poniedziałek, 1 kwietnia 2013

28. Ona kłamie.

Korzystając z tego, że jest Prima Aprillis, wrzucę tu niedowcipny rozdział.
Świątecznie, pojawił się szybciej, bo ostatnio was zaniedbuję.
Zapraszam do lektury. 
 ___________________________________
Odwróciła się gwałtownie w tamtym kierunku.
- Właśnie doprowadziłaś do uśmiercenia niespełna sześciuset ludzi! Wybornie!- zaśmiała się postać. Trudno było Agnieszce rozpoznać po głosie z kim ma do czynienia, tym bardziej, że ten ktoś znajdował się w głębokim cieniu, a dziewczyna nie była w stanie aż takiej trzeźwości.
-Jak to?- rzuciła w powietrze. Mogła nic nie mówić, bo w chwili, w której wypowiedziała te słowa, doszło do wstrząsu i cały budynek zaczął się zapadać. Przerażenie, jakie wymalowało się na twarzy zielonookiej zmieszało się z uśmiechem bezbronności i panicznego lęku.
Była bezbronna. Nie mogła w żaden sposób pomóc tym ludziom, a grunt dalej zapadał się, zagłuszając okrzyki wszystkich ludzi znajdujących się w środku.- Co ty robisz?!
-Nie możemy pozwolić, żebyś pozostawiła za sobą jakieś poszlaki, a przecież wszyscy widzieli twoją moc. Witaj, moja ofiaro.- z cienia wyłoniła się kobieta o długich brązowych włosach zarzuconych na lewe ramię. W dłoni trzymała katanę. Ciągnęła ją po asfalcie, przez co miecz wydawał z siebie przerażające dźwięki.
-Odsuń się łaskawie ode mnie, to nie zrobię ci krzywdy.- warknęła Agnieszka. Nie brzmiała na pewną siebie osobę. Kobieta wyśmiała ją.
-Dziewczynko. To ty lepiej zacznij uciekać, zanim odetnę ci głowę.
-Przecież ja nic nie zrobiłam!
-Tu nie chodzi o to, czego nie zrobiłaś! Nikt ci nie wytłumaczył, że tu chodzi o to, co możesz zrobić?!- długowłosa machnęła kataną z wyrzutem.
-Nie, nie będę tego słuchać! Kolejna osoba opowiada mi historyjki w jakie trudno jest uwierzyć, a potem próbuje mnie zabić!
-Próbuje!- wykrzyknęła ostrzegawczo.- Zapewne też nikt ci nie powiedział, że ucięcie głowy kończy twoje życie na dobre. Wielka szkoda, nie za długo pożyjesz sobie z tą wiedzą.-zaśmiała się szelmowsko. Dziewczyna zerwała się do ucieczki, jednak kobieta była od niej szybsza.
-Nie, nie, nie!- pędziła przed siebie, łkając z przerażenia. Biegła na ślepo, próbując zgubić kobietę z ogona. Potknęła się przy odwróceniu głowy, by spojrzeć jak daleko jest jej wróg.
-Uważaj!- Tribal znalazł się na miejscu Agnieszki, odpychając ją na bok.
-Tribal!- wrzasnęła, widząc jak ostrze gładko przechodzi przez jego szyję. Trysnęła krew, gdy upadł na ziemię bez ruchu, a jego głowa potoczyła się gdzieś dalej. Jego grymas twarzy był w tej chwili nieopisany. Dziewczyna nie potrafiła na niego spojrzeć, zacisnęła powieki i odwróciła głowę.
-Widzę nie ty jedna i nie pierwsza z takimi umiejętnościami.- oznajmiła kobieta z pogardą. Ciało Tribala jeszcze przez długą chwilę drżało bezwiednie, żeby znieruchomieć już na dobre.
Ona kłamie. Ona łże. Tribal zaraz się podniesie.- tłumaczyła sobie w myślach. Spojrzała ponownie na jego twarz.
- No, dalej. Tribal…- szepnęła przez łzy.
-Och, jak ckliwie.- zawołała zabójczyni.- On nie wstanie, gówniaro!- podeszła szybko i powaliła dziewczynę na ziemię jednym kopnięciem.- Ludzie nie mają prawa się odradzać. Nie jesteście bogami!- w tych słowach kobieta zawarła tyle chorej pogardy i nienawiści, że dziewczyna zaczęła jej się na nowo wyrywać. Taki sam los czeka i ją, jeśli się nie wybroni. Nie mogła myśleć, że jeszcze kilka żyć jest przed nią. Kobieta miała rację. Dane im jest tylko jedno życie, którego się broni za wszelką cenę, albo traci się je bezpowrotnie. Przed oczami Agnieszki stanęła twarz Tribala, tego uśmiechniętego Tribala, z którym jeszcze kilka minut temu siedziała w jednym pokoju i piła wódkę, żeby się trochę rozluźnić.
- Ja nie chcę być bogiem.- wybełkotała białowłosa, szamocząc się pod obcasem kobiety przyciskanym do jej piersi.
-To zginiesz za to, że już z tego przekleństwa korzystałaś!- docisnęła obcas do jej piersi. Dziewczyna straciła oddech. Wiele by teraz dała za to, żeby się uratować. Ledwo łapała oddech, a płacz nieustannie cisnący się na światło dzienne tylko to utrudniał.
-To ja powinnam cię za to zabić!- wrzasnęła zielonooka, celnie spluwając kobiecie w twarz.
-Ha! Spójrz na siebie! Teraz to ty jesteś myszką zagonioną w kąt, a ja jestem wygłodniałym kotem. I pomyśl sobie w tej chwili jak wielką przewagę mam nad tobą, a jestem zwykłym człowiekiem bez żadnych dziwacznych defektów!- kobieta wykrzyczała to dziewczynie w twarz i uniosła katanę, by zadać jej ostatni cios.
Wtem noga kobiety wygięła się nienaturalnie, gdy dziewczyna uderzyła ją dłonią. Obie usłyszały trzask pękającej kości, a już w szczególności odczuła to ta kobieta. Upadła na chodnik. Właścicielka Łańcucha podniosła się z miejsca, kaszląc.
-Jak śmiałaś go zabić?- podniosła miecz, który wypadł z ręki długowłosej.- To ty bawisz się w boga, zabierając ludziom życie za to, że na nie niby nie zasługują!- kopnęła kobietę w brzuch. Zrobiła to raz, drugi, trzeci i wciąż płakała. Chwyciła miecz oburącz i uniosła go, chcąc wymierzyć jego właścicielce cios w samo serce. Przybije ją do podłoża.
Nathan i Zero zjawili się w ostatniej chwili, rozbrajając dziewczynę. Czerwonowłosy zaczął ją odciągać od miejsca zdarzenia.
-Ona go zabiła…- na nowo w jej oczach zaszkliły się wielkie łzy.
-Wiem.- odparł półgłosem, przyciskając usta do jej głowy.
-Mógł się tam nie pakować.- jęknęła, słaniając się na nogach. Wciąż wpatrywała się w ciało Tribala. Wciąż nic nie wracało do normy. Za dużo czasu to już zajmowało. To koniec. Gdy sobie to uświadomiła, potknęła się o własne nogi i przewróciła się na Nathana. Objął ją mocniej.
-A ja zabiłabym ją za to, co mu zrobiła.- rzuciła słabo.
-Do tego nie dopuszczę. Nie pozwolę, żebyś plamiła sobie ręce takim ścierwem.- odpowiedział. Jemu też było ciężko na to wszystko patrzeć, bo nawet on nie wiedział, że nieśmiertelny może jednak zginąć w taki sposób.- Tribal był dobrym kompanem.- wydusił z siebie.
Agnieszka nie przestawała płakać. Nie wiedziała jak zareagować na to w inny sposób. Była w szoku.
-Nie powinnam tak reagować.- pociągnęła nosem. Przecież to normalne, że ludzie umierają i nie wstają po raz wtóry, jak gdyby nigdy nic. Dlaczego więc ona miała jeszcze tą jedną, głupią iskierkę nadziei na to, że to co widziała i to co usłyszała od kobiety to nieprawda?
Nathan siedział na zmarzniętej ziemi i obejmował dziewczynę szczelnie. Nie pozwalał jej ruszyć się z miejsca. Poddała się po dłuższej chwili. Westchnęła ciężko, pociągając nosem. Wtuliła mokrą od łez twarz w rękaw Nathana.
-Nigdy nie wiadomo, jak zareagujesz w takiej sytuacji. Wstań, musimy iść. Zaraz przyjedzie tu straż i policja.- podciągnął ją na równe nogi. Zdjął swój płaszcz i zarzucił go na plecy dziewczyny.
-Nie możemy tu tak zwyczajnie zostawić Tribala!- zaprotestowała.
-Musimy.- rzekł surowym tonem, prowadząc ją za ramię wgłąb ciemnej ulicy. Wyrwała mu się i podbiegła do ciała białowłosego. Wahała się go dotknąć, ale odważyła się w końcu zamknąć jego oczy. Wtem jego tatuaże zaczęły zanikać, odrywając się od ciała i ulatując w powietrze, jakby były jedynie przytwierdzone na moment. Jego włosy zaczęły ciemnieć, aż stały się ciemnobrązowe.
Więc to tak wyglądałeś kiedyś – pomyślała, uśmiechając się krzywo.
-Chodź, Agnieszka!- czarnooki chwycił dziewczynę za ramię po raz kolejny i pociągnął ją w kierunku przeciwnym. Z daleka słychać już było syreny alarmowe. Nadjeżdżali strażacy i policja, tak jak mówił.