wtorek, 21 listopada 2017

55. Małe piwo

Poza tym jednym dialogiem z Nathanem w aucie, nikt nie chciał specjalnie rozmawiać. Widocznie moi wybawcy chcieli zataić szczegóły całego zdarzenia z poprzednich dni, a ja musiałam to zepsuć, kiedy to wygadałam wszystko panu Piotrowi.
Kończyło się zazwyczaj na zdawkowych odpowiedziach, gdy tylko chciałam się czegoś dowiedzieć. Nathan też jakby mniej mnie obserwował im dalej od domu byliśmy.
Zaskoczyło mnie zupełnie, gdy wyjechaliśmy za miasto, a zamiast pustego pola gdzieś w dolinie zastaliśmy dziesiątki namiotów, sceny i tysiące ludzi.
Prychnęłam pod nosem.
- To ten festiwal, co?- spojrzałam po nich. Krystian westchnął, patrząc ukradkiem na Nathana. Ten tylko machnął ręką.
- Czas się wyluzować. Zatarliśmy ślady wystarczająco dobrze, żeby móc się napić piwa bez stresu i to czy nas złapią.
- Jesteś pewien?
- Wiem, co mówię, mała.- Nathan wypuścił z siebie powietrze.
Gdy tylko auto się zatrzymało, wysiadł, trzaskając za sobą drzwiami. Michał rzucił mi fajki i zapalniczkę na kolana.
- Idziemy na piwo.-ruszyli we trójkę, zostawiając mnie z tyłu. Co teraz? Iść za nimi? Czekać przy samochodzie? Zacząć wracać? A może by tak zadzwonić do rodziny? Zapaliłam papierosa.
Obserwowałam tylko jak moi towarzysze oddalają się w kierunku stoiska z browarem.
Nikt inny się nie zbliżał. Bardzo dobrze.
Zastanawiało mnie jednak, dlaczego tak gwałtownie zmienili do mnie swoje nastawienie. Czyżby coś się wydarzyło?
Och, mam tylko nadzieje, że okaże się, że nie jestem tą osobą, której muszą pomagać, i że odeślą mnie do domu. Znów przez kark przeskoczyła mi iskra.
Rozejrzałam się zaniepokojona. Takie przeczucie nie wróży niczego dobrego. Rozmasowałam to miejsce wolną od fajki dłonią.
- Uwaga! Piłka leci!- usłyszałam, nie mając nawet prawa się pochylić. Odrzuciłam jedynie dłonie za siebie. Na szczęście w nieszczęściu, bo myślałam przez moment, że urwało mi głowę. Padłam oszołomiona na trawnik. Nim się zorientowałam, że ktoś obcy przy mnie klęczy, musiało minąć dobre pięć minut.
- Wszystko w porządku?- zapytał mężczyzna, gdy podniosłam się z ziemi ociężale. Zaraz potem odezwała się jakąś kobieta.
- Przyniosłam picie najszybciej jak się dało. Jakiś rudzielec strasznie się rzucał, kiedy wepchnęłam mu się w kolejkę. Trzymaj. Napij się.- usiadła przy mnie, wyciągając w moją stronę plastikowy kubek z piwem.
- Co? Nathan się rzucał?- nie widziałam jeszcze ich twarzy. Były zbyt rozmyte, ale z czasem udawało mi się wychwycić ich szczegóły.
Ten koleś, który trzymał mnie za ramię miał za uchem warkoczyk. Przyjrzałam mu się uważniej. Dość osobliwe z nim wyglądał. I jakbym go już kiedyś widziała...
Mogłabym przyrzec, że odetchnął, gdy tylko przestałam się bujać na boki przez zawroty głowy.
- Wody nie było?
- Kto pije wodę o tej porze? Poza tym w tamtym namiocie wody nie mają.- zaśmiała się blondynka.
- Ty. Jutro. Na kaca. Słońce.- odparł człowiek z warkoczykiem.
- Oj, Mati... Już nie będę Tobie wypominać kto ma taki mocny rzut.- zakpiła w odwecie. Podstawiła mi kubek pod nos.- Sorki, to ja nie złapałam. Napij się.- namawiała mnie do wychylenia kubka.
Patrzyłam na nią jeszcze przez chwilę i niepewnym gestem przechwyciłam kubeczek.
- O, wiem! Weźmiemy koleżankę na przeprosinowe piwo, skarbie? - zaczął Mateusz. Tak przynajmniej wywnioskowałam z zasłyszanego hasła, na które zareagował. Blondynka niemal podskoczyła w miejscu.
- Jak masz na imię?- kobieta o szarych oczach wpatrywała się we mnie wyczekująco.
Odpowiedziałam, że Aneta. Ani mi się śni obcym ludziom zdradzać swoją tożsamość.
- Gosia jestem.- wyciągnęła do mnie rękę na powitanie.
- Miło mi.- uśmiechnęłam się życzliwie, podając jej rękę. Nie minęła sekunda, a ja stałam już na nogach podźwignięta przez kobietę. Wycofałam się, bo za lekko jej to przyszło, ale co mogłam innego zrobić?
- Nalegam na piwo.-zaczął Mateusz.
Spojrzałam w kierunku stoiska, przy którym stali już moi kompani. Otworzyłam usta by zaprotestować, ale te pół kubka piwa narobiło mi tylko apetytu.
- No, dobra.- wzruszyłam ramionami.
Wkrótce stanęliśmy w kolejce. Michał zauważył, że tu jestem. Spojrzał na mnie, ale nie dał po sobie poznać chyba tylko po to, żeby Nathan nie zareagował.
- To skąd jesteście?
-  Z Warszawy. Wpadliśmy na ten festiwal po drodze na urlop w Chorwacji.
- Mnie wyciągnęli znajomi na koncert, który "na pewno mi się spodoba", jak to ładnie określili.
- Aneta, tak?- zaczęła Gosia. Kiwnęłam głową.- Na jaki koncert dokładnie?
- Nie wiem.- przyznałam szczerze.- To miała być niespodzianka.
- Kurczę, tu ma wystąpić sporo świeżych zespołów, ale może spotkamy się na którymś z koncertów.
- Mo...ała!- nawet nie zdążyłam nic powiedzieć, gdy ktoś wyciągnął mnie za ramię z kolejki. Nawet nie zdążyłam odejść kilku kroków, gdy Mateusz zareagował.
Nathan padł na kolana, rozlał swoje piwo i co gorsza dał się ogłuszyć obcemu.
- Zostaw ją, ona jest z nami.- mężczyzna wstawił się za mną. Gosia zaczęła ściągać mnie na bok.
- Nic ci nie zrobił? Chodź, idziemy stąd.- zaczęła mnie ciągnąć w kierunku przeciwnym.
Stałam twardo w miejscu, próbując ogarnąć, co się dzieje.
Gosia ciągnęła mnie w kierunku parkingu, Nathan i Mateusz wdali się w bojkę, a gdzie reszta? Michał przecież mnie zauważył. Może już czekają przy aucie razem z Krystianem? Blondynka jednak dalej prowadziła mnie, ale już nie w tym kierunku, co trzeba. Znów pojawiła się ta dziwna iskra niepokoju na karku. Zaparłam się nogami, wyswobodziłam się z uścisku jej dłoni i zaczęłam wracać.
-  Pójdziesz ze mną, a twoim kolegom nie stanie się krzywda.-usłyszałam za swoimi plecami. Coś ostrego wbiło mi się delikatnie pod łopatkę. Po chwili poczułam solidny uścisk na ramieniu.
- Gosia...
- Za szybko ufasz ludziom.- odparła z fałszywym uśmieszkiem na twarzy.
- Sęk w tym, że nie ufam nikomu.- wyrwałam się jej. Tak jak myślałam, jej bronią nie było nic innego poza długim paznokciem pod moją łopatką. Podniosłam gardę.-Nie wiem, kim jesteś i nigdzie z Tobą nie pójdę. Przyjechałam z kumplami i z nimi pojadę. Właśnie teraz twój chłop się z nimi bije, więc powinnaś chyba martwić się o niego.- stwierdziłam. Gosia zbliżyła się o krok, wycofała lewą nogę delikatnie. Zauważyłam tylko jak jej prawa kończyna wystrzeliwuje w powietrze i jak moje ręce bezwiednie w zasadzie blokują jej cios. To i tak mnie powaliło, ale mogłam się szybko podnieść i uciekać.
Przecisnęłam się między ludźmi biegnąc już w sumie na oślep. Widziałam nasz samochód, ale nikogo w pobliżu, a Gosia siedziała mi na ogonie.
Jest silniejsza ode mnie.
Cholera jasna, co teraz?!
Raz się żyje. Sprawdzę się chociaż raz w bójce. Może wygram.
Powalił mnie jej ciężar na plecach. Ległam na trawie, jak długa. Gosia chwyciła mnie za włosy.
- Pójdziesz ze mną, albo sama Cię tam zaciągnę.
- Komu tak zależy żebym z Tobą poszła? Damianowi? Jeśli tak, to napluj mu w twarz w moim imieniu, bo sama to zrobię z Tobą za chwilę.- nie wiedziałam co przeze mnie przemawia. Dałam się ponieść adrenalinie, która podskoczyła na tyle gwałtownie, że nie poczułam nawet, gdy zrzuciłam z siebie blondynę.
- Damian jest tylko pionkiem.- zaśmiała się. Zacisnęłam pięści, unosząc dłonie na wysokość klatki piersiowej.
Za chwilę oberwałam w lewy bok i nawet nie wiedziałam kiedy. Zwinęłam się z bólu.
Nie, nie, nie. Nie mogę się dać oklepać.
Kątem oka zauważyłam, że kobieta podeszła bliżej. Szykowała się z łokciem, żeby mnie położyć, ale ja dzisiaj mam chyba wyjątkowe szczęście, bo udało mi się cudem wystosować czysty podbródkowy, gdy tylko się pochyliła. Padła nieprzytomna. Wypuściłam powietrze z płuc.
Niesamowite uczucie. Poczuć wyższość nad drugim człowiekiem. Ta przewaga mnie uskrzydliła na moment. Dopóki nie dotarło do mnie, że na miejscu nie ma ani chłopaków, ani auta. Zostawili mnie tu. Przeraziła mnie sama myśl o tym, że jestem tu sama.
Przecisnęłam się przez tłum by zlokalizować kogokolwiek. Nathan był przecież najbardziej charakterystyczny, więc szukałam rudego chłopa, który wyrasta ponad połowę głowy od zdecydowanej większości tu zebranych.
- Sorki, przepraszam.- przepchnęłam się przez kolejkę do tej samej budki z piwem, ale po bójce nie było śladu.
Normalnie, gdybym miała jakikolwiek kontakt z ludźmi, spotkałabym się z nimi przy wejściu. Najłatwiej by było.
Obróciłam się jeszcze. Zauważyłam Gosię. Kucnęłam, udając, że wiążę sznurówki, a gdy tylko przebiegła w głąb placu, ruszyłam w kierunku bramy festiwalowej.
Muszę ich znaleźć. Cholera jasna. Czekali na nas nawet tutaj. To nie było kilka dni do przodu. Te kilka dni do przodu przesiedzieliśmy w domu Nathana. Oni cały czas siedzieli nam na ogonie.
Skupiłam się na tym, żeby stąd zniknąć. Wyjść poza teren eventu i ewentualnie zdobyć jakoś kasę na powrót do domu.
- Hej, mała.- ktoś obrócił mnie w swoim kierunku. Podskoczyłam w miejscu, nawet wiedząc że to głos Nathana.
- Ona mnie szuka.- wydusiłam z siebie.
- Nie, nie, nie.- zacmokał- Oni szukają naszej czwórki.
- Czemu muszę w tym uczestniczyć? Jeśli zaraz mi nie wyjaśnisz dlaczego Was ścigają, nigdzie z Tobą nie pójdę.- czułam jak wzbiera we mnie wściekłość.
- Kuźwa. Mówię Ci, że to mafia. Twoja znajoma tu idzie.- zauważył. Spojrzałam tylko za siebie. Faktycznie. Gosia, albo jakkolwiek jej było na imię, biegła w moim kierunku. Tym razem wyciągnęła pistolet.- Chyba czas zniknąć, co?- usłyszałam niepokój w głosie Nathana, zwłaszcza po tym, gdy złapałam go za koszulę i bezmyślnie zasłoniłam go swoim ciałem. Gdy blondyna wymierzyła, bąknęłam coś w stylu "tak, poproszę" i wiele więcej nie trzeba było, by zniknąć jej z oczu.
Zaklęłam, wypuszczając powietrze z płuc.
- Zasłonięcie mnie sobą wcale nie pomogłoby Ci przeżyć, wiesz?- sarknął i usiadł na krześle naprzeciwko mnie.-To dość imponujące zachowanie, ale nie.- zmarszczył nos, krzywiąc się z dezaprobatą.
- Cholera Cię tam wie. Ostatnio chodziło im o Ciebie, nie o mnie. Powiedzmy, że w tamtej chwili osłaniałeś tyły.- skrzyżowałam drżące z emocji ręce na piersi. Czerwonowłosy parsknął tylko, kręcąc głową.
- Jesteś niemożliwa, mała.
- Tylko nie mała. Jesteś niewiele wyższy ode mnie. Gdzie jesteśmy?
- Na miejscu.
- Konkrety proszę.- drążyłam dalej.
- Jesteśmy u mnie.- Krystian wszedł do pokoju.
W tym jednym momencie mnie olśniło.
- Tutaj też mogą nas znaleźć. Skoro siedzieli nam na ogonie przez cały czas, wiecie?- ściągnęłam brwi.- Wydaje mi się, że to kwestia czasu zaledwie.
- Nie sądzę. Od dawna stawiałem bariery naokoło domu...- zaczął tłumaczyć okularnik.
- Jakie bariery? To to coś...?- złożyłam ręce naśladując gesty jakie wykonywał Krystian, gdy obezwładniał Nathana.
- Z grubsza. Tak, to są te bariery. Musiałem je tylko dostroić do Was, żebyście mogli się tu w końcu dostać.
- Nie rozumiem.- przechyliłam głowę, zagubiona w natłoku niedorzecznych informacji.
- Masz prawo nie rozumieć.- przytaknął czarnowłosy.
- Gdzie Michał?
- Razem z twoim nowym obrońcą, który się na mnie rzucił.
- Zostawiliście tam Michała?!- otworzyłam szeroko oczy, a po karku spłynęły mi zimne dreszcze.
- Nie, głąbie. Ten "Mateusz" jest tu, z nami. Zarzeka się, że chce z Tobą rozmawiać, podobno ma jakieś informacje.
-Na temat?- chciałam dojść jakoś do wątku całej tej sprawy, ale w tej chwili byłam jeszcze bardziej skołowana niż dotychczas.
- Rozumiesz cokolwiek, co do Ciebie mówimy, mała? On się nie odezwie, dopóki nie będzie gadał z Tobą. Przesłuchiwałaś kiedyś człowieka?
- Improwizowana scenka w szkolnym przedstawieniu się nie liczy?- uśmiechnęłam się z przekąsem. Krystian westchnął, a Nathan chlasnął się dłonią w czoło.- Nie każcie mi się zachowywać tak jak wy. Nie jestem jedną z Was. Wyrwaliście mnie z normalnego życia i oczekujecie, że się dostosuję?!
- A masz jakiś wybór?- okularnik uniósł brew, oczekując jasnej odpowiedzi.
Wypuściłam z siebie powietrze, zrezygnowana.
- Zapewne niespecjalnie.
- To pójdziesz tam teraz - Nathan podniósł się z krzesła i podszedł do mnie - i wyciągniesz z niego to, co chce powiedzieć tylko Tobie, jasne?
- Rozkazujesz mi?- zmrużyłam oczy. Czerwonowłosy zacmokał, przytakując już bez słowa.
Warknęłam tylko pod nosem i odepchnęłam go od siebie, idąc w kierunku drzwi wyjściowych.

środa, 30 sierpnia 2017

54. Kluczyki

Siedziałam tak więc w samochodzie, jak w tej klatce do której za chwilę mają wrzucić wiadro jadowitych węży.
Prawda była taka, że ja sama do końca nie wiedziałam na jakim gruncie stoję, ani w jakiej jestem aktualnie sytuacji. Wszystko zaczęło mi się tak mieszać w głowie, że nie pozostawało mi nic jak siedzieć i czekać, aż któraś z teorii kolidujących z moim trzeźwym zmysłem postrzegania się sprawdzi, albo zostanie zrównana z ziemią. Nie popadaj w paranoje, Aga.
Drzwi otworzyły się.
-Suń tę zgrabną dupę.- sarknął na mnie Nathan, wpychając się na moje miejsce.
-Wsiadaj z drugiej strony...- fuknęłam, ale nie zdążyłam nawet odpiąć pasów, gdy on zrobił to za mnie. Siłą rzeczy musiałam przenieść się na miejsce za kierowcą.
- Co żeś mu powiedziała?- warknął.
- Nic.- odparłam krótko.
-Zadałem pytanie.- wypuścił z siebie powietrze, coraz bardziej poirytowany. Westchnęłam ciężko.
-Hasła, jedynie. Żadnych szczegółów.- skuliłam się, bo za chwilę pewnie dostanę po głowie, ale długo nic się nie działo. Nathan patrzył na mnie bez wyrazu, jakby się zamyślił.
-A co powiedział ci Pan Piotr?- chciałam skorzystać z okazji i wyciągnąć z niego, co go tak zaskoczyło.
-Dobra robota...-odparł machinalnie. Chwilę potem jednak otrząsnął się i spojrzał na mnie, już bardziej żywiołowy.- Nie wnikaj. Po kiego mu cokolwiek mówiłaś, hm?!
-A co miałam zrobić? Udawać, że mnie nic nie rusza? Ja chcę tylko wrócić do domu, bo mam was wszystkich dość!
-To idź! Możesz nawet w podskokach wypierdalać!- krzyknął na mnie. Zabolało. Zostałam sama w obcym miejscu, na obcym polu bitwy.
Wysiadłam z auta i zaczęłam kierować się w stronę bramy. Zdecydowanie obrałam kierunek. Dopiero po kilkunastu minutach marszu zwątpiłam. Zwolniłam tempo. Bez celu, bez pieniędzy i dokumentów niewiele bym mogła zdziałać.
Gdyby Pan Piotr zabrał mnie ze sobą na komendę, mogłabym zgłosić, że mnie okradziono ze wszystkich rzeczy i że chcę wrócić do domu. Usiadłam na przystanku załamując ręce.
Z daleka nadjeżdżało znane mi duże auto.
Nie mieli prawa mnie zobaczyć z takiej odległości, choć oni mieli trzy pary oczu, a ja zaledwie jedną, bo przecież zgubiłam moje okulary już dawno temu.
Skryłam się w głębi betonowego przystanku. Prawie się położyłam na brudnym betonie, wśród porozrzucanych szkieł i niedopałków papierosów, byleby mnie tylko nie zauważyli. Gdy pojazd minął zabudowanie podniosłam się z ziemi, otrzepując dłonie i kolana z syfu pewna w zupełności, że jestem tam sama.
Jakież było moje zdziwienie, gdy tylko usłyszałam za sobą znaczące chrząknięcie.
To był jeden impuls. Sięgnęłam po to, co miałam pod ręką i zrobiłam wymach.
Nie spodziewał się tego.
Ja się tego nie spodziewałam!
Sama poczułam echo bólu odbijające się teraz po głowie Nathana.
Klucz, który trzymałam w ręku jakimś cudem się z niej wyswobodził i upadł z głośnym hałasem, sprawiając, że podskoczyłam zlękniona.
Czerwonowłosy zatoczył się w moim kierunku, niemal się na mnie kładąc.
Zdążyłam go przytrzymać, bo razem runęlibyśmy na potłuczone szkło, a to już zabawne by nie było.
Sypałam przekleństwami pod nosem, próbując go usadzić na ławce pod ścianą. Poczułam na ramieniu coś mokrego, a gdy już uporałam się z usadzeniem go na tyłku, zauważyłam, że znad jego prawego ucha spływa sobie swobodnie strużka krwi.
Zbladłam znacznie, klnąc dalej w najlepsze.
Przytrzymałam jego lejącą się na boki głowę. Skurczybyk wciąż był przytomny, choć chwilowo ogłuszony.
-Zabiję Cię za to...- syknął przeciągle. Jakoś specjalnie mnie to nie przeraziło, choć do pewnego momentu takiej reakcji się spodziewałam.
-Spójrz na mnie.- wychrypiałam.
-Zostaw mnie, cholero jedna.- jednym, bezwładnym w odczuciu machnięciem ręki wyswobodził swoją twarz z moich objęć. Przetarł ją, a gdy zobaczył na swojej dłoni krew, podniósł się machinalnie, jakby był nowo narodzony.
Teraz dopiero zaczęłam się bać.
Zmroził mnie tak ostrym spojrzeniem, że niemal poczułam ukłucia na swoim ciele. Rozejrzał się jeszcze czujniej po okolicy, a wtedy odezwał się jego telefon. Długo go nie odbierał, ale zdaje się, że miał to już w zwyczaju.
Mężczyzna usiadł zaraz z powrotem, bo chyba adrenalina opadła.
-Znalazłem ją. Franca zdzieliła mnie po głowie kluczem francuskim.- mówiąc to, wygrażał mi się spojrzeniem. Spojrzałam w niebo, rozcierając drżące dłonie. Podniosłam klucz z posadzki i usiadłam na ławce z naprzeciwka, ściskając stalowy przedmiot oburącz.
-Kazałeś mi wypierdalać, to po wyjechaliście mnie szukać?- fuknęłam. Zacisnął szczęki, wściekły. Rozłączył się.
-I tak wróciłabyś z podkulonym ogonem.- parsknął.
-Dziwisz mi się?!- umocniłam chwyt na mojej broni. W tej chwili przez narastającą wściekłość miałam ochotę machnąć mu tym kluczem w gębę, coby mu ją wyhaczyć. Może wtedy w końcu by się zamknął. Podniosłam się z miejsca. Przez kark przeskoczyło mi kilka iskierek, zignorowałam to jednak w zupełności. Wszystko aż mnie świerzbiło, żeby tylko go jeszcze raz uderzyć. Oczyma wyobraźni widziałam jak Nathan ponownie zwija się z bólu. Warknęłam tylko, z impetem wyprowadzając oburęczny cios w betonowy słupek na środku przystanku i jeszcze poprawiłam ze dwa razy, żeby dać ujście emocjom.
Efektem chwilowej furii były zawroty głowy. Oparłam się o molestowany przeze mnie słupek, mając nadzieję, że nie skończy się to wszystko zaciemnieniem wizji i upadkiem. Trzęsły mi się ręce, nogi miałam jak z waty, ale tylko przez chwilę, bo zza przystanku wyszedł Krystian. Znów nastroszyłam się jak ten kot.
Cholera.
On tylko widząc w jakim Nathan jest stanie, parsknął donośnym śmiechem. Po kim jak po kim, ale po nim nie spodziewałam się takiej reakcji.
Czerwonowłosy ściągał brwi, próbując utrzymać się w pionie. Czekał chyba tylko, aż Kucyk podejdzie bliżej, żeby dorwać mu się do gardła.
Wtedy też stało się coś, czego świadkiem byłam świadomie po raz pierwszy.
Krystian ucichł, składając ręce jak do modlitwy. Gdy je rozłożył, między palcami prawej dłoni zaczął rysować się krąg z dziwnymi znaczkami.
-Ani mi się waż!- Nathan zaczął się odsuwać, ale Krystian podszedł do niego spokojnie i wystarczyło tylko, by dotknął jego skroni jednym z prowadzących krąg palców, by czarnooki stracił przytomność. Co zarejestrowałam po chwili to fakt, że kółko, jakie wyraźnie widziałam przed chwilą w powietrzu, przylgnęło do skóry Nathana, rysując się na skroni i zapewne pod jego włosami niczym tatuaż okalając ranę, którą ja zrobiłam.
Otworzyłam oczy szeroko, szczęka mi opadła. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
Krystian tylko odwrócił się w moim kierunku i palcem pchnął moją brodę w górę, by zamknąć mi buzię.
Otrząsnęłam się od razu.
-Jedźmy już lepiej.- bez problemu przerzucił sobie Nathana przez ramię.
Michał palił papierosa pod samochodem, czekając przy drzwiach pasażera, jakby wiedział, że kogoś będą musieli wrzucić na tylne siedzenie auta.
-Aga, wsiadaj za kierowcą. Przemyjesz Nathanowi głowę z tej krwi, dobra?- powiedział spokojnie okularnik. Skrzywiłam się.
-Mam koło niego siedzieć? Przecież on mnie zabije za to co mu zrobiłam.- oblały mnie zimne dreszcze.
-Spokojnie- uśmiechnął się delikatnie.- Będzie poza eterem przez dobre kilka godzin jazdy.- dodał.
Nie wiedziałam, czy chcę tam z nimi wsiąść, czy cofnąć się do ich domu i czekać na jakąkolwiek pomoc z zewnątrz.

Co zdążyłam zauważyć, to fakt, że ta trójka jest jak taka mała kawaleria.
Nie muszą ze sobą rozmawiać, żeby się rozumieć i współpracować, to na co ja im jestem potrzebna?
Przeze mnie mają tylko kłopoty.
Rozejrzałam się po pustej drodze.
Westchnęłam ciężko i wsiadłam na swoje miejsce. Chłopaki ułożyli Nathana na lewym boku tak, że jego głowa wylądowała na moich kolanach. Apteczka i ręczniki były wetknięte w kieszeń za siedzeniem kierowcy. Przygotowali się i na taką ewentualność.
Gdy tylko ruszyliśmy chcąc nie chcąc musiałam zabrać się za zmycie krwi z jego twarzy i szyi.
Miałam opory dopóki nie poczułam, że faktycznie nie reaguje.
Oddychał spokojnie, nieprzytomny, a ja jeszcze przez długi czas nie mogłam pozbyć się dziwnego mrowienia w udzie, odkąd jego głowa na nim spoczęła.
Poszło gładko i całe szczęście. Brudne ręczniki wrzuciłam do woreczka, żeby je później zutylizować.
-Daleko jedziemy?- zaczęłam temat, żeby odwrócić uwagę od tego, że nie wiem jak ułożyć ręce.
-Niedługo zobaczysz Tatry.- Krystian spojrzał na mnie przez wsteczne lusterko.
-Wyjeżdżamy z Polski, tak?- spytałam skruszona, owijając ręce wokół talii. Dziwny niepokój zawitał gdzieś wewnątrz mnie. Nigdy jeszcze nie byłam za granicą.
-Spróbuj się zdrzemnąć do czasu, aż Nathan się nie obudzi. Będziemy musieli i tak zajechać po jakieś większe zakupy i załatwić co nieco.
Spojrzałam na nieprzytomnego, odgarnęłam delikatnie jego włosy, żeby sprawdzić jak tam jego rana. Krąg był ledwie widoczny, a po ranie nie było już prawie śladu.
Odetchnęłam z ulgą, bo gdybym miała mu to własnoręcznie zaszywać w trakcie jazdy, chyba sama bym wykitowała.
Może faktycznie warto by było się zdrzemnąć.
Gdy tylko wzięłam to pod uwagę moje powieki stały się ciężkie, a gęba sama rozdziawiła się do ziewania.
I odpłynęłam licząc słupy wysokiego napięcia.
Nic mi nie przeszkadzało.
Ocknęłam się na chwilę, widząc, że faktycznie zbliżamy się w kierunku gór.
Po chwili gładzenia czegoś w opuszkami zorientowałam się, że mam wokół palca wskazującego owinięty dłuższy kosmyk jego włosów. Cholera, on i tak przecież śpi. Miałam jednak małą nadzieję, że niczego nie poczuł.
Zostawiłam jego włosy w spokoju i poszłam spać dalej.
Nie, to nie był sen. To było coś w stylu głębokiego czuwania. Rejestrowałam wszystko, co się działo w samochodzie. Wszystkie dźwięki odbijały się pijanym echem po mojej głowie.
Wyzuta z wszelkiej mocy i przez chorobę lokomocyjną, która przyprawiała mnie o senność, nie miałam nawet siły reagować.
-Musiałeś to zrobić, co?- usłyszałam przyciszony głos.
-Wiesz doskonale, że nie byłbyś w stanie ruszyć się z miejsca, Nathan.- Krystian wciąż był spokojny.
-Obezwładnić, a nie spacyfikować. To znacząca różnica, której chyba nie pojmujesz.- syczał, wciąż leżąc na mojej nodze.
Albo nie mógł się jeszcze ruszyć, albo nie chciało mu się wstawać.
-Mamy dobre paręnaście godzin przewagi nad Damianem. Nie znajdzie nas tak szybko jeśli złapał fałszywy trop jaki zostawiliście. Nie panikuj, brat.- wtrącił Michał.
-Co, "nie"?! Co, nie panikuj? Spróbuj raz wyciągnąć tę Poduszkę z tarapatów i odbij się bezproblemowo na te kilkanaście godzin przed nimi.- rzucił, po czym podniósł się z miejsca i zapiął swoje pasy. Zaklął pod nosem i bez żadnej dyskrecji wyciągnął ze zgięcia w siedzeniu klucz francuski, który tam wetknęłam.
Zimnym kluczem przeciągnął mi po odsłoniętych nerkach.
Otworzyłam szeroko oczy, wciągając powietrze.
Nathan trzymał klucz w ręku przed sobą, luźno, jakby nic nie ważył. Uśmiechał się złośliwie.
-Nie udawaj, że śpisz. Na co Ci to było potrzebne?- zerknął na przedmiot w swojej dłoni i z powrotem na mnie.
Odwróciłam wzrok, poprawiając koszulkę na sobie. Nie muszę mu się zwierzać.
-Halo! Ziemia do Agi!- machnął mi nim tuż przed twarzą tak, że niemal poczułam ten chłód na czubku nosa.
-Miałam przeczucie.- stwierdziłam, wcale nie kłamiąc.
-Miałaś przeczucie, że mnie zaatakujesz? Jesteś z siebie zadowolona?- chciał mnie chyba skarcić.
-Nie hamuj się. Spoko. Teraz przynajmniej wiem, że mam ciężką rękę.
-Nie -uśmiechnął się z politowaniem. -Ty miałaś ciężki klucz. Bez niego jesteś bezsilna.- stwierdził, mrużąc oczy.
-To mi go oddaj.- odburknęłam w jego stronę, unosząc brew. Patrzyliśmy na siebie bez wyrazu przez dłuższą chwilę. Nie odpuściłam ani wtedy, ani kiedy Nathan wypuścił klucz z ręki. Przechwyciłam przedmiot w powietrzu wciąż patrząc na jego twarz.- Dzięki.- dodałam szorstko, przytulając klucz do siebie. Mój wzrok powędrował za okno, a rozmowa z tym człowiekiem się zakończyła.
Widziałam tylko kątem oka, że Krystian i Michał spojrzeli po sobie znacząco.

Nikt się nie odezwał do czasu, kiedy to dojechaliśmy do centrum handlowego pod miastem, którego nazwy nie zdążyłam wyłapać na żadnym ze znaków drogowych.
-Czego potrzebujesz?- spytał oschle czerwonowłosy, odpinając pasy.
-Co?
-Jajco. Zakupy. W czym będziesz chodzić?
-Kurtka, bluza, spodnie, buty i bielizna.-palnęłam.
-To idziemy, wysiadaj.- skinął na mnie ręką.
-My lecimy załatwić kilka innych rzeczy. Spotkamy się przy barze z burgerami.- Krystian myślał, że mnie tym uspokoi. Chłopaki wysiedli dopiero kiedy ja opuściłam auto.
-Ty idziesz ze mną.- oznajmił szorstko Nathan, chwytając mnie za rękę. Przez moment stawiałam opór, ale to nic nie dawało.
-Czemu muszę iść akurat z Tobą?!
-Bo jeśli do tej pory Cię nie udusiłem, za to co mi zrobiłaś, a miałem sporo okazji, to znaczy że ze mną jesteś bezpieczna.- odezwał się z ciężkim westchnieniem. Chyba trudno było mu się przyznać, że nie chce mnie skrzywdzić. Trochę mi ulżyło.-I błagam, nie zastanawiaj się długo jak będziesz wybierać ubrania.
-A nie moglibyśmy skoczyć do jakiegoś mniejszego marketu? Tu jest strasznie drogo.- gdy tylko to powiedziałam, Nathan zatrzymał się w połowie kroku i stanął nade mną.
-Korzystaj, póki masz okazję.
-Z pieniędzy od ludzi, którzy nas ścigają?- skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nie, te akurat są moje.- ściągnął brwi poirytowany.- Albo wiesz co? Wracamy do samochodu.
-Bardzo chętnie.-obróciłam się w stronę auta.
-Przypilnujesz samochodu, a ja kupię ci co trzeba.
-Jak to? Zostawisz mnie samą?!- zatrzęsłam się w przestrachu.
Czarnooki wyjął z kieszeni spodni kluczyki do auta. Wystarczył jeden przycisk, by wszystkie boczne szyby i tylna, pokryły się drugą warstwą szkła, ale czarnego. W ten sposób nie było widać nic w środku.
Zamrugałam kilkukrotnie.
Otworzył drzwi, gestem zapraszając mnie do środka.
Z westchnieniem ulgi władowałam się na kanapę, a zanim drzwi się za mną zamknęły zawołałam by Nathan zostawił mi kluczyki w samochodzie.
-Tylko nigdzie nie odjeżdżaj.- zmrużył oczy podejrzliwie.
-Zaufaj mi, nie mam pojęcia o jeździe samochodem. Chcę sobie okno uchylić.
-Po co?- ściągnął brwi.
-Mam się udusić w pancernym aucie, które rzekomo ma być takie bezpieczne?
-Przycisk z kłódką zatrzaśnie auto, gdyby coś się działo. Nie otwieraj nikomu poza naszą trójką.- upomniał mnie palcem wskazującym.
-Idź już. Wspominałeś coś wcześniej o utracie cennego czasu? Hm, wydawało mi się chyba.- rozsiadłam się w aucie, zamykając za sobą drzwi i kontrolnie wcisnęłam przycisk blokady.
Mężczyzna chciał coś jeszcze powiedzieć, ale dźwięki do środka nie docierały, więc uśmiechnął się tylko i z prychnięciem pokiwał głową.
Stał tak jeszcze chwilę z założonymi rękami. Odblokowałam drzwi i uchyliłam okno.
-Daj mi dwadzieścia minut i przyjdę po Ciebie z powrotem. Jaki masz rozmiar buta? Czterdzieści?- odwrócił się na pięcie i odszedł w stronę centrum, nie dając mi szansy na odpowiedź.
Wypuściłam z siebie powietrze.
-Spokój, nareszcie.- błogosławiłam każdą spędzoną samotnie minutę, a wiadomo nie od dziś, że wszystko co dobre, szybko się kończy.
Widząc jak Nathan wychodzi z centrum z reklamówkami, zamknęłam okno.
-Co jest, kocie?- uśmiechnął się złośliwie, wsiadając do auta z drugiej strony.
-Szybko ci poszło.- zerknęłam na niego z ukosa.
-Kasjerki były wyjątkowo pomocne. Tego samego o Tobie powiedzieć nie mogę, bo przecież kłamstwo nie popłaca.- uśmiechnął się jadowicie.
-Och, jeśli uraziłam Twoją dumę, to przepraszam! Skąd miałam wiedzieć, że to Ty zjawisz się na przystanku, a nie na przykład Damian, co?
-Bo akurat to, że ja przyjdę po Ciebie z powrotem powinno być już oczywiste.-syknął.
-Broniłam się, a co miałam zrobić? To już odruchowa reakcja, w sytuacji gdy ktoś zachodzi mnie od tyłu, gdy się tego nie spodziewam!- warknęłam. Nathan przymknął oczy, przytakując.
-I to jedyna prawidłowa.- przyznał mi rację. Zaraz, on przyznał mi rację? W takiej chwili przyznał mi rację?!
-Ja cię chyba za mocno uderzyłam, co? Dobrze się czujesz?- zmarszczyłam czoło, przyglądając mu się teraz z niedowierzaniem.
-Mógłbym ściemniać, że trzech drabów nie było mnie w stanie powalić i że miałaś szczęście, ale byłaś świadkiem takiego zdarzenia, a po twoim ciosie skończyłem w gorszym stanie niż z nimi. Trzeba przyznać- odchrząknął jakby to, co mówił, było dla niego niezręczne- że mogłabyś mnie wtedy na przystanku śmiało wykończyć, gdybyś w ostatniej chwili nie przekierowała uderzenia na słup.-patrzył przez moje lewe ramię na ulicę. Dopiero gdy skończył mówić spojrzał mi w oczy.
Spłonęłam rumieńcem na tyle mocno, na ile wyczułam, że mówi to szczerze. I tak też wyglądał.
Nie, on mówił szczerze, a ja dzięki temu zrobiłam się bordowa.
Widziałam go przecież, jak się zataczał wtedy. Jak musiałam go prawie wciągać po schodach do mojego mieszkania.
Po akcji na przystanku też opadł na mnie specjalnie, bo wiedział, że go udźwignę.
-Ty skubańcu...- wyrwało mi się. Nie skomentował już niczego. Pchnął worki z ubraniami w moją stronę i wyszedł z auta, bym mogła się przebrać.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

53. Klucz francuski

- Dobra, już dobra. Jedźmy na zakupy przed tym koncertem, skoro nie masz się w co ubrać, kocie.- Nathan westchnął głośniej, dając mi do zrozumienia, że pod drzwiami ktoś jest i nas podsłuchuje. Odchrząknęłam tylko, próbując się podnieść z podłogi. Mężczyzna dostał małego kopniaka w bok. Spojrzał na mnie, poirytowany, ale zaraz znów zwrócił uwagę na ciszę pod drzwiami.
- Misiek.- jęknęłam z wyrzutem. Zagramy w jego karty, skoro już tak przedstawił sytuację.- Przez Ciebie nie sięgam do ciasta...- zmrużyłam oczy czekając na jego reakcję.- I jedna z twoich książek właśnie wbija mi się w plecy.- stwierdziłam już bez udawanego grymasu. Posadził mnie z powrotem na tyłku z lekka zdezorientowany moim tonem głosu. Nie spodziewał się chyba, że będę grać w taki sposób. Pozbyliśmy się jednak wolnych słuchaczy spod drzwi, bo podłoga zaskrzypiała, uwolniona od sporego ciężaru.
-Ciekawe, ciekawe.- podniósł się z podłogi i skierował swoje kroki w stronę szafy. Wyciągnął z niej pudło pełne jakichś szmatek. Przyglądając się zawartości z bliska stwierdziłam, że to ubrania. Postawił je przede mną.- Michał odstąpi ci jakieś spodnie i buty.
-Co to za koszulki?
- Za małe na mnie, a nie dam ich młodemu bo je zniszczy.- zmieszałam się słysząc te słowa. Zerknęłam na niego z uniesionymi brwiami.
-Hm, więc... Liczysz na to, że ja ich nie zniszczę?
-Technicznie rzecz biorąc prawdopodobieństwo, że zniszczysz mi jedną koszulkę, a nie od razu cały tuzin jest znikome. Za nic jednak nie oddam ich młodemu.- stwierdził twardo.
-Skoro tak mówisz. Nie będę drążyć tematu.- wygrzebałam koszulki z logo Pink Floyd, AC/DC i Nirvany.- Klasyczne gusta muzyczne, co?
-Stare dzieje.-uśmiechnął się zmieszany z lekka.- Ubieraj się i jedziemy.- wyszedł z pokoju przez drzwi, żeby oznajmić Krystianowi, że wybieramy się do miasta. Michał przechodząc korytarzem, rzucił we mnie workiem z ubraniami i zamknął drzwi, nawet nie patrząc w moją stronę. Tobołek wylądował mi na brzuchu. Straciłam dech na chwilę. Wyrzuciłam z worka spodnie i trampki i postanowiłam, że włożę je jako pierwsze. Podniosłam się z podłogi, zrzuciłam z siebie dresy i obróciłam się w stronę okna, żeby przyjrzeć się jeszcze śladom na prawym udzie. Cokolwiek to była za metoda leczenia, Krystian zdziałał cuda. Jeszcze kilka dni temu nie podniosłabym się z łóżka. Dość zastanawiania się. Ubrałam na siebie spodnie, wciągnęłam na nogi przyduże trampki, zastanawiając się jeszcze przez chwilę jaką koszulkę ubrać. Już w samym staniku przeciągnęłam koszulkę przez głowę, gdy klamka w drzwiach poruszyła się, a one same otwarły się na oścież.
- Nie przejmuj się skarbie, to tylko ja.- do pokoju wkroczyła pani Zuza.- Słyszałam, że w drodze do chłopaków ukradziono ci bagaż. Przyniosłam Ci więc kilka ładniejszych rzeczy.
-Dz-dziękuję za troskę pani Zuzanno. Nie trzeba było, naprawdę.- zapewniałam, ściągając przykrótką koszulkę na biodra. Serio, Nathan, trzymasz w szafie tak stare rzeczy? Wypuściłam z siebie powietrze z politowaniem, przyglądając się jeszcze chwilowo pudełku z jego ubraniami.
-Mam nadzieję, że nie było nic cennego w torbie.
-Nie, raptem kilka ubrań na czas festiwalu. Całą resztę miałam przy sobie.- skłamałam. Prawdą było, że nie miałam przy sobie nawet dokumentów i kto wie, gdzie teraz leżą, albo kto z nich korzysta. Pobladłam znacznie, spociły mi się dłonie, ale próbowałam dalej zachować się normalnie. Zaczęłam więc szukać sobie zajęcia. Podniosłam z podłogi rozrzucone ubrania i zaczęłam je niezdarnie składać.
Dziwnie to wszystko wyszło. W tej chwili bałam się pani Zuzy bardziej niż pana Piotra. O tak, zdecydowanie to ona jest autorytetem w tym domu.
-Coś innego Cię męczy, słońce?- spytała, lustrując wyraz mojej twarzy. Podskoczyłam w miejscu.
-Głupio się czuję, narażając chłopaków na koszta. Wolałabym tego wszystkiego uniknąć, gdyby się dało.-czułam, że za chwilę się rozkleję. Gorzej! Czułam, że za chwilę powiem o dwa słowa za dużo i rodzice chłopaków zaczną coś podejrzewać.
-Och, Agnieszko. Nie musisz się niczym przejmować. Nathan, Michał i Krystian na pewno tak nie myślą.- pani Zuza podeszła do mnie, kładąc rękę na moim ramieniu.
-Komu jak komu, ale mi dług spłacisz kiedyś w naturze.-czerwonowłosa czupryna zjawiła się w progu.
-Trochę kultury, młody człowieku!- Zuzanna wskoczyła na swojego przybranego syna, ale ten zdawał się ją ignorować. Chwycił mnie za rękę i bezceremonialnie pociągnął w kierunku wyjścia.
- Jedziemy, bo zanim coś sobie wybierzesz do wieczora się nie wyrobimy.- ciągnął dalej. Prowadził mnie do garażu. Rozrzucone narzędzia przypomniały mi o tamtym pokazie umiejętności chłopaków.
Oderwałam się od jego uścisku, rażona gromem.
-Ja sama.- wydukałam tylko.
-To ładuj się do samochodu, ogarnę resztę gawiedzi i jakąś kawę na drogę.- machnął na mnie ręką i zniknął za drzwiami.
Nie wiem, co pokusiło mnie, żeby zabrać ze sobą klucz francuski. Teraz tylko gdzie go schować, żeby nie był aż tak widoczny. Przycisnęłam go paskiem od biustonosza na lewym boku. Koszulka była na tyle luźna, że nie rzucał się tak w oczy. Przez chwilę jeszcze targały mną dreszcze, bo klucz był wręcz lodowaty w zetknięciu z gołą skórą.
To było to samo auto, którym przyjechaliśmy tu z Michałem. Oparłam się na siedzeniu, odchyliłam głowę i westchnęłam głośno.
-Było blisko.- przetarłam twarz dłońmi, delektując się ciszą. Przymknęłam oczy zaledwie na moment, a zdawało mi się, że tak chwila ciągnie się za długo. Usłyszałam, że podnoszą się wrota garażowe. Zaraz ruszymy dalej. Drzwi od strony kierowcy otworzyły się, ktoś wsiadł za kierownicę, samochód siadł pod jego ciężarem. Usłyszałam ciężko brzmiące hasło "zapnij pasy" i już wiedziałam co się szykuje. Auto ruszyło na piskach z garażu, a ja zamarłam widząc za kółkiem ojca Michała.
-Co pan robi?!- spojrzałam za siebie. Krystian wybiegł z garażu, chwytając się za głowę.
-Zapnij pasy! Musimy poważnie porozmawiać.
-Niech pan zwolni!- zdążyłam zatrzasnąć klamrę i pasy wpiły mi się w żebra dość boleśnie.
Co ten facet kombinuje?
A jeśli on współpracuje z tymi porywaczami i chłopaki nic nie wiedzą?
-Niech mnie pan wypuści!- spanikowałam jeszcze bardziej słysząc jak zatrzaskują się wszystkie zamki w drzwiach.
Długo nie jechaliśmy, skręcił do lasu, a ja zesztywniałam cała. Nie, nie, nie! Tylko nie do lasu! Przycisnęłam pięści do twarzy, zwijając się w kłębek na siedzeniu.
-Czego pan ode mnie chce?!- zapiszczałam, drżąc z przerażenia.
-W co żeście się wpakowali?- zatrzymał auto gwałtownie.
-Co?- moją głowę wypełniła pustka.
-Od razu widać było, że nie jedziecie na żaden festiwal. Nie macie ze sobą żadnych bagaży, nie masz na sobie własnych ubrań, ani nawet butów. Jesteś przerażona od kiedy wjechałem do lasu, a to oznacza, że coś się stało. Mów teraz po dobroci, albo sam to z Ciebie wyciągnę.- jego poważny, szorstki głos drażnił moje uszy. Chciałam się stąd ewakuować jak najprędzej. Uciec gdziekolwiek.
Postanowiłam milczeć. Gdybym pozwoliła sobie na opowiedzenie całej historii od nowa... Nie.
Nie mogę tego zrobić.
Wszystko szlag trafi jeśli on się dowie.
Nagle uchyliły się okna. Pan Piotr wyjął z kieszeni paczkę papierosów, wyciągnął zapalniczkę z kokpitu i odpalił cygaretkę. Gdy tylko poczułam zapach palonego tytoniu, wciągnęłam głośniej powietrze. Mężczyzna uniósł brew i rzucił paczkę w moim kierunku.
-Nie krępuj się. Pal.- otworzył moje okno szeroko. Ściągnęłam brwi, wyczekując na dalszy rozwój wydarzeń. Pudełko leżało na moich kolanach. Chciałam zapalić papierosa, naprawdę chciałam. Wstrzymywałam się jednak, bo wiem, że będę musiała mu wszystko powiedzieć.
Jednak charakterystyczne syczenie papierosa i dym, który spokojnie roznosił się wewnątrz auta skusiły mnie do wyjęcia jednej sztuki. Policjant wyciągnął rękę z zapalniczką pozwalając mi rozżarzyć czubek fajki. Opadłam na siedzenie, patrząc tęsknie za okno. Wystawiłam rękę z papierosem poza samochód w zasadzie bezwiednie, lecz po chwili jakieś paranoiczne myśli kazały mi ją schować, bo coś mnie z tego samochodu za chwilę wyciągnie.
A pan Piotr obserwował. Krępująca cisza stawała się nie do zniesienia. Czekał. Odchrząknęłam od drapiącego w gardło dymu.
-To chłopaki wpakowali się przeze mnie w tarapaty.- zaczęłam zachrypniętym głosem.- Gdyby Nathan mnie nie obronił tamtego wieczora, nic by się nie stało i każdy poszedłby w swoją stronę. Po kilku dniach zaczepiło mnie kilku dresów, a ja uciekając zadzwoniłam po Nathana...- wstrzymałam się chwilowo, zerkając na mężczyznę. Patrzył na mnie coraz bardziej spokojny. Zdziwiło mnie to.- N-no i przez to zadarliśmy z kilkoma niewłaściwymi osobami. Potem była strzelanina w mieście i... i ktoś mnie...- nie mogło mi to przejść przez gardło. Zaczęłam dławić się swoimi łzami, nie będąc nawet w stanie tego kontrolować.
-Ktoś Cię porwał.- westchnął.- Chciałbym Ci pomóc, młoda damo, ale mam związane ręce. Znam Nathana na tyle, że zawsze wywinie się po swojemu, a był już w różnych kłopotach.
-Czemu pan mi o tym mówi?
-Obstawiam, że to oni wyciągnęli Cię z tej sytuacji.- uśmiechnął się pokornie. Otworzyłam szerzej oczy.
-I co? Nic pan z tym nie zrobi? Nie wezwie pan wsparcia? Nie przesłucha pan chłopaków?
- I tak niczego mi nie powiedzą. Jestem miesiąc przed emeryturą, mogę jedynie dać Wam trochę czasu na zabezpieczenie się przed dalszą jazdą.- oznajmił.
Poczułam się naprawdę dziwnie. Zupełnie jakby jakiś niesamowity ciężar spadł mi z serca.
-Ja... Nie wiem, co powiedzieć.
-Powiedziałaś wystarczająco dużo.- zapewnił, odpalając silnik.
Ruszyliśmy w drogę powrotną.
Nathan siedział w garażu wściekle rzucając przekleństwami. Z daleka wydawało mi się, że te jego czerwone włosy stanęły w płomieniach. Szybkim krokiem podszedł do drzwi z mojej strony, otworzył je gwałtownie i sprawdził, czy nic mi nie jest. Zatrzasnął je i zaczął sunąć rozeźlony w kierunku ojczyma. Ten tylko poklepał go po ramieniu, skinął z aprobatą i powiedział coś, co zostawiło czerwonowłosego z wyraźnie wymalowanym na twarzy zaskoczeniem.
Gdy mężczyzna oddalił się w stronę domu, czarnooki powoli skierował swoje podejrzliwe spojrzenie na mnie. Im dłużej mi się przyglądał, tym bardziej zaciskały mu się szczęki, a wściekły błysk w oku sprawił, że spuściłam głowę, czekając na jeszcze gorszą rozmowę.

czwartek, 25 maja 2017

52. Egzemplarz

Gdy tylko sięgnęłam stopami parteru, poczułam zapach świeżo parzonej kawy. Drobna kobieta o szarych oczach zniosła do salonu zastawę na sześć osób. Nathan wepchnął mnie do pomieszczenia i kazał mi usiąść obok Krystiana na kanapie. Sam zajął ostatnie wolne miejsce obok. Jego ojczym usiadł w najbliższym fotelu, Michał przycupnął na pufie, którą przytargał ze sobą z sypialni.
-Zuzanno, chodź już i usiądź z nami.- zawołał policjant.
-Michaś, pomożesz mi?- dało się słyszeć z kuchni. Niebieskooki poderwał się z miejsca i po chwili razem ze swoją matką ustawiał na stole talerze ze smakołykami.
-Jak państwu minął wyjazd?- zaczął Krystian, rozluźniony. Najwidoczniej miał już z nimi kontakt.
-Straszne korki o tej porze, gdyby nie te objazdy, bylibyśmy już wczoraj wieczorem.- zaczął ojciec, sięgając po swój kubek z kawą. Nathan sięgnął zaraz po swój, trzymając gorące naczynie w całej garści.
-Nathan, bo się oparzysz!- zareagowała pani Zuzanna. Fuknął tylko, że go to nie rusza i wziął łyk kawy. Śledziłam wzrokiem jego poczynania, dopóki nie zorientowałam się, że jego ojczym mi się uważnie przygląda.
-Mówiłaś już jak Ci na imię, młoda damo?- ściągnął brwi wyczekująco.
-Na imię mam Agnieszka.- odburknęłam zachrypnięta, czerwieniąc się.
-Jak się tu znalazłaś?- padło pytanie, którego się bałam najbardziej.
Spuściłam wzrok na stolik, gdy Krystian zaczął nas wszystkich tłumaczyć.
-Wygrałem bilety na festiwal muzyczny dla czterech osób i pomyślałem, że ich ze sobą zgarnę.- wzruszył ramionami. Podziękowałam mu w myślach za taką wymówkę. Michał podniósł się z pufy i nałożył ciasta na talerzyk, podając mi je. Widocznie jego mama zaczęła go naglić, żeby to zrobił, bo spojrzał na nią z wyrzutem.
-Częstuj się, słońce. Nie masz się czego wstydzić.
Chwyciłam delikatnie kubek z kawą, uważając by nie wylać jej, bo trzęsły mi się ręce.
- To wspaniale, ale nie wytłumaczyłeś skąd ta Agnieszka, bo waszą trójkę rozumiem w zupełności.
-Piotrek, nie jesteś w pracy.- ucięła karcąco pani Zuza. Akurat wzięłam łyk, wpatrując się w kofeinową czerń, gdy Nathan wyjaśnił nad wyraz skrótowo.
-Aga jest moją dziewczyną.- rozsiadł się, gdy ja próbowałam opanować ból po gwałtownie przełkniętym wrzątku. Miałam ochotę schować się pod ziemię. Krystian tylko uśmiechnął się z politowaniem, a Michał spojrzał na mnie, z wcale nie zdziwioną miną, mieląc ciasto w gębie.
-Synek, trzeba było tak od razu.- pani Zuza rozpromieniła się, obdarzając mnie ciepłym uśmiechem. Wypuściłam powietrze z płuc na tyle wolno na ile pozwolił mi mój oparzony przełyk.
Opanuj się, Aga. To tylko zagrywka na chwilę. Dopóki stąd nie pojedziemy. Tak? Przygryzłam wargi, zastanawiając się, jakby tu uciec do pokoju.
-Dobra, to skoro formalności mamy już za sobą, zabieram ją do pokoju.-Nathan podniósł się z miejsca, chwycił talerz z ciastem, zgrabnie wyswobodził mi z kawę z rąk i skinął na mnie głową.-Chodź, kocie.- mrugnął do mnie, rozbawiony reakcją, jaką u mnie wywołał.
Podniosłam się machinalnie, dziękując za gościnę i poczęstunek i pomknęłam za czerwoną czupryną, która już zniknęła na piętrze. Szłam za aromatem kawy, docierając do pokoju Nathana.
Zdziwiłam się strasznie ilością książek porozrzucanych po kątach i jeszcze większą powciskaną w przepełnione regały.
Nathan lubi czytać. Stwierdziłam całkiem zaskoczona. Pewność, że to jego pokój uzyskałam dopiero widząc jego płaszcz w kącie pokoju i szczotkę z zaplątanymi w niej szkarłatnymi niteczkami włosów.
-Musiałeś?!- zamknęłam za sobą drzwi.
-Teraz nie będą się czepiać.- odciął się.
-Wręcz przeciwnie. Ty dostaniesz serię pytań od ojca, a twoja mama zgarnie mnie do pomocy przy obiedzie.- skrzywiłam się.
-Będzie odwrotnie.- parsknął rozbawiony.- Gotuję w domu najlepiej i to ja pójdę do kuchni, żeby zrobić obiad.
-Jeszcze lepiej.- załapałam się na niezły cyrk, dając się wciągnąć w tą znajomość.- Zostawisz mnie tak na pastwę Twojego ojczyma?
- Nawet jeśli to co? Nauczysz się rozmawiać z twardzielami.-zachichotał.
-Nie wiem w takim razie, czy zdałeś sobie sprawę, że sam sobie pocisnąłeś. Mięczaku.-mruknęłam prawie bezgłośnie. W pokoju było jednak na tyle cicho, że Nathan zdołał to usłyszeć. Podniósł się powoli znad podnóżka, na którym usytuował jedynie talerz z ciastem. Moja kawa stała na podłodze, ale nie to było teraz ważne.
Nathan z założonymi na piersi rękoma podszedł powoli, lustrując mnie spojrzeniem. Przestąpiłam z nogi na nogę, ściągając brwi.
-Mięczak? -zapytał.- Nazwałaś mnie mięczakiem?- zatrzymał się niebezpiecznie blisko mojej twarzy.
-Skoro nie miałam jeszcze okazji rozmawiać z twardzielem... Wszystko wskazuje na to, że jesteś mięczakiem.- umknęłam mu. Zmieniając temat chwyciłam pierwszą lepszą książkę i zaczęłam czytać na głos jej tytuł.
-"Jak skutecznie rzucić palenie". Ty czytasz co Ci w ręce wpadnie, co?- uniosłam książkę na wysokość twarzy, by mu ją pokazać.
Wyciągnął mi ją z ręki i rzucił niedbale w kąt pokoju.- I niespecjalnie o nie dbasz.- skrzywiłam się z lekka. W końcu to jednak książka, no nie?
-Akurat tego typu literatura niespecjalnie do mnie przemawia, więc to niewielka strata.- mrużył oczy podejrzliwie, patrząc na to, co robię. Fakt był taki, że za wszelką cenę próbuję wymyślić taki temat, żeby Nathan nie musiał przebywać aż tak blisko.
Zaczynało się robić niezręcznie, moja irytacja zresztą dość szybko dała sobie upust.
-Trochę to niezręczne.- zaczęłam, odsuwając się o krok od niego.
-Co masz na myśli?-westchnął, rozkładając się na łóżku. Wzniósł oczy ku niebu, nie kryjąc się wcale ze znużeniem.
-Gapisz się ciągle na mnie, pilnujesz na każdym kroku, a doskonale wiesz, że jestem zdana na Waszą łaskę, bo i tak nie wiem, gdzie jestem.
Zerknął więc na mnie z politowaniem i zaczął bezceremonialnie.
-Jesteś w moim domu, w moim pokoju i nawet stary nie może ci nic zrobić.- zaczął się wiercić, by wyciągnąć spod siebie kolejną książkę i rzucić ją na poduszki.
Wyszłabym na niedojdę, ale udało mi się jednak przechwycić książkę w locie.
-Skąd masz ten chłam?- ściągnęłam brwi. Narastała we mnie wściekłość. Raz jeden jedyny dałam do druku swoje opowiadania. Wyszła z tego niewielkich gabarytów książeczka, a wydrukowałam je w dwóch egzemplarzach. Dziecięce mrzonki o zostaniu pisarzem szybko przełamała moja znajoma wytykając mi infantylność zachowań głównych bohaterów i fakt, że w każdym następnym powielam te same zachowania. Nie mogłam znieść krytyki, a gdy chciałam książkę z powrotem, Asia powiedziała, że książkę zgubiła.- Gdzie to znalazłeś?
-O co ta spina, co?- obrócił się na bok.
-Pierwsza zadałam pytanie.- przełknęłam ślinę, czując jak robię się czerwona na twarzy.- Czy-czytałeś to już?
-Nie miałem jeszcze okazji. Nawet niespecjalnie kojarzę tego autora.- uniósł brew, obserwując moją narastającą panikę.
- Nie warto jej czytać. To jakieś nastoletnie harlequiny bez przesłania.- odparłam niechętnie.
-Tym bardziej poczytam, może się pośmieję w końcu. Dawaj.- wychylił się, by odebrać mi książkę, ale zareagowałam dość gwałtownie, a z moich ust wydobył się dziwny dźwięk na znak protestu.
-Nie powiesz mi teraz, że chcesz przeczytać tą książkę tylko dlatego, że ci ją odebrałam?
-Dokładnie. W tej samej chwili sprowokowałaś mnie do rozpoczęcia gonitwy za książką, która rzekomo miała być taka nudna i mdła.- usiadł na krawędzi łóżka, gotowy do skoku.
-Miała?- zatrzymałam się pod ścianą, ściskając grzbiet mojej książki za plecami.
-Wydaje mi się, że śmiało mógłbym się wbić w kanony charakterystyki tego demona, jak mu tam było... Adrian?- oczy błysnęły mu złośliwie, a we mnie trzasnął piorun. Myślałam, że spalę się ze wstydu.
-Adrian nie jest taki jak ty, ani nawet odwrotnie!- fuknęłam.
-Za to Majka jest łudząco podobna do Ciebie. Uroczy autoportret. Za szybko hamujesz swoją wyobraźnię. Kreując niektóre sceny dałaś się ponieść, a innym razem się wstrzymałaś, bo...- podszedł, by odebrać mi książkę z ręki. Cofnęłam się pod ścianę, przyciskając do niej zeszyt ciałem.
- To nie miało prawa wpaść w twoje ręce.- wybełkotałam, zmieszana.
-Znalazłem ją w bibliotece uniwersyteckiej. Leżała na krześle, więc ją przygarnąłem. Nie spodziewałem się jednak, że to twoja książka.
-To czasy gimnazjum. Daj spokój.- odburknęłam już bardziej zniesmaczona tym, że zaczął drążyć mój temat.
-Skoro to tak zamierzchłe czasy, to czemu nie dasz mi jej skończyć, co?- skrzyżował ręce na piersi i zacmokał niecierpliwie.
-Nic się tam więcej nie dzieje.- poddałam się wciskając mu książkę pod pachę. Uniósł brew śledząc moje kroki.
-Coś za szybko się poddałaś.- zmrużył oczy, sprawdzając za chwilę czy to aby na pewno ta książka. Usiadłam na podłodze, koło podnóżka z ciastem, upijając łyk mojej kawy.- Usiądź na fotelu, jak człowiek, co? Zuza wparuje i dostanę w łeb za Ciebie.- syknął, zniżając głos. Jeszcze przez moment wpatrywał się w klamkę, by usiąść po przeciwnej stronie mebla, który robił nam za stolik.
-Tym bardziej zostanę na podłodze, żeby zobaczyć, jak dajesz się klepać.
-To co innego.- sarknął.
-Spoko. Wiem, jaka jest moja mama.- podkreśliłam.- Mi wystarczy.
-Twoja starsza to terminator?
-Podobno to ty, Nathan, uchodzisz w tej naszej drużynie za terminatora. Moja mama jest... -zaczęłam zastanawiać się nad odpowiednim słowem- ...stanowcza.
-I myślisz, że bycie stanowczym wystarczy?
-Nie. Prędzej czy później i tak któreś odpuszcza.-odparłam całkiem szczerze, a Nathan tym czasem kontynuował lekturę mojej książki. Ściągnęłam brwi, zapychając usta kawałkiem ciasta. Nie byłam pewna czy chcę, żeby akurat on to czytał. Nie, jeśli będę z nim miała jeszcze do czynienia. Przebrnął już przez te momenty z których jestem zadowolona czy trafił już na te wstydliwe, w których faktycznie nie popisałam się wyobraźnią.
Czerwonowłosy czytał tak w ciszy, coś za szybko wędrując po kolejnych stronach, aż doszedł do ostatniej i zatrzasnął okładkę.
-Albo brakuje ci wyobraźni, albo doświadczenia. Na to pierwsze nie ma rady, a to drugie możemy doszlifować tu i ówdzie.- uśmiechnął się zawadiacko i w końcu spojrzał na mnie. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię.- Chcesz iść na spacer?
-Co? Nie mam się w co ubrać przecież.
-W takim razie jedziemy na zakupy.
-A-ale mogą nas zna...-mężczyzna gwałtownie przyłożył mi rękę do twarzy.
-Zamknij się.- przyciszył głos, karcąc mnie spojrzeniem. Odpuścił, gdy ja zaskoczona tym manewrem zamknęłam usta, siedząc już cicho.
-Ogarnę Kryśkę i jedziemy na miasto.
-Serio? Podobno według was nie jest bezpiecznie.-znów zaczęłam mówić. Tym razem Nathan powalił mnie na plecy, zatrzymując się tuż nade mną. Znów zasłaniał mi usta.

wtorek, 10 stycznia 2017

51.Prześcieradła

Usiadłam ostrożnie przy stole, patrząc na zawartość mojego śniadania. Cały czas miałam na uwadze to, że Nathan obserwuje mnie z nosem w szklance herbaty.
-Zaczniesz to jeść, czy nie?!- czułam pretensję w jego głosie. Odstawił kubek z hukiem i podniósł się z miejsca. Podskoczyłam, chwytając za kromkę chleba z pomidorem i sałatą i uniosłam drżącą rękę, żeby wziąć kęs. W tym momencie pomidor zsunął się z kanapki i plasnął o stół. Zaklęłam pod nosem.- Fajtłapa.- prychnął. Zgarnął swoje naczynia i wstawił je do zlewu, po czym zajrzał do lodówki. Wyciągnął z niej butelkę piwa. Oparł się o blat kuchenny i dalej mnie obserwował.
-Możesz przestać?
-Niby co?
-Się na mnie gapić.- warknęłam. Szaruga za oknem dawała mało światła. Może i było jasno, ale coś mi się zdaje, że to będzie męczący dzień, nawet jeśli miałby się okazać całkiem spokojny.
Nathan syknął tylko, a otwierana butelka zawtórowała mu dźwiękiem.
Kto normalny chleje piwo od rana? Uniosłam tylko brew, by zaraz potem zabrać się z powrotem za jedzenie, którego nawet nie zaczęłam konsumować.
Jeszcze przez chwilę patrzyłam na kanapkę, trzymając ją już teraz obiema dłońmi,
-Jakbyś zjadła wczorajszą kolację, wiedziałabyś, że nic ci do niej nie dosypałem.- fuknął.
-Dobra, już dobra.- wgryzłam się w sznytkę chleba i zaraz wzięłam drugiego gryza. Smak świeżej zieleniny z rana był jak ten dzisiejszy prysznic. Zasmakowało mi, aż za bardzo i zaczęłam pałaszować resztę. Tego mi było trzeba.
Byłam tak zajęta jedzeniem, że nie zwróciłam uwagi kiedy czerwonowłosy z powrotem dosiadł się do stołu.
-Było tak źle?
- Nie najgorzej.- odparłam zdawkowo. Ściągnął brwi, a kącik jego ust uniósł się w krzywym uśmieszku. Przechylił butelkę i osunął się na oparcie krzesła.
-Jak skończyłaś, wstaw naczynia do zlewu i chodź do salonu.- odepchnął się bezceremonialnie od stołu, wyjął kolejne piwo z lodówki i z dwoma butelkami opuścił pomieszczenie.
Jak polecił, tak zrobiłam. Wytarłam po sobie stół i nieśmiało ruszyłam w stronę salonu.
Deja vu.
Czarnooki leżał na kanapie z butelką w ręku i znużonym wyrazem twarzy, wpatrując się w ekran telewizora. Stanęłam za meblem. Nie było tu miejsca. Na jednym fotelu leżała zwinięta pościel, a na drugim spał Michał, chrapiąc głośno.
-Na co się czaisz? Siadaj.- machnął ręką, podkulając nogi. Usiadłam na zrobionym dla mnie miejscu, wbijając się w róg kanapy. Nie byłam w stanie oglądać telewizji. Czułam się nieswojo, a cisza jaka tu teraz panowała przyprawiała mnie o rumieńce zakłopotania. No dobra, raz kozie śmierć. Trzeba w końcu zacząć ten temat.
-Hej, Nathan.- zaczęłam, łamliwym głosem. Odchrząknęłam za chwilę, biorąc głębszy wdech.
-No?
- Dlaczego masz takie dziwne imię?
- Co?- podniósł głowę, zastanawiając się zapewne dlaczego zadałam takie pytanie.
-No, bo nie brzmi na tutejsze.
- I nie jest.- odpowiedział krótko, zamykając temat. Skrzywiłam się i chyba zauważył mój grymas, bo podniósł się z pozycji półleżącej. Zresztą, dziwne by było gdyby nie zauważył, skoro od kiedy nas wyciągnął z tamtej parszywej dziury, obserwuje każdy mój krok.
-Spoko.
-Cholera jasna. Co chcesz wiedzieć na mój temat, co?
-Już nic.- skrzyżowałam ręce na piersi i założyłam nogę na nogę.
-Ech... Pochodzę z Wielkiej Brytanii, starczy? Moi starsi zamieszkali w Polsce jakieś dwadzieścia lat temu.- odparł- Coś jeszcze?
- Nie martwią się o Ciebie?
- Nie, już nie.- wyraźnie spochmurniał. Poczułam, że to grząski temat, więc rzuciłam tylko krótkim "aha". Znowu zrobiło się cicho. Michał chrapnął tylko głośniej niż do tej pory i obrócił się w fotelu.
-Jaki macie dalszy plan na to, co się dzieje?
-Na razie czekamy, jak się sytuacja rozwinie.- to, co powiedział mnie zaniepokoiło i wywołało kolejne odczucie przebiegającej po karku iskry. Wzdrygnęłam się, rozcierając to miejsce po chwili. Coś mi tu nie pasowało i to bardzo. Nie wiedziałam tylko w jaki sposób chwycić się tego tematu, żeby nie pociągnąć za nieodpowiednią strunę.
-No, dobra, ale ich zgubiliśmy, tak?
-Na to pytanie Ci nie odpowiem.- zniżył głos.- Pytanie, czy idziesz dalej z nami, czy mamy Cię wsadzić do pierwszego lepszego autobusu w kierunku domu?
-Jest taka możliwość?- ucieszyłam się, gdy to powiedział, ale zaraz potem wyraz jego twarzy kazał mi się uspokoić.
-Jest, a pewnie. Zawsze była, ale jest bardziej ryzykowna, niż gdybyś miała jechać dalej z nami, bo tym razem, podejrzewam, że Cię po prostu zabiją. Za dużo wiesz na nasz temat.- wyjaśnił. Ściągnęłam brwi, zaprzeczając.
-Przecież niczego nie wiem, bo nic mi nie mówicie. Chcę jak najprędzej wrócić do domu!- musiałam postawić na swoim, bo przecież na czymś się muszę opierać.
-Nie pozwolę Ci.- skwitował, a ja poczułam się, jakbym dostała mokrą szmatą po twarzy. Łzy napłynęły mi do oczu nie z powodu żałosnej sytuacji, a tego, że moje szanse na szybki powrót do domu są coraz bardziej nikłe. Wzbierała we mnie wściekłość.
-Jak to mi nie pozwolisz? Za kogo ty się masz?!
-Póki co, ratujemy tyłek Tobie i twojej rodzince przy okazji. Im dłużej Cię nie ma w domu i się z rodziną nie komunikujesz, tym mniejsze jest ryzyko, że im się oberwie, czaisz?- zareagował surowo na mój wyrzut. Zamrugałam kilkukrotnie, wpatrując się w jego oczy, ale on mówił to wszystko na poważnie.
Zakryłam usta dłonią, zdając sobie sprawę z własnej głupoty. Wróciłabym do domu i nie mogłabym zmrużyć oka, żeby się nagle nie okazało, że ja i cała moja rodzina będziemy leżeć martwi we własnych łóżkach.
-Za wiele to ty sobie nie wyobrażaj, bez przesady.
-Za późno.- rzuciłam słabo.- Już do mnie dotarło.
-Hm, to nawet lepiej.- Nathan wzruszył ramionami.
-Gdzie my w ogóle jesteśmy?
-Nie uwierzysz, jak ci powiem.
-Nic mnie już chyba nie zdziwi.- przymknęłam oczy, masując skronie.
-W moim domu.- stwierdził. Michał chrapnął głośno, a chwilę potem jego głowa zniknęła pod poduszką, jaka z głuchym huknięciem zderzyła się z jego twarzą.- Wstawaj, leszczu. Chatę trzeba ogarnąć zanim starsi przyjadą.-czerwonowłosy podniósł się z kanapy, przerzucając na Michała resztę pościeli z fotela.
Spod sterty materiału wydobyło się jęknięcie.
-Dlaczego ty tego nie zrobisz?
-Bo mam inne rzeczy na głowie, gówniarzu.
-Ale to też twoi rodzice.- Michał zrzucił wszystko na podłogę przeciągając się. Nie myślał chyba, że jestem świadkiem całego dialogu. Zamarłam tylko bardziej, obserwując. Nathan na odpowiedź śpiocha zareagował szybkim spojrzeniem w moją stronę, dając znać młodemu, że tam jestem. Zmrużyłam oczy podejrzliwie. Oszukał mnie. Michał wygiął się w moją stronę, kuląc się z zaskoczoną miną.- Ups, skucha.
-Całe życie z idiotami.- westchnął poirytowany czarnooki.
-Ej! Nathan!- podniosłam się z łóżka.
-Co?!- fuknął na mnie.
-Mówiłeś, że nie masz rodziców!
-Aga, przerwij misję. Przerwij misję!- Michał wycofał się, pokazując mi całym ciałem, że mam dalej nie drążyć, ale już było za późno. Zdążyłam tylko poczuć pchnięcie na kanapę, a potem zobaczyłam białka jego oczu.
-Ała...
-Ała? Zaraz ci zrobię "ała". Nie mam rodziców.- warknął, jakbym to ja była winna, cokolwiek się im stało. Czułam, jak cała kanapa się trzęsła.- Wystarczy?- coś w podłokietniku trzasnęło pod uściskiem jego palców. Zacisnęłam powieki, panicznie kiwając ze zrozumieniem. Łzy napłynęły mi do oczu, zacisnęłam palce na przegubie swojej dłoni.- Przestań wbijać sobie pazury w rękę, krzywdę sobie zrobisz.- dodał z pogardą, uderzając mnie w zaciśniętą rękę luźną dłonią. Podskoczyłam w miejscu.
Nathan zniknął.
Michał zaczął pospiesznie zbierać rzeczy z podłogi.
-O co chodziło?- ledwo wydobyłam z siebie głos.
-Jeśli mi pomożesz, to ci powiem.- oznajmił. Wszystko będzie lepsze niż siedzenie i czekanie na rozwój wydarzeń. Poza tym wolałabym sama tu nie zostawać.
-No, dobra.- westchnęłam ciężko. Gdy już zebraliśmy pościel i schowaliśmy ją w szafie, Michał zaczął mówić.
- Bo to nie jest do końca tak, że to jego prawdziwi rodzice.- rozejrzał się ostrożnie, przyciszając głos.
-Jest adoptowany?
-Nawet nie... Szukaliśmy domu z rodzicami. Nathan zaoferował się, że nam go udostępni w zamian za wszelkiego rodzaju przykrywki. Ojciec z kolei pracuje w policji i nie łatwo było go do tego przekonać, ale że byliśmy w zasadzie na przegranej pozycji, zdecydował się na warunki Nathana, lekko je naginając.
-W jakim sensie?- ściągnęłam brwi.
-Wszystko wyszło po czasie, jak ojciec znalazł kilka kruczków prawnych i pozbawił Nathana części praw do domu. Wziął go pod kosę, bo by go deportowali za nielegalne przebywanie na terenie Polski bez obywatelstwa.
- Ale przecież dom był jego.
-Tia, i jego biologicznych starszych.
-Co się z nimi stało?- zaczęłam składać prześcieradło, unosząc je rozpostarte  nad głową.
-Zginęli.-mruknął.
-Jak zginęli?
- Z rąk tych samych ludzi, którzy teraz nas ścigają.- podskoczyłam w miejscu, upuszczając prześcieradło na podłogę. Moja misterna praca leżała niedbale rozciągnięta na dywanie, a Nathan stał w progu, z grobową miną. Widocznie musiał od samego początku przysłuchiwać się rozmowie.
-Przykro mi.- spuściłam wzrok.
-Ktoś widocznie poleciał na hajs, którego i tak nie dostanie. I to nie tak, że twój stary wsadził mnie między młot a kowadło, Michał. Dałem się w to wciągnąć, bo policja jaka by nie była, swoje kontakty ma. Tak szybko mnie nie zgarną.
-Ej, wiecie co dla mnie jest nie do pojęcia?- stwierdziłam nagle.
-Co niby jest takie trudne do ogarnięcia, hm?- Nathan skrzyżował ręce na piersi.
-Skoro już spotkaliście się przypadkiem, to  dlaczego obaj macie te moce? Dałeś mu to coś, czy odwrotnie?-spytałam, zaintrygowana.
-To akurat zabawna historia, bo przyłapałem młodego jak podkradał w sklepie piwo i fajki, robiąc zamieszanie w drugiej części sklepu, albo gdzieś w magazynie. Skubaniec nawet przed ojcem krył się tyle czasu.
-No co? Po prostu tak mam i tyle.- skwitował Michał, gdy spojrzałam na niego pytająco. Widocznie w tym przypadku się nie dogadamy. Dla tych dwóch fakt, że potrafią się przenieść z miejsca na miejsce, jest w zupełności naturalne, a mi przez głowę by nie przeszło, że da się coś takiego zrobić. Ściągnęłam usta, klęcząc znów nad rozrzuconym prześcieradłem.
Ścigają nas ci sami ludzie, którzy zabili twoich rodziców, Nathan. Zerknęłam na niego ukradkiem. Przecież powinieneś być na nich wściekły.
-Dlaczego jesteś taki spokojny?- zapytałam już na głos skonsternowana.
-Bo nic mi to nie da w tej chwili. - odparł opryskliwie- Mam stracić swój wolny czas i energię na myślenie o tych gnojach?
-No tak, tu masz punkt.- przyznałam, składając w końcu prześcieradło jak należy.
W pewnej chwili nastawiłam uszu, bo zaniepokoiły mnie hałasy na korytarzu. Nathan wyjrzał z pokoju.
-Przyjechali.- zrzedła mu mina. Zrobiło mi się gorąco. Jeśli jego ojciec jest z policji, będzie chciał wiedzieć, jak się tu znalazłam.
Słyszałam jak Krystian wita się z rodzicami chłopaków, a gdy Nathan zjawił się na widoku, jego ojciec z pogodnym tonem głosu powiedział coś o kolejnych męskich schadzkach.
-Cześć, tato.- Michał wychylił się z pokoju.- To takie nie do końca męskie schadzki, jak zwykle.
-Znowu coś zmalowałeś?- ojciec Michała zwrócił się do czerwonowłosego wyraźnie ozięblejszym tonem.
Nasłuchiwałam tylko, składając pościele dalej. Może mnie zignorują, może nie będą chcieli mnie zobaczyć. Może zaraz pojedziemy dalej i nie będę musiała się tłumaczyć, jak się tu znalazłam? W miarę jak próbowałam się uspokoić, czułam, że moje policzki robią się coraz bardziej purpurowe. Zamarłam słysząc ciężkie, mocne kroki zbliżające się do tego pokoju.
Wypuściłam z siebie powietrze, gładząc jeszcze ułożoną pościel. Obróciłam się w kierunku wyjścia, a w progu stał starszy mężczyzna, wzrostem sięgający  prawie do dwumetrowej framugi drzwi. Zajmował w zasadzie całe przejście i mysz by się nie przecisnęła. Facet takiego wzrostu i takich gabarytów z ogoloną głową nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Od razu mogłabym stwierdzić, że albo jest ochroniarzem na jakichś imprezach, albo faktycznie robi w policji.
-Dzień dobry.- dygnęłam głową, zestresowana. Uśmiechnął się krzywo. Miał takie same ciemnoniebieskie oczy jak Michał.
-Dzień dobry. Już cię zagonili do sprzątania?
- Ja tylko pomagam Michałowi.- mruknęłam, drapiąc się delikatnie po przedramieniu. Nie wiedziałam, gdzie podziać wzrok.
-Spokojnie. Chodź do salonu, usiądziemy wszyscy razem.- mężczyzna usunął się z drogi, otwartą dłonią wskazując mi wyjście na korytarz. Nathan stał w korytarzu, czekając chyba na to hasło. Ruszyłam po schodach na dół, czując, że czarnooki kroczy tuż za mną, odgradzając mnie od swojego przyszywanego ojca.