sobota, 28 listopada 2015

42. Książka

Mogłabym przysiąc, że odpłynęłam tylko na chwilę. Zerwałam się, obolała, z kocem na plecach, rozglądając się po pokoju. Nathan siedział na łóżku, czytając książkę z regału, który stał w korytarzu. Szczerze powiedziawszy nigdy nie ruszyłam żadnej z tych książek.
-Która godzina?- zaczęłam szukać telefonu. Potem dopiero dotarło do mnie, że został mi ukradziony. Spojrzałam więc na pulpit komputera ze smutnym wyrazem twarzy. Spałam tak dobre trzy godziny.-Mogłeś mnie obudzić.- bąknęłam, rozespana. Owinęłam się kocem. - Lepiej się czujesz w ogóle?
-Tak, dzięki. To była dobra herbata.- zerknął na mnie znad książki znacząco.
-Chcesz coś zjeść?
-No, brawo. Już myślałem, że nie zapytasz.- uśmiechnął się kąśliwie.
-M-mogę zrobić tosty.- rzuciłam. Nie miałam w tej chwili pomysłu na nic innego. Nic innego poza chlebem, serem i odrobiną kiełbasy też nie miałam. No, była jeszcze herbata i cukier. Biednie.
Wystartowałam do kuchni. Niepewnie zaczęłam szykować jedzenie, zastanawiając się, czy starczy mi go do poniedziałku, dopóki nie dostanę przelewu.
-Nie masz go za wiele, co?- czerwonowłosy stanął w wejściu do kuchni. Spłonęłam rumieńcem. Zawstydzona nie wiedziałam, gdzie podziać swój wzrok.- Nie jestem głodny, żartowałem.
-Nie, spoko. Poradzę sobie. Mam jeszcze kasę na żarcie.- uparcie smarowałam tosty margaryną, obkładałam je serem i kiełbasą i pakowałam do nagrzanego tostera. Topiąca się margaryna syczała wypełniając niezręczną dla mnie ciszę.
-Wystarczy zwykłe dziękuję.- odparł, widząc moją zdeterminowaną minę.
-Aż mi głupio...-głos mi się łamał. Łzy jak grochy zbierały mi się pod powiekami.- Bo nie mam jak podziękować.- wydusiłam z siebie, nie patrząc na niego nawet.
-Powiedziałem już, że zwykłe dziękuję wystarczy.- wyciągnął z mojej dłoni nóż, który ściskałam coraz mocniej, żeby tylko się opanować. Stanął obok, przepchnął mnie biodrem i sam zaczął urzędować w kuchni.- Wyjazd. Krzywdę sobie zrobisz, znowu.- przejął pałeczkę w kuchni. Nawet gdy chciałam wyjąć gotowe tosty, smagnął mnie po dłoniach ręcznikiem. Jęknęłam bardziej poirytowana, aniżeli smutna. Cokolwiek zrobił, zadziałało. Może i nie poprawił mi samopoczucia, ale mój obecny humor na pewno się zmienił. Nathan nie protestował tylko, gdy sięgałam po czajnik, choć krojąc kolejny plasterek sera, przyglądał się zaczerwienionej witce na wierzchu mojej dłoni.
Wstawiłam wodę na herbatę. Odsunęłam się, patrząc z pustką w głowie na to jak Nathan radzi sobie w kuchni. Szło mu nadzwyczaj sprawnie i nawet gdy zrobił jedzenie, zaraz posprzątał po sobie. Woda zagotowała się już dawno, czajnik piszczał nieziemsko, wyrywając mnie z tępego wpatrywania się w ruchy mężczyzny. On sam stanął z czajnikiem, czekając, aż będzie do czego nalać gorącej wody. Wpatrywał się we mnie z grymasem, oczekując, że zrobię to dość szybko.
Postawiłam kubki na stole, wsypałam herbatę i odsunęłam się, gdy Nathan podszedł z gorącym czajnikiem, żeby ją przygotować.
-Podano do stołu.- wyłączył toster, przerzucił resztę grzanek na talerz i postawił go między kubkami.
Usiadłam przy wyjściu z pomieszczenia, zaczęłam jeść jednego tosta z przekonaniem, że zjadam swój ostatni posiłek tego dnia, a była już niedziela. Czarnooki wgryzł się w jedzenie nie zwracając uwagi na to, czy to moje ostatnie zapasy, czy nie. Nie miałam apetytu. Zostawiłam jeszcze ciepłą nadgryzioną grzankę na krawędzi talerza.
-Pójdę się położyć, dobra?- podniosłam się z krzesła. On zerknął na mnie znad kubka, ściągnął brwi badawczo.
-No dobra. To będę leciał.- wyminął mnie szybko. W korytarzu wciągnął buty i ubrał płaszcz.
-Jeszcze raz dziękuję.- mruknęłam mu na odchodne.
-Rozchmurz się. Zawsze mogło być gorzej.- pożegnał mnie z uśmiechem. Odprowadziłam go wzrokiem do półpiętra i zamknęłam za sobą drzwi.
Czas się porządnie wyspać.
Zapach tostów unosił się jeszcze w powietrzu dość długo, ale nie miałam apetytu. Nie po ostatnich incydentach.
Westchnęłam ciężko, siadając na łóżko i przekładając na stolik książkę, jaką czytał Nathan, gdy spałam. Nie spojrzałam na tytuł, bardziej zainteresowało mnie to, co wypadło spomiędzy stronic książki, gdy ją podniosłam. Telefon, który nie należał do mnie miał nieodebrane połączenie.
-Głąbie. Zapomniałeś telefonu.- rzuciłam do siebie. Kolejne połączenie sprawiło, że podskoczyłam. Najwidoczniej poprzednie Nathan musiał wyciszyć, gdy spałam. Och, szlag. Rzuciłam telefon na łóżko, starając się to zignorować, ale widziałam, że dzwonił Krystian. Dość subtelnie nazwał go kucem jeszcze kiedy siedziałam u nich w domu.
Odebrać, nie odebrać? Ziewnęłam zastanawiając się coraz mocniej, gdy nadchodziło kolejne połączenie.
Odebrałam, nie mówiąc nic jako pierwsza.
-No, nareszcie. Gdzie zniknąłeś, idioto?!- poznałam zniecierpliwiony głos Krystiana. Otworzyłam usta by coś powiedzieć.
-Cześć, Krystian. Tu Agnieszka.- zaczęłam nieśmiało. Zaniemówił.
-Ale jak, polazł do Ciebie? Daj mi go do telefonu.- westchnął w słuchawkę.
-Krystian, słuchaj. Nathan mi pomógł. Napadli na mnie i ukradli mi telefon. On też trochę oberwał i przyprowadziłam go do siebie, żeby odpoczął, ale już wyszedł.- wyjaśniłam szybko.
-Oddał ci telefon?- spytał podejrzliwie.
-Nie, pewnie zostawił go przypadkiem. Wypadł z książki, którą czytał. Musiał zapomnieć.
-Oddał ci telefon.-prychnął Krystian, utwierdzając samego siebie w tym przekonaniu. Zarumieniłam się znacznie.- Dobra, nie przeszkadzam. Odpoczywaj. Na razie.- rozłączył się, a ja padłam na poduszkę, zupełnie zaskoczona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz