niedziela, 19 maja 2013

29. Ewolucja przez rany


Wybaczcie mi tak krótką notkę, ale naprawdę nie mam siły na pisanie.
Wiedzcie jednak, że cały czas o tym myślę i nie zapomniałam o tym blogu :3

______________________________________________________________________________

Uciekali. Policja zajechała im drogę. Nathan zawrócił zapłakaną Agnieszkę i pociągnął ją za sobą w drogę powrotną. Funkcjonariusze wysiedli z auta i zaczęli za nimi biec, wołając o to, żeby się jak najprędzej się zatrzymali. Nie dość, że byli na miejscu zdarzenia, to jeszcze ta dwójka była poszukiwana. Czerwonowłosy spojrzał za siebie kątem oka. Zaczęli mierzyć do nich z broni. Nie miał więc innego wyboru jak się zatrzymać. Odwrócił się i stanął z nimi twarzą w twarz, gdy podbiegli, nie spuszczając celu z muszki. Mężczyzna uśmiechnął się szelmowsko.
-I co mi zrobicie?- cały czas trzymał dziewczynę za ramię.- Jak widać idzie ze mną z własnej woli.- skinął na nią, po czym wolną ręką powoli sięgnął ku twarzy, by zdjąć opaskę na oko.
-Nathan, nie rób nic.- białowłosa pociągała nosem. Łzy obeschły w obliczu zaistniałej sytuacji.
Wiedziała doskonale, co oznacza ten uśmieszek i ten gest. Zaraz coś im zrobi.
Zwolnił uścisk, ale jeszcze pogłaskał ją po tym ramieniu, jakby chciał dać Agnieszce pewność, że nie zrobi niczego samym policjantom. Wyraz jego twarzy na to nie wskazywał.
Dziewczyna raz patrzyła na niego, raz na nieszczęsnych funkcjonariuszy. Nie wiedziała, co zrobić.
Czarnooki jedynie łypnął gdzieś na bok i w jednym z barów szybkiej obsługi posypały się witryny. Jeden z młodych policjantów, spanikowany wystrzelił pocisk, lecz bariera, jaką Nathan aktywował rozbiła pocisk na kawałeczki. Po chwili właściciel bariery upadł na ziemię.
Agnieszka stała przez chwilę w miejscu, zanim zorientowała się o co chodzi. Jej towarzysz przestał się poruszać. Wrzasnęła, roztrzęsiona i spanikowana. Policja nie wiedziała, za co się zabrać.
-Nathan!- spostrzegła, że z jego zazwyczaj zasłoniętego oka, płynie krew. Upadła na kolana, nie czując nawet, że w jej ciele kumulowała się fala niszczycielskiej energii. Gwałtowne zetknięcie się z podłożem sprawiło jej wyzwolenie, przez co wszystkie okna w okolicy rozniosły się w drobny mak. Obaj mundurowi zasłonili twarze przed odłamkami, a dziewczyna wykorzystała ten moment, żeby zniknąć razem z Nathanem.

Przeniosła się na wyspę w świecie, w którym pierwszy raz miała przyjemność poznać Tribala. Potrząsnęła mężczyzną.
-Wstawaj…- znów miała oczy pełne łez, a drżące powieki tylko je uwalniały. Zaklęła głośno, kładąc głowę na jego piersi i przyciskając pięść do ust, żeby powstrzymać płacz.
Nie może być, to nie może dziać się naprawdę.- Zaczęła gryźć kciuk do krwi, żeby móc sprawdzić, czy się ocknie z tego koszmaru. Niestety ból był prawdziwy, kciuk pulsował, a krew ściekała po dłoni, kryjąc się pod rękawem bluzy.
Zaniosła się jeszcze większym płaczem.
-Wstawaj.- powtórzyła słabo, uderzając głową w jego żebra.- Rusz się, bo ci jeszcze dokopię.- sapnęła.
Wtem jego ręka wylądowała na jej głowie. Wstrzymała powietrze, uśmiechnęła się sama do siebie.
-Czekałem, aż to powiesz. Ile można wstrzymywać powietrze?- rzucił zachrypniętym głosem. Lewego oka nie otworzył. Dziewczyna podniosła się, wytarła twarz w rękaw i zaśmiała się cicho.
-Ty debilu!- zacisnęła skaleczoną dłoń w pięść i wymierzyła mu cios w podbrzusze. Podskoczył w miejscu i zwinął się w kłębek.
-Kuźwa! Nie dość, że straciłem oko,  to jeszcze będziesz mnie tłuc?!- warknął, wymierzając jej cios w piszczel. Zawyła w bólu, chwytając za obolałe miejsce.
-Pojebało  cię?!- krzyknęła łamiącym się głosem. Znów położyła głowę na jego piersi.
Płakać przestała dopiero po półgodzinie. Nie mogła wciąż dopuścić do myśli, że ten nieśmiertelny Tribal, który zawsze wstawał, nieważne co się działo, teraz nie żyje i zapewne policja zapakowała go już do plastikowego worka.
Agnieszką wstrząsnęły dreszcze. Spojrzała na Nathana. Obserwował ją jednym okiem. Drugie niestety nie miało szans na ratunek. Skrzywiła się.
-Doigrałeś się. Teraz już musisz nosić opaskę.- wyburczała, znów wycierając dłonią mokrą od łez twarz.
-Teraz będę wyglądał jak prawdziwy skurwiel. Z blizną na twarzy…- jego zadziorny uśmieszek zaraz zniknął. Zamiast tego na jego twarzy pojawił się obojętny wyraz, a jego rana zaczęła dziwnie lśnić. Nathan zacisnął powiekę zdrowego oka. Wciągnął głośno powietrze. Wygiąłby się w bólu, gdyby nie paraliż.
-Nathan! Co jest?!- chwyciła go za dłoń i ścisnęła ją mocno. Nie mógł się odezwać. Nie był nawet w stanie. Jego oko wirowało szukając punktu odniesienia. Spanikowana białowłosa chwyciła jego twarz w obie dłonie, wymuszając na nim, żeby spojrzał na jej twarz.- Nie strasz mnie, do jasnej cholery! To nie jest zabawne.- patrzyła na jego ranę. Po jakimś czasie zauważyła, że smugi krwi, jakie zdążyły delikatnie stężeć na jego twarzy zaczęły świecić i wykruszać się, a w zamian za to zastępowały je szeregi znaczków w formie tatuażu, czy też talizmanu.
Odetchnęła z ulgą, gdy się uspokoił i zaczął oddychać płycej niż normalnie, i że było to jednostajne. Zasnął. Pozostało jej czekać, aż się sam obudzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz