niedziela, 7 lutego 2016

43. Jajecznica.

Niedziela.
Podniosłam się obolała z łóżka.
Dziwne, że w ogóle zasnęłam w obliczu tylu tematów do rozmyślania, napadów paniki i tym podobnych zachowań. Nie. Nic z tych rzeczy mnie nie napadało. Odleciałam wczoraj wymęczona jak po całodobowym maratonie.
Dopiero kiedy chciałam chwycić za telefon, uruchamiając komputer dotarło do mnie w pełni, co wczoraj się wydarzyło. Nathan oddał mi swój telefon, bo ukradziono mi mój,  a przecież chłopaki i tak mają krucho z kasą, bo w ich domu nie ma nikogo więcej do rozdzielenia rachunków.
To było bezmyślne z jego strony, a ja z kolei nie należę do osób, które prosiłyby o pomoc. Zwłaszcza o taką pomoc.
Nie zdążyłam odłożyć aparatu na biurko, zawibrował przez otrzymaną wiadomość. Krystian na pewno nie zapomniał, że mam ten telefon u siebie, to po jakie licho pisze SMSy? Logiczne, że były skierowane do mnie, więc otworzyłam zawartość wiadomości.
'Wyjdź przed dom, jeśli już wstałaś'
Szybkim krokiem podeszłam do kuchni i wyjrzałam przez okno. Nikogo tam nie było.
Co on by chciał ode mnie? Zaraz potem usłyszałam pukanie do drzwi. Wyjrzałam na korytarz przez wizjer. Czerwona czupryna sprawiła, że odruchowo przekręciłam klucz w zamku.
Nathan wyciągnął w moim kierunku reklamówkę pełną jedzenia. Patrzyłam na niego jak na ostatniego głupca. Miał rozbity łuk brwiowy i limo pod okiem.
-Coś ty znowu wyprawiał?
-Wpuścisz mnie, czy będziemy gawędzić przez tą szparkę w drzwiach? Bo to raczej nie jest relacja, o której chcieliby słyszeć twoi kochani sąsiedzi.- prychnął w stronę sąsiednich drzwi, za którymi nagle zrobił się szum. Sąsiadka została przez niego przyłapana na podsłuchiwaniu.
Uśmiechnęłam się, zaskoczona. Udostępniłam mu przejście.
-Skąd wiedziałeś, że podsłuchuje?
-Wślizgnąłem się za nią na klatkę. Chyba wracała z kościoła. Stara pudernica.
-Niech zgadnę. Komentowała kolor twoich włosów?- spytałam, unosząc brew. Przysiadłam na komodzie w przedpokoju.
-Szlag ją trafia, jak widzi takich bezbożników. Mam nadzieję, że tak się stanie.- nie przestawał jeszcze przez chwilę rzucać obelg w kierunku drzwi wyjściowych. Rozbawił mnie swoją reakcją. Zrzucił buty, po czym skierował się do kuchni i postawił reklamówkę na stole.
-Oszalałeś.
-Nie będziesz mi tu głodować.- otworzył lodówkę i zaczął pakować do niej produkty, a gdy skończył, skierował się do szafki nad zlewem. Wyjął stamtąd patelnię. Teraz zauważyłam, że na stole zostały jajka, ser masło i jakieś wędliny.
-Zgłupiałeś do reszty?
-Nie, coś ty?- spojrzał na mnie swoimi czarnymi oczyma. Jedno z nich jeszcze słabo widoczne spod zapuchniętych powiek mrugnęło do mnie.
-To powiesz mi, co robiłeś, że masz to limo pod okiem? Ktoś ci przywalił?- zrobiło mi się gorąco na samą myśl o tym, że Nathan znów wpadł w tarapaty.
Nie chciał chyba o tym mówić. Wypuścił z siebie powietrze, zniecierpliwiony.
-Po osiedlu twojej, psia ją mać, koleżanki krąży większa banda takich jak te chłystki.
-Rzuciłeś się na nich w pojedynkę?!- szczęka mi opadła.
-Oszalałaś?! Sami mnie znaleźli.- rozbijał jajka prosto na patelnię z narastającą agresją rzucając skorupkami do zlewu. Westchnął po chwili, wznosząc oczy ku niebu. Odłożył drewnianą łyżkę na blat i zaczął szperać w kieszeniach swojej kurtki. To co wyjął z lewej kieszeni, sprawiło, że zamarłam.
-To... To mój telefon?- spytałam, nie wierząc, że to się w ogóle dzieje.
-Karta zdaje się też jest na miejscu. Nie mieli przy sobie drucika, żeby otworzyć zabezpieczenie. Bierzesz go, czy nie?- machnął mi telefonem przed nosem kilkukrotnie, a potem położył go na stole.
Był praktycznie nietknięty.- Możesz mi oddać mój w zamian? Trochę się przywiązałem do mojej cegły.- nie szczędził sobie języka. Zabrałam swój telefon ze stołu.
-Jajecznica.- rzuciłam tylko, czując, że szykowane przez niego danie zaczyna się przypalać. Zaklął pod nosem, zdejmując patelnię z ognia. Wyciągnęłam dwa talerze z szafki. On zrobił tego tyle, że sama nie dam rady.
-To dla Ciebie.
- Nie zjem tyle.- zręcznie zabrałam od niego rozgrzaną patelnię i łyżkę, nakładając po równo dwie porcje. Potem brudne naczynie wsadziłam do zlewu. Znów usiadłam na wylocie z pomieszczenia, jakby w obawie, że nie będę miała szansy na ucieczkę. Nie wiem. Czerwonowłosy obserwował moje ruchy w niemałym zaskoczeniu.
-Mój Boże. Ty jesteś ogarnięta!- oznajmił złośliwie.
-A ty poobijany.- przedrzeźniałam go przez tą krótką chwilę, zanim zaczęłam jeść. W końcu skoro już zrobił to jedzenie, nie można go raczej zmarnować.
-Nie pozwalaj sobie.- odparł już chłodno.
-Jak cię znaleźli?
-Znalazłem tylko tego typa, który nam zwiał, a potem z baru wyleciała cała reszta.
-I obili ci mordę. Nieciekawie to wygląda.
-Ty też nieciekawie wyglądasz z tym siniakiem na pół twarzy, a ja tego nie komentuję.
-Ale wpakowałeś się w kłopoty! Co by było gdyby cię pobili do nieprzytomności?
-Raczej, gdybym ja ich pobił do nieprzytomności. W zasadzie wiele im do przechlania nie brakowało. Może nawet im pomogłem zasnąć.- zadrżałam gdy to powiedział. Dziwnie to brzmiało. Dość strasznie, rzekłabym.
-Muszę przyznać, że masz sporego skilla w walce.- oznajmiłam nagle. Nie wierzyłam sama sobie, że to powiedziałam. Spuściłam wzrok na talerz, mieszając w resztkach jajecznicy widelcem i w międzyczasie próbując nabrać je do ust.
-Dzięki.-uśmiechnął się niedbale. Widocznie urósł pod wpływem komplementu. Nie widziałam go jeszcze z tak bądź co bądź beztroskim uśmiechem na twarzy. Poczułam zaraz jak kilka bordowych plamek wybucha gorącem na mojej twarzy. Zarumieniłam się w zasadzie mimowolnie, bo nagle atmosfera jakby się rozluźniła.- Lata praktyki.-stwierdził już bardziej ozięble, opanowując emocje.
-Lata?- trochę się przestraszyłam, bo dalej nie wiem, kim on jest.
 Siedzi tu w zasadzie nie wiem czemu i pałaszuje jajecznicę, którą zresztą sam zrobił. W moim mieszkaniu. Kilkukrotnie uratował mi tyłek i powinnam być mu dozgonnie wdzięczna za pomoc, ale jakoś niespecjalnie chciało mi się wymyślać sposobu zapłaty za ratunek.
Ludzie przychodzą i odchodzą, to może i jemu się znudzi.
Spojrzał na mnie swoimi czarnymi oczyma. Poczułam dreszcze na karku. Lodowate, orzeźwiające, przeraźliwe. Wzdrygnęłam się, strącając z pleców to niemiłe uczucie. Podniosłam się z krzesła z zamiarem przeniesienia się do pokoju.
-Jestem pewna, że Krystian będzie cię...- chyba jestem jakimś medium, bo w tym momencie zadzwonił jego telefon.
-Rzygaj.- Nathan niechętnie odebrał natrętnie długie połączenie. Liczył pewnie na to, że sygnał urwie się po chwili. Niedoczekanie. Obserwowałam jego znudzony grymas twarzy, który w miarę urywanej rozmowy stawał się agresywniejszy. W pewnym momencie Nathan poderwał się z krzesła. Niemal by je przewrócił, gdyby nie jego nadzwyczajny refleks. Odstawił krzesło nie robiąc nawet hałasu.
-Coś się stało?
-Muszę lecieć.- chciał się wydostać z kuchni w dość błyskawiczny sposób niestety mu to uniemożliwiłam, nie wiedząc gdzie poprowadzić w tej chwili swoje nogi.- Ogarnij się, sieroto.- stuknął mnie z pięści w czoło delikatnie, ale dotkliwie, cobym się jednak ogarnęła. Nie zdążyłam przylgnąć do ściany, jak Nathan chwycił mnie za ramiona, uniósł i wystawił na korytarz, jakbym była manekinem na wystawie. Zaczął ubierać rozrzucone buty.
-No ale stało się coś?
-Nie twój interes, mała.- próbował mnie zbyć w efekcie czego, chciał wciągnąć mojego buta na swoją nogę.
-Hej! To mój but!- podałam mu jego trepa.- Ogarnij się... To powiesz mi  w końcu co się stało?
-Nie mogę.
-Nie możesz się nawet ubrać z tych nerwów. Mów co się stało.- łapałam go na tym, co ze sobą robi. Skoro tak bardzo się zdenerwował, to z łańcuchem na drzwiach też sobie nie poradzi.
-Po prostu zamknij się w domu i nigdzie nie wychodź, dopóki nie dam ci znać, że jest mało wiele bezpiecznie na zewnątrz.- oznajmił, prostując się nagle. Spojrzał na mnie, bardziej poirytowany tym, że nie może się stąd wydostać. Wyraźnie przed czymś się wstrzymywał. Zbladłam znacznie.
-I ja mam cię po takiej informacji wypuścić na ulicę? Przecież jesteś w takim samym stopniu zagrożony, co ja!
-Szlag niech cię, dziewczyno! Równie dobrze mogę wyskoczyć oknem... Durna szmata!- rzucił zaplątaną kurtkę na podłogę i zaczął siłować się łańcuchem. Podniosłam kurtkę i rozłożyłam ją bez mniejszego problemu, chrząkając znacząco, że pomogę mu ją ubrać. Po chwili strąciłam jego ręce z zamka i otworzyłam go też bez mniejszego problemu.
-Wyższa szkoła jazdy z tym łańcuchem.- otworzyłam drzwi.
-Dzięki. Pamiętaj co mówiłem...- zagroził mi palcem.- Babcia, po tym co się teraz dzieje, to cię nawet w kościele nie uratują. Zamknij te drzwi i nie podsłuchuj!- usłyszałam jeszcze, jak drzwi u sąsiadki zamykają się z trzaśnięciem.-Na razie!
-Nara!- nie byłam gorsza. Zamknęłam drzwi na klucz, zaciągnęłam łańcuch na suwak i odetchnęłam ciężko.-Co to było do cholery...- cofnęłam się do kuchni, wrzucając talerze do zlewu. Pozmywam później.
W tej chwili powinnam się raczej zastanowić nad tym, co ze sobą zrobić.
Informacja od Nathana, że w zasadzie na zewnątrz wcale nie jest tak bezpiecznie i to w biały dzień wytrąciła mnie z równowagi. Jakaś część mnie chciała to sprawdzić. Przecież jeśli zauważę coś dziwnego już z daleka, nie powinnam oberwać, prawda? Z drugiej strony jednak, wolałabym się nie wychylać. Podejrzewam, że w tym tygodniu wyczerpałam już swoje limity jeśli chodzi o szczęście.
Usiadłam w pokoju, wyjmując telefon z kieszeni. Dlaczego nie spisałam sobie numeru do Krystiana?! Taka ze mnie nędzna buła, doprawdy. Nie pomyślałam o tym, a mogłam, bo zdaje się, że Nathana trzeba pilnować na każdym kroku jak dzieciaka.
Cofnęłam się do kuchni.
Oparta o stół, wpatrywałam się durnie w brudne naczynia czekające na mnie w zlewie. Zajrzałam do lodówki. Ogórki, szynka, jajka, pomidor, trochę sera, dwa jogurty, karton mleka. Nathan nawet tam wrzucił paczkę makaronu i płatki śniadaniowe. Nieogarnięty jakiś... Prychnęłam rozbawiona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz