niedziela, 26 czerwca 2016

48. Policzek

Znów byłam w jakimś pomieszczeniu. Zlana zimnym potem, zaczęłam panicznie rozglądać się, by znaleźć jakiekolwiek odpowiedzi.
Co to do cholery było?! Przetarłam oczy, rozglądając się dalej po pokoju. Płaszcz Nathana wisiał na krześle obok łóżka, a on sam drzemał na fotelu z otwarta książką na brzuchu.
W istocie to był koszmar.
Opadłam na poduszki z westchnieniem ulgi. Czułam się odświeżona, miałam jeszcze wilgotne włosy. Miękka pościel łagodziła wszelkie obolałe miejsca delikatnym dotykiem. Długo jeszcze nie mogłam uspokoić oddechu. Spojrzałam na Nathana. Włosy miał rozpuszczone, a ze zwieszoną głową zasłaniały mu pół twarzy. Oddychał spokojnie.
Nagle mój pęcherz dał o sobie znać, a ja nie chciałam budzić Nathana. Podniosłam się więc z łóżka, ostrożnie stawiając kroki w kierunku drzwi na korytarz. Coś strzyknęło mi w kolanie i chwilowo straciłam równowagę, przez co tupnęłam gwałtowniej zdrową nogą, by stanąć na niej stabilnie. Drewniana podłoga mimo iż wyciszona dywanem, wydała z siebie dość głośne huknięcie.
-Nosz, cicho. Ała...- jęknęłam sama do siebie, ale osobnik którego nie chciałam obudzić już się ocknął, w momencie w którym chwyciłam się za kolano.
-Beznadziejna książka.-mruknął, przecierając twarz, ale nie zwrócił na mnie jeszcze uwagi. Nie, dopóki nie zorientował się, że nie ma mnie w łóżku.- Gdzie łazisz?
-Muszę siku.- przyznałam się.
-Ale zaraz wracasz do łóżka, masz odpoczywać.- kiwnął na mnie palcem wskazującym, podnosząc się z fotela. Zaprowadził mnie do toalety na piętrze i czekał, aż skończę się ogarniać, żeby mnie z powrotem zaprowadzić do pokoju. Nie odstępował mi na krok. Trzymałam się ściany, kulejąc na tę stłuczoną nogę, a on zdawał się mnie asekurować.
-Spokojnie, dam radę.- odparłam z wyrzutem. Nie na rękę było mi, żeby ktoś skakał naokoło i chuchał na mnie, skoro mogę sobie poradzić samodzielnie. Ziewnęłam, gdy zjawiłam się znów w pokoju i usiadłam na chłodnej pościeli.- Jak długo spałam?
-Dwie trzecie trasy, kąpiel i pięć godzin w łóżku. Kładź się.- rozkazał mi po chwili znów się położyć. Wślizgnęłam się pod kołdrę i położyłam na poduszkach posłusznie. Wcale a wcale nie przeszkadzało mi, że mam leżeć. Gdyby nie potrzeba skorzystania z toalety, w ogóle bym się z łóżka nie ruszała.
-Co teraz zrobimy?- spytałam go, gdy tylko usiadł na brzegu materaca.
-Póki co, ukrywamy się.- westchnął.
-Mówisz, jakby to nie było dla ciebie nic nowego.- zauważyłam. Faktycznie tak wyglądał, jakby robił to już nie raz.
-Co tu kryć, to nie pierwszy raz jak nas szukają.
-Nas? Znaczy Ciebie i Krystiana? Mój Boże, w co ja się wpakowałam.- spojrzałam na swoje dłonie.- Jeśli jeszcze mi powiesz, że to ci sami ludzie, to oszaleję.- podniosłam się i usiadłam, podkulając nogi. Nathan skrzywił się, wciągając powietrze przez zaciśnięte zęby. Wyraźnie chciał zaprzeczyć, ale by skłamał.
-Słuchaj, Aga. Mogłem cię nie narażać na kontakt z nimi.
-Mogłeś, właśnie.
- Ale gdybym ci wtedy nie pomógł, kto wie gdzie i w jakim stanie byś wylądowała.
- O której sytuacji mówisz, bo kilka ich było.- odparłam oschle.
-O tej pierwszej, gdy znalazłem twoje rzeczy w krzakach tego samego wieczora. I gdy szedłem by ci je oddać, mimo że mogłem je po prostu wrzucić w zaadresowanej paczce do skrzynki pocztowej.
- Nie rozumiem zbieżności.
- Utrzymując z Tobą kontakt, naraziłem cię na takie zdarzenia. Mogłem się nie spoufalać. Krystian mnie ostrzegał. Tobie też pewnie mówił, żebyś na mnie uważała.
-Mówił tylko, żebym Cię nie słuchała.
-Teraz dobre, serio? I wykonywałaś jego polecenie, nawet jeśli kazałem ci nie wychodzić z domu, bo było niebezpiecznie?
-Nie. To nie jego wina. To z ciekawości.- przyznałam skruszona. Ręce mu opadły.
-Rozum cię opuścił?
-A był przy mnie kiedykolwiek?- odpyskowałam. Nathan prychnął tylko, zaskoczony moją odpowiedzią. Za chwilę uśmiechnął się pod nosem.
-Jaka ty jesteś głupia.
-To ty zachowujesz się jak ciota, wmawiając mi, że mogłeś się ze mną nie spoufalać. Jak mi wyskakujesz nagle z tekstem, że jest niebezpiecznie i znikasz bez śladu chwilę po opuszczeniu kamienicy, to chyba mam prawo się martwić, co?- ściągnął brwi, gdy wyrzucałam to z siebie. Teraz jego wyraz twarzy pozostał nieodgadniony przez dłuższy moment.
Mogłabym wrócić do domu. Przecież nie wiedzą, gdzie mieszkam. Ciężko będzie im mnie znaleźć, jeśli ucieknę. Musiałabym tylko wziąć się w garść, zacząć w końcu ignorować kulejącą nogę, albo usztywnić ją sobie jakoś, żeby się tak nie trzęsła, gdy stawiam kroki.
Szlag. Położyłam brodę na swoich kolanach i zaczęłam wpatrywać się w swoje dłonie. Swędziała mnie prawa dłoń.
Na jej wierzchu był spory plaster. Oderwałam go.  Zaczęłam zdzierać zaschnięte strupki i odkryłam, że to przynosiło mi ulgę. Niby to kilkumilimetrowa plamka, a bez niej, jakby więcej powietrza docierało do mojej skóry.
-Co ty znowu wyprawiasz, co?
-Odczep się! Nie zdrapywałeś nigdy strupków za dzieciaka?
-Nie jestem już dzieciakiem.
-Kim jest ten wasz kumpel?- zmieniłam temat.Widmo poprzednich wydarzeń zarysowało się gdzieś w mojej głowie- Żyje?
-A czemu miałby nie żyć?
-Damian nas zaatakował. I była strzelanina i wszystko nagle zamarzło i samochód się przewrócił, jakby ktoś go podniósł.- im bardziej próbowałam sobie przypomnieć szczegóły, tym bardziej serce chciało mi się wyrwać z piersi, ściskając płuca w panice, jakby chciało za wszelką cenę się schronić.
-Masz bujną wyobraźnię, nie ma co.- zbagatelizował Nathan. W tej samej chwili usłyszałam trzask, piekła mnie prawa ręka, a czerwonowłosy zdążył chwycić się za policzek.
-Jeszcze raz zasugerujesz, że cokolwiek wymyśliłam, albo mi się przywidziało...- zacisnęłam piekącą jeszcze, rozgrzaną od uderzenia dłoń w pięść. Nie wiedziałam nawet kiedy się podniosłam, żeby go spoliczkować. Mężczyzna masował twarz, wlepiając we mnie rozeźlone onyksowe oczy.- Wyjaśnicie mi w końcu kim jesteście i dlaczego nas ścigają?!- krzyknęłam. Usłyszałam szybkie kroki na korytarzu, a po chwili do pokoju wpakowali się Krystian z Michałem.
-Uspokój się, Agnieszka, to do niczego nie prowadzi.- zaczął okularnik.
-Michał, widziałeś wczoraj Damiana, nie? Walczyłeś z nim przecież!- czułam, że zaczynam histeryzować, ale na tabletki było już za późno. Zresztą, zmieszana mina Michała mówiła sama za siebie. Nie przytaknie mi, zaprzeczy. Jak wszyscy.
Ogarnij się, uspokój się - mówiłam sama do siebie bezgłośnie, wplatając palce w wilgotne jeszcze włosy.
Lekarz miał rację, tak? Bez leków nie będę mogła funkcjonować. Znów mam zbyt bujną wyobraźnię, znów wystarczyło zaledwie kilka bodźców, by się uruchomić.
-No, była strzelanina.- odezwał się nagle. Wszystko w mojej głowie ucichło nagle. Serce zamarło, wstrzymałam oddech.- Koleś dostał strzał w rękę i uciekł. Miałem dużo szczęścia.
-A szron na szybach i przewrócone auto?
-To dość stara pukawka, zostawia dużo dymu, a gdy wsiadłem z powrotem do auta, leżałaś nieprzytomna. Nieźle się przestraszyłem, szczerze mówiąc, bo szyby w aucie są  niby pancerne. Może ci się zdawało, że samochód się obraca. Bo ja wiem...- wyjaśnił szybko. Nathan ściągnął brwi, gdy Michał wspomniał o tym, że mogło mi się zdawać, ale gdy nie zareagowałam na tę uwagę, ściął go wzrokiem.
Krystian zauważył dłoń odbitą wyraźnie na policzku czerwonowłosego i tylko uniósł brew w zdumieniu.
-Sprzedałaś mu piękny policzkowy.- Krystian zmrużył oczy, rozbawiony tym, że Nathan siedział spokojnie po takiej zniewadze.
Prychnęłam tylko, chcąc wyjść z łóżka. Dobrze mu tak.
-Masz leżeć.- warknął czerwonowłosy.
-Nie.-zaprotestowałam.
- Do wyra, powiedziałem.- syczał dalej Nathan, a ja dalej go ignorowałam. Zakręciło mi się w głowie. Klapnęłam ciężko na krawędź łóżka.
-Nie chcę.- buntowałam się dalej. Wzięłam kilka głębszych oddechów, zanim podniosłam się znowu, tym razem powoli.
Czerwonowłosy warknął tylko coś o tym, że nie będzie wokół mnie skakał, skoro na siłę próbuję się podnieść z łóżka, by przekonać wszystkich, że dobrze się czuję.
Zabawne, bo i tak skakał wokół mnie, praktycznie nie odstępując ode mnie o krok. Obserwował teraz tylko, jak w wymiętych, luźnych ubraniach staję przed chłopakami i zakładam ręce na biodrach, oczekując odpowiedzi.
-No? Kim jesteście, że was ścigają?
-Jakby ci to...- zmieszał się Krystian.
-Zaciągnęliśmy kredyt u nie tej osoby co trzeba, a teraz zaczynają się upominać o swoje.- rzucił Michał.
-Czyli mafia...- nogi się pode mną ugięły. Z mafią nie ma żartów, jakkolwiek by to nie wyglądało.
-Nie ma żadnej mafii! Tym chłystkom udał się skok tylko dlatego, że zwietrzyli łatwy łup!- parsknął Nathan. Tym łatwym łupem miałam być ja. Zacisnęłam palce na biodrach, powstrzymując się tym razem od kolejnego płaskiego wymierzonego w twarz czerwonowłosego.
-Grabisz sobie, Nathan.- przymknęłam oczy z narastającą irytacją w głosie.
-Ty sobie grabisz. Mam cię spacyfikować, jak tych z bunkra? Zaczynasz mi działać na nerwy, Aga.
-Grozisz mi?! Ty mi grozisz? Co mi możesz niby zrobić? Nie boję się Ciebie! Jak chcesz się tłuc to proszę bardzo! Przynajmniej sprawdzę na kimś jaką mam ciężką rękę!- obróciłam się w stronę spoliczkowanego. Odbicie mojej dłoni na jego twarzy obrysowało się teraz wyraźną opuchlizną.
-Powaliłbym cię kiwnięciem palca.- warknął, podnosząc się z miejsca. Był wściekły, a ja nie chciałam ustąpić. Ręka świerzbiła mnie nieziemsko, żeby sprzedać mu cios w drugi policzek. Zamachnęłam się, a Nathan jakby nigdy nic się nie stało, bez mrugnięcia okiem, zatrzymał moją rękę.-Taka jesteś mocna, hm? Nie wiesz, z kim masz do czynienia.
-Nathan, uspokój się.- Krystian brzmiał dość nerwowo, a ja dopiero po chwili poczułam, że wiszę w powietrzu. Wściekły czarnooki nawet nie drgnął z wysiłku, trzymając mnie za rękę trochę ponad sobą. Mogłam spojrzeć na czubek jego głowy, a przecież był wyższy ode mnie.
-Puszczaj.- głos mi zadrżał. Co tu się dzieje, do cholery?  Zwątpiłam w swoje poczynania, widząc, z jaką lekkością Nathan trzyma mnie dobre pół metra nad ziemią.- Puszczaj, słyszałeś?- już nie byłam taka pewna siebie, jak przed chwilą.
-To wracaj do wyra.- lustrował mnie wzrokiem. Poczułam nagle zderzenie z miękkim materacem, odbijając się od niego i spadając na nogi po drugiej stronie łóżka.
-Nathan! Co ty wyprawiasz, do jasnej cholery?!- Krystian naskoczył na swojego kumpla. Ręce mi się trzęsły.
-Kim wy jesteście? Damian też mną tak rzucił. Nie zdawało mi się.- zaczęłam pociągać nosem.- I to on wywrócił auto, jestem tego pewna.- nie wiedziałam, czy to moja wyobraźnia, czy faktyczne przebłyski wspomnień zarejestrowane przez podświadomość, ale rękę dałabym sobie uciąć, że widziałam w oszronionej szybie srebrzyste oczy Damiana, a dopiero potem samochód zaczął się wywracać.
To jacyś wariaci.
Muszę stąd uciekać.
I powinnam czuć panikę, strach. Powinnam, ale zamiast tego wypełniała mnie dziwna pustka. Usiadłam na podłodze, nie czując nic. Może jestem w szoku, może nie chcę dopuścić do siebie myśli, że oni mogą mi zrobić krzywdę tak jak próbował tego Damian.
Moja głowa ustawiła się tylko na jedno możliwe wyjście z sytuacji - ucieczka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz