niedziela, 16 października 2016

50. Małe co nieco

Nathan tylko oparł się o ścianę, przymykając oczy pobłażliwie.
-Zawsze mogło być gorzej.
-I pewnie mówisz mi to, żeby mnie pocieszyć.- prychnęłam.
-Warto było spróbować -mruknął do siebie, odpychając się od ściany.- Póki co załatwimy ci alibi, że niby wymiana studencka i tak dalej. Byłbym w stanie załatwić ci to na czysto na dniach. Michał wysłał już list przez pośrednika o darmowym projekcie wymiany między studentami do twojego domu. Damy ci zadzwonić, uprzedzisz starszych, że przyjdzie taki list i że za kilka dni wyruszasz w trasę po Europie.- wydusił z siebie cały plan. Najwidoczniej miał to już rozłożone w czasie i miejscu. Słuchałam tego z tępym wyrazem twarzy, jakbym nie dowierzała w to co mój mózg rejestruje od kilku dni.
-Porywacie mnie.- odparłam chrapliwie.
-Aga, no ogarnij wreszcie, że my wszyscy uciekamy przed tymi ziomkami, co porwali Ciebie i Krystiana, i mało co, nie uziemili mnie. Czaisz? Bądź mądry i pisz wiersze.- westchnął zażenowany tym, że musi się dalej nade mną produkować.
-Wyjdź.- warknęłam.- Wyjdź i nie rób ze mnie idiotki!
-Och, wybacz. Próbowałem załagodzić sytuację.
-Załagodzić... I miałabym posłusznie ruszyć nawet za granicę za bandą dziwaków, których ściga mafia?!
-Coś w ten deseń, a że mafia wyjątków nie robi, to...
- To?
- To nie masz specjalnego wyboru. Słuchaj, mi też nie jest na rękę targać Cię za sobą, bo coby nie było tylko nas opóźniasz.- gdy to powiedział, opadły mi ręce z wrażenia. Gratuluję delikatności. Doprawdy, Nathan.
Z drugiej strony miał rację i w pełni się z nim zgadzam, że jestem zbędnym towarzyszem podróży i mogłabym teraz siedzieć sobie spokojnie w domu, oglądając seriale.


Nazajutrz obudziłam się dość szybko, jak na mnie. Pewnie przez fakt, że byłam w obcym miejscu. W duchu dziękowałam sobie za to, że zawołałam wczoraj Krystiana. Przyniósł mi tabletki na sen, bo pewnie bym nie zmrużyła oka. Nathan zbity z tropu opuścił pokój nie kończąc nawet wypowiedzi, w której miałby się wytłumaczyć, że wcale takim balastem nie jestem. I dobrze, że nie skończył, bo wystarczająco mocno się pogrążył już wcześniej.
Swoją drogą, dopiero po przebudzeniu się zdałam sobie sprawę, że wzięłam od Krystiana tabletki nasenne, a przecież mogło to być zupełnie co innego. Mogli mnie otruć, obezwładnić, wyrzucić gdzieś w krzakach i mieć problem z głowy, a jednak nic się takiego nie stało. Na samą myśl o takim scenariuszu zrobiło mi się gorąco.

Nie zrobili mi chyba nic, kiedy spałam. Drzwi były zamknięte. Na krześle przy wejściu leżały złożone w kostkę czyste ubrania. Może oni faktycznie nie chcą mi nic zrobić? Może faktycznie siedzimy w tym łajnie po uszy, a te ich dziwne umiejętności to tylko przyprawa do dania pod nazwą "Ucieczka przed mafią". Cholera.
Miętoliłam tak rąbek kołdry, tłukąc się z myślami. Obstawiałam wszelkie pro i contra, na jakie pozwoliło mi moje Małe-co-nieco w głowie, ale wciąż brakowało mi istotnych szczegółów. Dlaczego zabrali mnie ze sobą. Dlaczego nie dali mi wcześniej czystego ubrania i nie wsadzili w pierwszy lepszy autobus do domu?
Och, no tak.
Bo ci co mnie naprawdę porwali, mogą być wszędzie!
- Ale ty jesteś durna, Aga.- mruknęłam sama do siebie.- W życiu już sama nigdzie nie pojadę.- wzdrygnęłam się gwałtownie, czując niepokój gdzieś z tyłu głowy.
To odczucie robiło się tym intensywniejsze im dłużej siedziałam bezczynnie, wpatrując się jedynie w okno. I mogłabym przysiąc, że w pewnym momencie poczułam iskrę na karku. Niekomfortowe, jak uczucie dotykania językiem styków na dużej baterii. Zeskoczyłam z łóżka, otrząsając się z tego nieprzyjemnego odczucia. Chwyciłam ubrania i postanowiłam poszukać łazienki.
Znalazłam i łazienkę. Nie było trudno. Uchylone drzwi obwieszone były ręcznikami. Uradowana, że za chwilę wezmę kąpiel, nie zwróciłam uwagi, że na korytarzu tuż przed wejściem do łazienki wyprzedził mnie Nathan.
-Trochę sobie poczekasz!- krzyknął, zatrzaskując za sobą drzwi.
-Nie gadaj, że ty się będziesz teraz kąpać.- zaklęłam pod nosem przy okazji.
-Tobie to dłużej zejdzie, siedź sobie i czekaj, mała.
-Pierwsza byłam. - fuknęłam, opierając się o ścianę tuż obok drzwi do łazienki.- Zresztą ja tylko na krótki prysznic.- dodałam. Drzwi uchyliły się, czerwonowłosy wystawił głowę i z nieskrywanym, złośliwym uśmieszkiem odparł.
- Bo ja też. To może weźmiemy ten krótki prysznic razem?- spojrzałam na niego jak na ostatniego idiotę. Śmiał się ze mnie.
Przegiąłeś pałę.
Cisnęłam tym co miałam w rękach prosto w jego twarz, odwróciłam się na pięcie, i ruszyłam z powrotem do pokoju. Zatrzymałam się jednak wpół kroku, a równie złośliwy uśmieszek zawitał na mojej twarzy. Zanim czerwonowłosy zdołał zgarnąć z głowy splątane ze sobą ubrania, ja już blokowałam ręką wejście do łazienki.
-Mówisz?- uniosłam brew obserwując jego wyraz twarzy. Mogłabym przez ułamek sekundy przysiąc, że za chwilę Nathan będzie toczył pianę z ust, ale tak się nie stało. Nie spodziewał się chyba, że wślizgnę się do łazienki, więc puścił klamkę.
Udało mi się go wypchnąć za drzwi i zatrzasnąć je za sobą. Domyślałam się jedynie jak musi w tym momencie wyglądać jego facjata. Przez jak wściekłe spazmy musi się właśnie przedzierać jego osobowość. Po dłuższej chwili napiętej ciszy usłyszałam ruch na zewnątrz.
- Zapomniałaś chyba, że mogę się... Teleportować.- zacmokał jadowicie, opierając się ramieniem o drzwi. Zaskrzypiały charakterystycznie, a mnie zmroziło przerażenie. Mój mały sukces dzisiejszego dnia został zgładzony pod ciężarem jego argumentu. Zaklęłam pod nosem i zamarłam w bezruchu. Usłyszałam tylko jego prychnięcie.- Nie przeszkadzaj sobie. Pójdę zrobić śniadanie.- sarknął, odpychając się od drzwi.
Odetchnęłam z ulgą, choć gdzieś głęboko w mojej głowie coś mówiło mi, że muszę być czujna.
W ten sposób ogarnęłam się w tempie ekspresowym. Prysznic był niesłychanie relaksujący. Rozluźniłam się, zapominając na moment o wszystkim.
Wycierając się ręcznikiem, spojrzałam badawczo na moje prawe udo. Siniak powinien być jeszcze dość mocno zarysowany, a zostało go już tyle, co nic. Zwłaszcza, że nie minęło wiele czasu od tego incydentu.
Fakt, dopiero po chwili zorientowałam się, że mogę jak zwykle stanąć na tej nodze i nic mnie już nie bolało. Przez moment, gdy przetarłam po skórze dłonią, zdawało mi się, że widzę jak blady okrąg odrysowuje się na tej sinej żółci. Zapiekło delikatnie. Machnęłam na to ręką, bo może to któraś ze sprężyn w materacu odbiła mi się, gdy spałam na prawym boku.
Wciągnęłam szybko dresowe spodnie i wydostałam się z łazienki, krocząc pospiesznie do przydzielonego mi pokoju.
-Dzień dobry.- Krystian wyłonił się z salonu, witając mnie w pełnej piżamie i potarganych włosach.- Dobrze spałaś?
-Ta, dzięki.- miałam ochotę szybko schować się do pokoju. Krystian spojrzał na mnie, po czym zdjął okulary, żeby je przetrzeć. Miał zmęczone oczy. Pominę już limo na jego twarzy, jakie zrobił mu chyba Nathan.- Ty się chyba nie wyspałeś, co?
- Niespecjalnie.- uśmiechnął się, wzdychając ciężko.- Mam tylko nadzieję, że Michał dalej pije kawę, bo marzy mi się duży kubek.- zaczął dreptać w kierunku kuchni, gdzie krzątał się już czerwonowłosy.
No to jesteśmy w domu Michała. Przez moment zaczęłam się zastanawiać jakim cudem stać go na taki dom, skoro wydaje się być niewiele starszy ode mnie. Ewakuowałam się do pokoju, choćby po to by pościelić po sobie łóżko.
Gdy rozkładałam koc na ułożonej pościeli, usłyszałam swoje imię za plecami. Podskoczyłam w miejscu, sztywniejąc ze strachu.
Nie spodziewałam się w tym momencie czarnookiego.
-Jesz tutaj, czy zejdziesz do jadalni?- zadał pytanie, obserwując moją twarz badawczo. Pobladłam odrobinę, bo nie wiedziałam jak odpowiedzieć. Wolałabym zostać sama, ale z drugiej strony lepiej się nie izolować. Ciągle czułam, że coś jest nie tak, więc bezpieczniej by było jednak trzymać się blisko Nathana, chociażby po to by poznać dokładnie ich intencje.
-Zejdę na dół.
-Spoko.- stwierdził po chwili, odwracając się i wychodząc. Westchnęłam głęboko, zbierając się na odwagę by wyjść z pokoju i skierować swoje kroki do jadalni.
Zaczęłam się jednocześnie zastanawiać, dlaczego Nathan ma tak na imię. Dość dziwne, zwłaszcza, że płynnie mówi po polsku. Może uda mi się wyciągnąć z niego jakieś informacje na ten temat, o ile będzie chciał mi powiedzieć.
Michała nie było, Krystian szybko się ewakuował i zostałam w jadalni sama z czerwonowłosym. Dopijał herbatę.
-Wcinaj, bo wyglądasz jak siedem nieszczęść.
-Dzięki za troskę.- spojrzałam zdawkowo na mały palec u jego lewej ręki, trzymającej kubek z herbatą. Wskazywał mi nim talerz z kanapkami.

niedziela, 26 czerwca 2016

49. Taca

Słyszałam tylko pogardliwe prychnięcie ze strony Nathana. Krystian wyszedł chyba z siebie w tym momencie, bo na niego naskoczył.
-Co ty sobie wyobrażasz, co? Debilu, kretynie, nie mam słów na Ciebie!
-Zamknij się, Zero, bo Ci tą mordę obiję tak, że jej nie zaleczysz.
-Stul pysk... Wyciągnęliśmy ją z tego, to teraz nie pogarszaj sprawy. Sam chciałbym wiedzieć, co się dzieje, gdyby ktoś mnie wpakował w takie gówno. I albo jej wyjaśnisz, co tak naprawdę jest na rzeczy, albo sam jej to pokażę.- groził. Nathan odciął się tylko krótkim "nie odważysz się", wycedzonym przez zęby.- Nie? Aga, lepiej zostań na tej podłodze, bo to co zaraz zobaczysz...- zdążyłam się obrócić, gdy Krystian wypowiedział moje imię, a zaraz potem delikwent zarobił mocnego prostego w przeponę od czerwonowłosego.
Faktycznie, wolałam się nie ruszać z podłogi, jeśli Nathan wpadł w szał. Michał stał pod drzwiami, zdawało się, gotowy do ewakuacji, ale gdy tylko Nathan odwrócił się w jego kierunku, mogłabym przysiąc, że zniknął. Wyparował. Tak po prostu rozpłynął się w powietrzu.
-Agnieszka.- usłyszałam za swoimi plecami. To był głos Michała. Bałam się obrócić, bo nie chciałam uwierzyć w to, czego jestem teraz świadkiem. To mi się tylko śni, wydaje. Mam halucynacje z przemęczenia, to wszystko. Na pewno jest na to jakieś wytłumaczenie.
-Zignoruj go.- warknął Nathan. Drgnęłam, wystraszona.
-Dajcie mi spokój. Ja chcę do domu.- jęknęłam tylko słabo.
-Michaś, wypierdalaj, zanim i tobie zrobię krzywdę. I zabierz stąd Kryśkę, bo jęczy jak baba.- widziałam, że w Nathanie aż się gotowało, ale próbował się opanować. Michał podniósł się, wyminął mnie i zabrał Krystiana z pokoju.
Nie odezwałam się, czekając w napięciu na rozwój sytuacji. Zostaliśmy w pokoju sami, we dwoje, a wciąż czułam, że on nie jest do końca spokojny. Spojrzał na swoje zaciśnięte w pięści dłonie, sapiąc jeszcze w złości, a po chwili rozluźnił palce, wzdychając ciężko. Zwrócił oczy ku niebu, kręcąc głową, jakby karcił się w myślach za to, co przed chwilą zrobił. Nie patrząc na mnie, przeszedł na stronę łóżka, na którą mnie przerzucił, usiadł na jego krawędzi i wsparł łokcie na kolanach, pochylając się w moim kierunku. Wycofałam się pod ścianę.
-Nie tak to miało wszystko wyglądać. Mieliśmy Cię odstawić w bezpieczne miejsce i zniknąć. Po czasie by się wszystko uspokoiło, ale tych dwóch idiotów usiłuje Ci pokazać, co potrafimy.
-A co takiego potraficie poza ciągnięciem mnie za sobą i obijaniem sobie mordy nawzajem?
-Mało miałaś dowodów przez tyle czasu?- parsknął, rozbawiony. Ściągnęłam brwi, zbita z tropu.
Nie wiedziałam, jakich argumentów się chwycić, by rozwinąć tę bądź co bądź, rozmowę.
-Jakich dowodów?
-Choćby tych kilku z ostatniej chwili, twoich opowieści z porwania, wydarzenie z samochodem, twoje potknięcie się na kocu, gdy hm, z trudem podniosłem szklany stół, żebyś się o niego nie zabiła, czy choćby fakt, że naprawdę miałem oparzoną rękę, ale to zasługa Kuca, że z tego wyszedłem tak szybko.- oznajmił. Miałam pustkę w głowie, patrząc jak z namaszczeniem Nathan odlicza te wszystkie zdarzenia na palcach rzekomo oparzonej ręki.
-Co ty chrzanisz? Przecież sami mówiliście, że...- no tak, mówili, że mi się przywidziało, że byłam w szoku i dlatego widziałam rzeczy, znacznie je wyolbrzymiając. A może faktycznie tak było?
-No...- Nathan uniósł brew.
-Zaraz... Mówisz mi teraz, że macie nadludzką siłę, bo co?
-Bo tak po prostu jest.
-Ty mnie wkręcasz, tak? -uśmiechnęłam się niepewnie.- Po co ta cała szopka, skoro i tak sobie ze mnie żartujecie.- ściągnęłam brwi za chwilę, podnosząc się z podłogi.
-Jak ci to udowodnić, hm?- odparł, rozkładając ręce w geście zapytania.
-Nic mi nie udowadniaj. Tak będzie lepiej dla mnie i dla was.- trzęsłam się z emocji ja i mój głos- Tak, tak będzie lepiej.- próbowałam sama siebie uspokoić.
-Jak sobie chcesz.-on również się podniósł z miejsca.
-Mogłeś nie bić Krystiana.- próbowałam zmienić temat, ale widocznie i tak wszystko się kręciło wokół jednego.
-Fakt, mogłem, ale podejrzewam, że zademonstrowałby ci za dużo.- ściągnął brwi, zamyślając się na dłuższą chwilę.
-Jak to... za dużo? To co on jeszcze potrafi?- ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem. Nie powinnam w to wszystko brnąć. Naprawdę, nie powinnam.
-Strasznie cię poturbowali w tym bunkrze. Nie miałabyś prawa chodzić, gdyby nie on.
-Dalej ledwo chodzę, więc co to ma do rzeczy? Jest medykiem, tak? Ma swoje sposoby, żeby postawić człowieka na nogi. To raczej norma w tym fachu, nie?- zwątpiłam w swoje teorie.
-Temperatury na mnie nie działają. Mój organizm nie odczuwa i nie reaguje na zimno, ani gorąco, kosztem moich umiejętności. Gdy opatrywał mi rękę, czułem piekący ból i nie mogłem drgnąć , bo promieniował wtedy po całym ciele. Coś ci to przypomina? Krystian wspominał, że próbował podleczyć cię, gdy tylko znalazł się razem z Tobą w bunkrze.
-Dotykiem potrafi leczyć? Śmieszne.- nie dowierzałam.
-Tracę do Ciebie cierpliwość.- złapał mnie mocno za ramię. Wstrzymałam oddech, by zaraz zaprotestować, ale mnie wypuścił. Do moich nozdrzy dotarł zapach kurzu i smaru. Rozejrzałam się po pokoju, ale jakimś cudem znajdowałam się w garażu.
-Co? Jak?! Jak ty to zrobiłeś?!- odskoczyłam od niego gwałtownie, wpadając na skrzynkę z narzędziami i zrzucając to, co na niej luzem leżało. Rozłożył ręce z zadowoleniem prezentując swoją osobę. Przestąpił z nogi na nogę, obserwując moją reakcję.
-Magia.- stwierdził.
-I co? Mam się tym teraz zachwycać, tak?- parsknęłam, szukając jakiegokolwiek przedmiotu na szafce, o którą się teraz opierałam. Gdyby Nathan próbował cokolwiek jeszcze zrobić, zdzielę go po głowie i ucieknę. No nie? To jest jakiś plan. Tak? Zwątpiłam szczerze w swój pomysł. Jeśli Nathana ciężko jest powalić, a o tym już się kiedyś przekonałam, gdy walczył z trzema dryblasami, którzy na mnie napadli, to sama nie dam rady go unieszkodliwić. Tym bardziej też nie dałabym rady uciec z tego domu, jeśli cała trójka może się przez mrugnięcie oka przenieść w inne miejsce. Zrobiło mi się słabo z wrażenia.
-Aga, co jest?
-Nie podchodź do mnie!- wyciągnęłam przed siebie przedmiot, jaki zdołałam chwycić. Klucz francuski drżał w mojej dłoni, która z wysiłkiem próbowała utrzymać ten ciężar przede mną.
-Nie wygłupiaj się, widzę, że źle się czujesz.
-Nie podchodź, słyszysz?- klucz wypadł mi z ręki, a ja próbowałam jeszcze ratować się przed upadkiem, chwytając za szafkę. Tylko tu nie mdlej, Aga. Ogarnij nerwy. Oddychaj. Próbowałam się uspokoić, odczekać chwilę, ale Nathan już klęczał obok.- Powietrza...- warsztatowe aromaty ciążyły mi w tej chwili niemiłosiernie. Czerwonowłosy, chwycił mnie pod ramię i przeprowadził w stronę bramy, rąbnął w przycisk na ścianie, przytrzymując go przez chwilę, by wrota podniosły się, wpuszczając do środka świeże powietrze. Usadził mnie na plastikowej skrzyni obok wyjścia. Chłodne, świeże powietrze łagodziło wszelkie skutki zasłabnięcia.-Idź sobie...- skuliłam się, odsuwając się od niego.
-Przyniosę Ci wodę.- Nathan podniósł się z klęczek i opuścił garaż. Sama nie wiem, jakim sposobem. Nie chciałam na to patrzeć. Jak? Jak to jest możliwe, że rzeczy, o których do tej pory czytałam tylko w książkach fantasy, dzieją się tu i teraz i są namacalne. Postanowiłam wydostać się na zewnątrz. Przemknęłam przez szczelinę pod wrotami. Spodziewałam się domu w odosobnionym miejscu, a tu było całkiem gwarno. Samochody jeździły w najlepsze, mimo że było dość późno. W sąsiednich domach paliły się światła. Wieczór, hm?
W spodenkach i luźnej koszulce wyglądałam normalnie. No, może poza tym, że nie miałam na sobie butów.
Gwieździste niebo było ledwo widoczne przez przyćmiewające je światło latarni. Tylko rogalik Księżyca odznaczał się wyraźnie na niebie.  Usłyszałam jak wrota do garażu podnoszą się. Nathan przyglądał mi się podejrzliwie, trzymając w dłoni szklankę wody, jaką miał mi zaraz podać.
Nie wiedziałam jak się zachować, jak to wszystko przyjąć. Z tego, co mówił i co zdążył mi zaprezentować, to była prawda.
Ogarnęła mnie obojętność, bo w pewnym momencie moja dziecięca euforia, bijąca się z przerażeniem, powodując osłabienie, sama zapadła się pod własnym ciężarem.
Prawda jest taka, że mu w tej chwili zazdrościłam. Zazdrościłam, jak to dziecko, dla którego nie starczyło cukierka, a rozdawali je wszystkim.
Sama chciałabym mieć takie zdolności.
-Tak w zasadzie to wam zazdroszczę.-stwierdziłam, nie zastanawiając się nad tym, co mówię.
-Co?- mężczyzna zaśmiał się nerwowo, zaskoczony zupełnie.- Żartujesz sobie ze mnie, nie?
-Nie. Mówię całkiem poważnie.- brnęłam dalej. On natomiast wcisnął mi w rękę naczynie i przyłożył dłoń do mojego czoła.
-Dobrze się czujesz?
-Skończ, co?- odciągnęłam jego rękę od swojej głowy.- Dopiero mówiłeś, że nie odczuwasz temperatury, więc nie zmierzysz mi tak, czy mam gorączkę, idioto.
-No, nie sprawdzę, ale może wycisnę Ci te głupoty ze łba w jakiś magiczny sposób.-obruszył się, krzyżując ręce na piersi.- Pakuj się do środka, zaraz będzie kolacja.- chwycił mnie pod rękę, ale wymknęłam się, wystraszona.
-Dam radę.- odparłam poddenerwowana. Byleby nie stosował znów tych sztuczek. Za dużo tego było.
Tylko jak ja spojrzę teraz reszcie w oczy. Muszę się ewakuować, uciec stąd.
Nie chodzi już o to, czy mam być bezpieczniejsza z nimi, czy im zazdroszczę tych mocy, bo w zasadzie miałam mieszane uczucia.
Na pewno dzisiaj nie zasnę. Nie, jeśli wiem, że otaczają mnie tacy, jak oni.
Usiadłam w kuchni na przygotowanym dla mnie miejscu. Chwyciłam za widelec, nie mogąc na niego nabić kawałka potrawki z kurczakiem. Trzęsły mi się ręce, bo nawet nie byłam w stanie się opanować.
-M-mogę to zjeść w pokoju?-spytałam. Nie mogłam się skupić, jeśli patrzyli mi na ręce. Żaden się nawet nie odezwał. Nathan zaraz poderwał się z miejsca, chwycił tacę i przełożył mój talerz, kubek z herbatą i kilka kanapek, by zanieść mi to do pokoju. Wyprostowałam się, zmieszana. Odchrząknęłam. Niezręczne to wszystko. Ja może i nie wiedziałam, jak mogę się wobec nich zachować, ale oni zdawali się czuć jeszcze gorzej ode mnie.
Westchnęłam ciężko, wciskając dłonie między uda, bo nie wiedziałam gdzie podziać ręce i tak siedziałam, wpatrując się w miejsce po talerzu.
W sumie, co w nich takiego strasznego? Czemu się boję? Do tej pory wszystko było normalne, oni zachowywali się normalnie, mimo że nie wiedziałam o ich zdolnościach. A teraz? Nie wiem, co to zmienia. Znam Nathana i Krystiana, więc chyba nie zrobią mi krzywdy.
Spojrzałam na Michała. Jadł spokojnie, nawet na mnie nie patrząc. Pytanie tylko, czy on byłby godny zaufania...
-No, już zaniosłem ci jedzenie.- Nathan stanął tuż za moim krzesłem. Podskoczyłam w miejscu.
Ciężko będzie mi wejść po schodach. Tym razem więc skorzystałam z jego pomocy.
-Dobra, dzięki.- odburknęłam już wciskając się do pokoju przez ledwo uchylone drzwi.
-Hej, Aga, czekaj.- wsadził rękę w futrynę, blokując drzwi.
-Co?!- sarknęłam w wyrzutem, zniecierpliwiona, że nie mogę już zostać sama.
- Jeśli żaden z nas do tej pory nic nie zrobił, to możesz być pewna, że nic Ci się nie stanie. Za Michała ręczę osobiście.
-Nie wyglądasz mi na osobę, która mogłaby ręczyć nawet za siebie, a bierzesz na głowę odpowiedzialność za innych?
-Jak nie ja, to Krystian.- wzruszył ramionami, chyba się nawet nie zastanawiając.
Po raz pierwszy od momentu, w którym przerzucił mnie przez łóżko, spojrzałam mu w oczy. Uniosłam brwi powoli, coraz bardziej się dziwiąc dlaczego takie duże dziecko stoi przede mną i zapewnia mnie, że wszystko będzie w porządku. Usiadłam na brzegu łóżka, krzywiąc się coraz bardziej.
-Jeśli zaraz stąd nie wyjdziesz, to ja nie ręczę za siebie.
-Powiedziałem coś nie tak?-czerwonowłosy stał uparcie w drzwiach. Załamałam ręce.
-Tu wszystko jest nie tak!- załkałam, rozdzierając na kawałeczki swój wewnętrzny spokój, jeśli można go tak w ogóle nazwać- Wymyśliłam sobie studenckie życie, imprezy, nowe znajomości, a nie to!- wyrzuciłam ręce w powietrze, zaraz potem kuląc się z płaczliwym grymasem na twarzy. Uwłaczające było dla mnie popłakać się przy kimś. Wstyd mi było za samą siebie, bo naprawdę myślałam, że wytrzymam chociaż do czasu, aż czarnooki sobie pójdzie.

48. Policzek

Znów byłam w jakimś pomieszczeniu. Zlana zimnym potem, zaczęłam panicznie rozglądać się, by znaleźć jakiekolwiek odpowiedzi.
Co to do cholery było?! Przetarłam oczy, rozglądając się dalej po pokoju. Płaszcz Nathana wisiał na krześle obok łóżka, a on sam drzemał na fotelu z otwarta książką na brzuchu.
W istocie to był koszmar.
Opadłam na poduszki z westchnieniem ulgi. Czułam się odświeżona, miałam jeszcze wilgotne włosy. Miękka pościel łagodziła wszelkie obolałe miejsca delikatnym dotykiem. Długo jeszcze nie mogłam uspokoić oddechu. Spojrzałam na Nathana. Włosy miał rozpuszczone, a ze zwieszoną głową zasłaniały mu pół twarzy. Oddychał spokojnie.
Nagle mój pęcherz dał o sobie znać, a ja nie chciałam budzić Nathana. Podniosłam się więc z łóżka, ostrożnie stawiając kroki w kierunku drzwi na korytarz. Coś strzyknęło mi w kolanie i chwilowo straciłam równowagę, przez co tupnęłam gwałtowniej zdrową nogą, by stanąć na niej stabilnie. Drewniana podłoga mimo iż wyciszona dywanem, wydała z siebie dość głośne huknięcie.
-Nosz, cicho. Ała...- jęknęłam sama do siebie, ale osobnik którego nie chciałam obudzić już się ocknął, w momencie w którym chwyciłam się za kolano.
-Beznadziejna książka.-mruknął, przecierając twarz, ale nie zwrócił na mnie jeszcze uwagi. Nie, dopóki nie zorientował się, że nie ma mnie w łóżku.- Gdzie łazisz?
-Muszę siku.- przyznałam się.
-Ale zaraz wracasz do łóżka, masz odpoczywać.- kiwnął na mnie palcem wskazującym, podnosząc się z fotela. Zaprowadził mnie do toalety na piętrze i czekał, aż skończę się ogarniać, żeby mnie z powrotem zaprowadzić do pokoju. Nie odstępował mi na krok. Trzymałam się ściany, kulejąc na tę stłuczoną nogę, a on zdawał się mnie asekurować.
-Spokojnie, dam radę.- odparłam z wyrzutem. Nie na rękę było mi, żeby ktoś skakał naokoło i chuchał na mnie, skoro mogę sobie poradzić samodzielnie. Ziewnęłam, gdy zjawiłam się znów w pokoju i usiadłam na chłodnej pościeli.- Jak długo spałam?
-Dwie trzecie trasy, kąpiel i pięć godzin w łóżku. Kładź się.- rozkazał mi po chwili znów się położyć. Wślizgnęłam się pod kołdrę i położyłam na poduszkach posłusznie. Wcale a wcale nie przeszkadzało mi, że mam leżeć. Gdyby nie potrzeba skorzystania z toalety, w ogóle bym się z łóżka nie ruszała.
-Co teraz zrobimy?- spytałam go, gdy tylko usiadł na brzegu materaca.
-Póki co, ukrywamy się.- westchnął.
-Mówisz, jakby to nie było dla ciebie nic nowego.- zauważyłam. Faktycznie tak wyglądał, jakby robił to już nie raz.
-Co tu kryć, to nie pierwszy raz jak nas szukają.
-Nas? Znaczy Ciebie i Krystiana? Mój Boże, w co ja się wpakowałam.- spojrzałam na swoje dłonie.- Jeśli jeszcze mi powiesz, że to ci sami ludzie, to oszaleję.- podniosłam się i usiadłam, podkulając nogi. Nathan skrzywił się, wciągając powietrze przez zaciśnięte zęby. Wyraźnie chciał zaprzeczyć, ale by skłamał.
-Słuchaj, Aga. Mogłem cię nie narażać na kontakt z nimi.
-Mogłeś, właśnie.
- Ale gdybym ci wtedy nie pomógł, kto wie gdzie i w jakim stanie byś wylądowała.
- O której sytuacji mówisz, bo kilka ich było.- odparłam oschle.
-O tej pierwszej, gdy znalazłem twoje rzeczy w krzakach tego samego wieczora. I gdy szedłem by ci je oddać, mimo że mogłem je po prostu wrzucić w zaadresowanej paczce do skrzynki pocztowej.
- Nie rozumiem zbieżności.
- Utrzymując z Tobą kontakt, naraziłem cię na takie zdarzenia. Mogłem się nie spoufalać. Krystian mnie ostrzegał. Tobie też pewnie mówił, żebyś na mnie uważała.
-Mówił tylko, żebym Cię nie słuchała.
-Teraz dobre, serio? I wykonywałaś jego polecenie, nawet jeśli kazałem ci nie wychodzić z domu, bo było niebezpiecznie?
-Nie. To nie jego wina. To z ciekawości.- przyznałam skruszona. Ręce mu opadły.
-Rozum cię opuścił?
-A był przy mnie kiedykolwiek?- odpyskowałam. Nathan prychnął tylko, zaskoczony moją odpowiedzią. Za chwilę uśmiechnął się pod nosem.
-Jaka ty jesteś głupia.
-To ty zachowujesz się jak ciota, wmawiając mi, że mogłeś się ze mną nie spoufalać. Jak mi wyskakujesz nagle z tekstem, że jest niebezpiecznie i znikasz bez śladu chwilę po opuszczeniu kamienicy, to chyba mam prawo się martwić, co?- ściągnął brwi, gdy wyrzucałam to z siebie. Teraz jego wyraz twarzy pozostał nieodgadniony przez dłuższy moment.
Mogłabym wrócić do domu. Przecież nie wiedzą, gdzie mieszkam. Ciężko będzie im mnie znaleźć, jeśli ucieknę. Musiałabym tylko wziąć się w garść, zacząć w końcu ignorować kulejącą nogę, albo usztywnić ją sobie jakoś, żeby się tak nie trzęsła, gdy stawiam kroki.
Szlag. Położyłam brodę na swoich kolanach i zaczęłam wpatrywać się w swoje dłonie. Swędziała mnie prawa dłoń.
Na jej wierzchu był spory plaster. Oderwałam go.  Zaczęłam zdzierać zaschnięte strupki i odkryłam, że to przynosiło mi ulgę. Niby to kilkumilimetrowa plamka, a bez niej, jakby więcej powietrza docierało do mojej skóry.
-Co ty znowu wyprawiasz, co?
-Odczep się! Nie zdrapywałeś nigdy strupków za dzieciaka?
-Nie jestem już dzieciakiem.
-Kim jest ten wasz kumpel?- zmieniłam temat.Widmo poprzednich wydarzeń zarysowało się gdzieś w mojej głowie- Żyje?
-A czemu miałby nie żyć?
-Damian nas zaatakował. I była strzelanina i wszystko nagle zamarzło i samochód się przewrócił, jakby ktoś go podniósł.- im bardziej próbowałam sobie przypomnieć szczegóły, tym bardziej serce chciało mi się wyrwać z piersi, ściskając płuca w panice, jakby chciało za wszelką cenę się schronić.
-Masz bujną wyobraźnię, nie ma co.- zbagatelizował Nathan. W tej samej chwili usłyszałam trzask, piekła mnie prawa ręka, a czerwonowłosy zdążył chwycić się za policzek.
-Jeszcze raz zasugerujesz, że cokolwiek wymyśliłam, albo mi się przywidziało...- zacisnęłam piekącą jeszcze, rozgrzaną od uderzenia dłoń w pięść. Nie wiedziałam nawet kiedy się podniosłam, żeby go spoliczkować. Mężczyzna masował twarz, wlepiając we mnie rozeźlone onyksowe oczy.- Wyjaśnicie mi w końcu kim jesteście i dlaczego nas ścigają?!- krzyknęłam. Usłyszałam szybkie kroki na korytarzu, a po chwili do pokoju wpakowali się Krystian z Michałem.
-Uspokój się, Agnieszka, to do niczego nie prowadzi.- zaczął okularnik.
-Michał, widziałeś wczoraj Damiana, nie? Walczyłeś z nim przecież!- czułam, że zaczynam histeryzować, ale na tabletki było już za późno. Zresztą, zmieszana mina Michała mówiła sama za siebie. Nie przytaknie mi, zaprzeczy. Jak wszyscy.
Ogarnij się, uspokój się - mówiłam sama do siebie bezgłośnie, wplatając palce w wilgotne jeszcze włosy.
Lekarz miał rację, tak? Bez leków nie będę mogła funkcjonować. Znów mam zbyt bujną wyobraźnię, znów wystarczyło zaledwie kilka bodźców, by się uruchomić.
-No, była strzelanina.- odezwał się nagle. Wszystko w mojej głowie ucichło nagle. Serce zamarło, wstrzymałam oddech.- Koleś dostał strzał w rękę i uciekł. Miałem dużo szczęścia.
-A szron na szybach i przewrócone auto?
-To dość stara pukawka, zostawia dużo dymu, a gdy wsiadłem z powrotem do auta, leżałaś nieprzytomna. Nieźle się przestraszyłem, szczerze mówiąc, bo szyby w aucie są  niby pancerne. Może ci się zdawało, że samochód się obraca. Bo ja wiem...- wyjaśnił szybko. Nathan ściągnął brwi, gdy Michał wspomniał o tym, że mogło mi się zdawać, ale gdy nie zareagowałam na tę uwagę, ściął go wzrokiem.
Krystian zauważył dłoń odbitą wyraźnie na policzku czerwonowłosego i tylko uniósł brew w zdumieniu.
-Sprzedałaś mu piękny policzkowy.- Krystian zmrużył oczy, rozbawiony tym, że Nathan siedział spokojnie po takiej zniewadze.
Prychnęłam tylko, chcąc wyjść z łóżka. Dobrze mu tak.
-Masz leżeć.- warknął czerwonowłosy.
-Nie.-zaprotestowałam.
- Do wyra, powiedziałem.- syczał dalej Nathan, a ja dalej go ignorowałam. Zakręciło mi się w głowie. Klapnęłam ciężko na krawędź łóżka.
-Nie chcę.- buntowałam się dalej. Wzięłam kilka głębszych oddechów, zanim podniosłam się znowu, tym razem powoli.
Czerwonowłosy warknął tylko coś o tym, że nie będzie wokół mnie skakał, skoro na siłę próbuję się podnieść z łóżka, by przekonać wszystkich, że dobrze się czuję.
Zabawne, bo i tak skakał wokół mnie, praktycznie nie odstępując ode mnie o krok. Obserwował teraz tylko, jak w wymiętych, luźnych ubraniach staję przed chłopakami i zakładam ręce na biodrach, oczekując odpowiedzi.
-No? Kim jesteście, że was ścigają?
-Jakby ci to...- zmieszał się Krystian.
-Zaciągnęliśmy kredyt u nie tej osoby co trzeba, a teraz zaczynają się upominać o swoje.- rzucił Michał.
-Czyli mafia...- nogi się pode mną ugięły. Z mafią nie ma żartów, jakkolwiek by to nie wyglądało.
-Nie ma żadnej mafii! Tym chłystkom udał się skok tylko dlatego, że zwietrzyli łatwy łup!- parsknął Nathan. Tym łatwym łupem miałam być ja. Zacisnęłam palce na biodrach, powstrzymując się tym razem od kolejnego płaskiego wymierzonego w twarz czerwonowłosego.
-Grabisz sobie, Nathan.- przymknęłam oczy z narastającą irytacją w głosie.
-Ty sobie grabisz. Mam cię spacyfikować, jak tych z bunkra? Zaczynasz mi działać na nerwy, Aga.
-Grozisz mi?! Ty mi grozisz? Co mi możesz niby zrobić? Nie boję się Ciebie! Jak chcesz się tłuc to proszę bardzo! Przynajmniej sprawdzę na kimś jaką mam ciężką rękę!- obróciłam się w stronę spoliczkowanego. Odbicie mojej dłoni na jego twarzy obrysowało się teraz wyraźną opuchlizną.
-Powaliłbym cię kiwnięciem palca.- warknął, podnosząc się z miejsca. Był wściekły, a ja nie chciałam ustąpić. Ręka świerzbiła mnie nieziemsko, żeby sprzedać mu cios w drugi policzek. Zamachnęłam się, a Nathan jakby nigdy nic się nie stało, bez mrugnięcia okiem, zatrzymał moją rękę.-Taka jesteś mocna, hm? Nie wiesz, z kim masz do czynienia.
-Nathan, uspokój się.- Krystian brzmiał dość nerwowo, a ja dopiero po chwili poczułam, że wiszę w powietrzu. Wściekły czarnooki nawet nie drgnął z wysiłku, trzymając mnie za rękę trochę ponad sobą. Mogłam spojrzeć na czubek jego głowy, a przecież był wyższy ode mnie.
-Puszczaj.- głos mi zadrżał. Co tu się dzieje, do cholery?  Zwątpiłam w swoje poczynania, widząc, z jaką lekkością Nathan trzyma mnie dobre pół metra nad ziemią.- Puszczaj, słyszałeś?- już nie byłam taka pewna siebie, jak przed chwilą.
-To wracaj do wyra.- lustrował mnie wzrokiem. Poczułam nagle zderzenie z miękkim materacem, odbijając się od niego i spadając na nogi po drugiej stronie łóżka.
-Nathan! Co ty wyprawiasz, do jasnej cholery?!- Krystian naskoczył na swojego kumpla. Ręce mi się trzęsły.
-Kim wy jesteście? Damian też mną tak rzucił. Nie zdawało mi się.- zaczęłam pociągać nosem.- I to on wywrócił auto, jestem tego pewna.- nie wiedziałam, czy to moja wyobraźnia, czy faktyczne przebłyski wspomnień zarejestrowane przez podświadomość, ale rękę dałabym sobie uciąć, że widziałam w oszronionej szybie srebrzyste oczy Damiana, a dopiero potem samochód zaczął się wywracać.
To jacyś wariaci.
Muszę stąd uciekać.
I powinnam czuć panikę, strach. Powinnam, ale zamiast tego wypełniała mnie dziwna pustka. Usiadłam na podłodze, nie czując nic. Może jestem w szoku, może nie chcę dopuścić do siebie myśli, że oni mogą mi zrobić krzywdę tak jak próbował tego Damian.
Moja głowa ustawiła się tylko na jedno możliwe wyjście z sytuacji - ucieczka.

czwartek, 26 maja 2016

47. Buty

Otuliłam się płaszczem, zanim wyszliśmy z budynku. Tuż przy wejściu stał samochód Krystiana. Nathan trzymał się blisko mnie, czujnie rozglądając się naokoło. Światła samochodu oślepiły mnie chwilowo, zadrżałam z zimna, a potem wsiadłam do tyłu. Czerwonowłosy usiadł obok.
-Jedź, byle nie do nas.-oznajmił nagle, gdy tylko zatrzasnęły się za nim drzwi. Zamek centralny stuknął, a ja podskoczyłam w miejscu.- Spokojnie.- chwycił mnie mocno za rękę. Jego rozgrzane dłonie aż mnie parzyły, ale nic nie powiedziałam. Poczułam się lżej, choć wciąż czułam, że nie wszystko jest w porządku, że to jeszcze nie koniec.
Krystian ruszył w ciszy, skupiony na opuszczeniu tego przeklętego miejsca.
-Nie jedziemy do domu?- wydukałam, widząc, że jedziemy w przeciwną stronę. Minęliśmy znak żegnającego nas miasta i jechaliśmy dalej autostradą. Znowu jest wszystko nie tak. Znowu mam napady lęków. Muszę wziąć tabletki, cokolwiek. Odciąć się i odpocząć.
Cholera jasna! Porwali mnie! Co teraz?! Kim jest Nathan, że chcieli go dorwać? Czemu posłużyli się mną jako przynętą?!
Nawet nie zauważyłam, że zaczęłam drapać swoje udo, by powstrzymać się od łez. Przeszło mi dopiero, gdy poczułam naskórek pod swoimi paznokciami a rany zaczęły delikatnie krwawić.
Nathan z narastającym gniewem obserwował co robię. Chyba coś do mnie powiedział, ale nie zdążyłam tego nawet zarejestrować. Ze swego rodzaju ulgą spojrzałam na krwawiące nierówne zadrapania i dopiero wtedy Nathan zareagował gwałtowniej.
-Co ty wyprawiasz, co?!- szarpnął mnie za rękę. Spojrzałam na niego tępo. Nie wiedziałam co powiedzieć.- Przestań to robić.-warknął, odciągając moją drugą dłoń. Złożył moje ręce razem. Przygniótł je do kanapy i zaczął wolną dłonią poprawiać na mnie płaszcz tak, bym nie miała dostępu do swojej skóry.
Zaczęłam się zanosić z płaczu. Tego było dla mnie za dużo.
Nathan pozwolił mi się skulić i wypłakać.
-Co zrobiła?- Krystian skręcił gdzieś właśnie, ale jechał dalej w nieznanym mi kierunku.
-Zaczęła się drapać do krwi, żeby się nie poryczeć. Rozumiesz to?- oznajmił z wyrzutem.
-Już ostatnio miała dłoń całą w strupach, tą za którą ją trzymałeś.- odparł Krystian spokojnie. Czułam na sobie wściekłe spojrzenie Nathana. Wiedziałam, że będzie miał mi za złe okaleczanie się w ten sposób i z pewnością mi to będzie wypominał.
Zamknęłam opuchnięte od płaczu oczy. W samochodzie zrobiło się ciepło. Otuliłam się bardziej płaszczem, czując perfumy Nathana.
Ocknęłam się leżąc na boku, z głową na udzie czerwonowłosego. Sam chyba drzemał z odrzuconą na oparcie ręką i głową wspartą na niej. Krystiana nie było w aucie. Widziałam światła. Chyba byliśmy na stacji benzynowej. Gdy tylko się poruszyłam, wolna dłoń Nathana powędrowała w kierunku moich włosów. Drzemał, albo tylko czuwał, bo zaczął mnie głaskać, gdy tylko drgnęłam. Zamknęłam z powrotem oczy i odpłynęłam znowu zanim Krystian wrócił do samochodu.
Jednak zapach świeżo parzonej kawy kazał mi się podnieść. Głód dał o sobie znać dopiero teraz.
-Weź sobie coś jak chcesz.- Krystian obrócił się w siedzeniu, by na mnie spojrzeć. Nathan poruszył się tylko, podrapał po miejscu, w którym była przed chwilą moja głowa i złożył ręce rozkładając się wygodniej. Faktycznie drzemał.
-Masz jeszcze kawę?- spytałam, przecierając twarz dłonią.
-A pewnie, trzymaj. Tylko ostrożnie, bo gorąca.- podał mi papierowy kubek z kawą.
-Gdzie jesteśmy?- chrząknęłam tylko, nie mogąc czegokolwiek powiedzieć, bo miałam tak bardzo zachrypnięty głos.
- Dojeżdżamy do granic województwa. Jedziemy do mojego znajomego, wszystko załatwiłem.
-Dlaczego tak daleko?!- skrzywiłam się.
-Bo jeśli Nathan musiał zniknąć,a mnie zgarnęli spod domu... Zapewne jak i ciebie spod kamienicy, to nie mamy się gdzie schować. Na pewno nie w tamtym mieście. Możemy tylko liczyć na to, że tamci razem z Damianem, nie zawiadomili pozostałych. Obstawiam, że mamy teraz kilka godzin przewagi i czas, żeby się gdzieś zaszyć.
-Nikt nas nie śledził?- spytałam. Za dużo filmów się naoglądałam, żeby nie zadać takiego pytania.
-Nie. Mało prawdopodobne też, żeby podłożyli jakiś nadajnik. Nawet jeśli, to im się nie przysłuży.- spojrzał na swoje dłonie, przymrużając lekko oczy z nieokreślonym wyrazem twarzy. Nathan chrząknął znacząco.
-Żadnej pluskwy nie ma. Jeśli nie liczyć tej, do której teraz jedziemy.- skwitował, wyciągając się po papierowy woreczek pełen hot-dogów. Wyjął jedną zapiekankę z torebki i wcisnął mi ją w rękę, po czym bez pardonu zaczął pałaszować resztę.
-A-ale to mafia. Przecież oni i tak nas znajdą.
-Za dużo filmów się naoglądałaś.- odburknął z pełną gębą żarcia.- Nie było jakichś normalnych kanapek?!- czerwonowłosy wyglądał jakby miał zwrócić to, co przed chwilą przełknął.- Jeśli sraczki przez to dostanę, przyjadę tu, kupię ci całe kilo tego badziewia i wepchnę do gardła osobiście, kudłaty.- syknął, gdy tylko odbiło mu się jedzeniem. Zdążyłam powoli przemielić kęs parówki.
-Przestań. Nie są takie złe.-uśmiechnęłam się, rozbawiona i ugryzłam kolejny kawałek tym razem z bułką i sosem musztardowym. W jednej chwili skrzywiłam się, czując sam kwas w ustach i wyplułam to co zdążyłam przemielić. Nathan parsknął śmiechem. Krystian zachichotał tylko.
-Wrzuć to tutaj. Zrobię żarcie jak dojedziemy na miejsce.- czarnooki otworzył torebkę przed moim nosem. Wrzuciłam hot-doga do środka razem z tym, co wyplułam, a Nathan wyskoczył z auta by wyrzucić zepsute jedzenie.-Śmigaj, Kryśka.

Kawę piłam powoli, mając nadzieję, że starczy mi jej do samego końca trasy, by zatuszować echo głodu choć na trochę. Im bliżej byliśmy, tym bardziej Nathan się wiercił, co tylko wzmagało i moje zniecierpliwienie. Chciałam się wykąpać, najeść i położyć do ciepłego łóżka, zasnąć przy spokojnej muzyce, odstresować.
Zatrzymaliśmy się jakieś pół godziny drogi od stacji, zajechaliśmy na postój dla tirów.
-Kiedy przyjedzie?
- Musimy przejść na drugą stronę autostrady. Powinien czekać w tamtej uliczce.
- Idziemy na pieszo?- przełknęłam ślinę. Raz, nie miałam na sobie butów, a różne rzeczy można znaleźć pod piaskiem w lesie, a dwa, że ledwo chodziłam. No i trzecia sprawa. Nie wpakuję się do obcego lasu po raz drugi. a już na pewno nie z własnej woli.-Nie, nie. Zostaję tutaj.- zatrzęsłam się w przestrachu.- Nie pójdę do lasu w środku nocy.- zatrzęsłam głową na znak sprzeciwu.
-Nie masz się czego bać. Przejdziemy dosłownie sto metrów wgłąb tamtej uliczki. Michał będzie czekał w swoim aucie.
-Wezmę cię na barana, jeśli nie możesz jeszcze chodzić.- Nathan wzruszył ramionami.
-Nie mam butów.-odwarknęłam, coraz mniej kontrolując emocje. Mogłabym się obrażać, ale jakie miałam inne wyjście z sytuacji? Powinnam się cieszyć, że w ogóle udało mi się uciec i dostosować do planu chłopaków, bo jeśli zostanę w tym aucie, to mnie znów znajdą ci ludzie. Damian przecież rzucił mną w kąt jak szmacianą lalką, to kto wie, co mógłby zrobić teraz jeśli wyszedł cało z potyczki z Nathanem i rzucił się za nami w pościg?
Nie chciałam tego sprawdzać.
-Nie ma na co czekać. Chodźmy już lepiej.- Krystian wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi.- Ostrożnie, sporo tu szyszek.
- Tym bardziej nie dam rady.- odparłam z wyrzutem.
-Znowu mam pod ciebie wleźć, żebyś się pozwoliła nieść? Co ja gadam, przecież nie masz wyboru.- czerwonowłosy znów zrobił to samo, co w szpitalu, żeby wziąć mnie na plecy.
- Opanuj się!- pisnęłam, gdy podrzucił mnie sobie, żebym się lepiej usadziła.
-Ty się ogarnij, a nie marudzisz. Człowiek się naraża i zero wdzięczności potem. Nie ma sprawy, Aga, rachunek ci przyślę po całej akcji, co?- odpowiedział na mój pisk. Krystian trzymał się z przodu. Przeszedł spokojnie przez pustą autostradę. Samochód przejechał tam dopiero, gdy nas już nie było widać w tych czeluściach.
-A jak tu są dziki? Tu na pewno są dziki.- usłyszałam trzask w oddali.
-Nie panikuj.- Nathan z pewnością był już poirytowany moim wsłuchiwaniem się w każdy szmer, każde pęknięcie suchej gałązki, które echem roznosiło się po leśnej głuszy.- Jakby to były dziki, zrzuciłbym cię z siebie, żeby móc uciec, więc mamy przewagę.- zerknął na mnie ze złośliwym uśmieszkiem.
-Bardzo śmieszne, serio.- fuknęłam.
-Głupie pytania zadajesz to masz głupie odpowiedzi.- rzucił. Chyba miał ochotę mnie z siebie zrzucić, bo w pewnym momencie sprawdził jak zareaguję na luźny ucisk na udach. Spięłam się, podduszając go z lekka, aż się wygiął.- Dobra, już dobra. To było głupie! Wyluzuj, co? Cały czas cię trzymam.
-Nie boję się.- ściągnęłam brwi dość mocno.
-To za czym panikujesz, że cię zrzucę?
-Odruchowo!- szłam w zaparte. Chciał się kłócić o takie coś, proszę bardzo.
-To nie mów, że się nie boisz, bo się boisz.
-Nie będę się bała dopóki ktoś nie ciśnie mną o drzewo jak maskotką. Wyobrażasz sobie, że ten Damian potrafi takie rzeczy?- zaczęłam. Nathan prychnął tylko.
-Przywidziało ci się.
-Przyznałabym ci rację, gdyby nie to, że to mnie Damian podniósł za koszulkę jedną ręką i przerzucił przez pokój jak poduszkę. Nie żartuję.- opowiedziałam chłopakom, co jeszcze się wydarzyło. Lepiej mi się było wyżalić i podzielić informacjami niż wszystko dusić w sobie. Nathan tylko coraz bardziej przyciskał mnie do siebie. Krystian zatrzymał się na chwilę i spojrzał na nas, gdy wspomniałam o tym rzucie. Chwilę potem usłyszałam odgłos silnika i przygłuszone szczeknięcie. Krystian za chwilę złożył ręce, przycisnął je do ust i gwizdnął. Z oddali wydobyły się dwa uderzenia suchym badylem o pień drzewa.
-W tę stronę.- oznajmił Krystian.
-Ten wasz szyfr to jak z podstawówki.- sarknął Nathan.- Chyba zupełnie jak mentalność jego twórcy.- dodał, gdy naszym oczom zza gęstych krzaków wyłonił się człowiek, do którego chyba czerwonowłosy kierował te słowa wcale się nie kryjąc.
-Cześć, Nathan.- mężczyzna tylko machnął na niego ręką, podchodząc do Krystiana. Zaczęli wymieniać się informacjami. Próbowałam podsłuchać cokolwiek, ale mówili zbyt cicho albo nawet nie po naszemu.
-Chodź, nie będziemy słuchać idiotów.- Nathan skierował się bezpośrednio do auta. Nie miałam w zasadzie wyboru, bo przecież to on niósł mnie na plecach. Jednak kiedy odchodziliśmy od chłopaków, poczułam jakieś dziwne swędzenie na karku. Zupełnie jakby mi się przyglądali.
Obróciłam jeszcze głowę, by na nich spojrzeć. Nieznajomy przyglądał mi się z pewną dozą konsternacji. W pewnym momencie ten swędzący balonik niepokoju na moim karku pękł, a jego zawartość rozlała się chłodnymi dreszczami po plecach.
Gdy Nathan wpakował mnie do samochodu, powiedział coś, że mam tu zaczekać i cofnął się do rozmawiających.
Zaczęli o czymś dyskutować we trójkę i to jeszcze żywiej niż do tej pory. Nie chciałam tego słuchać, zamknęłam okno, oparłam się na siedzeniu i przymknęłam oczy. Nie mogłam jednak zasnąć. Powieki same mi opadały, ale ja nie mogłam wciąż zmrużyć oka, zupełnie jakby coś za chwilę miało mnie zaatakować, jakby w tym lesie coś się już na mnie czaiło, a mnie w tej chwili nie chronił nawet samochód, w którym siedziałam. Czułam już, że moje zmysły zaczęły wytężać się do tego stopnia, że rozbolała mnie głowa. W aucie było tak cicho, że dudnienie w uszach stawało się katorgą samą w sobie.
Coraz intensywniejsze łomotanie gdzieś z tyłu głowy, sprawiło, że się skuliłam, zatykając uszy i zaciskając powieki. I siedziałabym tak bijąc się z pustką w głowie, dopóki powietrze w aucie nie ruszyło się przez trzaśnięcie drzwiami. Podniosłam głowę, zaskoczona. Wszystko ucichło, to dudnienie, ta boląca głowa, to znużenie. Niestety tylko na chwilę, bo moje zmysły skupiły się na trzaśnięciu drzwiami i tym co je spowodowało. Za kierownicą siedział już ten znajomy Krystiana. Obejrzałam się naokoło, ale chłopaków nigdzie nie było.
-Gdzie Nathan?- spytałam oniemiała.
-Nie jadą z nami, ale spotkamy się na miejscu.- oznajmił mężczyzna.
-Jak to?!- skrzywiłam się.- Wysiadam stąd! Może ich dogonię.- dopadłam klamki, ale zamek centralny był zatrzaśnięty.- Wypuść mnie stąd. Nigdzie z tobą nie jadę!- szarpałam się z drzwiami bez efektów.
-Ja wiem, że nie chcesz ze mną jechać i jeśli to ma ci pomóc, możemy zaczekać tutaj, ale podejrzewam, że jeśli faktycznie podsadzili wam nadajnik do auta zaczną szukać na większym terenie niż tylko parking, na którym się zatrzymaliście.
-To dlaczego oni zostali w lesie?!
-Opowiem ci wszystko, kiedy dotrzemy na miejsce, dobra? Tylko zgódź się, żeby ze mną jechać, bo sam się będę czuł jak porywacz.- westchnął ciężko, obracając się. Konsternacja w jego spojrzeniu mieszała się, przynajmniej tak mi się zdawało, z poczuciem winy. Zmiękłam. Kiwnęłam tylko głową.- No to jedziemy.- usłyszałam rozruch silnika, zapaliły się przednie reflektory i zauważyłam coś, co wywołało mój wrzask.
Damian stał przed samym autem mierząc do Michała z pistoletu. Pocisk zatrzymał się na szybie. Mężczyzna, wycofał auto gwałtownie, zamykając wszystkie okna.
-Uciekajmy stąd, szybko!- załkałam, ponaglając go. Jak to się mogło stać, że Damian tak szybko nas znalazł?! Jeśli wcale nie było go w bunkrze, gdy Nathan się tam zjawił?
-Komputer pokładowy wysiadł.-Michał wściekły, uderzył pięściami w kierownicę.- Zajmę się nim. Nie ruszaj się z samochodu.
-Gdzie idziesz? On ma pistolet!
-Ja też.- sięgnął pod siedzenie kierowcy, wyciągając pistolet z tłumikiem. Zrobiło mi się słabo. Wycofałam się. Nie wiedziałam, kogo bać się bardziej. Damiana, czy tego kolesia, który trzyma broń pod siedzeniem. Co, gdyby był z nim w zmowie i zwiódł chłopaków, żeby mnie zabrać? Może sam ich zlikwidował i wykrwawiają się teraz w krzakach?! Bo niby jaki normalny człowiek ma szyby pancerne w samochodzie?!
Co zrobić, co zrobić?!
Nawet nie chciałam się przyglądać temu zdarzeniu, ale słyszałam wszystko co się działo. Skryłam się tylko za siedzeniem, w razie gdyby szyba jednak nie wytrzymała zderzenia z kolejnym pociskiem.
W tym samym momencie cały widok przesłoniła mi mgła, a raczej szron, który pokrył całe szyby od zewnątrz. Cisza, jaka zapanowała na zewnątrz wzmogła me zmysły, choć znów nie mogłam skupić się na pojedynczych szmerach, bo dudnienie w mojej głowie atakowało mój słuch bezczelnie.
Nagle samochód zaczął się podnosić od strony kierowcy. Wszystko zaczęło przewalać się na prawą stronę auta, a ja razem z tym, dopóki nie uderzyłam w sufit auta.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

46. Stary materac

Obudził mnie odór moczu. Wciągnęłam powietrze gwałtownie i zaraz pożałowałam, bo zebrało mi się na wymioty. Siedziałam na starym materacu. Moje ręce związane za plecami bolały niemiłosiernie. Dopiero po chwili dotarło do mnie co się w ogóle wydarzyło. Zwiesiłam jeszcze ciężką głowę, zauważając, że jestem w samej koszulce i majtkach. Zatrzęsłam się z zimna. Dopiero potem miałam odwagę rozejrzeć się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Uch... Gdzieś pod kartonem zniknął niezidentyfikowany dla mnie robal. Miałam ochotę krzyknąć. Wiedziałam jednak, że nic mi to nie da. Szarpnęłam się gwałtowniej. Powrozy otarły się boleśnie o moje nadgarstki. Przeciągałam się jednak dalej. Próbowałam wykręcić ręce w taki sposób, by poczuć trochę luzu. Musiałam je mocno skrzyżować. Okazało się całkiem szybko, że na moje szczęście jakiś idiota, owinął je niestarannie kilka razy, nie myśląc nawet, że będę potrafiła coś takiego rozwiązać.
I miałam chyba pecha tym razem, bo ktoś wszedł do pokoju, akurat kiedy się odwinęłam.
-Wypuśćcie mnie!- ledwo wypowiedziałam te słowa. Miałam tak zachrypnięty głos, że sama siebie ledwo zrozumiałam. Chciało mi się pić.
-Tak szybko stąd nie wyjdziesz.-odparł porywacz.
-Koleś, macie nie tą osobę co trzeba. Nie mam pieniędzy, ani niczego. Wracałam sobie normalnie do domu z zakupami za resztę kasy ...- załkałam. Nerwy mi puściły.
-Dokładnie wiem, kogo kazałem zgarnąć z ulicy, mała. I doskonale wiem, że znajdą się osoby, które po Ciebie przyjdą.
-Od rodziny się odczepcie!- warknęłam, bo było to jedyne, co przyszło mi do głowy. Porywacz zacmokał zażenowany.
-Chrzanić ciebie i twoją rodzinę, szmato.
-To czemu mnie tu trzymacie?!
-Bo zadarliście nie z tym człowiekiem, co trzeba. Szef nie jest zadowolony z twojego zachowania.- człowiek nie wychylał się z cienia, a ja nie mogłam go zobaczyć. Zakręciły mi się łzy w oczach. Czego oni ode mnie chcą?! Nic nikomu nie zrobiłam, niczego nie ukradłam, nikogo wpływowego nie znam!
Nie znam?
-Naprawdę nie wiem, o czym mówisz.-poruszyłam się niespokojnie. Wtedy też mężczyzna klęknął, pozwalając by światło latarni rozjaśniło jego facjatę. Zamarłam, wstrzymałam oddech.-D-d-Da...
-No, wyduś to z siebie, maleńka.- jego srebrne, lodowate spojrzenie ogarnęło najpierw reakcję mojego ciała, a potem dopiero zawisło prosto na moich oczach.
-Damian... Co ty... Przecież ja nic nie zrobiłam...- syknęłam, pochylając się w jego kierunku błagająco.
-Ty nie, ale twój kolega owszem.
-Jeśli chodzi o to, że cię uderzył, to przepraszam za niego. Jest impulsywny, to tyle. Zresztą ledwo go znam. Kilka razy mi pomógł tylko.- zaczęłam za niego przepraszać. Co ty robisz?! To ci w niczym, Aga, nie pomoże! Damian uśmiechnął się z przekąsem.
-Brawo! Te kilka razy twój obrońca zadarł z niewłaściwymi ludźmi. I zadbam o to, żeby znalazł się w takim samym położeniu, co ty.- Damian podniósł się z klęczek i cofnął do korytarza. Przyniósł manierkę z zupą i łyżkę. Postawił ją przy moich nogach.- Jedz, póki masz co.
-Mam związane ręce. Jak miałabym chwycić za łyżkę?- odparłam nieśmiało. Skłamałam, mając nadzieję, że Damian się zreflektuje i chociaż zacznie mnie karmić. Tak jak myślałam, klęknął przede mną i nabrał łyżkę zupy, żeby podsunąć mi ją do ust. Przełknęłam tak kilka kropli, nie poruszając się za wiele, by po chwili chwycić za manierkę i chlapnąć nią w twarz Damiana. Nogi miałam wolne od sznurów. Podniosłam się i chciałam pobiec w stronę drzwi, ale noga odmówiła mi posłuszeństwa. Upadłam na brudną posadzkę, żałując swojej decyzji.
-Dość żarcia na dzisiaj.- rozeźlony Damian podźwignął mnie z łatwością za koszulkę i cisnął z powrotem w kąt jak szmacianą lalką. Nathan mnie przecież ostrzegał. Ostrzegał i to wiele razy, żeby się nie wychylać, żeby nie wyłazić samemu po ciemku, żeby uważać na tego całego Damiana.
A teraz chcą dorwać i Nathana, bo się dla mnie narażał.
Drzwi za Damianem zamknęły się z trzaskiem. Nie związał mnie z powrotem, więc był raczej pewny, że się stąd nie wydostanę. Na pewno nie wyjdę stąd o własnych siłach. Nie z nogą w takim stanie. Zaczęłam się zastanawiać ile czasu już się tu znajduję. Była noc. Wychodzi więc na to, że przetrzymują mnie tu już dobry jeden dzień, albo dwa.
Zaklęłam pod nosem. Przecież mnie nie znajdą. Musiałabym tylko liczyć na to, że porywacz wyjdzie z inicjatywą okupu za moją osobę.
O czym ja w ogóle myślę? Muszę znaleźć sposób, żeby się stąd wydostać.
Podniosłam się obolała. Moja prawa noga zadrżała pod ciężarem ciała, ale im ostrożniej stawiałam kroki tym mniej się cała trzęsłam.
Leki przeciwbólowe przestały działać już dawno. Na pewno byłam tu już parę dni i zdaje mi się, że mnie jeszcze specjalnie poturbowali gdy byłam nieprzytomna, żebym nie myślała o ucieczce.
Wyjrzałam przez okienko. Wszędzie drzewa. O nie... Tym bardziej zaczęłam panikować, bo w środku lasu nikt mnie raczej nie znajdzie.
Cholera, cholera, cholera! Złapałam się za głowę, próbując wykombinować coś, co pozwoli mi się stąd wydostać.
Długo tak kręciłam się po pomieszczeniu, siedziałam na materacu, przekładałam stare pudła, albo wpatrywałam się w widok za oknem. Nad ranem padłam już w zasadzie ze zmęczenia. Było mi strasznie zimno, każdy szmer drażnił zmysły, dopóki po południu nie wpakowali do celi kogoś jeszcze. Tym razem zamykając pomieszczenie już na cztery spusty. Poderwałam się z miejsca.
Ktoś zaklął pod nosem. Nie rozpoznałam głosu. Zaraz jednak z cienia wychylił się...
-Krystian...- doszczętnie puściły mi nerwy, opadłam na podłogę. Płakałam tak dopóki nie podszedł na kolanach i nie chwycił mojej twarzy oburącz.
-Aga, jesteś cała? Cholera jasna. Zrobili ci coś?
-Ledwo chodzę. Doprawili mi chyba nogę. Nie mogę na niej stanąć. Gdzie jest Nathan?
- Mam nadzieję, że miał dobry powód do tego by się ewakuować.
-Chcą go dopaść. Damian mówił, że zadarliśmy z niewłaściwym człowiekiem... Ja już nie wiem, co się takiego mogło stać, że to ja tu wylądowałam.- wydusiłam z siebie przez łzy. Krystian westchnął ciężko.
-Wyjdziemy z tego. Obiecuję Ci.- ledwo widziałam jego twarz. Szczyt nosa miał rozcięty, więc pewnie dostał prosto w okulary. Też dlatego nie miał ich na sobie. Usiadł obok, wzdychając ciężko i boleśnie po raz kolejny.
-Niech Nathan tu nie przychodzi.- wzdrygnęłam się. Dlaczego przyszło mi do głowy, że miałby wiedzieć jak tutaj dotrzeć?
A pewnie dlatego, że jakby nie spojrzeć, znajdował się w pobliżu, gdy miałam problemy. Dlatego podświadomość wykrzykiwała mi ostrzeżenie w jego kierunku. Teraz to nie przelewki. Ci ludzie zdawali się nie żartować.
Szlag... Wytarłam łzy brudnymi od kurzawy rękoma.
-Zaraz zobaczę, co z twoją nogą. Może znajdę coś, żeby ją z powrotem zabandażować, żeby ci się lepiej chodziło...- chwycił się za koszulkę w pierwszym odruchu, a potem zaczął rozglądać po tej zaplutej rupieciarni.
-Cholera, Krystian. Nie mamy szansy na ucieczkę. Jesteśmy w środku lasu, spójrz przez okno.
-Bez okularów nie widzę więcej niż dwa metry od siebie, więc niewiele mi to da.- uśmiechnął się z przekąsem.
-Ja też, ale potrafię odróżnić gdzie las, a gdzie go nie ma, serio.- odburknęłam.
-Uspokój się chociaż na chwilę, dobra? Nerwówka nam nie pomoże.- odparł na to miękkim głosem. Przerzucał kartony w poszukiwaniu jakiegoś czystszego materiału, ale niczego nie znalazł. Wsparłam brodę na kolanach, podkulając ostrożnie nogi.
-A nie znasz jakiegoś magicznego sposobu, żeby się stąd wyrwać?- obserwowałam tylko jego poszukiwania, gdy nagle się zatrzymał. Machnął ręką, ale już nie tak spokojnie, zaprzeczył.
-Nie ma takiego sposobu.
-Szkoda.- westchnęłam. Wrócił na materac z pustymi rękoma, ale tym razem nie wyglądał na spokojnego. Widocznie się przed czymś powstrzymywał. Nathan też tak kiedyś miał. I nawet chciał wyskakiwać oknem, narwaniec, bo drzwi nie były posłuszne. Uśmiechnęłam się krzywo na to wspomnienie.- Z dwojga złego dobrze przynajmniej, że nie jestem już sama.- szturchnęłam Krystiana łokciem.
-A ostrzegałem Cię, żebyś nie słuchała Nathana...
- No, właśnie poniekąd dlatego się tu znalazłam...- skrzywiłam się, bijąc się w myślach cegłą po głowie.
Brawo! Sama jestem sobie winna takiego, a nie innego finału akcji.
-Serio? W końcu się czegoś nauczył... I wychodzi na to, że przeze mnie znalazłaś się w tarapatach.
- Nawet nie brałam twoich słów pod uwagę.- zmrużyłam oczy, krzywiąc się lekko w oczekiwaniu na reakcję Krystiana.
-I tak mnie to nie usprawiedliwia. Pokaż tą nogę, spróbujemy coś zaradzić.- kazał mi rozprostować prawą nogę, żeby mógł ją w tym półcieniu obejrzeć. Stłuczenia były tak okazałe, że nie trzeba było się mocno przyglądać. Ściągnął brwi, zastanawiając się co z tym zrobić. Zdjął z siebie koszulkę i zaczął ją rozdzierać na pojedyncze paski. No to bandaż.
Syknęłam dotkliwie, gdy poczułam jego gorącą dłoń, która przeciągnęła się po całym polu stłuczenia, zostawiając za sobą piekące odczucie. Potem zaraz zaczął ją szybko bandażować, a odczucie gorąca pod opatrunkiem nie znikało jeszcze długo. Ja z kolei nie mogłam się przez ten czas ruszyć. Krzywiłam się za każdym razem, gdy chciałam się podciągnąć, albo przesunąć, a nie mogłam, zupełnie jakby bandaż był owinięty wokół całego mojego ciała.
-Boli.- jęknęłam.
-Jest bardzo opuchnięta, za chwilę się przyzwyczaisz do opatrunku.- odparł na to, wyraźnie rozluźniony. Sam miał sporo siniaków na plecach i pod żebrami. Musieli go nieźle poobijać.
-A tobie nic nie jest, Krystian?- skinęłam na siniaki pod jego żebrami.
- Ledwo mnie drasnęli. Dam radę. Odpocznij.- zsunął się wgłąb pomieszczenia, opierając gołe plecy o zimną ścianę. Rozprostował nogi, pozwalając mi położyć głowę na swoim udzie.- Coś wymyślimy.- ułożył ciepłą dłoń na moim ramieniu, podczas gdy drugą rękę podkulił, by zakryć najgorsze siniaki na żebrach, jakie i tak zdążyłam zauważyć.
Oczy odmówiły mi posłuszeństwa już po minucie takiego leżenia. Byłam spokojniejsza, bo Krystian siedział obok i tak wszelkie instynkty mogły się w końcu chwilowo zresetować. Straciłam czujność, zasnęłam. Chyba po raz pierwszy od kilku dni.
-Wstawaj! Aga, wstawaj!- szturchnął mnie ktoś. Krystian klęczał nade mną.- Jakaś szamotanina obok. Mam nadzieję, że to Nathan ich tam pierze, nie odwrotnie.- oznajmił. Usłyszałam wtedy trzask rozbijanych mebli, ale żadnych krzyków, czy słów z obcych ust, które miałyby mnie naprowadzić na właściwy trop.
Podniosłam się z miejsca. Mogłam stanąć normalnie na obu nogach, ale nie to teraz było ważne.
-Mógł tu nie przychodzić.- zakryłam usta dłonią.
-Mogli sami go tu przyprowadzić. Zwróć na to uwagę.- odparł Krystian, kładąc rękę na moim ramieniu.- A on mógł sam dać się złapać, żeby go do nas doprowadzili.
-On jest niepoważny?! Chyba, że ma się za jakiegoś T-900.- ściągnęłam brwi, zszokowana, że Nathan mógł dać się w tak głupi sposób zapędzić w kozi róg.
-Terminator? W momencie, gdy adrenalina strzeli mu do głowy, nazwałbym go Apokalipsą.
-Żadne porównanie.- zaśmiałam się nerwowo i odsunęłam od drzwi, bo hałasy zaczęły się zbliżać. Drzwi do składziku, w którym siedzieliśmy, zostały wyważone przez ciało jednego z porywaczy. Łupnął tylko w ścianę i wpadł w pudła ustawione niedbale pod ścianą. Krystian osłonił mnie sobą, w razie gdyby to nie była osoba, której się oboje spodziewaliśmy. Gdy zauważyłam czerwoną czuprynę, jaka wyłoniła się z cienia, a spod niej za chwilę błysk czarnych oczu, świdrujących pomieszczenie w poszukiwaniu kogoś jeszcze do mordobicia, odetchnęłam z ulgą. Nathan odgarnął włosy z twarzy, rozglądając się za siebie i spojrzał w końcu na nas.
-Faktycznie, T-900.- przytaknął mi Krystian. Nie wiedziałam, czy się zacząć śmiać, czy płakać. W efekcie tylko odwróciłam się od chłopaków i odeszłam te kilka kulejących kroków, kryjąc twarz w dłoniach. Tak bardzo nie wiedziałam, jak się teraz zachować. Trzęsłam się cała nie tyle z zimna, co mieszanych emocji, jakie konwulsyjnie próbowały się ze mnie wydostać.
-Twój samochód stoi pod bunkrem.- oznajmił nagle Nathan. Krystian wydostał się z pokoju, a ja usłyszałam tylko ciężkie westchnienie ulgi. Poczułam ciepło całkiem ciężkiego materiału. Nathan owinął mnie szczelnie swoim płaszczem, wciskając mi jego klapy w dłonie.-Owiń się porządnie, jest zimno na dworze.- dodał, już lżejszym tonem.- Dobrze, że nic ci nie zrobili.
Kiwnęłam tylko głową. Nie chciałam się odzywać, bo póki się nie odzywałam wszystko we mnie trzymało się w ryzach. Nathan zaczął mnie prowadzić do wyjścia. W następnym pomieszczeniu nie było co zbierać. Ludzi też tam nie było. Uciekli? Moje oczy powiększyły się samoistnie.
-Są pod tą stertą śmieci. Szybko się nie wygrzebią.-mruknął, a ja podskoczyłam, wciągając powietrze, zupełnie zaskoczona.- Chodź, chodź. Kucyk pewnie już odpalił samochód.

piątek, 11 marca 2016

45. Kanapa

Spojrzałam na niego z ukosa. Stał mi na drodze, opierając się o ścianę, dzięki której ja asekurowałam swoje kroki. Opatrunek pozwolił mi jednak stanąć w miarę normalnie, minimalizując drżenie mięśni. Nathan uniósł brew, obserwując co robię. Kuśtykałam przez środek korytarza, przyspieszając odrobinę, żeby go już wyminąć. Wycofał się do salonu i rozłożył na kanapie, przygniatając koc swoim ciałem. Zerknął jeszcze tęsknie na swoją butelkę z resztką piwa, ale nie zamierzał się po nią ruszyć. Usiadłam w fotelu i zatrzęsłam się z zimna.
Tu naprawdę zawsze jest tak zimno?
Krystian nie ma długich spodni do spania, ale jest przynajmniej w całej piżamie. Nathan nawet nie krył się z tym, że chodzi bez koszulki. Cóż, wolność Tomku w swoim domku. Nie widziałam też, żeby się kiedykolwiek wzdrygnął z zimna, tak jak ja to robię w zasadzie co chwilę. Nachyliłam się po swoje piwo.
Podrapał się po brzuchu. Założył ręce na karku i zamknął oczy.
- Ej, to moje łóżko.- zaczęłam, ukradkiem patrząc na jego brzuch.
- Zmykaj na górę.- parsknął, rozbawiony moją reakcją, gdy to spojrzałam z przerażeniem na schody. Sapnęłam rozeźlona, ściągając usta w grymasie niezadowolenia.- Naprawiłem drzwi ostatnio. Już się same nie otwierają. To twoje trzaskanie doprowadzało mnie do szewskiej pasji.
Nie odezwałam się wcale, próbując opanować choć w jakimś stopniu tok jego myślenia. Złapałam się na tym, że opróżniłam naczynie niemal tak szybko jak on. Zaraz potem musiałam beknąć. Odbiło mi się zdrowo i głośno. Nathan skulił się i roześmiał.
-Wychodzisz na ludzi.- zachichotał.- Gdybyś widziała, z jakim namaszczeniem opróżniałaś tego browca. Chcesz jeszcze jedno?- podniósł się i za jednym machnięciem ręki zgarnął obie butelki ze stolika, kierując się do kuchni. To była moja szansa na rozłożenie się znów na kanapie. Przeskoczyłam na zdrowej nodze, ściągnęłam koc z siedzenia, owinęłam się nim i rozłożyłam po całej długości kanapy. To moje łóżko dzisiejszej nocy i nigdzie się nie ruszam.- O ty, bestio.- zmrużył oczy, uśmiechając się szelmowsko. Podszedł od tyłu kanapy, postawił otwarte butelki z piwem na stoliku tuż przy mojej głowie, po czym chwycił mnie za ramiona i podciągnął do pozycji siedzącej. Zaraz potem błyskawicznie przeskoczył nad oparciem kanapy i opadł na siedzisko tuż przy moich nogach.- To moja kanapa.- chciał się chyba targować. Nie wziął swojego piwa. Chwyciłam więc za butelkę, która była bliżej niego. Wystarczyło, że wyciągnął rękę i już tego piwa nie miałam.
Usiadł bokiem na kanapie podwijając jedną nogę, a drugą opuszczając luźno na dywan. Rękę zarzucił na oparcie i podparł na niej głowę, patrząc na mnie. Musiałam podkulić nogi, żeby się zmieścił.
-Ja tu śpię.- zaprotestowałam. Owinięta w koc, poczułam, jak to szybkie piwko uderza mi do głowy. Ziewnęłam chwilowo kryjąc twarz pod kocem.
-To mówisz, że chodziłeś ze mną na wykłady?- chciałam zmienić temat.
-Tak. Jako wolny słuchacz.
-Musiałeś się tam pojawiać sporadycznie, albo to ja nie chodziłam kiedy ty byłeś na wykładzie.- stwierdziłam. Czarnooki pokiwał głową, przyjmując to jako jedną z możliwych opcji.
Ziewnął po chwili przeciągając się. Złapałam się na tym, że znów wgapiałam się w jego tors. Nawet w delikatnym świetle lampki było widać wszystkie jego blizny na ciele.
Zorientował się, że patrzę na jego ciało, a ja nie zwróciłabym na to uwagi, do czasu, gdy to przysunął się bliżej. Oparł łokieć na mojej zdrowej, podkulonej nodze i zmrużył oczy. Chrząknęłam, próbując wyzbyć się gilgoczącego odczucia na kolanie i plamek purpury znaczących moje policzki. Dla niepoznaki pociągnęłam większy łyk piwa.
-Co robisz?- wydusiłam z siebie.
-A nic, patrzę tylko jak ci się gęba ładnie goi.- rozsiadł się na krawędzi, opierając ciężar ciała na moim kolanie.- Ty się gapisz na mnie, a ja na ciebie. W czym problem?
-Znaczy, trochę za blisko siedzisz.- stwierdziłam. Nie podobało mi się to. Moja prywatna zamknięta przestrzeń była w tej chwili świadomie naruszana przez kogoś innego. Rozprostowałam stłuczoną nogę mając w głębi kanapy odrobinę wolności. Noga, na której Nathan się opierał, przylgnęła do kanapy. Poddałam się, gdy ułożył się z ramieniem na szczycie oparcia, przygniatając mnie do kanapy. Zaczął przymykać oczy, a głowa latała mu na boki.
-Puf.- szepnęłam niemal bezgłośnie i Nathan zasnął. Wzniosłam oczy ku niebu, nie miałam nawet opcji, żeby się stąd wyślizgnąć, skoro owinęłam się kocem. Postanowiłam jednak wtulić się w róg kanapy i spróbować chociaż się zdrzemnąć do rana. Po prawie dwóch piwach to nie było problemem. Problem pojawił się, gdy nad ranem ocknęłam się, przykryta ręką Nathana. Spał na krawędzi kanapy na brzuchu, obejmując moją talię jedną ręką, podczas gdy druga ręka zwisała mu na podłogę. Poruszył się, wciągając się bliżej tak, że teraz na mnie leżał, zginając rękę w kierunku mojego ramienia. Rozejrzałam się po pokoju, spanikowana. Chrapnął tylko i znów zanurzył się we śnie.
No to sobie tak leżałam, wpatrując się w sufit, podczas gdy Nathan wtulał się we mnie jak w poduszkę.
Miałam szczere nadzieje na to, że Krystian nie zjawi się w salonie z ofertą śniadania. Świtało na dworze, ale dalej nie byłam w stanie stwierdzić, która jest godzina. Zaraz, lampka nocna była zgaszona. Serce zabiło mi o wiele za szybko. O, nie! Krystian na pewno to widział. Ja z Nathanem przecież nic nie robiłam. Tłumaczyłam się sama sobie, przyspieszając oddech gwałtownie. Czerwonowłosy poruszył się, czując chyba jak wali mi pikawa. Podniósł się, trzymając się chwilę tuż nade mną. Usiadł potem, przecierając twarz dłonią.
-Co jest?- szturchnął mnie łokciem. Ach, więc to było pytanie do mnie. Nic nie powiedziałam. Jeszcze się głupio pyta. Obruszyłam się. Nathan zerknął na mnie zaspanymi oczyma, unosząc brwi.- Telepałaś się z zimna, okej? To zgasiłem lampkę i się położyłem obok.- dobrze przynajmniej, że to on zgasił lampkę. Nie przypominam sobie jednak, żebym się obudziła w środku nocy, trzęsąc się z zimna, bo zazwyczaj zawsze tak mi się działo.
-Chrapiesz w nocy, wiesz?- odparłam.
-Ty też dajesz koncerty, świętoszku.- skomentował kąśliwie. Ściągnęłam usta pozostawiając to bez zbędnego komentarza, bo bym się tylko pogrążyła.
-Ile wczoraj wypiłeś?
- Wystarczająco mało, żeby nie zrobić jakiejś głupoty.- uśmiechnął się do mnie zgryźliwie. Zacmokałam tylko, próbując  wydostać się z koca.- I następnym razem, jak powiem ci, żebyś czegoś nie robiła, to tego nie rób.- spoważniał.
- No, dobra.- poznałam konsekwencje jednego takiego zdarzenia. Dalej wolę już nie próbować.- A co z Damianem? Rozmawiałeś z nim podobno.
- Tak, to co mu wyperswadowałem było ciosem poniżej pasa.- odparł lekko. Zrobiłam wielkie oczy. Musiałam już się chyba nauczyć, że w towarzystwie Nathana należy niektóre wypadki odczytywać między wierszami.
-Uderzyłeś go?!
-Nie. Ostrzegałem, że jeśli będzie się rzucał, to mu pomogę się uspokoić i tak jakoś wyszło.- wzruszył ramionami. Panuj nad sobą, człowieku. Ściągnęłam brwi, wystraszona.
- Czegoś jeszcze mi nie powiedziałeś.- nie umknęło mojej uwadze, że chciał coś jeszcze powiedzieć, ale się zamknął.
-Uważaj na niego, na tego Damiana.- spoważniał.
-Bo?
- Coś mi w tej jego gębie nie pasuje.- podniósł się, kończąc rozmowę. Przeciągnął się, prostując gnaty i ruszył w stronę kuchni.
Zostawił mnie z tak lakoniczną odpowiedzią, więc i ja tylko wzruszyłam ramionami. Damian wydawał mi się sympatyczny, a pewnie i tak już go nigdzie nie spotkam. Na pewno nie po tym, jak Nathan przywalił mu w brzuch. To raczej on będzie się trzymał ode mnie z daleka, nie odwrotnie.
-Chyba na ciebie powinnam uważać.- mruknęłam do siebie, podpierając brodę ręką. Czas się zbierać. Odwinęłam się w końcu z koca. Pewna, że Nathan dalej urzęduje w kuchni i raczej się stamtąd nie wychyli, przebrałam szybko spodnie. Moja kurtka wisiała w korytarzu.
Gdy w kuchni rozbrzmiała muzyka, uśmiechnęłam się do siebie, Znałam ten kawałek i wiedziałam, w którym momencie zrobi się głośniejszy.
Trzy, dwa, jeden. Gitarowe solo. Wciągnęłam buty, zgarnęłam kurtkę z wieszaka, otworzyłam cicho drzwi i wymknęłam się z domu. W biegu dotarłam na przystanek, żeby wmieszać się w tłum ludzi. Nie, to nie był mój autobus. Mimo to wsiadłam do środka. Te kilka przystanków dalej znajdę inne połączenie pod sam dom.
Gdy tylko usiadłam w autobusie zbliżającym się do mojej ulicy, noga zaczęła mnie rwać nieziemsko. Oho, spadła adrenalina.
Poradzę sobie. Zacisnęłam szczęki. Tak nieogarnięta musiałam wyglądać jak siedem nieszczęść. Wystrzeliłam z autobusu na swojej ulicy. Spojrzałam na zegar na przystanku.
Może zdążę jeszcze na wykład. Musiałabym tylko skoczyć do mieszkania po torbę i przy okazji zrobiłabym zakupy.
Albo chrzanić wykład, pójdę po zakupy i położę się w swoim łóżku.
Zrobiło mi się gorąco, gdy zaczął wibrować mi telefon. Ulżyło mi, gdy okazało się, że to nie Nathan dzwoni.
Zignorowałam jednak połączenie od mojej imienniczki i odpisałam lakonicznie, że się na wykład nie wybieram.
Usiadłam na chwilę, zbierając myśli i siłę na podróż do sklepu. Zaczęłam delikatnie masować obolałe mięśnie. Podobno jak się wparuje do domu, to wypada usiąść na chwilę i odetchnąć, bo jeśli się tego nie zrobi, przyniesie to pecha. Cóż. Lepiej chuchać na zimne, chociaż moje pokłady szczęścia w nieszczęściu mogły się już dawno wyczerpać.
No i dobra.
Westchnęłam ciężko, podnosząc się z krzesła. Listę zakupów już miałam w głowie i miałam szczere nadzieje, że niczego nie zapomnę.
I z takim zapałem wybrałam się w podróż po zakupy.

Wracając z tobołkami miałam problem, żeby otworzyć drzwi do klatki.
Odstawiłam jedną torbę na bok, szamocząc się z kluczami, gdy nagle poczułam szarpnięcie. Czyjaś ręka zakryła mi usta szmatką.
Ciężki zapach wypełnił moje nozdrza.
No, nie... Jeszcze tego mi brakowało...
Tracąc siły, zauważyłam jeszcze, jak moje zakupy rozsypują się po chodniku.


~♠♠♠~
I jak tam? Podoba się? :3
Mam nadzieję, że przez tak długi czas moje pisanie się poprawiło.
Niach. Wszelkie błędy czy literówki proszę mi natychmiast wypominać.
Będę je poprawiać, gdy znajdę czas.
Wasz, Aikooś.

wtorek, 1 marca 2016

44. Hamulec

Cholera.
Stałam tak jeszcze dłuższą chwilę, coraz bardziej bijąc się z własnymi myślami.
Zostawiłam wszystko, ubrałam się i postanowiłam wyjść na zewnątrz. Było chłodno. Zarzuciłam więc kaptur na głowę, by przechodnie nie mogli zobaczyć moich sińców na twarzy. Poprawiłam delikatnie okulary, wypatrując dziwnych zdarzeń. Jak to w niedzielę po południu na starówce było sporo osób. Kluczyłam między parami, rozglądając się uważnie. Jakim sposobem miałoby nie być bezpiecznie na ulicach, skoro ludzie naokoło zachowują się normalnie- zupełnie jakby nigdy nic niestandardowego się nie wydarzyło. Przecinając skrzyżowanie na deptaku, poczułam przeszywający chłód. Owinęłam się tylko bardziej wokół szyi, nie rozglądając wcale, czy coś nie nadjeżdża.
-Z drogi! Nie mam hamulców!- słyszałam tylko dźwięk łańcucha rowerowego i świst. Nim zdążyłam się obrócić w kierunku krzyczącego, poczułam się jakbym uderzyła z impetem w ścianę. W istocie to była kostka brukowa. Leżałam plackiem na ziemi, zszokowana zupełnie, z hukiem odbijającym się w głowie jeszcze przez długi czas. Rozejrzałam się, próbując się podnieść z miejsca. Znajdowałam się pod rowerem, a potem do mnie dotarło co się stało. Zabolało mnie biodro. Jakaś matka z dzieckiem na rękach westchnęła, ku swojej uciesze, że zdążyła umknąć wariatowi na kółkach. A ja niestety nie.
Myślałam, że leżę tak od dobrych pięciu minut, ale minęła tylko chwila.
-Osz, cholera...- krzykacz podniósł się, otrzepując podarte spodnie z kurzawy. Zaraz potem zreflektował się i stanął nade mną. Pierwsze co zauważyłam, to srebrne, lodowate oczy, patrzące na mnie ze zmieszaniem.- Wybacz. Nic ci nie jest?- zaczął podnosić rower, żebym i ja mogła wstać z miejsca. Usiadłam i zakręciło mi się w głowie przez chwilę. Stwierdzę, czy nic mi nie jest jeśli będę mogła wstać i normalnie przejść ten kawałek w stronę domu. Podał mi rękę i pociągnął w górę, pomagając stanąć w końcu na nogach. Zapiekło mnie udo. Będę miała potężnego siniaka, a znając swoje tendencje, szybko te siniaki nie znikną.- Musiałem wybierać, czy wpaść na ciebie, czy na tą panią z dzieciakiem.- dodał, jeszcze bardziej zmieszany, tłumacząc się gorliwie. Zmrużyłam tylko powieki, nie patrząc mu specjalnie w oczy. Utykając przeszłam ze skrzyżowania, żeby usiąść na murku pod monopolowym. Mogłam nie wychodzić z domu, bo mogłam.
-Ulżyło mi, wybrałeś mniejsze zło.- próbowałam zażartować, marszcząc czoło. Syknęłam jeszcze, bo odezwało się moje zdobienie na twarzy. Uniósł brew, uśmiechając się delikatnie.
-Naprawdę przepraszam. Spieszyłem się.
-Teraz to już chyba przepadło, co?- parsknęłam.
-Taa... Chcesz coś w ramach przeprosin? Będę nalegał.- fuknął. Nie pomyślałam o tym, co mówię.
-Flaszka na znieczulenie, popitka i zapominam o sprawie.- palnęłam.
-Spoko.- wzruszył ramionami, zaskoczony. Zaczerwieniłam się niebotycznie, gdy poszedł do sklepu.
-Co ty gadasz, głupia...- złapałam się za głowę. Zaczęłam sprawdzać, czy wszystkie ubrania mam całe i mało wiele czyste. Uciekać, uciekać! Podpowiadał mi paniczny głosik moich umiejętności interpersonalnych, więc podniosłam się z murka i pożałowałam. Noga pulsowała niemiłosiernie, nie dając się ruszyć. Nawet nie byłam w stanie oprzeć na niej ciężaru ciała. Stanęłam na zdrowej nodze, opierając się o ścianę. Gdy ten koleś wyszedł ze sklepu, rzuciłam-... Może jednak zadzwoń po karetkę.- zapiekło mnie coś w tyle głowy i tyle było z mojego stania. Osunęłam się na ziemię, sycząc z bólu. Mam nadzieję, że to tylko mocne stłuczenie. Mężczyzna chwycił za telefon, zawołał jakąś kobietę, żeby pomogła mu usadowić mnie na jego kurtce, jaką z siebie zrzucił. Teraz wilka nie dostanę. Na pewno. Karetka przyjechała całkiem szybko.
Całkiem szybko też zrobiło się cicho naokoło. Co jest?! Próbowałam wyjrzeć z karetki, by sprawdzić co się dzieje na zewnątrz. Nagle usłyszałam huk.  Karoseria karetki zatrzęsła się. Po chwili zauważyłam dziurę w ścianie. Do tej pory widziałam takie otwory jedynie w filmach akcji. Kierowca karetki ruszył z piskiem opon, podczas gdy ja o mało z niej nie wypadłam. Strzelanina? W tym mieście?!  Srebrnooki wskoczył do środka, pochwycony przez paramedyka. Och. Cholera. Zaczęłam trząść się w przypływie paniki. Jakbym wyszła chwilę później, byłoby po mnie! Mogłam słuchać Nathana.
To nie, bo przecież nic mi się nie stanie jak będę obserwować wszystko z daleka. Nikt mi nie powiedział tylko, że będzie strzelanina! Szlag.
Byliśmy już w trasie do szpitala. Czułam się bezpiecznie, ale nagle przeszły po mnie dreszcze. Co jeśli to czerwonowłosy jest w to zamieszany? Zbladłam znacznie. Mój towarzysz niedoli przyglądał mi się ukradkiem.
- Było blisko, co?- westchnął ciężko. Przytaknęłam tylko. Naprawdę martwiłam się o Nathana, mając nadzieję, że to nie do niego celowali, że go tam nie było, a nawet jeśli to, że mnie tam nie widział.  Co ja kombinuję?! Wyjęłam telefon z kieszeni. Zaczęłam wybierać numer.  Nie odbierał i w zasadzie same najgorsze scenariusze wpełzły mi bezczelnie do głowy. Co teraz?! Cholera jasna! Zaklęłam pod nosem. Zaraz jednak telefon się odezwał.
- Mów, niespecjalnie mam czas, wiesz?- sapnął do słuchawki.
- Gdzie jesteś? Słyszałam strzały na mieście.- minęłam się z prawdą na ostatnim skrzyżowaniu. Rowerzysta uniósł brwi, słuchając dalej co mówię.
-Siedź w domu. Ej. Co to za hałasy tam u Ciebie?
-Jestem w karetce.
- Co?!
- Potrącił mnie pewien rowerzysta.- zerknęłam nań wymownie.
- Niech no ja Cię dopadnę. Miałaś się z domu nie ruszać- skrzywiłam się na soczyste przekleństwa rzucane przez niego w powietrze, ale nie bezpośrednio do słuchawki.- Muszę kończyć. Znajdę Cię w szpitalu.- usłyszałam jeszcze jakąś szamotaninę i rozmowa się zakończyła.
Na izbie przyjęć usadowili mnie na krześle. Srebrnooki cały czas mi towarzyszył.
- Damian jestem.
- Agnieszka.- odniosłam wrażenie, że teraz był jeszcze bardziej spięty.- Jak tyś to zrobił, że nic ci nie jest?
- Po prostu umiem lądować.- westchnął. Za chwilę wyciągnął telefon i odebrał połączenie.- Przepraszam Cię na chwilkę. No, co jest?- odszedł. Zerkał w moim kierunku kilkukrotnie jakbym mu miała uciec. Przecież nie odjadę stąd na wózku inwalidzkim. Wrócił zaraz potem, bardziej poddenerwowany niż przedtem.
-Co wy macie dzisiaj z tą nerwówką?
-Sprawy rodzinne.- dodał już lżejszym tonem. Dałam mu chyba do zrozumienia, że powinien odrobinę wyluzować. Był pozorny spokój na korytarzach. Nawet nie było wielkich kolejek, jeśli nie licząc mnie na pogotowiu, a i tak czekałam dość długo aż mnie przyjmą. Starałam się nie naruszyć uszkodzonej kończyny, kierując się żółwim tempem w stronę pomieszczenia, w którym mieli mnie przebadać.
Na szczęście lekarz stwierdził, że to nie złamanie, bo nie mogłabym się w ogóle ruszyć z miejsca. Jednak tak mocne zbicie też może być porównywalnie bolesne, z tego co mi mówili. Przepisali mi maści i okłady, a na kontrolę mam się już zgłosić do swojego lekarza za tydzień.
Jaka głupia weszłam do środka, taka głupia opuściłam gabinet. Damian siedział w tej chwili z nosem w ekranie swojego telefonu. Jak ja teraz wejdę po schodach do swojego mieszkania, skoro nie mogę nawet stanąć na tej nodze dość stabilnie by się nie przewrócić. Spojrzałam na niego, mając chyba minę zbitego zwierzątka.
-I co?
-Dostałam receptę na maści i mam iść do domu.- fuknęłam.
-Norma.- podniósł się z miejsca.- To, co? Idziemy?
- Niespecjalnie mam siłę na wędrówki.- burknęłam boleśnie. Potem zaraz wstrząsnęły mną dreszcze. Jeśli na starówce się nic nie uspokoiło, dalej możemy być w niebezpieczeństwie.- Zostańmy na trochę, co?
- No, dobra. Ja się spróbuję dowiedzieć, czy policja już zareagowała na strzały. Usiądź, odpocznij.- Damian spojrzał na mnie tymi swoimi lodowatymi oczyma, ale mi zrobiło się jakby cieplej, choć zawsze po dreszczach oblewało mnie zimnym strumieniem od karku aż po pięty.
Ziewnęłam.
-Za dużo emocji.- westchnęłam doczłapując się do kąta w poczekalni. Usiadłam na krześle wpatrując się w ulotki odnośnie zmian chorobowych w układzie pokarmowym. Automat z napojami buczał w ciszy. Świetlówki pod sufitem też dawały swoje koncerty. Od czasu do czasu głównym korytarzem przemknęła starsza pani w foliowym obuwiu ochronnym, zapewne w odwiedzinach u kogoś znajomego.
I tak w zasadzie bym przysnęła, gdyby nie to, że ktoś stanął nade mną.
-Możesz chodzić?- warknął Nathan.
-Nie bardzo.- odparłam, zanim mu się przyjrzałam. Jego szkarłatne włosy poniżej ramion były rozpuszczone. Miał rozbitą wargę i poprawione limo, tym razem z pękniętym łukiem brwiowym.
-Ty tam byłeś? W trakcie strzelaniny?!- nie dowierzałam.
-Po tobie wnoszę to samo. Widziałem ten rower i karetkę pogotowia. Masz mnie za idiotę? Mówiłem, żebyś nie wychodziła z domu.- ściągał brwi tak mocno, jak tylko mu na to pozwalało opuchnięte oko. Widocznie był wściekły, czułam to, ale też mu chyba ulżyło, że nie padłam ofiarą jednego z wystrzałów.- No i do niego nie wejdziesz, bo starówka jest zamknięta i obstawiona.
-Ja chcę się tylko położyć do łóżka.- w tej chwili nic innego nie przychodziło mi do głowy. Czuję już jaki problem będę miała, żeby zdjąć spodnie, skoro już nie miałam luzu przy uszkodzonym udzie.
- Dzwonie do kuca. Dzisiaj nocujesz u nas.- oznajmił, patrząc na mnie surowo. Otworzyłam usta w ramach sprzeciwu, ale zmrużył ostrzegawczo oczy.- Masz jakąś receptę?
-Tak...
-Dawaj.- wyciągnął rękę z kieszeni płaszcza.
-Ale co...
-Wykupimy leki. Dawaj.- dodał, ponaglając mnie gestem, żebym oddała mu papierek. Wyjęłam z kieszeni zmięte świstki z receptą i zwolnieniem lekarskim. Wydarł mi je z dłoni i zaczął wczytywać się w spis lekarstw.
-Banda idiotów. Przecież takie same maści można wykupić bez recepty. Pieprzeni naciągacze.- zaczął znów wyzywać.- Krystian się tobą zajmie. Wskakuj na plecy.- informacja o transporcie, jaki chciał mi zafundować Nathan sprawiła, że opadła mi szczęka.
-Serio?
-Wsiadaj, małpo.- klęknął tyłem do mnie. Miałam mu usiąść na plecach. Podniosłam się ostrożnie i jakoś dotarłam. Z trudem rozkraczyłam nogi, ale on tylko zrobił kroczek w tył i wstał ze mną na plecach bez jęknięcia. Owinęłam się rękoma wokół jego szyi tak gwałtownie, jak on to zrobił, bojąc się, że spadnę. Zacisnęłam zęby starając się zignorować ból jaki powodował ucisk jego ramienia na moje udo.- Boli, co?- zerknął na mnie kątem oka.- Owiń się nogami, bo będę cię trzymał jedną ręką w takim razie. Zrobiłam jak kazał, gdy podsadził mnie wyżej nad swoje biodra i ruszył na korytarz.
Jego rozpuszczone włosy łaskotały mnie w szyję, przez co nie mogłam usiedzieć w jednej pozycji. Damiana na korytarzu nie było. Rozejrzałam się jeszcze specjalnie za nim, ale wszelki trop się urwał.
-Tu był taki koleś, co mnie...
-Wychodził przed chwilą.- odparł od razu z grobową miną. Czując jak jego klatka piersiowa wibruje od jego głosu, odniosłam wrażenie, że się rumienię. Nie, żeby mi to przeszkadzało. W kontraście z jego włosami i tak byłam blada.- Czekaj.- poprawił mnie sobie na plecach i ruszył dalej.
Na parkingu przed szpitalem już czekał Krystian.
 Gdy Nathan posadził mnie na masce samochodu, Krystian wyskoczył z auta, pytając co się stało? Wyciągnęłam pomiętą paczkę papierosów. Odpaliłam cygaretkę bez słowa.
-Damian mnie potrącił. Rowerzysta. Wybrał mniejsze zło wjeżdżając we mnie, niż lądując bezpośrednio na jakimś dzieciaku i jego matce.- powtórzyłam to, co zdążyłam wtedy jeszcze skomentować ze sprawcą wypadku. Chłopaki spojrzeli po sobie.
- Niech się lepiej cieszy, że nie sprałem mu mordy na korytarzu.- warknął Nathan.
- Rozmawiałeś z nim?!- zakrztusiłam się dymem, zaskoczona. Oczy mi załzawiły.
-Dialogiem bym tego nie nazwał.- odparł, uśmiechając się jadowicie. Zaczęłam ześlizgiwać się z maski samochodu, chcąc stanąć na nogach. Podskakując na sprawnej nodze, zaczęłam kierować się na tylne siedzenie. Prychnęłam sama na siebie. Zaczęłam to stłuczenie traktować z przewrażliwieniem, więc stanęłam na obu nogach na próbę przeciągając ciężar ciała na tą zbitą. Zadrżała od wysiłku, a ja skrzywiłam się z bólu, wzdychając ciężko. Nathan obserwował mnie z uniesionymi brwiami.
-Uparta cholera.-mruknął sam do siebie myśląc, że tego nie usłyszę. Łypnęłam tylko na niego i wpakowałam się pokracznie do samochodu.
Musieliśmy przejechać przez całe miasto, a teraz, gdy ulice pod starówką były zablokowane trwało to jeszcze dłużej.
Przymknęłam więc oczy na moment. Tak bardzo chciało mi się spać. Nie zorientowałam się nawet kiedy któryś z chłopaków wniósł mnie do domu i posadził na kanapie w salonie, przykrywając mnie kocem.
Miałam na sobie dresy Nathana. Moje spodnie złożone w kostkę leżały na oparciu.
Zaczerwieniłam się gwałtownie. To oznaczało, że któryś z nich musiał mnie rozebrać i ubrać na nowo. Wyczułam opatrunek na prawym udzie. Odetchnęłam z ulgą, kalkulując, że to musiał być Krystian. Był wieczór. Koło telewizora stała mała lampka z kremowym abażurem, dając delikatne światło na cały salon. Niestety korytarz przez to stawał się bardziej mroczny i poczułam się jakby mnie coś obserwowało. Wzdrygnęłam się. Moja wyobraźnia znów działała w najlepsze. Nie znałam jeszcze tego miejsca na tyle, żeby się czuć swobodnie nawet w nocy. Poza tym salon był spory, a otwarte przejście na korytarz potęgowało mój lęk przed otwartymi przestrzeniami pełnymi zakamarków, w których coś mogłoby się na mnie czaić.
Nagle drzwi od łazienki otworzyły się oświetlając chwilowo korytarz. Potem zapaliło się światło w kuchni. Usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami od lodówki i cyknięcie otwieranej butelki z piwem. Znów poczułam w ustach echo smaku piwa i naszło mnie niesamowite pragnienie. Westchnęłam, siedząc na środku kanapy z zaciągniętym na głowę kocem.
-Nie śpisz?
-Nie, dopiero się obudziłam.- ziewnęłam głośno. Usiadł obok i wypuścił z siebie powietrze, wciskając mi piwo w rękę.- Dzięki.
Nathan się nie odezwał. Zerknęłam na niego. Wpatrywał się w swoją butelkę z piwem z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Uważaj na siebie na litość boską.- oznajmił w końcu, półgłosem.
-Mogłam cię posłuchać.- odparłam, skruszona, obracając butelkę w dłoniach.
- Ale tego nie zrobiłaś.- warknął.- Czemu?
- Nie wiem, okej? Sam mówiłeś, żeby nie wychodzić, a wylazłeś. Taki jesteś mocarny? Jakby tobie się coś stało, to ja bym miała wyrzuty sumienia.- odparłam, jak już tak ciskamy w siebie szczerościami. Napiłam się piwa duszkiem. Rozlało się przyjemnym chłodem, drapiąc po przełyku.
Odstawiłam butelkę, bo poczułam, jak ciśnie mnie pęcherz. Podniosłam się z miejsca, sycząc przez swoją nieostrożność. Nathan spiął się, jakby miał zaraz wystrzelić z siedzenia, by mi pomóc.
Obserwował mimochodem moje poczynania. Zazgrzytałam zębami, próbując samodzielnie dostać się do łazienki. Roześmiał się w głos.
-Ty naprawdę jesteś uparta.- pokręcił głową.- Chodź, pomogę ci.- po prawdzie dopiero wydostałam się z obrębu kanapy, ale dałam radę to zrobić sama.
-A ty chyba pijany.- gdy stanął za mną poczułam, że wypił więcej niż to jedno piwo, które zresztą opróżnił w ekspresowym tempie.
-Nah.- mruknął i poczułam jak bierze mnie na ręce. Momentalnie zrobiłam się czerwona na twarzy.
-Zostaw, nie, nie!-pisnęłam, wystraszona. Zaniósł mnie do łazienki i zostawił tuż pod toaletą, wychodząc. Przedreptałam w stronę lustra. Co to było?! Nie mogłam się pozbierać, czerwieniąc się jeszcze intensywniej, gdy przerabiałam ten moment w głowie po raz kolejny.
Gdy załatwiłam swoje, przedreptałam w stronę drzwi ostrożnie. Westchnęłam głośno. Wyminęłam Nathana, przebąkując, że dam radę. Wciąż uśmiechał się złośliwie, idąc za mną jak cień.
- Lubię cię.-rzucił.
-Piłeś coś więcej?
- Wódkę na znieczulenie. Zszywanie ran postrzałowych nie należy do najprzyjemniejszych.- odparł ze złośliwym grymasem. Wciągnęłam powietrze w płuca. On mnie nosi na rękach, a ja nie mogę stanąć na stłuczonej nodze. Zrobiło mi się głupio, ale jednocześnie byłam przerażona, bo jednak został postrzelony.
-Jesteś nieśmiertelny, czy co?!
-Mam wysoką wytrzymałość na ból. Nie to, co ty, sierotko.- stanął mi na drodze.
-Daję radę przecież.- skrzyżowałam ręce na piersi z wyrzutem.
-Właśnie widzę.- sarknął.

niedziela, 7 lutego 2016

43. Jajecznica.

Niedziela.
Podniosłam się obolała z łóżka.
Dziwne, że w ogóle zasnęłam w obliczu tylu tematów do rozmyślania, napadów paniki i tym podobnych zachowań. Nie. Nic z tych rzeczy mnie nie napadało. Odleciałam wczoraj wymęczona jak po całodobowym maratonie.
Dopiero kiedy chciałam chwycić za telefon, uruchamiając komputer dotarło do mnie w pełni, co wczoraj się wydarzyło. Nathan oddał mi swój telefon, bo ukradziono mi mój,  a przecież chłopaki i tak mają krucho z kasą, bo w ich domu nie ma nikogo więcej do rozdzielenia rachunków.
To było bezmyślne z jego strony, a ja z kolei nie należę do osób, które prosiłyby o pomoc. Zwłaszcza o taką pomoc.
Nie zdążyłam odłożyć aparatu na biurko, zawibrował przez otrzymaną wiadomość. Krystian na pewno nie zapomniał, że mam ten telefon u siebie, to po jakie licho pisze SMSy? Logiczne, że były skierowane do mnie, więc otworzyłam zawartość wiadomości.
'Wyjdź przed dom, jeśli już wstałaś'
Szybkim krokiem podeszłam do kuchni i wyjrzałam przez okno. Nikogo tam nie było.
Co on by chciał ode mnie? Zaraz potem usłyszałam pukanie do drzwi. Wyjrzałam na korytarz przez wizjer. Czerwona czupryna sprawiła, że odruchowo przekręciłam klucz w zamku.
Nathan wyciągnął w moim kierunku reklamówkę pełną jedzenia. Patrzyłam na niego jak na ostatniego głupca. Miał rozbity łuk brwiowy i limo pod okiem.
-Coś ty znowu wyprawiał?
-Wpuścisz mnie, czy będziemy gawędzić przez tą szparkę w drzwiach? Bo to raczej nie jest relacja, o której chcieliby słyszeć twoi kochani sąsiedzi.- prychnął w stronę sąsiednich drzwi, za którymi nagle zrobił się szum. Sąsiadka została przez niego przyłapana na podsłuchiwaniu.
Uśmiechnęłam się, zaskoczona. Udostępniłam mu przejście.
-Skąd wiedziałeś, że podsłuchuje?
-Wślizgnąłem się za nią na klatkę. Chyba wracała z kościoła. Stara pudernica.
-Niech zgadnę. Komentowała kolor twoich włosów?- spytałam, unosząc brew. Przysiadłam na komodzie w przedpokoju.
-Szlag ją trafia, jak widzi takich bezbożników. Mam nadzieję, że tak się stanie.- nie przestawał jeszcze przez chwilę rzucać obelg w kierunku drzwi wyjściowych. Rozbawił mnie swoją reakcją. Zrzucił buty, po czym skierował się do kuchni i postawił reklamówkę na stole.
-Oszalałeś.
-Nie będziesz mi tu głodować.- otworzył lodówkę i zaczął pakować do niej produkty, a gdy skończył, skierował się do szafki nad zlewem. Wyjął stamtąd patelnię. Teraz zauważyłam, że na stole zostały jajka, ser masło i jakieś wędliny.
-Zgłupiałeś do reszty?
-Nie, coś ty?- spojrzał na mnie swoimi czarnymi oczyma. Jedno z nich jeszcze słabo widoczne spod zapuchniętych powiek mrugnęło do mnie.
-To powiesz mi, co robiłeś, że masz to limo pod okiem? Ktoś ci przywalił?- zrobiło mi się gorąco na samą myśl o tym, że Nathan znów wpadł w tarapaty.
Nie chciał chyba o tym mówić. Wypuścił z siebie powietrze, zniecierpliwiony.
-Po osiedlu twojej, psia ją mać, koleżanki krąży większa banda takich jak te chłystki.
-Rzuciłeś się na nich w pojedynkę?!- szczęka mi opadła.
-Oszalałaś?! Sami mnie znaleźli.- rozbijał jajka prosto na patelnię z narastającą agresją rzucając skorupkami do zlewu. Westchnął po chwili, wznosząc oczy ku niebu. Odłożył drewnianą łyżkę na blat i zaczął szperać w kieszeniach swojej kurtki. To co wyjął z lewej kieszeni, sprawiło, że zamarłam.
-To... To mój telefon?- spytałam, nie wierząc, że to się w ogóle dzieje.
-Karta zdaje się też jest na miejscu. Nie mieli przy sobie drucika, żeby otworzyć zabezpieczenie. Bierzesz go, czy nie?- machnął mi telefonem przed nosem kilkukrotnie, a potem położył go na stole.
Był praktycznie nietknięty.- Możesz mi oddać mój w zamian? Trochę się przywiązałem do mojej cegły.- nie szczędził sobie języka. Zabrałam swój telefon ze stołu.
-Jajecznica.- rzuciłam tylko, czując, że szykowane przez niego danie zaczyna się przypalać. Zaklął pod nosem, zdejmując patelnię z ognia. Wyciągnęłam dwa talerze z szafki. On zrobił tego tyle, że sama nie dam rady.
-To dla Ciebie.
- Nie zjem tyle.- zręcznie zabrałam od niego rozgrzaną patelnię i łyżkę, nakładając po równo dwie porcje. Potem brudne naczynie wsadziłam do zlewu. Znów usiadłam na wylocie z pomieszczenia, jakby w obawie, że nie będę miała szansy na ucieczkę. Nie wiem. Czerwonowłosy obserwował moje ruchy w niemałym zaskoczeniu.
-Mój Boże. Ty jesteś ogarnięta!- oznajmił złośliwie.
-A ty poobijany.- przedrzeźniałam go przez tą krótką chwilę, zanim zaczęłam jeść. W końcu skoro już zrobił to jedzenie, nie można go raczej zmarnować.
-Nie pozwalaj sobie.- odparł już chłodno.
-Jak cię znaleźli?
-Znalazłem tylko tego typa, który nam zwiał, a potem z baru wyleciała cała reszta.
-I obili ci mordę. Nieciekawie to wygląda.
-Ty też nieciekawie wyglądasz z tym siniakiem na pół twarzy, a ja tego nie komentuję.
-Ale wpakowałeś się w kłopoty! Co by było gdyby cię pobili do nieprzytomności?
-Raczej, gdybym ja ich pobił do nieprzytomności. W zasadzie wiele im do przechlania nie brakowało. Może nawet im pomogłem zasnąć.- zadrżałam gdy to powiedział. Dziwnie to brzmiało. Dość strasznie, rzekłabym.
-Muszę przyznać, że masz sporego skilla w walce.- oznajmiłam nagle. Nie wierzyłam sama sobie, że to powiedziałam. Spuściłam wzrok na talerz, mieszając w resztkach jajecznicy widelcem i w międzyczasie próbując nabrać je do ust.
-Dzięki.-uśmiechnął się niedbale. Widocznie urósł pod wpływem komplementu. Nie widziałam go jeszcze z tak bądź co bądź beztroskim uśmiechem na twarzy. Poczułam zaraz jak kilka bordowych plamek wybucha gorącem na mojej twarzy. Zarumieniłam się w zasadzie mimowolnie, bo nagle atmosfera jakby się rozluźniła.- Lata praktyki.-stwierdził już bardziej ozięble, opanowując emocje.
-Lata?- trochę się przestraszyłam, bo dalej nie wiem, kim on jest.
 Siedzi tu w zasadzie nie wiem czemu i pałaszuje jajecznicę, którą zresztą sam zrobił. W moim mieszkaniu. Kilkukrotnie uratował mi tyłek i powinnam być mu dozgonnie wdzięczna za pomoc, ale jakoś niespecjalnie chciało mi się wymyślać sposobu zapłaty za ratunek.
Ludzie przychodzą i odchodzą, to może i jemu się znudzi.
Spojrzał na mnie swoimi czarnymi oczyma. Poczułam dreszcze na karku. Lodowate, orzeźwiające, przeraźliwe. Wzdrygnęłam się, strącając z pleców to niemiłe uczucie. Podniosłam się z krzesła z zamiarem przeniesienia się do pokoju.
-Jestem pewna, że Krystian będzie cię...- chyba jestem jakimś medium, bo w tym momencie zadzwonił jego telefon.
-Rzygaj.- Nathan niechętnie odebrał natrętnie długie połączenie. Liczył pewnie na to, że sygnał urwie się po chwili. Niedoczekanie. Obserwowałam jego znudzony grymas twarzy, który w miarę urywanej rozmowy stawał się agresywniejszy. W pewnym momencie Nathan poderwał się z krzesła. Niemal by je przewrócił, gdyby nie jego nadzwyczajny refleks. Odstawił krzesło nie robiąc nawet hałasu.
-Coś się stało?
-Muszę lecieć.- chciał się wydostać z kuchni w dość błyskawiczny sposób niestety mu to uniemożliwiłam, nie wiedząc gdzie poprowadzić w tej chwili swoje nogi.- Ogarnij się, sieroto.- stuknął mnie z pięści w czoło delikatnie, ale dotkliwie, cobym się jednak ogarnęła. Nie zdążyłam przylgnąć do ściany, jak Nathan chwycił mnie za ramiona, uniósł i wystawił na korytarz, jakbym była manekinem na wystawie. Zaczął ubierać rozrzucone buty.
-No ale stało się coś?
-Nie twój interes, mała.- próbował mnie zbyć w efekcie czego, chciał wciągnąć mojego buta na swoją nogę.
-Hej! To mój but!- podałam mu jego trepa.- Ogarnij się... To powiesz mi  w końcu co się stało?
-Nie mogę.
-Nie możesz się nawet ubrać z tych nerwów. Mów co się stało.- łapałam go na tym, co ze sobą robi. Skoro tak bardzo się zdenerwował, to z łańcuchem na drzwiach też sobie nie poradzi.
-Po prostu zamknij się w domu i nigdzie nie wychodź, dopóki nie dam ci znać, że jest mało wiele bezpiecznie na zewnątrz.- oznajmił, prostując się nagle. Spojrzał na mnie, bardziej poirytowany tym, że nie może się stąd wydostać. Wyraźnie przed czymś się wstrzymywał. Zbladłam znacznie.
-I ja mam cię po takiej informacji wypuścić na ulicę? Przecież jesteś w takim samym stopniu zagrożony, co ja!
-Szlag niech cię, dziewczyno! Równie dobrze mogę wyskoczyć oknem... Durna szmata!- rzucił zaplątaną kurtkę na podłogę i zaczął siłować się łańcuchem. Podniosłam kurtkę i rozłożyłam ją bez mniejszego problemu, chrząkając znacząco, że pomogę mu ją ubrać. Po chwili strąciłam jego ręce z zamka i otworzyłam go też bez mniejszego problemu.
-Wyższa szkoła jazdy z tym łańcuchem.- otworzyłam drzwi.
-Dzięki. Pamiętaj co mówiłem...- zagroził mi palcem.- Babcia, po tym co się teraz dzieje, to cię nawet w kościele nie uratują. Zamknij te drzwi i nie podsłuchuj!- usłyszałam jeszcze, jak drzwi u sąsiadki zamykają się z trzaśnięciem.-Na razie!
-Nara!- nie byłam gorsza. Zamknęłam drzwi na klucz, zaciągnęłam łańcuch na suwak i odetchnęłam ciężko.-Co to było do cholery...- cofnęłam się do kuchni, wrzucając talerze do zlewu. Pozmywam później.
W tej chwili powinnam się raczej zastanowić nad tym, co ze sobą zrobić.
Informacja od Nathana, że w zasadzie na zewnątrz wcale nie jest tak bezpiecznie i to w biały dzień wytrąciła mnie z równowagi. Jakaś część mnie chciała to sprawdzić. Przecież jeśli zauważę coś dziwnego już z daleka, nie powinnam oberwać, prawda? Z drugiej strony jednak, wolałabym się nie wychylać. Podejrzewam, że w tym tygodniu wyczerpałam już swoje limity jeśli chodzi o szczęście.
Usiadłam w pokoju, wyjmując telefon z kieszeni. Dlaczego nie spisałam sobie numeru do Krystiana?! Taka ze mnie nędzna buła, doprawdy. Nie pomyślałam o tym, a mogłam, bo zdaje się, że Nathana trzeba pilnować na każdym kroku jak dzieciaka.
Cofnęłam się do kuchni.
Oparta o stół, wpatrywałam się durnie w brudne naczynia czekające na mnie w zlewie. Zajrzałam do lodówki. Ogórki, szynka, jajka, pomidor, trochę sera, dwa jogurty, karton mleka. Nathan nawet tam wrzucił paczkę makaronu i płatki śniadaniowe. Nieogarnięty jakiś... Prychnęłam rozbawiona.