czwartek, 7 lutego 2013

22. Odwiedziny - niespodzianka



 Znów udało mi się odblokować otwarcie ostrza. Musiałabym się tego nauczyć. Ostrze było aż nadto delikatne, żeby wyglądać na tak śmiercionośną broń. W końcu jednak te najbardziej niepozorne rzeczy mogą być tymi najbardziej niebezpiecznymi. Uśmiech zawitał na mej twarzy na tą myśl. Jednak wciąż miałam przed sobą wiele pytań bez odpowiedzi. Po co ta cała gra? Po co ci wszyscy wrogowie? Jak długo to będzie trwać? Dlaczego nagle mam wokół siebie tylu ludzi? Nie wiedziałam i nie mogłam się już dowiedzieć, jak się czuje moja rodzina i znajomi. Hm... Zadając sobie te wszystkie pytania usiadłam na brzegu łóżka. Zaczęłam liczyć ogniwa łańcucha. Było ich trzynaście. Pechowa liczba. Bingo.
Rachunek sumienia?
Można to tak nazwać.
Nie mam pojęcia, co to za gra. To raz. Po drugie, to chyba logiczne. Zupełnie jak przy grach typu multiplayer. Po trzecie nie mam zielonego pojęcia, ile czasu będę mogła spać spokojnie. Choć czwarte tłumaczyłoby fakt, że to chłopaki pozwalają mi na jako taki spokój. No i po piąte... Czy ja przed tym całym zajściem nie wypierałam się wszelkich znajomości, bo zaczęło mnie to zwyczajnie męczyć? Dlaczego więc teraz się tym przejmować?
Pokręciłam głową. Wpadam w błędne koło. Odpowiadam sobie na pytanie i od razu zadaję następne. Trudniejsze i można by rzec, praktycznie bez odpowiedzi.
Zostawiłam ich tam samych sobie. Ciekawe, który zaraz przyleci pierwszy? Obstawiałabym Nathana, bo to już chyba normalne. Mogłabym tak zasnąć, jeśli nie przekrzykiwania chłopaków, które słyszałam nawet zza zamkniętych drzwi. Nie miałam najmniejszego zamiaru ich słuchać. Przykryłam głowę poduszką.
Nagle usłyszałam głuche uderzenie w szybę. Broń drgnęła, leżąc na moim brzuchu, bo sama się zlękłam. Podniosłam się i spojrzałam w stronę okna. Śnieżka, a raczej to, co po niej zostało zsuwało się powoli po rozgrzanej witrynie. Jak się potem okazało, zbyt beztroskim było podejście do okna bez żadnych podejrzeń. Krew w moich żyłach ścięła się nagle. Czułam zbyt powoli jak adrenalina zaczyna boleśnie ją rozpędzać, co przyprawiło mnie natychmiast o nieokiełznane gorące odczucie w całym ciele. Dwie znajome z trzech  twarzy, których nie chciałam spotykać ponownie. Elina świdrowała wzrokiem okno, w które ciśnięta przez jej brata śnieżka zwróciła moją uwagę. Gdy mnie zauważyła, poruszyła wargami, zaraz potem uśmiechając się słodko. Blondyn zmrużył oczy groźnie, a towarzyszka rodzeństwa wzniosła tylko oczy ku niebu.
Wycofałam się szybko. Nie mogłam wydostać z siebie nawet piśnięcia. Nie, w takiej sytuacji nie potrafiłam i nie byłam w stanie reagować tak jak to potrafi statystyczny człowiek. Zacisnęłam rączkę laski w dłoni. Blokada znów się otworzyła. Wybiegłam z pokoju, kierując się do salonu.
-Bariera nie działa! Oni tu są!- byłam przerażona. Poczułam echo tego uciążliwego bólu sprzed kilku dni. Wzdrygnęłam się. Zamilkli na moment, patrząc na mnie nieokreślonym wzrokiem.
-To niemożliwe. Bariera wciąż jest stabilna, Agnieszko. Poczułbym na pewno, jeśli by się zawahała. Wszyscy by poczuli.- wytłumaczył naprędce Zero.
-Wiedziałem, że nie można ci ufać, sukinsynu!- czarnooki zacisnął pięści.
- Wiem, kogo widziałam!- przekrzyczałam Nathana.- Elina, ten blondyn i jakaś inna kobieta. Widzieli mnie, pewnie zaraz tu wejdą.- zadrżałam na to spostrzeżenie. Nie chciałam kolejnej konfrontacji.
-Spokojnie.- Demon położył mi dłoń na ramieniu.- Usiądź. Dopóki nie wejdą do środka, będziesz bezpieczna.- dodał. Uspokoił mnie odrobinę, ale nie mogłam tak po prostu siedzieć w miejscu.
 W pewnym momencie wszystkie szyby rozpadły się w drobny mak, uruchomił się alarm i zapadła ciemność. Zasłoniłam się rękoma zupełnie niepotrzebnie, bo Nathan i Zero osłonili wszystkich z każdej strony. Stalowe żaluzje antywłamaniowe zasłoniły wszelkie dzienne światło, jakie jeszcze przed chwilą tu było. Mój łańcuch połyskiwał delikatnie, a ja sama nie widziałam jeszcze nigdy, że potrafił wydawać z siebie jakikolwiek nawet najdrobniejszy blask. Miał neutralną temperaturę.
Gdy zapaliły się światła, Zero upadł na podłogę. Nathan nie wytrzymał i najwidoczniej mu przyłożył, tym samym krusząc mu na nosie okulary i powodując nie lada krwotok. Wyzywał na niego, wcale nie kryjąc się ze swoją wściekłością. Tribal zastąpił Nathanowi drogę.
-Odsuń się, przychlaście.- warknął ostrzegawczo.
-Nathan!- cisnęłam w niego drewnianą osłonką, a ona z kolei uderzyła go  stalowym okuciem prosto w brzuch. Skulił się, sycząc z bólu. Dziwne. Bez ostrzeżenia zdzieliłam go z pięści po głowie.- To, że bariera zawiodła nie znaczy, że to jego wina! Ma prawo być wyczerpany.

-To zdrajca. Nie widzisz tego, idiotko?!- sam zaczął wzrokiem obdzierać mnie ze skóry.- Przygarnęłaś go, przez zwykłe ‘widzimisię’. Każdego tak będziesz traktować?!- wrzasnął na mnie. Podniósł się i znów patrzył na mnie z góry. Tak jak ostatnio.
- Nie patrz tak na mnie…- myślałam, że powiedziałam to głośno. Zmrużył oczy groźnie.- Mówiłam ci ostatnio, dlaczego tak robię. Nie słuchasz mnie.- syknęłam.
-Wybaczcie, że przerywamy!- zagrzmiał nagle dobrze znany mi głos, który sprawił, że zjeżyły mi się włosy na karku.

6 komentarzy:

  1. Literówki, przecinki, a ostatnie zdanie mogło być całe małymi literkami ;).
    Treść bardzo dobra i ciekawa, nie mogę się doczekać następnego rozdziału *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Mhm, dziękuję. Niestety tego typu komentarze sugerują, że nie odnosisz się do treści bezpośrednio, a szkoda, bo chyba warto poczytać .=.

      Usuń
  3. Świetne.
    Bardzo mnie wciągnęęęęęłoooo *________*
    Wybacz mi teraz, z tego tytułu, że mam wyjątkowo dużo czasu - IDĘ CZYTAĆ RESZTĘ @w@
    BUZII *-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Aikoo! Ja idę od początku czytać Twoje opowiadanie bo od końca to tak nie wypada. Dlatego wypowiem się jak wszystko ocenie, dobrze? :3
    Num, to ja idę czytać! ^__^

    OdpowiedzUsuń