piątek, 11 marca 2016

45. Kanapa

Spojrzałam na niego z ukosa. Stał mi na drodze, opierając się o ścianę, dzięki której ja asekurowałam swoje kroki. Opatrunek pozwolił mi jednak stanąć w miarę normalnie, minimalizując drżenie mięśni. Nathan uniósł brew, obserwując co robię. Kuśtykałam przez środek korytarza, przyspieszając odrobinę, żeby go już wyminąć. Wycofał się do salonu i rozłożył na kanapie, przygniatając koc swoim ciałem. Zerknął jeszcze tęsknie na swoją butelkę z resztką piwa, ale nie zamierzał się po nią ruszyć. Usiadłam w fotelu i zatrzęsłam się z zimna.
Tu naprawdę zawsze jest tak zimno?
Krystian nie ma długich spodni do spania, ale jest przynajmniej w całej piżamie. Nathan nawet nie krył się z tym, że chodzi bez koszulki. Cóż, wolność Tomku w swoim domku. Nie widziałam też, żeby się kiedykolwiek wzdrygnął z zimna, tak jak ja to robię w zasadzie co chwilę. Nachyliłam się po swoje piwo.
Podrapał się po brzuchu. Założył ręce na karku i zamknął oczy.
- Ej, to moje łóżko.- zaczęłam, ukradkiem patrząc na jego brzuch.
- Zmykaj na górę.- parsknął, rozbawiony moją reakcją, gdy to spojrzałam z przerażeniem na schody. Sapnęłam rozeźlona, ściągając usta w grymasie niezadowolenia.- Naprawiłem drzwi ostatnio. Już się same nie otwierają. To twoje trzaskanie doprowadzało mnie do szewskiej pasji.
Nie odezwałam się wcale, próbując opanować choć w jakimś stopniu tok jego myślenia. Złapałam się na tym, że opróżniłam naczynie niemal tak szybko jak on. Zaraz potem musiałam beknąć. Odbiło mi się zdrowo i głośno. Nathan skulił się i roześmiał.
-Wychodzisz na ludzi.- zachichotał.- Gdybyś widziała, z jakim namaszczeniem opróżniałaś tego browca. Chcesz jeszcze jedno?- podniósł się i za jednym machnięciem ręki zgarnął obie butelki ze stolika, kierując się do kuchni. To była moja szansa na rozłożenie się znów na kanapie. Przeskoczyłam na zdrowej nodze, ściągnęłam koc z siedzenia, owinęłam się nim i rozłożyłam po całej długości kanapy. To moje łóżko dzisiejszej nocy i nigdzie się nie ruszam.- O ty, bestio.- zmrużył oczy, uśmiechając się szelmowsko. Podszedł od tyłu kanapy, postawił otwarte butelki z piwem na stoliku tuż przy mojej głowie, po czym chwycił mnie za ramiona i podciągnął do pozycji siedzącej. Zaraz potem błyskawicznie przeskoczył nad oparciem kanapy i opadł na siedzisko tuż przy moich nogach.- To moja kanapa.- chciał się chyba targować. Nie wziął swojego piwa. Chwyciłam więc za butelkę, która była bliżej niego. Wystarczyło, że wyciągnął rękę i już tego piwa nie miałam.
Usiadł bokiem na kanapie podwijając jedną nogę, a drugą opuszczając luźno na dywan. Rękę zarzucił na oparcie i podparł na niej głowę, patrząc na mnie. Musiałam podkulić nogi, żeby się zmieścił.
-Ja tu śpię.- zaprotestowałam. Owinięta w koc, poczułam, jak to szybkie piwko uderza mi do głowy. Ziewnęłam chwilowo kryjąc twarz pod kocem.
-To mówisz, że chodziłeś ze mną na wykłady?- chciałam zmienić temat.
-Tak. Jako wolny słuchacz.
-Musiałeś się tam pojawiać sporadycznie, albo to ja nie chodziłam kiedy ty byłeś na wykładzie.- stwierdziłam. Czarnooki pokiwał głową, przyjmując to jako jedną z możliwych opcji.
Ziewnął po chwili przeciągając się. Złapałam się na tym, że znów wgapiałam się w jego tors. Nawet w delikatnym świetle lampki było widać wszystkie jego blizny na ciele.
Zorientował się, że patrzę na jego ciało, a ja nie zwróciłabym na to uwagi, do czasu, gdy to przysunął się bliżej. Oparł łokieć na mojej zdrowej, podkulonej nodze i zmrużył oczy. Chrząknęłam, próbując wyzbyć się gilgoczącego odczucia na kolanie i plamek purpury znaczących moje policzki. Dla niepoznaki pociągnęłam większy łyk piwa.
-Co robisz?- wydusiłam z siebie.
-A nic, patrzę tylko jak ci się gęba ładnie goi.- rozsiadł się na krawędzi, opierając ciężar ciała na moim kolanie.- Ty się gapisz na mnie, a ja na ciebie. W czym problem?
-Znaczy, trochę za blisko siedzisz.- stwierdziłam. Nie podobało mi się to. Moja prywatna zamknięta przestrzeń była w tej chwili świadomie naruszana przez kogoś innego. Rozprostowałam stłuczoną nogę mając w głębi kanapy odrobinę wolności. Noga, na której Nathan się opierał, przylgnęła do kanapy. Poddałam się, gdy ułożył się z ramieniem na szczycie oparcia, przygniatając mnie do kanapy. Zaczął przymykać oczy, a głowa latała mu na boki.
-Puf.- szepnęłam niemal bezgłośnie i Nathan zasnął. Wzniosłam oczy ku niebu, nie miałam nawet opcji, żeby się stąd wyślizgnąć, skoro owinęłam się kocem. Postanowiłam jednak wtulić się w róg kanapy i spróbować chociaż się zdrzemnąć do rana. Po prawie dwóch piwach to nie było problemem. Problem pojawił się, gdy nad ranem ocknęłam się, przykryta ręką Nathana. Spał na krawędzi kanapy na brzuchu, obejmując moją talię jedną ręką, podczas gdy druga ręka zwisała mu na podłogę. Poruszył się, wciągając się bliżej tak, że teraz na mnie leżał, zginając rękę w kierunku mojego ramienia. Rozejrzałam się po pokoju, spanikowana. Chrapnął tylko i znów zanurzył się we śnie.
No to sobie tak leżałam, wpatrując się w sufit, podczas gdy Nathan wtulał się we mnie jak w poduszkę.
Miałam szczere nadzieje na to, że Krystian nie zjawi się w salonie z ofertą śniadania. Świtało na dworze, ale dalej nie byłam w stanie stwierdzić, która jest godzina. Zaraz, lampka nocna była zgaszona. Serce zabiło mi o wiele za szybko. O, nie! Krystian na pewno to widział. Ja z Nathanem przecież nic nie robiłam. Tłumaczyłam się sama sobie, przyspieszając oddech gwałtownie. Czerwonowłosy poruszył się, czując chyba jak wali mi pikawa. Podniósł się, trzymając się chwilę tuż nade mną. Usiadł potem, przecierając twarz dłonią.
-Co jest?- szturchnął mnie łokciem. Ach, więc to było pytanie do mnie. Nic nie powiedziałam. Jeszcze się głupio pyta. Obruszyłam się. Nathan zerknął na mnie zaspanymi oczyma, unosząc brwi.- Telepałaś się z zimna, okej? To zgasiłem lampkę i się położyłem obok.- dobrze przynajmniej, że to on zgasił lampkę. Nie przypominam sobie jednak, żebym się obudziła w środku nocy, trzęsąc się z zimna, bo zazwyczaj zawsze tak mi się działo.
-Chrapiesz w nocy, wiesz?- odparłam.
-Ty też dajesz koncerty, świętoszku.- skomentował kąśliwie. Ściągnęłam usta pozostawiając to bez zbędnego komentarza, bo bym się tylko pogrążyła.
-Ile wczoraj wypiłeś?
- Wystarczająco mało, żeby nie zrobić jakiejś głupoty.- uśmiechnął się do mnie zgryźliwie. Zacmokałam tylko, próbując  wydostać się z koca.- I następnym razem, jak powiem ci, żebyś czegoś nie robiła, to tego nie rób.- spoważniał.
- No, dobra.- poznałam konsekwencje jednego takiego zdarzenia. Dalej wolę już nie próbować.- A co z Damianem? Rozmawiałeś z nim podobno.
- Tak, to co mu wyperswadowałem było ciosem poniżej pasa.- odparł lekko. Zrobiłam wielkie oczy. Musiałam już się chyba nauczyć, że w towarzystwie Nathana należy niektóre wypadki odczytywać między wierszami.
-Uderzyłeś go?!
-Nie. Ostrzegałem, że jeśli będzie się rzucał, to mu pomogę się uspokoić i tak jakoś wyszło.- wzruszył ramionami. Panuj nad sobą, człowieku. Ściągnęłam brwi, wystraszona.
- Czegoś jeszcze mi nie powiedziałeś.- nie umknęło mojej uwadze, że chciał coś jeszcze powiedzieć, ale się zamknął.
-Uważaj na niego, na tego Damiana.- spoważniał.
-Bo?
- Coś mi w tej jego gębie nie pasuje.- podniósł się, kończąc rozmowę. Przeciągnął się, prostując gnaty i ruszył w stronę kuchni.
Zostawił mnie z tak lakoniczną odpowiedzią, więc i ja tylko wzruszyłam ramionami. Damian wydawał mi się sympatyczny, a pewnie i tak już go nigdzie nie spotkam. Na pewno nie po tym, jak Nathan przywalił mu w brzuch. To raczej on będzie się trzymał ode mnie z daleka, nie odwrotnie.
-Chyba na ciebie powinnam uważać.- mruknęłam do siebie, podpierając brodę ręką. Czas się zbierać. Odwinęłam się w końcu z koca. Pewna, że Nathan dalej urzęduje w kuchni i raczej się stamtąd nie wychyli, przebrałam szybko spodnie. Moja kurtka wisiała w korytarzu.
Gdy w kuchni rozbrzmiała muzyka, uśmiechnęłam się do siebie, Znałam ten kawałek i wiedziałam, w którym momencie zrobi się głośniejszy.
Trzy, dwa, jeden. Gitarowe solo. Wciągnęłam buty, zgarnęłam kurtkę z wieszaka, otworzyłam cicho drzwi i wymknęłam się z domu. W biegu dotarłam na przystanek, żeby wmieszać się w tłum ludzi. Nie, to nie był mój autobus. Mimo to wsiadłam do środka. Te kilka przystanków dalej znajdę inne połączenie pod sam dom.
Gdy tylko usiadłam w autobusie zbliżającym się do mojej ulicy, noga zaczęła mnie rwać nieziemsko. Oho, spadła adrenalina.
Poradzę sobie. Zacisnęłam szczęki. Tak nieogarnięta musiałam wyglądać jak siedem nieszczęść. Wystrzeliłam z autobusu na swojej ulicy. Spojrzałam na zegar na przystanku.
Może zdążę jeszcze na wykład. Musiałabym tylko skoczyć do mieszkania po torbę i przy okazji zrobiłabym zakupy.
Albo chrzanić wykład, pójdę po zakupy i położę się w swoim łóżku.
Zrobiło mi się gorąco, gdy zaczął wibrować mi telefon. Ulżyło mi, gdy okazało się, że to nie Nathan dzwoni.
Zignorowałam jednak połączenie od mojej imienniczki i odpisałam lakonicznie, że się na wykład nie wybieram.
Usiadłam na chwilę, zbierając myśli i siłę na podróż do sklepu. Zaczęłam delikatnie masować obolałe mięśnie. Podobno jak się wparuje do domu, to wypada usiąść na chwilę i odetchnąć, bo jeśli się tego nie zrobi, przyniesie to pecha. Cóż. Lepiej chuchać na zimne, chociaż moje pokłady szczęścia w nieszczęściu mogły się już dawno wyczerpać.
No i dobra.
Westchnęłam ciężko, podnosząc się z krzesła. Listę zakupów już miałam w głowie i miałam szczere nadzieje, że niczego nie zapomnę.
I z takim zapałem wybrałam się w podróż po zakupy.

Wracając z tobołkami miałam problem, żeby otworzyć drzwi do klatki.
Odstawiłam jedną torbę na bok, szamocząc się z kluczami, gdy nagle poczułam szarpnięcie. Czyjaś ręka zakryła mi usta szmatką.
Ciężki zapach wypełnił moje nozdrza.
No, nie... Jeszcze tego mi brakowało...
Tracąc siły, zauważyłam jeszcze, jak moje zakupy rozsypują się po chodniku.


~♠♠♠~
I jak tam? Podoba się? :3
Mam nadzieję, że przez tak długi czas moje pisanie się poprawiło.
Niach. Wszelkie błędy czy literówki proszę mi natychmiast wypominać.
Będę je poprawiać, gdy znajdę czas.
Wasz, Aikooś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz