niedziela, 19 kwietnia 2015

34. Zapomnienie.

Długo musiałam czekać, zanim mogłam już ruszyć się z miejsca. Po pewnym czasie nawet miękkie posłanie zaczyna gdzieniegdzie uwierać. Obserwowałam Clariusa uważnie dopóki w pomieszczeniu nie zjawił się Demon. Wciągnęłam głośno powietrze, gdy tylko na mnie spojrzał.
-Uspokój się, Demonie. Jest niegroźna, nie może się jeszcze ruszyć.- Clarius wyprzedził go zdecydowanie z wyjaśnieniami, niemalże stając na jego drodze do mnie. Zablokował tym samym dopływ lodowatego powietrza, które nagle znalazło się wokół czarnowłosego.
-Co ona tu robi?!
-To część planu. Czyżbyś zapomniał?- blondyn skrzyżował ręce na piersi.
-Jest niebezpieczna, widziałeś runy na jej plecach?
-Niestety, nie jesteśmy na tyle blisko, żeby dała je sobie przeczytać.- niebieskooki uśmiechnął się, zerkając na mnie. Już i tak mocno nadszarpnął moją psychikę, porwał mnie, a teraz zgrywa tego łagodniejszego porywacza. Demon wyminął go i podszedł do łóżka, na którym leżałam.
-Widzisz, Agnieszko. Gdybyś była mądrzejsza, inaczej byśmy to rozegrali.- sarknął, uśmiechając się szelmowsko. W jednym momencie chwycił mnie za ramię, a w drugim leżałam już na ziemi, zwrócona do niej twarzą. Przez moje palce przemknęły iskry. Zdusiłam to w sobie, a w zasadzie starałam się, by były najmniej widoczne akurat w tym momencie.  Demon przeszedł przez łóżko, by stanąć nade mną i zadrzeć bluzę tak, by Clarius mógł zobaczyć runy na moich plecach. Poczułam piekący ból rozchodzący się od kręgosłupa przez łopatki aż do każdego koniuszka mojego ciała. Jeśli czegoś z tym teraz nie zrobię, rozsadzi mnie od wewnątrz. Poruszyłam się.- Mówiłeś, że nie jest w stanie się poruszyć.- czarnowłosy ściął wzrokiem Clariusa.
-Nie była, dobre pół godziny temu. Zważając na fakt w jakiej obecnie jesteście relacji i czując, jaka energia się w niej kumuluje, radziłbym ci się odsunąć, jeśli nie chcesz uszczerbku na zdrowiu, Demon.-odparł na to właściciel pomieszczenia. Zacisnęłam powieki, by opanować rozedrgane od nadmiaru energii dłonie. Kroki blondyna zaczęły się zbliżać. Demon z kolei zaczął się wycofywać, by zrobić mu miejsce.
Spięłam się jeszcze bardziej, bo nie wiedziałam co zrobi. Clarius nachylił się tylko i chłodną dłonią przesunął wzdłuż mojego kręgosłupa. Poczułam dreszcze w całym ciele. Przez chwilę zaledwie straciłam oddech, bo wydostała się ze mnie dawka energii, która odepchnęła od nas jakiekolwiek powietrze. Szyby apartamentu zatrzęsły się pod natężeniem energii.
-Kumulowanie w sobie energii nie prowadzi do niczego dobrego.- stwierdził, zaciągając bluzę z powrotem na swoje miejsce. Pomógł mi usiąść.
Spojrzałam na swoje dłonie. Nie drżały już, a iskry  nie przemieszczały się między palcami, mimo, że czułam wciąż napływającą do nich energię.
-Co mi zrobiłeś?!- zlustrowałam mężczyznę wzrokiem.
-Widzisz, gdybyś skumulowała w sobie za dużo energii, mogłabyś rozsadzić w drobne kawałeczki pole, które izoluje nas tymczasowo od tego chaosu, tam na dole.- Clarius podniósł się z miejsca, poprawiając poły swojej marynarki.
-Rozpętałeś tam piekło, a teraz chcesz od niego uciekać?!- czegoś tu nie pojmowałam.
-Od niego nie da się uciec. Można je zapieczętować.- odrzekł, wpatrując się we mnie. Nie wiedziałam, jak zareagować. Zrobiło mi się gorąco, gdy tylko połączyłam ze sobą fakty.
-Potrzebujecie mnie do tego. Chcecie mnie wykorzystać, żeby to wszystko zamknąć we mnie?
-Narobiłaś wystarczająco dużo szkód, przenosząc się między światami. Ten łańcuch to jedyne co może zatrzymać rozwój tego chaosu, a masz go w tej chwili na sobie. Czujesz jego wibracje?
-Nie, nic z tych rzeczy. Nie chcę tego! Nigdy nie chciałam!- myślałam, że zaraz wbiję się w podłogę. Zaczęłam panikować.
-Nie bądź śmieszna! Nie możesz nic zrobić, Nathan cię już nie uratuje. Podejrzewam, że już nie żyje, po tym jak rozbiłaś barierę Zero.- parsknął Demon. Łzy napłynęły mi do oczu.
Co oni próbują wskórać, mówiąc mi takie rzeczy?! Przecież to nie moja wina. To wszystko dzieje się tak szybko, a ja mam się poddać jakiemuś łańcuchowi?!
Moje ręce powędrowały do tajemniczego naszyjnika. Pociągnęłam za jego kółka i pożałowałam, gdy zaczął się zaciskać na mojej szyi, parząc ją i moje dłonie. To mi nie pomogło.
-Powiedzcie mi, że jest jakiś sposób by się tego pozbyć.- załkałam, spanikowana.
- Chciałbym powiedzieć, że znam alternatywę dla tego zakończenia. W najlepszym wypadku wszystko wróci do normy, a ty nie będziesz o niczym pamiętać. W najgorszym, zginiemy wszyscy i poza chaosem nie pozostanie na tym świecie nic. To tylko hipotetyczne założenia, jednak nawet do nich nie mamy pewności.
-Nie chcę.
-Nie masz wyjścia. Tym razem się stąd nie wydostaniesz.- Clarius zmienił wyraz twarzy. Z tą swoją obojętnością zdawał się jeszcze groźniejszy niż rozeźlony Nathan. Pasowali do siebie z Demonem.

Nie pozostało mi nic więcej, jak poświęcić się i zamknąć w sobie to całe piekło. Spojrzałam za okno. Ja miałabym robić za naczynie dla tego całego zła? Miałabym zapomnieć o tym wszystkim, co się to tej pory wydarzyło?
Obaj mężczyźni opuścili pomieszczenie, zostawiając mnie tu samą. Mam więc przemyśleć sprawę.
To na tym polega ta cała gra, o której kiedyś wspominał Demon. Na schwytaniu naczynia... Na możliwości zapomnienia dotychczasowego życia.
Czy oni wszyscy naprawdę chcą utracić te wszystkie wspomnienia?
Czy ja chcę je utracić?
-Niedorzeczne.- uśmiechnęłam się do siebie przez łzy. To tak nie działa. Wstałam z podłogi i podeszłam do okna. Te wszystkie zmiany, te drzewa, te budynki zmieniające się przez cały czas. Te bestie krążące po ruinach, ci ludzie, oszalali, zabijający się nawzajem.
Ja miałabym temu wszystkiemu zapobiec, albo to rozprzestrzenić.
Wybór był już dla mnie oczywisty.
-I tak byście mnie zmusili.- dotknęłam łańcucha. Zapulsował delikatnie, po czym spostrzegłam zbliżającą się od granic miasta falę energii. Zacieśniała się coraz szybciej zmieniając za sobą otoczenie. Straciłam oddech, czując jak fala uderza w moje ciało. Łańcuch rozgorzał gwałtownie, wibrując, podczas gdy ja próbowałam złapać powietrze w płuca.- Zaczęło się...?
Potem dopiero poczułam każdy nerw swojego ciała. O dziwo, rozniosło się to przyjemnym dreszczem po każdym jego skrawku. Zaskoczona tym wszystkim zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Nie wiedziałam co się dzieje. Nie spodziewałam się, że to nie będzie bolesne.
Przeliczyłam się, gdy nastąpiła kolejna fala.
Padłam na podłogę jak kłoda. Miliardy rozgrzanych do czerwoności igieł wbijały się w każdą pojedynczą komórkę mojego ciała. Ból był nie do zniesienia. Nie miałam nawet siły krzyczeć, a łańcuch wciąż był gorętszy od tego promieniującego odczucia. Zdawało mi się, że to trwa wieki, lata. Ból przesłonił mi myśli, lecz gdy w końcu ustąpił poczułam się rześko. Jak nigdy.
Usiadłam z powrotem, z zaciekawieniem wpatrując się w to, co działo się na dole.
Czułam się gdzieś wewnątrz, że jestem jego częścią.
-Clarius.- wypowiedziałam jego imię, gdy tylko wszedł do pomieszczenia.- To się już zaczęło.- dodałam słabo, czując, że coś ciepłego leci mi z nosa. Po chwili na moją dłoń skapnęła kropla krwi, która wyparowała, gdy tylko się z nią zetknęła.
Znów zaczęły mi drżeć dłonie, gdy zorientowałam się, że nadchodzi kolejna fala energii, a krąg wokół miasta zacieśnia się gwałtownie.
-Wiem.
- Nie miałam wyboru, prawda?
- Zapewniam, że to ten właściwy.- patrzył na zbliżającą się ku wieży falę. Tym razem ta zabierała ze sobą wszystko. Wiedziałam, że umyka mi coś ważnego. Moja ostatnia chwila w życiu, a ja nie jestem w stanie pomyśleć o najważniejszych momentach mojej egzystencji? Filmy kłamią.



Clarius nie podszedł do dziewczyny gdy padła bez ducha na podłogę. Miał nadzieję, że teraz to wszystko się zakończy, ale tak nie było.
Coraz częstsze pulsowania energii sprawiały, że jego bariery przestawały działać, kruszejąc z każdą następną falą. Tak też działo się z łańcuchem na szyi Agnieszki.
Każde ogniwo rozpadało się. Po czasie również tutaj natężenie chaosu stawało się nie do zniesienia.
-Zło konieczne.- podszedł do niej, sprawdzając jej stan. Nie oddychała.  Jej włosy zabarwiły się na brązowo, znaki runiczne na plecach zaczęły zanikać.

Czerwonowłosy wiedział doskonale, że dzieje się coś niedobrego.
-Zero, powiedz, że to nie jest prawda.-wysyczał przez zaciśnięte zęby Nathan.- Powiedz, że ona jeszcze żyje.
-Nie potrafię.-Zero odpychał od siebie jakąkolwiek myśl odnośnie jej śmierci. Przecież to oznaczałoby, że ich plan się nie powiódł. Śmierć naczynia oznaczała zgubę ich wszystkich, ale tak się nie działo.

Następny impuls zaczął kierować się w stronę wieży. Kolejne bestie zostały przez niego pochłonięte.
Ruiny, krew, pył unoszący się w powietrzu razem ze stęchlizną i hałas ucichły, zaniknęły.
Obaj stali teraz na spokojnej ulicy w środku nocy.
Wieża zniknęła z pola ich widzenia.
-Udało się.- Zero uśmiechnął się, pełen ulgi. Nathan ściął go rozeźlonym spojrzeniem. Miał nieodpartą ochotę rozwalić mu łeb o krawężnik.
- Co się niby udało?! To, że mieliśmy zapomnieć o przeszłości? Nie wiem, co jest udanego w tym, że nie zapamiętam połowy swojego życia!- mężczyzna chwycił Zero za koszulkę i uniósł go. Zrzedła mu mina.
-Nie mów, że ty...
-Całe życie jej szukałem.- warknął, a łzy napłynęły mu do oczu. Odepchnął Zero od siebie.- Nie, nie zapomniałem niczego, co się do tej pory stało. Ty też nie powinieneś, kretynie.- odwrócił się i odszedł. Zero został sam z mieszanymi myślami. Spojrzał na swoje pokryte kulistymi bliznami ręce. Zacisnął pięści.
-Pewnie, że nie zapomnę.- westchnął, podnosząc się z asfaltu i odchodząc w swoją stronę.

c.d.n.
____
Taka duża przerwa. Przepraszam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz