wtorek, 10 stycznia 2017

51.Prześcieradła

Usiadłam ostrożnie przy stole, patrząc na zawartość mojego śniadania. Cały czas miałam na uwadze to, że Nathan obserwuje mnie z nosem w szklance herbaty.
-Zaczniesz to jeść, czy nie?!- czułam pretensję w jego głosie. Odstawił kubek z hukiem i podniósł się z miejsca. Podskoczyłam, chwytając za kromkę chleba z pomidorem i sałatą i uniosłam drżącą rękę, żeby wziąć kęs. W tym momencie pomidor zsunął się z kanapki i plasnął o stół. Zaklęłam pod nosem.- Fajtłapa.- prychnął. Zgarnął swoje naczynia i wstawił je do zlewu, po czym zajrzał do lodówki. Wyciągnął z niej butelkę piwa. Oparł się o blat kuchenny i dalej mnie obserwował.
-Możesz przestać?
-Niby co?
-Się na mnie gapić.- warknęłam. Szaruga za oknem dawała mało światła. Może i było jasno, ale coś mi się zdaje, że to będzie męczący dzień, nawet jeśli miałby się okazać całkiem spokojny.
Nathan syknął tylko, a otwierana butelka zawtórowała mu dźwiękiem.
Kto normalny chleje piwo od rana? Uniosłam tylko brew, by zaraz potem zabrać się z powrotem za jedzenie, którego nawet nie zaczęłam konsumować.
Jeszcze przez chwilę patrzyłam na kanapkę, trzymając ją już teraz obiema dłońmi,
-Jakbyś zjadła wczorajszą kolację, wiedziałabyś, że nic ci do niej nie dosypałem.- fuknął.
-Dobra, już dobra.- wgryzłam się w sznytkę chleba i zaraz wzięłam drugiego gryza. Smak świeżej zieleniny z rana był jak ten dzisiejszy prysznic. Zasmakowało mi, aż za bardzo i zaczęłam pałaszować resztę. Tego mi było trzeba.
Byłam tak zajęta jedzeniem, że nie zwróciłam uwagi kiedy czerwonowłosy z powrotem dosiadł się do stołu.
-Było tak źle?
- Nie najgorzej.- odparłam zdawkowo. Ściągnął brwi, a kącik jego ust uniósł się w krzywym uśmieszku. Przechylił butelkę i osunął się na oparcie krzesła.
-Jak skończyłaś, wstaw naczynia do zlewu i chodź do salonu.- odepchnął się bezceremonialnie od stołu, wyjął kolejne piwo z lodówki i z dwoma butelkami opuścił pomieszczenie.
Jak polecił, tak zrobiłam. Wytarłam po sobie stół i nieśmiało ruszyłam w stronę salonu.
Deja vu.
Czarnooki leżał na kanapie z butelką w ręku i znużonym wyrazem twarzy, wpatrując się w ekran telewizora. Stanęłam za meblem. Nie było tu miejsca. Na jednym fotelu leżała zwinięta pościel, a na drugim spał Michał, chrapiąc głośno.
-Na co się czaisz? Siadaj.- machnął ręką, podkulając nogi. Usiadłam na zrobionym dla mnie miejscu, wbijając się w róg kanapy. Nie byłam w stanie oglądać telewizji. Czułam się nieswojo, a cisza jaka tu teraz panowała przyprawiała mnie o rumieńce zakłopotania. No dobra, raz kozie śmierć. Trzeba w końcu zacząć ten temat.
-Hej, Nathan.- zaczęłam, łamliwym głosem. Odchrząknęłam za chwilę, biorąc głębszy wdech.
-No?
- Dlaczego masz takie dziwne imię?
- Co?- podniósł głowę, zastanawiając się zapewne dlaczego zadałam takie pytanie.
-No, bo nie brzmi na tutejsze.
- I nie jest.- odpowiedział krótko, zamykając temat. Skrzywiłam się i chyba zauważył mój grymas, bo podniósł się z pozycji półleżącej. Zresztą, dziwne by było gdyby nie zauważył, skoro od kiedy nas wyciągnął z tamtej parszywej dziury, obserwuje każdy mój krok.
-Spoko.
-Cholera jasna. Co chcesz wiedzieć na mój temat, co?
-Już nic.- skrzyżowałam ręce na piersi i założyłam nogę na nogę.
-Ech... Pochodzę z Wielkiej Brytanii, starczy? Moi starsi zamieszkali w Polsce jakieś dwadzieścia lat temu.- odparł- Coś jeszcze?
- Nie martwią się o Ciebie?
- Nie, już nie.- wyraźnie spochmurniał. Poczułam, że to grząski temat, więc rzuciłam tylko krótkim "aha". Znowu zrobiło się cicho. Michał chrapnął tylko głośniej niż do tej pory i obrócił się w fotelu.
-Jaki macie dalszy plan na to, co się dzieje?
-Na razie czekamy, jak się sytuacja rozwinie.- to, co powiedział mnie zaniepokoiło i wywołało kolejne odczucie przebiegającej po karku iskry. Wzdrygnęłam się, rozcierając to miejsce po chwili. Coś mi tu nie pasowało i to bardzo. Nie wiedziałam tylko w jaki sposób chwycić się tego tematu, żeby nie pociągnąć za nieodpowiednią strunę.
-No, dobra, ale ich zgubiliśmy, tak?
-Na to pytanie Ci nie odpowiem.- zniżył głos.- Pytanie, czy idziesz dalej z nami, czy mamy Cię wsadzić do pierwszego lepszego autobusu w kierunku domu?
-Jest taka możliwość?- ucieszyłam się, gdy to powiedział, ale zaraz potem wyraz jego twarzy kazał mi się uspokoić.
-Jest, a pewnie. Zawsze była, ale jest bardziej ryzykowna, niż gdybyś miała jechać dalej z nami, bo tym razem, podejrzewam, że Cię po prostu zabiją. Za dużo wiesz na nasz temat.- wyjaśnił. Ściągnęłam brwi, zaprzeczając.
-Przecież niczego nie wiem, bo nic mi nie mówicie. Chcę jak najprędzej wrócić do domu!- musiałam postawić na swoim, bo przecież na czymś się muszę opierać.
-Nie pozwolę Ci.- skwitował, a ja poczułam się, jakbym dostała mokrą szmatą po twarzy. Łzy napłynęły mi do oczu nie z powodu żałosnej sytuacji, a tego, że moje szanse na szybki powrót do domu są coraz bardziej nikłe. Wzbierała we mnie wściekłość.
-Jak to mi nie pozwolisz? Za kogo ty się masz?!
-Póki co, ratujemy tyłek Tobie i twojej rodzince przy okazji. Im dłużej Cię nie ma w domu i się z rodziną nie komunikujesz, tym mniejsze jest ryzyko, że im się oberwie, czaisz?- zareagował surowo na mój wyrzut. Zamrugałam kilkukrotnie, wpatrując się w jego oczy, ale on mówił to wszystko na poważnie.
Zakryłam usta dłonią, zdając sobie sprawę z własnej głupoty. Wróciłabym do domu i nie mogłabym zmrużyć oka, żeby się nagle nie okazało, że ja i cała moja rodzina będziemy leżeć martwi we własnych łóżkach.
-Za wiele to ty sobie nie wyobrażaj, bez przesady.
-Za późno.- rzuciłam słabo.- Już do mnie dotarło.
-Hm, to nawet lepiej.- Nathan wzruszył ramionami.
-Gdzie my w ogóle jesteśmy?
-Nie uwierzysz, jak ci powiem.
-Nic mnie już chyba nie zdziwi.- przymknęłam oczy, masując skronie.
-W moim domu.- stwierdził. Michał chrapnął głośno, a chwilę potem jego głowa zniknęła pod poduszką, jaka z głuchym huknięciem zderzyła się z jego twarzą.- Wstawaj, leszczu. Chatę trzeba ogarnąć zanim starsi przyjadą.-czerwonowłosy podniósł się z kanapy, przerzucając na Michała resztę pościeli z fotela.
Spod sterty materiału wydobyło się jęknięcie.
-Dlaczego ty tego nie zrobisz?
-Bo mam inne rzeczy na głowie, gówniarzu.
-Ale to też twoi rodzice.- Michał zrzucił wszystko na podłogę przeciągając się. Nie myślał chyba, że jestem świadkiem całego dialogu. Zamarłam tylko bardziej, obserwując. Nathan na odpowiedź śpiocha zareagował szybkim spojrzeniem w moją stronę, dając znać młodemu, że tam jestem. Zmrużyłam oczy podejrzliwie. Oszukał mnie. Michał wygiął się w moją stronę, kuląc się z zaskoczoną miną.- Ups, skucha.
-Całe życie z idiotami.- westchnął poirytowany czarnooki.
-Ej! Nathan!- podniosłam się z łóżka.
-Co?!- fuknął na mnie.
-Mówiłeś, że nie masz rodziców!
-Aga, przerwij misję. Przerwij misję!- Michał wycofał się, pokazując mi całym ciałem, że mam dalej nie drążyć, ale już było za późno. Zdążyłam tylko poczuć pchnięcie na kanapę, a potem zobaczyłam białka jego oczu.
-Ała...
-Ała? Zaraz ci zrobię "ała". Nie mam rodziców.- warknął, jakbym to ja była winna, cokolwiek się im stało. Czułam, jak cała kanapa się trzęsła.- Wystarczy?- coś w podłokietniku trzasnęło pod uściskiem jego palców. Zacisnęłam powieki, panicznie kiwając ze zrozumieniem. Łzy napłynęły mi do oczu, zacisnęłam palce na przegubie swojej dłoni.- Przestań wbijać sobie pazury w rękę, krzywdę sobie zrobisz.- dodał z pogardą, uderzając mnie w zaciśniętą rękę luźną dłonią. Podskoczyłam w miejscu.
Nathan zniknął.
Michał zaczął pospiesznie zbierać rzeczy z podłogi.
-O co chodziło?- ledwo wydobyłam z siebie głos.
-Jeśli mi pomożesz, to ci powiem.- oznajmił. Wszystko będzie lepsze niż siedzenie i czekanie na rozwój wydarzeń. Poza tym wolałabym sama tu nie zostawać.
-No, dobra.- westchnęłam ciężko. Gdy już zebraliśmy pościel i schowaliśmy ją w szafie, Michał zaczął mówić.
- Bo to nie jest do końca tak, że to jego prawdziwi rodzice.- rozejrzał się ostrożnie, przyciszając głos.
-Jest adoptowany?
-Nawet nie... Szukaliśmy domu z rodzicami. Nathan zaoferował się, że nam go udostępni w zamian za wszelkiego rodzaju przykrywki. Ojciec z kolei pracuje w policji i nie łatwo było go do tego przekonać, ale że byliśmy w zasadzie na przegranej pozycji, zdecydował się na warunki Nathana, lekko je naginając.
-W jakim sensie?- ściągnęłam brwi.
-Wszystko wyszło po czasie, jak ojciec znalazł kilka kruczków prawnych i pozbawił Nathana części praw do domu. Wziął go pod kosę, bo by go deportowali za nielegalne przebywanie na terenie Polski bez obywatelstwa.
- Ale przecież dom był jego.
-Tia, i jego biologicznych starszych.
-Co się z nimi stało?- zaczęłam składać prześcieradło, unosząc je rozpostarte  nad głową.
-Zginęli.-mruknął.
-Jak zginęli?
- Z rąk tych samych ludzi, którzy teraz nas ścigają.- podskoczyłam w miejscu, upuszczając prześcieradło na podłogę. Moja misterna praca leżała niedbale rozciągnięta na dywanie, a Nathan stał w progu, z grobową miną. Widocznie musiał od samego początku przysłuchiwać się rozmowie.
-Przykro mi.- spuściłam wzrok.
-Ktoś widocznie poleciał na hajs, którego i tak nie dostanie. I to nie tak, że twój stary wsadził mnie między młot a kowadło, Michał. Dałem się w to wciągnąć, bo policja jaka by nie była, swoje kontakty ma. Tak szybko mnie nie zgarną.
-Ej, wiecie co dla mnie jest nie do pojęcia?- stwierdziłam nagle.
-Co niby jest takie trudne do ogarnięcia, hm?- Nathan skrzyżował ręce na piersi.
-Skoro już spotkaliście się przypadkiem, to  dlaczego obaj macie te moce? Dałeś mu to coś, czy odwrotnie?-spytałam, zaintrygowana.
-To akurat zabawna historia, bo przyłapałem młodego jak podkradał w sklepie piwo i fajki, robiąc zamieszanie w drugiej części sklepu, albo gdzieś w magazynie. Skubaniec nawet przed ojcem krył się tyle czasu.
-No co? Po prostu tak mam i tyle.- skwitował Michał, gdy spojrzałam na niego pytająco. Widocznie w tym przypadku się nie dogadamy. Dla tych dwóch fakt, że potrafią się przenieść z miejsca na miejsce, jest w zupełności naturalne, a mi przez głowę by nie przeszło, że da się coś takiego zrobić. Ściągnęłam usta, klęcząc znów nad rozrzuconym prześcieradłem.
Ścigają nas ci sami ludzie, którzy zabili twoich rodziców, Nathan. Zerknęłam na niego ukradkiem. Przecież powinieneś być na nich wściekły.
-Dlaczego jesteś taki spokojny?- zapytałam już na głos skonsternowana.
-Bo nic mi to nie da w tej chwili. - odparł opryskliwie- Mam stracić swój wolny czas i energię na myślenie o tych gnojach?
-No tak, tu masz punkt.- przyznałam, składając w końcu prześcieradło jak należy.
W pewnej chwili nastawiłam uszu, bo zaniepokoiły mnie hałasy na korytarzu. Nathan wyjrzał z pokoju.
-Przyjechali.- zrzedła mu mina. Zrobiło mi się gorąco. Jeśli jego ojciec jest z policji, będzie chciał wiedzieć, jak się tu znalazłam.
Słyszałam jak Krystian wita się z rodzicami chłopaków, a gdy Nathan zjawił się na widoku, jego ojciec z pogodnym tonem głosu powiedział coś o kolejnych męskich schadzkach.
-Cześć, tato.- Michał wychylił się z pokoju.- To takie nie do końca męskie schadzki, jak zwykle.
-Znowu coś zmalowałeś?- ojciec Michała zwrócił się do czerwonowłosego wyraźnie ozięblejszym tonem.
Nasłuchiwałam tylko, składając pościele dalej. Może mnie zignorują, może nie będą chcieli mnie zobaczyć. Może zaraz pojedziemy dalej i nie będę musiała się tłumaczyć, jak się tu znalazłam? W miarę jak próbowałam się uspokoić, czułam, że moje policzki robią się coraz bardziej purpurowe. Zamarłam słysząc ciężkie, mocne kroki zbliżające się do tego pokoju.
Wypuściłam z siebie powietrze, gładząc jeszcze ułożoną pościel. Obróciłam się w kierunku wyjścia, a w progu stał starszy mężczyzna, wzrostem sięgający  prawie do dwumetrowej framugi drzwi. Zajmował w zasadzie całe przejście i mysz by się nie przecisnęła. Facet takiego wzrostu i takich gabarytów z ogoloną głową nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Od razu mogłabym stwierdzić, że albo jest ochroniarzem na jakichś imprezach, albo faktycznie robi w policji.
-Dzień dobry.- dygnęłam głową, zestresowana. Uśmiechnął się krzywo. Miał takie same ciemnoniebieskie oczy jak Michał.
-Dzień dobry. Już cię zagonili do sprzątania?
- Ja tylko pomagam Michałowi.- mruknęłam, drapiąc się delikatnie po przedramieniu. Nie wiedziałam, gdzie podziać wzrok.
-Spokojnie. Chodź do salonu, usiądziemy wszyscy razem.- mężczyzna usunął się z drogi, otwartą dłonią wskazując mi wyjście na korytarz. Nathan stał w korytarzu, czekając chyba na to hasło. Ruszyłam po schodach na dół, czując, że czarnooki kroczy tuż za mną, odgradzając mnie od swojego przyszywanego ojca.