niedziela, 26 czerwca 2016

49. Taca

Słyszałam tylko pogardliwe prychnięcie ze strony Nathana. Krystian wyszedł chyba z siebie w tym momencie, bo na niego naskoczył.
-Co ty sobie wyobrażasz, co? Debilu, kretynie, nie mam słów na Ciebie!
-Zamknij się, Zero, bo Ci tą mordę obiję tak, że jej nie zaleczysz.
-Stul pysk... Wyciągnęliśmy ją z tego, to teraz nie pogarszaj sprawy. Sam chciałbym wiedzieć, co się dzieje, gdyby ktoś mnie wpakował w takie gówno. I albo jej wyjaśnisz, co tak naprawdę jest na rzeczy, albo sam jej to pokażę.- groził. Nathan odciął się tylko krótkim "nie odważysz się", wycedzonym przez zęby.- Nie? Aga, lepiej zostań na tej podłodze, bo to co zaraz zobaczysz...- zdążyłam się obrócić, gdy Krystian wypowiedział moje imię, a zaraz potem delikwent zarobił mocnego prostego w przeponę od czerwonowłosego.
Faktycznie, wolałam się nie ruszać z podłogi, jeśli Nathan wpadł w szał. Michał stał pod drzwiami, zdawało się, gotowy do ewakuacji, ale gdy tylko Nathan odwrócił się w jego kierunku, mogłabym przysiąc, że zniknął. Wyparował. Tak po prostu rozpłynął się w powietrzu.
-Agnieszka.- usłyszałam za swoimi plecami. To był głos Michała. Bałam się obrócić, bo nie chciałam uwierzyć w to, czego jestem teraz świadkiem. To mi się tylko śni, wydaje. Mam halucynacje z przemęczenia, to wszystko. Na pewno jest na to jakieś wytłumaczenie.
-Zignoruj go.- warknął Nathan. Drgnęłam, wystraszona.
-Dajcie mi spokój. Ja chcę do domu.- jęknęłam tylko słabo.
-Michaś, wypierdalaj, zanim i tobie zrobię krzywdę. I zabierz stąd Kryśkę, bo jęczy jak baba.- widziałam, że w Nathanie aż się gotowało, ale próbował się opanować. Michał podniósł się, wyminął mnie i zabrał Krystiana z pokoju.
Nie odezwałam się, czekając w napięciu na rozwój sytuacji. Zostaliśmy w pokoju sami, we dwoje, a wciąż czułam, że on nie jest do końca spokojny. Spojrzał na swoje zaciśnięte w pięści dłonie, sapiąc jeszcze w złości, a po chwili rozluźnił palce, wzdychając ciężko. Zwrócił oczy ku niebu, kręcąc głową, jakby karcił się w myślach za to, co przed chwilą zrobił. Nie patrząc na mnie, przeszedł na stronę łóżka, na którą mnie przerzucił, usiadł na jego krawędzi i wsparł łokcie na kolanach, pochylając się w moim kierunku. Wycofałam się pod ścianę.
-Nie tak to miało wszystko wyglądać. Mieliśmy Cię odstawić w bezpieczne miejsce i zniknąć. Po czasie by się wszystko uspokoiło, ale tych dwóch idiotów usiłuje Ci pokazać, co potrafimy.
-A co takiego potraficie poza ciągnięciem mnie za sobą i obijaniem sobie mordy nawzajem?
-Mało miałaś dowodów przez tyle czasu?- parsknął, rozbawiony. Ściągnęłam brwi, zbita z tropu.
Nie wiedziałam, jakich argumentów się chwycić, by rozwinąć tę bądź co bądź, rozmowę.
-Jakich dowodów?
-Choćby tych kilku z ostatniej chwili, twoich opowieści z porwania, wydarzenie z samochodem, twoje potknięcie się na kocu, gdy hm, z trudem podniosłem szklany stół, żebyś się o niego nie zabiła, czy choćby fakt, że naprawdę miałem oparzoną rękę, ale to zasługa Kuca, że z tego wyszedłem tak szybko.- oznajmił. Miałam pustkę w głowie, patrząc jak z namaszczeniem Nathan odlicza te wszystkie zdarzenia na palcach rzekomo oparzonej ręki.
-Co ty chrzanisz? Przecież sami mówiliście, że...- no tak, mówili, że mi się przywidziało, że byłam w szoku i dlatego widziałam rzeczy, znacznie je wyolbrzymiając. A może faktycznie tak było?
-No...- Nathan uniósł brew.
-Zaraz... Mówisz mi teraz, że macie nadludzką siłę, bo co?
-Bo tak po prostu jest.
-Ty mnie wkręcasz, tak? -uśmiechnęłam się niepewnie.- Po co ta cała szopka, skoro i tak sobie ze mnie żartujecie.- ściągnęłam brwi za chwilę, podnosząc się z podłogi.
-Jak ci to udowodnić, hm?- odparł, rozkładając ręce w geście zapytania.
-Nic mi nie udowadniaj. Tak będzie lepiej dla mnie i dla was.- trzęsłam się z emocji ja i mój głos- Tak, tak będzie lepiej.- próbowałam sama siebie uspokoić.
-Jak sobie chcesz.-on również się podniósł z miejsca.
-Mogłeś nie bić Krystiana.- próbowałam zmienić temat, ale widocznie i tak wszystko się kręciło wokół jednego.
-Fakt, mogłem, ale podejrzewam, że zademonstrowałby ci za dużo.- ściągnął brwi, zamyślając się na dłuższą chwilę.
-Jak to... za dużo? To co on jeszcze potrafi?- ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem. Nie powinnam w to wszystko brnąć. Naprawdę, nie powinnam.
-Strasznie cię poturbowali w tym bunkrze. Nie miałabyś prawa chodzić, gdyby nie on.
-Dalej ledwo chodzę, więc co to ma do rzeczy? Jest medykiem, tak? Ma swoje sposoby, żeby postawić człowieka na nogi. To raczej norma w tym fachu, nie?- zwątpiłam w swoje teorie.
-Temperatury na mnie nie działają. Mój organizm nie odczuwa i nie reaguje na zimno, ani gorąco, kosztem moich umiejętności. Gdy opatrywał mi rękę, czułem piekący ból i nie mogłem drgnąć , bo promieniował wtedy po całym ciele. Coś ci to przypomina? Krystian wspominał, że próbował podleczyć cię, gdy tylko znalazł się razem z Tobą w bunkrze.
-Dotykiem potrafi leczyć? Śmieszne.- nie dowierzałam.
-Tracę do Ciebie cierpliwość.- złapał mnie mocno za ramię. Wstrzymałam oddech, by zaraz zaprotestować, ale mnie wypuścił. Do moich nozdrzy dotarł zapach kurzu i smaru. Rozejrzałam się po pokoju, ale jakimś cudem znajdowałam się w garażu.
-Co? Jak?! Jak ty to zrobiłeś?!- odskoczyłam od niego gwałtownie, wpadając na skrzynkę z narzędziami i zrzucając to, co na niej luzem leżało. Rozłożył ręce z zadowoleniem prezentując swoją osobę. Przestąpił z nogi na nogę, obserwując moją reakcję.
-Magia.- stwierdził.
-I co? Mam się tym teraz zachwycać, tak?- parsknęłam, szukając jakiegokolwiek przedmiotu na szafce, o którą się teraz opierałam. Gdyby Nathan próbował cokolwiek jeszcze zrobić, zdzielę go po głowie i ucieknę. No nie? To jest jakiś plan. Tak? Zwątpiłam szczerze w swój pomysł. Jeśli Nathana ciężko jest powalić, a o tym już się kiedyś przekonałam, gdy walczył z trzema dryblasami, którzy na mnie napadli, to sama nie dam rady go unieszkodliwić. Tym bardziej też nie dałabym rady uciec z tego domu, jeśli cała trójka może się przez mrugnięcie oka przenieść w inne miejsce. Zrobiło mi się słabo z wrażenia.
-Aga, co jest?
-Nie podchodź do mnie!- wyciągnęłam przed siebie przedmiot, jaki zdołałam chwycić. Klucz francuski drżał w mojej dłoni, która z wysiłkiem próbowała utrzymać ten ciężar przede mną.
-Nie wygłupiaj się, widzę, że źle się czujesz.
-Nie podchodź, słyszysz?- klucz wypadł mi z ręki, a ja próbowałam jeszcze ratować się przed upadkiem, chwytając za szafkę. Tylko tu nie mdlej, Aga. Ogarnij nerwy. Oddychaj. Próbowałam się uspokoić, odczekać chwilę, ale Nathan już klęczał obok.- Powietrza...- warsztatowe aromaty ciążyły mi w tej chwili niemiłosiernie. Czerwonowłosy, chwycił mnie pod ramię i przeprowadził w stronę bramy, rąbnął w przycisk na ścianie, przytrzymując go przez chwilę, by wrota podniosły się, wpuszczając do środka świeże powietrze. Usadził mnie na plastikowej skrzyni obok wyjścia. Chłodne, świeże powietrze łagodziło wszelkie skutki zasłabnięcia.-Idź sobie...- skuliłam się, odsuwając się od niego.
-Przyniosę Ci wodę.- Nathan podniósł się z klęczek i opuścił garaż. Sama nie wiem, jakim sposobem. Nie chciałam na to patrzeć. Jak? Jak to jest możliwe, że rzeczy, o których do tej pory czytałam tylko w książkach fantasy, dzieją się tu i teraz i są namacalne. Postanowiłam wydostać się na zewnątrz. Przemknęłam przez szczelinę pod wrotami. Spodziewałam się domu w odosobnionym miejscu, a tu było całkiem gwarno. Samochody jeździły w najlepsze, mimo że było dość późno. W sąsiednich domach paliły się światła. Wieczór, hm?
W spodenkach i luźnej koszulce wyglądałam normalnie. No, może poza tym, że nie miałam na sobie butów.
Gwieździste niebo było ledwo widoczne przez przyćmiewające je światło latarni. Tylko rogalik Księżyca odznaczał się wyraźnie na niebie.  Usłyszałam jak wrota do garażu podnoszą się. Nathan przyglądał mi się podejrzliwie, trzymając w dłoni szklankę wody, jaką miał mi zaraz podać.
Nie wiedziałam jak się zachować, jak to wszystko przyjąć. Z tego, co mówił i co zdążył mi zaprezentować, to była prawda.
Ogarnęła mnie obojętność, bo w pewnym momencie moja dziecięca euforia, bijąca się z przerażeniem, powodując osłabienie, sama zapadła się pod własnym ciężarem.
Prawda jest taka, że mu w tej chwili zazdrościłam. Zazdrościłam, jak to dziecko, dla którego nie starczyło cukierka, a rozdawali je wszystkim.
Sama chciałabym mieć takie zdolności.
-Tak w zasadzie to wam zazdroszczę.-stwierdziłam, nie zastanawiając się nad tym, co mówię.
-Co?- mężczyzna zaśmiał się nerwowo, zaskoczony zupełnie.- Żartujesz sobie ze mnie, nie?
-Nie. Mówię całkiem poważnie.- brnęłam dalej. On natomiast wcisnął mi w rękę naczynie i przyłożył dłoń do mojego czoła.
-Dobrze się czujesz?
-Skończ, co?- odciągnęłam jego rękę od swojej głowy.- Dopiero mówiłeś, że nie odczuwasz temperatury, więc nie zmierzysz mi tak, czy mam gorączkę, idioto.
-No, nie sprawdzę, ale może wycisnę Ci te głupoty ze łba w jakiś magiczny sposób.-obruszył się, krzyżując ręce na piersi.- Pakuj się do środka, zaraz będzie kolacja.- chwycił mnie pod rękę, ale wymknęłam się, wystraszona.
-Dam radę.- odparłam poddenerwowana. Byleby nie stosował znów tych sztuczek. Za dużo tego było.
Tylko jak ja spojrzę teraz reszcie w oczy. Muszę się ewakuować, uciec stąd.
Nie chodzi już o to, czy mam być bezpieczniejsza z nimi, czy im zazdroszczę tych mocy, bo w zasadzie miałam mieszane uczucia.
Na pewno dzisiaj nie zasnę. Nie, jeśli wiem, że otaczają mnie tacy, jak oni.
Usiadłam w kuchni na przygotowanym dla mnie miejscu. Chwyciłam za widelec, nie mogąc na niego nabić kawałka potrawki z kurczakiem. Trzęsły mi się ręce, bo nawet nie byłam w stanie się opanować.
-M-mogę to zjeść w pokoju?-spytałam. Nie mogłam się skupić, jeśli patrzyli mi na ręce. Żaden się nawet nie odezwał. Nathan zaraz poderwał się z miejsca, chwycił tacę i przełożył mój talerz, kubek z herbatą i kilka kanapek, by zanieść mi to do pokoju. Wyprostowałam się, zmieszana. Odchrząknęłam. Niezręczne to wszystko. Ja może i nie wiedziałam, jak mogę się wobec nich zachować, ale oni zdawali się czuć jeszcze gorzej ode mnie.
Westchnęłam ciężko, wciskając dłonie między uda, bo nie wiedziałam gdzie podziać ręce i tak siedziałam, wpatrując się w miejsce po talerzu.
W sumie, co w nich takiego strasznego? Czemu się boję? Do tej pory wszystko było normalne, oni zachowywali się normalnie, mimo że nie wiedziałam o ich zdolnościach. A teraz? Nie wiem, co to zmienia. Znam Nathana i Krystiana, więc chyba nie zrobią mi krzywdy.
Spojrzałam na Michała. Jadł spokojnie, nawet na mnie nie patrząc. Pytanie tylko, czy on byłby godny zaufania...
-No, już zaniosłem ci jedzenie.- Nathan stanął tuż za moim krzesłem. Podskoczyłam w miejscu.
Ciężko będzie mi wejść po schodach. Tym razem więc skorzystałam z jego pomocy.
-Dobra, dzięki.- odburknęłam już wciskając się do pokoju przez ledwo uchylone drzwi.
-Hej, Aga, czekaj.- wsadził rękę w futrynę, blokując drzwi.
-Co?!- sarknęłam w wyrzutem, zniecierpliwiona, że nie mogę już zostać sama.
- Jeśli żaden z nas do tej pory nic nie zrobił, to możesz być pewna, że nic Ci się nie stanie. Za Michała ręczę osobiście.
-Nie wyglądasz mi na osobę, która mogłaby ręczyć nawet za siebie, a bierzesz na głowę odpowiedzialność za innych?
-Jak nie ja, to Krystian.- wzruszył ramionami, chyba się nawet nie zastanawiając.
Po raz pierwszy od momentu, w którym przerzucił mnie przez łóżko, spojrzałam mu w oczy. Uniosłam brwi powoli, coraz bardziej się dziwiąc dlaczego takie duże dziecko stoi przede mną i zapewnia mnie, że wszystko będzie w porządku. Usiadłam na brzegu łóżka, krzywiąc się coraz bardziej.
-Jeśli zaraz stąd nie wyjdziesz, to ja nie ręczę za siebie.
-Powiedziałem coś nie tak?-czerwonowłosy stał uparcie w drzwiach. Załamałam ręce.
-Tu wszystko jest nie tak!- załkałam, rozdzierając na kawałeczki swój wewnętrzny spokój, jeśli można go tak w ogóle nazwać- Wymyśliłam sobie studenckie życie, imprezy, nowe znajomości, a nie to!- wyrzuciłam ręce w powietrze, zaraz potem kuląc się z płaczliwym grymasem na twarzy. Uwłaczające było dla mnie popłakać się przy kimś. Wstyd mi było za samą siebie, bo naprawdę myślałam, że wytrzymam chociaż do czasu, aż czarnooki sobie pójdzie.

48. Policzek

Znów byłam w jakimś pomieszczeniu. Zlana zimnym potem, zaczęłam panicznie rozglądać się, by znaleźć jakiekolwiek odpowiedzi.
Co to do cholery było?! Przetarłam oczy, rozglądając się dalej po pokoju. Płaszcz Nathana wisiał na krześle obok łóżka, a on sam drzemał na fotelu z otwarta książką na brzuchu.
W istocie to był koszmar.
Opadłam na poduszki z westchnieniem ulgi. Czułam się odświeżona, miałam jeszcze wilgotne włosy. Miękka pościel łagodziła wszelkie obolałe miejsca delikatnym dotykiem. Długo jeszcze nie mogłam uspokoić oddechu. Spojrzałam na Nathana. Włosy miał rozpuszczone, a ze zwieszoną głową zasłaniały mu pół twarzy. Oddychał spokojnie.
Nagle mój pęcherz dał o sobie znać, a ja nie chciałam budzić Nathana. Podniosłam się więc z łóżka, ostrożnie stawiając kroki w kierunku drzwi na korytarz. Coś strzyknęło mi w kolanie i chwilowo straciłam równowagę, przez co tupnęłam gwałtowniej zdrową nogą, by stanąć na niej stabilnie. Drewniana podłoga mimo iż wyciszona dywanem, wydała z siebie dość głośne huknięcie.
-Nosz, cicho. Ała...- jęknęłam sama do siebie, ale osobnik którego nie chciałam obudzić już się ocknął, w momencie w którym chwyciłam się za kolano.
-Beznadziejna książka.-mruknął, przecierając twarz, ale nie zwrócił na mnie jeszcze uwagi. Nie, dopóki nie zorientował się, że nie ma mnie w łóżku.- Gdzie łazisz?
-Muszę siku.- przyznałam się.
-Ale zaraz wracasz do łóżka, masz odpoczywać.- kiwnął na mnie palcem wskazującym, podnosząc się z fotela. Zaprowadził mnie do toalety na piętrze i czekał, aż skończę się ogarniać, żeby mnie z powrotem zaprowadzić do pokoju. Nie odstępował mi na krok. Trzymałam się ściany, kulejąc na tę stłuczoną nogę, a on zdawał się mnie asekurować.
-Spokojnie, dam radę.- odparłam z wyrzutem. Nie na rękę było mi, żeby ktoś skakał naokoło i chuchał na mnie, skoro mogę sobie poradzić samodzielnie. Ziewnęłam, gdy zjawiłam się znów w pokoju i usiadłam na chłodnej pościeli.- Jak długo spałam?
-Dwie trzecie trasy, kąpiel i pięć godzin w łóżku. Kładź się.- rozkazał mi po chwili znów się położyć. Wślizgnęłam się pod kołdrę i położyłam na poduszkach posłusznie. Wcale a wcale nie przeszkadzało mi, że mam leżeć. Gdyby nie potrzeba skorzystania z toalety, w ogóle bym się z łóżka nie ruszała.
-Co teraz zrobimy?- spytałam go, gdy tylko usiadł na brzegu materaca.
-Póki co, ukrywamy się.- westchnął.
-Mówisz, jakby to nie było dla ciebie nic nowego.- zauważyłam. Faktycznie tak wyglądał, jakby robił to już nie raz.
-Co tu kryć, to nie pierwszy raz jak nas szukają.
-Nas? Znaczy Ciebie i Krystiana? Mój Boże, w co ja się wpakowałam.- spojrzałam na swoje dłonie.- Jeśli jeszcze mi powiesz, że to ci sami ludzie, to oszaleję.- podniosłam się i usiadłam, podkulając nogi. Nathan skrzywił się, wciągając powietrze przez zaciśnięte zęby. Wyraźnie chciał zaprzeczyć, ale by skłamał.
-Słuchaj, Aga. Mogłem cię nie narażać na kontakt z nimi.
-Mogłeś, właśnie.
- Ale gdybym ci wtedy nie pomógł, kto wie gdzie i w jakim stanie byś wylądowała.
- O której sytuacji mówisz, bo kilka ich było.- odparłam oschle.
-O tej pierwszej, gdy znalazłem twoje rzeczy w krzakach tego samego wieczora. I gdy szedłem by ci je oddać, mimo że mogłem je po prostu wrzucić w zaadresowanej paczce do skrzynki pocztowej.
- Nie rozumiem zbieżności.
- Utrzymując z Tobą kontakt, naraziłem cię na takie zdarzenia. Mogłem się nie spoufalać. Krystian mnie ostrzegał. Tobie też pewnie mówił, żebyś na mnie uważała.
-Mówił tylko, żebym Cię nie słuchała.
-Teraz dobre, serio? I wykonywałaś jego polecenie, nawet jeśli kazałem ci nie wychodzić z domu, bo było niebezpiecznie?
-Nie. To nie jego wina. To z ciekawości.- przyznałam skruszona. Ręce mu opadły.
-Rozum cię opuścił?
-A był przy mnie kiedykolwiek?- odpyskowałam. Nathan prychnął tylko, zaskoczony moją odpowiedzią. Za chwilę uśmiechnął się pod nosem.
-Jaka ty jesteś głupia.
-To ty zachowujesz się jak ciota, wmawiając mi, że mogłeś się ze mną nie spoufalać. Jak mi wyskakujesz nagle z tekstem, że jest niebezpiecznie i znikasz bez śladu chwilę po opuszczeniu kamienicy, to chyba mam prawo się martwić, co?- ściągnął brwi, gdy wyrzucałam to z siebie. Teraz jego wyraz twarzy pozostał nieodgadniony przez dłuższy moment.
Mogłabym wrócić do domu. Przecież nie wiedzą, gdzie mieszkam. Ciężko będzie im mnie znaleźć, jeśli ucieknę. Musiałabym tylko wziąć się w garść, zacząć w końcu ignorować kulejącą nogę, albo usztywnić ją sobie jakoś, żeby się tak nie trzęsła, gdy stawiam kroki.
Szlag. Położyłam brodę na swoich kolanach i zaczęłam wpatrywać się w swoje dłonie. Swędziała mnie prawa dłoń.
Na jej wierzchu był spory plaster. Oderwałam go.  Zaczęłam zdzierać zaschnięte strupki i odkryłam, że to przynosiło mi ulgę. Niby to kilkumilimetrowa plamka, a bez niej, jakby więcej powietrza docierało do mojej skóry.
-Co ty znowu wyprawiasz, co?
-Odczep się! Nie zdrapywałeś nigdy strupków za dzieciaka?
-Nie jestem już dzieciakiem.
-Kim jest ten wasz kumpel?- zmieniłam temat.Widmo poprzednich wydarzeń zarysowało się gdzieś w mojej głowie- Żyje?
-A czemu miałby nie żyć?
-Damian nas zaatakował. I była strzelanina i wszystko nagle zamarzło i samochód się przewrócił, jakby ktoś go podniósł.- im bardziej próbowałam sobie przypomnieć szczegóły, tym bardziej serce chciało mi się wyrwać z piersi, ściskając płuca w panice, jakby chciało za wszelką cenę się schronić.
-Masz bujną wyobraźnię, nie ma co.- zbagatelizował Nathan. W tej samej chwili usłyszałam trzask, piekła mnie prawa ręka, a czerwonowłosy zdążył chwycić się za policzek.
-Jeszcze raz zasugerujesz, że cokolwiek wymyśliłam, albo mi się przywidziało...- zacisnęłam piekącą jeszcze, rozgrzaną od uderzenia dłoń w pięść. Nie wiedziałam nawet kiedy się podniosłam, żeby go spoliczkować. Mężczyzna masował twarz, wlepiając we mnie rozeźlone onyksowe oczy.- Wyjaśnicie mi w końcu kim jesteście i dlaczego nas ścigają?!- krzyknęłam. Usłyszałam szybkie kroki na korytarzu, a po chwili do pokoju wpakowali się Krystian z Michałem.
-Uspokój się, Agnieszka, to do niczego nie prowadzi.- zaczął okularnik.
-Michał, widziałeś wczoraj Damiana, nie? Walczyłeś z nim przecież!- czułam, że zaczynam histeryzować, ale na tabletki było już za późno. Zresztą, zmieszana mina Michała mówiła sama za siebie. Nie przytaknie mi, zaprzeczy. Jak wszyscy.
Ogarnij się, uspokój się - mówiłam sama do siebie bezgłośnie, wplatając palce w wilgotne jeszcze włosy.
Lekarz miał rację, tak? Bez leków nie będę mogła funkcjonować. Znów mam zbyt bujną wyobraźnię, znów wystarczyło zaledwie kilka bodźców, by się uruchomić.
-No, była strzelanina.- odezwał się nagle. Wszystko w mojej głowie ucichło nagle. Serce zamarło, wstrzymałam oddech.- Koleś dostał strzał w rękę i uciekł. Miałem dużo szczęścia.
-A szron na szybach i przewrócone auto?
-To dość stara pukawka, zostawia dużo dymu, a gdy wsiadłem z powrotem do auta, leżałaś nieprzytomna. Nieźle się przestraszyłem, szczerze mówiąc, bo szyby w aucie są  niby pancerne. Może ci się zdawało, że samochód się obraca. Bo ja wiem...- wyjaśnił szybko. Nathan ściągnął brwi, gdy Michał wspomniał o tym, że mogło mi się zdawać, ale gdy nie zareagowałam na tę uwagę, ściął go wzrokiem.
Krystian zauważył dłoń odbitą wyraźnie na policzku czerwonowłosego i tylko uniósł brew w zdumieniu.
-Sprzedałaś mu piękny policzkowy.- Krystian zmrużył oczy, rozbawiony tym, że Nathan siedział spokojnie po takiej zniewadze.
Prychnęłam tylko, chcąc wyjść z łóżka. Dobrze mu tak.
-Masz leżeć.- warknął czerwonowłosy.
-Nie.-zaprotestowałam.
- Do wyra, powiedziałem.- syczał dalej Nathan, a ja dalej go ignorowałam. Zakręciło mi się w głowie. Klapnęłam ciężko na krawędź łóżka.
-Nie chcę.- buntowałam się dalej. Wzięłam kilka głębszych oddechów, zanim podniosłam się znowu, tym razem powoli.
Czerwonowłosy warknął tylko coś o tym, że nie będzie wokół mnie skakał, skoro na siłę próbuję się podnieść z łóżka, by przekonać wszystkich, że dobrze się czuję.
Zabawne, bo i tak skakał wokół mnie, praktycznie nie odstępując ode mnie o krok. Obserwował teraz tylko, jak w wymiętych, luźnych ubraniach staję przed chłopakami i zakładam ręce na biodrach, oczekując odpowiedzi.
-No? Kim jesteście, że was ścigają?
-Jakby ci to...- zmieszał się Krystian.
-Zaciągnęliśmy kredyt u nie tej osoby co trzeba, a teraz zaczynają się upominać o swoje.- rzucił Michał.
-Czyli mafia...- nogi się pode mną ugięły. Z mafią nie ma żartów, jakkolwiek by to nie wyglądało.
-Nie ma żadnej mafii! Tym chłystkom udał się skok tylko dlatego, że zwietrzyli łatwy łup!- parsknął Nathan. Tym łatwym łupem miałam być ja. Zacisnęłam palce na biodrach, powstrzymując się tym razem od kolejnego płaskiego wymierzonego w twarz czerwonowłosego.
-Grabisz sobie, Nathan.- przymknęłam oczy z narastającą irytacją w głosie.
-Ty sobie grabisz. Mam cię spacyfikować, jak tych z bunkra? Zaczynasz mi działać na nerwy, Aga.
-Grozisz mi?! Ty mi grozisz? Co mi możesz niby zrobić? Nie boję się Ciebie! Jak chcesz się tłuc to proszę bardzo! Przynajmniej sprawdzę na kimś jaką mam ciężką rękę!- obróciłam się w stronę spoliczkowanego. Odbicie mojej dłoni na jego twarzy obrysowało się teraz wyraźną opuchlizną.
-Powaliłbym cię kiwnięciem palca.- warknął, podnosząc się z miejsca. Był wściekły, a ja nie chciałam ustąpić. Ręka świerzbiła mnie nieziemsko, żeby sprzedać mu cios w drugi policzek. Zamachnęłam się, a Nathan jakby nigdy nic się nie stało, bez mrugnięcia okiem, zatrzymał moją rękę.-Taka jesteś mocna, hm? Nie wiesz, z kim masz do czynienia.
-Nathan, uspokój się.- Krystian brzmiał dość nerwowo, a ja dopiero po chwili poczułam, że wiszę w powietrzu. Wściekły czarnooki nawet nie drgnął z wysiłku, trzymając mnie za rękę trochę ponad sobą. Mogłam spojrzeć na czubek jego głowy, a przecież był wyższy ode mnie.
-Puszczaj.- głos mi zadrżał. Co tu się dzieje, do cholery?  Zwątpiłam w swoje poczynania, widząc, z jaką lekkością Nathan trzyma mnie dobre pół metra nad ziemią.- Puszczaj, słyszałeś?- już nie byłam taka pewna siebie, jak przed chwilą.
-To wracaj do wyra.- lustrował mnie wzrokiem. Poczułam nagle zderzenie z miękkim materacem, odbijając się od niego i spadając na nogi po drugiej stronie łóżka.
-Nathan! Co ty wyprawiasz, do jasnej cholery?!- Krystian naskoczył na swojego kumpla. Ręce mi się trzęsły.
-Kim wy jesteście? Damian też mną tak rzucił. Nie zdawało mi się.- zaczęłam pociągać nosem.- I to on wywrócił auto, jestem tego pewna.- nie wiedziałam, czy to moja wyobraźnia, czy faktyczne przebłyski wspomnień zarejestrowane przez podświadomość, ale rękę dałabym sobie uciąć, że widziałam w oszronionej szybie srebrzyste oczy Damiana, a dopiero potem samochód zaczął się wywracać.
To jacyś wariaci.
Muszę stąd uciekać.
I powinnam czuć panikę, strach. Powinnam, ale zamiast tego wypełniała mnie dziwna pustka. Usiadłam na podłodze, nie czując nic. Może jestem w szoku, może nie chcę dopuścić do siebie myśli, że oni mogą mi zrobić krzywdę tak jak próbował tego Damian.
Moja głowa ustawiła się tylko na jedno możliwe wyjście z sytuacji - ucieczka.