piątek, 30 października 2015

39.Strużka

Nie wiedziałam, czy mogę się w tej chwili odezwać. Nathan starał się nie dotknąć niczego okaleczoną ręką.
-Wszystko w porządku?- spytałam w końcu, przerywając długą ciszę.
-Nie, no brawo. Wspaniałe pytanie! I jak mam ci na nie odpowiedzieć? Jest okej, nic mi się nie stało... Pewnie, że nie jest, bo przecież mam oparzone całe przedramię, sieroto!- parsknął, dodając jeszcze od siebie kilka przekleństw między słowami. Piorunował mnie wzrokiem. Ja, czując gorące plamy na twarzy, podniosłam się z miejsca, by ruszyć do kuchni. Owszem, wstałam z myślą poproszenia Krystiana o podwózkę do domu, lecz gdy Nathan chwycił mnie za ramię obandażowaną ręką, sama skrzywiłam się, wyobrażając sobie ból jaki nim w tym momencie zatrząsł.
-Zostań.- syknął. Nie było jednak w tym nic z rozkazu. Bardziej brzmiało mi to na prośbę. Koniec końców nie wiedziałam jak się zachować.
-Pójdę tylko przebrać spodnie.- odparłam, chcąc go zapewnić, że rezygnuję z poprzednich zamiarów. Wtedy dopiero postanowił puścić moją rękę.- Odpoczywaj, Nathan.-obudziły się we mnie dziwne emocje. Poczucie odpowiedzialności za to co się stało, ciągnęło mnie za drugą rękę w stronę koca, żeby przykryć poszkodowanego. Ostatecznie odważyłam się na rozłożenie przykrycia w powietrzu i rzucenie go na kolana czerwonowłosemu.
-To już mogłaś sobie darować.- uśmiechnął się krzywo. Odchrząknęłam, żeby się opanować.
-Mała rekompensata za ratunek dnia poprzedniego.- rzuciłam.
-Serio...- spojrzał znacząco na bandaże na przedramieniu.
-I drobne skutki uboczne.- Krystian wkroczył do pokoju, a widząc jak stoję nad Nathanem z rąbkiem koca w wolnej dłoni, podczas gdy jego reszta już była na nim rozłożona, uśmiechnął się pobłażliwie.
Zakłopotana, umknęłam do łazienki, podnosząc dresy leżące wciąż na podłodze w korytarzu.
Zamknęłam się w toalecie. Nie wiem, ile czasu tam siedziałam. Wpatrywałam się w lustro, szukając czegoś takiego jak pewność siebie.
-Aga, żyjesz tam jeszcze?
-Tak, tak. Zaraz... Już wychodzę!- rozproszyli mnie. Krystian znosił właśnie talerze do salonu.- Pomogę ci może, co? Co jest do przyniesienia?
-Dzbanek z herbatą, ale musisz uważać, bo jest świeżo zaparzona.- odparł.
-Ona niech się lepiej za nic nie bierze.- Nathan okrył się bardziej kocem. Ściągnęłam brwi. Nie jestem chyba w jego oczach aż taką fajtłapą, że miałabym gdzieś rozlać cały dzbanek herbaty? Ten argument jednak Krystiana przekonał.
-Usiądź, zaraz przyniosę resztę.- wyjaśnił szybko i się ewakuował.

Jedliśmy w spokoju, nie było tematu do rozmów. Niezręczna cisza paraliżowała mnie tym bardziej, że byłam w tej chwili tu uwięziona. Nie wypuszczą mnie na nocny powrót do domu w pojedynkę, Krystian na pewno mnie nie odwiezie, a perspektywa siedzenia tu do rana mnie samą z lekka przerażała, bo przecież to obcy ludzie.
Koniec końców, znużona wpatrywaniem się w szklankę stygnącej herbatki, zaczęłam ziewać.
Ucieszyłam się i ulżyło mi, gdy zostawili mnie w pokoju Krystiana na piętrze. Znałam to pomieszczenie już mało wiele. Gdy zamknęły się za mną drzwi znów podeszłam do komody na której powinien stać sztylet. Nie było go. Czarnooki musiał schować przedmiot, tuż po tym jak nakrył mnie, gdy wyciągałam go z pokrowca. Szkoda, bo chciałam się mu jeszcze przyjrzeć. Usiadłam na świeżo zaścielonym łóżku i nagle przypomniał mi o sobie mój pęcherz. Podniosłam się, niepewnie podeszłam do drzwi. Zastanawiałam się, czy toaleta jest też na piętrze. Koniec końców, nie chwyciłam za klamkę bijąc się z myślami. Tak, trochę się bałam. Całkiem niezręcznie byłoby pocałować klamkę i czekać w przedpokoju na swoją kolej. Tym bardziej, że nie byłam u siebie.
Odetchnęłam, zdobywając się na odwagę. Otworzyłam cicho drzwi i stąpając najostrożniej jak się dało zaczęłam schodzić po schodach. Obaj mężczyźni siedzieli jeszcze w salonie dość głośno debatując. Nie słyszeli mnie, ani nawet nie widzieli. Ja za to widziałam wszystko bardzo dobrze.
Nathan zaczął zdejmować bandaże z oparzonej ręki. Skrzywiłam się.
-Mogłeś sobie darować tą szopkę z bandażami.- syknął, odrzucając bandaż na stół i począł rozmasowywać rzekomo okaleczoną rękę, która teraz była jak nowa. Moje oczy samoistnie otworzyły się bardziej, żeby jednak uwierzyć w to, co zdołałam zauważyć.
-Pochodzisz w nich kilka dni i koniec. Musiałem to zrobić. Myślisz, że uwierzyłaby, gdybyś nagle miał zdrową rękę? Chociaż tutaj żyj istniejącymi tu prawami, Nathan.
-Niby po co? Ustalam własne. Zawsze tak było. Zresztą, i tak już się czaiła, żeby dokładnie obejrzeć sztylet.- sarknął- Nie bój się, schowałem go już.
-Gdzie?
-W twoim pokoju.- odparł. Usłyszałam potem ciche plaśnięcie. Krystian chyba zakrył twarz dłonią.
Czas się wycofać. Ostrożnie zamknęłam drzwi. Skrzyżowałam ręce na piersi. Skoro tak bardzo chcą ukryć ten sztylet, mogę im pomóc. Musiałabym go tylko znaleźć. Sprawdziłam pod łóżkiem, za szafą, za komodą. Na szafie też niczego nie było. Przemieszałam ubrania, wątpiąc już, że go nie znajdę. Położyłam się na łóżku, wsuwając ręce pod poduszkę. Uśmiechnęłam się z przekąsem, czując znajomy kształt i zdobioną rękojeść sztyletu.
- Tu cię mam, bestio. Ciekawe dlaczego tak bardzo nie chcą mi go pokazać.- mruknęłam do siebie samej, ponownie wyciągając sztylet z pochwy. Zerknęłam jeszcze na drzwi, nasłuchując, czy nikt mi się nagle nie wpakuje do pokoju i nie nakryje mnie na zabawie nożem. Im bliżej twarzy znajdował się antyk, tym bardziej odczuwałam ucisk w punkcie między brwiami. W pewnym momencie było to tak intensywne, że musiałam rozmasować to miejsce. Nie mogłam się nadziwić, jak pięknie był zrobiony i czemu stoi w pokoju, a nie przykładowo nad kominkiem w salonie.
Moment zadumy przerwało mi pukanie do drzwi.
-Szlag.- w panice zaczęłam szamotać się z zabezpieczeniem ostrza i dziabnęłam się nim w palec.
-Aga, śpisz już?- Krystian zaczął naciskać na klamkę w drzwiach. Wpakowałam sztylet w spodnie i przykryłam bluzą jeszcze zanim drzwi się otworzyły.- Jeśli chcesz skorzystać z łazienki, przygotowałem ci czyste ręczniki.
-Dzięki. Właśnie miałam iść do toalety.- ściskałam w pięści skaleczony palec, czując, jak zbiera się w niej krew.
-Jakbyś zgłodniała, śmiało korzystaj z kuchni. Będę w pokoju obok. Nie przestrasz się Nathana, lubi się szwendać po nocach.
-Spoko.- uśmiechnęłam się, wymijając Krystiana w progu. Sam chciał mnie pewnie wyciągnąć z pokoju, żeby znaleźć sztylet. Skryłam się w toalecie, zwracając uwagę na Nathana przykrytego kocem po sam czubek nosa, drzemiącego w salonie.
Przedmiot zainteresowania położyłam ostrożnie na szafce i zaczęłam się szykować do kąpieli.
Szlag. Skaleczony palec ani myślał chyba zacząć się goić. Będzie szczypać. Skrzywiłam się.
W tym momencie całą dłoń miałam już we krwi. Skarciłam się sama w lustrze, wkładając dłoń pod bieżącą wodę.
Wpatrując się w spływający strumień mieszany ze strużkami mojej krwi, miałam pustkę w głowie.
Nie ukradłam im tego. Absurdalna myśl pojawiła się w mojej głowie. Nie, przecież go odłożę na miejsce. Poczułam dziwny niepokój, zupełnie jakbym i tak już dokonała kradzieży. Moje oczy spotkały same siebie w lustrze. Zabawne. Miałam w tej chwili zabawny wyraz twarzy. Zupełnie jakby mi to pasowało.
Obróciłam się po ręcznik i zachwiałam się delikatnie, chwytając za kant półki na której ułożyłam sztylet. Szlag.
Widziałam tylko jak spada skosem i ze ślizgiem uderza w drzwi, powodując niemiłosierną ilość zupełnie zbędnego hałasu.
-Co jest, kuźwa...- słyszałam z daleka głos podnoszącego się z kanapy Nathana.-Ej! Co ty tam robisz?
-Ogarniam się do spania.- parsknęłam, niemal rzucając się by podnieść sztylet. Wtem zdobiona pochwa zsunęła się z ostrza, wydobywając z niego dźwięk czystej stali.
-Agnieszka, co ty tam wyprawiasz? Mam wejść do środka?!- nacisnął klamkę, zniecierpliwiony.
-Nie wchodź tu!- zaprotestowałam. Nie miałam na sobie ani bluzy, ani koszulki, stojąc tak w samych spodniach i bieliźnie, gdy czarnooki nie zważając na protesty wpakował się do łazienki. Nie wiedziałam, czy mam schować sztylet, czy zakryć swoje ciało. Koniec końców skończyłam w dziwnej pozie, czerwona na twarzy. Ostrze schowałam za sobą.
-Oddaj sztylet.- warknął.
-Nie mam...- kłamałam w żywe oczy.
-Głupia... Chowasz go za sobą. Odbija się wyraźnie w lustrze. Oddaj sztylet.- poirytowany nachylił się po resztę przedmiotu. Pobladłam znacznie, będąc równocześnie zaskoczoną, że Nathan od kiedy wparował do toalety ani razu nie odwrócił wzroku od mojej twarzy. Lustrował moją reakcję coraz bardziej zdenerwowanym spojrzeniem, a ja poddałam się w końcu. Oddałam sztylet w jego ręce, ale niestety ubrudziłam go od skaleczonego palca.
-Chciałam go tylko obejrzeć.- odparłam skonfundowana. Już dawno nie byłam w takiej sytuacji. Nie, takie coś mi się jeszcze nie zdarzyło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz