czwartek, 25 maja 2017

52. Egzemplarz

Gdy tylko sięgnęłam stopami parteru, poczułam zapach świeżo parzonej kawy. Drobna kobieta z o szarych oczach zniosła do salonu zastawę na sześć osób. Nathan wepchnął mnie do salonu i kazał mi usiąść obok Krystiana na kanapie. Sam zajął ostatnie wolne miejsce obok. Jego ojczym usiadł w najbliższym fotelu, Michał przycupnął na pufie, którą przytargał ze sobą z sypialni.
-Zuzanno, chodź już i usiądź z nami.- zawołał policjant.
-Michaś, pomożesz mi?- dało się słyszeć z kuchni. Niebieskooki poderwał się z miejsca i po chwili razem ze swoją matką ustawiał na stole talerze ze smakołykami.
-Jak państwu minął wyjazd?- zaczął Krystian, rozluźniony. Najwidoczniej miał już z nimi kontakt.
-Straszne korki o tej porze, gdyby nie te objazdy, bylibyśmy już wczoraj wieczorem.- zaczął ojciec, sięgając po swój kubek z kawą. Nathan sięgnął zaraz po swój kubek, trzymając gorące naczynie w całej garści.
-Nathan, bo się oparzysz!- zareagowała pani Zuzanna. Fuknął tylko, że go to nie rusza i wziął łyk kawy. Śledziłam wzrokiem jego poczynania, dopóki nie zorientowałam się, że jego ojczym mi się uważnie przygląda.
-Mówiłaś już jak Ci na imię, młoda damo?- ściągnął brwi wyczekująco.
-Na imię mam Agnieszka.- odburknęłam zachrypnięta, czerwieniąc się.
-Jak się tu znalazłaś?- padło pytanie, którego się bałam najbardziej.
Spuściłam wzrok na stolik, gdy Krystian zaczął nas wszystkich tłumaczyć.
-Wygrałem bilety na festiwal muzyczny dla czterech osób i pomyślałem, że ich ze sobą zgarnę.- wzruszył ramionami. Podziękowałam mu w myślach za taką wymówkę. Michał podniósł się z pufy i nałożył ciasta na talerzyk, podając mi je. Widocznie jego mama zaczęła go naglić, żeby to zrobił, bo spojrzał na nią z wyrzutem.
-Częstuj się, słońce. Nie masz się czego wstydzić.
Chwyciłam delikatnie kubek z kawą, uważając by nie wylać jej, bo trzęsły mi się ręce.
- To wspaniale, ale nie wytłumaczyłeś skąd ta Agnieszka, bo waszą trójkę rozumiem w zupełności.
-Piotrek, nie jesteś w pracy.- ucięła karcąco pani Zuza. Akurat wzięłam łyk, wpatrując się w kofeinową czerń, gdy Nathan wyjaśnił nad wyraz skrótowo.
-Aga jest moją dziewczyną.- rozsiadł się, gdy ja próbowałam opanować ból po gwałtownie przełkniętym wrzątku. Miałam ochotę schować się pod ziemię. Krystian tylko uśmiechnął się z politowaniem, a Michał spojrzał na mnie, z wcale nie zdziwioną miną, mieląc ciasto w gębie.
-Synek, trzeba było tak od razu.- pani Zuza rozpromieniła się, obdarzając mnie ciepłym uśmiechem. Wypuściłam powietrze z płuc na tyle wolno na ile pozwolił mi mój oparzony przełyk.
Opanuj się, Aga. To tylko zagrywka na chwilę. Dopóki stąd nie pojedziemy. Tak? Przygryzłam wargi, zastanawiając się, jakby tu uciec do pokoju.
-Dobra, to skoro formalności mamy już za sobą, zabieram ją do pokoju.-Nathan podniósł się z miejsca, chwycił talerz z ciastem, zgrabnie wyswobodził mi z kawę z rąk i skinął na mnie głową.-Chodź, kocie.- mrugnął do mnie, rozbawiony reakcją, jaką u mnie wywołał.
Podniosłam się machinalnie, dziękując za gościnę i poczęstunek i pomknęłam za czerwoną czupryną, która już zniknęła na piętrze. Szłam za aromatem kawy, docierając do pokoju Nathana.
Zdziwiłam się strasznie ilością książek porozrzucanych po kątach i jeszcze większą powciskaną w przepełnione regały.
Nathan lubi czytać. Stwierdziłam całkiem zaskoczona. Pewność, że to jego pokój uzyskałam dopiero widząc jego płaszcz w kącie pokoju i szczotkę z zaplątanymi w niej szkarłatnymi niteczkami włosów.
-Musiałeś?!- zamknęłam za sobą drzwi.
-Teraz nie będą się czepiać.- odciął się.
-Wręcz przeciwnie. Ty dostaniesz serię pytań od ojca, a twoja mama zgarnie mnie do pomocy przy obiedzie.- skrzywiłam się.
-Będzie odwrotnie.- parsknął rozbawiony.- Gotuję w domu najlepiej i to ja pójdę do kuchni, żeby zrobić obiad.
-Jeszcze lepiej.- załapałam się na niezły cyrk, dając się wciągnąć w tą znajomość.- Zostawisz mnie tak na pastwę Twojego ojczyma?
- Nawet jeśli to co? Nauczysz się rozmawiać z twardzielami.-zachichotał.
-Nie wiem w takim razie, czy zdałeś sobie sprawę, że sam sobie pocisnąłeś. Mięczaku.-mruknęłam prawie bezgłośnie. W pokoju było jednak na tyle cicho, że Nathan zdołał to usłyszeć. Podniósł się powoli znad podnóżka, na którym usytuował jedynie talerz z ciastem. Moja kawa stała na podłodze, ale nie to było teraz ważne.
Nathan z założonymi na piersi rękoma podszedł powoli, lustrując mnie spojrzeniem. Przestąpiłam z nogi na nogę, ściągając brwi.
-Mięczak? -zapytał.- Nazwałaś mnie mięczakiem?- zatrzymał się niebezpiecznie blisko mojej twarzy.
-Skoro nie miałam jeszcze okazji rozmawiać z twardzielem... Wszystko wskazuje na to, że jesteś mięczakiem.- umknęłam mu. Zmieniając temat chwyciłam pierwszą lepszą książkę i zaczęłam czytać na głos jej tytuł.
-"Jak skutecznie rzucić palenie". Ty czytasz co Ci w ręce wpadnie, co?- uniosłam książkę na wysokość twarzy, by mu ją pokazać.
Wyciągnął mi ją z ręki i rzucił niedbale w kąt pokoju.- I niespecjalnie o nie dbasz.- skrzywiłam się z lekka. W końcu to jednak książka, no nie?
-Akurat tego typu literatura niespecjalnie do mnie przemawia, więc to niewielka strata.- mrużył oczy podejrzliwie, patrząc na to, co robię. Fakt był taki, że za wszelką cenę próbuję wymyślić taki temat, żeby Nathan nie musiał przebywać aż tak blisko.
Zaczynało się robić niezręcznie, moja irytacja zresztą dość szybko dała sobie upust.
-Trochę to niezręczne.- zaczęłam, odsuwając się o krok od niego.
-Co masz na myśli?-westchnął, rozkładając się na łóżku. Wzniósł oczy ku niebu, nie kryjąc się wcale ze znużeniem.
-Gapisz się ciągle na mnie, pilnujesz na każdym kroku, a doskonale wiesz, że jestem zdana na Waszą łaskę, bo i tak nie wiem, gdzie jestem.
Zerknął więc na mnie z politowaniem i zaczął bezceremonialnie.
-Jesteś w moim domu, w moim pokoju i nawet stary nie może ci nic zrobić.- zaczął się wiercić, by wyciągnąć spod siebie kolejną książkę i rzucić ją na poduszki.
Wyszłabym na niedojdę, ale udało mi się jednak przechwycić książkę w locie.
-Skąd masz ten chłam?- ściągnęłam brwi. Narastała we mnie wściekłość. Raz jeden jedyny dałam do druku swoje opowiadania. Wyszła z tego niewielkich gabarytów książeczka, a wydrukowałam je w dwóch egzemplarzach. Dziecięce mrzonki o zostaniu pisarzem szybko przełamała moja znajoma wytykając mi infantylność zachowań głównych bohaterów i fakt, że w każdym następnym powielam te same zachowania. Nie mogłam znieść krytyki, a gdy chciałam książkę z powrotem, Asia powiedziała, że książkę zgubiła.- Gdzie to znalazłeś?
-O co ta spina, co?- obrócił się na bok.
-Pierwsza zadałam pytanie.- przełknęłam ślinę, czując jak robię się czerwona na twarzy.- Czy-czytałeś to już?
-Nie miałem jeszcze okazji. Nawet niespecjalnie kojarzę tego autora.- uniósł brew, obserwując moją narastającą panikę.
- Nie warto jej czytać. To jakieś nastoletnie harlequiny bez przesłania.- odparłam niechętnie.
-Tym bardziej poczytam, może się pośmieję w końcu. Dawaj.- wychylił się, by odebrać mi książkę, ale zareagowałam dość gwałtownie, a z moich ust wydobył się dziwny dźwięk na znak protestu.
-Nie powiesz mi teraz, że chcesz przeczytać tą książkę tylko dlatego, że ci ją odebrałam?
-Dokładnie. W tej samej chwili sprowokowałaś mnie do rozpoczęcia gonitwy za książką, która rzekomo miała być taka nudna i mdła.- usiadł na krawędzi łóżka, gotowy do skoku.
-Miała?- zatrzymałam się pod ścianą, ściskając grzbiet mojej książki za plecami.
-Wydaje mi się, że śmiało mógłbym się wbić w kanony charakterystyki tego demona, jak mu tam było... Adrian?- oczy błysnęły mu złośliwie, a we mnie trzasnął piorun. Myślałam, że spalę się ze wstydu.
-Adrian nie jest taki jak ty, ani nawet odwrotnie!- fuknęłam.
-Za to Majka jest łudząco podobna do Ciebie. Uroczy autoportret. Za szybko hamujesz swoją wyobraźnię. Kreując niektóre sceny dałaś się ponieść, a innym razem się wstrzymałaś, bo...- podszedł, by odebrać mi książkę z ręki. Cofnęłam się pod ścianę, przyciskając do niej zeszyt ciałem.
- To nie miało prawa wpaść w twoje ręce.- wybełkotałam, zmieszana.
-Znalazłem ją w bibliotece uniwersyteckiej. Leżała na krześle, więc ją przygarnąłem. Nie spodziewałem się jednak, że to twoja książka.
-To czasy gimnazjum. Daj spokój.- odburknęłam już bardziej zniesmaczona tym, że zaczął drążyć mój temat.
-Skoro to tak zamierzchłe czasy, to czemu nie dasz mi jej skończyć, co?- skrzyżował ręce na piersi i zacmokał niecierpliwie.
-Nic się tam więcej nie dzieje.- poddałam się wciskając mu książkę pod pachę. Uniósł brew śledząc moje kroki.
-Coś za szybko się poddałaś.- zmrużył oczy, sprawdzając za chwilę czy to aby na pewno ta książka. Usiadłam na podłodze, koło podnóżka z ciastem, upijając łyk mojej kawy.- Usiądź na fotelu, jak człowiek, co? Zuza wparuje i dostanę w łeb za ciebie.- syknął, zniżając głos. Jeszcze przez moment wpatrywał się w klamkę, by usiąść po przeciwnej stronie mebla, który robił nam za stolik.
-Tym bardziej zostanę na podłodze, żeby zobaczyć, jak dajesz się klepać.
-To co innego.- sarknął.
-Spoko. Wiem, jaka jest moja mama.- podkreśliłam.- Mi wystarczy.
-Twoja starsza to terminator?
-Podobno to ty, Nathan, uchodzisz w tej naszej drużynie za terminatora. Moja mama jest... -zaczęłam zastanawiać się nad odpowiednim słowem- ...stanowcza.
-I myślisz, że bycie stanowczym wystarczy?
-Nie. Prędzej czy później i tak któreś odpuszcza.-odparłam całkiem szczerze, a Nathan tym czasem kontynuował lekturę mojej książki. Ściągnęłam brwi, zapychajac usta kawałkiem ciasta. Nie byłam pewna czy chcę, żeby akurat on to czytał. Nie, jeśli będę z nim miała jeszcze do czynienia. Przebrnął już przez te momenty z których jestem zadowolona czy trafił już na te wstydliwe, w których faktycznie nie popisałam się wyobraźnią.
Czerwonowłosy czytał tak w ciszy, coś za szybko wędrując po kolejnych stronach, aż doszedł do ostatniej i zatrzasnął okładkę.
-Albo brakuje ci wyobraźni, albo doświadczenia. Na to pierwsze nie ma rady, a to drugie możemy podszlifować tu i ówdzie.- uśmiechnął się zawadiacko i w końcu spojrzał na mnie. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię.- Chcesz iść na spacer?
-Co? Nie mam się w co ubrać przecież.
-W takim razie jedziemy na zakupy.
-A-ale mogą nas zna...-mężczyzna gwałtownie przyłożył mi rękę do twarzy.
-Zamknij się.- przyciszył głos, karcąc mnie spojrzeniem. Odpuścił, gdy ja zaskoczona tym manewrem zamknęłam usta, siedząc już cicho.
-Ogarnę Kryśkę i jedziemy na miasto.
-Serio? Podobno według was nie jest bezpiecznie.-znów zaczęłam mówić. Tym razem Nathan powalił mnie na plecy, zatrzymując się tuż nade mną. Znów zasłaniał mi usta.

wtorek, 10 stycznia 2017

51.Prześcieradła

Usiadłam ostrożnie przy stole, patrząc na zawartość mojego śniadania. Cały czas miałam na uwadze to, że Nathan obserwuje mnie z nosem w szklance herbaty.
-Zaczniesz to jeść, czy nie?!- czułam pretensję w jego głosie. Odstawił kubek z hukiem i podniósł się z miejsca. Podskoczyłam, chwytając za kromkę chleba z pomidorem i sałatą i uniosłam drżącą rękę, żeby wziąć kęs. W tym momencie pomidor zsunął się z kanapki i plasnął o stół. Zaklęłam pod nosem.- Fajtłapa.- prychnął. Zgarnął swoje naczynia i wstawił je do zlewu, po czym zajrzał do lodówki. Wyciągnął z niej butelkę piwa. Oparł się o blat kuchenny i dalej mnie obserwował.
-Możesz przestać?
-Niby co?
-Się na mnie gapić.- warknęłam. Szaruga za oknem dawała mało światła. Może i było jasno, ale coś mi się zdaje, że to będzie męczący dzień, nawet jeśli miałby się okazać całkiem spokojny.
Nathan syknął tylko, a otwierana butelka zawtórowała mu dźwiękiem.
Kto normalny chleje piwo od rana? Uniosłam tylko brew, by zaraz potem zabrać się z powrotem za jedzenie, którego nawet nie zaczęłam konsumować.
Jeszcze przez chwilę patrzyłam na kanapkę, trzymając ją już teraz obiema dłońmi,
-Jakbyś zjadła wczorajszą kolację, wiedziałabyś, że nic ci do niej nie dosypałem.- fuknął.
-Dobra, już dobra.- wgryzłam się w sznytkę chleba i zaraz wzięłam drugiego gryza. Smak świeżej zieleniny z rana był jak ten dzisiejszy prysznic. Zasmakowało mi, aż za bardzo i zaczęłam pałaszować resztę. Tego mi było trzeba.
Byłam tak zajęta jedzeniem, że nie zwróciłam uwagi kiedy czerwonowłosy z powrotem dosiadł się do stołu.
-Było tak źle?
- Nie najgorzej.- odparłam zdawkowo. Ściągnął brwi, a kącik jego ust uniósł się w krzywym uśmieszku. Przechylił butelkę i osunął się na oparcie krzesła.
-Jak skończyłaś, wstaw naczynia do zlewu i chodź do salonu.- odepchnął się bezceremonialnie od stołu, wyjął kolejne piwo z lodówki i z dwoma butelkami opuścił pomieszczenie.
Jak polecił, tak zrobiłam. Wytarłam po sobie stół i nieśmiało ruszyłam w stronę salonu.
Deja vu.
Czarnooki leżał na kanapie z butelką w ręku i znużonym wyrazem twarzy, wpatrując się w ekran telewizora. Stanęłam za meblem. Nie było tu miejsca. Na jednym fotelu leżała zwinięta pościel, a na drugim spał Michał, chrapiąc głośno.
-Na co się czaisz? Siadaj.- machnął ręką, podkulając nogi. Usiadłam na zrobionym dla mnie miejscu, wbijając się w róg kanapy. Nie byłam w stanie oglądać telewizji. Czułam się nieswojo, a cisza jaka tu teraz panowała przyprawiała mnie o rumieńce zakłopotania. No dobra, raz kozie śmierć. Trzeba w końcu zacząć ten temat.
-Hej, Nathan.- zaczęłam, łamliwym głosem. Odchrząknęłam za chwilę, biorąc głębszy wdech.
-No?
- Dlaczego masz takie dziwne imię?
- Co?- podniósł głowę, zastanawiając się zapewne dlaczego zadałam takie pytanie.
-No, bo nie brzmi na tutejsze.
- I nie jest.- odpowiedział krótko, zamykając temat. Skrzywiłam się i chyba zauważył mój grymas, bo podniósł się z pozycji półleżącej. Zresztą, dziwne by było gdyby nie zauważył, skoro od kiedy nas wyciągnął z tamtej parszywej dziury, obserwuje każdy mój krok.
-Spoko.
-Cholera jasna. Co chcesz wiedzieć na mój temat, co?
-Już nic.- skrzyżowałam ręce na piersi i założyłam nogę na nogę.
-Ech... Pochodzę z Wielkiej Brytanii, starczy? Moi starsi zamieszkali w Polsce jakieś dwadzieścia lat temu.- odparł- Coś jeszcze?
- Nie martwią się o Ciebie?
- Nie, już nie.- wyraźnie spochmurniał. Poczułam, że to grząski temat, więc rzuciłam tylko krótkim "aha". Znowu zrobiło się cicho. Michał chrapnął tylko głośniej niż do tej pory i obrócił się w fotelu.
-Jaki macie dalszy plan na to, co się dzieje?
-Na razie czekamy, jak się sytuacja rozwinie.- to, co powiedział mnie zaniepokoiło i wywołało kolejne odczucie przebiegającej po karku iskry. Wzdrygnęłam się, rozcierając to miejsce po chwili. Coś mi tu nie pasowało i to bardzo. Nie wiedziałam tylko w jaki sposób chwycić się tego tematu, żeby nie pociągnąć za nieodpowiednią strunę.
-No, dobra, ale ich zgubiliśmy, tak?
-Na to pytanie Ci nie odpowiem.- zniżył głos.- Pytanie, czy idziesz dalej z nami, czy mamy Cię wsadzić do pierwszego lepszego autobusu w kierunku domu?
-Jest taka możliwość?- ucieszyłam się, gdy to powiedział, ale zaraz potem wyraz jego twarzy kazał mi się uspokoić.
-Jest, a pewnie. Zawsze była, ale jest bardziej ryzykowna, niż gdybyś miała jechać dalej z nami, bo tym razem, podejrzewam, że Cię po prostu zabiją. Za dużo wiesz na nasz temat.- wyjaśnił. Ściągnęłam brwi, zaprzeczając.
-Przecież niczego nie wiem, bo nic mi nie mówicie. Chcę jak najprędzej wrócić do domu!- musiałam postawić na swoim, bo przecież na czymś się muszę opierać.
-Nie pozwolę Ci.- skwitował, a ja poczułam się, jakbym dostała mokrą szmatą po twarzy. Łzy napłynęły mi do oczu nie z powodu żałosnej sytuacji, a tego, że moje szanse na szybki powrót do domu są coraz bardziej nikłe. Wzbierała we mnie wściekłość.
-Jak to mi nie pozwolisz? Za kogo ty się masz?!
-Póki co, ratujemy tyłek Tobie i twojej rodzince przy okazji. Im dłużej Cię nie ma w domu i się z rodziną nie komunikujesz, tym mniejsze jest ryzyko, że im się oberwie, czaisz?- zareagował surowo na mój wyrzut. Zamrugałam kilkukrotnie, wpatrując się w jego oczy, ale on mówił to wszystko na poważnie.
Zakryłam usta dłonią, zdając sobie sprawę z własnej głupoty. Wróciłabym do domu i nie mogłabym zmrużyć oka, żeby się nagle nie okazało, że ja i cała moja rodzina będziemy leżeć martwi we własnych łóżkach.
-Za wiele to ty sobie nie wyobrażaj, bez przesady.
-Za późno.- rzuciłam słabo.- Już do mnie dotarło.
-Hm, to nawet lepiej.- Nathan wzruszył ramionami.
-Gdzie my w ogóle jesteśmy?
-Nie uwierzysz, jak ci powiem.
-Nic mnie już chyba nie zdziwi.- przymknęłam oczy, masując skronie.
-W moim domu.- stwierdził. Michał chrapnął głośno, a chwilę potem jego głowa zniknęła pod poduszką, jaka z głuchym huknięciem zderzyła się z jego twarzą.- Wstawaj, leszczu. Chatę trzeba ogarnąć zanim starsi przyjadą.-czerwonowłosy podniósł się z kanapy, przerzucając na Michała resztę pościeli z fotela.
Spod sterty materiału wydobyło się jęknięcie.
-Dlaczego ty tego nie zrobisz?
-Bo mam inne rzeczy na głowie, gówniarzu.
-Ale to też twoi rodzice.- Michał zrzucił wszystko na podłogę przeciągając się. Nie myślał chyba, że jestem świadkiem całego dialogu. Zamarłam tylko bardziej, obserwując. Nathan na odpowiedź śpiocha zareagował szybkim spojrzeniem w moją stronę, dając znać młodemu, że tam jestem. Zmrużyłam oczy podejrzliwie. Oszukał mnie. Michał wygiął się w moją stronę, kuląc się z zaskoczoną miną.- Ups, skucha.
-Całe życie z idiotami.- westchnął poirytowany czarnooki.
-Ej! Nathan!- podniosłam się z łóżka.
-Co?!- fuknął na mnie.
-Mówiłeś, że nie masz rodziców!
-Aga, przerwij misję. Przerwij misję!- Michał wycofał się, pokazując mi całym ciałem, że mam dalej nie drążyć, ale już było za późno. Zdążyłam tylko poczuć pchnięcie na kanapę, a potem zobaczyłam białka jego oczu.
-Ała...
-Ała? Zaraz ci zrobię "ała". Nie mam rodziców.- warknął, jakbym to ja była winna, cokolwiek się im stało. Czułam, jak cała kanapa się trzęsła.- Wystarczy?- coś w podłokietniku trzasnęło pod uściskiem jego palców. Zacisnęłam powieki, panicznie kiwając ze zrozumieniem. Łzy napłynęły mi do oczu, zacisnęłam palce na przegubie swojej dłoni.- Przestań wbijać sobie pazury w rękę, krzywdę sobie zrobisz.- dodał z pogardą, uderzając mnie w zaciśniętą rękę luźną dłonią. Podskoczyłam w miejscu.
Nathan zniknął.
Michał zaczął pospiesznie zbierać rzeczy z podłogi.
-O co chodziło?- ledwo wydobyłam z siebie głos.
-Jeśli mi pomożesz, to ci powiem.- oznajmił. Wszystko będzie lepsze niż siedzenie i czekanie na rozwój wydarzeń. Poza tym wolałabym sama tu nie zostawać.
-No, dobra.- westchnęłam ciężko. Gdy już zebraliśmy pościel i schowaliśmy ją w szafie, Michał zaczął mówić.
- Bo to nie jest do końca tak, że to jego prawdziwi rodzice.- rozejrzał się ostrożnie, przyciszając głos.
-Jest adoptowany?
-Nawet nie... Szukaliśmy domu z rodzicami. Nathan zaoferował się, że nam go udostępni w zamian za wszelkiego rodzaju przykrywki. Ojciec z kolei pracuje w policji i nie łatwo było go do tego przekonać, ale że byliśmy w zasadzie na przegranej pozycji, zdecydował się na warunki Nathana, lekko je naginając.
-W jakim sensie?- ściągnęłam brwi.
-Wszystko wyszło po czasie, jak ojciec znalazł kilka kruczków prawnych i pozbawił Nathana części praw do domu. Wziął go pod kosę, bo by go deportowali za nielegalne przebywanie na terenie Polski bez obywatelstwa.
- Ale przecież dom był jego.
-Tia, i jego biologicznych starszych.
-Co się z nimi stało?- zaczęłam składać prześcieradło, unosząc je rozpostarte  nad głową.
-Zginęli.-mruknął.
-Jak zginęli?
- Z rąk tych samych ludzi, którzy teraz nas ścigają.- podskoczyłam w miejscu, upuszczając prześcieradło na podłogę. Moja misterna praca leżała niedbale rozciągnięta na dywanie, a Nathan stał w progu, z grobową miną. Widocznie musiał od samego początku przysłuchiwać się rozmowie.
-Przykro mi.- spuściłam wzrok.
-Ktoś widocznie poleciał na hajs, którego i tak nie dostanie. I to nie tak, że twój stary wsadził mnie między młot a kowadło, Michał. Dałem się w to wciągnąć, bo policja jaka by nie była, swoje kontakty ma. Tak szybko mnie nie zgarną.
-Ej, wiecie co dla mnie jest nie do pojęcia?- stwierdziłam nagle.
-Co niby jest takie trudne do ogarnięcia, hm?- Nathan skrzyżował ręce na piersi.
-Skoro już spotkaliście się przypadkiem, to  dlaczego obaj macie te moce? Dałeś mu to coś, czy odwrotnie?-spytałam, zaintrygowana.
-To akurat zabawna historia, bo przyłapałem młodego jak podkradał w sklepie piwo i fajki, robiąc zamieszanie w drugiej części sklepu, albo gdzieś w magazynie. Skubaniec nawet przed ojcem krył się tyle czasu.
-No co? Po prostu tak mam i tyle.- skwitował Michał, gdy spojrzałam na niego pytająco. Widocznie w tym przypadku się nie dogadamy. Dla tych dwóch fakt, że potrafią się przenieść z miejsca na miejsce, jest w zupełności naturalne, a mi przez głowę by nie przeszło, że da się coś takiego zrobić. Ściągnęłam usta, klęcząc znów nad rozrzuconym prześcieradłem.
Ścigają nas ci sami ludzie, którzy zabili twoich rodziców, Nathan. Zerknęłam na niego ukradkiem. Przecież powinieneś być na nich wściekły.
-Dlaczego jesteś taki spokojny?- zapytałam już na głos skonsternowana.
-Bo nic mi to nie da w tej chwili. - odparł opryskliwie- Mam stracić swój wolny czas i energię na myślenie o tych gnojach?
-No tak, tu masz punkt.- przyznałam, składając w końcu prześcieradło jak należy.
W pewnej chwili nastawiłam uszu, bo zaniepokoiły mnie hałasy na korytarzu. Nathan wyjrzał z pokoju.
-Przyjechali.- zrzedła mu mina. Zrobiło mi się gorąco. Jeśli jego ojciec jest z policji, będzie chciał wiedzieć, jak się tu znalazłam.
Słyszałam jak Krystian wita się z rodzicami chłopaków, a gdy Nathan zjawił się na widoku, jego ojciec z pogodnym tonem głosu powiedział coś o kolejnych męskich schadzkach.
-Cześć, tato.- Michał wychylił się z pokoju.- To takie nie do końca męskie schadzki, jak zwykle.
-Znowu coś zmalowałeś?- ojciec Michała zwrócił się do czerwonowłosego wyraźnie ozięblejszym tonem.
Nasłuchiwałam tylko, składając pościele dalej. Może mnie zignorują, może nie będą chcieli mnie zobaczyć. Może zaraz pojedziemy dalej i nie będę musiała się tłumaczyć, jak się tu znalazłam? W miarę jak próbowałam się uspokoić, czułam, że moje policzki robią się coraz bardziej purpurowe. Zamarłam słysząc ciężkie, mocne kroki zbliżające się do tego pokoju.
Wypuściłam z siebie powietrze, gładząc jeszcze ułożoną pościel. Obróciłam się w kierunku wyjścia, a w progu stał starszy mężczyzna, wzrostem sięgający  prawie do dwumetrowej framugi drzwi. Zajmował w zasadzie całe przejście i mysz by się nie przecisnęła. Facet takiego wzrostu i takich gabarytów z ogoloną głową nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Od razu mogłabym stwierdzić, że albo jest ochroniarzem na jakichś imprezach, albo faktycznie robi w policji.
-Dzień dobry.- dygnęłam głową, zestresowana. Uśmiechnął się krzywo. Miał takie same ciemnoniebieskie oczy jak Michał.
-Dzień dobry. Już cię zagonili do sprzątania?
- Ja tylko pomagam Michałowi.- mruknęłam, drapiąc się delikatnie po przedramieniu. Nie wiedziałam, gdzie podziać wzrok.
-Spokojnie. Chodź do salonu, usiądziemy wszyscy razem.- mężczyzna usunął się z drogi, otwartą dłonią wskazując mi wyjście na korytarz. Nathan stał w korytarzu, czekając chyba na to hasło. Ruszyłam po schodach na dół, czując, że czarnooki kroczy tuż za mną, odgradzając mnie od swojego przyszywanego ojca.