jednocześnie.
-Więc, co z tym?
-Zero chodzi o to, że to gra na szeroką skalę. Nie wiemy, jaka jest wygrana, ani kto za tym stoi, ale jesteśmy niemal pewni, że musimy się wybronić.-dodał Demon.
-Gra? Nawet nie wiadomo o co?
-Siła wyższa, nadprzyrodzone moce, w zasadzie magia, cały czas były obecne, ale biernie. Najwidoczniej teraz się przebudziły. Z tego, co pamiętam ostatni taki turniej odnotowany był dobre dwa tysiące lat temu. Ten łańcuch to najlepszy dowód. Niestety, nie mogę go sprawdzić innym sposobem, jak tylko oględzinami, czyż nie?- Zero wsparł się o zagłówek mojego fotela. Nathan warknął na niego groźnie.
-Nie może być tak stary… Przecież by się rozpadł!- poczułam, że łańcuch robi się cieplejszy niż zazwyczaj. Odsunęłam  się od fioletowookiego. Artefakt ochłonął.
-To przecież nie jest zwykły łańcuch, bo reaguje na przeciwników. Widać na twojej szyi blizny po oparzeniach, właśnie w kształcie ogniw.-oznajmił. Spojrzałam zaskoczona na Nathana. On zerknął na mnie przez moment i znów zaczął wwiercać się morderczym spojrzeniem w Zero.
-Ciągle nie rozumiem, dlaczego też zostałam nazwana strażnikiem.
-Proste. Ty  sama bronisz łańcucha, podczas gdy my bronimy Ciebie. Na szczęście nasi przeciwnicy nie wiedzą jeszcze, że tu chodzi o łańcuch i próbują dorwać Ciebie.
-Ja ci dam szczęście!- czarnooki chyba czekał na jakiekolwiek potknięcie się Zero w tłumaczeniach, żeby się tylko na niego rzucić.
-HEJ! CHŁOPAKI!- stanęłam na fotelu, żeby rzucić się na ich obu. Powaliłam ich swoim ciężarem i rozdarłam sukienkę. Przy okazji o mały włos nie oberwałam z łokcia od Nathana.
W tym czasie, kiedy rzuciłam się na nich, Nathan próbował jak najskuteczniej pokiereszować twarz Zero. W pewnym momencie zostałam dźwignięta w górę. Dość szybko okazało się, że to Tribal nas rozdzielił. Znaczy się, ja zostałam od nich odciągnięta. Szybko posadził mnie na swoim ramieniu jak papugę. Spłonęłam rumieńcem nie tyle ze strachu przed upadkiem, co ze zdezorientowania. Fakt, że Tribal trzymał mnie na jednym ramieniu był na tyle zdumiewający, że po pierwsze - białowłosy zdawał się w ogóle nie wysilać, a po drugie - skutecznie odciągnął uwagę Nathana od Zero.
-Tribal...-sama nie wiedziałam jak mam utrzymywać równowagę.- Postaw mnie, błagam.
-Puść ją, przydupasie.-warknął Nathan.
Demon roześmiał się, a wokoło zrobiło się przyjemnie ciepło. Zabawnie musiało to wyglądać z brzegu. Poczułam się lepiej, ale w pewnym momencie poczułam jak Tribal podrzuca mną jak piłką do siatkówki. Zaczęłam przeklinać w myślach architektów tej posiadłości. I tak oto prawie spod sufitu musiałam wylądować na kimś, kto będzie mnie chciał złapać. Nie pomyliłam się za wiele. Padło na Nathana, który przy okazji oberwał z kolanka w żebra i za karę rzucił mną na najbliższą kanapę. Na niej z kolei siedział Demon. Zostałam rzucona z taką siłą, że kanapa się przewróciła, a ja i Demon razem z nią.
-Oj... Sam widziałeś, to nie moja wina.- podniosłam się tak szybko, jak to było możliwe.
-Już nie udawaj takiej cnotki, dziewczynko!- zakrzyknął Nathan skulony w fotelu.
- Ale to nie powód, żeby rzucać mną w tę i z powrotem!- ogarnęłam wzrokiem obu chłopaków. Kątem oka zauważyłam, że Zero już się ogarnął. Miał już niezbyt przyjemne i zielonkawe limo pod okiem.- Banda idiotów. Nathan, powinieneś dostać mocniej.
-Próbowałem cię złapać, okej?!- syknął. Prychnęłam na niego,  pomagając Demonowi się podnieść i z powrotem postawić kanapę na nogi.
-Myślałam, że będziesz choć raz poważny. Powinieneś się cieszyć, że udało mi się wydostać tym razem z pułapki, bo następnego chyba już nie dam rady.- oznajmiłam szorstko. Teraz było trudno. Cholernie boleśnie. Dziwne, że tak szybko wróciłam do siebie po tym wszystkim i nie zwijam się w kącie z jakąś nową fobią w głowie.
Może to jest właśnie moje podejście do sprawy? Potrafię niepotrzebne emocje odsunąć na bok i zająć się tylko konkretami. Sama chciałabym, żeby tak było faktycznie. No cóż, usiadłam na brzegu kanapy. Rozłożona na poduchach próbowałam zakryć rozdarcie w tej dosłownie niepraktycznej części garderoby. Nathan nawet mimo bólu w brzuchu po moim kopniaku był spostrzegawczy. Zauważył to i uniósł brew, przechylając się tak, by więcej zobaczyć. Takiego!
W sumie ta ich potyczka rozładowała skutecznie napięcie.
Tylko dlaczego zawsze to ja muszę fruwać wszędzie naokoło? Zerknęłam na Tribala.
- Hej! Tribal, dlaczego nic nie wiedzieliśmy o twojej mocy?
-A czy to coś wyjątkowego? Nathan też ma taką.- wytłumaczył pospiesznie białowłosy.
-Ta... Z tym drobnym szczegółem, że mnie męczy to dźwiganie ciężarów, czy nawet rzucanie nimi . A ty zdajesz się nawet nie spocić ani odrobinę.- Nathan miał rację. To naprawdę wyglądało dziwacznie. Tribal zaśmiał się nerwowo.
- Bo w sumie nie lubię się z tym ujawniać.- wytłumaczył.
- Jesteś śmierdzącym leniem i tyle! Tobie mam teraz przypierdolić?!- czerwonowłosy już się podnosił, by zrealizować to o czym dopiero mówił.
Ukryłam twarz za dłonią z zażenowanym westchnieniem. Podniosłam się, wzięłam do ręki laskę leżącą na stole. Demon specjalnie dla mnie zdobył cienkie rękawiczki. Wciągnęłam je szybko na wszelki wypadek. Poczułam się bezpieczniej z osłoną na mój chwilami destrukcyjny dotykBezpiecznie, bo mogę użyć każdego przedmiotu bez obawy, że się zniszczy, tym samym zaprzepaszczając moje szanse na ewakuację, czy jakąkolwiek obronę własną. Bez słowa ruszyłam do swojego pokoju.


~~~~~~
Następny rozdział już 7.02 :D