poniedziałek, 2 listopada 2015

40. Koc

Spojrzał tylko na zakrwawioną rękojeść noża. Ściągnął brwi.
-Zobacz, co narobiłaś.- sarknął, zamykając klingę w objęciach swojego pojemnika. Wsadził sztylet za pasek spodni i podszedł bliżej. Cofnęłam się gwałtownie, trafiając bokiem na umywalkę. Odbiłam się od niej niezdarnie w kierunku szafki na której leżała bluza, ale Nathan był szybszy. Chwycił mnie za skaleczoną rękę. Wstrzymałam odruch wyrwania ręki z objęcia, bo wiedziałam, że jeśli naruszę skaleczenie, będzie bolało. On też o tym wiedział.
Puść moją rękę, Nathan. Pomyślałam  w końcu, przyglądając się jego twarzy. Teraz to on się martwił. Nie krył się wcale z tym, że nie miał już na sobie bandaży. Obejrzał rozcięcie uważnie i zaczął ciągnąć mnie na korytarz. Syknęłam tylko, pociągnięta dość gwałtownie za rękę.
-Jeśli kudłaty się dowie, że się przeze mnie skaleczyłaś, wyrzuci mnie z chałupy.- burknął tylko, zarzucając mi na plecy koc, który musiał ściągnąć z siebie, gdy tylko znalazł się pod drzwiami łazienki.- Do kuchni, marsz.- dodał, rozkazując mi. Znów zostałam bez specjalnego wyboru. Wycofanie się do toalety i durne protesty to jedynie przejawy dziecinnego zachowania, któremu i tak nie jestem w stanie sprostać, więc posłusznie usiadłam w kuchni na taborecie, podczas gdy Nathan ułożył moją dłoń na stole, sięgając zaraz po apteczkę.
- Odprowadzisz mnie do domu?
- Chyba żartujesz. Zjadłaś tu kolację, miałaś wszystko podane jak na tacy i sobie chcesz tak po prostu wyjść?- czerwonowłosy skrzywił się.
- Nie. Chcę, żebyś mnie odprowadził do domu.- burknęłam.- Nie chcę wam przeszkadzać.
-Ach, tu cię boli. Możesz spać na kanapie. Ja się chętnie rozłożę na normalnym łóżku.- oznajmił, bezpośrednio wpatrując mi się  w oczy. Uniósł przy tym prawą brew, która zdawało mi się była przecięta jakby blizną, ciągnącą się znikomym śladem wzdłuż jego powiek i policzka. Zmrużyłam oczy, próbując mu się przyjrzeć.
-Na co się gapisz?- na to pytanie, nakreśliłam w powietrzu pionową kreskę tuż przy swojej twarzy.
- Masz bliznę na buzi?- spytałam.
-No, takie to dziwne?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Intrygujące.- stwierdziłam, wcale nie kłamiąc. Im bardziej przyglądałam się jego twarzy, tym bardziej ta blizna się na niej odznaczała.
-Jeśli masz zamiar się ciągle na mnie gapić, dam ci swoje zdjęcie.- sarknął.- Przestań z łaski swojej.- dodał, już nie tak pewnym tonem głosu. Otrząsnęłam się dopiero kiedy zacisnął plaster na skaleczonym palcu.
-Przesadziłeś. Krew mi do niego nie dopływa.- chciałam strzepnąć założony opatrunek z kciuka.
-Nie będę ci przecież szyć tego palca na żywca. Lepiej, żeby się samo zasklepiło.- wyjaśnił.
-Bardziej niż blizna na twarzy, dziwi mnie ich brak na ręce. Widziałam jak Krystian zrywa ci ubranie z przedramienia.- skrzywiłam się na samo wspomnienie tego wydarzenia. Owinęłam się szczelniej kocem, bo zrobiło mi się cholernie zimno.
-Przywidziało ci się.- zbył mnie krótko. Widocznie nie miał żadnego innego wyjaśnienia.
-Nie wiem...-mruknęłam. Zerknęłam przez okno na latarnię na tyłach domu.- Jakbyś się wtedy nie zjawił, nie chciałabym nawet wiedzieć, co by się mogło wydarzyć w tamtych krzakach.- czułam jak blednę znacznie.
-Przestań to roztrząsać już na początku, będzie ci lżej im mniej będziesz o tym myśleć.- czarnooki podniósł się z miejsca i przemknął w stronę lodówki. Wyciągnął z niej dwie butelki piwa, jedną postawił cicho przed moim nosem.- Mnie by szlag trafił, jakbym się spóźnił z pomocą, albo w ogóle nie był akurat w odpowiednim miejscu i czasie.- przechylił swoją butelkę. Otworzyłam szerzej oczy, gapiąc się na niego. Zupełnie jakby wygłosił referat na temat rzeczy, jakich zwykle słucham na wykładach. Rzeczy niestworzone i niepojęte dla zwykłego śmiertelnika.
-Ale że jak...
-Dziewczyno, to się stało prawie pod moim domem. Jakbyś się czuła, gdyby ci kogoś krzywdzili, kiedy mogłabyś mu pomóc?!
-Beznadziejnie, prawdę mówiąc.- spuściłam wzrok na swoje dłonie. Plaster zabarwił się od spodu czerwienią, ale jeszcze nie przeciekał.
-No, właśnie.
-A policja cię nie spisała?
-Mniejsza o policję. Znajdą mnie, jak będą chcieli.- rzucił z przekąsem.
-Byłeś karany?
-Książkę piszesz?- naskoczył na mnie. Podskoczyłam na krześle. Spuścił z tonu po chwili, przyglądając się mojej reakcji.- Drobne spięcia.
-Nieważne, nie chcę wiedzieć.
-Lepiej dla Ciebie. Czemu nie pijesz?
-Bo jak wypiję piwo, to na drugi dzień mnie nawet bombardowanie nie obudzi.- odrzekłam z pełnym przekonaniem.
-Ha! To się okaże.- uśmiechnął się pewnie.
-Idę spać.
-To idź do drugiego pokoju. Krystian pewnie jeszcze u siebie urzęduje.
- Drugiego, czyli którego?
-Mojego. Reszta jest zamknięta, bo nie mamy współlokatorów.- mruknął niewesoło.
- Dużo musicie płacić za wynajem pokoju?
-Na dwójkę jest sporo za dużo. Brakuje nam przynajmniej dwóch osób.
- Może się ktoś znajdzie. Ach, na przyszłość znajdź lepsze miejsce do ukrycia czegokolwiek. Pakowanie takiego przedmiotu pod poduszkę nie sprawdza się nawet w filmach.
-Co ty nie powiesz?- uniósł brew, spoglądając na mnie z zaciekawieniem.
Wyszłam z kuchni, nie chcąc się wciągać w dalsze rozmowy.
Pokój Nathana był w zasadzie pusty. Jedna stara szafa, w której zapewne mieściły się wszystkie jego rzeczy, dość niskie łóżko i rozklekotany taboret udający szafkę nocną.
Jedyne czego nie mogłam przewidzieć, to to, że drzwi do pokoju się nie domykały. Tak też kiedy tylko udało mi się przysnąć, budziłam się, bo drzwi były otwarte na całą swoją szerokość.
-Serio?- jęknęłam, podnosząc się by zamknąć je po raz trzeci w ciągu nocy.
I nie dość, że pod kocem i pod kołdrą było mi cholernie zimno, to jeszcze te wrota nie chciały się zamknąć.
Owinęłam się kocem najszczelniej jak mogłam, starając się zignorować niepokój związany z otwartymi drzwiami.
Obudziłam się nad ranem. W zasadzie to rozbudziło mnie pogwizdywanie Nathana, który w samych spodniach szukał koszulki w szafie.
Na ciele też miał blizny. Co za człowiek... Zaczął rozrzucać koszulki po pokoju. Jedną z nich cisnął tak, że wylądowała na mojej twarzy, zasłaniając mi cały widok. Szlag. Westchnęłam cicho. Miałam tylko nadzieję, że to kwestia przypadku.
-Wstawaj, podglądaczu!- usłyszałam zbliżające się kroki, a po chwili koszulka zniknęła z mojej twarzy. Mężczyzna wciągnął ją na siebie i stanął nade mną z założonymi rękoma.
-Już, no...- obróciłam się na drugi bok.
-Nie, no już, tylko wstawaj. Śniadanie ci zrobiłem. I tak spóźnię się przez ciebie do roboty.- warknął, zniecierpliwiony.
-Na którą masz do tej pracy?- przetarłam oczy, krzywiąc się jeszcze po dotknięciu żółknących już sińców na twarzy.
-Wyobraź sobie, że już jest dziesiąta.
-Co?!- otrzeźwiałam momentalnie.- Spóźnię się, cholera.- wpadłam w panikę. Dzisiaj miałam przecież ćwiczenia i dość ważne kolokwium do zaliczenia. Zaczęłam się szamotać z kocem, a Nathan parsknął śmiechem.
-Bardzo śmieszne, serio.- odburknęłam drżącym głosem.
-Ale wiesz, że dzisiaj sobota?- usiadł na łóżku obok mnie. Wstrzymałam się z wszelkimi akcjami ewakuacyjnymi z koca. Spłonęłam rumieńcem dopiero po chwili, zażenowana. Odchrząknęłam, próbując schować zbędne emocje do szuflady i nagle znalazłam wyjście z tego cholernego kokonu.
Moje rzeczy o ile dobrze pamiętam suszyły się w łazience na grzejniku, ale kiedy zobaczyłam, że w całej łazience jest mokro i że moje rzeczy zostały schlapane wodą z prysznica, wściekłam się.
-Wszystko jest mokre.- opadły mi ręce.
-Głupoty gadasz.- przeszedł w stronę salonu. Zaczęłam ubierać się w schlapane rzeczy, psiocząc na niego pod nosem. Koniec końców byłam już w swoich ubraniach, w zasadzie gotowa do wyjścia.
-Pójdę już. Dzięki za nocleg i żarcie.- wchodząc do salonu próbowałam złożyć koc jakoś ładnie, żeby nie zostawić po sobie bałaganu. Konstrukcja rozpadała mi się za każdym razem, gdy próbowałam ułożyć go w kostkę.- Och, szlag, by cię...- poirytowana strzepnęłam przykrycie i zrobiłam krok w tym samym momencie, potykając się o jego rąbek. W ułamku sekundy moim oczom ukazała się wizja bliskiego spotkania głowy z kantem szklanego stołu. Wizja by się wykonała, gdyby nie fakt, że po prostu plasnęłam na dywan, a stół zniknął z zasięgu. Zdezorientowana rozejrzałam się po pokoju.
Nathan trzymał stolik nad sobą w jednej ręce, równie skołowany co ja. Dopiero po chwili chwycił go oburącz. Mrugnęłam kilkukrotnie, tłumacząc sobie, że to stało się tak szybko, iż mogło mi się zwyczajnie przywidzieć.
-Ty fajtłapo.- wydusił, odstawiając stolik w inne miejsce.- Wiesz jakie to cholerstwo ciężkie?- wysapał, chwytając się za kolana, skulony. Po chwili podał mi rękę, żebym mogła się podnieść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz