środa, 27 lutego 2013

24. Przeczyć samemu sobie


WITAJCIE!
Doczekaliście się właśnie rozdziału dwudziestego czwartego! 
Zapraszam do czytania :D
_________________________________________________________

To Demon zabił je obie. To on teraz zasługiwał na miano osobnika bez emocji, a przecież wcześniej był tym najmilszym i najspokojniejszym. Mrugnęłam, po chwili dalej wpatrując się w niego zaskoczonym wzrokiem. W jednym momencie zaledwie, jego wyraz twarzy zmienił się. Znów uśmiechał się tak jak kiedyś, ale to już nie wyglądało naturalnie. Odwróciłam wzrok w zakłopotaniu. Nathan obserwował uważnie moją reakcję, widziałam to kątem oka. Zauważyłam też, że przenosi wzrok ze mnie na stojącego nade mną czarnowłosego.
Moje wszystkie mięśnie spięły się nagle, jakby w tiku nerwowym. Usiadłam o własnych siłach, ale jeszcze musiałam się wspierać o oparcie.
-Przecież powiedziałam, że moglibyście to robić w moim imieniu jedynie w razie konieczności.- rzekłam drżącym głosem, wpatrując się w skrzące się odłamki szkła rozsypane po wykładzinie. Po chwili spojrzałam w stronę dziury po oknach. Po podłodze coraz bardziej wdzierał się do środka szron, okraszając wszystko białą powłoczką.
Nie miałam odwagi rozejrzeć się by nie zobaczyć przypadkiem ciała tej drugiej kobiety. Mój wzrok nie powędrował dalej jak za taras, żeby nie spostrzec Eliny we własnej kałuży krwi.
-Dajcie mi papierosa.- mruknęłam bezbarwnie. Nathan skinął na Tribala, żeby jak najprędzej to załatwił. W tej ciszy słyszałam tylko jak na chwilę zniknął jeden oddech, a po chwili Tribal nachylił się nade mną wyciągając w moim kierunku dłoń dzierżącą paczkę papierosów. Odebrałam szybko kartonik i otworzyłam go. Po chwili z moich płuc wydostała się gęsta chmurka dymu. Drżały mi ręce.
Nie wiedziałam już, co o tym wszystkim myśleć.- To była konieczność?!- zwróciłam się bezpośrednio do Demona. Kątem oka zauważyłam ciemniejącą, krzepnącą plamę na ścianie. Kobiety już nie było.
Nie sądziłam, że będę tak roztrzęsiona, żeby nie móc na niego nawet krzyknąć. Demon stał i patrzył na mnie niewzruszony.
-Nie odezwiesz się teraz nawet?! - podniosłam się nagle. Dawka nikotyny po tak długiej przerwie sprawiła, że zawirowało mi w głowie. Zakolebałam się a Nathan ściągnął mnie z powrotem na siedzenie.- Żadnej skruchy? Zabiłeś w moim imieniu dwie osoby! Jak ja mam się z tym czuć?!
-Przyjmuję na siebie całą odpowiedzialność.-odrzekł.
-Tu sobie wsadź tą odpowiedzialność!- warknęłam, podnosząc się z miejsca i uderzając Demona palcem w środek czoła. Odsunął się ode mnie i odwrócił wzrok. Poczułam się raźniej, gdy przestał na mnie patrzeć, a palec, którym go dotknęłam drżał, jakby ze strachu. Pieprzyć to wszystko. Opadając z powrotem na kanapę przeniosłam się do sklepu z ubraniami, pierwszego jaki przyszedł mi na myśl. Chwyciłam spodnie dresowe, bo akurat rzucił mi się w oczy większy rozmiar. Alejkę dalej zerwałam z wieszaka czarną, męską bluzę. Już mnie mało obchodziło, czy mnie widzą, czy nie. Było mi to tak obojętne, że nie sądziłam, iż kiedykolwiek mogłabym tak postąpić. Na witrynie sklepowej widziałam swój rysopis ze zdjęciem. Zerwałam go. Naprawdę można tu robić takie rzeczy i nikt nie zwróci na to uwagi?  Rozejrzałam się. Ekspedient patrzył na mnie w osłupieniu. Ja, z bluzą na ramieniu, podniosłam swoje zdjęcie i dałam mu się do niego porównać, po czym wybiegłam ze sklepu z kradzionymi rzeczami.
Co ja robię?! Przecież to nie do pojęcia! Nie byłabym w stanie tego dokonać, nawet jeśli to miałoby ujść mi płazem.
Zatrzymałam się i obejrzałam za siebie. Ekspedient nie mógł wybiec, bo był w sklepie sam. Odniosłam dość trafne wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą. Ochrona zaczęła kierować się w moją stronę. Ruszyłam dalej, szybszym krokiem. Na pewno było widać po mnie, że jestem winna. Nie dość, że pewnie całe miasto zostało postawione na nogi przez moje zniknięcie, to jeszcze zwinęłam kilka rzeczy ze sklepu. Gdy znalazłam się za zakrętem, na korytarzu prowadzącym do toalet i wyjścia ewakuacyjnego, przeniosłam się na dach budynku. Zaraz wciągnęłam na siebie bluzę. Brzydziłam się tego, że ją ukradłam, a to odbijało się wyraźnie na mojej twarzy. Zaraz górę wzięły nade mną wyrzuty sumienia.
-Jedyna taka?- usłyszałam za sobą męski, chrapliwy głos. Zaraz odskoczyłam. Spojrzałam na staruszka, który nachylał się nade mną.- Interesujące, dziecino. Ten Łańcuch widziałem, będąc dzieckiem zaledwie.- skądś kojarzę tego dziadka. Uśmiechnął się cieplej, ale było w tym coś, co tylko podjudzało moje sumienie.
-Jak się pan tu znalazł?- głos mi się łamał.
-Miło jest zobaczyć kogoś po fachu po tylu latach. Jesteś pewna, że chcesz zejść na taką ścieżkę?- skinął na spodnie, które trzymałam kurczowo w dłoni. Wciąż miały na sobie magnes, który dziwnym trafem nie uruchomił alarmu, kiedy opuszczałam sklep. Dziwne… Spojrzałam na starszego mężczyznę bez przekonania. Rozejrzałam się potem ukradkiem, żeby sprawdzić jakim sposobem on tu się znalazł. W żadnym wypadku nie było tu żadnego szybu, żeby się wspiąć na samą górę tej ogromnej hali.
-Co pan chce zrobić?- na to pytanie staruszek w uniformie ochrony poruszył się niespokojnie. Chyba domyślił się, że chcę uciec stąd jak najprędzej.
- Trudno byłoby mi z tobą walczyć. Miałbym jednak do Ciebie prośbę, dziecino.
-Jaką prośbę?-ściągnęłam nieznacznie brwi. Jego prośba nie będzie zapewne należeć do najłatwiejszych.
-Zabij mnie, proszę. Jestem ciężarem dla nowego pokolenia Podróżników.
-Nie zrobię tego! Pan jest głupi, żeby o to pytać! Nie idź za mną, staruszku!- nie mogłabym znów być odpowiedzialna za czyjąś śmierć. Nie mogę tego robić. Szukałam w myślach miejsca, w którym mogłabym się zaszyć na jakiś czas. Otuliłam się bluzą, zarzuciłam na głowę kaptur i przeniosłam się do baru. O tej godzinie był zamknięty, ale to nie sprawiało mi żadnej różnicy. Wręcz przeciwnie, bo mogłam zaszyć się w pozornie ciepłym kącie i ewakuować dopiero, gdy ktoś wejdzie do baru.
Włamanie, kradzież, odpowiedzialność za zabójstwo… Gdzie ja mam się podziać? Wszyscy chcą mnie strącić na złą ścieżkę, a ja głupia daję się im złapać w te sidła. Przygryzłam wargi z nerwów. Dłonie mi drżały. Przeszłam szybko w stronę palarni i zamknęłam się tam. Drżały mi ręce, nie mogłam się skupić. Cisza mnie rozsadzała, a poczucie winy ściskało mocno moje gardło.
Spojrzałam na stary, wahadłowy zegar w kącie pomieszczenia. Nie działał. Wiedziałam jedynie, że nikogo nie powinno tu być tak wcześnie, bo nie raz chodziłam tymi ścieżkami.
Bawiłam się zapalniczką tak nerwowo, że co chwilę lądowała na podłodze.


***


Odchyliła z westchnieniem głowę, spoglądając na ciemnozielone ściany i sufit w tym samym kolorze. Przez to pomieszczenie zdawało się być naprawdę małe i przytłaczające, gdy siedziało się tu w samotności, a jedynym źródłem światła była zapalniczka i to, co z tej zimowej szarugi zdołało dostać się przez witrażowe okienko. Nie było sensu płakać, mimo iż miała odczucie tak ściśniętego gardła, jakby dusiła to w sobie od dłuższego czasu. Uderzyła nagle pięścią w stolik. Chęć płaczu zastąpił gniew. Wywróciła stolik razem z krzesłami, ale to za wiele jej nie dało, więc poprawiła stworzony bałagan, wywracając popielnicę ogrodową. Narobiła przy tym niezłego hałasu, a po chwili usłyszała kroki na zewnątrz. Krew zmroziła jej się w żyłach. Agnieszka spięła się nagle, nasłuchując.
Trzeba uciekać! Podpowiadała jej intuicja.
- Ten stary budynek!- oznajmiła sama do siebie i przeniosła się tam, gdzie przesiadywali z Zero. Tym czasem przerażona właścicielka lokalu wsadziła do środka jedynie głowę, ale sprawcy tego bałaganu już tam nie było. Złapała się za czuprynę, a po jej rękach i karku spłynęły zimne dreszcze.

Siedziała w kącie, ciągnąc się za palce, wykręcając je co kilka sekund. Tak zżerały ją nerwy. Odczuła, że łańcuch robi się cieplejszy, ale zignorowała to, odpalając kolejnego papierosa. Założyła na głowę głęboki kaptur. Tatuaż na plecach zapiekł ją niemiłosiernie, co sprawiło, że wygięła się z sykiem, zdjęła jedną rękawiczkę, oczekując najgorszego – kolejnego ataku. Tylko kto, lub co teraz wpadnie specyficznie ją przywitać?
Miała szczere nadzieje, że to nie będzie Clarius. Nie, to niemożliwe, żeby teraz się pojawił, po zaledwie kilku godzinach od poprzedniej akcji. Zastanawiające było, jak dostali się do środka , skoro trzeba było mieć przy sobie pieczęć wstępu? Na próżno myślała o tym wszystkim, skoro nie wiedziała na ten temat nic. Strażnicy, Podróżnicy… Ile jeszcze określeń na swoją osobę usłyszy? Jak zakończy się ta nędzna gra, w której już się doszczętnie pogubiła, a nic nie wskazuje na to, że to zbliża się ku końcowi. To zaledwie końcówka wstępu.

Białowłosa podniosła się z miejsca. Jeśli ktokolwiek będzie chciał ją zaskoczyć w ten, czy inny sposób, będzie musiała zareagować, ale niestety nie ma nic pod ręką. Podniosła się z ciężkim westchnieniem, ostrożnie przeszła przez pokój i wyjrzała na korytarz. Nikogo tam nie było. Plan w głowie dziewczyny był prosty – zejść do piwnicy i znaleźć cokolwiek do obrony własnej. Jednak gdy zobaczyła tą ciemność, dziwnie wypływającą z piwnicy, wycofała się gwałtownie.
I ona ma tu spędzić całą noc?
-Co ja robię…- jęknęła ze łzami w oczach.- Nawet nie prześpię jednej nocki w tym opuszczonym domu.
-Opuszczonym? Przecież ty tu jesteś.- usłyszała tuż za swoimi plecami. Wyprostowała się nagle, nie mając nawet odwagi, by odwrócić się w stronę źródła głosu. Gdy tylko poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu, chwyciła ją oburącz i przerzuciła osobnika nad sobą. W tej jednej chwili w powietrzu śmignęło jej grube pasmo czerwonych włosów związanych w luźny kucyk. Nie zdążyła jednak opuścić gardy i zablokowała lewą rękę Nathana, wykręcając ją za jego plecami. Padł na brzuch.
Czerwona na twarzy od emocji i szczerze zdziwiona swoją reakcją, trzymała go jeszcze długo w tej uwięzi, zanim się zorientowała, żeby puścić. Odskoczyła, wzdychając głośno dopiero, gdy zaklął głośno i zagroził jej torturami. Usiadła zdyszana na zakurzonej podłodze. Nie brała lekcji samoobrony, a jednak wykonała właśnie jeden z tych trików.
-Sierota…- syknął, podnosząc się i otrzepując płaszcz z kurzu.
-To nie zachodź mnie od tyłu!- odszczekała po dłuższej chwili.
-Ciebie się nie da inaczej.- uśmiechnął się złośliwie.
-Daj mi spokój.- mruknęła znów wpatrując się w podłogę.
-Fakt, tego się nie spodziewałem, ale wiedziałem, że kiedyś się sama w tym wprawisz. W końcu przeskoki po światach zaczynają dawać jakieś rezultaty.- oznajmił, siadając obok dziewczyny. Zerknęła na niego kątem oka i zmrużyła oczy. Próbowała przypomnieć sobie, czy coś na ten temat już jej opowiadał, bo zdawało jej się, że to coś znajomego. Na jej odpowiedź w formie ciszy, zareagował dość niespodziewanie. W innym wypadku dostałaby po głowie, a teraz tylko westchnął, zacisnął pięści, opanowując wzburzenie i zaczął jej tłumaczyć, to, o czym jej mówił na samym początku znajomości. Wytłumaczył jej tyle, że zaczęła powoli nabywać umiejętności swoich alter ego z odwiedzonych już światów, jako że jest ich pierwowzorem. Każda kopia Agnieszki stawała się więc dla niej pojemnikiem, w którym mogła się przemieszczać po innych światach.- Ten system na taki wygląda, ale mogę się mylić, bo nie potrafię jeszcze zbadać jak to działa dokładnie. W tej fuzji radzę się nie zagubić, bo wiesz jak to się skończy.- zakończył swoim akcentem, rozciągając palce u rąk, jakby zaraz miał jej coś zrobić, a nie chce ich sobie nadwyrężyć.

1 komentarz:

  1. HEHEHELOŁ
    Wiesz co? Muszę przyznać, że to jeden z najlepszych rozdziałów. NIE MOGŁAM SIĘ DOCZEKAĆ *O* .

    OdpowiedzUsuń