sobota, 30 marca 2013

27. Relaks i adrenalina

Przez zdecydowanie większą część czasu dziewczyna bawiła się brzegiem bluzy, pocierając go palcami. Nie czuła się, jakby miała być najbezpieczniejsza i tutaj. Wyjrzała przez okno. Dziesiąte piętro przestronnego bloku, dawało im spore schronienie, ale na pewno nie na długo.
Nathan w pewnym momencie wyciągnął zza pazuchy butelkę wódki. Agnieszka spojrzała na niego, zbita z tropu, gdy stawiał flaszkę na stole.
-Nie będziecie chyba teraz tego pić?- spytała.
-A kiedy? Od razu nas nie znajdą, więc teraz jest na to najlepsza pora na chwilę relaksu.- oznajmił głośno czerwonowłosy.- Zero, przynieś szkło.
Agnieszce przeszła przez głowę jedna myśl – flaszka jest za mała na ich czworo. Uniosły jej się kąciki ust, gdy z powrotem wróciła do zabawy brzegiem bluzy.
-Ta flaszka to za mało.- oznajmiła w końcu, a jej spojrzenie spotkało się z zaskoczonym uśmiechem czarnookiego.
-To nie problem. Siadaj tu, pijesz z nami.- poklepał miejsce na kanapie obok siebie.
-Nie powiedziałam, że chcę.- zaprotestowała. Tribal zacierał już ręce. Chyba bardzo lubił pić i pewnie nieraz zdarzyło im się robić to razem z Nathanem. Spojrzała na rozstawione kieliszki, a po chwili stwierdziła, że jednak by się skusiła, nie zwracała jednak uwagi na podejrzliwe spojrzenia Nathana odnośnie jej szybkiej zmiany decyzji. Może się przy tym trochę rozluźni. Miała taką nadzieję. Zero również dołączył, tłumacząc fakt, że bariery, jakie postawił na całym piętrze są samodzielne i nie potrzebują jego kontroli.
I tak popłynęli.
-Mówiłam, że ta jedna flaszka to za mało.
-Znajdzie się i druga.- oznajmił Tribal. Zniknął na moment i wrócił z większą niż poprzednia butelką.
-Ja już nie piję.- Aga nie miała najmniejszej ochoty spożywać tej samej części alkoholu co reszta. Z tym drobnym szczegółem, że ta część była większa, a już teraz dziewczyna czuła się wystarczająco rozluźniona. Rumieńce na jej policzkach grzały same z siebie, w gardle miała jeszcze palące odczucie od ognistej wody, a jej ruchy zdawały się już być mniej opanowane.
Dość – powiedziała sobie w myślach, po czym podniosła się od stołu.
-No siadaj!- Nathan ściągnął ją gwałtownie na kanapę.- Pijemy za wygraną.
-Taki toast już był.
-Chcesz przeżyć, to lepiej to wypij, skarbie.- syknął jej do ucha. Nie miała wyboru.
- Zaraz się posikam.- rzuciła przed przechyleniem kieliszka. Miała zamiar nie połykać tej dawki wódki i zwyczajnie wypluć ją w toalecie. Tribal jednak był dość niedyskretny.
-Nie wypluwaj tego!- zareagował żywo, jak to on. Nathan z rozmydlonym z lekka wzrokiem, spojrzał na dziewczynę, chwycił ją pod brodę i kazał jej to przełknąć. Zaprzeczyła kręcąc głową. Łzy zebrały jej się w oczach, zaczęła coraz bardziej się krzywić od tego palącego posmaku. Nie miała wyboru. Przełknęła dawkę alkoholu i zażądała szybko coś do picia.
-Grzeczna dziewczynka.- Nathan pogłaskał ją po głowie.
-Chcesz mnie upić.
-Agnieszko, to nic złego. Trochę luzu jeszcze nikomu nie zaszkodziło.- dodał Zero.
-Ale nie na siłę. Idę do innego pokoju. Smacznego.-podniosła się, zignorowała ostrzegawcze prychnięcie Nathana. Wsadziła ręce do kieszeni i ruszyła w stronę korytarza. Usiadła w kuchni, uchyliła okno i wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów. Wpatrywała się w nią, wiedząc doskonale, że jeśli zapali papierosa, stan jej trzeźwości znacznie się pogorszy.- Najwyżej wtedy pójdę od razu spać.- mruknęła sama do siebie.


Przeliczyła się aż za bardzo, kiedy ocknęła się w głośnym klubie. Zdezorientowana zupełnie, podniosła się z kanapy i zaczęła przedzierać przez obcych ludzi. Wciąż czuła się tak, jakby była pijana, jednak nie na tyle, żeby nie zachować ostrożności. Obserwowali ją niemalże wszyscy, ludzie z loży zaczęli wychylać się przez balkon i wskazywać ją palcami niby ukradkiem.
Jakim cudem się tu znalazła? Nie miała zielonego pojęcia i równocześnie miała szczere nadzieje, że to tylko sprawka, bądź zwykły dowcip podpitych Nathana i chłopaków.
Przechodziła akurat przez środek parkietu. Nie widziała najmniejszego sensu w lawirowaniu między stolikami. Ludzi da się łatwiej przepchnąć i utorować sobie drogę do wyjścia.
Ktoś obcy odwzajemnił jej pchnięcie.
-Nie mam na to czasu.- czuła dziwne mrowienie na plecach, jakby za chwile miało stać się coś, co ją zupełnie zdemaskuje. Kolejne pchnięcie spowodowało, że straciła równowagę i niemalże upadła. Jednak ledwo zdążyła stanąć stabilnie na nogach, otrzymała solidny cios w twarz. Upadając na plecy czuła, że za chwilę zrobi się tu bardzo cicho. I stało się.
Cała elektronika w budynku wysiadła na moment, poprzez salwę czerwonych iskier, które rozniosły się kolistą falą po całej Sali. Agnieszka podniosła się, ocierając krwawiące usta i nos wierzchem dłoni. Nie widziała w tej chwili przeciwnika, za to ludzie, jacy do tej pory ją otaczali, odsunęli się pod ściany, obserwując. Ochrona nie zbliżała się do niej. Gdy białowłosa rozejrzała się naokoło, zauważyła, że za jej plecami stoi mężczyzna o groźnym wyrazie twarzy. Krótko ścięte włosy, blizny na twarzy i sztylet w dłoni nie wróżyły dziewczynie lekkiego dialogu z tym panem.- Nie mam czasu.- powtórzyła uparcie, a jej głos rozniósł się po wyciszonej Sali.
-Też nie mam czasu, żeby użerać się ze szczurami.- obrócił sztylet w dłoni i machnął nim gwałtownie. Dziewczyna zdążyła uskoczyć na tyle, że drasnął jej rękę. Zielonooka jednak zamiast się ewakuować na bezpieczniejszą odległość wymierzyła mu cios brzegiem zamkniętej dłoni. Kolejna fala iskier rozniosła się po Sali, a delikwent został odrzucony i stracił przytomność.
Agnieszka wyglądała w tej chwili jak zaszczute, zagonione w ślepy zaułek stworzenie. Ochroniarze ruszyli na nią, wymierzając w jej ciało paralizatorami. Nie dała się podejść i tupnęła, tworząc nie lada wgniecenie w gładko wyłożonej posadzce. Zaczęła rozumieć na czym polega jej moc. Gdyby tylko była w stanie ukierunkować jej pełne źródło na właściwy cel.
Spojrzała na swoje dłonie. Krew z ust i nosa skapywała jej spokojnie na dłonie, sprawiając, że dziewczynie podskoczyła adrenalina.
Zaczęła iść w kierunku drzwi wyjściowych. Nie mogliby jej zatrzymać, bo i tak za dużo już im pokazała.
Wystrzeliła z pełnego klubu na ulice miasta. Wolno stojący budynek był mocno oświetlony. Na zewnątrz nie było widać żywej duszy. Ruszyła przed siebie, zaciągając kaptur na głowę.
-Brawo!- usłyszała oklaski, gdzieś po swojej lewej.

niedziela, 24 marca 2013

26. Rozmowa cz.2


Nathan tego nie zauważył. Ledwo usłyszał, co powiedziała, ale przez to, że chciał wytężyć zmysły, skleił sobie palce i próbował rozerwać je, wyzywając przy tym głośno. Agnieszka westchnęła ciężko, chciała się chociaż opanować. Zbyt wiele emocji towarzyszyło jej w tej chwili.
-Zaraz, zaraz…- czarnooki przestał wykonywać swoją dotychczasową czynność.- Co ty powiedziałaś?- zrobił krok w jej stronę i przechylił się tak, żeby spojrzeć na jej twarz. Łypnęła na niego odsłoniętym okiem, zrobiła się bardziej czerwona, czego już nie dało się ukryć w żaden sposób. W myślach całą winę zaczęła zrzucać na hormony, bo nie miała nigdy kogoś takiego, a już na pewno z takim doświadczeniem życiowym. Zaraz jednak odepchnęła od siebie wszelkie obrazki, jakie zaczęły kotłować się w jej głowie.
-Nic.- bąknęła. Mężczyzna zrobił kolejne kilka kroków i usiadł przed nią po turecku.
-Chcę to usłyszeć jeszcze raz.- oznajmił świdrując ją pewnym siebie wzrokiem. Było w tym jednak coś rozbrajającego.
-Skoro to usłyszałeś, to po co powtarzać?- nie odejmowała twarzy od kolan obejmowanych ramionami. Czuła, jak z każdą chwilą robi jej się coraz cieplej z nerwów. Przyznała się raz, choć nie wiedziała dlaczego tak myśli, ani na jakiej zasadzie to działa. Gdy Nathan przyglądał się jej reakcjom na jego twarzy pojawił się głupkowaty uśmieszek.
-Tak łatwo jest cię podejść. Mam cię w garści, tak?- spytał o coś, co było już oczywistością. Zaprzeczyła kręcąc głową chyba jedynie na złość, ale on już wiedział swoje.
W końcu te kilka dość jednoznacznych sytuacji z ich udziałem już mówi samo za siebie.
- Co teraz zrobimy z Demonem?- zmieniła temat, próbując tego obecnego już niepotrzebnie nie drążyć.
-Nie zmieniaj tematu.- odparł gładko, przechylając głowę na bok. Wpatrywał się w jej twarz, jakby zaraz miała zniknąć. W tej chwili Nathan wyglądał na nieobecnego myślami. Jednak całe jego ciało wskazywało na to, że jest w stanie gotowości. Jak zawsze.
Dziewczyna jedynie drgnęła i spojrzała na drzwi. Jej łańcuch zadrżał i zrobił się dotkliwie cieplejszy, przyprawiając Agnieszkę o dreszcze. Spojrzała na swoje dłonie, opatulone rękawiczkami. W myślach zadawała sobie pytanie – jak nad tym zapanować?
Otworzyła usta, żeby to samo pytanie zadać na głos, jednak się powstrzymała, widząc, że mają gości.
Podniosła się z miejsca. Jakimś cudem Nathan się nie poruszył, zupełnie jakby zastygł w bezruchu i nie kontaktował.
-Demon! Co ty tu robisz?!
- Szukałem cię… A ty zawsze siedzisz z tym dupkiem.- westchnął, uśmiechając się z chorą życzliwością w głosie i wyrazie twarzy.
-Nie jesteś lepszy od niego.- oznajmiła szorstko.
-Doprawdy?
-Demon, co w ciebie wstąpiło?- spytała, starając się nie wyglądać na spanikowaną. Była bezbronna. Nathan nie mógł drgnąć, był zmrożony. Zauważyła to dopiero po kilku chwilach, gdy na jego policzkach i włosach zaczął zbierać się szron. – Zostaw Nathana w spokoju. Masz go przywrócić do normalnego stanu!- warknęła.
-Bo co mi zrobisz? Gdybyś była zdolna mnie chociaż poturbować, nie zastanawiałbym się nad puszczeniem twojego przyjaciela wolno.
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo mam teraz na to ochotę.- odparła. Zrzuciła rękawiczki z dłoni i zaczęła kierować się w stronę Demona, wymijając zamrożonego Nathana. Rozciągnęła palce. Wiedziała, że z góry jest skazana na porażkę. Lewą nogę wysunęła do przodu, by za chwilę rzucić się na Demona z pięściami. Udało jej się uderzyć go na tyle mocno i na tyle celnie, że go powaliła. Wpadł na drzwi, a ona zaskoczona tak celnym ciosem nawet się nie wycofała. Wznowiła atak, częstując czarnowłosego kopniakiem w żebra. Wszystko było aż za proste, zbyt gładko przyszło jej to zrobić, jednak nie było już odwrotu. Demon kontratakował. Podnosząc się chwycił ją za nogę i pociągnął tak, że Agnieszka wylądowała na podłodze. Tatuaż na plecach zapiekł ją przez moment. Gdy zderzyła się z podłogą po pomieszczeniu i w powietrzu rozniosła się fala czerwonych iskier, która zaraz rozniosła w pył wszystkie okna na piętrze. Demon odskoczył. Dziewczyna wstała z podłogi otępiała po tym, co się stało. Spojrzała na Nathana, który zaraz zaczął się podnosić z miejsca. Demon skrzywił się, nie spodziewając się takiego zachowania. Runy na jej plecach nie mówiły o tego typu zachowaniu się mocy, jaką dziewczyna posiada.
-Do następnego.- oznajmił Demon, mrużąc groźnie oczy. Nathan obrócił się szybko, a widząc jeszcze przez moment czarnowłosego rozsadził w drobny mak drzwi za którymi się schował.
-Co tu się kurwa stało?- czerwonowłosy w końcu rozerwał sklejone klejem palce.
-Demon szuka problemu.- bąknęła, zastanawiając się nad tym, w jaki sposób udało jej się wyzwolić taką energię, że Nathan znów mógł się poruszyć i nie doznał urazu, a wszystkie okna rozniosły się w drobny mak z efektownym hukiem.- Najwidoczniej przeszkadzasz mu się do mnie dostać.- dodała już pewniejszym tonem.
-Doprawdy?- Nathan uśmiechnął się jadowicie.- Nie ma to jak skupić się na byłym właścicielu łańcucha. Z miłą chęcią przyjmę to wyzwanie, mimo iż wszystko wskazuje na to, że Demon to lamus.
-Nie wiem, czy taki lamus, skoro potrafił cię zamrozić, a ty nawet nie zorientowałeś się kiedy.
-Nie podważaj mojego autorytetu.- warknął groźnie. Dziewczyna zaśmiała się chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu. Nathan z tymi słowami na ustach wyglądał dość komicznie. W zamian za ten objaw ignorancji, mężczyzna stuknął ją z pięści w czubek głowy.- Stul dziubek, sieroto. Trzeba znaleźć spore, niewykrywalne miejsce do ukrycia się. Najlepiej gdzieś na obrzeżach miasta.- chwycił ją po chwili za ramię i przerzucił do obcego miejsca.
Zero przywitał ich z uśmiechem na twarzy. Szybko wytłumaczył dziewczynie, że to miejsce jak na razie jest najbezpieczniejszym miejscem, w  jakim mogą się znaleźć i że dopiero teraz był pewny, czy może tu wszystkich wprowadzić.
-Demon się tu nie przedrze?- spytała.
-Nie ma takiej możliwości. Wiem też, że to on wcisnął w ciebie swoją krew, ale nie może cię stąd ani wyciągnąć, ani sam nie może przyjść do ciebie.- dodał szarooki.
-Zdezorientowany, jak zagubione szczenię.- zaśmiał się Nathan. Agnieszka tylko zerknęła na niego, mrużąc oczy.
-Ciekawe jak ty się zachowywałeś, gdy nie mogłeś mnie znaleźć.- przypomniała jej się rozmowa z koleżanką i to jak wspomniała jej o zachowaniu Nathana podczas nieobecności Agnieszki. Mężczyzna przymknął oczy i wypuścił z siebie powietrze, poirytowany.
-Mam ci pokazać jak ty się zaraz zachowasz, kiedy przypadkiem stracisz wszystkie możliwe zęby?- warknął. Otworzyła szerzej oczy w przestrachu i zajęła miejsce w kącie pokoju, przy oknie, już dalej nie mówiąc ani słowa.

sobota, 9 marca 2013

25. Rozmowa cz.1


Zielonooka przytaknęła szybko i zmieniła temat.
-Gdzie pozostali?
-Naprawdę musisz teraz o to pytać?- wysyczał.- Nawet się o nich nie martwisz. Hm, ty po prostu nie chcesz zostać ze mną sama, co?- spytał udając słodki ton głosu. Dziewczyna wzdrygnęła się, gdy złapał ją za rękę i ścisnął ją mocno. Mimo wszystko poczuła się lepiej, mniej samotna i mniej spanikowana. Nerwowe drżenie wszystkich mięśni ustąpiło. Rozluźniła się, a Nathan to zauważył.
-Gdybym wiedziała o Tobie coś więcej to może i bym się nie bała.- fuknęła. Czerwonowłosy prychnął na to.
- Ich wszystkich znasz jeszcze krócej ode mnie. Pogrążasz się.- odparł na to, podnosząc na chwilę jej rękę, żeby odizolować ją od podłogi i wpleść w jej dłoń swoje palce.
- Już nie o to chodzi. Te wszystkie akcje zaczęły się od Ciebie. Ty mi podrzuciłeś łańcuch…
- Nie. – przerwał jej – Ja go tylko przekazałem. – dotknął swojej szyi wolną dłonią i przetarł nią po karku. Agnieszka otworzyła szerzej oczy.
-Nie rozumiem.- chciała, żeby jej to wszystko wytłumaczył, ale nie sądziła, że będzie miał w sobie tyle cierpliwości. Zauważyła, że zacisnął szczęki i ściągnął usta, a jego palce bardziej zacisnęły się na jej dłoni. Próbowała przypomnieć sobie te pierwsze minuty ich spotkania.
Widziała, że łańcuch, który miała w dłoni tamtego razu nie jest tym samym łańcuchem, jaki ma teraz na szyi. Spojrzała na Nathana.- Miałeś taki sam.- zaczęła kręcić głową z niedowierzaniem.
Uśmiechnął się pobłażliwie. Szybko na to wpadła. Wyciągnęła swoją rękę z jego uścisku.-Po tym całym przekazaniu, wmawiałeś mi, że ty mi go nie ubrałeś!
-Wyobraź sobie jak przecisnąć przez głowę łańcuch, który nie ma zapięcia i jest niekończącą się pętlą, co?! Łańcuch, który trzymałaś w dłoni miał mi powiedzieć, czy będziesz tą właściwą Agnieszką. Naprawdę delikatna forma testu… W innym wypadku zwyczajnie naraziłbym Cię na śmiertelne niebezpieczeństwo, żeby się tego dowiedzieć.- spojrzał jej w oczy pewnie. Na jej twarzy spotykały się w tej chwili różne emocje, zaczynając od przerażenia, przez zagubienie, na dziwnej uldze w spojrzeniu kończąc.
- Teraz mi o wszystkim opowiadasz? Mówiłeś o tych Agnieszkach, że żadna nie potrafiła zabić, żeby przetrwać, że… że nie dawały sobie rady. To przez twoje testy? Świadomie zabijałeś mnie za każdym razem, żeby sprawdzić, czy jestem tą faktyczną osobą?- wyrzuciła z siebie, będąc jednocześnie zaskoczoną, że jest zdolna do logicznego myślenia, i że teraz to, co powiedziała brzmi aż nadto sensownie.
-Tak. Twoje kopie polegały, bo nie potrafiły się bronić i to niekoniecznie przede mną samym.-syknął. Łypnął krzywo na odsuwającą się powoli dziewczynę. Po chwili powalił ją na ziemię.-To samo mogę powiedzieć o Sojuszu Krwi. Podwójna dawka krwi od jednej osoby może zabić. W tej chwili jednak to chyba nie ma znaczenia, skoro jesteś nieśmiertelna.
-Nie zrobisz mi tego.-powiedziała, przestraszona.
-Nie, nie zrobię, bo szkoda mi mojej krwi, a Ciebie już ktoś tym poczęstował. I już chyba wiem, kto taki.- warknął jej do ucha.- Nie odpędzisz się od Demona.- gdy to powiedział, Agnieszka wzdrygnęła się, wciągając głośno powietrze.- A na chwilę obecną zniknął gdzieś, gdzie nie możemy go znaleźć. Podejrzanie to wygląda i dla mnie to oczywistość, ale zastanów się nad tym, co się wydarzyło od jego pojawienia się tutaj.
-Mówił, że jest z tego samego świata, co ja…- wydukała, patrząc na minę Nathana. Uniósł brew, nie chcąc już pytać, czy jest tego pewna.
-Bzdura. Zwiedziłem już tysiące podobnych sobie światów i nigdy nie spotkałem dwóch głównych osób z tego samego świata. Zawsze na swój świat przypada jedna główna postać, która potrafi się przemieszczać między innymi „wymiarami”. Wtedy dopiero może spotkać innego posiadacza takiej mocy.
-Dlaczego kłamał?
- Nie mam pojęcia! Szukał głupiego, który się nie zorientuje, że coś jest nie tak. Jak na razie udało mi się go sprowokować do ukazania swojej prawdziwej natury, jednak co do jego mocy, mam sporo wątpliwości.- oczywistym było, że Nathan musiał to planować od samego początku, a mówiąc o tym wszystkim Agnieszce, nie szczędził sobie wypomnieć jej kilku bezsensownych akcji.- Uratuje cię raz i masz u niego dług  wdzięczności, a potem sama się wkopujesz i nie ma odwrotu. Ciągle robisz te same, głupie błędy.
- Demon mówił mi, że będę mogła sama stwierdzić, czy jest wrogiem, czy nie.-dodała. Czarnooki wzniósł oczy ku niebu, coraz bardziej niecierpliwy.
-Cwaniaczek… Dałaś się nabrać na prosty trik. Zasugerował Ci, że sama będziesz mogła sprawdzić jak to będzie z wami i kilka razy uratował ci tyłek, żebyś powiedziała, że nie jest tym złym.- wytłumaczył, a w jego głosie czuć było, że zaraz rozniesie coś w drobny mak. Prawie by mu się to udało, gdyby nie reakcja dziewczyny. Złapała się za głowę i zwinęła w kłębek mimo tego, że na niej leżał.
-Złaź ze mnie. Cały czas wmawiasz mi, że robię wszystko źle…- rzuciła łamiącym się głosem.
-Ja? Ja ci to tylko sugeruję, to ty sobie wszystko sama dopowiadasz.- miał niepewny wyraz twarzy. Wyraźnie nie wiedział, co ma zrobić.
- Będziesz mi pociskał, kiedy wszystko się wali. Leżącego się nie kopie!- machnęła ręką na ślepo.
-Och, uwierz, że z przyjemnością bym Cię dobił, gdyby nie pewne okoliczności.- zniżył głos.
- Okoliczności… - prychnęła- Jakie znowu?
- Albo jesteś ślepa, albo głupia.-wymruczał jeszcze ciszej, po czym zszedł z dziewczyny, usiadł obok i położył dłoń na jej boku. Nie chciała na niego patrzeć.
-Ja…jak już postanowiłeś być taki szczery, to mów!- oznajmiła z wyrzutem.-Ale najpierw mi wytłumacz, jakim jebanym cudem  byłeś w posiadaniu tego łańcucha?! Pozbyłeś się swojego, a wyglądał jak mój.
-Bo to był mój łańcuch.- odparł.- Rozumiesz? Nie da się go zdjąć, dopóki nie znajdzie się odpowiedniego następcy. Normalnie odszedłbym na dobre po podrzuceniu Ci go.
-Teraz masz szansę! I tak mi nie pomagałeś, więc droga wolna!- warknęła, podnosząc się z podłogi.
-Agnieszka, już nie o to chodzi!- podniósł głos.- Uspokój się do cholery, bo panikujesz!
-Nie, to ty panikujesz! Nathan…- spojrzała na niego ze łzami w oczach, a załamując ręce dodała.- Nie bądź śmieszny.
-Nie wkurwiaj mnie.- syknął i o mały włos nie zrobił jej krzywdy. Cały czas się w nią wpatrywał, a gdy na chwilę odwrócił wzrok szyba rozniosła się w drobny mak, a słabe światło dnia wpadło do pomieszczenia razem z zimowym mrozem. Robiło się coraz ciemniej.
Dziewczyna skuliła się słysząc rozrzucane naokoło odłamki, ale nic nie miało prawa jej trafić. Nathan do tego nie dopuścił. Nie była aż tak zapłakana, żeby go nie widzieć, żeby nie zauważyć jego wyrazu twarzy. Chciał coś jej powiedzieć, ale najwidoczniej nie wiedział jak się za to zabrać. Zniknął z jej oczu. Westchnęła ciężko, wciąż mając mętlik w głowie. Nie minęło jednak kilka minut, jak Nathan zjawił się z powrotem z dechą, którą wstawił zaraz w zniszczone okno.
-Od kiedy dbasz o takie rzeczy? Raczej nie wstawiłeś pięciometrowej dechy w wyjście na taras w domu Demona.- mruknęła.
-I nie mam zamiaru tego zrobić.-odrzekł ze stoickim spokojem, przytwierdzając dechę klejem.
-Po prostu jesteś zazdrosny. Tribala nawet nie traktujesz jako zagrożenie, ale jeśli chodzi o Zero i Demona…- przerwał jej prychnięciem. Odczekała chwilę.-A wybór jest oczywisty…- wybełkotała z twarzą między kolanami. Przeklinała swoje białe włosy przed tym, że tylko bardziej kontrastują z ewentualnym rumieńcem, aniżeli starają się go ukryć.