niedziela, 26 czerwca 2016

49. Taca

Słyszałam tylko pogardliwe prychnięcie ze strony Nathana. Krystian wyszedł chyba z siebie w tym momencie, bo na niego naskoczył.
-Co ty sobie wyobrażasz, co? Debilu, kretynie, nie mam słów na Ciebie!
-Zamknij się, Zero, bo Ci tą mordę obiję tak, że jej nie zaleczysz.
-Stul pysk... Wyciągnęliśmy ją z tego, to teraz nie pogarszaj sprawy. Sam chciałbym wiedzieć, co się dzieje, gdyby ktoś mnie wpakował w takie gówno. I albo jej wyjaśnisz, co tak naprawdę jest na rzeczy, albo sam jej to pokażę.- groził. Nathan odciął się tylko krótkim "nie odważysz się", wycedzonym przez zęby.- Nie? Aga, lepiej zostań na tej podłodze, bo to co zaraz zobaczysz...- zdążyłam się obrócić, gdy Krystian wypowiedział moje imię, a zaraz potem delikwent zarobił mocnego prostego w przeponę od czerwonowłosego.
Faktycznie, wolałam się nie ruszać z podłogi, jeśli Nathan wpadł w szał. Michał stał pod drzwiami, zdawało się, gotowy do ewakuacji, ale gdy tylko Nathan odwrócił się w jego kierunku, mogłabym przysiąc, że zniknął. Wyparował. Tak po prostu rozpłynął się w powietrzu.
-Agnieszka.- usłyszałam za swoimi plecami. To był głos Michała. Bałam się obrócić, bo nie chciałam uwierzyć w to, czego jestem teraz świadkiem. To mi się tylko śni, wydaje. Mam halucynacje z przemęczenia, to wszystko. Na pewno jest na to jakieś wytłumaczenie.
-Zignoruj go.- warknął Nathan. Drgnęłam, wystraszona.
-Dajcie mi spokój. Ja chcę do domu.- jęknęłam tylko słabo.
-Michaś, wypierdalaj, zanim i tobie zrobię krzywdę. I zabierz stąd Kryśkę, bo jęczy jak baba.- widziałam, że w Nathanie aż się gotowało, ale próbował się opanować. Michał podniósł się, wyminął mnie i zabrał Krystiana z pokoju.
Nie odezwałam się, czekając w napięciu na rozwój sytuacji. Zostaliśmy w pokoju sami, we dwoje, a wciąż czułam, że on nie jest do końca spokojny. Spojrzał na swoje zaciśnięte w pięści dłonie, sapiąc jeszcze w złości, a po chwili rozluźnił palce, wzdychając ciężko. Zwrócił oczy ku niebu, kręcąc głową, jakby karcił się w myślach za to, co przed chwilą zrobił. Nie patrząc na mnie, przeszedł na stronę łóżka, na którą mnie przerzucił, usiadł na jego krawędzi i wsparł łokcie na kolanach, pochylając się w moim kierunku. Wycofałam się pod ścianę.
-Nie tak to miało wszystko wyglądać. Mieliśmy Cię odstawić w bezpieczne miejsce i zniknąć. Po czasie by się wszystko uspokoiło, ale tych dwóch idiotów usiłuje Ci pokazać, co potrafimy.
-A co takiego potraficie poza ciągnięciem mnie za sobą i obijaniem sobie mordy nawzajem?
-Mało miałaś dowodów przez tyle czasu?- parsknął, rozbawiony. Ściągnęłam brwi, zbita z tropu.
Nie wiedziałam, jakich argumentów się chwycić, by rozwinąć tę bądź co bądź, rozmowę.
-Jakich dowodów?
-Choćby tych kilku z ostatniej chwili, twoich opowieści z porwania, wydarzenie z samochodem, twoje potknięcie się na kocu, gdy hm, z trudem podniosłem szklany stół, żebyś się o niego nie zabiła, czy choćby fakt, że naprawdę miałem oparzoną rękę, ale to zasługa Kuca, że z tego wyszedłem tak szybko.- oznajmił. Miałam pustkę w głowie, patrząc jak z namaszczeniem Nathan odlicza te wszystkie zdarzenia na palcach rzekomo oparzonej ręki.
-Co ty chrzanisz? Przecież sami mówiliście, że...- no tak, mówili, że mi się przywidziało, że byłam w szoku i dlatego widziałam rzeczy, znacznie je wyolbrzymiając. A może faktycznie tak było?
-No...- Nathan uniósł brew.
-Zaraz... Mówisz mi teraz, że macie nadludzką siłę, bo co?
-Bo tak po prostu jest.
-Ty mnie wkręcasz, tak? -uśmiechnęłam się niepewnie.- Po co ta cała szopka, skoro i tak sobie ze mnie żartujecie.- ściągnęłam brwi za chwilę, podnosząc się z podłogi.
-Jak ci to udowodnić, hm?- odparł, rozkładając ręce w geście zapytania.
-Nic mi nie udowadniaj. Tak będzie lepiej dla mnie i dla was.- trzęsłam się z emocji ja i mój głos- Tak, tak będzie lepiej.- próbowałam sama siebie uspokoić.
-Jak sobie chcesz.-on również się podniósł z miejsca.
-Mogłeś nie bić Krystiana.- próbowałam zmienić temat, ale widocznie i tak wszystko się kręciło wokół jednego.
-Fakt, mogłem, ale podejrzewam, że zademonstrowałby ci za dużo.- ściągnął brwi, zamyślając się na dłuższą chwilę.
-Jak to... za dużo? To co on jeszcze potrafi?- ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem. Nie powinnam w to wszystko brnąć. Naprawdę, nie powinnam.
-Strasznie cię poturbowali w tym bunkrze. Nie miałabyś prawa chodzić, gdyby nie on.
-Dalej ledwo chodzę, więc co to ma do rzeczy? Jest medykiem, tak? Ma swoje sposoby, żeby postawić człowieka na nogi. To raczej norma w tym fachu, nie?- zwątpiłam w swoje teorie.
-Temperatury na mnie nie działają. Mój organizm nie odczuwa i nie reaguje na zimno, ani gorąco, kosztem moich umiejętności. Gdy opatrywał mi rękę, czułem piekący ból i nie mogłem drgnąć , bo promieniował wtedy po całym ciele. Coś ci to przypomina? Krystian wspominał, że próbował podleczyć cię, gdy tylko znalazł się razem z Tobą w bunkrze.
-Dotykiem potrafi leczyć? Śmieszne.- nie dowierzałam.
-Tracę do Ciebie cierpliwość.- złapał mnie mocno za ramię. Wstrzymałam oddech, by zaraz zaprotestować, ale mnie wypuścił. Do moich nozdrzy dotarł zapach kurzu i smaru. Rozejrzałam się po pokoju, ale jakimś cudem znajdowałam się w garażu.
-Co? Jak?! Jak ty to zrobiłeś?!- odskoczyłam od niego gwałtownie, wpadając na skrzynkę z narzędziami i zrzucając to, co na niej luzem leżało. Rozłożył ręce z zadowoleniem prezentując swoją osobę. Przestąpił z nogi na nogę, obserwując moją reakcję.
-Magia.- stwierdził.
-I co? Mam się tym teraz zachwycać, tak?- parsknęłam, szukając jakiegokolwiek przedmiotu na szafce, o którą się teraz opierałam. Gdyby Nathan próbował cokolwiek jeszcze zrobić, zdzielę go po głowie i ucieknę. No nie? To jest jakiś plan. Tak? Zwątpiłam szczerze w swój pomysł. Jeśli Nathana ciężko jest powalić, a o tym już się kiedyś przekonałam, gdy walczył z trzema dryblasami, którzy na mnie napadli, to sama nie dam rady go unieszkodliwić. Tym bardziej też nie dałabym rady uciec z tego domu, jeśli cała trójka może się przez mrugnięcie oka przenieść w inne miejsce. Zrobiło mi się słabo z wrażenia.
-Aga, co jest?
-Nie podchodź do mnie!- wyciągnęłam przed siebie przedmiot, jaki zdołałam chwycić. Klucz francuski drżał w mojej dłoni, która z wysiłkiem próbowała utrzymać ten ciężar przede mną.
-Nie wygłupiaj się, widzę, że źle się czujesz.
-Nie podchodź, słyszysz?- klucz wypadł mi z ręki, a ja próbowałam jeszcze ratować się przed upadkiem, chwytając za szafkę. Tylko tu nie mdlej, Aga. Ogarnij nerwy. Oddychaj. Próbowałam się uspokoić, odczekać chwilę, ale Nathan już klęczał obok.- Powietrza...- warsztatowe aromaty ciążyły mi w tej chwili niemiłosiernie. Czerwonowłosy, chwycił mnie pod ramię i przeprowadził w stronę bramy, rąbnął w przycisk na ścianie, przytrzymując go przez chwilę, by wrota podniosły się, wpuszczając do środka świeże powietrze. Usadził mnie na plastikowej skrzyni obok wyjścia. Chłodne, świeże powietrze łagodziło wszelkie skutki zasłabnięcia.-Idź sobie...- skuliłam się, odsuwając się od niego.
-Przyniosę Ci wodę.- Nathan podniósł się z klęczek i opuścił garaż. Sama nie wiem, jakim sposobem. Nie chciałam na to patrzeć. Jak? Jak to jest możliwe, że rzeczy, o których do tej pory czytałam tylko w książkach fantasy, dzieją się tu i teraz i są namacalne. Postanowiłam wydostać się na zewnątrz. Przemknęłam przez szczelinę pod wrotami. Spodziewałam się domu w odosobnionym miejscu, a tu było całkiem gwarno. Samochody jeździły w najlepsze, mimo że było dość późno. W sąsiednich domach paliły się światła. Wieczór, hm?
W spodenkach i luźnej koszulce wyglądałam normalnie. No, może poza tym, że nie miałam na sobie butów.
Gwieździste niebo było ledwo widoczne przez przyćmiewające je światło latarni. Tylko rogalik Księżyca odznaczał się wyraźnie na niebie.  Usłyszałam jak wrota do garażu podnoszą się. Nathan przyglądał mi się podejrzliwie, trzymając w dłoni szklankę wody, jaką miał mi zaraz podać.
Nie wiedziałam jak się zachować, jak to wszystko przyjąć. Z tego, co mówił i co zdążył mi zaprezentować, to była prawda.
Ogarnęła mnie obojętność, bo w pewnym momencie moja dziecięca euforia, bijąca się z przerażeniem, powodując osłabienie, sama zapadła się pod własnym ciężarem.
Prawda jest taka, że mu w tej chwili zazdrościłam. Zazdrościłam, jak to dziecko, dla którego nie starczyło cukierka, a rozdawali je wszystkim.
Sama chciałabym mieć takie zdolności.
-Tak w zasadzie to wam zazdroszczę.-stwierdziłam, nie zastanawiając się nad tym, co mówię.
-Co?- mężczyzna zaśmiał się nerwowo, zaskoczony zupełnie.- Żartujesz sobie ze mnie, nie?
-Nie. Mówię całkiem poważnie.- brnęłam dalej. On natomiast wcisnął mi w rękę naczynie i przyłożył dłoń do mojego czoła.
-Dobrze się czujesz?
-Skończ, co?- odciągnęłam jego rękę od swojej głowy.- Dopiero mówiłeś, że nie odczuwasz temperatury, więc nie zmierzysz mi tak, czy mam gorączkę, idioto.
-No, nie sprawdzę, ale może wycisnę Ci te głupoty ze łba w jakiś magiczny sposób.-obruszył się, krzyżując ręce na piersi.- Pakuj się do środka, zaraz będzie kolacja.- chwycił mnie pod rękę, ale wymknęłam się, wystraszona.
-Dam radę.- odparłam poddenerwowana. Byleby nie stosował znów tych sztuczek. Za dużo tego było.
Tylko jak ja spojrzę teraz reszcie w oczy. Muszę się ewakuować, uciec stąd.
Nie chodzi już o to, czy mam być bezpieczniejsza z nimi, czy im zazdroszczę tych mocy, bo w zasadzie miałam mieszane uczucia.
Na pewno dzisiaj nie zasnę. Nie, jeśli wiem, że otaczają mnie tacy, jak oni.
Usiadłam w kuchni na przygotowanym dla mnie miejscu. Chwyciłam za widelec, nie mogąc na niego nabić kawałka potrawki z kurczakiem. Trzęsły mi się ręce, bo nawet nie byłam w stanie się opanować.
-M-mogę to zjeść w pokoju?-spytałam. Nie mogłam się skupić, jeśli patrzyli mi na ręce. Żaden się nawet nie odezwał. Nathan zaraz poderwał się z miejsca, chwycił tacę i przełożył mój talerz, kubek z herbatą i kilka kanapek, by zanieść mi to do pokoju. Wyprostowałam się, zmieszana. Odchrząknęłam. Niezręczne to wszystko. Ja może i nie wiedziałam, jak mogę się wobec nich zachować, ale oni zdawali się czuć jeszcze gorzej ode mnie.
Westchnęłam ciężko, wciskając dłonie między uda, bo nie wiedziałam gdzie podziać ręce i tak siedziałam, wpatrując się w miejsce po talerzu.
W sumie, co w nich takiego strasznego? Czemu się boję? Do tej pory wszystko było normalne, oni zachowywali się normalnie, mimo że nie wiedziałam o ich zdolnościach. A teraz? Nie wiem, co to zmienia. Znam Nathana i Krystiana, więc chyba nie zrobią mi krzywdy.
Spojrzałam na Michała. Jadł spokojnie, nawet na mnie nie patrząc. Pytanie tylko, czy on byłby godny zaufania...
-No, już zaniosłem ci jedzenie.- Nathan stanął tuż za moim krzesłem. Podskoczyłam w miejscu.
Ciężko będzie mi wejść po schodach. Tym razem więc skorzystałam z jego pomocy.
-Dobra, dzięki.- odburknęłam już wciskając się do pokoju przez ledwo uchylone drzwi.
-Hej, Aga, czekaj.- wsadził rękę w futrynę, blokując drzwi.
-Co?!- sarknęłam w wyrzutem, zniecierpliwiona, że nie mogę już zostać sama.
- Jeśli żaden z nas do tej pory nic nie zrobił, to możesz być pewna, że nic Ci się nie stanie. Za Michała ręczę osobiście.
-Nie wyglądasz mi na osobę, która mogłaby ręczyć nawet za siebie, a bierzesz na głowę odpowiedzialność za innych?
-Jak nie ja, to Krystian.- wzruszył ramionami, chyba się nawet nie zastanawiając.
Po raz pierwszy od momentu, w którym przerzucił mnie przez łóżko, spojrzałam mu w oczy. Uniosłam brwi powoli, coraz bardziej się dziwiąc dlaczego takie duże dziecko stoi przede mną i zapewnia mnie, że wszystko będzie w porządku. Usiadłam na brzegu łóżka, krzywiąc się coraz bardziej.
-Jeśli zaraz stąd nie wyjdziesz, to ja nie ręczę za siebie.
-Powiedziałem coś nie tak?-czerwonowłosy stał uparcie w drzwiach. Załamałam ręce.
-Tu wszystko jest nie tak!- załkałam, rozdzierając na kawałeczki swój wewnętrzny spokój, jeśli można go tak w ogóle nazwać- Wymyśliłam sobie studenckie życie, imprezy, nowe znajomości, a nie to!- wyrzuciłam ręce w powietrze, zaraz potem kuląc się z płaczliwym grymasem na twarzy. Uwłaczające było dla mnie popłakać się przy kimś. Wstyd mi było za samą siebie, bo naprawdę myślałam, że wytrzymam chociaż do czasu, aż czarnooki sobie pójdzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz