niedziela, 16 października 2016

50. Małe co nieco

Nathan tylko oparł się o ścianę, przymykając oczy pobłażliwie.
-Zawsze mogło być gorzej.
-I pewnie mówisz mi to, żeby mnie pocieszyć.- prychnęłam.
-Warto było spróbować -mruknął do siebie, odpychając się od ściany.- Póki co załatwimy ci alibi, że niby wymiana studencka i tak dalej. Byłbym w stanie załatwić ci to na czysto na dniach. Michał wysłał już list przez pośrednika o darmowym projekcie wymiany między studentami do twojego domu. Damy ci zadzwonić, uprzedzisz starszych, że przyjdzie taki list i że za kilka dni wyruszasz w trasę po Europie.- wydusił z siebie cały plan. Najwidoczniej miał to już rozłożone w czasie i miejscu. Słuchałam tego z tępym wyrazem twarzy, jakbym nie dowierzała w to co mój mózg rejestruje od kilku dni.
-Porywacie mnie.- odparłam chrapliwie.
-Aga, no ogarnij wreszcie, że my wszyscy uciekamy przed tymi ziomkami, co porwali Ciebie i Krystiana, i mało co, nie uziemili mnie. Czaisz? Bądź mądry i pisz wiersze.- westchnął zażenowany tym, że musi się dalej nade mną produkować.
-Wyjdź.- warknęłam.- Wyjdź i nie rób ze mnie idiotki!
-Och, wybacz. Próbowałem załagodzić sytuację.
-Załagodzić... I miałabym posłusznie ruszyć nawet za granicę za bandą dziwaków, których ściga mafia?!
-Coś w ten deseń, a że mafia wyjątków nie robi, to...
- To?
- To nie masz specjalnego wyboru. Słuchaj, mi też nie jest na rękę targać Cię za sobą, bo coby nie było tylko nas opóźniasz.- gdy to powiedział, opadły mi ręce z wrażenia. Gratuluję delikatności. Doprawdy, Nathan.
Z drugiej strony miał rację i w pełni się z nim zgadzam, że jestem zbędnym towarzyszem podróży i mogłabym teraz siedzieć sobie spokojnie w domu, oglądając seriale.


Nazajutrz obudziłam się dość szybko, jak na mnie. Pewnie przez fakt, że byłam w obcym miejscu. W duchu dziękowałam sobie za to, że zawołałam wczoraj Krystiana. Przyniósł mi tabletki na sen, bo pewnie bym nie zmrużyła oka. Nathan zbity z tropu opuścił pokój nie kończąc nawet wypowiedzi, w której miałby się wytłumaczyć, że wcale takim balastem nie jestem. I dobrze, że nie skończył, bo wystarczająco mocno się pogrążył już wcześniej.
Swoją drogą, dopiero po przebudzeniu się zdałam sobie sprawę, że wzięłam od Krystiana tabletki nasenne, a przecież mogło to być zupełnie co innego. Mogli mnie otruć, obezwładnić, wyrzucić gdzieś w krzakach i mieć problem z głowy, a jednak nic się takiego nie stało. Na samą myśl o takim scenariuszu zrobiło mi się gorąco.

Nie zrobili mi chyba nic, kiedy spałam. Drzwi były zamknięte. Na krześle przy wejściu leżały złożone w kostkę czyste ubrania. Może oni faktycznie nie chcą mi nic zrobić? Może faktycznie siedzimy w tym łajnie po uszy, a te ich dziwne umiejętności to tylko przyprawa do dania pod nazwą "Ucieczka przed mafią". Cholera.
Miętoliłam tak rąbek kołdry, tłukąc się z myślami. Obstawiałam wszelkie pro i contra, na jakie pozwoliło mi moje Małe-co-nieco w głowie, ale wciąż brakowało mi istotnych szczegółów. Dlaczego zabrali mnie ze sobą. Dlaczego nie dali mi wcześniej czystego ubrania i nie wsadzili w pierwszy lepszy autobus do domu?
Och, no tak.
Bo ci co mnie naprawdę porwali, mogą być wszędzie!
- Ale ty jesteś durna, Aga.- mruknęłam sama do siebie.- W życiu już sama nigdzie nie pojadę.- wzdrygnęłam się gwałtownie, czując niepokój gdzieś z tyłu głowy.
To odczucie robiło się tym intensywniejsze im dłużej siedziałam bezczynnie, wpatrując się jedynie w okno. I mogłabym przysiąc, że w pewnym momencie poczułam iskrę na karku. Niekomfortowe, jak uczucie dotykania językiem styków na dużej baterii. Zeskoczyłam z łóżka, otrząsając się z tego nieprzyjemnego odczucia. Chwyciłam ubrania i postanowiłam poszukać łazienki.
Znalazłam i łazienkę. Nie było trudno. Uchylone drzwi obwieszone były ręcznikami. Uradowana, że za chwilę wezmę kąpiel, nie zwróciłam uwagi, że na korytarzu tuż przed wejściem do łazienki wyprzedził mnie Nathan.
-Trochę sobie poczekasz!- krzyknął, zatrzaskując za sobą drzwi.
-Nie gadaj, że ty się będziesz teraz kąpać.- zaklęłam pod nosem przy okazji.
-Tobie to dłużej zejdzie, siedź sobie i czekaj, mała.
-Pierwsza byłam. - fuknęłam, opierając się o ścianę tuż obok drzwi do łazienki.- Zresztą ja tylko na krótki prysznic.- dodałam. Drzwi uchyliły się, czerwonowłosy wystawił głowę i z nieskrywanym, złośliwym uśmieszkiem odparł.
- Bo ja też. To może weźmiemy ten krótki prysznic razem?- spojrzałam na niego jak na ostatniego idiotę. Śmiał się ze mnie.
Przegiąłeś pałę.
Cisnęłam tym co miałam w rękach prosto w jego twarz, odwróciłam się na pięcie, i ruszyłam z powrotem do pokoju. Zatrzymałam się jednak wpół kroku, a równie złośliwy uśmieszek zawitał na mojej twarzy. Zanim czerwonowłosy zdołał zgarnąć z głowy splątane ze sobą ubrania, ja już blokowałam ręką wejście do łazienki.
-Mówisz?- uniosłam brew obserwując jego wyraz twarzy. Mogłabym przez ułamek sekundy przysiąc, że za chwilę Nathan będzie toczył pianę z ust, ale tak się nie stało. Nie spodziewał się chyba, że wślizgnę się do łazienki, więc puścił klamkę.
Udało mi się go wypchnąć za drzwi i zatrzasnąć je za sobą. Domyślałam się jedynie jak musi w tym momencie wyglądać jego facjata. Przez jak wściekłe spazmy musi się właśnie przedzierać jego osobowość. Po dłuższej chwili napiętej ciszy usłyszałam ruch na zewnątrz.
- Zapomniałaś chyba, że mogę się... Teleportować.- zacmokał jadowicie, opierając się ramieniem o drzwi. Zaskrzypiały charakterystycznie, a mnie zmroziło przerażenie. Mój mały sukces dzisiejszego dnia został zgładzony pod ciężarem jego argumentu. Zaklęłam pod nosem i zamarłam w bezruchu. Usłyszałam tylko jego prychnięcie.- Nie przeszkadzaj sobie. Pójdę zrobić śniadanie.- sarknął, odpychając się od drzwi.
Odetchnęłam z ulgą, choć gdzieś głęboko w mojej głowie coś mówiło mi, że muszę być czujna.
W ten sposób ogarnęłam się w tempie ekspresowym. Prysznic był niesłychanie relaksujący. Rozluźniłam się, zapominając na moment o wszystkim.
Wycierając się ręcznikiem, spojrzałam badawczo na moje prawe udo. Siniak powinien być jeszcze dość mocno zarysowany, a zostało go już tyle, co nic. Zwłaszcza, że nie minęło wiele czasu od tego incydentu.
Fakt, dopiero po chwili zorientowałam się, że mogę jak zwykle stanąć na tej nodze i nic mnie już nie bolało. Przez moment, gdy przetarłam po skórze dłonią, zdawało mi się, że widzę jak blady okrąg odrysowuje się na tej sinej żółci. Zapiekło delikatnie. Machnęłam na to ręką, bo może to któraś ze sprężyn w materacu odbiła mi się, gdy spałam na prawym boku.
Wciągnęłam szybko dresowe spodnie i wydostałam się z łazienki, krocząc pospiesznie do przydzielonego mi pokoju.
-Dzień dobry.- Krystian wyłonił się z salonu, witając mnie w pełnej piżamie i potarganych włosach.- Dobrze spałaś?
-Ta, dzięki.- miałam ochotę szybko schować się do pokoju. Krystian spojrzał na mnie, po czym zdjął okulary, żeby je przetrzeć. Miał zmęczone oczy. Pominę już limo na jego twarzy, jakie zrobił mu chyba Nathan.- Ty się chyba nie wyspałeś, co?
- Niespecjalnie.- uśmiechnął się, wzdychając ciężko.- Mam tylko nadzieję, że Michał dalej pije kawę, bo marzy mi się duży kubek.- zaczął dreptać w kierunku kuchni, gdzie krzątał się już czerwonowłosy.
No to jesteśmy w domu Michała. Przez moment zaczęłam się zastanawiać jakim cudem stać go na taki dom, skoro wydaje się być niewiele starszy ode mnie. Ewakuowałam się do pokoju, choćby po to by pościelić po sobie łóżko.
Gdy rozkładałam koc na ułożonej pościeli, usłyszałam swoje imię za plecami. Podskoczyłam w miejscu, sztywniejąc ze strachu.
Nie spodziewałam się w tym momencie czarnookiego.
-Jesz tutaj, czy zejdziesz do jadalni?- zadał pytanie, obserwując moją twarz badawczo. Pobladłam odrobinę, bo nie wiedziałam jak odpowiedzieć. Wolałabym zostać sama, ale z drugiej strony lepiej się nie izolować. Ciągle czułam, że coś jest nie tak, więc bezpieczniej by było jednak trzymać się blisko Nathana, chociażby po to by poznać dokładnie ich intencje.
-Zejdę na dół.
-Spoko.- stwierdził po chwili, odwracając się i wychodząc. Westchnęłam głęboko, zbierając się na odwagę by wyjść z pokoju i skierować swoje kroki do jadalni.
Zaczęłam się jednocześnie zastanawiać, dlaczego Nathan ma tak na imię. Dość dziwne, zwłaszcza, że płynnie mówi po polsku. Może uda mi się wyciągnąć z niego jakieś informacje na ten temat, o ile będzie chciał mi powiedzieć.
Michała nie było, Krystian szybko się ewakuował i zostałam w jadalni sama z czerwonowłosym. Dopijał herbatę.
-Wcinaj, bo wyglądasz jak siedem nieszczęść.
-Dzięki za troskę.- spojrzałam zdawkowo na mały palec u jego lewej ręki, trzymającej kubek z herbatą. Wskazywał mi nim talerz z kanapkami.