poniedziałek, 5 sierpnia 2013

31. Chaos

Jeszcze przez dłuższą chwilę wpatrywała się w splecione dłonie, żeby za moment zupełnie dać sobie spokój i nie wojować z Nathanem. Westchnęła i opadła na ziemię, przymykając oczy. Znów widziała wszystko, co się wcześniej wydarzyło, ale nie płakała już. Nathan był przy niej i wyraźnie jej to sugerował, samymi gestami.
-Dlaczego Ty z tego zrezygnowałeś?- spytała, wolną ręką dotykając łańcucha na swojej szyi.
-Nie miałem wyboru, jeśli chciałem przeżyć, a pech chciał, że trafiło na Ciebie.- oznajmił.
- Teraz już niczego nie rozumiem.
-Co tu jest nie do zrozumienia? Szukałem odpowiedniej osoby do przejęcia Łańcucha, bo wiedziałem, że jest to możliwe. Mijały mi lata na poszukiwaniach, z każdym kolejnym rokiem rosłem w siłę, ale izolowałem się od ludzi. Nie mogli mnie dotknąć, ani spostrzec, aż nie trafiłaś się Ty.- mówił, przyciszonym głosem, bawiąc się palcami Agnieszki, co chwilę przypatrywał się jej twarzy. Był spokojny, mimo iż każda rozmowa kręcąca się wokół jego osoby kończyła się kłótnią, albo uderzeniem.
-To było najdziwniejsze, co mnie mogło spotkać.- dziewczynie przypomniały się te ostatnie chwile normalnego życia.
-Oczywiście! Według twojego toku myślenia jestem dziwadłem, co?- w jednym momencie Nathan uśmiechnął się nonszalancko i przygniótł dziewczynę do ziemi swoim ciałem.- No, to dziwadło zaraz da Ci popalić, dziecinko.- sarknął.
-Ej! Przestań! Nic takiego nie powiedziałam!- krzyknęła mu w twarz, gdy przyłożył swoje czoło do jej głowy, śmiejąc się złośliwie.
-Zrobimy to jak za starych czasów.- wpił się w jej usta po raz kolejny tego dnia. Nie chciała tego, ale jej ciało same mu wtórowało. Zadowolony czerwonowłosy chwilę potem zsunął się niżej, nie zwalniając uścisku, by wycałować jej szyję i podszczypywać obojczyki. Wzdrygnęła się, oddychając głębiej i gwałtowniej.
-Puść, Nathan.- dopiero po tych słowach zwolnił uścisk, blokujący jej dłonie. Poczuła to.
-Jak za starych czasów~...- westchnął uradowany.
-Zmywajmy się stąd, co?- spytała, pragnąc usiąść w jakimś spokojnym miejscu, zjeść coś i przede wszystkim nie myśleć o tym, co się wydarzyło.
-Nie możemy, musimy czekać na Zero.
-Nagle jesteście dobrymi towarzyszami.- syknęła.
-Nie twoja sprawa, jak i z kim rozmawiam, czy współpracuję.- zmrużył zdrowe oko.
-Och, doprawdy? Przeczysz samemu sobie.- fuknęła.
-Nie zaczynaj.- ściągnął brwi ostrzegawczo.
-Bo co mi zrobisz?!
-Nie chciej wiedzieć!- warknął, z powrotem zaciskając pięści na jej nadgarstkach. Jęknęła w bólu, próbując je obrócić tak, by złagodzić ucisk.
-Ty złośliwa mendo!
-Ha! Szybko na to wpadłaś.- syknął rozbawiony.
-Zero, chodź tu...- wzniosła oczy ku niebu. Miała dość kontaktu sam na sam z Nathanem. Zwyczajnie się na niego obraziła.
-Dobra, tak sobie pogrywasz? Nie ma sprawy, leć sobie do Zero.- zszedł z niej, podniósł się na nogi i zaczął wędrować po wysepce, wściekły.
-Ty naprawdę jesteś tak narwany?! Po prostu nie chcę tu dłużej siedzieć, a Ty już myślisz, że chcę iść do Zero. Jesteś cholernym zazdrośnikiem i mam tego dość.- syknęła.
-Znowu coś... Dziewczyno, zastanów się! Mówiłem Ci już, że musimy czekać, aż Zero bezpiecznie zaprowadzi nas w opieczętowane miejsce.
-Teraz Ty wymyślasz. Było powiedzieć od razu, że MUSIMY czekać, żeby było bezpiecznie.- krzyknęła. Nathan stał pięć metrów dalej, wzniósł ręce tak jakby miał ją zaraz udusić na odległość, zaciskając przy tym zęby. Patrzyli na siebie, jakby mieli się zarżnąć podczas snu. Nathanowi opadły ręce w bezsilności, a po chwili zaledwie oboje parsknęli śmiechem.
Zero zjawił się chwilę potem ze śmiertelnie poważną miną.
-Nathan, wiesz coś o tym, co się dzieje teraz w głównym świecie?- długowłosy nie wyglądał najlepiej. Porozdzierana koszulka odsłaniała działające kręgi runiczne, którymi się uleczał i dzięki którym jego obrażenia były minimalizowane zupełnie. Jego rozpuszczone włosy były zabrudzone nie tylko od kurzawy, ale i jakichś lepkich cieczy.
-Co się tam dzieje?!
-Zaraz zobaczycie na własne oczy. Musimy iść, zanim ten świat też zostanie wciągnięty.- Zero podszedł szybko do dziewczyny i chwycił ją za ramię. Nathan sam do nich podszedł i złapał się fioletowowłosego, będąc gotowym do przenosin.

Agnieszka nie mogła uwierzyć własnym oczom, stojąc na dachu Centrum Handlowego. Miasto w żadnym wypadku nie wyglądało na całe. Ludzie uciekali gdzie tylko się dało, rzucali się po ziemi, nie mogąc zrozumieć, co dzieje się w ich głowach. Krzyki, wybuchy, ryk obcych bestii dodawały temu chaosowi jeszcze bardziej przerażającego znaczenia.
-Co tu się dzieje?- zakryła usta dłońmi.
-Podejrzewam, że to skutek uboczny, zamykania całego miasta w kręgach runicznych, które miały Cię tu zamknąć, albo sprowadzić, żeby zawęzić pole poszukiwań i jednocześnie się tobą pobawić. W efekcie osobowości ze światów, które odwiedziłaś zaczęły przenosić się do tych kopii, wprawiając wszystko w nieokiełznany szał.
-W części tych światów w ogóle nie było ludzi, więc jak...?
-Nie słyszysz tego?- Zero wzdrygnął się na kolejne potężne ryknięcie i wrzask, gdzieś w oddali.
-Co teraz?! Jak to odkręcić?!
-Nie da się, Agnieszko, nie da się. Nie ty stworzyłaś to pole do walki, choć przyczyniłaś się do tego w dużym stopniu.- Zero uśmiechnął się blado.- Clarius wydaje się być potężniejszy niż myślałem, a w jego szeregach pałęta się Demon.
-Wystarczy ich zabić, żeby wszystko wróciło do normy.- sarknął Nathan, łapiąc dziewczynę za rękę i ściskając ją pewnie.
-Nie do końca. Chaos pozostanie. Nie da się go cofnąć i prawdopodobnie będzie się rozszerzał, nawet jeśli opadną wszelkie bariery wroga... Schowajmy się do środka, tu nie jest za bezpiecznie.- szarooki mężczyzna otworzył wrota gestem, zapraszając wszystkich do środka budynku.- Nie ma się czego obawiać. Całe centrum jest wyludnione i zabezpieczone przed natarciem tych mutantów.
-Idziemy się napić.- czerwonowłosy zaczął ciągnąć Agnieszkę w stronę sklepu monopolowego. Nie wiedziała, czy może w ogóle zaprotestować. Miała łzy w oczach i obwiniała siebie za to, że to ona do tego doprowadziła. Zero kroczył za nimi, wtórując idei Nathana.
-Nie chcę.
-Nie marudź, musisz się napić.- oznajmił drżącym głosem. Co mu było? Nathan nigdy się tak nie zachowywał.
-Nie chcę pić!- krzyknęła, płacząc w najlepsze. Nathan po chwili przerzucił ją sobie przez ramię i wkroczył do sklepu monopolowego. Otworzył kilka opakowań alkoholu, ażeby wyciągnąć z nich szklanki. Otworzył flaszkę wódki, nalał dwie szklanki i podał jej jedną.
-Pij.- oznajmił krótko.
-Mam się przez to porzygać?!
-Pij, nie porzygasz się. Na trzy...- pokazał, że i on wypije tą samą ilość w tym samym tempie co ona. Jeden, dwa, trzy palce w górze. Nie miała specjalnego wyboru, bo i tak by tą szklankę wlali w nią siłą, żeby się uspokoiła. Wzdrygnęła się z odrazą, ale odruchów wymiotnych nie miała. Nathan wypuścił z siebie powietrze, krzywiąc się zdecydowanie mniej niż dziewczyna. Osunęła się na podłogę, żeby usiąść. Nie minęła minuta, jak spora dawka alkoholu uderzyła jej do głowy.
Odetchnęła spokojniej.
-Mówiłem, że to ci pomoże. Gdybyś zaczęła panikować, nie dałabyś się uspokoić.- polał jeszcze po porcji. Spojrzała na zawartość kryształowej szklanicy. Postawiła ją na posadzce.
-Ja już nie mam na to wszystko siły, chłopaki.- rzuciła w powietrze.- Po prostu nie mam siły...- skryła twarz w dłoniach. Nathan i Zero spojrzeli po sobie znacząco.
-Napij się jeszcze.- jednooki podstawił jej szklankę pod nos. Chwyciła pojemnik i opróżniła jego zawartość bez zbędnego gadania. Już nie panowała nad ruchami, odstawiając szklankę z hukiem. Westchnęła ciężko, czując te zawroty głowy.
-Przez ciebie będę miała kaca.- odparła powoli, a po chwili zaczęła przysypiać.

Nathan wziął ją na barana.
-Co z nią teraz zrobimy?
-Dajmy jej się przespać z tym wszystkim.- odparł czerwonowłosy na to zapytanie.
-Wiesz, co będzie trzeba zrobić, żeby to wszystko powstrzymać...
-Nie pozwolę na to.- warknął Nathan.- Ja znalazłem następcę, to i ona go znajdzie.- zagroził Zero palcem.
-Znam jeden sposób, żeby opóźnić rozwój chaosu w tym świecie. Niestety nie próbowałem go nigdy w praktyce.- odparł na to Zero. Zablokujemy jej wszelkie moce i umiejętności. Sęk w tym, że będzie musiała zapomnieć...
-Nie! Na to też się nie zgadzam!- mężczyzna pokiwał przecząco głową, patrząc na Zero jak na mordercę.
Położył dziewczynę na łóżku, w głębi sklepu z meblami. Otworzył butelkę, którą wcześniej schował do kieszeni i przechylił ją, upijając z niej sporą część zawartości.- Lepiej znajdź jakiś inny sposób, zanim ja nie znajdę sposobu, żeby cię ukatrupić. Mówię poważnie.- jego spojrzenie mroziło krew w żyłach i byłoby zupełnie bezosobowe, gdyby nie kilka iskierek, które rozbłyskiwały, gdy patrzył na dziewczynę. Opróżnił butelkę szybko i cisnął nią w Zero, który akurat rozprysnął się w powietrzu.- Znaj swoje miejsce, śmieciu.