sobota, 9 marca 2013

25. Rozmowa cz.1


Zielonooka przytaknęła szybko i zmieniła temat.
-Gdzie pozostali?
-Naprawdę musisz teraz o to pytać?- wysyczał.- Nawet się o nich nie martwisz. Hm, ty po prostu nie chcesz zostać ze mną sama, co?- spytał udając słodki ton głosu. Dziewczyna wzdrygnęła się, gdy złapał ją za rękę i ścisnął ją mocno. Mimo wszystko poczuła się lepiej, mniej samotna i mniej spanikowana. Nerwowe drżenie wszystkich mięśni ustąpiło. Rozluźniła się, a Nathan to zauważył.
-Gdybym wiedziała o Tobie coś więcej to może i bym się nie bała.- fuknęła. Czerwonowłosy prychnął na to.
- Ich wszystkich znasz jeszcze krócej ode mnie. Pogrążasz się.- odparł na to, podnosząc na chwilę jej rękę, żeby odizolować ją od podłogi i wpleść w jej dłoń swoje palce.
- Już nie o to chodzi. Te wszystkie akcje zaczęły się od Ciebie. Ty mi podrzuciłeś łańcuch…
- Nie. – przerwał jej – Ja go tylko przekazałem. – dotknął swojej szyi wolną dłonią i przetarł nią po karku. Agnieszka otworzyła szerzej oczy.
-Nie rozumiem.- chciała, żeby jej to wszystko wytłumaczył, ale nie sądziła, że będzie miał w sobie tyle cierpliwości. Zauważyła, że zacisnął szczęki i ściągnął usta, a jego palce bardziej zacisnęły się na jej dłoni. Próbowała przypomnieć sobie te pierwsze minuty ich spotkania.
Widziała, że łańcuch, który miała w dłoni tamtego razu nie jest tym samym łańcuchem, jaki ma teraz na szyi. Spojrzała na Nathana.- Miałeś taki sam.- zaczęła kręcić głową z niedowierzaniem.
Uśmiechnął się pobłażliwie. Szybko na to wpadła. Wyciągnęła swoją rękę z jego uścisku.-Po tym całym przekazaniu, wmawiałeś mi, że ty mi go nie ubrałeś!
-Wyobraź sobie jak przecisnąć przez głowę łańcuch, który nie ma zapięcia i jest niekończącą się pętlą, co?! Łańcuch, który trzymałaś w dłoni miał mi powiedzieć, czy będziesz tą właściwą Agnieszką. Naprawdę delikatna forma testu… W innym wypadku zwyczajnie naraziłbym Cię na śmiertelne niebezpieczeństwo, żeby się tego dowiedzieć.- spojrzał jej w oczy pewnie. Na jej twarzy spotykały się w tej chwili różne emocje, zaczynając od przerażenia, przez zagubienie, na dziwnej uldze w spojrzeniu kończąc.
- Teraz mi o wszystkim opowiadasz? Mówiłeś o tych Agnieszkach, że żadna nie potrafiła zabić, żeby przetrwać, że… że nie dawały sobie rady. To przez twoje testy? Świadomie zabijałeś mnie za każdym razem, żeby sprawdzić, czy jestem tą faktyczną osobą?- wyrzuciła z siebie, będąc jednocześnie zaskoczoną, że jest zdolna do logicznego myślenia, i że teraz to, co powiedziała brzmi aż nadto sensownie.
-Tak. Twoje kopie polegały, bo nie potrafiły się bronić i to niekoniecznie przede mną samym.-syknął. Łypnął krzywo na odsuwającą się powoli dziewczynę. Po chwili powalił ją na ziemię.-To samo mogę powiedzieć o Sojuszu Krwi. Podwójna dawka krwi od jednej osoby może zabić. W tej chwili jednak to chyba nie ma znaczenia, skoro jesteś nieśmiertelna.
-Nie zrobisz mi tego.-powiedziała, przestraszona.
-Nie, nie zrobię, bo szkoda mi mojej krwi, a Ciebie już ktoś tym poczęstował. I już chyba wiem, kto taki.- warknął jej do ucha.- Nie odpędzisz się od Demona.- gdy to powiedział, Agnieszka wzdrygnęła się, wciągając głośno powietrze.- A na chwilę obecną zniknął gdzieś, gdzie nie możemy go znaleźć. Podejrzanie to wygląda i dla mnie to oczywistość, ale zastanów się nad tym, co się wydarzyło od jego pojawienia się tutaj.
-Mówił, że jest z tego samego świata, co ja…- wydukała, patrząc na minę Nathana. Uniósł brew, nie chcąc już pytać, czy jest tego pewna.
-Bzdura. Zwiedziłem już tysiące podobnych sobie światów i nigdy nie spotkałem dwóch głównych osób z tego samego świata. Zawsze na swój świat przypada jedna główna postać, która potrafi się przemieszczać między innymi „wymiarami”. Wtedy dopiero może spotkać innego posiadacza takiej mocy.
-Dlaczego kłamał?
- Nie mam pojęcia! Szukał głupiego, który się nie zorientuje, że coś jest nie tak. Jak na razie udało mi się go sprowokować do ukazania swojej prawdziwej natury, jednak co do jego mocy, mam sporo wątpliwości.- oczywistym było, że Nathan musiał to planować od samego początku, a mówiąc o tym wszystkim Agnieszce, nie szczędził sobie wypomnieć jej kilku bezsensownych akcji.- Uratuje cię raz i masz u niego dług  wdzięczności, a potem sama się wkopujesz i nie ma odwrotu. Ciągle robisz te same, głupie błędy.
- Demon mówił mi, że będę mogła sama stwierdzić, czy jest wrogiem, czy nie.-dodała. Czarnooki wzniósł oczy ku niebu, coraz bardziej niecierpliwy.
-Cwaniaczek… Dałaś się nabrać na prosty trik. Zasugerował Ci, że sama będziesz mogła sprawdzić jak to będzie z wami i kilka razy uratował ci tyłek, żebyś powiedziała, że nie jest tym złym.- wytłumaczył, a w jego głosie czuć było, że zaraz rozniesie coś w drobny mak. Prawie by mu się to udało, gdyby nie reakcja dziewczyny. Złapała się za głowę i zwinęła w kłębek mimo tego, że na niej leżał.
-Złaź ze mnie. Cały czas wmawiasz mi, że robię wszystko źle…- rzuciła łamiącym się głosem.
-Ja? Ja ci to tylko sugeruję, to ty sobie wszystko sama dopowiadasz.- miał niepewny wyraz twarzy. Wyraźnie nie wiedział, co ma zrobić.
- Będziesz mi pociskał, kiedy wszystko się wali. Leżącego się nie kopie!- machnęła ręką na ślepo.
-Och, uwierz, że z przyjemnością bym Cię dobił, gdyby nie pewne okoliczności.- zniżył głos.
- Okoliczności… - prychnęła- Jakie znowu?
- Albo jesteś ślepa, albo głupia.-wymruczał jeszcze ciszej, po czym zszedł z dziewczyny, usiadł obok i położył dłoń na jej boku. Nie chciała na niego patrzeć.
-Ja…jak już postanowiłeś być taki szczery, to mów!- oznajmiła z wyrzutem.-Ale najpierw mi wytłumacz, jakim jebanym cudem  byłeś w posiadaniu tego łańcucha?! Pozbyłeś się swojego, a wyglądał jak mój.
-Bo to był mój łańcuch.- odparł.- Rozumiesz? Nie da się go zdjąć, dopóki nie znajdzie się odpowiedniego następcy. Normalnie odszedłbym na dobre po podrzuceniu Ci go.
-Teraz masz szansę! I tak mi nie pomagałeś, więc droga wolna!- warknęła, podnosząc się z podłogi.
-Agnieszka, już nie o to chodzi!- podniósł głos.- Uspokój się do cholery, bo panikujesz!
-Nie, to ty panikujesz! Nathan…- spojrzała na niego ze łzami w oczach, a załamując ręce dodała.- Nie bądź śmieszny.
-Nie wkurwiaj mnie.- syknął i o mały włos nie zrobił jej krzywdy. Cały czas się w nią wpatrywał, a gdy na chwilę odwrócił wzrok szyba rozniosła się w drobny mak, a słabe światło dnia wpadło do pomieszczenia razem z zimowym mrozem. Robiło się coraz ciemniej.
Dziewczyna skuliła się słysząc rozrzucane naokoło odłamki, ale nic nie miało prawa jej trafić. Nathan do tego nie dopuścił. Nie była aż tak zapłakana, żeby go nie widzieć, żeby nie zauważyć jego wyrazu twarzy. Chciał coś jej powiedzieć, ale najwidoczniej nie wiedział jak się za to zabrać. Zniknął z jej oczu. Westchnęła ciężko, wciąż mając mętlik w głowie. Nie minęło jednak kilka minut, jak Nathan zjawił się z powrotem z dechą, którą wstawił zaraz w zniszczone okno.
-Od kiedy dbasz o takie rzeczy? Raczej nie wstawiłeś pięciometrowej dechy w wyjście na taras w domu Demona.- mruknęła.
-I nie mam zamiaru tego zrobić.-odrzekł ze stoickim spokojem, przytwierdzając dechę klejem.
-Po prostu jesteś zazdrosny. Tribala nawet nie traktujesz jako zagrożenie, ale jeśli chodzi o Zero i Demona…- przerwał jej prychnięciem. Odczekała chwilę.-A wybór jest oczywisty…- wybełkotała z twarzą między kolanami. Przeklinała swoje białe włosy przed tym, że tylko bardziej kontrastują z ewentualnym rumieńcem, aniżeli starają się go ukryć.

1 komentarz:

  1. Świetne ;______;
    Chyba wolę nie porównywać moich wypocin z Twoimi dziełami o_o
    CZEKAJ, to ona go ten teges czy nieuważnie przeczytałam? o_________o XDXDXD
    ___________________________
    Dzięki za komentarz pod moją notką. Ulżyło mi trochę x_x

    OdpowiedzUsuń