poniedziałek, 18 kwietnia 2016

46. Stary materac

Obudził mnie odór moczu. Wciągnęłam powietrze gwałtownie i zaraz pożałowałam, bo zebrało mi się na wymioty. Siedziałam na starym materacu. Moje ręce związane za plecami bolały niemiłosiernie. Dopiero po chwili dotarło do mnie co się w ogóle wydarzyło. Zwiesiłam jeszcze ciężką głowę, zauważając, że jestem w samej koszulce i majtkach. Zatrzęsłam się z zimna. Dopiero potem miałam odwagę rozejrzeć się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Uch... Gdzieś pod kartonem zniknął niezidentyfikowany dla mnie robal. Miałam ochotę krzyknąć. Wiedziałam jednak, że nic mi to nie da. Szarpnęłam się gwałtowniej. Powrozy otarły się boleśnie o moje nadgarstki. Przeciągałam się jednak dalej. Próbowałam wykręcić ręce w taki sposób, by poczuć trochę luzu. Musiałam je mocno skrzyżować. Okazało się całkiem szybko, że na moje szczęście jakiś idiota, owinął je niestarannie kilka razy, nie myśląc nawet, że będę potrafiła coś takiego rozwiązać.
I miałam chyba pecha tym razem, bo ktoś wszedł do pokoju, akurat kiedy się odwinęłam.
-Wypuśćcie mnie!- ledwo wypowiedziałam te słowa. Miałam tak zachrypnięty głos, że sama siebie ledwo zrozumiałam. Chciało mi się pić.
-Tak szybko stąd nie wyjdziesz.-odparł porywacz.
-Koleś, macie nie tą osobę co trzeba. Nie mam pieniędzy, ani niczego. Wracałam sobie normalnie do domu z zakupami za resztę kasy ...- załkałam. Nerwy mi puściły.
-Dokładnie wiem, kogo kazałem zgarnąć z ulicy, mała. I doskonale wiem, że znajdą się osoby, które po Ciebie przyjdą.
-Od rodziny się odczepcie!- warknęłam, bo było to jedyne, co przyszło mi do głowy. Porywacz zacmokał zażenowany.
-Chrzanić ciebie i twoją rodzinę, szmato.
-To czemu mnie tu trzymacie?!
-Bo zadarliście nie z tym człowiekiem, co trzeba. Szef nie jest zadowolony z twojego zachowania.- człowiek nie wychylał się z cienia, a ja nie mogłam go zobaczyć. Zakręciły mi się łzy w oczach. Czego oni ode mnie chcą?! Nic nikomu nie zrobiłam, niczego nie ukradłam, nikogo wpływowego nie znam!
Nie znam?
-Naprawdę nie wiem, o czym mówisz.-poruszyłam się niespokojnie. Wtedy też mężczyzna klęknął, pozwalając by światło latarni rozjaśniło jego facjatę. Zamarłam, wstrzymałam oddech.-D-d-Da...
-No, wyduś to z siebie, maleńka.- jego srebrne, lodowate spojrzenie ogarnęło najpierw reakcję mojego ciała, a potem dopiero zawisło prosto na moich oczach.
-Damian... Co ty... Przecież ja nic nie zrobiłam...- syknęłam, pochylając się w jego kierunku błagająco.
-Ty nie, ale twój kolega owszem.
-Jeśli chodzi o to, że cię uderzył, to przepraszam za niego. Jest impulsywny, to tyle. Zresztą ledwo go znam. Kilka razy mi pomógł tylko.- zaczęłam za niego przepraszać. Co ty robisz?! To ci w niczym, Aga, nie pomoże! Damian uśmiechnął się z przekąsem.
-Brawo! Te kilka razy twój obrońca zadarł z niewłaściwymi ludźmi. I zadbam o to, żeby znalazł się w takim samym położeniu, co ty.- Damian podniósł się z klęczek i cofnął do korytarza. Przyniósł manierkę z zupą i łyżkę. Postawił ją przy moich nogach.- Jedz, póki masz co.
-Mam związane ręce. Jak miałabym chwycić za łyżkę?- odparłam nieśmiało. Skłamałam, mając nadzieję, że Damian się zreflektuje i chociaż zacznie mnie karmić. Tak jak myślałam, klęknął przede mną i nabrał łyżkę zupy, żeby podsunąć mi ją do ust. Przełknęłam tak kilka kropli, nie poruszając się za wiele, by po chwili chwycić za manierkę i chlapnąć nią w twarz Damiana. Nogi miałam wolne od sznurów. Podniosłam się i chciałam pobiec w stronę drzwi, ale noga odmówiła mi posłuszeństwa. Upadłam na brudną posadzkę, żałując swojej decyzji.
-Dość żarcia na dzisiaj.- rozeźlony Damian podźwignął mnie z łatwością za koszulkę i cisnął z powrotem w kąt jak szmacianą lalką. Nathan mnie przecież ostrzegał. Ostrzegał i to wiele razy, żeby się nie wychylać, żeby nie wyłazić samemu po ciemku, żeby uważać na tego całego Damiana.
A teraz chcą dorwać i Nathana, bo się dla mnie narażał.
Drzwi za Damianem zamknęły się z trzaskiem. Nie związał mnie z powrotem, więc był raczej pewny, że się stąd nie wydostanę. Na pewno nie wyjdę stąd o własnych siłach. Nie z nogą w takim stanie. Zaczęłam się zastanawiać ile czasu już się tu znajduję. Była noc. Wychodzi więc na to, że przetrzymują mnie tu już dobry jeden dzień, albo dwa.
Zaklęłam pod nosem. Przecież mnie nie znajdą. Musiałabym tylko liczyć na to, że porywacz wyjdzie z inicjatywą okupu za moją osobę.
O czym ja w ogóle myślę? Muszę znaleźć sposób, żeby się stąd wydostać.
Podniosłam się obolała. Moja prawa noga zadrżała pod ciężarem ciała, ale im ostrożniej stawiałam kroki tym mniej się cała trzęsłam.
Leki przeciwbólowe przestały działać już dawno. Na pewno byłam tu już parę dni i zdaje mi się, że mnie jeszcze specjalnie poturbowali gdy byłam nieprzytomna, żebym nie myślała o ucieczce.
Wyjrzałam przez okienko. Wszędzie drzewa. O nie... Tym bardziej zaczęłam panikować, bo w środku lasu nikt mnie raczej nie znajdzie.
Cholera, cholera, cholera! Złapałam się za głowę, próbując wykombinować coś, co pozwoli mi się stąd wydostać.
Długo tak kręciłam się po pomieszczeniu, siedziałam na materacu, przekładałam stare pudła, albo wpatrywałam się w widok za oknem. Nad ranem padłam już w zasadzie ze zmęczenia. Było mi strasznie zimno, każdy szmer drażnił zmysły, dopóki po południu nie wpakowali do celi kogoś jeszcze. Tym razem zamykając pomieszczenie już na cztery spusty. Poderwałam się z miejsca.
Ktoś zaklął pod nosem. Nie rozpoznałam głosu. Zaraz jednak z cienia wychylił się...
-Krystian...- doszczętnie puściły mi nerwy, opadłam na podłogę. Płakałam tak dopóki nie podszedł na kolanach i nie chwycił mojej twarzy oburącz.
-Aga, jesteś cała? Cholera jasna. Zrobili ci coś?
-Ledwo chodzę. Doprawili mi chyba nogę. Nie mogę na niej stanąć. Gdzie jest Nathan?
- Mam nadzieję, że miał dobry powód do tego by się ewakuować.
-Chcą go dopaść. Damian mówił, że zadarliśmy z niewłaściwym człowiekiem... Ja już nie wiem, co się takiego mogło stać, że to ja tu wylądowałam.- wydusiłam z siebie przez łzy. Krystian westchnął ciężko.
-Wyjdziemy z tego. Obiecuję Ci.- ledwo widziałam jego twarz. Szczyt nosa miał rozcięty, więc pewnie dostał prosto w okulary. Też dlatego nie miał ich na sobie. Usiadł obok, wzdychając ciężko i boleśnie po raz kolejny.
-Niech Nathan tu nie przychodzi.- wzdrygnęłam się. Dlaczego przyszło mi do głowy, że miałby wiedzieć jak tutaj dotrzeć?
A pewnie dlatego, że jakby nie spojrzeć, znajdował się w pobliżu, gdy miałam problemy. Dlatego podświadomość wykrzykiwała mi ostrzeżenie w jego kierunku. Teraz to nie przelewki. Ci ludzie zdawali się nie żartować.
Szlag... Wytarłam łzy brudnymi od kurzawy rękoma.
-Zaraz zobaczę, co z twoją nogą. Może znajdę coś, żeby ją z powrotem zabandażować, żeby ci się lepiej chodziło...- chwycił się za koszulkę w pierwszym odruchu, a potem zaczął rozglądać po tej zaplutej rupieciarni.
-Cholera, Krystian. Nie mamy szansy na ucieczkę. Jesteśmy w środku lasu, spójrz przez okno.
-Bez okularów nie widzę więcej niż dwa metry od siebie, więc niewiele mi to da.- uśmiechnął się z przekąsem.
-Ja też, ale potrafię odróżnić gdzie las, a gdzie go nie ma, serio.- odburknęłam.
-Uspokój się chociaż na chwilę, dobra? Nerwówka nam nie pomoże.- odparł na to miękkim głosem. Przerzucał kartony w poszukiwaniu jakiegoś czystszego materiału, ale niczego nie znalazł. Wsparłam brodę na kolanach, podkulając ostrożnie nogi.
-A nie znasz jakiegoś magicznego sposobu, żeby się stąd wyrwać?- obserwowałam tylko jego poszukiwania, gdy nagle się zatrzymał. Machnął ręką, ale już nie tak spokojnie, zaprzeczył.
-Nie ma takiego sposobu.
-Szkoda.- westchnęłam. Wrócił na materac z pustymi rękoma, ale tym razem nie wyglądał na spokojnego. Widocznie się przed czymś powstrzymywał. Nathan też tak kiedyś miał. I nawet chciał wyskakiwać oknem, narwaniec, bo drzwi nie były posłuszne. Uśmiechnęłam się krzywo na to wspomnienie.- Z dwojga złego dobrze przynajmniej, że nie jestem już sama.- szturchnęłam Krystiana łokciem.
-A ostrzegałem Cię, żebyś nie słuchała Nathana...
- No, właśnie poniekąd dlatego się tu znalazłam...- skrzywiłam się, bijąc się w myślach cegłą po głowie.
Brawo! Sama jestem sobie winna takiego, a nie innego finału akcji.
-Serio? W końcu się czegoś nauczył... I wychodzi na to, że przeze mnie znalazłaś się w tarapatach.
- Nawet nie brałam twoich słów pod uwagę.- zmrużyłam oczy, krzywiąc się lekko w oczekiwaniu na reakcję Krystiana.
-I tak mnie to nie usprawiedliwia. Pokaż tą nogę, spróbujemy coś zaradzić.- kazał mi rozprostować prawą nogę, żeby mógł ją w tym półcieniu obejrzeć. Stłuczenia były tak okazałe, że nie trzeba było się mocno przyglądać. Ściągnął brwi, zastanawiając się co z tym zrobić. Zdjął z siebie koszulkę i zaczął ją rozdzierać na pojedyncze paski. No to bandaż.
Syknęłam dotkliwie, gdy poczułam jego gorącą dłoń, która przeciągnęła się po całym polu stłuczenia, zostawiając za sobą piekące odczucie. Potem zaraz zaczął ją szybko bandażować, a odczucie gorąca pod opatrunkiem nie znikało jeszcze długo. Ja z kolei nie mogłam się przez ten czas ruszyć. Krzywiłam się za każdym razem, gdy chciałam się podciągnąć, albo przesunąć, a nie mogłam, zupełnie jakby bandaż był owinięty wokół całego mojego ciała.
-Boli.- jęknęłam.
-Jest bardzo opuchnięta, za chwilę się przyzwyczaisz do opatrunku.- odparł na to, wyraźnie rozluźniony. Sam miał sporo siniaków na plecach i pod żebrami. Musieli go nieźle poobijać.
-A tobie nic nie jest, Krystian?- skinęłam na siniaki pod jego żebrami.
- Ledwo mnie drasnęli. Dam radę. Odpocznij.- zsunął się wgłąb pomieszczenia, opierając gołe plecy o zimną ścianę. Rozprostował nogi, pozwalając mi położyć głowę na swoim udzie.- Coś wymyślimy.- ułożył ciepłą dłoń na moim ramieniu, podczas gdy drugą rękę podkulił, by zakryć najgorsze siniaki na żebrach, jakie i tak zdążyłam zauważyć.
Oczy odmówiły mi posłuszeństwa już po minucie takiego leżenia. Byłam spokojniejsza, bo Krystian siedział obok i tak wszelkie instynkty mogły się w końcu chwilowo zresetować. Straciłam czujność, zasnęłam. Chyba po raz pierwszy od kilku dni.
-Wstawaj! Aga, wstawaj!- szturchnął mnie ktoś. Krystian klęczał nade mną.- Jakaś szamotanina obok. Mam nadzieję, że to Nathan ich tam pierze, nie odwrotnie.- oznajmił. Usłyszałam wtedy trzask rozbijanych mebli, ale żadnych krzyków, czy słów z obcych ust, które miałyby mnie naprowadzić na właściwy trop.
Podniosłam się z miejsca. Mogłam stanąć normalnie na obu nogach, ale nie to teraz było ważne.
-Mógł tu nie przychodzić.- zakryłam usta dłonią.
-Mogli sami go tu przyprowadzić. Zwróć na to uwagę.- odparł Krystian, kładąc rękę na moim ramieniu.- A on mógł sam dać się złapać, żeby go do nas doprowadzili.
-On jest niepoważny?! Chyba, że ma się za jakiegoś T-900.- ściągnęłam brwi, zszokowana, że Nathan mógł dać się w tak głupi sposób zapędzić w kozi róg.
-Terminator? W momencie, gdy adrenalina strzeli mu do głowy, nazwałbym go Apokalipsą.
-Żadne porównanie.- zaśmiałam się nerwowo i odsunęłam od drzwi, bo hałasy zaczęły się zbliżać. Drzwi do składziku, w którym siedzieliśmy, zostały wyważone przez ciało jednego z porywaczy. Łupnął tylko w ścianę i wpadł w pudła ustawione niedbale pod ścianą. Krystian osłonił mnie sobą, w razie gdyby to nie była osoba, której się oboje spodziewaliśmy. Gdy zauważyłam czerwoną czuprynę, jaka wyłoniła się z cienia, a spod niej za chwilę błysk czarnych oczu, świdrujących pomieszczenie w poszukiwaniu kogoś jeszcze do mordobicia, odetchnęłam z ulgą. Nathan odgarnął włosy z twarzy, rozglądając się za siebie i spojrzał w końcu na nas.
-Faktycznie, T-900.- przytaknął mi Krystian. Nie wiedziałam, czy się zacząć śmiać, czy płakać. W efekcie tylko odwróciłam się od chłopaków i odeszłam te kilka kulejących kroków, kryjąc twarz w dłoniach. Tak bardzo nie wiedziałam, jak się teraz zachować. Trzęsłam się cała nie tyle z zimna, co mieszanych emocji, jakie konwulsyjnie próbowały się ze mnie wydostać.
-Twój samochód stoi pod bunkrem.- oznajmił nagle Nathan. Krystian wydostał się z pokoju, a ja usłyszałam tylko ciężkie westchnienie ulgi. Poczułam ciepło całkiem ciężkiego materiału. Nathan owinął mnie szczelnie swoim płaszczem, wciskając mi jego klapy w dłonie.-Owiń się porządnie, jest zimno na dworze.- dodał, już lżejszym tonem.- Dobrze, że nic ci nie zrobili.
Kiwnęłam tylko głową. Nie chciałam się odzywać, bo póki się nie odzywałam wszystko we mnie trzymało się w ryzach. Nathan zaczął mnie prowadzić do wyjścia. W następnym pomieszczeniu nie było co zbierać. Ludzi też tam nie było. Uciekli? Moje oczy powiększyły się samoistnie.
-Są pod tą stertą śmieci. Szybko się nie wygrzebią.-mruknął, a ja podskoczyłam, wciągając powietrze, zupełnie zaskoczona.- Chodź, chodź. Kucyk pewnie już odpalił samochód.