czwartek, 26 maja 2016

47. Buty

Otuliłam się płaszczem, zanim wyszliśmy z budynku. Tuż przy wejściu stał samochód Krystiana. Nathan trzymał się blisko mnie, czujnie rozglądając się naokoło. Światła samochodu oślepiły mnie chwilowo, zadrżałam z zimna, a potem wsiadłam do tyłu. Czerwonowłosy usiadł obok.
-Jedź, byle nie do nas.-oznajmił nagle, gdy tylko zatrzasnęły się za nim drzwi. Zamek centralny stuknął, a ja podskoczyłam w miejscu.- Spokojnie.- chwycił mnie mocno za rękę. Jego rozgrzane dłonie aż mnie parzyły, ale nic nie powiedziałam. Poczułam się lżej, choć wciąż czułam, że nie wszystko jest w porządku, że to jeszcze nie koniec.
Krystian ruszył w ciszy, skupiony na opuszczeniu tego przeklętego miejsca.
-Nie jedziemy do domu?- wydukałam, widząc, że jedziemy w przeciwną stronę. Minęliśmy znak żegnającego nas miasta i jechaliśmy dalej autostradą. Znowu jest wszystko nie tak. Znowu mam napady lęków. Muszę wziąć tabletki, cokolwiek. Odciąć się i odpocząć.
Cholera jasna! Porwali mnie! Co teraz?! Kim jest Nathan, że chcieli go dorwać? Czemu posłużyli się mną jako przynętą?!
Nawet nie zauważyłam, że zaczęłam drapać swoje udo, by powstrzymać się od łez. Przeszło mi dopiero, gdy poczułam naskórek pod swoimi paznokciami a rany zaczęły delikatnie krwawić.
Nathan z narastającym gniewem obserwował co robię. Chyba coś do mnie powiedział, ale nie zdążyłam tego nawet zarejestrować. Ze swego rodzaju ulgą spojrzałam na krwawiące nierówne zadrapania i dopiero wtedy Nathan zareagował gwałtowniej.
-Co ty wyprawiasz, co?!- szarpnął mnie za rękę. Spojrzałam na niego tępo. Nie wiedziałam co powiedzieć.- Przestań to robić.-warknął, odciągając moją drugą dłoń. Złożył moje ręce razem. Przygniótł je do kanapy i zaczął wolną dłonią poprawiać na mnie płaszcz tak, bym nie miała dostępu do swojej skóry.
Zaczęłam się zanosić z płaczu. Tego było dla mnie za dużo.
Nathan pozwolił mi się skulić i wypłakać.
-Co zrobiła?- Krystian skręcił gdzieś właśnie, ale jechał dalej w nieznanym mi kierunku.
-Zaczęła się drapać do krwi, żeby się nie poryczeć. Rozumiesz to?- oznajmił z wyrzutem.
-Już ostatnio miała dłoń całą w strupach, tą za którą ją trzymałeś.- odparł Krystian spokojnie. Czułam na sobie wściekłe spojrzenie Nathana. Wiedziałam, że będzie miał mi za złe okaleczanie się w ten sposób i z pewnością mi to będzie wypominał.
Zamknęłam opuchnięte od płaczu oczy. W samochodzie zrobiło się ciepło. Otuliłam się bardziej płaszczem, czując perfumy Nathana.
Ocknęłam się leżąc na boku, z głową na udzie czerwonowłosego. Sam chyba drzemał z odrzuconą na oparcie ręką i głową wspartą na niej. Krystiana nie było w aucie. Widziałam światła. Chyba byliśmy na stacji benzynowej. Gdy tylko się poruszyłam, wolna dłoń Nathana powędrowała w kierunku moich włosów. Drzemał, albo tylko czuwał, bo zaczął mnie głaskać, gdy tylko drgnęłam. Zamknęłam z powrotem oczy i odpłynęłam znowu zanim Krystian wrócił do samochodu.
Jednak zapach świeżo parzonej kawy kazał mi się podnieść. Głód dał o sobie znać dopiero teraz.
-Weź sobie coś jak chcesz.- Krystian obrócił się w siedzeniu, by na mnie spojrzeć. Nathan poruszył się tylko, podrapał po miejscu, w którym była przed chwilą moja głowa i złożył ręce rozkładając się wygodniej. Faktycznie drzemał.
-Masz jeszcze kawę?- spytałam, przecierając twarz dłonią.
-A pewnie, trzymaj. Tylko ostrożnie, bo gorąca.- podał mi papierowy kubek z kawą.
-Gdzie jesteśmy?- chrząknęłam tylko, nie mogąc czegokolwiek powiedzieć, bo miałam tak bardzo zachrypnięty głos.
- Dojeżdżamy do granic województwa. Jedziemy do mojego znajomego, wszystko załatwiłem.
-Dlaczego tak daleko?!- skrzywiłam się.
-Bo jeśli Nathan musiał zniknąć,a mnie zgarnęli spod domu... Zapewne jak i ciebie spod kamienicy, to nie mamy się gdzie schować. Na pewno nie w tamtym mieście. Możemy tylko liczyć na to, że tamci razem z Damianem, nie zawiadomili pozostałych. Obstawiam, że mamy teraz kilka godzin przewagi i czas, żeby się gdzieś zaszyć.
-Nikt nas nie śledził?- spytałam. Za dużo filmów się naoglądałam, żeby nie zadać takiego pytania.
-Nie. Mało prawdopodobne też, żeby podłożyli jakiś nadajnik. Nawet jeśli, to im się nie przysłuży.- spojrzał na swoje dłonie, przymrużając lekko oczy z nieokreślonym wyrazem twarzy. Nathan chrząknął znacząco.
-Żadnej pluskwy nie ma. Jeśli nie liczyć tej, do której teraz jedziemy.- skwitował, wyciągając się po papierowy woreczek pełen hot-dogów. Wyjął jedną zapiekankę z torebki i wcisnął mi ją w rękę, po czym bez pardonu zaczął pałaszować resztę.
-A-ale to mafia. Przecież oni i tak nas znajdą.
-Za dużo filmów się naoglądałaś.- odburknął z pełną gębą żarcia.- Nie było jakichś normalnych kanapek?!- czerwonowłosy wyglądał jakby miał zwrócić to, co przed chwilą przełknął.- Jeśli sraczki przez to dostanę, przyjadę tu, kupię ci całe kilo tego badziewia i wepchnę do gardła osobiście, kudłaty.- syknął, gdy tylko odbiło mu się jedzeniem. Zdążyłam powoli przemielić kęs parówki.
-Przestań. Nie są takie złe.-uśmiechnęłam się, rozbawiona i ugryzłam kolejny kawałek tym razem z bułką i sosem musztardowym. W jednej chwili skrzywiłam się, czując sam kwas w ustach i wyplułam to co zdążyłam przemielić. Nathan parsknął śmiechem. Krystian zachichotał tylko.
-Wrzuć to tutaj. Zrobię żarcie jak dojedziemy na miejsce.- czarnooki otworzył torebkę przed moim nosem. Wrzuciłam hot-doga do środka razem z tym, co wyplułam, a Nathan wyskoczył z auta by wyrzucić zepsute jedzenie.-Śmigaj, Kryśka.

Kawę piłam powoli, mając nadzieję, że starczy mi jej do samego końca trasy, by zatuszować echo głodu choć na trochę. Im bliżej byliśmy, tym bardziej Nathan się wiercił, co tylko wzmagało i moje zniecierpliwienie. Chciałam się wykąpać, najeść i położyć do ciepłego łóżka, zasnąć przy spokojnej muzyce, odstresować.
Zatrzymaliśmy się jakieś pół godziny drogi od stacji, zajechaliśmy na postój dla tirów.
-Kiedy przyjedzie?
- Musimy przejść na drugą stronę autostrady. Powinien czekać w tamtej uliczce.
- Idziemy na pieszo?- przełknęłam ślinę. Raz, nie miałam na sobie butów, a różne rzeczy można znaleźć pod piaskiem w lesie, a dwa, że ledwo chodziłam. No i trzecia sprawa. Nie wpakuję się do obcego lasu po raz drugi. a już na pewno nie z własnej woli.-Nie, nie. Zostaję tutaj.- zatrzęsłam się w przestrachu.- Nie pójdę do lasu w środku nocy.- zatrzęsłam głową na znak sprzeciwu.
-Nie masz się czego bać. Przejdziemy dosłownie sto metrów wgłąb tamtej uliczki. Michał będzie czekał w swoim aucie.
-Wezmę cię na barana, jeśli nie możesz jeszcze chodzić.- Nathan wzruszył ramionami.
-Nie mam butów.-odwarknęłam, coraz mniej kontrolując emocje. Mogłabym się obrażać, ale jakie miałam inne wyjście z sytuacji? Powinnam się cieszyć, że w ogóle udało mi się uciec i dostosować do planu chłopaków, bo jeśli zostanę w tym aucie, to mnie znów znajdą ci ludzie. Damian przecież rzucił mną w kąt jak szmacianą lalką, to kto wie, co mógłby zrobić teraz jeśli wyszedł cało z potyczki z Nathanem i rzucił się za nami w pościg?
Nie chciałam tego sprawdzać.
-Nie ma na co czekać. Chodźmy już lepiej.- Krystian wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi.- Ostrożnie, sporo tu szyszek.
- Tym bardziej nie dam rady.- odparłam z wyrzutem.
-Znowu mam pod ciebie wleźć, żebyś się pozwoliła nieść? Co ja gadam, przecież nie masz wyboru.- czerwonowłosy znów zrobił to samo, co w szpitalu, żeby wziąć mnie na plecy.
- Opanuj się!- pisnęłam, gdy podrzucił mnie sobie, żebym się lepiej usadziła.
-Ty się ogarnij, a nie marudzisz. Człowiek się naraża i zero wdzięczności potem. Nie ma sprawy, Aga, rachunek ci przyślę po całej akcji, co?- odpowiedział na mój pisk. Krystian trzymał się z przodu. Przeszedł spokojnie przez pustą autostradę. Samochód przejechał tam dopiero, gdy nas już nie było widać w tych czeluściach.
-A jak tu są dziki? Tu na pewno są dziki.- usłyszałam trzask w oddali.
-Nie panikuj.- Nathan z pewnością był już poirytowany moim wsłuchiwaniem się w każdy szmer, każde pęknięcie suchej gałązki, które echem roznosiło się po leśnej głuszy.- Jakby to były dziki, zrzuciłbym cię z siebie, żeby móc uciec, więc mamy przewagę.- zerknął na mnie ze złośliwym uśmieszkiem.
-Bardzo śmieszne, serio.- fuknęłam.
-Głupie pytania zadajesz to masz głupie odpowiedzi.- rzucił. Chyba miał ochotę mnie z siebie zrzucić, bo w pewnym momencie sprawdził jak zareaguję na luźny ucisk na udach. Spięłam się, podduszając go z lekka, aż się wygiął.- Dobra, już dobra. To było głupie! Wyluzuj, co? Cały czas cię trzymam.
-Nie boję się.- ściągnęłam brwi dość mocno.
-To za czym panikujesz, że cię zrzucę?
-Odruchowo!- szłam w zaparte. Chciał się kłócić o takie coś, proszę bardzo.
-To nie mów, że się nie boisz, bo się boisz.
-Nie będę się bała dopóki ktoś nie ciśnie mną o drzewo jak maskotką. Wyobrażasz sobie, że ten Damian potrafi takie rzeczy?- zaczęłam. Nathan prychnął tylko.
-Przywidziało ci się.
-Przyznałabym ci rację, gdyby nie to, że to mnie Damian podniósł za koszulkę jedną ręką i przerzucił przez pokój jak poduszkę. Nie żartuję.- opowiedziałam chłopakom, co jeszcze się wydarzyło. Lepiej mi się było wyżalić i podzielić informacjami niż wszystko dusić w sobie. Nathan tylko coraz bardziej przyciskał mnie do siebie. Krystian zatrzymał się na chwilę i spojrzał na nas, gdy wspomniałam o tym rzucie. Chwilę potem usłyszałam odgłos silnika i przygłuszone szczeknięcie. Krystian za chwilę złożył ręce, przycisnął je do ust i gwizdnął. Z oddali wydobyły się dwa uderzenia suchym badylem o pień drzewa.
-W tę stronę.- oznajmił Krystian.
-Ten wasz szyfr to jak z podstawówki.- sarknął Nathan.- Chyba zupełnie jak mentalność jego twórcy.- dodał, gdy naszym oczom zza gęstych krzaków wyłonił się człowiek, do którego chyba czerwonowłosy kierował te słowa wcale się nie kryjąc.
-Cześć, Nathan.- mężczyzna tylko machnął na niego ręką, podchodząc do Krystiana. Zaczęli wymieniać się informacjami. Próbowałam podsłuchać cokolwiek, ale mówili zbyt cicho albo nawet nie po naszemu.
-Chodź, nie będziemy słuchać idiotów.- Nathan skierował się bezpośrednio do auta. Nie miałam w zasadzie wyboru, bo przecież to on niósł mnie na plecach. Jednak kiedy odchodziliśmy od chłopaków, poczułam jakieś dziwne swędzenie na karku. Zupełnie jakby mi się przyglądali.
Obróciłam jeszcze głowę, by na nich spojrzeć. Nieznajomy przyglądał mi się z pewną dozą konsternacji. W pewnym momencie ten swędzący balonik niepokoju na moim karku pękł, a jego zawartość rozlała się chłodnymi dreszczami po plecach.
Gdy Nathan wpakował mnie do samochodu, powiedział coś, że mam tu zaczekać i cofnął się do rozmawiających.
Zaczęli o czymś dyskutować we trójkę i to jeszcze żywiej niż do tej pory. Nie chciałam tego słuchać, zamknęłam okno, oparłam się na siedzeniu i przymknęłam oczy. Nie mogłam jednak zasnąć. Powieki same mi opadały, ale ja nie mogłam wciąż zmrużyć oka, zupełnie jakby coś za chwilę miało mnie zaatakować, jakby w tym lesie coś się już na mnie czaiło, a mnie w tej chwili nie chronił nawet samochód, w którym siedziałam. Czułam już, że moje zmysły zaczęły wytężać się do tego stopnia, że rozbolała mnie głowa. W aucie było tak cicho, że dudnienie w uszach stawało się katorgą samą w sobie.
Coraz intensywniejsze łomotanie gdzieś z tyłu głowy, sprawiło, że się skuliłam, zatykając uszy i zaciskając powieki. I siedziałabym tak bijąc się z pustką w głowie, dopóki powietrze w aucie nie ruszyło się przez trzaśnięcie drzwiami. Podniosłam głowę, zaskoczona. Wszystko ucichło, to dudnienie, ta boląca głowa, to znużenie. Niestety tylko na chwilę, bo moje zmysły skupiły się na trzaśnięciu drzwiami i tym co je spowodowało. Za kierownicą siedział już ten znajomy Krystiana. Obejrzałam się naokoło, ale chłopaków nigdzie nie było.
-Gdzie Nathan?- spytałam oniemiała.
-Nie jadą z nami, ale spotkamy się na miejscu.- oznajmił mężczyzna.
-Jak to?!- skrzywiłam się.- Wysiadam stąd! Może ich dogonię.- dopadłam klamki, ale zamek centralny był zatrzaśnięty.- Wypuść mnie stąd. Nigdzie z tobą nie jadę!- szarpałam się z drzwiami bez efektów.
-Ja wiem, że nie chcesz ze mną jechać i jeśli to ma ci pomóc, możemy zaczekać tutaj, ale podejrzewam, że jeśli faktycznie podsadzili wam nadajnik do auta zaczną szukać na większym terenie niż tylko parking, na którym się zatrzymaliście.
-To dlaczego oni zostali w lesie?!
-Opowiem ci wszystko, kiedy dotrzemy na miejsce, dobra? Tylko zgódź się, żeby ze mną jechać, bo sam się będę czuł jak porywacz.- westchnął ciężko, obracając się. Konsternacja w jego spojrzeniu mieszała się, przynajmniej tak mi się zdawało, z poczuciem winy. Zmiękłam. Kiwnęłam tylko głową.- No to jedziemy.- usłyszałam rozruch silnika, zapaliły się przednie reflektory i zauważyłam coś, co wywołało mój wrzask.
Damian stał przed samym autem mierząc do Michała z pistoletu. Pocisk zatrzymał się na szybie. Mężczyzna, wycofał auto gwałtownie, zamykając wszystkie okna.
-Uciekajmy stąd, szybko!- załkałam, ponaglając go. Jak to się mogło stać, że Damian tak szybko nas znalazł?! Jeśli wcale nie było go w bunkrze, gdy Nathan się tam zjawił?
-Komputer pokładowy wysiadł.-Michał wściekły, uderzył pięściami w kierownicę.- Zajmę się nim. Nie ruszaj się z samochodu.
-Gdzie idziesz? On ma pistolet!
-Ja też.- sięgnął pod siedzenie kierowcy, wyciągając pistolet z tłumikiem. Zrobiło mi się słabo. Wycofałam się. Nie wiedziałam, kogo bać się bardziej. Damiana, czy tego kolesia, który trzyma broń pod siedzeniem. Co, gdyby był z nim w zmowie i zwiódł chłopaków, żeby mnie zabrać? Może sam ich zlikwidował i wykrwawiają się teraz w krzakach?! Bo niby jaki normalny człowiek ma szyby pancerne w samochodzie?!
Co zrobić, co zrobić?!
Nawet nie chciałam się przyglądać temu zdarzeniu, ale słyszałam wszystko co się działo. Skryłam się tylko za siedzeniem, w razie gdyby szyba jednak nie wytrzymała zderzenia z kolejnym pociskiem.
W tym samym momencie cały widok przesłoniła mi mgła, a raczej szron, który pokrył całe szyby od zewnątrz. Cisza, jaka zapanowała na zewnątrz wzmogła me zmysły, choć znów nie mogłam skupić się na pojedynczych szmerach, bo dudnienie w mojej głowie atakowało mój słuch bezczelnie.
Nagle samochód zaczął się podnosić od strony kierowcy. Wszystko zaczęło przewalać się na prawą stronę auta, a ja razem z tym, dopóki nie uderzyłam w sufit auta.