sobota, 30 marca 2013

27. Relaks i adrenalina

Przez zdecydowanie większą część czasu dziewczyna bawiła się brzegiem bluzy, pocierając go palcami. Nie czuła się, jakby miała być najbezpieczniejsza i tutaj. Wyjrzała przez okno. Dziesiąte piętro przestronnego bloku, dawało im spore schronienie, ale na pewno nie na długo.
Nathan w pewnym momencie wyciągnął zza pazuchy butelkę wódki. Agnieszka spojrzała na niego, zbita z tropu, gdy stawiał flaszkę na stole.
-Nie będziecie chyba teraz tego pić?- spytała.
-A kiedy? Od razu nas nie znajdą, więc teraz jest na to najlepsza pora na chwilę relaksu.- oznajmił głośno czerwonowłosy.- Zero, przynieś szkło.
Agnieszce przeszła przez głowę jedna myśl – flaszka jest za mała na ich czworo. Uniosły jej się kąciki ust, gdy z powrotem wróciła do zabawy brzegiem bluzy.
-Ta flaszka to za mało.- oznajmiła w końcu, a jej spojrzenie spotkało się z zaskoczonym uśmiechem czarnookiego.
-To nie problem. Siadaj tu, pijesz z nami.- poklepał miejsce na kanapie obok siebie.
-Nie powiedziałam, że chcę.- zaprotestowała. Tribal zacierał już ręce. Chyba bardzo lubił pić i pewnie nieraz zdarzyło im się robić to razem z Nathanem. Spojrzała na rozstawione kieliszki, a po chwili stwierdziła, że jednak by się skusiła, nie zwracała jednak uwagi na podejrzliwe spojrzenia Nathana odnośnie jej szybkiej zmiany decyzji. Może się przy tym trochę rozluźni. Miała taką nadzieję. Zero również dołączył, tłumacząc fakt, że bariery, jakie postawił na całym piętrze są samodzielne i nie potrzebują jego kontroli.
I tak popłynęli.
-Mówiłam, że ta jedna flaszka to za mało.
-Znajdzie się i druga.- oznajmił Tribal. Zniknął na moment i wrócił z większą niż poprzednia butelką.
-Ja już nie piję.- Aga nie miała najmniejszej ochoty spożywać tej samej części alkoholu co reszta. Z tym drobnym szczegółem, że ta część była większa, a już teraz dziewczyna czuła się wystarczająco rozluźniona. Rumieńce na jej policzkach grzały same z siebie, w gardle miała jeszcze palące odczucie od ognistej wody, a jej ruchy zdawały się już być mniej opanowane.
Dość – powiedziała sobie w myślach, po czym podniosła się od stołu.
-No siadaj!- Nathan ściągnął ją gwałtownie na kanapę.- Pijemy za wygraną.
-Taki toast już był.
-Chcesz przeżyć, to lepiej to wypij, skarbie.- syknął jej do ucha. Nie miała wyboru.
- Zaraz się posikam.- rzuciła przed przechyleniem kieliszka. Miała zamiar nie połykać tej dawki wódki i zwyczajnie wypluć ją w toalecie. Tribal jednak był dość niedyskretny.
-Nie wypluwaj tego!- zareagował żywo, jak to on. Nathan z rozmydlonym z lekka wzrokiem, spojrzał na dziewczynę, chwycił ją pod brodę i kazał jej to przełknąć. Zaprzeczyła kręcąc głową. Łzy zebrały jej się w oczach, zaczęła coraz bardziej się krzywić od tego palącego posmaku. Nie miała wyboru. Przełknęła dawkę alkoholu i zażądała szybko coś do picia.
-Grzeczna dziewczynka.- Nathan pogłaskał ją po głowie.
-Chcesz mnie upić.
-Agnieszko, to nic złego. Trochę luzu jeszcze nikomu nie zaszkodziło.- dodał Zero.
-Ale nie na siłę. Idę do innego pokoju. Smacznego.-podniosła się, zignorowała ostrzegawcze prychnięcie Nathana. Wsadziła ręce do kieszeni i ruszyła w stronę korytarza. Usiadła w kuchni, uchyliła okno i wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów. Wpatrywała się w nią, wiedząc doskonale, że jeśli zapali papierosa, stan jej trzeźwości znacznie się pogorszy.- Najwyżej wtedy pójdę od razu spać.- mruknęła sama do siebie.


Przeliczyła się aż za bardzo, kiedy ocknęła się w głośnym klubie. Zdezorientowana zupełnie, podniosła się z kanapy i zaczęła przedzierać przez obcych ludzi. Wciąż czuła się tak, jakby była pijana, jednak nie na tyle, żeby nie zachować ostrożności. Obserwowali ją niemalże wszyscy, ludzie z loży zaczęli wychylać się przez balkon i wskazywać ją palcami niby ukradkiem.
Jakim cudem się tu znalazła? Nie miała zielonego pojęcia i równocześnie miała szczere nadzieje, że to tylko sprawka, bądź zwykły dowcip podpitych Nathana i chłopaków.
Przechodziła akurat przez środek parkietu. Nie widziała najmniejszego sensu w lawirowaniu między stolikami. Ludzi da się łatwiej przepchnąć i utorować sobie drogę do wyjścia.
Ktoś obcy odwzajemnił jej pchnięcie.
-Nie mam na to czasu.- czuła dziwne mrowienie na plecach, jakby za chwile miało stać się coś, co ją zupełnie zdemaskuje. Kolejne pchnięcie spowodowało, że straciła równowagę i niemalże upadła. Jednak ledwo zdążyła stanąć stabilnie na nogach, otrzymała solidny cios w twarz. Upadając na plecy czuła, że za chwilę zrobi się tu bardzo cicho. I stało się.
Cała elektronika w budynku wysiadła na moment, poprzez salwę czerwonych iskier, które rozniosły się kolistą falą po całej Sali. Agnieszka podniosła się, ocierając krwawiące usta i nos wierzchem dłoni. Nie widziała w tej chwili przeciwnika, za to ludzie, jacy do tej pory ją otaczali, odsunęli się pod ściany, obserwując. Ochrona nie zbliżała się do niej. Gdy białowłosa rozejrzała się naokoło, zauważyła, że za jej plecami stoi mężczyzna o groźnym wyrazie twarzy. Krótko ścięte włosy, blizny na twarzy i sztylet w dłoni nie wróżyły dziewczynie lekkiego dialogu z tym panem.- Nie mam czasu.- powtórzyła uparcie, a jej głos rozniósł się po wyciszonej Sali.
-Też nie mam czasu, żeby użerać się ze szczurami.- obrócił sztylet w dłoni i machnął nim gwałtownie. Dziewczyna zdążyła uskoczyć na tyle, że drasnął jej rękę. Zielonooka jednak zamiast się ewakuować na bezpieczniejszą odległość wymierzyła mu cios brzegiem zamkniętej dłoni. Kolejna fala iskier rozniosła się po Sali, a delikwent został odrzucony i stracił przytomność.
Agnieszka wyglądała w tej chwili jak zaszczute, zagonione w ślepy zaułek stworzenie. Ochroniarze ruszyli na nią, wymierzając w jej ciało paralizatorami. Nie dała się podejść i tupnęła, tworząc nie lada wgniecenie w gładko wyłożonej posadzce. Zaczęła rozumieć na czym polega jej moc. Gdyby tylko była w stanie ukierunkować jej pełne źródło na właściwy cel.
Spojrzała na swoje dłonie. Krew z ust i nosa skapywała jej spokojnie na dłonie, sprawiając, że dziewczynie podskoczyła adrenalina.
Zaczęła iść w kierunku drzwi wyjściowych. Nie mogliby jej zatrzymać, bo i tak za dużo już im pokazała.
Wystrzeliła z pełnego klubu na ulice miasta. Wolno stojący budynek był mocno oświetlony. Na zewnątrz nie było widać żywej duszy. Ruszyła przed siebie, zaciągając kaptur na głowę.
-Brawo!- usłyszała oklaski, gdzieś po swojej lewej.

2 komentarze:

  1. Hahahaha ćpuny. XDD
    To mi się podoba *o*
    A tak poza tym to rusz szanowne paluszki (bez skojarzeń) i napisz kolejny rozdział, bo chcę się dowiedzieć o co chodzi z tym klubem i oklaskami na koniec :D :D
    Popopopozdro <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Heloł, wybacz że znowu spamię, ale znasz może kogoś, kto robi szablony ładne na blogi? (ja nie umiem, a mój się sypie -_-)

    OdpowiedzUsuń