poniedziałek, 3 sierpnia 2015

38. Ścierka.

Stałam tak jeszcze dobre dziesięć minut, bijąc się z myślami i wpatrując w parasolkę, jakbym ją właśnie przesłuchiwała. Co mi da fakt, że schowam się na klatce, skoro nie dostanę się do mieszkania, a sąsiedzi na pewno mnie nie przenocują. Spojrzałam na telefon i na pustą okolicę. Nie chciałam tam wracać, na pewno nie na piechotę, skoro zaczynało się znów ściemniać, a deszczowa chmura nad miastem wcale nie jest bardziej pomocna i bynajmniej nie rozświetli mi nagle całej drogi do domu Nathana i jego współlokatora. Stuknęłam się w głowę trzonkiem od parasola, by za chwilę usłyszeć wołanie, przytłumione przez nawałnicę. Obróciłam się na schodach, by sprawdzić kto się tak wydziera. Okazało się, że to Krystian.
-Hej, Agnieszka!- wołał mnie, ewidentnie. Dla pewności jednak znów się rozejrzałam po ulicy, sprawdzając czy aby na pewno nie ma tu nikogo innego. Zaskoczeniem nie było to, że krótkowłosy podbiegł do mnie, ale fakt jak cicho to zrobił. Pisnęłam, gdy wskoczył pod parasolkę. Mało nie wypuściłam jej z ręki.- Rudy dzwonił, że zostawiłaś swoją bluzę, a w niej klucze do domu... Raczej nie mam już innego wyjścia, niż zaprosić cię do nas na żarełko. Odwiozę cię z powrotem, jak zjemy. Co ty na to?- woda kapała mu z grzywki, okulary miał zachlapane i był bardziej przemoczony niż ja dzisiaj. Westchnęłam, kiwając głową. Nie widziałam innej opcji. W zasadzie zaślepił mnie zmysł biednego studenta, gdy w monologu Krystiana zjawiła się wzmianka o jedzeniu. Naprawdę nie miałam dzisiaj ochoty na gotowanie, ale zaoferowałam mu swoją pomoc w kuchni.
Zatrzęsłam się z zimna, gdy wsiadłam do nagrzanego samochodu, upychając nogi między reklamówki, stojące na przedzie od strony pasażera.
Zajechaliśmy z powrotem na podwórze. Chciałam wziąć reklamówki, ale Krystian tylko pokręcił palcem, wręcz mi zakazując. Wyszłam z parasolką i tak chwytając za jeden z worków i podreptałam pod drzwi wejściowe.
-Wchodź do środka!- Krystian zaśmiał się, widząc z jaką determinacją usiłuję mu pomóc. Otworzyłam drzwi, strzepując jeszcze parasolkę.- Nathan! Chodź po te reklamówki!- krzyknął jeszcze za kumplem.
-Bla, bla, bla...- czerwonowłosy wyłonił się z salonu, ignorując mnie całkowicie. Dopiero, gdy wrócił z torbami, zupełnie mokry, raczył mnie poinformować o swoim zadowoleniu z tego powodu. Fuknął coś  o rewanżu za fundowanie mi jedzenia.
-Nie ty kupowałeś jedzenie, więc się nie wypowiadaj!- zaraz za nim wkroczył do przedpokoju szarooki.- Usiądź sobie w salonie. Chcesz jakieś piwo, czy może herbatę?- skierował do mnie te słowa.
-Herbatę już piła.
-No to piwo.- odparł z uśmiechem Krystian. Nie miałam nawet szansy zaprotestować, bo obaj mężczyźni znów zaczęli się ze sobą kłócić, przestając zwracać na mnie uwagę. Ruszyłam więc do salonu, żeby po chwili stania w miejscu, przycupnąć na krawędzi kanapy.
-Ćwicz refleks!- kątem oka zauważyłam, że Nathan rzuca we mnie butelką piwa i za chwilę ciska we mnie otwieraczem. Dziwnym dla mnie trafem złapałam na wdechu oba przedmioty. Wypuściłam powietrze z płuc dopiero, gdy Nathan przeskoczył nade mną, by usiąść na kanapie.
-A jakbym tego nie złapała?!
-Płaciłabyś za pranie dywanu.- syknął, zerkając na mnie kątem oka. Obdarzyłam go karcącym spojrzeniem, sądząc, że coś wskóram.- Złapałaś. No, co?!- machnął rękami z wyrzutem o to, że się go czepiam.
-Chodź tu, leniu śmierdzący!- krzyknął Krystian, jedynie wychylając się z kuchni.
-Kuc nie da mi spokoju...- czarnooki z ciężkim westchnieniem zaczął podnosić się z miejsca. Zdusiłam w sobie parsknięcie śmiechem na określenie Krystiana.
-Dlaczego kuc?- spytałam, gdy wyminął mnie w drodze do kuchni.
-Bo miał takie włosy.- Nathan nakreślił kciukiem linię na wysokości swoich nerek, zabierając się za opróżnianie piwa na jednym wdechu. Rozniósł za sobą zapach alkoholu, ale i nie tylko. Poczułam intensywne męskie perfumy, których delikatniejszą wersję pamiętam kiedy Nathan zarzucił mi swój płaszcz  na ramiona.
Złapałam się na tym, że chciałam zachować ten zapach w nozdrzach na dłużej, wciągając powietrze dość głośno.
Otworzyłam sobie piwo, wpatrując się w widoki za oknem i nie zwróciłam uwagi, że piana leje mi się po spodniach.
-Szlag!- na spijanie piany było już za późno. Na szczęście nie zachlapałam dywanu.
-Nie klnij tam!- Nathan był naprawdę nieznośny. Teraz chyba wiem, dlaczego nie mogą znaleźć sobie współlokatorów. Domyśliłam się też chyba, że to mógł być powód dla którego moja imienniczka nic o nim nie wspominała. Zaczerwieniłam się. Przecież uratował mi tyłek, bo gdyby był totalnym dupkiem, pewnie by nie zareagował. Podniosłam się z kanapy. Teraz musiałabym zapytać chociaż o ręcznik.
-Ech, chłopaki... Macie jakiś ręcznik na zbyciu?- stanęłam w wejściu do kuchni. Nathan kroił warzywa, jakby był zawodowym kucharzem, ale gdy na mnie spojrzał, parsknął śmiechem, szczerze uradowany. Tyle było z jego krojenia.
Krystian odlewał makaron, zaparowały mu okulary. Gdy tylko je zdjął, zauważył dość pokaźną plamę na moich spodniach. Musiałam wyglądać jak siedem nieszczęść z tą plamą, w przydużej bluzie i z siniakiem na pół twarzy.
-He... he...- czerwonowłosy śmiał się, aż stracił oddech. Mało się ze śmiechu nie popłakał. Mi zrobiło się naprawdę głupio, poczerwieniałam ze wstydu, a Nathan dostał ścierką po twarzy za swoje zachowanie.
-Dam ci jakieś dresy, dobra?- szarooki poprowadził mnie do swojego pokoju na piętrze i zaczął wyciągać z szafy wszelkiego rodzaju spodenki.- Wybierz sobie coś.
-A nie miałbyś jakichś długich? Trochę u was zimno.- stwierdziłam, patrząc jedynie na rozrzucone ubrania Krystiana.
-Ja nie noszę, niestety. Musiałabyś poszperać w pokoju Nathana.
-To ja zostanę w tych spodniach.
- Nie przesadzaj... Zaraz ci coś ogarnę, poczekaj chwilę.- oznajmił i wyprysnął z pokoju.
Znowu zostałam sama i miałam chwilę na obejrzenie pokoju. Otwarta szafa, niezbyt poukładane ubrania, komoda, skrzynia przy łóżku, stare książki poukładane wszędzie, a nad łóżkiem obraz z dziwnymi kręgami, malowanymi kawą, albo herbatą. Na komodzie stał sztylet, bogato zdobiony o lekko wykrzywionym ostrzu. Widocznie musi być dość wartościowy dla szarookiego, skoro wygląda na wypolerowany i dokładnie oczyszczony. Podeszłam do komody, żeby przyjrzeć się okazowi z bliska. Chciałam go zdjąć z podstawki i wyjąć ostrze z pochwy, żeby zobaczyć sztylet w całej okazałości. Zerknęłam jeszcze za siebie, czy Krystian nie wraca i zamknęłam w dłoni rękojeść, wydostając ostrze z łapek podstawki.
Gdy tylko zdjęłam pokrowiec, poczułam dziwne ukłucie gdzieś między oczami. Wzdrygnęłam się, wolną dłonią przecierając to miejsce. Po chwili poczułam czyjąś dłoń na ramieniu, podskoczyłam w miejscu, upuszczając sztylet.
-Oo~! Uważaj!- Nathan złapał przedmiot w locie, nakreślając w powietrzu łuk czubkiem ostrza. Stanęłam na palcach, zszokowana i wcisnęłam mu pokrowiec w ręce, uciekając z pokoju. Usiadłam w salonie, na fotelu. Ręce mi się trzęsły z wrażenia. Koleś ma niesamowitego skilla.- Nie ruszaj tego, na przyszłość. Jest naostrzony.- czerwonowłosy wkroczył do salonu, jak gdyby nigdy nic. Stanął obok i wyciągnął w moim kierunku zawiniątko w postaci spodni dresowych.
-Dziękuję.- wymknęłam się z salonu, by przebrać spodnie w toalecie, ale poczułam swąd materiału.
W kuchni na palniku leżał ręcznik, z którego oberwał Nathan.- Pali się... Pali się!- upuściłam spodnie i chwyciłam butelkę wody stojącą na szafce przy drzwiach. Wyłączyłam gaz, ale coś było wciąż nie tak. Nathan odepchnął mnie i zgarnął ścierkę do zlewu zalewając ją wodą. Wystraszona, wbiłam się w kąt pomieszczenia, nie mogąc przy tym specjalnie oddychać.
Rękaw koszuli Nathana zajął się ogniem. Ja, sparaliżowana zupełnie nie miałam siły by choćby drgnąć. W pewnym momencie usłyszałam trzask butelki, którą ściskałam w dłoni przez emocje. Chwyciłam nóż, ufając, że jest dostatecznie ostry i odcięłam jednym ciosem szyjkę butelki, ciskając ostrym narzędziem, gdzieś w kąt pomieszczenia. Chlapnęłam wodą raz, nie trafiłam.
Chlapnęłam drugi raz. Nathan bardziej wściekły, aniżeli przestraszony zaczął wyzywać na mnie, że nie trafiam.
-Jak mam trafić, skoro wierzgasz?!- pisnęłam, spanikowana. Zabrał mi butelkę i wylał resztę wody na rękaw. Podleciałam do zlewu, odkręcając kurek.
-Pomyślałaś, brawo.- czerwonowłosy zaciskał zęby z bólu, ale nie miał zamiaru się popłakać.
-Przepraszam...- dopiero teraz zauważyłam jak bardzo miał oparzoną rękę. Oczy zaszkliły mi się od wyrzutów sumienia. Moja wizyta tutaj nie przyniosła nic dobrego.
-Weź nożyczki, rozetniesz resztę materiału.-wciągnął głośno powietrze, szykując się na odrywanie kawałków materiału razem z przypaloną skórą. Zaczęłam szukać nożyczek po szufladach.- Są na stole, głąbie!- na to wszystko wparował do kuchni Krystian.
-Co tu się... Co wyście zrobili?!
-Ja nie... Ścierka się zaczęła palić i chciałam... ale...- nie mogłam pozbierać myśli.-Zadzwonię po karetkę.
-Obejdzie się. Jestem medykiem. Otwórz okno, Agnieszko.- Krystian położył mi dłoń na ramieniu, popychając mnie do działania. Nathan sapnął niecierpliwie.- Podaj mi apteczkę z szafki przy drzwiach.- dodał, chwytając za nożyce i zaczął rozcinać materiał uszkodzonej koszuli czerwonowłosego.
-Idź do salonu.- warknął Nathan, patrząc na mnie wilkiem między kolejnymi falami bólu, zadawanymi przez oczyszczanie rany.
-Przepraszam.- powtórzyłam znowu, patrząc na poszkodowaną rękę i ewakuowałam się po chwili do salonu. Skuliłam się w fotelu, kryjąc twarz w dłoniach.
Tak, miałam wyrzuty sumienia. Tak, czułam, że coś będzie nie tak. No i Nathan skończył z oparzeniem ręki. Słyszałam tylko przytłumione głosy i co jakiś czas echem odbijało się uderzenie w ścianę, czy blat szafki.
-Dobra robota.- Nathan wkroczył do salonu z obandażowaną ręką i rozłożył się na kanapie. Na czole miał jeszcze kropelki potu, co świadczyło zapewne o tym, że był to zbyt bolesny zabieg. Nie wspominając już o przypalonym każdym zakończeniu nerwowym przedramienia, które musiało niesamowicie promieniować w tej chwili.
Nie odezwałam się. Mogłam od razu zareagować.

1 komentarz:

  1. Kolejne opowiadanie, które bardzo przypadło mi do gustu. Ciekawe rzeczy wydarzyły się od rozpoczęcia "Na łańcuchu" i mam nadzieję, że jeszcze dużo się wydarzy ;) Oby Nath szybko wyzdrowiał :)

    PS. Nie wiem dlaczego przestałaś obserwować mojego bloga ;(

    OdpowiedzUsuń