niedziela, 3 lutego 2013

21. Jak nie strażnik, to kto?


Gdybym się nie spodziewała czegoś głupiego z jego strony, to sama bym była idiotką.
-Sukienka?!- warknęłam w stronę drzwi. Czy go do reszty pogięło?! Nie noszę przecież takich rzeczy. Wolałam już paradować w piżamie, niż ubrać sukienkę. Zrobiłam się czerwona na twarzy. Przynajmniej z bielizną nie wydziwiał. Cóż, nie było się nad czym zastanawiać. Musiałam to ubrać. W końcu wyszłam na korytarz w granatowej sukience i trampkach. Doprawdy… Szczyt gustu.
-Wiedziałem! Podoba mi się.- uniósł brwi kilkukrotnie, jednak nie zabrakło w jego oczach małej groźby.
-Jest środek zimy, a ja mam paradować w letniej sukience i trampkach?- uniosłam brwi, mrużąc przy tym oczy. Zignorowałam zupełnie jego przesłanie kierowane do mnie w swoim spojrzeniu.
-I tak nigdzie stąd nie wyjdziesz.- położył dłoń na moim ramieniu i zaczął mnie pchać w stronę salonu.
-Daj mi chociaż jakąś bluzę, co? Mam tendencje do marznięcia.-bąknęłam. Nathan zaraz zarzucił mi na głowę swoją koszulę w kratę. Tak, męskie ubrania. Za duże, ale jeszcze ciepłe. Nie byłam najmniejsza, ale Nathan i tak był ode mnie wyższy o głowę. Ta… Musiałam przyznać szczerze, że podoba mi się zapach tej koszuli. Rumieniec opanowałam w progu salonu, od razu kierując się do wolnego fotela.
- Cześć, Aguś!- Tribal przywitał mnie z ciepłym uśmiechem.
- Cześć.- wydukałam. Na stoliku leżała laska, którą ze sobą przywlekłam. Ściągnęłam brwi, rozglądając się znacząco po zebranych.-Rozmawialiście na ten temat?- zaczęłam.
-Tak, poruszyliśmy jednak tylko odrobinę, bo na temat większości chyba sama chciałabyś porozmawiać.- oznajmił Zero. Demon przyniósł mi tacę ze śniadaniem, podziękowałam  mu, ale nie byłam głodna na tą chwilę.
Wypuściłam powietrze z płuc:
- Tak, w zasadzie masz rację, ale opowiem wam tyle, co pamiętam.- odparłam, po czym opowiedziałam im o obu zniknięciach, jakie mi się przydarzyły.-… I z tego, co mi się mocno wydaje, to ten jeden człowiek stoi za pierwszym porwaniem, potem za obławą i incydentem sprzed wydziału.- ucichłam na moment.- Wspominał też coś o swojej siostrze.- spojrzałam na Nathana. Powinien doskonale wiedzieć, o kogo chodzi.
-Chodzi Ci o Elinę?
-Tak, ten mężczyzna też miał jasne włosy, ale skórę miał ciemniejszą niż ona, tak mi się wydaje.
-Suka… Co ci wtedy mówiła?!- Nathan już był wyraźnie zdenerwowany. Nie wiem, czy to ma jakiś związek ze sprawą, ale wytłumaczyłam mu, że mówiła coś o strażnikach.
-Zaraz… O strażnikach? Musiała się grubo mylić.- napomknął Zero. Podniósł się z kanapy, poprawiając okulary na nosie i zaczął chodzić w tę i z powrotem.- Patrząc na obecną sytuację, to MY jesteśmy strażnikami i to Ciebie mamy bronić.
-To dlaczego to powiedziała? Wyglądała na pewną swych informacji i o ile dobrze pamiętam, wyraźnie mówiła o tym, że to ja nim jestem.-podniosłam głos.- Zresztą… Sama już nie wiem, mam mętlik w głowie.
-Prawie jak wszyscy.- syknął Nathan, patrząc wilkiem na Zero. Nie popuści mu, jeśli nam tego nie wytłumaczy.
- Już mówię. Miałaś te sny o strażnikach, prawda? Ściślej mówiąc wizje.- fioletowowłosy spojrzał na mnie, oczekując twierdzącej odpowiedzi. Przytaknęłam.- Właśnie. Do tego zmierzam. Zgarnęłaś na siebie uwagę każdego z nas przez łańcuch na szyi, który jakby nie patrzeć, ściąga na ciebie uwagę przez charakterystyczną aurę. To taki jakby wabik i główna nagroda, jednocześnie.
-Więc, co z tym?
-Zero chodzi o to, że to gra na szeroką skalę. Nie wiemy, jaka jest wygrana, ani kto za tym stoi, ale jesteśmy niemal pewni, że musimy się wybronić.-dodał Demon.
-Gra? Nawet nie wiadomo o co?
-Siła wyższa, nadprzyrodzone moce, w zasadzie magia, cały czas były obecne, ale biernie. Najwidoczniej teraz się przebudziły. Z tego, co pamiętam ostatni taki turniej odnotowany był dobre dwa tysiące lat temu. Ten łańcuch to najlepszy dowód. Niestety, nie mogę go sprawdzić innym sposobem, jak tylko oględzinami, czyż nie?- Zero wsparł się o zagłówek mojego fotela. Nathan warknął na niego groźnie.
-Nie może być tak stary… Przecież by się rozpadł!- poczułam, że łańcuch robi się cieplejszy niż zazwyczaj. Odsunęłam  się od fioletowookiego. Artefakt ochłonął.
-To przecież nie jest zwykły łańcuch, bo reaguje na przeciwników. Widać na twojej szyi blizny po oparzeniach, właśnie w kształcie ogniw.-oznajmił. Spojrzałam zaskoczona na Nathana. On zerknął na mnie przez moment i znów zaczął wwiercać się morderczym spojrzeniem w Zero.
-Ciągle nie rozumiem, dlaczego też zostałam nazwana strażnikiem.
-Proste. Ty  sama bronisz łańcucha, podczas gdy my bronimy Ciebie. Na szczęście nasi przeciwnicy nie wiedzą jeszcze, że tu chodzi o łańcuch i próbują dorwać Ciebie.
-Ja ci dam szczęście!- czarnooki chyba czekał na jakiekolwiek potknięcie się Zero w tłumaczeniach, żeby się tylko na niego rzucić.
-HEJ! CHŁOPAKI!- stanęłam na fotelu, żeby rzucić się na ich obu. Powaliłam ich swoim ciężarem i rozdarłam sukienkę. Przy okazji o mały włos nie oberwałam z łokcia od Nathana.
W tym czasie, kiedy rzuciłam się na nich, Nathan próbował jak najskuteczniej pokiereszować twarz Zero. W pewnym momencie zostałam dźwignięta w górę. Dość szybko okazało się, że to Tribal nas rozdzielił. Znaczy się, ja zostałam od nich odciągnięta. Szybko posadził mnie na swoim ramieniu jak papugę. Spłonęłam rumieńcem nie tyle ze strachu przed upadkiem, co ze zdezorientowania. Fakt, że Tribal trzymał mnie na jednym ramieniu był na tyle zdumiewający, że po pierwsze - białowłosy zdawał się w ogóle nie wysilać, a po drugie - skutecznie odciągnął uwagę Nathana od Zero.
-Tribal...-sama nie wiedziałam jak mam utrzymywać równowagę.- Postaw mnie, błagam.
-Puść ją, przydupasie.-warknął Nathan.
Demon roześmiał się, a wokoło zrobiło się przyjemnie ciepło. Zabawnie musiało to wyglądać z brzegu. Poczułam się lepiej, ale w pewnym momencie poczułam jak Tribal podrzuca mną jak piłką do siatkówki. Zaczęłam przeklinać w myślach architektów tej posiadłości. I tak oto prawie spod sufitu musiałam wylądować na kimś, kto będzie mnie chciał złapać. Nie pomyliłam się za wiele. Padło na Nathana, który przy okazji oberwał z kolanka w żebra i za karę rzucił mną na najbliższą kanapę. Na niej z kolei siedział Demon. Zostałam rzucona z taką siłą, że kanapa się przewróciła, a ja i Demon razem z nią.
-Oj... Sam widziałeś, to nie moja wina.- podniosłam się tak szybko, jak to było możliwe.
-Już nie udawaj takiej cnotki, dziewczynko!- zakrzyknął Nathan skulony w fotelu.
- Ale to nie powód, żeby rzucać mną w tę i z powrotem!- ogarnęłam wzrokiem obu chłopaków. Kątem oka zauważyłam, że Zero już się ogarnął. Miał już niezbyt przyjemne i zielonkawe limo pod okiem.- Banda idiotów. Nathan, powinieneś dostać mocniej.
-Próbowałem cię złapać, okej?!- syknął. Prychnęłam na niego,  pomagając Demonowi się podnieść i z powrotem postawić kanapę na nogi.
-Myślałam, że będziesz choć raz poważny. Powinieneś się cieszyć, że udało mi się wydostać tym razem z pułapki, bo następnego chyba już nie dam rady.- oznajmiłam szorstko. Teraz było trudno. Cholernie boleśnie. Dziwne, że tak szybko wróciłam do siebie po tym wszystkim i nie zwijam się w kącie z jakąś nową fobią w głowie.
Może to jest właśnie moje podejście do sprawy? Potrafię niepotrzebne emocje odsunąć na bok i zająć się tylko konkretami. Sama chciałabym, żeby tak było faktycznie. No cóż, usiadłam na brzegu kanapy. Rozłożona na poduchach próbowałam zakryć rozdarcie w tej dosłownie niepraktycznej części garderoby. Nathan nawet mimo bólu w brzuchu po moim kopniaku był spostrzegawczy. Zauważył to i uniósł brew, przechylając się tak, by więcej zobaczyć. Takiego!
W sumie ta ich potyczka rozładowała skutecznie napięcie.
Tylko dlaczego zawsze to ja muszę fruwać wszędzie naokoło? Zerknęłam na Tribala.
- Hej! Tribal, dlaczego nic nie wiedzieliśmy o twojej mocy?
-A czy to coś wyjątkowego? Nathan też ma taką.- wytłumaczył pospiesznie białowłosy.
-Ta... Z tym drobnym szczegółem, że mnie męczy to dźwiganie ciężarów, czy nawet rzucanie nimi . A ty zdajesz się nawet nie spocić ani odrobinę.- Nathan miał rację. To naprawdę wyglądało dziwacznie. Tribal zaśmiał się nerwowo.
- Bo w sumie nie lubię się z tym ujawniać.- wytłumaczył.
- Jesteś śmierdzącym leniem i tyle! Tobie mam teraz przypierdolić?!- czerwonowłosy już się podnosił, by zrealizować to o czym dopiero mówił.
Ukryłam twarz za dłonią z zażenowanym westchnieniem. Podniosłam się, wzięłam do ręki laskę leżącą na stole. Demon specjalnie dla mnie zdobył cienkie rękawiczki. Wciągnęłam je szybko na wszelki wypadek. Poczułam się bezpieczniej z osłoną na mój chwilami destrukcyjny dotykBezpiecznie, bo mogę użyć każdego przedmiotu bez obawy, że się zniszczy, tym samym zaprzepaszczając moje szanse na ewakuację, czy jakąkolwiek obronę własną. Bez słowa ruszyłam do swojego pokoju.


~~~~~~
Następny rozdział już 7.02 :D

4 komentarze:

  1. "znów zaczął wwiercać się morderczym wzrokiem w Zero." - nie jestem pewna, czy nie byłoby poprawniej "spojrzeniem". Literówek nie widziałam, ale w paru miejscach brakuje przecinka. Postacie mi się mieszały, ale to raczej wina tego, że nie przeczytałam poprzednich rozdziałów (jak znajdę czas, to na pewno to zrobię) :D. Poza tym - lekko się czyta. Życzę powodzenia w dalszym pisaniu :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwa~ Dziękuję :3
      Faktycznie, mogłoby lepiej wyglądać. Co do przecinków - czasami myślę, że aż za dużo ich wstawiam. Pewnie stąd te paradoksalne braki xDD

      Usuń
  2. super blog! bardzo mi się podoba! obserwujemy? :)
    bulion-pamietnik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. dziękuję za obserwację! również obserwuje ; )

    OdpowiedzUsuń